Login lub e-mail Hasło   

Chorwacja 2000 - relacja z wyprawy

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.adamski.pl/podroze/chorwacja/
W październiku 2000 roku miałem okazję być na dziesięciodniowej wycieczce w Chorwacji. Przedstawiam tutaj opisy najciekawszych miejsc jakie odwiedziłem, zdjęcia i kilka infor...
Wyświetlenia: 6.643 Zamieszczono 25/05/2007

W październiku 2000 roku miałem okazję być na dziesięciodniowej wycieczce w Chorwacji. Przedstawiam tutaj opisy najciekawszych miejsc jakie odwiedziłem, zdjęcia i kilka informacji praktycznych.

Wyjechaliśmy autokarem 8 października z Wrocławia. Trasa wiodła przez Czechy, Austrię i Słowenię. Celem była część Chorwacji zwana Dlamacją, a dokładniej miejscowość Vodice, która miała stać się naszą bazą wypadową na nastepne dni. Zanim jednak dojechaliśmy do Vodic odwiedziliśmy Park Narodowy Plitvickie Jeziora. Aby tam dotrzeć musieliśmy skorzystać z objazdu drogi z powodu rozminowywania pozostałości po wojnie.  Ponieważ objazd wydawał się dość spory skręciliśmy w boczną drogę aby przejechać na skróty. Niezapomnianym przeżyciem był z pewnością przejazd autokarem przez tą górską, wyboistą i wąską jak się okazało drogę. 

Przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów przez wyludnione tereny. Wioski zniszczone podczas wojny przedstawiały widok z innego świata. Spalone i ograbione zabudowania, mury podziurawione pociskami, zarośnięte ogródki, porzucone i zniszczone samochody. Wprawdzie początek wizyty w Chorwacji nie był zbyt optymistyczny ale jak się później okazało inne miejsca były zdecydowanie bardziej przyjazne.

Zanim dojechaliśmy do Vodic wstąpiliśmy po drodze do Parku Narodowego Plitvickie Jeziora. Park ten od 1979 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa naturalnego UNESCO i wart jestPlitvickie Jeziora odwiedzenia ze względu na unikatowe walory przyrodnicze.

Wody rzeki Korany powodując erozję wapiennych skał utworzyły w naturalny sposób zespół wielu połączonych jezior z których każde znajduje się na innym poziomie. Niezliczone kaskady krystalicznie czystej wody tworzą przepiękne widoki. Wapienne osady na dnach jezior nadają wodzie błękitny odcień, a pływające w nich ryby wydają się być zawieszone w niewidocznej cieczy.

Dwieście hektarów jezior znajduje się w otoczeniu lasów o charakterze pierwotnej puszczy. Poruszanie się po tym "raju na ziemi" możliwe jest dzięki drewnianym kładkom, które pozwalają na stąpanie nad przepływającymi wodami. Cały kompleks posiada oznaczone szlaki, które w Jezioro we mgle większości przemierza się pieszo, ale niektóre odcinki trzeba pokonać statkiem czy też nietypowym pojazdem terenowym z dwoma przyczepami.

Szkoda, że trafiliśmy na nienajlepszą pogodę - zachmurzone niebo i mgła nie pozwoliły na zrobienie udanych zdjęć, które choć w części ukazałyby klimat tego cudownego miejsca. Wizyta poza sezonem pozwoliła jednak na swobodne poruszanie się po wąskich ścieżkach, gdyż turystów było niewielu. Na dodatek przez kilka dni przed naszym przyjazdem padał ciągle deszcz i dzięki temu jeziora wypełnione wodą przelewały się tworząc efektowne wodospady, co nie zdarza się w sezonie ze względu na niski poziom wody.

Po 24 godzinach jazdy autokarem dotarliśmy wreszcie do miejscowości Vodice. Zamieszkaliśmy w trzygwiazdkowym hotelu Imperial. Ponieważ sezon turystyczny dobiegał już końca to gości w hotelu było niewielu, tak jak i turystów w Vodicach.Vodice - port

Do plaż Adriatyku mieliśmy kilkadziesiąt metrów, a że woda w październiku ma taką samą temperaturę jak powietrze (20 stopni Celsjusza) to z przyjemnością korzystaliśmy z kąpieli w ciepłym i bardzo słonym morzu. W hotelowym, krytym basenie woda była cieplejsza, ale równie słona bo pochodziła z morza.

Miejsce do gry w bouleVodice to kilkutysięczna turystyczna miejscowość niedaleko Sibenika.  Miasteczko posiada port do którego zawijają mniejsze promy, łodzie oraz jachty. Centrum miasta stanowi promenada portowa przy której znajdują sklepiki z pamiątkami, kawiarenki, kafejki, pizzerie, cukiernie, bank, poczta i oczywiście targ miejski.

Wprawdzie wszystkie plaże w Vodicach są kamieniste, ale czysta woda zachęca do wypoczynku nad brzegiem morza. W sezonie czynne są szkoły nurkowania, pola do gry w minigolfa, zjeżdżalnia wodna, korty tenisowe, kamping i basen.

Niedaleko Sibenika znajduje się Park Narodowy Krka w którym można zobaczyć wodospady jakie tworzą się na rzece Krka. Po dotarciu do miejscowości Skradin przesiedliśmy się na statek któryNajwiększy wodospad zabrał nas w górę rzeki do miejsca zwanego Skradinski Buk. 

Przy wejściu na teren parku dostaliśmy ulotki w języku polskim o Parku Narodowym Krka. Chorwacja żyje z turystyki i widać to na każdym kroku. Nie spodziewałem się jednak, że dba się tutaj o turystów w taki sposób.

Podobnie jak w Plitvicach oMłynbfite opady deszczu przed naszym przyjazdem podniosły poziom wody dzięki czemu mogliśmy podziwiać piękne wodospady w całej okazałości.

Po terenie parku można poruszać się tylko po wyznaczonych szlakach. Ścieżki prowadzą pomiędzy strumieniami rzeki, która na stromym zboczu rozlewa się szerokim pasem. Bezpieczne i sprawne przemieszczanie się to tym dzikim i trudnym terenieKładka nad rozlewiskiem zapewniają doskonale wykonane drewniane kładki.

Po drodze w najciekawszych miejscach wyznaczone są punkty widokowe. Okazji do zrobienia zdjęć jest wiele, ale radzę zostawić sobie kilka klatek filmu na koniec wycieczki ponieważ dopiero wtedy dociera się do miejsca z którego bardzo dobrze widać największy wodospad parku.

Warto zatrzymać się na chwilę i zobaczyć młyn oraz małe muzeum. Jeżeli komuś mało będzie atrakcji to u podnóża największego wodospadu może się wykąpać, ale tylko w wyznaczonych miejscach.

Żadne inne miasto w Chorwacji nie przypadło mi bardziej do gustu niż Sibenik. Wprawdzie tak jakWidok na miasto z Twierdzy inne miasta nadmorskie posiada port, promenadę i starówkę z wąskimi uliczkami, ale jest coś jeszcze.

Wszystkie uliczki w centrum prowadzą pod górę w kierunku twierdzy górującej nad miastem. Choć trzeba pokonać sporo stopni, to wędrowanie pod górę w labiryncie wąskich uliczek jest łatwe i przyjemne. 

Już u podnóża twierdzy rozpościerają się piękne widoki, a to dopiero przedsmak tego co czeka po wejściu na mury. Z twierdzy na szczycie wzgórza pozostało kilka solidnych ścian murów. Bez przeszkód można Stroma, wąska uliczka w centrum chodzić po całych ruinach, ale najciekawsze są punkty widokowe na najwyższych kondygnacjach.

Jak w każdym tego typu miejscu w Chorwacji na maszcie powiewa chorwacka flaga. Warto przysiąść na chwilę i poobserwować z góry miejskie życie. Widoki są naprawdę wspaniałe: okoliczne wzgórza, rzeka Krka, stare miasto, nowe osiedla, katedra oraz oczywiście port i wąski przesmyk - okno na morze Sibenika. Jest się w centrum miasta, a jednocześnie wokół panuje cisza.

Jak na Chorwację Sibenik, to chyba stosunkowo najtańsze miasto. Nigdzie nie znalazłem tak tanich owoców jak na targu w Sibeniku. Również w cukierniach ceny były niewygórowanie, a na dodatek w jednej z nich ekspedientka władała angielskim, o co zazwyczaj niełatwo w Chorwacji.

Split był największym miastem jakie zwiedziłem w Chorwacji. To 200 tysięczne miasto słynie z portu który jest dla Chorwacji morskim oknem na świat. Zawija tu wiele promów, statków pasażerskich i handlowych. Turystów przyciąga raczej nie port a starówka i fakt, że Split jest stolicą Dalmacji.

Dla turystów główną atrakcją miasta jest Pałac Dioklecjana znajdujący się pod patronatem UNESCO. Jak dla mniePromenada portowa w Splicie najciekawszym obiektem w Splicie jest wieża katedry. Można z jej szczytu podziwiać panoramę miasta. Bez wątpienia ciekawa jest również promenada portowa, którą zdobią okazałe palmy.

Jak w każdym większym mieście tak i w Splicie znajduje się targ miejski na którym można kupić niemal wszystko. Sprzedający głośno zachwalają swoje towary i zachęcają do kupowania. Nie trzeba znać chorwackiego żeby się porozumieć, czasami najlepiej jest mówić po Polsku. Światowy język turystów - Angielski znany jest zazwyczaj tylko przez młodych ludzi z dużych miast.

W Splicie brakuje klimatu jaki czuje się w małych miejscowościach. Zaletą tego miasta pełnego bloków są jednak dobre połączenia komunikacyjne. Lotnisko znajduje się wprawdzie poza miastem, ale może dzięki temu Split jest trochę spokojniejszym miastem.

 

Niedaleko Splitu znajdują się ruiny miasta Salona. W cieniu nowoczesnego miasta możnaRuiny miasta Salona na tle Splitu przespacerować się pomiędzy tym, co pozostało z miasta sprzed dwóch tysięcy lat. Wprawdzie ruiny te nie ą szczególną atrakcją turystyczną, ale klimat tego miejsca pozwala na chwilę przenieść się w zamierzchłe czasy.

Archeolodzy z odkopanych murów odtworzyli część ścian budynków, dzięki czemu zarysowany jest układ zabudowań, dróg i bram wjazdowych starożytnego miasta. Charakterystyczne jest występowanie kolumn w konstrukcjach budynków.

 

Na zachód od Splitu znajduje się miasto Trogir, które leży na niewielkiej wyspie oddzielonej od lądu kilkumetrowej szerokości kanałem portowym. Połączenie ze stałym lądem zapewnia mały most.Twierdza na wyspie Trogir Główną atrakcją miasta jest starówka, a cała wyspa znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Zwarta zabudowa z kamienia tworzy niesamowity klimat. Wąskie uliczki o nieregularnym ułożeniu przebiegają przez całą wyspę. Choć więcej tu turystów niż stałych mieszkańców warto zobaczyć to urokliwe miejsce.

Ponieważ wyspa jest niewielka to zaledwie godzina wystarczy, żeby przejść się wszystkimi uliczkami. Warto jednak zatrzymać się tu na trochę dłużej. Od strony morza koniecznie trzeba przespacerować się po nabrzeżnym deptaku Wieża w centrum miasta obsadzonym palmami. Tuż obok cumują promy, a trochę dalej znajduje się twierdza.

Wyspa Trogir połączona jest mostem z kolejną wyspą bardziej wysuniętą w głąb morza. Warto przespacerować się i na tą wyspę. Nabrzeże portowe wypełnione jest wieloma łodziami i jachtami. Na dodatek można podziwiać wyspę Trogir w całej okazałości.

Po zobaczeniu najciekawszych miejsc warto przysiąść na chwilę na ławce w parku, który znajduje się na obrzeżach wyspy. Obserwować tu bowiem można miejscowych mieszkańców grających w kulki czy wpływające do kanału portowego łodzie. W mieście, ale poza wyspą znajduje się wart odwiedzenia miejscowy targ.

 

 

 

Niedaleko Vodic znajduje się ciekawa osada Tribun. Z Vodic można do niej najłatwiej dotrzeć idącWidok na wyspę Logorun brzegiem morza. Po około dwóch i pół kilometra bezludnych plaż pojawiają się pierwsze zabudowania. 

Tribun w przeciwieństwie do większości nadmorskich miejscowości nie jest nastawiony wyłącznie na turystykę. Poznać to można po dużej ilości kutrów rybackich, których nie spotyka się w bardziej atrakcyjnych turystycznie miejscach. 

Podobnie jak w Trogirze główna część miasta Tribun leży na Miasto Tribun wyspie tuż przy stałym lądzie. Tribun jest jednak o wiele mniejszą wyspą i nie ma tu raczej nic szczególnego. W kilka minut można obejść wyspę dookoła. 

Atrakcja jest tylko jedna, ale za to fantastyczna i tylko dla wytrwałych. Trzeba wejść na spore wzniesienie gdzie mieści się mały kościółek. Z tego miejsca roztacza się piękna panorama zarówno na miasteczko jak i na Adriatyk. Warto się tu znaleźć aby podziwiać widoki na okoliczne wyspy.

 

 

Prom który płynie z Vodic do Sibenika zawija między innymi do dwóch portów na wyspie Prvic. Wprawdzie nie maiłem okazji zejść na ląd, ale już od strony morza wyspa wydaje się być ciekawa. Charakterystyczne białe zabudowania pokryte czerwoną dachówka kontrastują z zielonąWyspa Prvic roślinnością porastającą wyspę.

Mieszkańcy tej i wielu innych podobnych wysp zaopatrują się we wszystko co niezbędne do życia na stałym lądzie. Wyspy są tak małe, że nie ma na nich samochodów, a  jedynym środkiem komunikacji są promy i łodzie. 

Na wyspach stali mieszkańcy żyją głównie z połowu ryb, wyrobu wina oraz z turystów, którym nie przeszkadza brak niektórych zdobyczy cywilizacji. 

Wprawdzie wody Adriatyku są w całej Chorwacji czyste, ale wokół wysp woda ta jest szczególnie czysta co doceniają turyści nurkujący w głębinach.

Tym samym promem który zawija do portów wyspy Prvic dociera się także na wyspę Zlarin. Ta wyspa jest zdecydowanie warta bliższego zbadania. Zachwyca już sam widok na zabudowania i port, a ciekawostek jest o wiele więcej.

Nie można się oprzeć widokowi turkusowej wody, która jest niewiarygodnie czysta. O tym, żePort wyspy Zlarin woda nie jest w żaden sposób zanieczyszczona świadczą nadzwyczaj licznie występujące jeżowce, które unikają zabrudzonej wody. 

Najlepsze miejsce na kąpiel i uniknięcie spotkania z jeżowcami znajduje się na końcu długiej promenady odchodzącej na prawo od portu. Betonowe molo posiada na końcu drabinkę po której można zejść do głębokiej, czystej i ciepłej wody. To, że dno znajduje się tu kilka metrów poniżej lustra wody nie przeszkadza w jego obserwacji - tak czysta jest tam woda.

Sama wyspa jest mała, a jej urokliwe miejsca udostępnione są przybywającym turystom. Nie można się oprzeć wrażeniu, że na wyspie czas płynie wolniej. Życie toczy się spokojne, bez zbędnego pośpiechu i w ciepłych promieniach słońca.

Pobyt na wyspie Zlarin zapamiętam na zawsze gdyż spotkała mnie tam ciekawa przygoda. Na wyspę dotarłem razem z całą grupą. Mieliśmy kilka godzin wolnego czasu, a spotkać mieliśmy się przy porcie skąd promem mieliśmy wrócić do Vodic. Po obejrzeniu centrum wyspy, razem z kilkoma osobami kąpałem się przy betonowym molo. Korzystałem z jednak z czystej wody trochę dłużej, podczas gdy inni ruszyli w stronę portu. 

Dom na wyspie ZlarinNa piętnaście minut przed umówionym czasem zbiórki zjawiłem się na przystani promowej. Nie widziałem jednak nikogo z mojej grupy. Spodziewałem się, że wszyscy pojawią się całą grupą w ostatniej chwili - tuż przed przypłynięciem promu, ale nikt się nie pojawił. Ponieważ wiedziałem, że tego dnia będzie jeszcze jeden prom do Vodic, zdecydowałem się zostać na wyspie. Nie chciałem opuszczać samotnie wyspy nie zostawiwszy nikomu z mojej grupy informacji, że wracam do Vodic. 

Miałem wiec jeszcze kilka godzin spędzić na wyspie Zlarin. W oczekiwaniu na prom doszedłem do wniosku, że albo moja grupa jest nadal gdzieś na wyspie i coś ich zatrzymało, albo opuścili wyspę nie promem, a jakąś inną jednostką pływającą. Najpierw ruszyłem na poszukiwania grupy - obszedłem chyba całą wyspę, ale oczywiście nikogo nie znalazłem. Miałem za to okazję zobaczyć jak wygląda pogrzeb na takiej wyspie.

Czekając w porcie przyglądałem się różnokolorowym rybkom pływającym w czystej, głębokiej na około sześć metrów wodzie, przez którą mogłem obserwować dno. Tuż obok stała mała latarnia morska, która zasilana była z baterii słonecznej. Gdy tak sobie siedziałem i czekałem, pojawiła się łódź motorowa policji chorwackiej. Młody policjant po angielsku poinformował mnie, że przypłynęli po mnie. Okazało się, że moja grupa kilka godzin wcześniej zabrała się z tymi policjantami i odpłynęła z wyspy beze mnie do Vodic. Gdy zorientowali się, że mnie brakuje było już za późno na powrót. Poinformowali szybko kapitana promu, którym planowo mieliśmy wypłynąć z wyspy Zlarin, aby zabrał mnie na pokład - nikt jednak mnie nie zidentyfikował. Zawiadomili więc policję - tym udało się mnie namierzyć, ale żeby nie było łatwo mogli mnie podwieźć tylko do Sibienika. 

Mogłem poczekać na prom i wrócić bezpośrednio do Vodic, ale oczywiście skorzystałem z propozycji policji. Niecodziennie można przecież płynąć policyjną łodzią motorową no i chciałem ponownie zobaczyć Sibenik. Z trzech policjantów tylko najmłodszy rozmawiał ze mną po angielsku. Poczęstowali mnie owocami granatów, udzielili kilku informacji o wąskim przesmyku, który łączy Sibenik z otwartym morzem, a potem wysadzili mnie w porcie Sibenika.Prom w porcie wyspy Zlarin

Do Vodic miałem wrócić autobusem. Ponieważ do odjazdu najbliższego autobusu miałem trochę czasu ruszyłem więc na zwiedzanie miasta. Miejsca w których już byłem wydawały mi się tak znajome, jakbym wielokrotnie już był w Sibeniku. Duch przygody jednak mnie nie opuszczał. Przechodząc koło kościoła natknąłem się na świeżo poślubioną parę młodą. Tego samego dnia miałem więc okazję  niemal uczestniczyć w pogrzebie i ślubie. 

Wieczorową porą wąskie uliczki na starówce w Sibeniku oświetlone latarniami sprawiały jeszcze bardziej tajemnicze wrażenie niż w dzień. Promenada portowa tętniła nadal życiem, a tuż obok kawalkada samochodów gości weselnych w akompaniamencie klaksonów, świateł awaryjnych i z chorwacką flagą podjeżdżała pod restaurację. Przed odjazdem z Sibenika poznałem Niemca, który jechał w tą samą stronę co ja. W autobusie wymienialiśmy poglądy i informacje o Chorwacji. Mój dzień pełen przygód zakończył się na przystanku autobusowym, tuż koło hotelu.

Jak nie trudno się domyślić wszyscy mieli sporo uciechy z mojej przygody i już nigdzie mnie nie zostawili, bo liczenie osób w grupie zaczynali ode mnie.  :-)

Chorwacja w październiku to doskonały pomysł na wakacje dla kogoś, kto nie lubi tłumów turystów i upalnej pogody. Zaskakuje fakt, że w połowie października można się kąpać w ciepłym morzu, a woda jest krystalicznie czysta. 

W Chorwacji jest z pewnością wiele miejsc, które warto zobaczyć. Od pięknych zabytków przez parki narodowe do uroczych wysp - każdy znajdzie coś dla siebie. Należy wziąć tylko pod uwagę, że wszystkie te atrakcje rozrzucone są na dużym obszarze wybrzeża.

Niemal na każdym kroku Chorwaci podkreślają swoją niezależność. Każde strategiczne czy ważne miejsce zaznacza chorwacka flaga. Byłem świadkiem przejeżdżającego korowodu weselnego, który w asyście samochodowych klaksonów i dużej chorwackiej flagi przemierzał ulice Sibenika. Na innym weselu w hotelowej restauracji rozbrzmiewał hymn Chorwacji.

Walutą Chorwacji jest kuna, która dzieli się na 100 lip. Te oryginalne nazwy oznaczają tak jak u nas zwierzątko i drzewo. Warto zabrać ze sobą niemieckie marki lub po prostu złotówki - są one w pełni wymienialną walutą w Chorwacji. Za jedną markę dostaje się około 3,8 kuny, a za złotówkę około 1,8 kuny.

Podaję przykładowe ceny w kunach: bilet wstępu do P.N. Plitvice 50kn, pizza 30kn, piwo 10-12kn, lody - jedna gałka 3kn, woda mineralna 1,5 litra 5kn, banany 6-9kn, butelka wina 22-45kn, bilet wstępu na wieżę katedry w Splicie 5kn, bilet autobusowy z Sibenika do Vodic 6kn. Ceny zazwyczaj zaokrąglane są do 10lip.

Tak jak u nas przy drogach znajdują się rożna z kiełbaskami, tak w Chorwacji na rożnach piecze się jagnięcinę. Byliśmy na folklorystycznej imprezie której główną atrakcją było pieczenie jagnięcia i oczywiście uczta zakrapiana czerwonym winem.

Wyjazd do Chorwacji był wspaniałym przeżyciem i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś tam znaleźć, aby zobaczyć Park Narodowy Kornati, kótry stanowi 180 wysp z których większość jest niezamieszkana.

Podobne artykuły


26
komentarze: 10 | wyświetlenia: 11579
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 649
7
komentarze: 2 | wyświetlenia: 5538
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 15135
27
komentarze: 38 | wyświetlenia: 155575
6
komentarze: 1 | wyświetlenia: 3246
6
komentarze: 4 | wyświetlenia: 12192
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 638
55
komentarze: 98 | wyświetlenia: 129446
16
komentarze: 3 | wyświetlenia: 54777
32
komentarze: 12 | wyświetlenia: 34945
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 35712
27
komentarze: 8 | wyświetlenia: 13073
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje
Grupy




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska