Login lub e-mail Hasło   

Przemiana nauki i religii

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.sm.fki.pl/SMN.php?nr=przemian(...)religii
Autor - Wiesław Matuch Wrocław, dn. 12-11-2007 Bardzo prawdopodobne, że w najbliższym czasie wybitni naukowcy z wielu krajów odkryją składnik materii tak subtelny i stabi...
Wyświetlenia: 1.913 Zamieszczono 12/11/2007
Autor - Wiesław Matuch
Wrocław, dn. 12-11-2007

Bardzo prawdopodobne, że w najbliższym czasie wybitni naukowcy z wielu krajów odkryją składnik materii tak subtelny i stabilny jednocześnie, iż ośmielą się go nazwać na przykład: - falą uniwersalną, falą życia, a nawet falą Boga. Odkrycie to może zburzyć nieco dotychczasowe tradycyjne koncepcje naukowe a nawet po części religijne. Odkrycie może zachwiać teologią. Wielu wychowanych w wymyślonych przez strategów religijnych "szufladkach wiary" załamie ręce nawet zwątpi w Boga. Ale to musi się dokonać, bo inaczej świat nadal będzie tkwił w różnorakich, skrajnych i zawężonych systemach przekonań, nie mających wiele wspólnego z wiedzą obiektywną. Lepiej jest wiedzieć więcej, jeśli są takie możliwości dane od Boga, niż wiedzieć mniej - zdając się jedynie na przestarzałą wiarę.

Wiemy co oznacza ślepa wiara i fanatyzm - niszczy Cywilizacje. Przykłady mamy tego co dzień, między innymi terroryzm. Dzieje się tak dlatego, że ludzie zamiast otwierać umysł, zamykają go w sobie. Wolą nie myśleć o życiu i jego sensie. Zdają się więc w tej sprawie na kościół, a on przecież nie wie wszystkiego. Kościół bardziej karze wierzyć niż wiedzieć. I w ten sposób społeczność cofa się, nie bierze zupełnie udziału w rozwoju intelektualnym, w nauce, odkryciach, nie popiera nowoczesnych technologii, co uwolniłoby ludzkość od ciężkiej i morderczej pracy w zakładach produkcyjnych, czy na roli. Wiara w ciasne poglądy właśnie do tego doprowadza. Wiara pozbawiona serca, miłości, bezinteresowności i logiki jest ogromną siłą przeszkadzającą człowiekowi poznanie Boga. Taka wiara właściwie jest przeciwko Bogu.

Tu nie chodzi o wiarę napędową człowieka, która jest bardzo pozytywna, ale o ślepą wiarę w wymyślone ideologie i przepisy. Jak sobie przypomnimy, Jezus zaproponował tylko dwa największe przykazania: Miłość do Boga i człowieka, dla mnie to oznacza również miłość do całego stworzenia. Sposób oraz jakość myślenia wyzwala z ciemnoty ku nauce i Bogu. Nic innego jak zdeformowana, okrojona z nauki i postępu religia wstrzymuje wszelki postęp i wywołuje wojny na tej planecie. Nauka, Miłość, Bóg - tego należy się trzymać. Nie Bóg rozumiany z przed wielu tysięcy lat, archaiczny, stworzony na użytek władzy i umysłu ludzkiego, ale Bóg dzisiejszy, odnaleziony w nowoczesnej myśli i najwyższym uczuciu miłości, w umyśle i sercu każdego człowieka, każdej żywej istoty, a nawet w atomie, kwarku, milionach związków chemicznych, kombinacji genowych, itd... . Wspaniały, nieskończony, bezinteresowny, dobry, miłosierny, sprawiedliwy, nie mający względu na osoby. Stworzyciel ostateczny wszystkich światów.

Bóg jest bardzo cierpliwy. Przeżył już nie jeden system religijny, jaki funkcjonował na tej ziemi. Był świadkiem rozwoju cywilizacji i ich zaników.

Jezus miał zrewolucjonizować pogląd na Miłość i Wszechświat, a zrobili z niego niedołęgę, belzebuba, człowieka cierpienia, umartwienia i sekciarza. Nie rozpoznali w nim genialnej duszy, Mistrza Miłości, Mistrza Dobrego Serca, Mistrza Nowej Wiedzy. Sprawa była prosta - wykorzystać popularność Jezusa, dla swoich celów.

Patrząc na historię nauki i religii, odnosi się wrażenie, jakby te dwa tysiące lat zostały zmarnowane, same wojny i morderstwa religijne. Chociaż nie wszystko było złe. Wybitne jednostki ratowały reputację chrześcijaństwa np. św. Franciszek z Asyżu.

Technika, prąd stał się owocem dopiero ostatnich 200 lat. A wcześniej? Ogromne zacofanie.

Dla większości istot ludzkich Jezus jest wciąż nierozpoznany, źle skojarzony, błędnie wykorzystany dla intelektualnych i finansowych korzyści. Dziś i nie tylko zresztą dziś, ale w przeszłości było podobnie. W Jego imieniu, biskupi pobudowali sobie pałace, jeżdżą luksusowymi limuzynami, a świątynie, do których Jezus i Franciszek z Asyżu, mieli ogromny dystans, dalej buduje się nagminnie. Po co? Jezus wskazywał, że Serce i Miłość jest Celem. Nawet zaproponował postulat Miłości Bliźniego. Co z tego pozostało? Niewiele.

Kościół ma nauczać o miłości wzajemnej, o tym jak zdobyć dobry, kochający i tolerancyjny charakter a nie zajmować się gospodarowaniem majątkami parafialnymi. Tylko dobry charakter, może wznieść naszą cywilizację na wyżyny. Tylko miłość uczyni nas ciepłymi i kochającymi wszystkich. Bez waśni, sporów, wojen i głupiego pragnienia władzy. Pożądanie władzy, to oczywiście pomyłka, błąd za który płaci się ogromnie dużo.

Nawet apostołowie kłócili się oto, który z nich będzie wyżej w królestwie niebieskim. Apostołowie niestety tak samo cierpieli na niedoskonałość, a pisząc o Jezusie, nie napisali wszystkiego, sami się do tego przyznali mówiąc, że: "ksiąg na świecie brakło by, gdyby przyszło spisać wszystko co Jezus mówił i czynił".

Jeśli obecnie ktoś chce zrozumieć biblię, to niech nie czyta słów w nich zawartych dosłownie, ale niech szuka tego, czego w niej nie ma. To już inne czasy, i tylko pomiędzy wierszami coś da się z niej wyskubać. Przepaść pomiędzy tamtymi a dzisiejszymi czasami, jest ogromna. Najlepiej niech podejdzie się do biblii jak święty Jan od Krzyża Doktor Kościoła, do Boga - cytat: "Dusza powinna dążyć do Boga, poznając Go raczej przez to, czym On nie jest, aniżeli przez to, czym jest. Nim dusza stanie się Bogiem - jak uczy dalej święty Jan - musi ona wpierw przejść przez wszystkie formy, kształty i doznania, aby potem je porzucić, bowiem nie mają nic wspólnego z Celem.

Trzeba sprawić, aby ludzie poszli tropem naukowców-mistyków, wówczas ostatecznie wiele zyskają. Nauka i wiara w tajemniczość, pozwoli im zbliżyć się do prawdziwego Boga. A nie tego, którego kupuje się w kościołach i sektach za pieniądze. Poza Jezusem, tylko święty Franciszek z Asyżu to rozumiał. Nie na darmo nazwano Franciszka drugim Chrystusem. Ale jego też stłumiono, jak pisałem o tym w innych tekstach.

Naukowe odkrycia zachwieją również wszystkimi koncepcjami materialnymi zrodzonymi głównie z rozwoju fizyki w dwóch ostatnich wiekach. Co do tego nie ma wątpliwości. Już dziś się mówi o promieniach, które miliony razy szybciej przepływają niż światło. Niegdyś bano się sił natury uważając, że uzewnętrzniają się one, by wyrazić gniew Boga. Podobnie było z pojawianiem się komet na niebie. Współczesna fizyka oraz astronomia na szczęście przywróciła we wszystkim porządek.

Nauka i mistyka zostanie zespolona i dojdzie razem do jeszcze innych koncepcji rozumienia Życia. Nowatorska fizyka, przez nieskończenie drobiazgowe badania, osiągnie największe rezultaty i odkryje jeszcze subtelniejsze cząsteczki wewnątrz atomu. Dodam, że tylko odkryje, bo niektórzy o tym od dawna wiedzą. Niektóre osoby patrzą fizycznym okiem, a mogą widzieć Niebo, wyższe światy, bez żadnych problemów. To jest właśnie wykorzystanie tej cząsteczkowości ponadmaterialnej.

Z najnowszych badań naukowych jednak wynika, że to nie grawitacja przyciąga nas do ziemi, ale ciśnienie przestrzeni jest decydujące. Przestrzeń kontroluje wzajemne oddziaływanie i wymianę materii. Grawitacja jest jednym z elementów. W przestrzeni rozmywa się ona prawie całkowicie. Nowa teoria i nowe spojrzenie. Do czego ostatecznie nauka dojdzie, tego nie wiemy.

Wszystko ze sobą jest powiązane i przepływa z jednego stanu w drugi, jak myśl. Problem z przepływem jest w zagęszczonej atomizacji, a więc w tym, co widzimy w świecie materialnym. Tu trudno jeszcze o czysty przepływ, tak zwaną dematerializację. Każdy z nas twardo chodzi po ziemi, niestety. Mamy jeszcze ciała niesubtelne, o wiele cięższe niż w wyższym zorganizowanym świecie. Dlatego nie potrafimy przenikać ścian, a raczej z nimi się zderzamy.

Ci, którzy mają jakie takie pojęcie o fizyce wiedzą, że energia nie przepada ale się przeistacza. Wolna moc jest pośród nas, utworzona z bardzo szczególnych, nieznanych kosmitom fal. Mówię kosmitom, bo przecież my również jesteśmy kosmitami. Jak ktoś popatrzy z innej planety lub innego Układu Słonecznego na nas, no to jesteśmy kosmitami. Te Fale posiadają niezwykłą zdolność inteligentnego myślenia: rozumują i tworzą. Podobnie jak nasze ręce, na impuls myśli robią nam kromkę chleba z masłem. Ich źródłem jest Bóg Bogów, w którym żyjemy i poruszamy się - jak mówi Pismo święte. One są infrastrukturą Wszechświata i będą istnieć bez końca. Wiele zamieszkałych światów zniknie. Galaktyki będą powstawać i gasnąć, ale siła twórcza pozostanie.

Oczywiście nasz Kościół nie powinien przeciwstawiać się badaczom pragnącym zgłębić tajemnice, do których tak się przez wieki przywiązał, a których wytłumaczenie wniesie do Niego ożywienie i nada mu jaśniejsze barwy. Przede wszystkim oświeci społeczność, która ma harmonizować i wznosić się coraz wyżej, aż do nieba Miłości i Rozkoszy. Bo taki ostatecznie jest cel postępu oraz życia. Kościół obecnie tego nie naucza, woli się stroić jak panna do ślubu, ubierać w różne fatałaszki i ćwiczyć ludzi w nudnej i bezdusznej liturgii, uważając ją za cudowne misterium, sacrum. A te dewocjonalia, kropienie wodą święconą, i tak dalej. Nic tu więcej nie powiem, poza tym, że wymyślili to ludzie.

Są obecnie dokonywane prace naukowe, prowadzące w końcu do odkrycia struktur kwantowych energii występującej wszędzie, w materii ożywionej i w materii wydającej się bierną. Głośno stało się też o czarnej materii. Wszystko jest ruchem, wszystko się porusza, z większą lub mniejszą energią, niezależnie od tego, czy chodzi o elementy stałe, płynne czy gazowe.

Niewątpliwie zdążamy wszyscy do zjednoczenia filozofii, nauki i dobrych cech religii. Zdążamy do takiego poziomu życia, który będzie wszystkim dostępny, a więc do eliminacji nędzy i głodu istniejącego w różnych częściach naszego świata. Do wypromowania otwartości serca i umysłu, szeroko-horyzontalnej wiedzy i edukacji, idącej w kierunku wolności oraz kształtowania pozytywnych charakterów ludzkich. Zdążamy do zjednoczenia ludzkości, które dokona się mimo wielu problemów. W to powinniśmy wierzyć, nawet bez tej całej otoczki naukowości. W to warto wierzyć i mieć nadzieję, że to się spełni. Stanie się to dzięki naszemu zaangażowaniu.

O tym właśnie mówił Jezus, ale nikt Go nie chciał słuchać. Wyszydzano Nim, aż w końcu zamordowali, bo nie mogli znieść Jego teorii o Dobrym Bogu, teorii o jedności społeczeństw poprzez Miłość. Nienawidzili Go jak mówił, że wszystko pochodzi z jednego źródła i w Nim istnieje, pomimo że jest oddzielone i posektorowane wszechświatami materialnymi, umysłowymi i emocjonalnymi.

O tym też nauczał Jan Paweł II w 1987 roku. Cytaty: "Czy Kościół i świat nauki są gotowe do podjęcia ścisłej współpracy? (Przemówienie do uczestników kongresu zorganizowanego przez Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne)

1991r. Prawda naturalna i prawda objawiona pochodzą z tego samego źródła (Przemówienie podczas spotkania z uczestnikami kongresu zorganizowanego przez Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne).

1995r. Zrozumieć wszechświat i człowieka (Przemówienie do uczestników sympozjum zorganizowanego przez Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne).

Życzmy sobie, abyśmy to zrozumieli, i niech nam nauka wszystko wyjaśni. Niech nauka (alchemia, chemia, fizyka, astrofizyka... ) odnajdzie i powie nam jaki jest sens i cel życia, skoro kościół tego nie chce robić. Wtedy religia i wszystkie sekty, hipokryzje, fanatyzm wiar nie zagrodzą nam drogi do prawdziwego Boga, Boga Miłości, fantastycznych krain i ogrodów przyjemności w Jego Boskich Miastach. Niech nauka nam to w końcu objawi i zamieni stary system przekonań na szerszą Prawdę niż znamy do tej pory.

Nauka tak naprawdę jest myślą, uczuciem, przeżyciem. To serce fascynuje się zdobytą wiedzą poprzez umysł i zmysły. Serce ją kompiluje, przeżywa, kocha. Życie ziemskie bez perspektywy poszerzania swoich uczuć i umysłu aż do Nieba, nie ma bowiem sensu. Jak się zastanowimy, zauważymy natychmiast, że same nasze nadzieje i pragnienia kierują nas tam każdego dnia. Stajemy się coraz więksi, piękniejsi i delikatniejsi, pewni życia w nieskończoności. Czy tak nie jest? Kto się zastanawia i kocha, co dzień rośnie jak na "drożdżach". Starajmy się to też zauważyć, a będziemy radośniejsi. Rezygnacja, zgorzkniałość, ortodoksyjność, ślepa tradycja i nieustanne powoływanie się na tak zwanych "Ojców", to nic dobrego, to wyraźna klęska rozwoju i miłości. Cofanie się. Cnotę, wiedzę i miłość należy rozwijać stale.

Jaka będzie reakcja Kościoła, gdy fizycy odkryją ciało subtelne, gdy naukowcy zrozumieją po części tajemnice budowy człowieka? Jakich argumentów Kościół użyje, by podważyć wyjaśnione w sposób naukowy tajemnice, na które biblia nie daje odpowiedzi? Będą mieli oczywiście zaraz opozycję i wielki krzyk. Ale w końcu kiedyś nastąpi przełom i współpraca.

Zmierzamy ku całkowitej przemianie nauki i religii. Dlatego też konieczne jest, byśmy umieli zaaprobować nowe koncepcje naukowe i religijne. Wszyscy powinniśmy skoncentrować się na przyszłości, w której ma nastąpić to cudowne zjednoczenie myśli i serc, o jakim marzył Jezus. Zjednoczenie, jako ogromne zbiory niezależnych, wolnych indywiduum dla których jedność znaczy coś innego niż potocznie przyjmowana. Jedność i wolność to nietykalność nawet przez Boga.

Cała ludzkość mogłaby uczestniczyć w tej przemianie. Tak powinno być od początku pojawienia się Jezusa, ale opozycja wszystko zniszczyła i zignorowała przekaz. Zrobili to właściwie Jego wyznawcy, nasz święty kościół katolicki - matka milionów dusz. Osobiście bardzo bronię Kościoła, bo tam też są ludzie omylni, jak wszędzie. Bronię z tego względu przede wszystkim, ponieważ Jezus założył ten kościół, i On zaproponował ideę wiedzy, poznania Boga w sobie, ideę nadziei i miłości do stworzenia.

Grona różnych naukowców podobnie się zachowują, i co parę miesięcy zaprzeczają temu, co powiedzieli wcześniej. Głównie liczy się prestiż i pieniądze, nowa, wyimaginowana najczęściej wiedza, tytuły naukowe, książki, itd. Czy jest w tym coś różniącego się od ludzi kościoła? Wydaje się być to problemem powszechnym. Określiłbym to: "syndrom niepohamowanego ego". U duchownych jak i u naukowców, u zwykłych ludzi tak samo.

Niemniej dzięki rozwojowi nauki i zmianie koncepcji religijnych, może rozpowszechnić się na ziemi klimat Miłości, jaki króluje już od dawna w wyższych Cywilizacjach.

Pora, abyśmy więcej Nieba sobie stworzyli na ziemi. Tak, aby pewnego dnia okazało się prawdą, jak mówi Pismo święte: „Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: Jesteśmy bowiem z Jego rodu (Dzieje Apostolskie 17 - 28, Biblia Tysiąclecia)

Podobne artykuły


89
komentarze: 98 | wyświetlenia: 59860
70
komentarze: 71 | wyświetlenia: 24242
25
komentarze: 39 | wyświetlenia: 9439
38
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6240
16
komentarze: 19 | wyświetlenia: 7178
21
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3102
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 3505
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 2640
381
komentarze: 338 | wyświetlenia: 385230
123
komentarze: 93 | wyświetlenia: 54698
112
komentarze: 102 | wyświetlenia: 19732
99
komentarze: 62 | wyświetlenia: 46498
101
komentarze: 224 | wyświetlenia: 45474
50
komentarze: 57 | wyświetlenia: 31435
 
Autor
Artykuł



  zibi,  23/11/2007

Najmniejszy składnik materii został już dawno odkryty. Co to takiego? To zero (patrz teoria próżni Szypowa). Myli się ten kto sądzi, że zero jest puste. Zero nie jest puste. Zero to jedyna realna rzecz która istnieje. Świat który nas otacza powstał w wyniku transformacji zera (Boga).
Pozdrawiam autora. Twoje artykuły są bardzo interesujące.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska