Login lub e-mail Hasło   

Bóg, czyli wielkie zło...

Czy Bóg Biblii jest okrutnym maniakiem seksualnym, który każe wyznawcom gwałcić i mordować? O szkodliwości wiary w Boga, o wyższości krowy nad ludzkim embrionem i...
Wyświetlenia: 8.475 Zamieszczono 14/06/2007

Czy Bóg Biblii jest okrutnym maniakiem seksualnym, który każe wyznawcom gwałcić i mordować?

O szkodliwości wiary w Boga, o wyższości krowy nad ludzkim embrionem i o tym, dlaczego należy współczuć religijnym Polakom – z Richardem Dawkinsem, profesorem uniwersytetu w Oksfordzie i autorem kontrowersyjnego bestsellera „Bóg urojony” - rozmawia Marcin Fabjański.
New College na oksfordzkim uniwersytecie, który pana zatrudnia, został założony w roku 1379 przez biskupa Winchesteru Williama z Wykeham, sługę bożego. Nie boi się pan, że biskup przewraca się w grobie na wieść o tym, co pan pisze o Bogu?

– Wszystkie instytucje naukowe w tamtych czasach były zakładane przez ludzi Kościoła. Nie było innej możliwości. Lubię myśleć, że ponieważ biskup William był inteligentnym i wykształconym człowiekiem, to gdyby żył i wykształcił się w naszych czasach, pewnie doszedłby do podobnych wniosków jak ja.

Między innymi do wniosku, że wiara w Boga to urojenie. Co jest nie tak z Bogiem, że pisze pan opasłą książkę przeciwko niemu?



- Przede wszystkim to, że Bóg nie istnieje. I choć jego samego nie ma, to niestety istnieją jego wyznawcy. I sprawiają, że świat staje się ponurym miejscem dla ich współpasażerów podróżujących na tej planecie. W sposób oczywisty wyznawcy Boga czynią ziemię mniej przyjazną dla kobiet, sugerując, że jest z nimi coś nie tak i dlatego nie mogą zostać kapłanami. Czynią ją mniej przyjazną dla wszystkich zwolenników wykorzystywania w medycynie komórek macierzystych, które służą ratowaniu ludzkiego życia oraz zdrowia i pozwalają niepłodnym parom mieć dziecko, największe dla nich szczęście. Ludzie motywowani religijnie okłamują mieszkańców Afryki, że kondomy nie zabezpieczają przed wirusem HIV, i skazują setki tysięcy z nich na śmierć w okropnych męczarniach z powodu AIDS. Mam już skończyć? Bo jeśli nie, to z łatwością mogę dorzucić jeszcze parę rzeczy. Nie powiedziałem na przykład nic o samobójcach, którzy w imię Boga porywają samoloty i wbijają się nimi w wieżowce pełne ludzi, by usmażyć ich w płomieniach.

Gdyby Bóg istniał, wiedział o tym wszystkim i był miłosierny, powinien popełnić samobójstwo dla dobra człowieka. To, co pan mówi, wskazuje na dość emocjonalną postawę naukowca wobec badanego zjawiska.

– Jako naukowiec z ogromną pasją walczę o prawdę. Czuję wielką ekscytację możliwościami nauki, która przeżywa rozkwit i dostarcza nam znakomitych narzędzi do poznawania świata. To wielki przywilej żyć w XXI wieku, kiedy dowiadujemy się coraz więcej i coraz szybciej o tylu fascynujących rzeczach na temat wszechświata.

A ludzie wierzący zaburzają proces poznawania wszechświata przez ludzkość?

– Bardzo mocno. Trzymają się archaicznej teorii powstałej grubo przed średniowieczem, która nie wytrzymuje faktów, jakie zgromadziła nauka. Ich teoria wyjaśnia zdarzenia w fałszywy sposób albo nie jest w stanie w ogóle ich wyjaśnić. Teoria o istnieniu Boga jest wielce szkodliwą teorią, która nie pozwala milionom ludzi na całym świecie uznać prawd odkrytych przez naukowców albo nawet zainteresować się nimi. Oni już mają wytłumaczenie wszystkich zagadek wszechświata, nie interesują ich badania jego początków, nie fascynuje ich to, jak funkcjonują geny.

Skoro Bóg jest urojeniem, to kultury, w których powstała jego idea, są kulturami chorymi mentalnie.

– To nie jest tak, że kultury są chore mentalnie. Myślę, że kultura chrześcijańska, islamska, różne odmiany kultury judaistycznej są wartościowe z artystycznego punktu widzenia. Stworzyły piękne dzieła sztuki, na przykład niezwykłą muzykę. Patrząc historycznie, jest w nich wiele bardzo wartościowych rzeczy. Ale nie zmienia to przecież faktu, że wiara w Boga Stwórcę, która w tych kulturach obowiązuje, jest urojeniem.

Zna pan kultury, które nie stworzyły takiego urojenia?

– Możliwe, że w ogóle nie istnieją. Ale istnieje wiele społeczeństw, w których jednostki wyzwoliły się z tego urojenia. Jest choćby wielu ludzi, którzy myślą o sobie jako o Żydach, żyją w kulturze żydowskiej i kochają ją, ale to wcale nie oznacza, że wierzą w jej przekazy o rzeczywistości ponadnaturalnej. Możliwe, że kulturą, która nie poddała się urojeniu Boga, jest kultura buddyjska. Ale nie znam jej dobrze i nie jest to dla mnie do końca jasne.

Pisze pan, że inteligencja twórcza może powstać tylko na ostatnim etapie procesu ewolucji. I nie jest możliwe, żeby go poprzedzała, więc Bóg Stwórca nie istnieje. Ale to rozumowanie opiera się na uznaniu prawa ewolucji, a ewolucja obowiązuje w świecie rzeczy średniej wielkości. W skali kosmicznej albo w skali mikrokosmosu rzeczy mogą dziać się inaczej. U narodzin wszechświata może więc stać jakaś niepojęta inteligencja.

– W tym, co pan mówi, jest trochę racji. Ale ja nie nazywałbym ewolucji prawem. To raczej teoria, jedyna, jaką mamy, która wyjaśnia tak wiele i która poparta jest naukowymi dowodami. Mówi ona, że twórcza inteligencja jest tworem złożonym. Kiedyś ktoś może pojawić się z odmienną teorią i ją uzasadnić. Ale szczerze w to wątpię. Naturą inteligencji jest to, że jest skomplikowana. A to oznacza, że jest kombinacją rzeczy prostych. Powstała albo przez stopniową ewolucję, albo dzięki stwórcy, który jednak sam musi być produktem stopniowej ewolucji. Skomplikowane rzeczy, takie jak telewizor, są zaprojektowane przez ludzi, którzy sami długo ewoluowali, zanim stali się zdolni do stworzenia tego urządzenia.
Wiem z doświadczenia, że ludzie, którzy wierzą w Boga, reagują często agresywnie na ateistów. Staram się zrozumieć to zjawisko. Zna pan może jakieś psychologiczne uzasadnienie?

– Nie jestem psychologiem, ale sprawa wydaje się prosta. Ludzie wierzący w Boga czują się zagrożeni samym faktem istnienia kogoś, kto w niego nie wierzy. Jeżeli całe życie wierzyłeś w Boga, to nie poświęcałeś tej kwestii zbyt wielu myśli. Nagle dostajesz sygnał, że skoro są ludzie niewierzący, to może zagadnienie istnienia Boga nie jest aż tak oczywiste. Może to problem, który należy rozważyć. To nie jest specjalnie wygodne, dlatego wzbudza agresję. Często spotykam się z silną reakcją emocjonalną zagrożonych ludzi, gdy przedstawiam im argumenty na to, że Bóg nie istnieje.

Pana koledzy, niektórzy brytyjscy akademicy, też czują się zagrożeni. Profesor Alister McGrath z pana uniwersytetu napisał nawet książkę "Złudzenie Dawkinsa".

– Ta książka jest żenująca. Autor nie używa rozsądnych argumentów i manipuluje danymi. To nieprawda na przykład, że - jak chce McGrath – połowa naukowców z dziedziny nauk empirycznych wierzy w Boga, a druga nie. Są badania amerykańskiej i brytyjskiej akademii nauk, które mówią, że w USA i Wielkiej Brytanii prawie 10 procent spośród najbardziej uznanych naukowców wierzy w Boga, a 14 procent wśród naukowców wierzy w ogóle. Nie wiemy, ilu z tych 10 procent wierzy w boga Einsteina, czyli rodzaj kosmicznej zasady niedostępnej naszemu poznaniu, która nie ma nic wspólnego z karzącym za grzechy i odpowiadającym na modlitwę Bogiem osobowym księży, rabinów czy mułłów ani z mściwym i zazdrosnym sadomasochistą z Biblii. To, co różni ludzie nazywają "bogiem Einsteina", nie jest w ogóle bogiem. To raczej zadziwienie porządkiem obecnym w kosmosie. Einstein sam pisał o sobie: jestem głęboko religijnym niewierzącym.

Pana zdaniem powinniśmy wychowywać dzieci w duchu ateizmu, bo inaczej zrobimy im wodę z mózgu?

– Nie. Dzieci powinny być wychowywane w duchu sceptycyzmu. Powinniśmy je uczyć o wielości religii i o tym, jak ważnym zjawiskiem – antropologicznie i psychologicznie – są religie. Powinny wiedzieć, że istnieją katolicy, protestanci, muzułmanie i żydzi. Źle robimy, gdy mówimy dziecku: jesteś dzieckiem katolickim, albo: jesteś dzieckiem protestanckim. Podobnie jak złe jest mówienie mu: jesteś dzieckiem ateistycznym. Młody człowiek powinien mieć w przyszłości prawo wyboru swojej ścieżki. Użyć wszelkiej dostępnej wiedzy, by zdecydować się na jakiś światopogląd.

A ma pan dzieci, panie profesorze?

– Dorosłą córkę.

Nie pytam o jej przekonania religijne, bo to prywatna sprawa, ale zapytam, czy byłby pan nieszczęśliwy, gdyby któregoś dnia okazało się, że została zagorzałą katoliczką?

– To nie moja sprawa, jaką religię – i czy w ogóle – wyznaje moja córka. Ale przyznaję – w takiej sytuacji byłbym nieszczęśliwy. Prawdopodobnie.

Sugeruje pan, że moralność ateisty jest czystsza niż moralność człowieka wierzącego w Boga, bo nie jest oparta na handlu: dobre uczynki za zbawienie?

– Mówię tylko, że ludzie religijni nie mają prawa twierdzić, że religia jest warunkiem koniecznym moralności. Bo to po prostu nieprawda.
Co złego jest w traktowaniu religii jako źródła moralności?

– Jeśli to jest handel, łapówka dla Boga albo jej próba, to chyba zgodzimy się, że motywacja nie jest godna pochwały. Nie potrzebujemy Nowego czy Starego Testamentu, żeby głosić naukę o miłości. Ja uczę miłości. Wielu filozofów uczy miłości. Bóg wcale nie musi istnieć, żeby istniało przesłanie miłości. Można uczyć miłości w imię innych celów niż zaspokojenie żądań Boga. Stosować inny system wychowywania etycznego niż prymitywną logikę kija i marchewki, nagrody i kary, która zawarta jest w Biblii. Gdy spotka pan kogoś, kto jest dla pana dobry, i ten ktoś powie, że jest tak tylko dlatego, że boi się swojego Boga, nie będzie pan czuł pewnego niesmaku? To przecież dobro z obowiązku, a nie z naturalnej postawy życiowej. Nie czułby się pan lepiej, gdyby ten człowiek panu pomagał dlatego, że po prostu pana lubi? Jeśli ktoś mówi: kocham innych, bo Jezus tego ode mnie wymaga, to nie jest to dla mnie najlepsza z motywacji.

W Polsce miliony starszych ludzi wierzą bezkrytycznie w Boga. Dajmy na to, że pewnego dnia nauka dowiedzie bez wątpliwości, że Bóg nie istnieje. Czy pana zdaniem ma sens upieranie się przy tym, żeby ci ludzie to zaakceptowali? Jeśli zabierzemy im Boga, zabierzemy im uporządkowany wszechświat, a w zamian damy lęk i cierpienie.

– Sytuacja jest analogiczna do sytuacji lekarza stojącego przed wyborem: powiedzieć pacjentowi, że jest śmiertelnie chory i umrze w ciągu paru tygodni, czy nie. Niektórzy ludzie wolą, żeby lekarz był z nimi szczery, nawet jeśli nie ma nic miłego do zakomunikowania. Inni pewnie wolą nie wiedzieć. Ważne jest, żeby odróżnić pożyteczne kłamstwo od prawdy. To, że dla kogoś wiara w Boga jest korzystna, nie znaczy przecież, że ten Bóg istnieje. Psychologiczne potrzeby powinny być odróżnione od faktów.

Odczuwa pan litość dla krajów takich jak Polska, gdzie 90 procent ludzi albo więcej wierzy w Boga?

– Tak, odczuwam. Myślę, że mieszkańcy krajów takich jak Polska są oszukiwani przez kapłanów. Polacy zasługują na coś lepszego. Wolałbym, żeby mniej im mieszano w głowach i pozwalano na swobodny wybór światopoglądu. I żeby kapłani mieli więcej szacunku dla zwykłego człowieka.

Kiedy jednak porównamy badania poziomu szczęścia Polaków i ateistycznych Czechów, różnice są niewielkie. Ateiści niekoniecznie są szczęśliwsi.

– Wcale nie spodziewam się, że Czesi będą szczęśliwsi od Polaków. Osobiste szczęście zależy od wielu innych czynników niż światopogląd lub przekonania religijne. Nie twierdzę, że religia czyni ludzi nieszczęśliwymi. Sądzę nawet, że ludzie religijni mogą być bardziej odporni na stres. Ale zabrano im coś, co dla mnie jest bardzo ważne – intelektualne spełnienie. Mówię tu o pięknie nauki. Religia uniemożliwia wielu ludziom doświadczenie tego piękna. Sprawia, że nie interesują się nauką.

Czy zatem ludzie religijni są głupsi od ateistów?

– W większości nie. Są raczej niewolnikami pewnych uwarunkowań kulturowych czy tradycji. Ale wśród ludzi, którzy w jednakowym stopniu mają dostęp do nauki i wiary w Boga Stwórcę, ci którzy wybrali wiarę, są głupsi.

We współczesnej kulturze Zachodu każdy ma przecież dostęp do biblioteki.

– Jest pan pewien? Wielu ludzi podąża za inercją kulturową, akceptując wszystko, w co wyposażyła ich tradycja. Tylko ludzie naprawdę inteligentni idą do biblioteki, by zacząć swoje własne poszukiwania. Inni zwykle akceptują to, co mówią im nauczyciele w szkole i rodzice w domu.

Ale istnieją też ludzie naprawdę inteligentni, którzy wierzą w Boga. Wybitni naukowcy, którzy rozróżniają sferę nauki i sferę wiary.

– To jest bardzo dziwne i smutne. Znam ludzi, którzy tak robią. Kurt Wise, wybitny amerykański geolog, mówi: jeśli wszelkie dowody we wszechświecie są przeciwko teorii kreacji, która mówi, że Bóg stworzył wszechświat z niczego, wciąż będę kreacjonistą, bo mój Bóg wymaga tego ode mnie. Mówi, że widzi konflikt między rozumem i wiarą, i dobrowolnie oraz świadomie porzuca rozum. Staram się bardzo, ale zupełnie nie mogę zrozumieć tej postawy. Ale on jest protestantem i to go determinuje. Nie sądzę, żeby wśród katolików było wielu kreacjonistów. Papież Jan Paweł II nie był kreacjonistą – na spotkaniach z naukowcami uznał ewolucję i poświęcił temu osobny list. To był jego osąd, niepodważalny. Każdy katolik, który występuje przeciwko ewolucji, podważa dogmat o nieomylności papieża.

Kościół potępia fundamentalny kreacjonizm, ale nie przestał twierdzić, że to Bóg stworzył wszechświat. Może zbyt pochopnie interpretuje pan nauki Kościoła. Nazwał pan kiedyś papieża politeistą, bo wierzył, że Matka Boska Fatimska uratowała mu życie po zamachu w roku 1981. Czy to nie nadużycie? Politeizm zakłada przecież istnienie wielu bogów, a Matka Boska Fatimska nie jest bogiem.
– Dlaczego nie? Skoro ma moc zatrzymywania pocisku wystrzelonego z pistoletu? Przecież to moc typowo boska.

Ale to nie jej moc, tylko moc Boga działająca przez nią. Matka Boska Fatimska nie jest bogiem, bo nie stworzyła wszechświata i nie nadała mu praw.

– W religii starożytnej Grecji też nie wszyscy bogowie przyłożyli rękę do stworzenia świata. Ani Apollo, ani Wenus nie mieli w tym udziału. A mimo to nazywamy ich bogami, a religię Greków określamy mianem politeistycznej. Jan Paweł II stworzył więcej świętych niż jakikolwiek inny papież. Dla mnie jego politeistyczne tendencje są oczywiste.

Pisze pan, że ludzki embrion jest mniej rozwinięty nerwowo niż dorosła krowa. A katolicy, choć nie mają nic przeciwko zabijaniu krów, zabijanie embrionów chcą karać jak zabijanie dorosłego człowieka. Mam poczucie, że w „Bogu urojonym” nie odpowiada pan na argument, że ludzkiemu embrionowi należy się ochrona, bo potencjalnie wyrośnie z niego dorosły człowiek – istota wyposażona w o wiele bardziej skomplikowany system nerwowy niż u krowy.

– Dlaczego w przypadku aborcji ma decydować potencjał, a nie zdolność zabijanej jednostki do cierpienia? Krowa cierpi bardziej niż embrion ludzki. Jeśli uznamy, że decyduje potencjał, mamy sytuację jak z Monty Pythona – każda utrata spermy jest morderstwem. Każdy plemnik ma wszak potencjał zostania dorosłym człowiekiem. Wniosek jest taki, że za każdym razem, kiedy powstrzymujesz się od stosunku płciowego, zabijasz człowieka.

Podaje pan przykład katoliczki, która jako dziecko była bardziej przerażona tym, że jej zmarła protestancka koleżanka pójdzie do piekła, niż tym, że obmacywał ją ksiądz. Czy jakieś badania pokazują, że wychowanie religijne pogłębia naszą traumę wyniesioną z dzieciństwa?

– Nie chciałem przez to powiedzieć, że molestowanie seksualne dzieci, tak częste w Kościele katolickim, nie wyrządza szkód w psychice dziecka. Ta dziewczynka opisała jednak to, jak ksiądz dotykał jej w samochodzie, jako coś ohydnego, a świadomość piekielnych mąk, na które skazana jest jej koleżanka po śmierci, jako coś niesłychanie przerażającego, co nie pozwalało jej zasnąć. Pierwsze było molestowaniem fizycznym, drugie molestowaniem psychicznym dziecka. Nie znam jednak badań, które pokazałyby, że wychowanie religijne powoduje traumę. Bardzo chętnie się dowiem, czy takie istnieją. A jeśli nie, to powinny zostać przeprowadzone. Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby okazało się, że wychowanie religijne nie zwiększa traumy dzieciństwa.

Pisze pan, że religia jest produktem ubocznym. Ale czego dokładnie?

– Twierdzę, że religia jest raczej produktem ubocznym niż zjawiskiem, które istnieje samo przez się. Jest produktem ubocznym dziecięcej tendencji, żeby słuchać rodziców. Wiara w to, co mówią nasi rodzice, pomaga nam przetrwać. A świat to niebezpieczne miejsce dla niemowlęcia. To rodzice mają wiedzę, która pozwala dziecku przeżyć w tym świecie. Zasada generalna brzmi więc: wierz w to, co mówią rodzice. Nawet jeśli jest to nonsens. Dziecko nie odróżni bzdur od mądrości. Tak jak komputer, który jest zdolny do używania dobrego i złego programu, nie odróżni właściwego.

Ateizm jest dla pana mądrością, religie nonsensem. W jaki sposób ateizm pozwala skuteczniej przetrwać w świecie niż religie?

– Właśnie niekoniecznie pozwala. Choroby wywołane przez stres, takie jak zawał, wrzody żołądka, rak, są prawdopodobnie skuteczniej zwalczane przez ludzi religijnych. Niewątpliwie pewnym ludziom religia przynosi spokój i pozwala na akceptację przeciwności życiowych.

Znowu mamy więc wybór między prawdą a użytecznym urojeniem.

– Dla mnie zawsze najważniejsza jest prawda. Ale jeśli dla pana ważniejsze jest użyteczne urojenie, to ja nie mam z tym żadnego problemu.

Wierzy pan w naukę, ale przecież ona też ma swoje ograniczenia. Fakt naukowy musi być komunikowalny. A nawet pewnych naukowych idei, choćby z dziedziny mechaniki kwantowej, nie da się jasno komunikować. Nie sądzi pan, że inne sposoby pozyskiwania wiedzy o rzeczywistości niż naukowe mogą być prawomocne, nawet jeśli nie są komunikowalne? Może Jan od Krzyża i Teresa z Avila w przeżyciu mistycznym posiedli wiedzę niedostępną nauce, ale prawomocną?

– To całkiem możliwe, że ich wiedza jest prawomocna. Ale potrzeba komunikowalności odkryć naukowych ma znaczenie metodologiczne. Nie byłoby dobrze, gdyby naukowiec mówił: jest tak, bo czuję, że jest właśnie tak. Nie opublikowałby takiego twierdzenia w piśmie naukowym. Nauka tak nie działa. A to, że istnieje coś, co jest prawdziwe i nie może być komunikowalne – jak doświadczenia mistyczne – wcale nie zaburza mojego naukowego światopoglądu. Doświadczenie mistyczne nie spełnia kryteriów metodologii naukowej. Ale jeśli mówi osobie, która tego doświadcza, coś ważnego i prawdziwego o rzeczywistości, to ma wielką wartość.

A może doświadczenie mistyczne przewyższa wiedzę naukową? Po pół roku pobytu w buddyjskim klasztorze, gdy odpowiednio rozwinąłem koncentrację, smak jabłka nabrał nagle wielu tonacji, a bzyczenie komara głębi symfonii. To były prawdziwsze doświadczenia zmysłowe niż te, których doświadczam na co dzień, tak jak prawdziwsze jest postrzeganie przedmiotu w trzech wymiarach od postrzegania przedmiotu narysowanego na kartce.

– Możliwe, że doświadczenie mistyczne jest prawdziwe. Amerykanin Sam Harris napisał niedawno dwa bestsellery, w tym "Koniec wiary", w których zgadza się ze wszystkim, co ja piszę, ale dodaje, że wierzy w medytację i doświadczenie mistyczne. Wcale nie trzeba wybierać między nauką a mistycyzmem. Doświadczenia mistyczne doznawane w procesie medytacji mogą mieć ostatecznie naukowe wyjaśnienie. Nie widzę natomiast wspólnych punktów pomiędzy doświadczeniem mistycznym opisywanym przez chrześcijańskich mistyków, takich jak Jan od Krzyża, a Bogiem Biblii – okrutnym maniakiem seksualnym, który każe wyznawcom gwałcić i mordować.
-------------------------------------------------
Oryginał: http://wiadomosci.onet.pl/1418040,240,4,kioskart.html

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1195
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1580
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1006
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 945
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 837
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 923
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 878
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 759
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 539
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 868
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 756
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  lowca,  01/11/2007

dno. artykuł to próba wzbudzenia sensacji. Artykuł tchnie nienawiścią i pseudomądrością pozbawioną podstaw jakiejkolwiek polemiki.

  tomek81c,  24/01/2008

no coz, nie bede sie wglebial w rozwazania nad trescia artykulu, ale twoja powyzsza wypowiedz jest perfekcyjnym odzwierciedleniem zdania "Często spotykam się z silną reakcją emocjonalną zagrożonych ludzi, gdy przedstawiam im argumenty na to, że Bóg nie istnieje."

  oldml,  24/01/2008

A niby gdzie są te "argumenty" na to, że Bóg nie istnieje?

Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Jest to moim zdaniem kolejna prowokacja ze strony pseudonaukowców, którzy podobnie jak Brown próbują szkalować Kościół oraz jego członków. Tematy poruszane przez Dawkinsa są niestety bardzo oklepane.

Tomku,jestem zdania,że człowiek, którego poglądy są podważane,zaś przekonania szkalowane, i to w sposób jak najbardziej prowokujący( który właśnie ma na celu wzbudzenie emocji) ma pewne prawo do ukazania takowych.

Kto Ci zabrania polemizować z argumentami zawartymi w artykule?

Czytałem już wywiady z Dawkinsem. Wypowiada się ciekawie, jest z pewnościa bardzo wykształconym erudytą. Argumentuje pozornie logicznie, ale jedynie na bazie "szkiełka i oka". Aż tyle i tylko tyle.

Stanowi przykład naukowca, który uważa, że pozjadał wszelkie rozumy. Zamyka się w wieży swojej pozornej mądrości. Nawet doskonałe wykształcenie nie jest równoznaczne z mądrością.Typowa postać "p

...  wyświetl więcej

Proszę wytłumacz mi, jakim dowodem na istnienie Boga jest człowiek?

Pan, który wypowiada się w przytoczonym artykule powiedział :"W sposób oczywisty wyznawcy Boga czynią ziemię mniej przyjazną dla kobiet, sugerując, że jest z nimi coś nie tak i dlatego nie mogą zostać kapłanami."
Skoro Bóg dla tego Pana nie istnieje, po co wypowiada się na temat kobiet i ich miejsca w Kościele?

  x x,  21/02/2008

Bo kościół a Bóg to dwie różne rzeczy.

Droga martamaharto. Nie będę owijać w bawełnę: zaślepienie Twoje jest średniowieczne. Skoro kościół i Bóg to dla Ciebie to samo, to w którym miejscu Bóg mówi, że ludzie nie mogą sypiać ze sobą przed ślubem i powinni urządzać wyprawy krzyżowe w Jego imieniu??

  x x,  21/02/2008

"Nie poznasz prawdy, jeżeli nie poznasz przyczyny" - Arystoteles - krótko i na temat

Typowy przykład chrześcijaństwa - podstawowym założeniem tej wiary jest "błogosławieni Ci co nie widzieli a uwierzyli " - a jak Ci powiem że mam odrzutowe trampki i umiem latać i uwierz mi w to, chociaż Ci nie pokaże - co mi odpowiesz?

Na jakiej podstawie stwierdzasz, że ktoś jest naukowcem bądź pseudonaukowcem?

A gdzie są te na jego istnienie?

Jeśli pojmiesz, jakim cudem aktu stworzenia jesteś (niekoniecznie stworzenia w błysku sekundy...) - z Twoim fantastycznie działającym ciałem ( bo zazwyczaj tylko je dostrzegamy), z Twoim rozumem (bo chętnie przyjmujemy, że go posiadamy...), uczuciami (bo targają nami...) i tym "czymś", co nas ożywia (uniwersalna energia, duch ożywiający, orgon, prana, mana albo inaczej lapa'au, ki, chi, ruah, pneu ...  wyświetl więcej

  tomek351,  14/06/2008

Zarówno na studiach, jak i podczas wielu różnorakich spotkań, zetknąłem się już w swoim życiu z ludzi o różnym wykształceniu, również różnych poglądach. Muszę jednak stwierdzić, że im bardziej ktoś był wykształcony, tym szersze było jego spojrzenie – szczególnie na odmienne od swoich subiektywnych poglądów na daną dziedzinę nauki czy wiedzy. Nie będę nikogo tutaj oceniał ani osądzał, ale dają mi w ...  wyświetl więcej

  tomek351,  14/06/2008

"Nie poznasz prawdy - jeśli nie poznasz przyczyny".
Słusznie powiedziałeś – bardzo dobry cytat, jednak empiryczne poznanie Boga byłoby początkiem wiedzy a nie wiary. Tam zaś gdzie nauka dojść nie może, bo brak jej narzędzi, tam sięga filozofia (określając wyższość umysłu nad zmysłami) i wiara.
Pozdrawiam

A gdzie dowod, ze bog istnieje?? Katolicy maja zablokowane mózgi na inne poglady i nie staraja sie nawet ich zrozumiec. Mowia to co im wcisneli w dziecinstwie rodzice i ci na ambonach. bog stworzyl czlowieka? To glupota... Prosze was ludzie poczytajcie teorie ewolucji.

Dlaczego używasz określenia katolicy? Nie tylko katolicy wierzą w Boga.

A gdzie jest sprzecznosc stworzenia swiata z teoria Darwina ? Myslisz ,ze Katolicy wierza w bajke ,ktora byla napisana dawno temu ? Ze niech sie stanie czlowiek i czlowiek jest ? Uzyj tego mozgu , bo to nie boli - teorai Darwina nie kloci sie z Katolicyzmem.

Gdy komus mowie ze boga nie ma to mnie wyzywaja od glupkow i bezmozgow (katolicy ludzie którzy przestrzegaja dekalogu)... A to moze nie ja jestem glupkiem tylko ci ktorzy wirza pedofilom na ambonach i najwiekszej korporacjii na swiecie jaka jest chrzescijanstwo.

A mnie matematyk za pomiatanej Komuny w szkole ateistycznej uczył, że Bóg należy do części urojonej liczb zespolonych. Przyjąłem do wiadomości:) I nie mam problemów z tym czy jest czy nie ma. Z matematyczną precyzją:)

A to, że społeczeństwa bardziej religijne są zwykle mniej inteligentne, a te mniej religijne są bardziej inteligentne to już z wielu badań czytałem. Badanie Lynna w 139 kraja

...  wyświetl więcej

No wlasnie lekcje religii powinny odbywac sie w kosciele. A w szkole na ich miejsce powinny trafic przedmioty naprawde przydatne w zyciu. lecz nie ma na to szans poniewarz w Polsce katolicy stanowia wiekszosc :(

Lecz jest na swiecie religia zrozwijajaca umysl i dusze. Jest to buddyzm. Warto jest sie wtajemniczyc w ta religie. Ja sie powoli wglebiam i bardzo sie z tego ciesze:D

Hinduscy matematycy, programiści czy technicy nuklearni są w czołówce, a wielu z nich to oddani wielbiciele takich Guru jak Sai Baba czy Vivekananda. Vivekananda mówił, że jak ktoś wierzy w Boga to bez trudu nauczy się czterech języków biegle i poradzi sobie z każdym egzaminem na uniwersytecie. Sai Baba powiada studentom swoich licznych szkół i uniwersytetów, że ich wiara musi się przekładać wpros ...  wyświetl więcej

Dobry, bardzo dobry komentarz...:)

"Wiara jak chce widać rozum wspierać potrafi. (...) Szkoda, że wiara w Polsce jeszcze nam doliny krzemowej nie stworzyła..."

Szkoda również że tak mało tych, którzy mają usta pełne uwielbienia dla zmarłego papieża JPII - i to stosują zazwyczaj jako wyznacznik swojej wiary w Boga - nie stosują jego nauk w praktyce, nie mówiąc już o naukach Jezusa.

...  wyświetl więcej

  Layo  (www),  19/12/2008

Potrzebny artykuł :)) Nie ma co dyskutować. Uznanie istnienia Boga jest sprawa jednostkową, a nie zbiorową. Bóg na pewno nie powinien być nikomu narzucany. A to się dzieje w świecie, gdzie Bóg stał się instytucją. Dawkins po prostu jeszcze nie wie, że zajmuje się jedynie INSTYTUCJAMI Boga wypaczonego do granic wręcz niemożliwości, a nie "Bogiem prawdziwym".

  arch,  24/12/2008

Bóg powiedział: "Ten kto wierzy we mnie będzie zbawiony". Wiara nie polega na roztrząsaniu w pseudo naukowych wywodach i stawianiu coraz to nowych tez jak i hipotez, o tym że Bóg istnieje lub nie. Liczy sie wiara, człowiek nie jest w stanie objąć rozumem i pojmowaniem swoim istoty wiary i Boga. Postępuj zgodnie z 10 przykazaniami, a będziesz żył wiecznie w chwale Pana. Prof. Dawkins nie wierzy naj ...  wyświetl więcej

  Max King,  02/02/2009

Znalazłem trafną odpowiedź na często powtarzający się argument:

Jak udowodnisz że Boga nie ma?
Jesteś idiotą. To wystarczy.

Z Dawkinsem się w pełni zgadzam. Koleś rozumie, że jak czegoś nie wiemy, to znaczy że nie poznaliśmy, a nie musimy sobie wymyślić Boga który to stworzył.

W takim razie dyskusja z Toba to byla by prawdziwa "przyjemnosc" . Za idiote to mozesz i nawet w gebe dostac. Dorosnij - jezeli nie wiekowo to intelektualnie , a potem sie wypowiadaj.

Dziwi mnie fakt , ze Dawkins taki inteligentny , wyksztalcony , a jednak najbardziej ograniczony naukowiec o jakim ostatnio slyszalem. WIelu Katolikow nowego pokolenia wcale nie neguje teorii Darwina , nie neguje innych religii , a ateistom nie wmusza swojej wiary. Dawkins chce koniecznie z Boga zrobic jakas postac , ktora faktycznie moze nie istniec. Przeciez nikt z nas nie moze stwierdzic czym j ...  wyświetl więcej

Dowkins mówiąc o religii chrześcijańskiej na pewno myśli z perspektywy historii przez wieki. I widzi bardziej tych co szaleją jak sedewakantyści... To jest ten cień - anormalna ultraprawica..



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska