Login lub e-mail Hasło   

Żyje się tylko dwa razy - "nowe wcielenia" znanych ludzi, czy zwykli oszuści?

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.paranormalium.pl/artykul.php?id=673
Dlaczego tak wielu ludzi twierdzi, że zostali ponownie inkarnowani do życia na Ziemi jako gwiazdy, a nie na przykład jako sprzedawcy samochodów? To pytanie zadał sobie re...
Wyświetlenia: 7.100 Zamieszczono 10/09/2007
Dlaczego tak wielu ludzi twierdzi, że zostali ponownie inkarnowani do życia na Ziemi jako gwiazdy, a nie na przykład jako sprzedawcy samochodów? To pytanie zadał sobie reporter BBC, Richard Macer.

"Co muszę zrobić, abyś uwierzył, że jestem Elvisem Presleyem?" zapytał mnie pewien mężczyzna w średnim wieku ubrany w błyszczący, biały garnitur. Ta rozmowa była podobna do wielu, jakie przeprowadziłem z reinkarnowanymi ludźmi, podróżując po świecie. Byłem zaintrygowany tym, że tak wielu ludzi twierdzi, że wrócili do życia na Ziemi, obdarzeni olśniewającymi nowymi tożsamościami - jak gwiazdy rocka, legendy lub nawet bogowie! Dlaczego żaden z nich nie był w poprzednim wcieleniu jakimś agentem ubezpieczeniowym czy choćby pośrednikiem w handlu nieruchomościami? Czy tylko dlatego,, że te wcielenia są zbyt anonimowe?

Moja podróż zaczęła się w Bristolu, gdzie usłyszałem, że sławny czarodziej Merlin powrócił do życia i mieszkał w wynajętym mieszkaniu. George Vernon odkrył, że był Merlinem, kiedy w wieku 11 lat usłyszał w głowie głosy mówiące mu "Merlinie, Merlinie, Merlinie, powracasz". Od tego czasu Merlin sprawił sobie kapelusz i jedwabną pelerynę i wyruszył w niekończącą się podróż, którą on sam porównuje do Magicznej Tajemniczej Podróży (Magical Mystery Tour). Nie mogę udawać, iż nie miałem wątpliwości co do osoby Merlina. Nie był on ortodoksyjnym magiem, tak jak Paul Daniels. Nie posiadał talii kart. Był to człowiek, który twierdził, że zbudował tysiące lat temu najsłynniejszy obiekt archeologiczny Wielkiej Brytanii, kamienny krąg Stonehenge. Nie tak jak w swoim prehistorycznym wcieleniu, w tym życiu Merlin twierdził, że wymyślił coś, nad czym obecnie pracuje amerykańska armia. Tym czymś jest urządzenie czyniące człowieka niewidzialnym.

Aby udowodnić swoją prawdomówność, George Vernon zabrał mnie tego dnia w miejsce, w którym ukrył swój wynalazek - na tyły ogrodu przyjaciela - wynalazek jednak stamtąd zniknął. Zastanawiałem się, czy Vernon szuka tylko rozgłosu i nie byłem przekonany, czy on na pewno wierzył, że był czarodziejem. Trudno to udowodnić, odkąd Merlin jest bardziej legendą niż postacią autentyczną. Wyruszyłem więc do Kanady, aby poznać najsłynniejszą reinkarnowaną osobę - Elvisa Presleya.

Mieszkał w Chacie w mieście Yukon. Pierwotnie Elvis nazywał się Gilbert, ale kilka lat temu kosmici mieli rzekomo przerobić go na Króla. Od tej chwili był rozczarowany tym, że ludzie nie chcieli uwierzyć, że to on jest legendarnym piosenkarzem. Rozczarowanie Elvisa spowodowane odrzuceniem przez społeczeństwo sięgnęło szczytu kilka lat temu, gdy próbował dostać się do ogólnokrajowego konkursu na najlepszego odtwórcę roli Elvisa Presleya. Sędziowie powiedzieli mu wówczas, że nie może wziąć udziału w konkursie, bo chce wykonywać tylko piosenki, które napisał w ciągu ostatnich kilku lat. Nigdy nie udało mu się pokonać doła po tym, jak został wyeliminowany ze swojego własnego konkursu. Pewnego wieczora widziałem, jak grał koncert w barze w pobliżu swojego domu. Zawiodłem się, ponieważ nie chciał grać hitów z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a jedynie nowe utwory, razem ze swoim zespołem Angels Armageddon. Dało mi to pogląd na to, kim mógłby być Elvis, gdyby nie umarł i byłem w dziwny sposób wdzięczny za to, co robi. Byłem jednak świadom tego, iż ten Elvis, którego widziałem, naprawdę wierzył, że jest kimś więcej, niż tylko odtwórcą roli.

W Norfolk w Wielkiej Brytanii żył człowiek, który wierzył, że jest bogiem, przy czym moim zdaniem w warunkach reinkarnacji wygląda to trochę jak wygrana na loterii. Julian Bareham doznał chwilowego załamania w domu swojej matki po tym, jak porzuciła go żona, a on sam stracił dobrze płatną pracę. Od tej pory opisywał sam siebie jako "największe w kosmosie ciasto z owocami, stawiające czoła wieczności". Podróżował do Londynu, aby spotkać się z Królową Elżbietą II i arcybiskupem Canterbury. Chciał przedstawić im swój plan uratowania ludzkości, policja ujęła go jednak w Pałacu Buckingham i wkrótce potem Julian zorientował się, że jest hospitalizowany. Od tego czasu nie pracował i cały czas brał leki. Gdy filmowałem Juliana, jego szwagier, Jimmy, dał mu pracę operatora oświetlenia na koncercie, na którym grał utwory Cliffa Richarda. Jimmy był w połowie piosenki "Summer Holiday", gdy Julian się zdekoncentrował i zaczął rozmawiać ze mną o podróży, w którą się wybierze, gdy nadejdzie Koniec Czasu. Choć nie próbował działać ani wyglądać jak bóg, było dla mnie jasne, że Julian naprawdę wierzył w to, kim był. Ale do jakiego stopnia potrzebował lekarstw?

Marilyn Monroe
Doktor Adrian Finkelstein
Dr A. Finkelstein

Dowiedziałem się o mieszkającym w Los Angeles w USA doktorze, który wywrócił do góry nogami opinię medyczną i właściwie dzięki niemu uwierzyłem w reinkarnację. Poznałem doktora Adriana Finkelsteina, gdy przygotowywał się do zahipnotyzowania kobiety o nazwisku Sheree Lee Laird. Osiem lat temu doktor Finkelstein wprowadził Sheree w trans po raz pierwszy i dowiedział się, iż w poprzednim wcieleniu była ona gwiazdą Holydoow, Marylin Monroe. Przy okazji zapytał ją więc o wydarzenia z udziałem Jacka Kennedy'ego. Nie mogłem powstrzymać swojej ekscytacji faktem, że poznam prawdziwą seksbombę lat pięćdziesiątych. Być może uwierzyłem jej bardziej, ponieważ Marylin ukryta była głęboko pod osobowością Sheree. Ale po pół godzinie słuchania opowiadań Monroe o ludziach w jej życiu - miałem ochotę dać jej spokój. Sądząc po ilości czasu, przez jaki Sheree krzyczała, wywnioskowałem, iż Marylin musiała wieść bardzo nieszczęśliwe życie.

Tym, co jest niezwykłe, jest fakt, że wiedza o tym, kim była w poprzednim wcieleniu, uratowała Sheree życie. Przed spotkaniami z doktorem Finkelsteinem cierpiała na depresję i próbowała popełnić samobójstwo. Był to temat, który połączył wielu ludzi, z którymi spędziłem czas. Obejmowanie nowej sławnej osoby uczyniło ich obecne życie znośniejszym. Gdy zaczynałem kręcić film dokumentalny dla BBC, umysł miałem otwarty na wszelkie pojęcia tyczące się reinkarnacji, jednak ludzie, których spotkałem, nie zdołali mnie przekonać. Nauczyłem się za to, że między reinkarnacją a obłąkaniem istnieje bardzo cienka granica. Jest to tylko kwestia wiary. Jeśli więc twoje obecne życie Cię dobija, to dlaczego nie przejść w nową, sławną tożsamość - Vincenta Van Gogha, Cary'ego Granta czy choćby takiego Alberta Einsteina?

Richard Macer, BBC, 28 kwiecień 2007
Tłumaczenie: Ivellios

Creative Commons LicenseTen utwór utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.
Serwis Paranormalium.pl jest licencjonowany na warunkach Creative Commons. Możesz wykorzystywać wszelkie materiały pod warunkiem podania ich autora i źródła jako serwisu www.paranormalium.pl

Podobne artykuły


131
komentarze: 42 | wyświetlenia: 101264
78
komentarze: 36 | wyświetlenia: 32296
66
komentarze: 158 | wyświetlenia: 417467
40
komentarze: 41 | wyświetlenia: 154465
36
komentarze: 10 | wyświetlenia: 92831
35
komentarze: 12 | wyświetlenia: 59730
38
komentarze: 33 | wyświetlenia: 38271
31
komentarze: 7 | wyświetlenia: 59052
30
komentarze: 10 | wyświetlenia: 11841
29
komentarze: 55 | wyświetlenia: 23848
26
komentarze: 14 | wyświetlenia: 88710
24
komentarze: 10 | wyświetlenia: 13096
22
komentarze: 12 | wyświetlenia: 11233
21
komentarze: 6 | wyświetlenia: 32813
20
komentarze: 1 | wyświetlenia: 8298
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  zibi,  06/10/2007

Śmierć nie istnieje.
Próżno szukać początku czy końca życia.
Życie trwa wiecznie.

  m4kpl,  05/04/2009

Ale jak mało osób to rozumie.

Święta prawda!

A co do artykułu - uważam że osoby opisane w artykule (a przynajmniej większość) były po prostu albo szalone (chociaż to chyba zbyt mocne słowo), albo brakowało im celu w życiu i dlatego wmówili sobie że byli kimś sławnym i uwierzyli w to. Dzięki temu po prostu mogli żyć szczęśliwi.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska