Login lub e-mail Hasło   

Google jest evil

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://jaroslawlipszyc.salon24.pl/1612,index.html
Po książkę "Szukaj" o firmie Google - szczególnie po lekturze jej recenzji pióra WO - sięgałem z rozbudzonymi nadziejami. Jej autor John Batelle to w koń...
Wyświetlenia: 2.999 Zamieszczono 10/12/2006

Po książkę "Szukaj" o firmie Google - szczególnie po lekturze jej recenzji pióra WO - sięgałem z rozbudzonymi nadziejami. Jej autor John Batelle to w końcu antropolog kultury i poważny specjalista od cyberprzestrzeni, redaktor legendarnego magazynu „Wired”. Od monografii firmy, która wywraca do góry nogami świat współczesnej informacji (a więc cały świat), także można oczekiwać wiele.

Pewnie z powodu swoich nadmiernie wybujałych oczekiwań sądzę, że ta książka jest porażką. Choć napisana jest rzetelnie, porusza wszystkie ważniejsze wątki, a autor wykonał solidną pracę w docieraniu do źródeł, to pozostawia ona solidne uczucie niedosytu. Battelle ślizga się po powierzchni opisywanych zjawisk, nie dokonuje poważnej analizy zmian społecznych powodowanych przez powszechną dostępność technologii totalnego wyszukiwania, a uważny czytelnik newsów z branży hi-tech w zasadzie nie dowie się z niej niczego nowego.


Google nie jest zwykłą firmą. Jej szef, racjonalny biznesmen i menedżer Eric Schmidt, zupełnie serio mówi, że wszechświat to pięć milionów terabajtów informacji, i że celem firmy Google jest zindeksowanie wszechświata. Ponieważ do tej pory Google zindeksowało zaledwie 170 terabajtów informacji (dane za 2005 rok, zapewne od tego czasu Google poczyniło postępy), to firma ma jeszcze pole do popisu. Zindeksowanie reszty zajmie według Schmidta około 300 lat.


Pomysł ten można by traktować w kategoriach czysto psychiatrycznych, gdyby nie fakt że w samym trzecim kwartale 2006 roku Google zanotowało wpływy rzędu 2,6 miliarda dolarów, a stopa wzrostu przychodów wynosi 70 proc. Dzięki pełnej wiedzy o świecie informacji Google ma - niewyłączną - nad nim kontrolę, bo w świecie informacji władza to wiedza. Ta władza przekłada się zaś na konkretne rezultaty finansowe.


Finansowe motywacje przy podejmowaniu decyzji dotyczących sposobu zarządzania światem informacji oznaczają, że można i należy poważnie zastanowić się nad społecznymi skutkami działalności firm zajmujących się wyszukiwaniem - a wśród tych firm Google jest zdecydowanym liderem.


Kiedy firma Google zaczynała działalność, jej szefowie obwieścili, że w biznesie będą się kierować zasadą „Do not evil” (albo „Don't be evil”). Przez swoją użyteczność i korporacyjny image Google na początku wypracowało sobie reputację, której zazdroszczono w całym biznesowym świecie. Oto firma, która nie dość że zarabia gigantyczne pieniądze, to jeszcze cieszy się nieskończonym zaufaniem i wręcz miłością użytkowników.


Co jednak jest złem w świecie informacji? Google przy podawaniu wyników wyszukiwania korzysta ze ściśle zastrzeżonych, niejawnych algorytmów. Cały mechanizm pozycjonowania i zliczania reklam kontekstowych jest biznesową tajemnicą. Czyniąc informację całego świata widoczną i dostępną, samo Google cechuje wyjątkowy brak przejrzystości. Opinia publiczna na ten - dość jaskrawy, jeśli się nad tym zastanowić - znak ostrzegawczy bardzo długo pozostawała ślepa. Momentem zwrotnym w dziejach firmy stało się dopiero coś, co na liście złych uczynków Google plasuje się na pośledniejszym miejscu - wspieranie chińskiego reżymu w czynnym cenzurowaniu internetu i współpraca przy ściganiu internetowych dysydentów. To złamało wizerunek Google - ta (giełdowa przecież, a więc zobligowana do kierowania się w swoich poczynaniach wyłącznie żądzą zysku) firma już nie może z czystym sumieniem twierdzić, że nie jest zła. Jej początkowe hasło jest teraz i serio, i żartobliwie trawestowane w setkach przeróżnych kontekstów.


Firma która jest dla społeczeństwa bramą do świata informacji jest wystawiona na ogromną pokusę manipulacji. To, co Battelle opisuje jako Bazę Danych Intencji - wiedzę o ludzkich potrzebach informacyjnych - można wykorzystać w wielu złowrogich celach. Polityczne, biznesowe i społeczne zagrożenia związane z wykorzystaniem tej wiedzy są realne. Realnie więc trzeba się zastanowić nad tym, czy i jak poddać społecznej kontroli firmy kontrolujące globalne społeczeństwo informacyjne. Jeśli Google jest evil, to może się to okazać konieczne.


nota bibliograficzna:

John Battelle, Szukaj. Jak Google i konkurencja wywołali biznesową i kulturową rewolucję, Wydawnictwa Naukowe PWN, Warszawa 2006, s. 236

Podobne artykuły


41
komentarze: 19 | wyświetlenia: 33001
24
komentarze: 22 | wyświetlenia: 20307
18
komentarze: 11 | wyświetlenia: 9279
73
komentarze: 19 | wyświetlenia: 17316
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 3618
50
komentarze: 27 | wyświetlenia: 63608
27
komentarze: 4 | wyświetlenia: 12483
24
komentarze: 33 | wyświetlenia: 13276
22
komentarze: 4 | wyświetlenia: 34143
20
komentarze: 12 | wyświetlenia: 9748
12
komentarze: 13 | wyświetlenia: 4916
 
Autor
Dodał do zasobów: Rafal Kinde
Artykuł

Powiązane tematy





  ,  20/02/2009

Wielu narzeka, że ta, czy inna firma wspiera reżim taki, czy inny...dobrze się narzeka i pokazuje innych palcem, ale odpowiedzmy sobie na pytanie: co MY robimy, by tamtym ludziom żyło się lepiej?

Nie pomagamy im.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska