Login lub e-mail Hasło   

Powaby Miłości - Erotyka

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.sm.fki.pl/SMN.php?nr=erotyka
Artykuł porusza wiele tematów, które obecnie wciąż uznawane są za tematy tabu. Czy słusznie? Chyba nie, więc warto przeczytać.
Wyświetlenia: 14.576 Zamieszczono 27/11/2007


Tematy:

1. Erotyka
2. Papież o erotyce
3. Samozaspokajanie
4. Dziewięć powodów, dla których warto się kochać
5. Seks jaskiniowców

1. Erotyka

Jest ona lekkością, beztroską, boskim uczuciem, wieczną grą Aniołów.

Erotyka nie powinna być drugorzędna. Mówimy wprawdzie o niej dużo, ale znamy ją niewiele, bo mylimy ją ciągle z wyrachowanym zapładnianiem. Erotyka to powab, wszystko, co zagadkowe, czarujące, artystyczne, co nie powstaje wyłącznie między należącymi do odmiennych płci. Człowiek posiada w rękach mistyczny dar Boga, a nie umie z niego korzystać. Nie umie jeszcze dobrze się posiłkowaćenergią erotyczną. Źle ją rozumie a niektórzy nawet się nią gorszą. Szczególnie katolicy, ze względu na zafałszowaną historię, i wymyślone prawa, potępiające seks i wszystko co związane jest z erosem. Erotyka to kwestia świadomości i nauki w sztuce delikatności.

Płciowość jest podstawą erotyki, ale nie z niej się ona wywodzi. Przyciąganie erotyczne jest zapisane w duszy, nie tylko zresztą duszy człowieka, bo i zwierzęcia. Im istoty mądrzejsze, inteligentniejsze tym erotyka odgrywa u nich większą rolę. W niebiańskich światach wszyscy są piękni, a gra mistyczna w miłości jest uwarunkowana jedynie pragnieniem. Co się chce, to się przez tę grę otrzymuję w darze. Delikatność i czułość jest siłą erotyki - mistyki. Płciowość i rodzenie dzieci jest niejako przy okazji, na poziomie ziemi oczywiście. W wyższych światach płeć i erotyka służą wyłącznie przyjemności, czarującej grze mistycznej. Opisy takich gier mistycznych są w dziełach wielkich świętych a nawet piśmie  św. np. w Pieśniach nad Pieśniami. Erotyka jest zabawą. Płciowość jest owocem jeśli ludzie nie potrafią się kontrolować. Płciowość jest rzeczywistością rodzenia, erotyka marzeniem i dotykiem, pieszczotą, skurczem rozkoszy, uniesieniem, zachwytem mistycznym. Płciowość i rodzenie dzieci też jest ważne w tym regionie kosmosu. Ale w wyższych konstelacjach dokonuje się to inaczej. Klonowanie jest regułą. Są to proste sprawy genetyczne. U nas jeszcze zakazane i jednocześnie skomplikowane. Wciąż niebezpieczne ze względu na niski pułap wiedzy na ten temat.

Platon znakomicie opisał erotykę w swoim pięknym dialogu „Symposion”. Powiada w nim, że erotyka jest dzieckiem peni (niedostatek) i poros (nadmiar). Dlatego zawiera w sobie zawsze obydwa te elementy, nadmiar tęsknoty i niedostatek spełnienia. To połączenie określa jej dynamikę i dążenia. Platon mówi jeszcze coś ważnego: wiecznie starający się Eros to idealny motor dla szukającego, bo jest dopiero wtedy zadowolony, kiedy osiągnie swój ostateczny cel, mianowicie samo piękno.

Weź przykład z tej formy Erosa. W swoich poszukiwaniach nie uczepiaj się partnera przeforsowując go w ten sposób. Nie jest on w stanie dać ci tego, czego w istocie szukasz, samego piękna. Partner to tylko drogowskaz do tego Nieskończonego. Jest on jednak szczególnym drogowskazem, mianowicie takim, który nie pozostaje na poboczu drogi, lecz idzie wraz tobą – jeśli go poprzez erotykę weźmiesz ze sobą.

Erotyka jest tym cudownym w każdym związku, bo nigdy nie przeforsowuje. Jest ona jak dar zapachu – cieszysz się nią, mimo że nie musiałeś przedtem odczuwać jej braku. W erotyce jest to potrzeba nasyconego zabawą poznawania się, elegancji, subtelności, cudowności na wspólnej drodze do najwyższej Świadomości. Z erotyką jest tak, jak z ciągle pojawiającą się pokusą, by rozkoszować się zapachem cudownego kwiatu, chociaż kiedy go się nie wącha, nie odczuwa się też jego braku. Erotyka raduje się wszystkim co piękne, czarujące, doskonałe, porywające, bo widzi w tym odniesienia do owego najbardziej upragnionego piękna, którego tak usilnie szuka. Dzięki temu jest ona tak lekka i tak niezwykła.

Jej celem jest bowiem nie narzucanie się, estetyka, godność, lekkość. Wszystko to stwarza czar erotyki, który czyni ją mistyką. Dlatego Platon nazywa Erosa filozofem. Ma tu na myśli wiecznie szukającego, przyjaciela mądrości i boskiej namiętności, boskiego ciepła dotyku.

Prawdziwym przeznaczeniem erotyki jest poprzez kontakt dwojga ludzi wykraczanie poza i ponad nich. To ona z „normalnego” człowieka potrafi nagle uczynić poetę, malarza, muzyka, mistyka. Dzięki odniesieniu erotyki do czegoś o wiele większego, opanowany przez nią człowiek zostaje uskrzydlony i wyniesiony na całkiem nowe, dotychczas nie znane i nie przeczuwane wyżyny. Nie przeczuwane? Nie całkiem się zgadza. Jedynie świadomość ich nie przeczuwa. To, co nieświadome, kosmiczne w tobie, nie poszukuje niczego innego, jak właśnie tego doskonałego, co nareszcie zdaje się manifestować w człowieku, z którym czujesz się głęboko powiązany w erotyce, lub jej pogłębieniu – Wiecznej Miłości.

Starożytni Grecy mieli rację, gdy duchowe procesy wyrażali w mitologicznych obrazach przedstawiających bogów. W ten sposób uwydatnili plastycznie to, co nie daje się tak łatwo i stosownie wyrazić: jeden bo powiela siebie w licznych bóstwach, które można określić jako doskonałość przekształconą w materię. Albo inaczej mówiąc: bóstwa ucieleśniają te wszystkie wspaniałe właściwości, które człowiek może i powinien posiadać, jak powab, godność, odwaga, sprawiedliwość, ofiarność, rozkosz.

Erotyka stanowi łącznik między tymi właściwościami spajając je z leżącą u podstaw, określającą wszystko energią miłości. Dlatego jest błędem tak rozumieć mitologię grecką, jak ją przedstawia Homer. Ściągnął on zbytnio bogów na negatywną, ludzką płaszczyznę, pozbawiając ich przez to boskości. Pierwotnym zamiarem starożytnej mitologii było unaocznienie, że wszystkie ludzkie uczucia są boskie, że ich pożywką jest miłość. Nawet największa nienawiść nie może trwać na stałe, bo jedynym co ostatecznie istnieje jest nieskończona miłość Boga, nieustannie otaczająca człowieka i przezeń płynąca.

Nikt nie może się na dłużej temu prądowi przeciwstawić. Nawet największy przestępca albo demon musi pewnego dnia zetknąć się z miłością, gdyż jest ona również i jego przeznaczeniem. Wszystko inne to tylko kurz i rdza odkładająca się na duszy. Ledwo tylko zostaną usunięte, a już dusza zostanie jak magnesem przyciągnięta przez jej najwyższe przeznaczenie. Jeśli żelazo nie jest przyciągane przez magnes, nie musi to być wina magnesu, lecz zbyt wielu „warstw kurzu” na żelaznym przedmiocie. Kiedy usunie się kurz i rdzę, będzie mógł znowu być przyciągany, staje się przez to ponownie „erotyczny” i może kontynuować swoje dążenie ku Najwyższemu Szczęściu.

Erotyka jest byciem dotykalnym, byciem otwartym na Wyższe i Najwyższe. A jakie jest to Najwyższe? Pełne miłości, lecz lekkie. Właśnie stąd pochodzi to, co w erotyce fascynujące. Tu leży przyczyna, dla której każdy chętnie się jej oddaje i powinien oddawać, jeśli jest już na tyle mądry i inteligentny.


2. Papież o Erotyce

Najnowsza encyklika papieża Benedykta XVI "Deus Caritas Est" mówiąca o erotyce i miłości. Oto fragmenty encykliki:


 

Jak powinna być przeżywana miłość, aby w pełni zrealizowała się jej ludzka i boska obietnica? Jedno z pierwszych ważnych wskazań możemy znaleźć w Pieśni nad pieśniami, jednej z ksiąg Starego Testamentu dobrze znanej mistykom.

Według przeważającej dzisiaj interpretacji, poezje zawarte w tej księdze są autentycznymi pieśniami miłości, być może przeznaczonymi na jakieś izraelskie zaślubiny, podczas których miały wysławiać miłość małżeńską. W tym kontekście bardzo pouczającym jest fakt, że w tekście Księgi znajdują się dwa różne słowa na oznaczenie „miłości". Najpierw mamy słowo „dodim" — liczba mnoga, która wyraża miłość jeszcze niepewną, w sytuacji nieokreślonego poszukiwania. To słowo zostaje potem zastąpione słowem „ahab?", które w przekładzie greckim Starego Testamentu jest oddane terminem o podobnym brzmieniu „agape", który jak widzieliśmy, stał się wyrażeniem charakterystycznym dla biblijnego pojęcia miłości. W przeciwieństwie do miłości nieokreślonej i jeszcze poszukującej, ten termin wyraża doświadczenie miłości, która teraz staje się naprawdę odkryciem drugiego człowieka, przezwyciężając charakter egoistyczny, który przedtem był wyraźnie dominujący. Teraz miłość staje się troską człowieka i posługą dla drugiego. Nie szuka już samej siebie, zanurzenia w upojeniu szczęściem; poszukuje dobra osoby ukochanej: staje się wyrzeczeniem, jest gotowa do poświęceń, co więcej, poszukuje ich.

Należy do rozwoju miłości, do wyższych jej poziomów, jej wewnętrznych oczyszczeń, fakt, że teraz poszukuje ona definitywności i to w podwójnym znaczeniu: w sensie wyłączności — tylko ta jedyna osoba — i w sensie „na zawsze". Miłość obejmuje całość egzystencji w każdym jej wymiarze, także w wymiarze czasu. Nie mogłoby być inaczej, ponieważ jej obietnica ma na celu definitywność: miłość dąży do wieczności. Tak, miłość jest „ekstazą", ale ekstazą nie w sensie chwili upojenia, lecz ekstazą jako droga, trwałe wychodzenie z „ja" zamkniętego w samym sobie w kierunku wyzwolenia „ja" w darze z siebie i właśnie tak w kierunku ponownego znalezienia siebie, a nawet w kierunku odkrycia Boga: „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je" (Łk 17, 33) — mówi Jezus. Te Jego słowa znajdujemy w Ewangelii w różnych wersjach (por. Mt 10, 39; 16, 25; Mk 8, 35; Łk 9, 24; J 12, 25). W ten sposób Jezus opisuje swą osobistą drogę, która poprzez krzyż prowadzi Go do zmartwychwstania — drogę ziarna pszenicy, które pada w ziemię i obumiera, i dzięki temu przynosi obfity owoc. Wychodząc z istoty Jego ofiary osobistej i miłości, która w Nim osiąga swoje dopełnienie, tymi słowami opisuje On także istotę miłości i istnienia ludzkiego w ogóle.

7. Nasze refleksje o istocie miłości, początkowo raczej filozoficzne, przywiodły nas, przez dynamikę wewnętrzną, aż do wiary biblijnej. Na początku zostało postawione zagadnienie, czy różne, a nawet przeciwstawne znaczenia słowa miłość mają na myśli jakąś głęboką jedność, czy raczej powinny pozostawać rozdzielone. Przede wszystkim jednak wynikła kwestia, czy przesłanie o miłości ogłoszone nam przez Pismo Święte i Tradycję Kościoła miałoby coś wspólnego z powszechnym doświadczeniem ludzkiej miłości, czy wręcz przeciwstawiałoby się jemu. W tym względzie natrafiliśmy na dwa fundamentalne słowa: eros jako określenie miłości „ziemskiej" i agape jako wyrażenie oznaczające miłość opartą na wierze i przez nią kształtowaną. Obydwa pojęcia są często przeciwstawiane jako miłość „wstępująca" i miłość „zstępująca". Są także inne podobne klasyfikacje, jak na przykład rozróżnienie pomiędzy miłością posesywną i miłością ofiarną (amor concupiscentiae — amor benevolentiae), do którego czasami bywa dołączona jeszcze miłość interesowna.

W dyskusji filozoficznej i teologicznej te rozróżnienia często były zradykalizowane aż do autentycznego przeciwstawienia: typowo chrześcijańską byłaby miłość zstępująca, ofiarna, właśnie agape; kultura zaś niechrześcijańska, przede wszystkim grecka charakteryzowałaby się miłością wstępującą, pożądliwą i posesywną, czyli erosem. Chcąc doprowadzić do ostateczności to przeciwstawienie istota chrześcijaństwa byłaby oderwana od podstawowych relacji życiowych ludzkiego istnienia i stanowiłaby dla siebie odrębny świat, który mógłby być uważany jako godny podziwu, ale całkowicie odcięty od całości ludzkiej egzystencji. W rzeczywistości eros i agape — miłość wstępująca i miłość zstępująca — nie dają się nigdy całkowicie oddzielić jedna od drugiej. Im bardziej obydwie, niewątpliwie w różnych wymiarach, znajdują właściwą jedność w jedynej rzeczywistości miłości, tym bardziej spełnia się prawdziwa natura miłości w ogóle. Także jeżeli eros początkowo jest przede wszystkim pożądający, wstępujący — fascynacja ze względu na wielką obietnicę szczęścia — w zbliżeniu się potem do drugiego będzie stawiał coraz mniej pytań o siebie samego, będzie coraz bardziej szukał szczęścia drugiej osoby, będzie się o nią coraz bardziej troszczył, będzie się poświęcał i pragnął „być dla" niej. W ten sposób włącza się w niego moment agape; w przeciwnym razie eros upada i traci swoją własną naturę. Z drugiej strony, człowiek nie może żyć wyłącznie w miłości oblatywnej, zstępującej. Nie może zawsze tylko dawać, musi także otrzymywać. Kto chce dawać miłość, sam musi ją otrzymać w darze. Oczywiście, człowiek może — jak mówi nam Chrystus — stać się źródłem, z którego wypływają rzeki żywej wody (por. J 7, 37-38). Lecz, aby stać się takim źródłem, sam musi pić wciąż na nowo z tego pierwszego, oryginalnego źródła, którym jest Jezus Chrystus, z którego przebitego serca wypływa miłość samego Boga (por. J 19, 34).

Ojcowie w opowiadaniu o drabinie Jakubowej widzieli symbol tego nierozerwalnego połączenia pomiędzy wstępowaniem i zstępowaniem, między erosem, który poszukuje Boga i agape, która przekazuje dar otrzymany. W biblijnym tekście jest mowa o tym, że patriarcha Jakub widzi we śnie, ponad kamieniem, który służył mu za podgłówek, drabinę sięgającą nieba, po której wchodzili i schodzili aniołowie Boży (por. Rdz 28, 12; J 1, 51). Szczególnie interesująca jest interpretacja tej wizji przez papieża Grzegorza Wielkiego w jego Regule pasterskiej. Dobry pasterz — mówi on — powinien być zakorzeniony w kontemplacji. Tylko dzięki temu będzie mógł przejąć się do głębi potrzebami innych, tak by stały się jego: „per pietatis viscera in se infirmitatem caeterorum transferat"[4]. Święty Grzegorz nawiązuje w tym kontekście do świętego Pawła, który zostaje porwany ku górze aż do najwyższych tajemnic Boga i właśnie w ten sposób, kiedy zstępuje, jest w stanie stać się wszystkim dla wszystkich (por. 2 Kor 12, 2-4; 1 Kor 9, 22). Oprócz tego wskazuje przykład Mojżesza, który wciąż powraca, wchodzi do świętego namiotu, prowadzi dialog z Bogiem, aby mógł dzięki temu, wychodząc od Boga, być do dyspozycji swojego ludu. „Gdy wewnątrz [namiotu] ulega zachwyceniu w kontemplacji, na zewnątrz [namiotu] przywołują go potrzeby cierpiących: intus in contemplationem rapitur, foris infirmantium negotiis urgetur" [5].

8. Znaleźliśmy w ten sposób pierwszą odpowiedź, jeszcze dość ogólnikową, na dwa wyżej postawione pytania: „miłość" w gruncie rzeczy jest jedną rzeczywistością, ale mającą różne wymiary; to jeden, to drugi może bardziej dochodzić do głosu. Gdy jednak owe dwa wymiary oddalają się zupełnie od siebie, powstaje karykatura czy w każdym razie ograniczona forma miłości. Powiedzieliśmy już w sposób syntetyczny, że wiara biblijna nie buduje jakiegoś świata równoległego czy jakiegoś świata sprzecznego z istniejącym pierwotnie ludzkim zjawiskiem miłości, lecz akceptuje całego człowieka, interweniując w jego dążenie do miłości, aby je oczyścić, ukazując mu zarazem jej nowe wymiary. Ta nowość wiary biblijnej staje się widoczna przede wszystkim w dwóch aspektach, które zasługują na podkreślenie.
Nowość wiary biblijnej

9. Chodzi tu wpierw o nowy obraz Boga. W kulturach, które otaczają świat Biblii, obraz boga i bogów pozostaje ostatecznie mało wyraźny i sam w sobie sprzeczny. Na drodze wiary biblijnej staje się coraz bardziej jasne i jednoznaczne to, co Shema, podstawowa modlitwa Izraela, wyraża w słowach: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem — Pan jedynie (Pwt 6,4). Istnieje jedyny Bóg, Stworzyciel nieba i ziemi i dlatego też jest Bogiem wszystkich ludzi. Dwa fakty są wyjątkowe w tym określeniu: że wszyscy inni bogowie naprawdę nie są Bogiem i że cała rzeczywistość, w której żyjemy, pochodzi od Boga, jest przez Niego stworzona. Z pewnością, idea stworzenia istnieje także gdzie indziej, ale jedynie tutaj wynika całkowicie jasno, że nie jakikolwiek bóg, ale jedyny prawdziwy Bóg, On sam, jest autorem całej rzeczywistości; pochodzi ona z potęgi jego stwórczego Słowa. To oznacza, że to jego stworzenie jest mu drogie dlatego właśnie, że przez Niego było chciane, przez Niego „uczynione". W ten sposób pojawia się teraz drugi ważny element: ten Bóg kocha człowieka. Boża moc, którą Arystoteles, u szczytu filozofii greckiej, starał się uchwycić swą myślą przez refleksję, jest dla każdego bytu przedmiotem pożądania i miłości — jako rzeczywistość kochana to bóstwo porusza świat[6], ale ono samo nie potrzebuje niczego i nie kocha, a jedynie jest kochane. Natomiast Bóg jedyny, w którego wierzy Izrael, miłuje osobiście. Jego miłość ponadto jest miłością wybrania: spośród wszystkich ludów dokonuje wyboru Izraela i miłuje go — mając jednak na celu uzdrowienie w ten właśnie sposób całej ludzkości. Bóg miłuje, i ta Jego miłość może być określona bez wątpienia jako eros, która jednak jest równocześnie także agape[7].

Przede wszystkim prorocy, Ozeasz i Ezechiel opisali tę „namiętność" Boga w stosunku do swego ludu posługując się śmiałymi obrazami erotycznymi. Stosunek Boga z Izraelem jest przedstawiony poprzez metafory narzeczeństwa i małżeństwa; konsekwentnie bałwochwalstwo jest cudzołóstwem i prostytucją. Tym samym zostają konkretnie wspomniane — jak zobaczyliśmy — kulty płodności z ich nadużyciami sfery eros, ale równocześnie zostaje opisany stosunek wierności pomiędzy Izraelem a jego Bogiem. Historia miłości Boga do Izraela polega, w samej swej głębi na tym, że On nadaje mu Tor?h, czyli otwiera Izraelowi oczy na prawdziwą naturę człowieka i wskazuje mu drogę prawdziwego człowieczeństwa. Tak, historia polega na fakcie, że człowiek żyjąc w wierności jedynemu Bogu, doświadcza siebie samego jako kochanego przez Boga i odkrywa radość w prawdzie, w sprawiedliwości — radość w Bogu, która staje się jego istotnym szczęściem: „Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia... Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga" (Ps 73 [72], 25. 28).

10. Eros Boga do człowieka jest zarazem — jak powiedzieliśmy — w pełni agape. Nie tylko dlatego, że zostaje dana zupełnie bezinteresownie, bez żadnej uprzedniej zasługi, ale także dlatego, że jest miłością przebaczającą. Zwłaszcza Ozeasz ukazuje nam wymiar agape w miłości Boga do człowieka, który nieskończenie przewyższa aspekt darmowości. Izrael dopuścił się „cudzołóstwa", zerwał Przymierze; Bóg powinien był go osądzić i wyrzec się go. Ale w tym właśnie okazuje się, że Bóg jest Bogiem, a nie człowiekiem: „Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu?... Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja — Święty" (Oz 11, 8-9). Namiętna miłość Boga do swojego ludu — do człowieka — jest zarazem miłością, która przebacza. Jest ona tak wielka, że zwraca Boga przeciw Niemu samemu, Jego miłość przeciw Jego sprawiedliwości. Chrześcijanin widzi w tym już zarysowujące się misterium Krzyża: Bóg tak bardzo miłuje człowieka, że sam stawszy się człowiekiem, przyjmuje nawet jego śmierć i w ten sposób godzi sprawiedliwość z miłością.

Aspekt filozoficzny i historyczno-religijny, który trzeba uwypuklić w tej biblijnej wizji, to fakt, że z jednej strony mamy do czynienia ze ściśle metafizycznym obrazem Boga: Bóg jest w sensie absolutnym pierwotnym źródłem wszelkiego istnienia; ale ta zasada stwórcza wszystkich rzeczy — Logos, pierwotna przyczyna — jest jednocześnie kimś, kto kocha z całą pasją właściwą prawdziwej miłości. W ten sposób eros zostaje w najwyższym stopniu uszlachetniony, a jednocześnie doznaje takiego oczyszczenia, że stapia się z agape. To pozwala zrozumieć, że włączenie Pieśni nad pieśniami do kanonu ksiąg Pisma Świętego dość szybko znalazło uzasadnienie w tym sensie, że owe pieśni miłosne opisują w gruncie rzeczy relację Boga do człowieka i człowieka do Boga. I tak Pieśń nad pieśniami stała się, zarówno w literaturze chrześcijańskiej, jak i judaistycznej, źródłem poznania i doświadczenia mistycznego, w którym wyraża się istota wiary biblijnej: tak, istnieje zjednoczenie człowieka z Bogiem — pierwotne marzenie człowieka — ale to zjednoczenie nie jest jakimś stopieniem się, zatopieniem w anonimowym oceanie Boskości, ale związkiem, rodzącym miłość, w którym obie strony — Bóg i człowiek — pozostają sobą, a jednak stają się całkowicie jednym: „Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem" — mówi św. Paweł (1 Kor 6, 17).
 

3. Samozaspokajanie

 

Gdy mówi się o płciowości i ograniczonej pewności środków antykoncepcyjnych, wówczas nasuwa się myśl o samozaspokajaniu. Jest to forma płciowości przynosząca zaspokojenie i zarazem z całą pewnością nie owocująca ciążą. Ponieważ poprzez wieki, szczególnie jednak w dziewiętnastym stuleciu, ciało a razem z nim i płciowość były całkowicie wyklęte, nie lepiej, by nie powiedzieć jeszcze gorzej, wyglądała sprawa samozaspokojenia. Było ono od wieków napiętnowane jako wielki grzech. Wskutek czego niezliczeni ludzie mieli trudności, rozwijali kompleksy oraz inne urazy.

Psychoanaliza a potem psychologia położyły wiele zasług na polu uświadamiania, przez co postawa w stosunku do własnego ciała stała się swobodniejsza. Odnośnie tej ważnej, uświadamiającej pracy należy omówić trzy problemy. Po pierwsze, samozaspokojenie jest ważne, kiedy się dąży do seksualnego zaspokojenia, a nie ma partnera.

Według obiegowych wyobrażeń, należy mieć partnera, żeby zaspokoić pragnienia seksualne. Jest to zupełnie błędne, bo partner seksualny nie jest przedmiotem użytkowym, który można zastosować dla zaspokojenia własnych potrzeb. Zamiast więc popadać w negatywne uwikłania, jest lepiej i uczciwej realizować swoją płciowość przez samozaspokojenie. Ale i tutaj istnieje granica. Granicą w życiu jest zawsze zbyt dużo. Chodzi w tym wypadku o przymusowe samozaspokajanie.

Są ludzie nie myślący przez cały dzień o niczym innym i mający uczucie, że wyjdą z siebie, jeśli nie będą się wielokrotnie w ciągu dnia zaspokajali. Podczas pewnej fazy rozwojowej może to być całkiem naturalny proces. Jeśli jednak się utrzymuje i człowiek ma wrażenie, że jest całkowicie opanowany przez swoją płciowość, powinien zwrócić się o fachową pomoc, aby odzyskać spokój i odprężenie. Fachowa pomoc dlatego jest w tej sytuacji ważna, gdyż tacy ludzie mają poczucie, że są regularnie pędzeni przez swoją płciowość. Kiedy samozaspokojenie przybiera takie rozmiary, wówczas wykracza poza granice swego przeznaczenia i powinno przez stosowną pomoc zostać poddane kontroli.

Jako drugi punkt należy poruszyć samozaspokojenie rozumiane jako onanizm. Onan, jak głosi Biblia, zaspokoił się sam, aby współżyjąc z wdową po swoim bracie – jak chciała ówczesna tradycja – nie dopuścić do zajścia w ciążę. Cytat: "Wtedy Juda rzekł do Onana: Idź do żony twego brata i dopełnij z nią obowiązku szwagra, a tak sprawisz, że twój brat będzie miał potomstwo. Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego brata, unikał zapłodnienia, aby nie dać potomstwa swemu bratu". (Ks.Rodzaju 38:8-9)

Istnieją w związkach sytuacje, w których albo kobieta, albo mężczyzna nie chcą współżyć z partnerem. Aby nie ulec pokusie niewierności, albo żeby rozładować seksualne napięcie, zaspokajają się sami. Nie jest to jednak żadne rozwiązanie dla związku. Gdy masz jakieś problemy seksualne i czujesz, że stanowią one dla ciebie albo dla was obojga obciążenie, znajdź odpowiedni moment, by je poruszyć i porozmawiaj o nich ostrożnie z partnerem.

Ucieczka w samozaspokajanie może stanowić rozwiązanie tylko przez pewien czas. Na dłużej jednak stwarza ono więcej problemów niż rozwiązuje, dlatego trudności, w jakich znajduje się związek powinny zostać usunięte.


4. Dziewięć powodów, dla których warto się kochać

Doskonały na serce, nerwy, trawienie, a do tego nie ma skutków ubocznych. Poznaj 9 powodów, dla których warto kochać się jak najczęściej.

- 1. Piękniej wyglądasz. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z amerykańskiego Instytutu Zdrowia wynika, że gdy kochasz się co najmniej dwa razy w tygodniu, twoje jajniki i nadnercza wytwarzają więcej estrogenów. A właśnie estrogeny odpowiadają m.in. za ładny koloryt cery, puszyste włosy, gładką skórę, błyszczące oczy i rozszerzone źrenice. Badania psychologów z Wielkiej Brytanii dowiodły zaś, że powiększone źrenice u kobiety działają na mężczyzn jak silny afrodyzjak.

- 2. Chudniesz. Jeśli przez kilka minut namiętnie całujesz się z ukochanym, spalasz wprawdzie tylko 12 kcal, jednak już podczas półgodzinnej gry wstępnej możesz stracić 200 kcal. To nie wszystko! W trakcie namiętnego aktu miłosnego ilość ta może się nawet podwoić. Seks działa zatem podobnie do modnych dziś ćwiczeń aerobowych – aż dwukrotnie przyspiesza przemianę materii, czego efektem jest ubywanie tłuszczyku z pośladków i bioder. Nie tylko chudniesz, ale i modelujesz ciało, ćwiczysz mięśnie pośladków, ramion i ud.

- 3. Regulujesz cykl hormonalny. Amerykańska terapeutka Winifred Culter przeprowadziła badania, z których wynika, że kobiety kochające się regularnie z partnerem miesiączkują średnio co 29 dni. Dzieje się tak dlatego, że udane współżycie sprzyja równowadze w wydzielaniu się hormonów płciowych. To z kolei doskonale chroni przed chorobami kobiecymi i niepłodnością. Zwiększa się też ukrwienie mięśni miednicy, a także narządów rodnych, dzięki czemu wzrasta ochota na seks. Efekt tego jest bardzo wymierny – o wiele szybciej możesz osiągnąć orgazm.

- 4. Wzmacniasz serce i dotleniasz organizm. Akt seksualny wpływa na organizm równie rewelacyjnie jak areobik. Twoje serce, bijące zwykle ok. 70 razy na minutę, wali jak szalone, osiągając 160 uderzeń na minutę; oddech przyspiesza się kilkakrotnie. Do serca i wszystkich narządów dociera z krwią więcej tlenu, a to ułatwia regenerację komórek i usuwanie z nich substancji toksycznych. Właśnie dlatego zaleca się ludziom po zawale, by nie rezygnowali z uprawiania seksu.

- 5. Odpierasz ataki mikrobów. Podczas stosunku seksualnego nadnercza (gruczoły położone powyżej nerek) produkują kortyzol, hormon pobudzający układ immunologiczny do lepszej pracy. Dzięki temu twój organizm potrafi o wiele skuteczniej bronić się przed bakteriami, wirusami i innymi drobnoustrojami wywołującymi choroby. Potwierdziły to ostatnie badania naukowców z USA, którymi objęto 44 mężczyzn i 67 kobiet. Przez kilka miesięcy sprawdzano w ich organizmach poziom ciał odpornościowych. W wyniku eksperymentu okazało się, że ludzie współżyjący średnio jeden lub dwa razy w tygodniu mieli aż trzykrotnie wyższy poziom komórek odpornościowych niż osoby uprawiające seks od czasu do czasu (np. raz na dwa tygodnie czy raz na miesiąc).

- 6. Nie czujesz bólu. Istnieją niezbite dowody na to, że kobiety prowadzące udane życie erotyczne rzadziej chorują na migreny i inne rodzaje bólów głowy, np. wywołane przez zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) lub zaburzenia na tle hormonalnym. W trakcie miłosnych igraszek, a więc w czasie silnego pobudzenia seksualnego, w mózgu wzrasta produkcja endorfin i kortykosteroidów – substancji blokujących zakończenia nerwowe. Przeciwbólowe działanie tych hormonów jest tak silne, jak działanie morfiny. Jeśli więc właśnie zaczyna cię łupać w głowie czy kręgosłupie, zamiast brać tabletkę, zrób sobie... miłosny seans ze swoim ukochanym.

- 7. Chronisz żołądek, jelita i... piersi. Z badań wynika, że przekrwienie żołądka i innych narządów, towarzyszące stosunkowi seksualnemu, działa ochronnie. Kobiety kochające się regularnie, np. dwa razy w tygodniu, rzadziej niż pozostałe panie cierpią na nadkwasotę, która jest jedną z częstych przyczyn wrzodów lub stanu zapalnego śluzówki żołądka i jelit. Z kolei pieszczoty piersi, np. głaskanie i całowanie, powodują ich lepsze ukrwienie. A to oraz wzrost stężenia estrogenów i testosteronu podczas orgazmu zapewnia nam naturalną ochronę przed rakiem.

- 8. Leczysz kręgosłup. Podczas pobudzenia seksualnego wzrasta ukrwienie tkanek otaczających kręgi na całej długości kręgosłupa – od kości krzyżowej aż po szyję. A to przeciwdziała zwyrodnieniu kręgów, które jest najczęstszą przyczyną dolegliwości.

- 9. Jesteś szczęśliwsza. Jak wynika z badań opublikowanych w piśmie medycznym „New Scientists”, im częściej się kochasz, tym mniejsze ryzyko, że dopadnie cię chandra. Okazuje się, że seks jest lepszym antydepresantem od wszystkich pigułek szczęścia razem wziętych!
Nasienie mężczyzny obfituje bowiem w hormony, które szczególnie korzystnie wpływają na funkcjonowanie neuroprzekaźników odpowiedzialnych za odczuwanie przyjemności, a nawet szczęścia. Podczas i po stosunku substancje te przenikają przez ścianki pochwy do krwiobiegu kobiety.


5. Seks jaskiniowców

Od czasów prehistorycznych człowiek zszedł wprawdzie z drzewa, ale jego obyczaje seksualne specjalnie się nie zmieniły. Najnowsze badania nad życiem naszych prehistorycznych przodków dowodzą, że już w epoce kamiennej seks nie służył wyłącznie do prokreacji - jaskiniowcy uprawiali go głównie dla rozrywki.
Okazuje się, że w społeczeństwach prymitywnych znane i popularne były wszystkie "zabawy" seksualne praktykowane i dziś: sadomasochistyczne praktyki krępowania partnera, seks grupowy, przebieranki, wykorzystanie erotycznych "gadżetów".

Wszystko to służyło nie prokreacji, ale budowaniu więzi społecznych.

Niektóre badania wskazują, że słynna figurka nagiej kobiety sprzed 30 tysięcy lat (tak zwana Wenus z Willendorfu) czy równie stary kamienny fallus znaleziony w jaskini na terenie Niemiec stanowią dowody na to, iż już w tamtych czasach w seksie chodziło o coś więcej niż tylko o posiadanie potomstwa.

Timothy Taylor, wykładowca archeologii na Bradford University, analizował dowody pochodzące z tysięcy stanowisk archeologicznych i badań naukowych dotyczących czasów paleolitu. – Powszechne przekonanie, że w tamtych czasach seks był niemal wyłącznie heteroseksualny i skierowany na reprodukcję, może okazać się nie do końca prawdziwe – mówi naukowiec. Twierdzi też, że monogamia to stosunkowo "nowy" wynalazek, który wszedł w życie dopiero gdy społeczności łowiecko-zbierackie zaczęły uprawiać rolę i prowadzić osiadły tryb życia, co zaowocowało jaśniejszym podziałem męskich i kobiecych ról społecznych.

Fachowcy sądzą, że takie badania pomogą zmienić błędne przekonanie, że seks skierowany na prokreację jest najbardziej zgodny z naturą. Petra Boynton, doradca rodzinny i wykładowca na londyńskim University College, uważa, że badania Taylora wnoszą "powiew świeżości". – Teorie ewolucyjne uznają, że ludzie, a zwłaszcza kobiety, są biologicznie zaprogramowani do monogamii. Okazuje się jednak, że to tylko naciąganie teorii naukowych do obecnie funkcjonującego modelu społeczeństwa.

Wyniki badań Taylora zostały opublikowane przez wydawnictwo Haworth Press w książce "Handbook of the Evolution of Human Sexuality" ("Przewodnik po ewolucji ludzkiej seksualności"). Badacz twierdzi, że ludzkie podejście do spraw seksu jest efektem złożonych zależności pomiędzy ewolucyjnym rozwojem fizycznym i psychicznym. W porównaniu ze współczesnym człowiekiem – który pojawił się na ziemi około 300–100 tysięcy lat temu – małpy mają małe genitalia, a ich samice nie mają biustu i są całe owłosione. Mimo to małpy łatwo rozróżniają płeć, bo samce są nawet do trzech razy cięższe od samic.

Z ludźmi jest zupełnie inaczej: znacznie trudniej odróżnić mężczyznę od kobiety tylko na podstawie masy i wymiarów ciała. Taylor uważa, że duże męskie genitalia i widoczne kobiece piersi rozwinęły się po to, aby ułatwić rozróżnianie płci u stworzeń, u których samce i samice nie różnią się rozmiarami. Zbliżona masa w połączeniu z możliwością uprawiania seksu twarzą w twarz sprawiły, że współżycie stało się istotną częścią interakcji społecznych, komunikacji i rozwoju więzi.

Przygotował - Wiesław Matuch

Podobne artykuły


25
komentarze: 84 | wyświetlenia: 1884
17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1008
16
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1654
15
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1362
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1135
14
komentarze: 119 | wyświetlenia: 949
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 733
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 881
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 537
13
komentarze: 21 | wyświetlenia: 834
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 852
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 536
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 518
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1130
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  ,  21/04/2008

A ja właśnie przeczytałem i muszę przyznać, że to bardzo watościowy artykuł. Zainteresował mnie i zawiera wiele wartościowych informacji. Przypomiał mi czasy studenckie, kiedy lubiłem słuchać tych wykładowców, kórzy potrafili przekazać cząstkę swojej wiedzy... nawet jeśli wtedy za oknem niezwykle kusząco i pięknie pachniało. Brak mi tylko tylko formatowania tekstu, ale to szczegół techniczny nie zaś merytoryczny.

Napisane dość interesująco, ale mało zrozumiałe jak dla mnie przeczytałam tylko dwa pierwsze akapity dalej mi się nie chce...

Papieża w to nie mieszajmy :D Ja nie widzę nic złego w oglądnięciu od czasu do czasu darmowego porno np. na http://www.pinktube.pl/ to moja ulubiona stronka :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska