Login lub e-mail Hasło   

Mam 26 lat i już nie muszę pracować...

Prawdziwa historia milionera od zbieracza truskawek do pierwszego miliona w wieku 26 lat.
Wyświetlenia: 1.897 Zamieszczono 21/02/2008

Zawsze chciałem być bogaty, a dziś jestem.

Tak daleko jak mogę sięgać pamięcią do mego dzieciństwa, jako już trochę większy chłopczyk, zawsze chciałem być bogaty. Do scen dantejskich dochodziło, gdy bawiłem się z rodzeństwem w sklep; jeden z nas był sprzedawcą a pozostali byliśmy kupującymi. Gra trwała do momentu, gdy to ja kończyłem być sprzedawcą i przychodziła kolej na następnego by stanąć za ladą i handlować. Za żadne skarby nie można było mi wytłumaczyć, że to tylko zabawa i pięć minut wcześniej zarobione pieniążki muszę teraz oddać. Płakałem, histeryzowałem i krzyczałem, że to moje pieniążki, ze to ja je zarobiłem i nikomu ich nie oddam.


Kończyło się to tak, iż wszystkim przechodziła ochota na kontynuowanie gry w sklep ze mną, no chyba, że było już popołudnie i nasz ojciec już zdążył wrócić z pracy. Gdy tak było, do akcji wkraczał tata, bardzo stanowczo i jednoznacznie dawał mi do zrozumienia, że nie jestem pępkiem świata, a gdy to nie pomagało, dostawałem klapsa i wtedy mogłem płakać już nie z powodu odebranego mi utargu i moich pieniążków, ale z powodu tego, iż mi się oberwało.


Wracając do tematu: jak tylko potrafiłem myśleć, zawsze chciałem być bogaty.

Niektórzy członkowie mej rodziny czasami żartują, że pewno pierwszym słowem jakie wypowiedziałem to nie „mama” czy „tata”, ale „dolary” albo zaraz całe zdanie: „jak można na tym zarobić”. Pewnie tak nie było, bo mimo podświadomego zamiłowania do biznesu, byłem w pełni normalnym dzieckiem: uwielbiałem mamy budyń waniliowy z rodzynkami, grałem całymi popołudniami w piłkę nożną, oglądałem bajki w TV, a gdy bawiłem się na podwórku to wieczorem byłem taki ubrudzony, że tylko oczy było widać, a mama miała problem by mnie domyć.


Mimo całej takiej otoczki normalnego dzieciństwa, świat biznesu stanął dla mnie otworem bardzo wcześnie, gdyż już w szkole podstawowej gdzie zakładałem swoje pierwsze biznesy, o których więcej opowiem w dalszej części książki. Sprawa nabierała tempa z każdym rokiem, gdy dorastałem. Dorabiałem na budowach i zbierając truskawki na kolanach po trzynaście godzin czasami.


Wiele razy bankrutowałem, albo z różnych powodów musiałem zaprzestawać danej mini-działalności. Więcej razy mi się coś nie udawało, niż udawało. Częściej mój pomysł okazywał się niewypałem, a czasami nawet kompletnym niewypałem, niżeli udawało mi się coś dokonać. Niemniej jednak nigdy się nie poddawałem i uważam, że właśnie to poprowadziło mnie do sukcesu.


Mówi się, że nigdy nie upada tylko ten, kto nie chodzi, a ja upadałem wiele razy. I tak jak nie dziwi nas, gdy ktoś idąc chodnikiem, potknie się i upadnie, tak dziwne może się wydać, że ktoś po upadku nie podniesie się, nie wstanie. Ja starałem się powstać zawsze. Nie tylko w biznesie – również w życiu prywatnym.

Czasami miałem wrażenie, że idąc nie upadłem na chodniku, ale przewróciłem na akurat remontowanej drodze i wpadłem prosto pod walec, który mnie przejechał i spłaszczył. Trochę jak w bajkach. Problem polegał tylko na tym, iż bohater kreskówki w tym momencie wkładał kciuka do ust, z całej siły dmuchnął i tak się sam nadmuchał, stając się równie okrągłym jak z przed pięciu minut, gdy go jeszcze walec nie spłaszczył.


Niestety my ludzie nie mamy takich zdolności i po każdym małym lub większym kryzysie, długo liżemy rany. Pod tym względem nie jestem wyjątkiem, z tą jedyną różnicą, iż z po pierwsze z dołka starłem się wygrzebać zawsze, po drugie mam wrażenie, że powstając jestem mądrzejszy, że znowu się czegoś nauczyłem.


Owy proces nauczania na podstawie ciągłych upadków i powstań również opiszę w dalszej części bardziej szczegółowo.


Dziś, gdy mam 26 lat nie muszę już pracować, a mimo tego ciągle zarabiam coraz więcej, a wszystko opisałem w książce: „Truskawkowy Milioner. Prawdziwa historia milionera od zbieracza truskawek do pierwszego miliona w wieku 26 lat. To co piszę, to nie jest teoria, czy pobożne rzyczenia „myśl pozytywnie”. Odkrywam przed Tobą najważniejsze lekcje, jakie dało mi życie, dzięki którym stałem się milionerem.

Recenzja ksiazki: http://www.dlastudenta.pl/kultura/?act=show_ar&id=19354


Jej darmowy fragment znajdziesz na http://www.robertmaicher.pl

Podobne artykuły


7
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2321
83
komentarze: 25 | wyświetlenia: 74898
51
komentarze: 40 | wyświetlenia: 648625
44
komentarze: 37 | wyświetlenia: 15324
33
komentarze: 30 | wyświetlenia: 21756
30
komentarze: 22 | wyświetlenia: 40685
29
komentarze: 16 | wyświetlenia: 17586
29
komentarze: 8 | wyświetlenia: 13246
29
komentarze: 16 | wyświetlenia: 53481
29
komentarze: 15 | wyświetlenia: 22899
28
komentarze: 29 | wyświetlenia: 18335
26
komentarze: 34 | wyświetlenia: 23506
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Jak dla mnie za mało, nawet jak na fragment książki który teoretycznie powinien zachęcić do jej przeczytania.

  Mat87,  21/02/2008

a nie zachęcił, bo niczego, co by przykuło uwagę nie zawiera.

  ziemianin  (www),  22/02/2008

tak naprawdę powiedźcie mi panowie co to jest bo sam nie wiem z czym to porównać.

chetnie bym przeczytala jak zarobic miliony do 26 roku zycia



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska