Login lub e-mail Hasło   

Bóg jest tu i teraz

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.sm.fki.pl/SMN.php?nr=wm_Bog_j(...)i_teraz
Autor - Wiesław Matuch Wrocław, dn. 15-10-2007 To rozważnie jest moim osobistym K R E D O Tekst ten napisałem w dzień mojej ukochanej patronki - świętej Teresy z Avila. Staram...
Wyświetlenia: 2.929 Zamieszczono 08/11/2007
Autor - Wiesław Matuch Wrocław, dn. 15-10-2007

To rozważnie jest moim osobistym K R E D O
Tekst ten napisałem w dzień mojej ukochanej patronki - świętej Teresy z Avila. Staram się pisać jak najprostszym i zrozumiałym językiem. Dodam, że wszystkie swoje pisma dedykuję Panience Najświętszej.

Dwa ważne cytaty. Jeden z Biblii a drugi z dzieł świętego Jana od Krzyża - Doktora Kościoła:

"I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. (32) Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? (33) Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. (34) Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? (35) Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić (36) to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? (37) Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. (38) Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu." ( Ew. Jana 10:32-38, Biblia Tysiąclecia )

"Dusza powinna dążyć do Boga, poznając Go raczej przez to, czym On nie jest, aniżeli przez to, czym jest. Nim dusza stanie się Bogiem - jak uczy dalej święty Jan - musi ona wpierw przejść przez wszystkie formy, kształty i doznania, aby potem je porzucić, bowiem nie mają nic wspólnego z Celem". ( Święty Jan od Krzyża, Doktor Kościoła - XV wiek )

Jak wszystko na tym świecie, tak ideał Boga potwierdza ludzkie tendencje, że człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie Go inaczej niż przekazuje to historia. Dla wielu osób inne widzenie nie wchodzi w rachubę. Zrozumienie Boga staje się egzaminem, którego prawie nikt nie zdaje. Egzamin jest trudny, zawiły a pytania nieprzewidywalne. Najczęściej Boga wyobrażamy sobie jako wielkiego tatusia. Czy to wystarczające? Obawiam się, że nie.

Od momentu, kiedy nasi przodkowie nauczyli się pisać a stało się to 4000 tyś. lat temu w Mezopotamii, człowiek nieustannie przegrywał jednak w walce z bogami, półbogami i herosami. Istota ludzka była bardzo rzadko bohaterem mitów, legend czy podań ludowych będących podstawą wierzeń danej społeczności.

Biblia widzi osobę ludzką już bardziej godną. W przypowieściach maluje się obraz człowieka wolnego, niezależnego, któremu religia jest niezbędna do życia, do uporządkowania świata. Jednakże Biblia, powoli ale stopniowo, zatraca swój wyjątkowy charakter. Głównie zaobserwujemy w niej historię ludu żydowskiego. I jedna jest rzecz zadziwiająca: mimo wielu tysięcy lat antyku i kultury biblijnej, niewiele różnimy się od naszych przodków pod względem potrzeb duchowych i filozoficznych. Skoro tak jest, widać, że Bóg sobie tego życzy; albo inaczej, Bóg sobie nie daje z tymi problemami rady; albo jeszcze inaczej, Bóg po prostu w ten sposób realizuje siebie.

Mamy nadzieję, że jest wieczny, ma dużo czasu i w końcu spełni swoje marzenia - tę ukrytą grę, jaką zafundował ostatecznie sam sobie. Zrobił to chyba po to tylko, abyśmy mogli powstać do życia jako oddzielne, niezależne istoty. Czyżby Bóg musiał się unicestwić, żeby przemienić się w nas? Wygląda na to, że tak. Nie pozostaje nic innego, jak pogratulować tej wspaniałej bezinteresowności i radośnie się rozwijać.

W miarę upływu lat i zachodzących zmian, On wciąż poszukuje, idzie naprzód po wiedzę i doświadczenia, które pozwalają Mu spojrzeć na życie z innej perspektywy. Bagaż starych tradycyjnych przekonań, uszkadza raz za razem mechanizmy Jego twórczego myślenia, różnego od jakiejkolwiek mitologii i sposobu wyobrażenia rzeczywistości.

Skoro Biblia mówi, że "w Nim żyjemy i poruszamy się", to wszystko ma racje istnienia. Nasuwa się zatem myśl, że wszystko jest w Bogu, i wszystko jest Bogiem. A zatem świat jest w pełni świadomy. Każda komórka naszego ciała, każdy atom posiada swoją głęboko ukrytą świadomość. Być może w tej chwili nauka nie jest w stanie tego jeszcze udowodnić. Ale jestem w to głęboko przekonany, że świat zewnętrzny nie jest bardziej rzeczywisty od świata wewnątrz nas. To, co się dzieje wewnątrz nas, kształtuje to, co dzieje się na zewnątrz. Łatwo to zauważyć.

Tak sobie myślę: Bóg, ta zorganizowana i świadoma energia, manifestuje siebie przede wszystkim jako niespotykany potencjał możliwości. Bóg, najogólniej mówiąc jest niepojętą wszechmożliwością. I tak, dzięki najdrobniejszym cząsteczkom, zanurzonym w oceanach aminokwasów, wyzwala nieskończone pola siłowe potrzebne do rekombinacji genowych (proces ten opisuję w wielkim skrócie, bez naukowych szczegółów). Stwarzając dzięki temu różnorodne, niezależne, wolne życie. Staje się ono świadome i obdarzone na pewnych etapach rozwoju ogromną odpowiedzialnością. Finałem tak rozwijającego się życia, jest brak finału - nieskończony rozwój i dążenie do szczęścia.

Według mnie, używanie słowa "Bóg" jest pewnym skrótem wyobraźni. Czysto humanistyczną przesłanką intelektualną. Wystarczy umiejętność syntezy i systematyzacji świata, a także abstrakcyjnego myślenia i już mamy wyidealizowany, jednorodny przed sobą Cel. Słowo "Bóg" istnieje na użytek pojęciowego określenia pewnego stanu uświadomienia. Słowo jak każde inne. Z przeszłości wiemy, skąd takie określenie się wzięło. Słowo Bóg to zbitka wielu znaczeń i wierzeń, określeń i domysłów wielu religii. To zbitka imion jakie ludzkość refleksyjna zdołała wyprodukować. I nic innego. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Dla myślicielskich idei można by całkiem dobrze użyć zupełnie innego słowa, i też by funkcjonowało.

Bóg jest pojęciem wyłącznie ludzkim. Można by się jednak zastanawiać jaki ten Bóg jest, lub jaki on nie jest? W związku z tym nasuwa się pytanie: czym jest rzeczywistość, skoro ona istnieje dzięki określonej energii? Informacje jakie w każdej sekundzie odbieramy są filtrowane w naszej głowie, jedne dopuszczane do świadomości, inne nie. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiadomo do końca. Można się domyślać. Wygląda na to, że jesteśmy na etapie, gdzie możliwości przed nami dopiero się otwierają. Chyba właśnie dlatego na dobry początek posiadamy ogromny zapas informacji oraz różnych sił życiowych, by móc czuć się komfortowo.

Złapaliśmy zaledwie jeden promyczek machiny kwantowej, i dzięki niej staliśmy się ludźmi. A to oznacza, iż rzeczywistość dzieje się w nas samych, w naszych głowach. I od nas zależy, co chcemy robić, w czym uczestniczyć, gdzie iść dalej. Bóg, skoro go tak określamy, doznaje życia dzięki nam. Bóg to możliwość nieskończonych reakcji na wszystkich planach egzystencji, z tendencją do wiecznej miłości i wiecznego szczęścia.

Nie można zatem ukryć energii, w jakiej istniejemy i bawimy się życiem.

To nie grzech powiedzieć, a może nawet przeciwnie, że:

Bóg może być ateistą, że Bóg może być religijny, może być Papieżem, prostą zakonnicą i przełożoną zgromadzenia. Urodzić się człowiekiem i potem umrzeć, że Bóg może być zdrowy, może płakać i narzekać na swoje kalectwo. Bóg może rozbić się samochodem, a także dokonać zamachu terrorystycznego. Bóg może wyzwolić się i w końcu rozumieć samego siebie. I dalej: Bóg może być szatanem, może być zębami tygrysa, i może być Aniołem. Osądza sam siebie, raz robi to w sposób sprawiedliwy, a drugim razem omija przyzwoitość i sumienie. Jednak na wysokich płaszczyznach swej jaźni patrzy obiektywnie, czy nie popełnia gdzieś rażącej niesprawiedliwości. Jeśli to uczynił, zsyła się na powtórzenie życia. Robi to tak długo aż osiągnie sukces - wolność i nieśmiertelność.

Boga należy powstrzymywać, gdy zagraża ludzkości. Boga należy leczyć jeśli zachorował. Bóg może przeklinać, wyzywać, narkotyzować się, potrafi być dyktatorem komunistycznym, albo kapitalistycznym. Może ci nagadać, pobić cię, okraść a nawet być okrutnym i zabić. Bóg idzie do szpitala chorować i ten sam Bóg pracuje naukowo nad środkami farmakologicznymi, aby się dzięki nim wyleczyć. Bóg powoduje starość, różne dolegliwości, i ten sam kładzie na Ciebie ręce terapeutyczne, generując odpowiednie bioprądy - poprawiając twoje zdrowie. Jest lekarzem, żebrakiem, posłem, inżynierem, kucharzem, piekarzem, producentem win, serów. Producentem rakiet, rowerów i samochodów. Podlega korupcji. Przyjmuje łapówki i sam siebie za to co zrobił, zawzięcie ściga. Stwarza prawo by je w nadarzającej się okazji omijać. Taki jest Bóg.

Słucha muzyki poważnej, operowej, organowej, symfonii. Nie może jednak żyć bez muzyki rozrywkowej. Kocha rock, pop, jazz, swing, reggae, blues, punk, country, techno, hardcore, metal i inne jeszcze rodzaje. Promuje kulturę i rozwój, a jednocześnie pali książki i zakłada inkwizycje. Prześladuje wolność, pali na stosach Boga mądrego, inteligentnego, zwanego naukowcami, alchemikami, albo czarownicami. Bóg daje się nawrócić. Bóg może się zrazić do Boga. Bóg może kochać religię, bo widzi w niej cudowne wyzwolenie. Bóg może nienawidzić religii i tępić ją jako zagorzały niedowiarek. Bóg może mieć cudowne serce, być idealnym kochankiem, rozkochiwać w sobie wszystkich wokół. Ale też może pić za dużo wódki i rozbijać rodzinę. Może mieć różne wrodzone skłonności, uwarunkowane genetycznie. Może być lesbijką, homoseksualistą, pedofilem, prostytutką. Zdarza się, że afrodyzjakiem, obojnakiem.

To, że jest taki albo taki - wcale nie jest złe. Zwyczajne. Pragnie doświadczać tego rodzaju przyjemności. Przy tym jest troskliwy, przyjazny, serdeczny i cały czas zakochany. To, że kobieta woli kobietę, albo mężczyzna woli mężczyznę, - nie jest to przeciwko naturze. W żadnym przypadku. Przeciwnie, natura każe mu kochać tę samą płeć. Nie wyobraża sobie innej miłości. W końcu Bóg wymyślił prawa natury. Uczucie przyjemności, takiej czy innej. Robi na co ma tylko ochotę. Według mojej wiedzy jaką posiadam, co może niektórych mniej uświadomionych poruszyć, Jezus znał doskonale kim jest Bóg i jakie ma potrzeby, dlatego pośród jego apostołów byli tak samo homoseksualiści. Powiedziałem to w związku z tematem. Jezus nikogo nie potępiał, a nawet powiedział: "grzesznice i cudzołożnice wyprzedzą was do Królestwa Niebieskiego" - oczywiście mówił to językiem tradycyjnym, bo wtedy takie osoby nazywano wielkimi grzesznikami i kamienowano je. Żydowska kultura dawała przyzwolenie na karę śmierci. Dzisiaj, Jezus z nimi by rozmawiał, jak z każdą inną osobą, bez najmniejszych różnic.

Co jeszcze robi Bóg? Zawiera związki małżeńskie, także związki homoseksualne. W chwili uniesień i cudownych wspomnień robi sobie lub partnerowi masaż erotyczny. Ponieważ to, co odczuwa jego dusza, pragnie przenieść na wibracje cielesne, które są bardzo przyjemne. Wiadomo, są to tylko krótkie chwile radości. Ciało nie daje tego jednak, czego się spodziewamy. Mówiła o tym już w XV wieku święta Teresa z Avila - doktor kościoła w swych dziełach, kiedy zwracała uwagę modlącym się, aby uważali na swoje ciała, bo uniesienie duszy przenosi się na radość zmysłową. I mało doświadczeni mogą się uzależnić od cielesnych masarzów, zamiast dążyć do erotyki wyższej. Poza tym możliwości podnieceń cielesnych są ograniczone. Ciała nie można ciągle podniecać, ponieważ się zmęczy i odmówi posłuszeństwa. Zaznaczyć należy, że wszystkie cielesne zmysły, w tym seks - są odzwierciedleniem natury Boga. Są Bogiem. Na taki właśnie wpadł pomysł, by żyć, odczuwać, doznawać szczęścia i rozszerzać się.

Bóg jest przede wszystkim przyjemnością, rozrywką i relaksem. - Dobrą zabawą pod każdą postacią.

W tej sprawie powiem jeszcze jedną rzecz: seks rozpala duszę, daje iskrę zapalną, powoduje zachwyt życiem. Sprawia, że człowiek staje się szczęśliwy, miękki, ciepły, usłużny, potrzebny i chce mu się żyć. Seks jest potrzebny, by dawać innym swoje serce, i dążyć świadomie lub podświadomie do jeszcze wyższego szczęścia, do jeszcze wyższej przyjemności. Aby w końcu dotrzeć do nieba, gdzie będzie je posiadał całe do dyspozycji. Rozkoszując się wspaniałą, wolną przygodową miłością - bez ograniczeń. Bóg marzy o takiej właśnie miłości, kiedy pobudza w sobie seks. I nie ma w tym nic sprośnego. Odwrotnie. Poszukuje tak na ziemi jak i w niebie miłości pełnej, bogatej we wrażenia, miłości podróżniczej, ciepłej, wolnej, serdecznej, romantycznej, kanapowo - pałacowej. I taką otrzymuje jako wolne i niezależne indywiduum. Wchodzi do komnat miłości, jakich tylko zapragnie. O tych komnatach wspomina święta Teresa z Avila. A Święty Franciszek z Asyżu, mówi wprost, że wszystkie panie w niebie będą Królowymi. Dodam od siebie: - będą Boginiami Wolnej i Niezazdrosnej Miłości. To dotyczy również mężczyzn. A także dzisiejszych obojnaków, afrodyzjaków i innych mieszanek. Wszyscy tam dotrą, sprawa pewna. To tylko kwestia iluzorycznego czasu jaki musimy doświadczyć i z niego się następnie wyzwolić. Nie ma ani jednej istoty we wszechświecie, jakby on nie był szeroki, wysoki i głęboki, aby nie trafiła do Nieba, jako istota Piękna, Wolna i pełna fantastycznej Miłości. Wzrastając od najdrobniejszego atomu, plemnika, jajeczka, zarodka, płodu, pięknego ciała, aż po subtelną energię myśli i uczuć - wszyscy znajdziemy się w Niebie. Taki jest Plan Boga. Poświęcił siebie, by zamanifestować się jako nasze dusze i ciała, jako nasze charaktery, potrzeby i pragnienia. Zamanifestował się jako nasza erotyka i wyobraźnia, pokój i miłość, jako utulenie i ukojenie, jako nieśmiertelność, świeżość i karnawał.

Obrazując dalej: - Bóg Choruje na zespół downa a w swej chorobie potrafi być opiekuńczy wobec zwierząt i kochać je tak, jak nikt pośród zdrowych ludzi. Może zachorować na raka piersi, prostatę, stwardnienie rozsiane, zawał czy alzheimera. Może mieć od urodzenia zdeformowaną twarz, pełną pór i wyprysków, lub stać się pięknym i przystojnym mężczyzną. Wszystko zależy od tego, kim chce być i jakie cechy pragnie rozwinąć w danym życiu i na danej planecie. Tak naprawdę rozwój jaki stopniowo zdobywa, zależy wyłącznie od myślenia, poznawania, nie od pracy lub zawodu, który wykonuje.

Strasznie się buntuje w związku ze sposobem, w jaki jest niesprawiedliwie wykorzystywany. Wie doskonale, że za długo pracuje. Osiem godzin jest ponad stan Jego wytrzymałości. Dodać do tego jeszcze dojazd, to w sumie dziesięć godzin jest poza domem. A gdzie czas na rodzinę, czułości dla dzieci, spacery, gotowanie obiadu, relaks i odpoczynek? Bóg czuje się bardzo zawiedziony systemem pracy. Według jego obliczeń cztery godziny dziennie przez cztery dni w tygodniu - zupełnie by wystarczyło dla gospodarki każdego państwa, mądrze i optymalnie zarządzanego. Wszyscy mieli by pracę, a On sam dużo czasu na myśli filozoficzne, które są najważniejsze w Jego życiu. Co zrobić, kiedy Bóg staje okoniem przeciw Bogu? Co zrobić kiedy zachłanny Bóg staje przeciw Bogu społecznemu i socjalnemu? Bóg tyran przeciw Bogu dobremu, cichemu, kochanemu, rozumiejącego wszystkich? Czasem Bóg strajkuje przeciw Bogu, który daje w kość. Strajkiem wymusza lepsze i przyjaźniejsze prawa.

Co z tych obserwacji wynika? Jedno. Bóg uparcie walczy ze sobą. Pragnie siebie pokonać. W ostatecznym rozrachunku, tak mi się wydaje, dobry Bóg zwycięża. Inaczej nie było by wyższych i lepiej zorganizowanych cywilizacji we wszechświecie. Inaczej nie było by nieba, życia wiecznego i niepojętego szczęścia.

Co jeszcze? Bóg może być zabobonny, może się gorąco modlić, chodzić co dzień do Kościoła, przystępować do komunii świętej, uczestniczyć w nabożeństwach, adorować Jezusa w monstrancji, odmawiać różaniec i słuchać audycji religijnych. Może być całkowicie pozbawionym wiedzy, że jest Bogiem. Może się mylić w każdej kwestii, nie pamiętać tabliczki mnożenia, nie mieć dobrego stylu oraz kłopoty z ortografią i wymową. A w pewnych sytuacjach, niewiedza jest dla niego łaską. Może być wspaniałym ojcem i matką. Może być dobrym lub złośliwym dzieckiem. Może być naukowcem albo degeneratem, może być twórcą wyższych idei, i może być fanatykiem cofającym cywilizacje wstecz.

Bóg może być mistykiem, stygmatykiem, na przykład Ojcem Pio, którego uważam za jednego z największych postaci, jakie się pojawiły na globie od wielu tysięcy lat. Co do Ojca Pio, nie mam najmniejszej wątpliwości, że to jeden z najwybitniejszych naukowców, który znał tajemnicę życia. Lecz ukrył swą osobę w skromnym zakonniku. Taki był czas. Ojciec Pio posiadał dar bilokacji, przenikał przez ściany, odbywał wędrówki po kosmosie materialnym i wyższym. Acha, byłbym zapomniał o najważniejszym - Bóg może być Jezusem, który po wielu doświadczeniach i rozmyślaniach filozoficznych, dotarł do swojej istoty i zrozumiał, że jest jednym i tym samym co Bóg - że jest Bogiem.

Może ktoś się zdziwi, ale Bóg może być głupi i ostro krytykowany na forach za nieładne i bezsensowne wypowiedzi. Może nie mieć do nikogo szacunku, a w chwili słabości popełnić samobójstwo. W pewnych sytuacjach jest prześladowcą a z drugiej strony, prześladowanym. Buduje obozy zagłady, morduje ludność setkami tysięcy, następnie ukrywa się przed więzieniem. Pewnego dnia jest chwytany i postawiony przed najwyższe trybunały sprawiedliwości. Dostaje karę śmierci. Bóg może być męczennikiem za wiarę i oprawcą, oficerem służ bezpieczeństwa i kapłanem. Donosicielem i szlachetnym obrońcą honoru. Może być szefem państwa policyjnego i prezydentem szanującym swobody obywatelskie. Bóg może być złodziejem lub policjantem, ochraniarzem lub przestępcą. A czasem potrafi być jednym i drugim w tej samej osobie. Może należeć do różnych partii, klubów, stowarzyszeń. Może być opozycjonistą. Przystępuje do różnych konkursów i castingów. Podejmuje zawód dziennikarza lub prezentera telewizyjnego. Innym razem pokazuje swoje wdzięki mężczyznom publicznie pocieszając ich oko - staje się striptizerką. Innym razem podejmuje niebezpieczny zawód w domu publicznym, gdzie może być bardzo wykorzystany lub skrzywdzony. Robi to najczęściej z braku środków do życia. Przeżywa ogromne katusze, kiedy powołują go do wojska, karzą iść na wojnę i strzelać do samego siebie.

Bóg jest w wielkiej sprzeczności, np. buduje domy w niebezpiecznych regionach, przy zboczach, by potem zalać je lawiną błotną, albo rozwalić w strzępy huraganem. Wywołuje powodzie, susze i pożary. Stwarza sobie życie i zarazem je niszczy. Buduje samoloty i powoduje ich katastrofy. W niektórych przypadkach wysadza je świadomie w powietrze.

Ulepi z kamieni i lawy ziemię, by następnie wstrząsać jej skorupą. Pozbawiając tysiące ludzi całego dorobku ich życia, częstokroć uśmiercając siebie pod gruzami zawalonych domów. Powstałe podczas formowania się układu słonecznego meteoryty, zderzają się ze sobą przez co wypadają ze swoich orbit i niekiedy wpadają na kurs kolizyjny z Ziemią. I już wiemy co czeka nas w przyszłości. Sporo tych kamieni krąży po naszej orbicie. Wszystko to sprawia Bóg, który żyje w naukowcach, jako konstruktor i Anioł układów planetarnych. To oni, inaczej "Ręce Boga" pozwalają na rozprysk Galaktyk, oddzielania z nich pyłów, wody i kamieni, następnie śmiercionośnie uderzając nimi w planety i księżyce. Rodząc tym nowe życie i przygotowując grunt pod następne Cywilizacje. To tylko mały przykład, bo wydarzeń w Kosmosie jest o wiele więcej.

Bóg ma plan wobec siebie. Pragnie wiecznie "pączkować przez podział" i wynosić poszczególne cząsteczki na coraz wyższe poziomy szczęścia. Nawet, gdy wszystkie Galaktyki spalą się w ogniu zderzeń - On przetrwa i wyzwoli się. W końcu nie jest pozbawiony rozsądku. Nie jest niedorajdą. Bóg potrafi o siebie zadbać. Powinniśmy zatem być radośni i spokojni, nawet kiedy obok nas spadają bomby, a z nieba lecą nam na głowę meteoryty, komety i różnego rodzaju śmiertelne promieniowanie. To wszystko jest do przeżycia. Z prostej przyczyny - śmierć nie istnieje. To, że nam się zdarza umrzeć, jest doświadczeniem sennym, w ogóle nie znaczącym faktem. Istotne jest życie, które powoduje, że jesteśmy coraz bliżej celu. A cel jest nieograniczony i nic nie potrafi go zniszczyć. Taki jest tej "Gry" - Plan.

Bóg stał się ekologiem i jednocześnie niszczycielem przyrody. Zwołuje konferencje pokojowe, a w tym samym momencie rozpoczyna działania wojenne. Pracuje nad nowoczesną technologią, rozwija nowatorską myśl, pragnie zrozumieć Boga i jest zarazem tego zaprzeczeniem. Kierując się historią, próbuje sprowadzić sam siebie do ciemnego średniowiecza.

Poza tym, umie jeździć rowerem, kopać w piłkę, grać w tenisa, rzucać do kosza i tworzyć cywilizacje na różnych planetach. A najzabawniejsze jest to, że jest pełen humoru i tryska życiem, nawet po śmierci. Potrafi szokować, np. tym, że zapomina. Uczy się ekonomii, języków i innych różnych dyscyplin. Umie się zaskoczyć, np. postawić wobec siebie zadania, których nie potrafi zrealizować. Uczy się więc i wypytuje mądrzejszych, jak to zrobić. Zorganizował ogromne tajemnice, które w namiętny sposób pragnie teraz poznać. A tego tak łatwo nie da się zrobić. Denerwuje się i wkurza, kiedy czegoś nie może pojąć. Ma jednak wielkie zamiary i aspiracje - tego nie można Mu odmówić.

Jaki Bóg jest, gdzie przebywa i czego chce? Wymienię w związku z tym jeszcze kilka Jego przymiotów, może nawet zaskakujących. A więc jest muzykiem i jednocześnie beztalenciem. Zdrowy na umyśle, lub psychicznie chory, przebywający w zakładzie psychiatrycznym. Może być wolontariuszem albo chytrym na pieniądz biznesmenem. Rodzi się jako zdrowe i piękne dziecko, albo ku rozpaczy rodzicom przemienia się w syjamskie bliźnięta. Posiada od urodzenia genialny umysł, lub od pierwszej chwili choruje na nieuleczalne wodogłowie.

Może być rybką, która chwyta się na haczyk wędkarza. Rekinem ludojadem, rybą piłą, ośmiornicą, płaszczką, koralowcem i glonem. Wilkiem, kojotem hieną i niedźwiedziem. Ślicznym, pachnącym kwiatem i pszczółką dającą słodki miód, biedronką, motylem, lasem i prześliczną polaną. Wiosennym deszczykiem, pierwszym śniegiem, mrozem i oceanem. Bajką na dobranoc, Kubusiem Puchatkiem, wyobraźnią artysty, mozaiką w kościele, rzeźbą i emocją zachwytu. Uroczymi życzeniami, pocałunkiem, przyjacielskim klepnięciem, uśmiechem i dreszczem szczęścia. Nadzieją na lepsze jutro i wiarą w przyszłość. Bóg może być chirurgiem, rzeźnikiem, dentystą, nauczycielem, pilotem, konduktorem, aktorem, murarzem, hydraulikiem, górnikiem, hutnikiem, informatykiem i elektrykiem, internautą, fotoreporterem czy graficiarzem.

Stara się naśladować ideały. Doskonali się, a zarazem łatwo mu przychodzi być kanciarzem i prowadzić podstępne interesy. Dąży do wyższych celów. Stawia ścianę tabu prywatności. A na ironię, stwarza sobie prawa autorskie i broni ich w sądach. Komplikuje życie, a z lenistwa opatentowuje wspaniałe wynalazki. Bóg marzy, wychwala i narzeka. Jest egocentrykiem, egoistą, ale umie widzieć własne uchybienia i docenia Boga w innych. Choć wciąż w każdej sytuacji jest on tym samym Bogiem. Może być pracodawcą i wykonawcą, dyrektorem, śmieciarzem i dobrym królem, pełnym ciepła i mądrości. Bóg może być reżyserem, rycerzem, filmowcem i handlowcem. Przyciskiem od windy i silnikiem antygrawitacyjnym. Paliwem słonecznym, węglem do pieca lub ropą zasilającą tradycyjne silniki. Może być, stołem, fotelem, obiciem skórzanym, krzesłem i leżanką. Komodą i bukietem ozdobnym, studnią, deską surfingową i katastrofalną falą tsunami. Może mieć charakter pedanta i obdarciucha, dbający o siebie i zaniedbujący zdrowie oraz zewnętrzny wygląd. Co jeszcze: Może być bólem w krzyżach, rwą kulszową, katarem, grypą. Musi spać i wypoczywać.

Bywa wegetarianem i mięsożernym zwierzęciem. Gdy staje się delikatniejszy i bardziej wyrozumiały, stosuje coraz subtelniejsze pokarmy.

Pomyślałem: Gdybyśmy w ten sposób odbierali Boga, może łatwiej by nam było znosić trudy i zmagania? Kto wie? Łatwiej byśmy się godzili na to, co jeszcze przed urodzeniem zaplanowaliśmy, a teraz tak skutecznie się tego wypieramy.

Podam taki przykład: Bóg zaplanował sobie być niewidomym przez całe życie. Rodzi się. Dorasta. I co? Nie akceptuje swojej sytuacji, buntuje się. Przestaje wierzyć i mieć nadzieję. Przeklina swój los i woli pić alkohol, nadużywać środków odurzających, niż cierpliwie i z szacunkiem znosić swoje ograniczenie wzrokowe.

Innym razem Bóg staje się błogosławieństwem jakiejś mamy. Rodzice zachwyceni, że będą mieli dzidziusia. Nadchodzi poród. Dziecko żyje jeden miesiąc i umiera. Zapanowuje rozpacz i żal. Oczywiście, rodzice nie zdają sobie z tego sprawy, że dzieciątku brakowało właśnie ten miesiąc życia, by wejść do nieba. Lecz ból rodziców pozostał ogromny. Jak to wytłumaczyć? Dziecko jest szczęśliwe, a rodzice pozostają w rozpaczy? Wyjaśniam to w ten sposób: Bóg wybrał odpowiednią rodzinę, której strata dziecka była konieczna i przewidziana. Cierpią w niewiedzy z powodu niewytłumaczalnej śmierci swojego najukochańszego bobaska. Poza tym, sytuacja taka umożliwia spłacać zaciągnięte długi z poprzednich żyć rodziców. Tak może być. Złożoność życia określa odpowiednio duży zakres możliwości i powiązań pomiędzy duszami z różnych okresów. Niektóre dusze spotykają się po wielu milionach lat na tej samej planecie, w tym samym kraju, by ponownie zostać małżeństwem. Po to tylko, ażeby zaleczyć ranę, jaką sobie kiedyś zadali. Czy jest to możliwe, aby tak długo pamiętać uraz? Tak. Nie zapominajmy, że pamięć jest absolutna. Podświadomość pamięta wszystko w szczegółach, każde najdrobniejsze doświadczenie. Jeśli jest ono bolesne, wymaga wyleczenia. I tak się dzieje. Wyrównywanie rachunków trwa nieraz bardzo długo. W momencie, kiedy Bóg staje się miłością, oznacza, że spłacił wszystkie krzywdy, jakie wyrządzał innym.

Kim jest Bóg i jak się zachowuje, zależy to od jednej rzeczy: jakie ma marzenia i w jaki sposób odczuwa szczęście. To nadaje Mu kierunek drogi, jaką zamierza powędrować. Dlatego Bóg jest tak różny i krytyczny wobec siebie samego. Ale w momencie, kiedy osiągnie wysoki stopień kultury i spotka podobnych sobie, zawiązują przyjaźnie i pociągają ku takim ideałom innych. Bóg jest odkrywcą w każdej dziedzinie, i jeśli coś znajdzie, pragnie się tym bezinteresownie podzielić.

Gdy jest już mądry, znajduje usprawiedliwienie dla wszystkich, nawet najgorszych zbrodniarzy. Nie ważne są dla niego już nacje, kultury, i partie polityczne. Wszystkich rozumie i z wszystkimi na równi rozmawia bez warunków wstępnych. Dlaczego to robi? Bo jest na tyle spostrzegawczy, że widzi we wszystkich samego siebie, widzi Boga. I nie może nie chcieć rozmawiać sam ze sobą. W oddzielnych indywiduach umysłowych, jakimi są jego partnerzy do rozmów, dokonuje olśniewającego odkrycia - widzi w nich część siebie. Dlatego jest dla wszystkich dobry, miły i kochany. Nie spostrzega różnic ani cech. Chętnie zasiada przy jednym stole i z ateistą, i wierzącym, łapówkarzem i moralistą, kobietą taką, mężczyzną takim. Rozmawia z nimi z otwartym umysłem i szczerym zadowoleniem. Nie ma w nim kszty podejrzenia, osądu czy wymówki. Ani na chwilkę nie stwarza atmosfery, w której ktokolwiek by się poczuł nieproszony lub psychicznie odrzucany. Nie ma takiej możliwości.

Jak z tego widać, Bóg potrafi być na poziomie.

Ale wymieńmy jaszcze kilka cech związanych z jego rozwojem i doświadczeniem życia. I tak: im inteligentniejsza Jego forma, tym bardziej stara się być dobry i wszystkich traktować równo. A jeżeli mniej wypracował w sobie pozytywnych cech - jest Bogiem niedobrym, złym, odrzucanym przez społeczeństwo. Co jeszcze jest w tym Bogu fascynującego? To, że może być każdą formą na wszystkich możliwych poziomach istnienia bytu lub niebytu - jeśli niebyt w ogóle jest. Bóg mieszka zatem w wodzie i w powietrzu, na ziemi i w skałach. Jest pierwiastkiem i każdym związkiem chemicznym. Jest tlenem, dwutlenkiem węgla i bakterią coli.

Na dalsze tego typu myślenie, niech każdy sam sobie pozwoli. Obserwacje mogą być szokujące i zadziwiające.

Jeszcze przytoczę parę porównań: Bóg może być słońcem, mgławicą, planetą, opiekunem Galaktyk, oficerem wojsk międzygalaktycznych - Świętym Michałem Archaniołem, aby bronić wejścia na wyższe poziomy Bogu z niższej, nierozwiniętej jeszcze dostatecznie, rasy. Bóg ma wspaniałe i przerażające wizje. Jest literatem i społecznikiem. Może być komunistą, kapitalistą, chrześcijanem, buddystą, hindusem, islamistą. Jak trzeba staje się kreatorem mody i modelką zarazem. Organizuje imprezy. I jest zawadiaką, awanturnikiem, rozbijający każdą dobrą zabawę.

Jest programistą piszącym programy pod systemy operacyjne, i jest jednocześnie układem scalonym obliczającym i wykonującym zadania. Wpuszcza do sieci wirusy, i stawia zapory przed nimi. Tworzy programy antywirusowe. Może być koderem i dekoderem. Falą radiową i dźwiękiem z Mp3. Rozproszoną, nieograniczoną energią. I co więcej, Bóg nigdy nie dążył i nie dąży do jedności. Przeciwnie, rozproszył się po to właśnie, aby być nieskończenie niezależny w swej twórczej ekspresji. Łączą go tylko podobne idee, nic poza tym. Jest niezależny, samorządny, nie uznaje Boga nad sobą. Choć sam jest Bogiem to całym swym umysłem jest jego przeciwnikiem. Nie lubi gdy się o nim mówi: "Jedyny Bóg Ojciec" - ponieważ gdy się tak czyni, stwarza się iluzję jedności. Jakoby na nowo miałby się posklejać do kupy. Tym czasem On ciągle rozszerza się i rodzi. Kopuluje jak się da i gdzie się da, tylko po to, aby było Go więcej. Oczywiście bierze pod uwagę prawa natury i okresy płodności, jakie sam zaprojektował.

Bóg jest nasieniem męskim i żeńskim jajeczkiem. Jest rozkoszą zmysłową. Doznaje jej, gdziekolwiek by nie zapragnął tego w swojej fantazji. Dzięki popędowi i dążeniom może kochać i powiększać się - rozpraszać wiecznie. Perpetuum mobile jakie stanowi jego podstawę - pozwala mu być wolnym i nieograniczonym.

Gdy się spojrzy na ziemię z góry, zresztą nie tylko na tę ziemię, to widać na niej pośród ludzi, zwierząt i najdrobniejszych żyjątek, nieustanne zaloty i bez chwili wytchnienia - prokreację. Nie ma ułamka sekundy, by ta gra nie była prowadzona. A wszystko dla satysfakcji, zadowolenia, spełnienia, rozkosznego ukojenia, a przede wszystkim dla wzrostu, wspaniałych wspomnień, nauki. Generalnie dla rozszerzania się Boga w nieskończoność. Nie dla jedności. Jedność Bogu nie jest potrzebna. Zrezygnował z niej. Życie szczęśliwe, wieczne i bez idei Boga nie polega na jedności, ale na rozproszeniu, na mnożeniu i potęgowaniu wrażeń i przeżyć, a to nie koniecznie oznacza jedność. Jedność to mit. Owszem energie zazębiają się za siebie, aby mogło istnieć odpowiednie pole podtrzymujące życie, lecz indywiduum intelektualne oraz emocjonalne jest niezależne i niczym nie powodowane. Nawet jeśli konkretne indywidua nadają na tej samej fali, nie oznacza jedności, ale wspólne zadowolenie i przeżywanie. Potem każdy powraca do siebie samego. Można na przykład kochać wszystkich, ale nie mieć nigdy z nimi kontaktu. Zaprzeczeniem jedności jest wieczność, nieustanne poznawanie, twórczość i nieprzewidywalność.

Bóg wymyślił sobie jedność jako iluzję, aby doświadczyć zaskakiwania i rozczarowania - co jest mu potrzebne do samooceny. Gdy to odkrył, mówi że nie ma żadnej jedności, ponieważ wszystko się rozrasta, nawet jeśli się okresowo kurczy. Na przykład Gwiazdy zapadające się w czarne dziury, znikające Galaktyki. Takie skórcze nie mają żadnego wpływu na rozszerzanie się Boga. Bóg wiecznie kopuluje ze swoją energią, dzięki czemu tworzy życie rozproszone w nieograniczonych konstelacjach.

A na wyższych poziomach niż życie białkowe i atomowe, czyni rozbłyski wciąż nowymi projekcjami - Jego szybkości rozprzestrzeniania się rośnie w zadziwiającym tempie.

Jest tak wielki..., jednocześnie oszukując siebie i przed sobą ukrywając, przybiera postaci, gdzie musi się zjadać, atakować, płakać, cierpieć i rozpaczać. Potrafi wyć do księżyca z samotności, pobudzać się tabletkami i chłodzić emocje zimną wodą. Ponieważ ukrywa się sam przed sobą - nie ma ochoty by cokolwiek wyjawić. Szuka po kryjomu pretekstu by jednak to zrobić, pokazać się w tych śmiesznych czy zabawnych sytuacjach. Czasem nie wstydzi się powiedzieć, że jest: prądem, kablem, silnikiem, sprzęgłem, linką od gazu, katalizatorem, klimatyzatorem, długopisem, klawiaturą, ekranem, monitorem, drukarką, łyżką do jedzenia, smakiem, chusteczką do nosa, nitką, obrazem olejnym, chlebem i herbatą owocową, piwem które sam wypija.

Tu przypomniałem sobie, że święty Ignacy Loyola - założyciel Jezuitów - uczył swoich braci czuć Boga również w smaku spożywanych pokarmów. Jakże bliskie nam, spojrzenie Ignacego...

Dalej: Bóg może być wiertarką, ścianą, kurzem, dziurką po pracującym wiertle, kołkiem rozporowym, wkrętem, śrubokrętem i szafką na ścianie. Jest Jonizatorem, paralizatorem, farbą, kolorem, robaczkiem świętojańskim i spłuczką w toalecie. Walutą i pustym portfelem... Biedą i bogactwem... soczkiem, mlekiem i wodą źródlaną. Może stać się kredytem z banku, lichwą i zadłużeniem, którego z wielkim trudem spłaca, ponieważ za mało zarabia aby podołać wszystkim swoim sprawom. Konfliktem interesów, a zarazem ugodą. Rzecznikiem praw obywatelskich, przyjacielem, i elektrownią atomową.

Kto ma uszy do słuchania niechaj słucha, kto ma oczy do widzenia niechaj widzi...

Czasem jest naburmuszony, niedelikatny. Mimiką twarzy i wzrokiem pokazuje jak kogoś nie lubi, jak mu się coś nie podoba. Bywa niekulturalny. Świadomie nie mówi dzień dobry, kiedy należało by powiedzieć. Nie mówi do widzenia, gdy odchodzi. Obraca się na obcasie i w pysze znika. Nie pomoże starszej osobie. Nie wysłucha, gdy ktoś jest w potrzebie. Potrafi być wścibski, nieprzyjemny, ordynarny, opryskliwy. Potrafi być gawędziarzem i nudziarzem, zagadać kogoś na śmierć. Nieraz zajmuje komuś cenny czas wyjaśnieniem i ustalaniem swoich poglądów. Mówi to tak pogmatwanym językiem, że nikt nie jest w stanie tego zrozumieć, o co mu chodzi. Okropnie kręci. Sięga po metodologie i metanauki, ale to tylko czcza gadanina. Poprostu lubi się wymądrzać. Taki jest Bóg. Lubi takie rzeczy, uwielbia swoją głupotę i pychę. Ale tylko do czasu, bo jak zmądrzeje - porzuca tego rodzaju butną niewiedzę.

Dalej: Bóg może mieć dużo złej woli i perfidnej przekory. Krzywdzi, aby doznać podświadomie miłości od innych. Prowokuje wszystkich wkoło, żeby zwrócić na siebie uwagę. Wywołuje strach, by nauczyć się pokoju. Potrzebne to jest Bogu, by doświadczył wszystkich możliwych stanów, które nauczą go tęsknić i szukać. Jest to bardzo ryzykowna gra, ale jakże ostatecznie pożyteczna i wspaniała. Bóg, którego nie da się akceptować, któremu należy się surowa kara, czasem nawet kara śmierci, w końcu zostaje wyzwolony i zaczyna świecić jako ideał.

Z dobrych i złych doświadczeń, Bóg wyciąga wnioski. I powiem tak: dzięki bagażom różnych doświadczeń, przykrych i miłych - poznaje swoją wieczną naturę. Od idioty, debila, kretyna, nałogowca, narkomana, alkoholika - przechodzi w stany wyższej inteligencji, aż po niebiańskiego poszukiwacza przygód. Bóg marnując swoje życia, tak na prawdę wcale ich nie marnuje. Staje się jeszcze większy. Bo tylko dzięki doświadczeniom nadziejnym i beznadziejnym - rośnie w chwałę. Chociaż żyjąc w świadomości mało doświadczonej, potępia takie występki, i w myślach wrzuca tego typu ludzi prosto do piekła. Strasząc sam siebie wyimaginowanym, wiecznym piekłem. Co jest oczywiście nieprawdą. Nikt jeszcze nie został przez Boga potępiony, i nikogo do tej pory w tych okropnych miejscach nie ma, gdyż takie miejsca poprostu nie istnieją. Jakby to wyglądało, gdyby Bóg potępił sam siebie? Bóg jest cwańszy niż nam się wydaje. Aby złoić ludzi złych - straszy ich piekłem. Stwarza w tym celu przeróżne teorie o szatanie, diabłach i demonach. Sprawę diabła tak rozdmuchuje, iż skłania sam siebie do tworzenia sekt na jego cześć. Niestety, Bóg na niskich poziomach traci rozsądek oraz inteligencję. Ale jeżeli tylko dotrze do wyższych stanów świadomości - wszystko mu powraca, na dodatek ubogacone przez doświadczenia.

Aż takiemu zamieszaniu w życiu, winien jest oczywiście sam Bóg. Bo kto inny? Postanowił być nieskończenie wolny i szczęśliwy, w niezależnych indywiduach, na różnych planetach we Wszechświecie. Tam buduje sobie kurne chaty, słomianki, domki, kurorty i pałace. Tam chce żyć i doświadczać siebie samego w różnych formach. By w końcu dostać się do Wszechświata Najwyższego, gdzie już nie ma śmierci i przykrości, gdzie nic się nie musi, nic nie potrzeba - tylko się chce...

Uczynił się więc nieświadomym siebie, tajemniczy dla świata, by wszyscy mogli się uczyć i doświadczać życia na różnych płaszczyznach. Kiedy jednak stopień społeczeństwa wzrasta - odtajnia swoje archiwa i daje poznać dlaczego w ten sposób zorganizował życie. W zamyśle chodziło Mu o dzielenie się, o Dobro, o Wieczną, Najprzyjemniejszą Miłość. Dzięki tej wiedzy jaką wyjawia, stawia cywilizacje na wyższy poziom świadomości. Bo prawda jest taka: im Bóg więcej wie, tym jest większy, lepszy, piękniejszy, słodszy i bardziej kochany w całym Niebie.

Chciało by się w związku z tym zadać pytanie: Czy my chcemy szczerze zrozumieć Boga?

Wszystko wskazuje na to, biorąc pod uwagę w tym kontekście nas, że Bóg sam siebie nie rozumie, a może nie umie zrozumieć, albo zwyczajnie - nie chce zrozumieć, bo ma taki okresowy i dalekowzroczny Plan. Moim zdaniem, tak wygląda dramat Boga, poszukującego wyższego szczęścia. Być może nie znalazł innego sposobu na to, aby zostać mądrym i szczęśliwym. Wymyślił więc, że będzie rozwijał się w niezależnych, wolnych indywiduach świadomości. A to, jak się okazuje, bardzo kosztuje.

Powstaje drugie pytanie: Kim w takim razie pragniemy być, jakie mamy zamiary, do czego dążymy. Czy pozwolimy Bogu być szczęśliwym, czy odwrotnie, pozwolimy na to, aby nienawidził wszystkich i stał się Bogiem piekielnym? Wybór zależy od nas. Od tego jakiego Boga rozpoznamy w sobie, jakiego stworzymy swoim życiem i jakiego będziemy uwielbiać.

Mogę powiedzieć na koniec: Bóg nie jest beznadziejny. Jakby na to nie popatrzeć - stał się na nowo, w innej jakości i stylu, tym czym jest. Tylko po to, aby doświadczyć wolności i życia na wymyślonych przez siebie poziomach.

Od momentu jak powstało życie, niewątpliwie sam siebie oszukuje. Gra sam ze sobą, pozwalając niszczyć i wyzwalać. Końca tej gry, jak wynika z obserwacji, nigdy nie będzie. Ten zwariowany plan doprowadził Go do tego, że sam siebie postanowił zbawić, i dalej rozwijać się jako Miłość oraz Najwspanialsze Dobro - poprzez formy jakie zaprojektował w tajemnicy przed sobą. Bóg tak strasznie się zapętlił - oczywiście na własne życzenie - iż teraz, aby siebie rozpoznać musi nieustanie się zastanawiać, zadawać filozoficzne pytania, zwracać prawie cały czas, uwagę na swoją naturę.

Pozwolił sam sobie stwarzać życie, używając do tego najnowocześniejszych technik. Wykreował naukę, zdobywając ją za pomocą różnych metod naukowych. Począł więc naukowo pracować, ażeby ponownie, swojej naturze, wykraść jej kolejną tajemnicę i pochwalić się przed światem ciekawymi efektami oraz odmianami nowego, niepowtarzalnego życia.

Kończąc, powiem: gdy kościół mówi o Bogu i gdy święci powołują się na Niego - nie ma w tym nic dziwnego. Świadomość na etapie ludzkiego, porównawczego życia, potrzebuje takich określeń. Możemy zaryzykować twierdzenie, że człowiek nie jest w stanie bez tych pojęć żyć. Jedynie wyżej rozwinięte umysły wiedzą, w czym tkwi prawda o Bogu.

I ostatni rzut na taśmę: Bóg Boga - krytykuje, Bóg Boga - potępia, Bóg Boga - nienawidzi. Bóg Boga - zbawia. Jeśli ktoś to zrozumie, automatycznie stanie się innym człowiekiem. W jednej chwili przeskoczy na wyższy poziom.

Kościół głosi tę prawdę od dawna. Wciąż zachęca, ażeby widzieć Chrystusa w drugim człowieku, widzieć Boga w bliźnim. To prawda tak podstawowa, a jakoś uciekamy od niej. Nie dajemy wiary, że Bóg jest tu. A On przecież może zorganizować wolny kraj, wychować w nim ludzi uśmiechniętych, dumnych, niezależnych, wielkodusznych i tolerancyjnych.

Bóg potrafi spędzać wakacje w luksusowych kurortach, wylegiwać się na plażach, bawić na dyskotekach, grać w karty, pić i jeść do syta. Jeździć pięknymi samochodami i podrywać dziewczyny. Bóg chce dla siebie jak najlepiej. To przecież naturalne, i takie boskie... Jeśli ktoś spyta czym jest medytacja? Odpowiem, to jest właśnie medytacja - konkretne, namacalne doświadczanie Boga.

Czy jesteśmy zdolni zauważyć Boga w takiej formie?

Czy jesteśmy już gotowi zobaczyć boskość we wszystkich przejawach życia codziennego?

Wystarczy zapamiętać tylko jedną rzecz:

Cokolwiek widzę, czuję i słyszę - jest ostatecznie Miłością.

Na sam koniec powiem o jednej praktycznej rzeczy. Wszyscy uwielbiamy słuchać muzyki, oglądać programy telewizyjne, filmy, spotykać się z przyjaciółmi. Chodzić na dyskoteki. Już chyba domyślacie się, co chcę powiedzieć. Spróbujcie widzieć w tym Boga. Dosłownie, bez przenośni. Gdy rozbrzmiewa w Twoich słuchawkach muzyka i wokaliści, uświadom sobie, że to Bóg jest struną gitary, że to On jest wokalem, który daje ci tyle estetycznych przeżyć. Uwielbiaj Go i staraj się Go zrozumieć. Tak samo jak oglądasz dziennik telewizyjny, film, programy publicystyczne, gdzie goście i dziennikarze nieraz sie kłócą - Ty uwielbiaj Boga i staraj się Go w nich zrozumieć. Gdy rozmawiasz ze swoimi dziećmi - patrz na Boga i miej do Niego ogromny szacunek. Gdy patrzysz wieczorem żonie w oczy - patrz na Boga i uwielbiaj Go. Gdy czytasz książkę lub jakąkolwiek gazetę, uwielbiaj Boga i staraj się Go zrozumieć. Niejednokrotnie będziesz musiał Go usprawiedliwić przed sobą. Staraj się zrozumieć Boga w każdej sytuacji i w każdym zdarzeniu. Uwielbiaj Go wszędzie i zawsze, jak robił to największy wielbiciel i znawca Boga - święty Franciszek z Asyżu. Śpiewał serenady na cześć przyrody i całego stworzenia. Jak nie miał na czym, grał na kiju, ażeby uwielbiać Boga. Potrafił Go widzieć w każdej rzeczy i w każdej sytuacji. Rozmawiał z wilkiem i przekonał go, by nie wyrządzał mieszkańcom krzywdy. Przemawiał do ptaków, które gromadami zlatywały się, by słuchać Franciszka. A mówił do nich o wielkiej Miłości Boga. Zdarzało się, że zgromadzeni nie mieli ochoty słuchać Franciszka, więc odwracał się i mówił do ptaków, a te zaraz się zlatywały. Gdy słuchacze zauważyli co się dzieje, uwierzyli. Franciszek to wspaniały wzór do naśladowania.

Konkludując:

Łudzisz się przez całe życie, jeśli szukasz Boga.

Żyjesz pełnią, kiedy widzisz Go oczami i dotykasz Go palcami.

Jeśli idziesz na spacer i wszystko cię przytłacza i nie chce ci się myśleć, to wystarczy, jak błyśnie ci tylko promyczek intelektu, - że idąc po chodniku swoimi nogami, stąpasz butami po Bogu. I już masz powód, aby Go uwielbiać i cieszyć się. A gdy pójdziesz krok dalej i zdasz sobie sprawę, że On jest butem, Twoją nogą, Twoim ustrojem nerwowym i Twoją głową, oczami, przez które patrzy na świat, to już właściwie wiesz wszystko. Przyrządzasz sobie kąpiel w wannie. Napuszczasz cieplutką wodę, dodajesz płyn kąpielowy o cudownym zapachu. Wchodzisz delikatnie, i kto cię romantycznie dotyka z wszystkich stron?

Być może właśnie teraz zrozumiesz, dlaczego Jezus nie wybudował ani jednego kościoła z cegły. Wiedział, że nie ma takiej potrzeby, ponieważ cały świat jest Bogiem.

Na koniec zacytuję pierwszego mojego patrona, Świętego Franciszka z Asyżu. Franciszek choć znał dobrze tajemnicę Boga, używał języka tradycyjnego. Wychwalając Go, pisze tak:

Oto fragment "Pieśni Słonecznej" Świętego Franciszka z Asyżu ( XII wiek )

... Pochwalony bądź, Panie mój,
ze wszystkimi Twymi stworzeniami,
szczególnie z panem bratem słońcem,
przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz.
I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem:
Twoim, Najwyższy, jest wyobrażeniem.
Pochwalony bądź, Panie mój,
przez brata księżyc i gwiazdy,
ukształtowałeś je na niebie jasne
i cenne, i piękne.
Pochwalony bądź, Panie mój,
przez brata wiatr i przez powietrze,
i chmury, i pogodę, i każdy czas,
przez które Twoim stworzeniom
dajesz utrzymanie.
Pochwalony bądź, Panie mój,
przez siostrę wodę,
która jest bardzo pożyteczna i pokorna,
i cenna, i czysta.
Pochwalony bądź, Panie mój,
przez brata ogień,
którym rozświetlasz noc:
i jest on piękny, i radosny,
i krzepki, i mocny.
Pochwalony bądź, Panie mój,
przez siostrę naszą matkę ziemię,
która nas żywi i chowa,
wydaje różne owoce
z barwnymi kwiatami i trawami.

Podobne artykuły


45
komentarze: 29 | wyświetlenia: 7218
11
komentarze: 14 | wyświetlenia: 33369
90
komentarze: 98 | wyświetlenia: 65628
72
komentarze: 75 | wyświetlenia: 27162
39
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6944
30
komentarze: 54 | wyświetlenia: 5624
26
komentarze: 39 | wyświetlenia: 10704
26
komentarze: 67 | wyświetlenia: 6195
22
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3605
21
komentarze: 23 | wyświetlenia: 26866
17
komentarze: 16 | wyświetlenia: 2103
16
komentarze: 82 | wyświetlenia: 9451
14
komentarze: 12 | wyświetlenia: 17053
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 2468
 
Autor
Artykuł



  Layo  (www),  20/11/2008

Piszesz "Zrozumienie Boga staje się egzaminem, którego prawie nikt nie zdaje"

Nawet sobie nie wyobrażasz jak wielu ludzi zdaje ten egzamin. :)
Powiem więcej - po tym egzaminie przyjdzie czas i na następne

Jak wiele można napisać o bycie nieistniejącym? Ten artykuł znakomicie to ilustruje.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska