Moja
wyprawa do Egiptu chyliła się już ku końcowi, miałem jeszcze jeden dzień na
zwiedzanie Kairu. Plecak już spakowany. Myślałem, że nic ciekawego już się nie
przydarzy. Wybrałem się na wielki targ. Przy samym wejściu uderzyła mnie woń
olejków zapachowych, kadzideł i roznoszącego się po całej okolicy zapachu kawy.
Niespotykany gwar, ruch nieco mnie przytłoczyły. Poszedłem dalej. Dotarłem do
Cytadeli, obejrzałem Alabastrowy Meczet i przystanąłem aby podziwiać panoramę
Kairu. Po chwili rzuciła mi się w oczy dziwna zabudowa położonej nieopodal
dzielnicy. Zacząłem się zastanawiać co to takiego i przypomniałem sobie o Mieście Umarłych.
Nie
byłem dokładnie pewien co to za miejsce. Czytałem co prawda zdawkowe informacje
na ten temat, ale prócz tego, że gdzieś tu istnieje nie wiedziałem o nim nic. Przerosło
to moje największe wyobrażenia. Gigantyczny obszar, położony u stóp wzgórza
Moqattam, stanowiący osobną dzielnicę miasta, zamieszkały przez ponad 3 miliony
osób. Miasto Umarłych to rzeczywiście miejsce, gdzie ludzie żywi zamieszkują
razem z umarłymi. Niegdyś był to cmentarz, a w zasadzie dwa cmentarze, które z
biegiem czasu zostały ze sobą połączone. By dokładnie naświetlić sprawę warto
dodać, że cmentarze w Egipcie wyglądają jednak zupełnie inaczej niż polskie. Nie ma tu raczej pojedynczych grobów.
Najczęściej spotykane są tu różnych rozmiarów grobowce, w których chowani byli
członkowie jednej rodziny. Część z nich to pokaźnych rozmiarów budowle
przypominające pałace z baśni tysiąca i jednej nocy. Są to grobowce rodzinne
bogatych i wpływowych mieszkańców Kairu. Jest to miejsce spoczynku wielu
sułtanów. Większość grobowców, mniej zamożnych rodów, przypomina skromne domki.
Jeszcze w XIX w. zamieszkiwali go jedynie ludzie odpowiedzialni za
pielęgnowanie grobowców. Obyczaj ten znany był w Egipcie od czasów faraonów. Cmentarzysko
to z czasem stało się schronieniem dla bezdomnych i przestępców. Stopniowo zaludniane
było coraz bardziej. Schronienia poszukiwali tu ludzie, którym żywioł pożaru,
lub trzęsienie ziemi zabrały cały życiowy dobytek. Zdesperowani pozbywali się
zmarłych i zajmowali ich miejsce. Przeciętne domostwa składają się z
odgrodzonych kilku grobowców. Płyty nagrobkowe służą tu często za łóżka bądź
stoły. Niektóre z domostw są zelektryfikowane. Dziś miasto żyje własnym życiem.
Gromadki dzieci biegają cmentarnymi alejkami. Gdzieniegdzie powstały warsztaty
rzemieślnicze. Znajdują się tu również szkoły i meczety. Część alejek
cmentarnych przekształcona została w ulice. Kursują tędy autobusy miejskie. Będąc
w takim miejscu szokuje wszechobecna dwoistość. Miasto Umarłych – tętniąca
życiem dzielnica, ponury klimat cmentarny – bawiące się wesoło dzieci, po
jednej stronie głównej drogi Kairu miasto pełne turystów – po drugiej obszar
gdzie nawet miejscowi wybierają się niechętnie. Ludność tu mieszkająca trudni
się zazwyczaj segregowaniem śmieci, lub drobnymi usługami rzemieślniczymi. Duża
część społeczności tej dzielnicy to żebracy.
Przyglądając się mieszkańcom łatwo zauważyć można, że w większości są to ludzie
ciężko doświadczeni przez los, przez co są bardzo nieufni i niezbyt gościnni. Miasto godne jest zobaczenia, jednak nie
należy zapuszczać się zbytnio w głąb, gdyż jest to dość niebezpieczna
dzielnica.