Login lub e-mail Hasło   

Wybrane polityczne aspekty pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.arkiva.pl/artykul.php?id=35
Analiza politycznych aspektów dokumentów i oficjalnego nauczania Jana Pawła II
Wyświetlenia: 2.990 Zamieszczono 19/04/2008

Grzegorz Rossa.

Wybrane polityczne aspekty pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II

Tak sformułowany tytuł może wywołać zdumienie, a może nawet zgorszenie. A przez niektórych może być nawet odebrany jako zarzut postawiony Papieżowi i Kościołowi katolickiemu. Jak to? Przecież hierarchowie niejednokrotnie podkreślali, że Kościół do polityki się nie miesza? Należą się więc wyjaśnienia.

Potocznie przyjęło się utożsamiać pojęcie „Kościoła" tylko z samymi hierarchami. Tymczasem faktycznie Kościół jest wspólnotą wszystkich ochrzczonych. Tak więc „nie mieszanie się" Kościoła do polityki jest tożsame z numerus nullus dla katolików. Ponadto pod pojęciem polityki, do której Kościół, ale tylko hierarchiczny, zobowiązuje się nie mieszać należy rozumieć nie całą politykę, jako taką, a wyłącznie bieżącą grę polityczną. Boży plan zbawczy obejmuje całą doczesną aktywność człowieka i polityka nie jest spod niego wyłączona. Kościół Chrystusowy jest głosicielem Słowa Bożego i moralnym przewodnikiem we wszystkich dziedzinach życia. Każda działalność człowieka podlega osądowi moralnemu i polityka nie jest pod tym względem wyjątkiem. Polityk uprawiając swoją zwykłą działalność polityczną każdym swoim czynem może Boga chwalić lub Go obrazić. Przyczynić się do swojego zbawienia lub ponieść uszczerbek na swojej duszy. Zależnym od siebie ludziom wyświadczyć dobro lub ich skrzywdzić. Kościół nie może się wyrzec swojej troski o Chwałę Bożą, zbawienie duszy swego bliźniego i o chronienie go przed doznaniem krzywdy tylko dlatego, że te sprawy dzieją się w sferze polityki.

Wreszcie po trzecie, jak już to ktoś kiedyś zauważył, Kościół jest instytucją bardzo konserwatywną. Kiedy Kościół zaczął się wreszcie przekonywać do feudalizmu, to feudalizm upadł. Kiedy się zaczął przekonywać do kapitalizmu, to kapitalizm upadł. Obecnie Kościół zaczyna się przekonywać do socjalizmu, co bardzo dobrze rokuje na przyszłość. W ciągu około dwóch ostatnich wieków bardzo się zmieniły poglądy na to co jest, a co nie jest polityką. Działania lewicy, czy też szerzej ujmując, ideologii Oświecenia, gwałtowne w postaci rewolucji i bardziej podstępne prowadzone powoli dokonały inwazji i zawłaszczenia w niewolę polityki tych dziedzin życia ludzkiego, które zawsze były prywatne i z polityką nie miały niczego wspólnego. Kościół znalazł się w sytuacji ludzi mieszkających na terenach operowania Armii Soviet'skiej. To nie ludzie przekroczyli granice, to granice przekroczyły ludzi. Podobnie to nie Kościół miesza się do polityki przeciwnie, to sam Kościół jest podtapiany falą czerwonej, lewicowej powodzi. Kiedy wpływy lewicy ustaną i sytuacja wróci do normy, okaże się, że Kościół nie zajmuje się polityką, chociaż nie zmienił zakresu swojej działalności.

Zajmując się politycznymi aspektami pontyfikatu należy zwrócić baczną uwagę, aby ustrzec się anachronizmów. Pontyfikat Karola Wojtyły jest bardzo długi. Jest piątym w kolejności długości. W tak długim czasie bardzo zmieniła się zewnętrzna sytuacja polityczna, w której działa Papież. Należy wystrzegać się patrzenia na dokonania Ojca Świętego z początku pontyfikatu ze współczesnego punktu widzenia. Gdybyśmy zapomnieli o politycznym sytuacyjnym kontekście, to całkowicie błędnie i nieprawdziwie odczytalibyśmy wypowiedź Jana Pawła II: „[...] Wiele krajów z trudem walczy o przezwyciężenie głodu, chorób czy opóźnienia w rozwoju, podczas gdy kraje zasobne umacniają swoje pozycje, a wyścig zbrojeń nadal w sposób nierozważny pochłania środki, które mogłyby być lepiej wykorzystane. Nagromadzenie broni konwencjonalnej, chemicznej, bakteriologicznej, a zwłaszcza nuklearnej poważnie zagraża przyszłości narodów, szczególnie w Europie, i słusznie je niepokoi. [...] Napięcie pomiędzy - używając powszechnie przyjętych określeń - Wschodem i Zachodem dotyczy nie tylko stosunków pomiędzy bezpośrednio zainteresowanymi narodami, ale naznacza, a nawet zaostrza wiele trudnych sytuacji w innych miejscach świata. Wobec takiego stanu rzeczy należy uświadomić sobie ogromne niebezpieczeństwo, jakie stanowi owo rosnące napięcie i polaryzacja na wielką skalę, szczególnie kiedy się pamięta o nieznanych dotąd środkach masowej i straszliwej zagłady, jakimi świat dysponuje. Tymczasem ci, którym sprawa pokoju leży na sercu, świadomi wprawdzie tego niebezpieczeństwa, natrafiają na trudności - by nie powiedzieć są bezsilni - w zatrzymaniu tego procesu, w odnalezieniu środków dla zmniejszenia napięć poprzez konkretne kroki, które zmierzałyby do «de‑eskalacji», do redukcji zbrojeń i do porozumienia, co pozwoliłoby poświęcić więcej wysiłków pierwszoplanowym zadaniom postępu gospodarczego, społecznego i kulturalnego. [...]" [2] (ss. 4 i 5), „[...] Najbardziej dramatycznym i niezaprzeczalnym przykładem jest nadal widmo broni atomowej, które wzięło początek z przeciwstawienia Wschód‑Zachód. Broń atomowa ma wielką moc niszczycielską, a plany strategiczne wojny nuklearnej są tak wielostronne, że ludzką wyobraźnię ogarnia paraliżujący lęk. Ten lęk nie jest bezpodstawny. [...]" [3] (ss. 5 i 6), „[...] straszliwe ryzyko związane z bronią masowego zniszczenia musi doprowadzić do procesu współdziałania i do rozbrojenia, co sprawi, że wojna stanie się praktycznie niemożliwa. [...]" [2] (s. 12), „[...] Oczywiście, przedmiotem międzynarodowego dialogu na rzecz pokoju będzie także niebezpieczny wyścig zbrojeń, celem stopniowego zredukowania go[...]" [1] (s. 15), „[...] Wielu ludzi uważa, że kontrolowana i powszechna redukcja zbrojeń jest powszechną koniecznością. [...] Papież kieruje ku nim słowa zachęty. [...]" [2] (s. 16) i: „[...] Stolica Apostolska nie przestaje nalegać na konieczność zahamowania wyścigu zbrojeń[...]" [1] (s. 15). Pozornie mogłoby się wydawać, ot, jeszcze jeden apel pokojowy i o powszechne rozbrojenie, a obie strony konfliktu traktowane są na zasadzie symetrii zwierciadlanej. I w takim właśnie duchu swoją interpretację słów Jego Świątobliwości stara się narzucić lewica, jako rzekome poszukiwanie tzw. „trzeciej drogi" po odrzuceniu obu stron konfliktu w równym stopniu. Ale czy słusznie? Czytajmy dalej: „[...] sumienie to bywa często zniekształcone, by nie powiedzieć: podporządkowane przez różne systemy społeczno‑polityczne i ideologiczne , które także są dziełem ludzkiego ducha. Kiedy ludzie pozwalają się zwodzić systemom, które ukazują globalną, wyłączną i manichejską niemal wizję ludzkości, a warunkiem postępu czynią walkę z innymi, ich eliminację lub ujarzmienie, wówczas zamykają się w mentalności wojennej, która utrwala napięcia i czyni ich prawie niezdolnymi do dialogu. Niekiedy bezwarunkowa akceptacja tych systemów staje się swego rodzaju bałwochwalstwem wobec przemocy, siły i bogactwa, jakąś formą zniewolenia, które odbiera wolność nawet samym rządzącym. [...]" [2] (ss. 6 i 7). Widać już jasno, że wbrew obłudnym intencjom lewicy o żadnym symetrycznym traktowaniu obu systemów nie może być mowy. Wyraźnie widać, że odniesienia do ustroju Moskowii Soviet'skiej zdecydowanie przeważają. Odnajdujemy je zwłaszcza w podkreśleniu porządku zadekretowanego, przejawiającego się w sztuczności i pozostawaniu w opozycji do porządku spontanicznego owe „systemy społeczno‑polityczne i ideologiczne, które są dziełem ludzkiego ducha", „podporządkowujące" sobie i „zniekształcające sumienie" należące niewątpliwie do porządku przeciwstawnego, bo spontanicznego. A także w: „wyłącznej, globalnej, manichejskiej i zwodniczej wizji całej ludzkości", „walce z innymi, eliminacji lub ujarzmieniu jako warunku postępu", „wojennej umysłowości", „bałwochwalstwie wobec atrybutów systemu", „samo zniewalaniu się rządzących", oraz „[...] manipulacje ideologiczne, spowodowane przez agresywne zamiary. [...]" [2] (s. 7), „[...] ograniczoności i stronniczości systemów filozoficznych oraz społecznych, sprowadzających człowieka i historię na zamknięty teren sił materialnych, gdzie liczy się jedynie potęga broni [...]" [2] (s. 9). Zwłaszcza w zestawieniu z wcześniejszym fragmentem: „[...] Nawet złożony sposób sprawowania władzy nie zmienia faktu, że zawsze indywidualne sumienie ponosi odpowiedzialność za przygotowanie, wywołanie czy rozszerzenie konfliktu; to, że odpowiedzialność rozłożona jest na więcej osób w niczym nie zmienia tej zasady. [...]" [2] (s. 6). Wyraźnie tu widzimy odwołanie się do właściwego Moskowii Soviet'skiej kolektywnego sposobu sprawowania władzy, a jednocześnie obnażenie fałszu kolektywizmu. Dalsze fragmenty nie pozostawiają cienia wątpliwości: „[...] demokratyczne przestrzeganie wolności [...]" [1] (s. 13), i „[...] chodzi o dobre korzystanie z demokracji [...]" [2] (s. 7). W czasie powstawania Orędzi postawienie zarzutu nie demokratyczności jednoznacznie wskazywało na komunizm. Obecnie ten wyróżnik jest już nieaktualny. Teraz już staje się dla nas jasne, że „[...] Napięcie pomiędzy - używając powszechnie przyjętych określeń - Wschodem i Zachodem dotyczy nie tylko stosunków pomiędzy bezpośrednio zainteresowanymi narodami, ale naznacza, a nawet zaostrza wiele trudnych sytuacji w innych miejscach świata. [...]", „[...] nadawanie lokalnym konfliktom oblicza ideologicznego przez mocarstwa, które, wyzyskując sytuację ubogich i bezbronnych, dążą do zdobycia przewagi w danym regionie. [...]" [3] (s. 6), odnosiło się do eksportu rewolucji. „[...] Ekonomia zamiast, ludziom, służy celom militarnym. Sprawy bezpieczeństwa wzięły górę nad rozwojem i dobrobytem. Nauka i technologia zniżyły się do roli pomocniczych dyscyplin wojny. [...]" [1] (s. 15). Najbardziej „poważnie zagraża przyszłości narodów, szczególnie w Europie" „nagromadzenie broni konwencjonalnej, chemicznej, bakteriologicznej, a zwłaszcza nuklearnej" w Moskowii. I to najbardziej w Moskowii „wyścig zbrojeń nadal w sposób nierozważny pochłania środki, które mogłyby być lepiej wykorzystane", co się sprawdziło, bo komunizm dlatego upadł, bo się zazbroił na śmierć. Także nie może być mowy o żadnym pacyfizmie: „[...] Przedmiot dialogu na rzecz pokoju nie może jednak ograniczać się do potępienia wyścigu zbrojeń[...]" [1] (s. 16), „[...] Niewątpliwie, należy brać pod uwagę ogrom przemocy obecnej w dziejach ludzkości. Wobec takiej rzeczywistości historycznej, poczucie realizmu w służbie samym podstawom sprawiedliwości stwarza konieczność utrzymania w mocy zasady słusznej obrony. [...]" [2] (s. 12), „[...] choć może się to wydawać paradoksalne, ten, kto naprawdę pragnie pokoju, odrzuci wszelki pacyfizm, za którym kryje się tchórzostwo czy zwykła chęć zapewnienia sobie spokoju. [...]" [2] (s. 10).

Należy sobie zadać pytanie, dlaczego Ojciec Święty, jak nam się to na pierwszy rzut oka wydaje, nie nazywa rzeczy wprost po imieniu takimi, jakimi one faktycznie są? Dlaczego wymaga od nas zwiększonego wysiłku intelektualnego, abyśmy właściwie zrozumieli znaczenie Jego słów i nie pobłądzili? Dlaczego wreszcie wystawia się na niebezpieczeństwo lewicowych przekłamań? Język Pontifexa wbrew pozorom nie jest językiem szarad i zagadek. We właściwym doborze słów przejawia się roztropna troska o to, aby moralnie oceniając zjawiska polityczne i wskazując rozwiązania miłe Bogu i przynoszące pożytek ludziom uniknąć wplątania się w bieżącą grę polityczną i zdegradowania się z roli duszpasterza do jednego z licznych graczy. Słowa Karola Wojtyły wprawdzie odnoszą się do zjawisk bieżących, ale z ich przeminięciem nie dezaktualizują się. Są drogowskazami, których nie trzeba przestawiać co parę lat. Jan Paweł II odnosi się, opisuje i ocenia nie tyle osoby, systemy polityczne i ustroje państwowe, co uniwersalne i niezmienne cechy je konstytuujące. Politycy i zjawiska polityczne przychodzą i odchodzą, zastępują je inne, a wskazania JŚ pozostają niezmiennie uniwersalne i odnoszą się do nich wszystkich. Wbrew pozorom, wmawianiu nam przez wysoko nakładowe media w większości opanowane przez lewicę i będące tubą jej kłamliwej propagandy, rzekomego zachodzenia rewolucji, przełomów, cezur dziejowych scena światowej polityki wykazuje dużą stabilność. Natura ludzka jest bardzo konserwatywna i zmienia się w czasie bardzo powoli. Zmienne konstelacje polityczne przypominają raczej układy generowane przez kalejdoskop. W nowych politycznych graczach i nowych formacjach politycznych bez trudu potrafimy odnaleźć wiele elementów z poprzednich. Papież słusznie nie podejmuje się opisywania chwilowych, zmiennych stanów tego politycznego kalejdoskopu, tylko znajdujące się w nim elementy składowe i reguły ich łączenia się. Kiedy pojawiają się nowi politycy i zawiązują nowe formacje nie musimy czekać na nowe dokumenty, przemówienia i homilie Ojca Świętego, wystarczy, że przypomnimy sobie to, co poznaliśmy wcześniej. Jak by lewica nie kręciła swoim kalejdoskopem, to nie wykręci się od oceny moralnej. Aby zniechęcić czytelników do częstego sięgania na półkę z piśmiennictwem Wojtyły musiała by raczej stłuc swój kalejdoskop, a do tego nie jest zdolna. Uniwersalność, aktualność, nieprzemijalność i trwałość działalności Papieża polega na tym, że Jego dzieła są uniwersalnymi schematami, szablonami, rozwiązaniami na liczbach ogólnych, pod które możemy podstawiać jako dane wartości bieżące i okazuje się, że zawsze pasują. W odróżnieniu od polityków świeckich Jan Paweł II unika ślepego błądzenia w politycznej alchemii i wypróbowywania po kolei na chybił trafił wszystkich ewentualności, lecz obficie korzystając z darów Ducha Świętego jest raczej politycznym chemikiem, opisuje polityczne atomy i reguły ich łączenia.

Uniwersalność polityczna JŚ przejawia się również i w tym, że opisując przebieg i skutki politycznych wydarzeń: „[...] Doświadczenie historii, także tej najnowszej, wyraźnie świadczy o tym, że dla prawdziwego pokoju dialog jest niezbędny. Z łatwością można by przytoczyć przypadki, w których konflikt wydawał się nieunikniony, a jednak nie doszło do wojny, albo ją przerwano, gdyż zainteresowane strony uwierzyły w wartość dialogu i prowadziły go podczas długich, lojalnych rokowań. I przeciwnie, doszło do konfliktów tam, gdzie zabrakło prawdziwego dialogu, albo był on zafałszowany, podstępny lub z całą świadomością ograniczony; wbrew dość rozpowszechnionej opinii można, niestety, wyliczyć ponad sto pięćdziesiąt konfliktów zbrojnych w okresie po drugiej wojnie światowej! Rok, który dobiegł właśnie końca, dostarczył nam raz jeszcze obrazów przemocy i wojny; okazało się, że są tacy, którzy wolą posługiwać się bronią, niż szukać porozumienia. Niestety obok znaków nadziei, rok 1982 pozostawił w wielu rodzinach ludzkich wspomnienie zgliszcz i ruin oraz gorzki smak łez i śmierci.[...]" [1] (s. 5), „[...] wiele istnieje niesprawiedliwości. W różnych krajach toczą się zacięte wojny, które przeciągają się pomimo wielkiej liczby zabitych, pomimo żałoby i zniszczeń; nie widać jakiegoś rozwiązania. Przemoc i fanatyczny terroryzm nie oszczędza innych krajów, a ich ofiarami stają się często ludzie niewinni; równocześnie nasilają się namiętności, a strach doprowadzić może do skrajnych posunięć. W wielu rejonach gwałci się prawa człowieka, lekceważy się swobody, niesprawiedliwie wtrąca się do więzień[...]" [2] (s. 4); jak nikt potrafi dotrzeć do ich przyczyn: „[...] Przekonanie, które tu wyrażam, nie opiera się na owym fatalizmie [wydaje się, że nie ma miejsca na jakiekolwiek porozumienie. Ileż negatywnych doświadczeń, ileż powtarzających się niepowodzeń zdaje się potwierdzać słuszność tej rozpowszechnionej opinii!], lecz na rzeczywistości: bierze pod uwagę naturę ludzką w jej najgłębszym rozumieniu. Wyznawcy wiary chrześcijańskiej łatwiej będzie dzielić to przekonanie, mimo że przyjmuje ono również wrodzoną słabość i grzech, który od początku wyciska piętno na ludzkim sercu. Jednak każdy człowiek, wierzący czy niewierzący, będąc roztropny i świadomy zatwardziałości serca, do jakiej jest zdolny jego bliźni, może i musi zachować dostateczną wiarę w człowieka, ufność, że może on okazać się rozumny, zaufanie do jego poczucia dobra, sprawiedliwości, jego zdolności do braterskiej miłości i nadziei, nigdy do końca nie zdeprawowanych, po to, ażeby postawić na nawiązanie dialogu, na możliwość podjęcia go na nowo. Owszem, ludzie ostatecznie są zdolni do tego, by przezwyciężać podziały, konflikty interesów, nawet sprzeczności zdawałoby się radykalne, zwłaszcza wtedy, gdy każda ze stron jest przekonana, iż broni słusznej sprawy, jeżeli uwierzą oni w siłę dialogu, jeżeli zgodzą się na to, by po ludzku szukać pokojowego i rozumnego rozwiązania konfliktów. [...]" [1] (ss. 6 i 7), „[...] największa przeszkoda w przywróceniu sprawiedliwości i pokoju tkwi w sercu człowieka, w grzechu (por. Gaudium et spes, 10) [...]" [1] (s. 19), „[...] Jestem głęboko przekonany - jest to wątkiem przewodnim Biblii i myśli chrześcijańskiej, a także, mam nadzieję, intuicją wielu ludzi dobrej woli - że wojna bierze swój początek w sercu człowieka. To właśnie człowiek zabija, a nie jego miecz czy, jak dzisiaj, jego rakiety.[...]" [2] (s. 6), „[...] wielorakie namiętności, które wprowadzają nieład w ludzkie serce i skłaniają je ku wojnie.[...]" [2] (s. 7), „[...] Tak, wojna rodzi się faktycznie w grzesznym sercu człowieka od czasu, gdy - jak podaje starożytna opowieść biblijna - zazdrość i gwałt zawładnęły sercem Kaina i zwróciły go przeciw własnemu bratu Ablowi. Lecz czy rzeczywiście nie chodzi o jeszcze głębszy podział, gdy ludzie nie są zdolni zgodnie rozróżniać między dobrem a złem, uznawać te same wartości życia, którego źródłem i rękojmią jest Bóg? Czyż to nie tłumaczy zagubienia «serca» człowieka, który nie jest zdolny, z prawym umysłem i otwartym sercem, do pogodzenia się z bliźnimi na gruncie prawdy? [...]" [2] (s. 8), „[...] ostateczną przyczyną tego, że świat jest widownią podziałów, napięć, współzawodnictwa, bloków i niesłusznej nierówności, zamiast być terenem szczerego braterstwa, jest grzech, czyli nieład moralny w człowieku. [...]" [3] (s. 15), i, jak nikt, potrafi podać najlepsze rozwiązanie: „[...] W obliczu tych właśnie problemów proponuję temat odnowy «serca». Mogłoby się wydawać, że propozycja ta jest zbyt prosta, a środek niewspółmierny. Jednak po głębszym zastanowieniu można stwierdzić, że zarysowana tutaj analiza umożliwia dotarcie do sedna problemu i zakwestionowania tych założeń, które zagrażają pokojowi. Stan bezsilności, w jakim znajduje się ludzkość, niezdolna do rozwiązania napięć, pokazuje, że przeszkody czy też nadzieje wypływają z czegoś daleko głębszego niż same systemy.[...]" [2] (s. 5), „[...] nie zaprowadzi się pokoju i nie utrzyma go, jeżeli nie zastosuje się właściwych środków. Takim środkiem jest nade wszystko postawa dialogu[...]" [1] (s. 4), „[...] Mam na myśli również dialog, jaki odbywa się wówczas, gdy otwarte są granice, a ludzie mogą swobodnie podróżować. Mam na myśli dialog istniejący wtedy, gdy jedna kultura wzbogaca się przez zetknięcie się z inną kulturą, gdy uczeni mogą się swobodnie ze sobą kontaktować[...]" [3] (s. 13).

Niekiedy jednak okoliczności zewnętrzne, a zwłaszcza kłamliwa interpretacja lewicy, usiłującej instrumentalnie wykorzystać słowa Papieża w swojej propagandzie zmuszają Ojca Świętego do odstąpienia od uniwersalizmu i wskazania wprost na przedmiot swojej krytyki. Poniższy fragment może być uznany za definicję komunizmu: „[...] Wreszcie, kiedy niektóre z zainteresowanych stron są karmione ideologiami, które wbrew oświadczeniom sprzeciwiają się godności osoby ludzkiej i jej słusznym dążeniom, zgodnym ze zdrowymi zasadami rozumu, prawa naturalnego i wiecznego (por. Pacem in terris, AAS 55, 1963, 300); ideologiami, które w walce widzą energię napędową historii, w sile - źródło prawa, w wynajdywaniu wroga - polityczne abecadło, dialog ulega zamrożeniu i staje się bezpłodny, a jeśli jeszcze istnieje, jest faktycznie powierzchowny i zafałszowany. Staje się bardzo trudny, żeby nie powiedzieć, niemożliwy. Dochodzi wtedy do prawie zupełnej niemożności porozumiewania się krajów i bloków; zostają sparaliżowane nawet instytucje międzynarodowe; załamanie się dialogu stwarza wówczas ryzyko działania na rzecz wyścigu zbrojeń.[...]" [1] (s. 12). Te słowa można odczytać jako apel do państw zachodnich, aby wytrwały, nie zniechęcały się podstępnymi knowaniami Moskwy i nie porzucały negocjowania z nią pomimo ewidentnej bezpłodności tych rozmów z winy Moskwy. Znajdzie się też i bezpośrednie odniesienie do sytuacji w Polsce: „[...] W przypadkach, gdy dialog pomiędzy rządem a narodem przestaje niestety istnieć, pokój społeczny jest zagrożony, lub nawet całkiem zanika; powstaje jakby stan wojny. [...]" [1] (s. 13). I do konfliktów falklandzkiego i libańskiego: „Rok, który dobiegł właśnie końca, dostarczył nam raz jeszcze obrazów przemocy i wojny; okazało się, że są tacy, którzy wolą posługiwać się bronią, niż szukać porozumienia. Niestety obok znaków nadziei, rok 1982 pozostawił w wielu rodzinach ludzkich wspomnienie zgliszcz i ruin oraz gorzki smak łez i śmierci.". Autor pozwala tu sobie na osobistą dygresję, podczas odsiadki na internie, my, internowani, mówiliśmy do siebie nawzajem, że wśród współczesnych przywódców jest tylko dwóch prawdziwych mężczyzn: Jan Paweł II i Małgorzata Teatcher.

Uniwersalność, ponadczasowość, nieprzemijalność przekazów Następcy Świętego Piotra sprawiają, że wprawdzie w przeważającej większości odnoszą się one do komunizmu i Moskwy Soviet'skiej, ale ponieważ dotykają, w swojej ocenie moralnej, najbardziej podstawowych działań ludzkich i to nawet bardziej pojedynczych niż zbiorowych, sprawia to, że ustrój komunistyczny będąc głównym adresatem krytyki nie jest nim jedynie i wyłącznie. Można dostrzec, że krytyka, pouczenia, nakazy i wskazówki dotyczą również ustrojów i państw broniących się przed naporem komunizmu i moskiewskiego, zaborczego imperializmu. Nie ma to jednak nic wspólnego z kłamliwymi twierdzeniami lewicy o rzekomym równym traktowaniu komunizmu i kapitalizmu. Głęboka asymetria jest aż nadto widoczna. Nie ma w tym zresztą niczego dziwnego. W niedoskonałym świecie doczesnym, skażonym przez grzech pierworodny nie ma i być nie może ustroju doskonałego. Każdy zasługuje na krytykę, chociaż w różnym stopniu. Jeżeli mamy dwa niedoskonałe ustroje, z których jeden jest niedopuszczalnie zły, a drugi jest zły tylko w stopniu nieznacznym, to jasne jest, że najbardziej opłacalne jest jeden zlikwidować, a nad drugim pracować, aby go udoskonalić. I tak też się stało. Komunizm upadł i obecnie dogorywa w nielicznych krajach, wzbudzając mieszane uczucia i będąc pamiątką, przez co musieliśmy przejść i powrót czego wciąż stale nam grozi.

Namiestnik Chrystusowy postawił przed komunizmem warunki nie do spełnienia. Przyjmując je komunizm nie mógł ocalić własnej tożsamości i pozostać sobą. „[...] Tym, którzy twierdzą, że istnienie bloków jest rzeczą nieuniknioną, odpowiadamy, że jest jednakże możliwe, a nawet konieczne, stworzenie nowych modeli społeczeństwa i stosunków międzynarodowych, które zapewniałyby sprawiedliwość i pokój na stałych i powszechnych podstawach. Zrozumiałą jest rzeczą, że takie modele nie mogą być po prostu narzucone z góry czy z zewnątrz, ani też osiągnięte przy pomocy pewnych metod i technik. Dzieje się tak, dlatego że najgłębsze korzenie sprzeciwu i napięć, które okaleczają pokój i rozwój, tkwią w sercu człowieka. Nade wszystko więc należy odmienić wszystkie serca i postawy ludzi, a to wymaga odnowy, nawrócenia jednostek. Badając rozwój społeczeństw w ostatnich latach możemy zauważyć nie tylko głębokie rany; u ludzi nam współczesnych i wielu narodów widzimy również oznaki zdecydowanej woli przezwyciężenia obecnych przeszkód w stworzeniu nowego systemu międzynarodowego. Tę drogę winna obrać ludzkość, jeżeli ma wejść w epokę powszechnego pokoju i integralnego rozwoju. [...]" [3] (ss. 8 i 9), „[...] ustanowienie ładu opartego na sprawiedliwości i pokoju jest dziś koniecznością życiową, jest nakazem moralnym obowiązującym wszystkich ludzi i rządy, stawianym ponad ideologie i systemy. [...] należy odrzucić mentalność i postawy polityczne opanowane żądzą władzy, ideologiami, obroną własnych przywilejów i bogactw, a zastąpić je gotowością do dzielenia się i współpracy ze wszystkimi w duchu wzajemnego zaufania. [...]" [3] (s. 10), „[...] Prawdziwy dialog wybiega poza ideologie[...]" [3] (s. 12), „[...] chrześcijanie muszą pokonać bariery ideologii i systemów [...]" [3] (s. 15) i wiele innych fragmentów, których nie sposób tu wymienić. Historia się powtórzyła. Obecnie biskupi polscy formalnie akceptując wchłonięcie Polski przez Unię Europejską postawili przystąpieniu takie warunki, o których z góry wiadomo, że Unia ich spełnić nie może. Nie jest wiadome, czy i na ile biskupi polscy wzorowali się na Swoim Przełożonym.

Aby ustrzec się popełnienia anachronizmów należy zwracać baczną uwagę nie tylko na polityczne okoliczności zewnętrzne, ale także na sytuację wewnątrz samego Kościoła. A bardzo się różniła w chwili wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową od obecnej. Żeby wymienić tylko tzw. „teologię wyzwolenia". W największym skrócie można ją nazwać czynnym popieraniem przez osoby duchowne terroryzmu. A posługując się językiem ulicy: latynoscy księża latali po górach z kałasznikowami. Nowy Sternik Nawy Kościelnej nie zwlekał: „[...] Jan Paweł II otwiera trzecią Konferencję Biskupów Ameryki Łacińskiej, która ma obradować na temat ewangelizacji kontynentu. Papież wygłasza przeszło godzinne przemówienie, przedstawiając zasadnicze punkty, które powinny być przedmiotem obrad biskupów. Na samym początku mówi wyraźnie: »Gromadzicie się tutaj nie jako sympozjum ekspertów, nie jako parlament polityków, nie jako kongres naukowców czy techników - choć takie spotkania są również ważne [...]. Wasze spotkanie jest braterskim spotkaniem pasterzy Kościoła[1]«. Oświadcza między innymi: »Błędne jest twierdzenie, że wyzwolenie polityczne, ekonomiczne czy społeczne pokrywa się ze zbawieniem przyniesionym przez Chrystusa«. Papież dalej podkreśla, że przedmiotem nauczania winna być prawda o Chrystusie, który nie jest bohaterem walki politycznej czy zwolennikiem walki klas, czy wreszcie rewolucjonistą, lecz Zbawicielem przynoszącym przebaczenie i pojednanie: »Ci, którzy znają historię Kościoła, wiedzą, że zawsze pojawiały się wspaniałe postacie biskupów, głęboko zaangażowanych w dowartościowanie i odważną obronę godności ludzkiej tych, których Pan powierzył ich opiece. Czynili to zawsze na mocy nakazu płynącego z ich biskupiego nadania. Ponieważ dla nich godność człowieka ma znaczenie ewangeliczne i nie można jej poniżać bez obrażania Stwórcy. Jeżeli Kościół angażuje się w obronę godności człowieka, czyni to zgodnie ze swoim posłannictwem«. Innymi słowy, Papież w tym przemówieniu podkreśla nie polityczną, lecz ewangeliczną, religijną misję kleru i wiernych. To przemówienie jest zaatakowane bardzo ostro przez dziennikarzy. Zarzucono Papieżowi, że robi krok wstecz, że chce wycofać księży do zakrystii, że odcina się i odżegnuje od walki o lepsze warunki życia dla pokrzywdzonych. [...]" [4] (s. 19). Jak zwykle Karol Wojtyła skupił się nie na zewnętrznych objawach, tylko na najgłębszych przyczynach. Sesja, na której Ojciec Święty wygłosił otwierające przemówienie odbyła się w Puebli w Meksyku, 27 stycznia 1979r., czyli w trzy miesiące od wyniesienia Go na Tron Świętego Piotra. Zważywszy, że poprzednia sesja Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej odbyła się w 1968r., oraz na konieczność poświęcenia czasu na przygotowania jest to tempo iście ekspresowe. Dobitnie świadczy o wadze, jaką JŚ przywiązywał do teologii wyzwolenia. Zabiegi Papieża okazały się skuteczne, czego najlepszym dowodem jest fakt, że już od kilku dobrych lat nie słyszymy z mediów o problemie teologii wyzwolenia. Ponieważ przytłaczająca większość wysokonakładowych mediów jest opanowana przez lewicę i nie przepuszczają żadnej okazji, żeby wbijać szpile Kościołowi, to gdyby tylko problem teologii wyzwolenia jeszcze istniał, to natychmiast zostałby szeroko rozpropagowany. Cisza medialna najlepiej dowodzi całkowitego powodzenia działań Papieża. Z braku teologii wyzwolenia media zajęły się tematem zastępczym. Okazało się nim być tzw. „molestowanie seksualne" osób duchownych. Przeprowadzone badania dowiodły, że częstotliwość przypadków molestowania seksualnego wśród duchowieństwa jest równa częstotliwości wśród osób świeckich. Widać stąd, że wrogowie Kościoła oprócz rozdmuchiwania przypadków autentycznych podciągają pod molestowanie seksualne przejawy okazywania serdeczności. Papież zajął się nowo podrzuconym problemem z taką samą gorliwością jak poprzednimi.

Chociaż Jan Paweł II obejmując swój urząd zastał Kościół w bardzo złym stanie, silnie zinfiltrowany przez lewicę, to w swoich publicznych wystąpieniach daje osobisty przykład pokory, do której nas zachęca. Nie tylko, że nie wyrzuca swoim poprzednikom ich zaniedbań, ale stara się znaleźć w ich działalności strony pozytywne i, jak tylko może, cytuje ich dokumenty.

Upadek komunizmu w większości państw, w których występował nie uwolnił Kościoła od Jego wrogów. Już pierwszy papież św. Piotr Apostoł ostrzegł nas: „Starszych więc, którzy są wśród was, proszę, ja również starszy, a przy tym świadek Chrystusowych cierpień oraz uczestnik tej chwały, która ma się objawić: paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli, jak Bóg chce; nie ze względu na niegodziwe zyski, ale z oddaniem; i nie jak ci, którzy ciemiężą gminy, ale jako żywe przykłady dla stada. Kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały. Tak samo wy, młodzieńcy, bądźcie poddani starszym! Wszyscy zaś wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się przed mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! [podkr. G. R.] Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen!" (1 P 5,1÷11[2]). Współczesnym przejawem okrążania nas przez diabła jest przemiana komunizmu w: political correctness, feminazizm©, wrażliwość międzykulturową, socjaldemokracje, New Age, postmodernizm, eurosocjalizm, Unię Europejską, tzw. „propagowanie tolerancji"; walki z: faszyzmem, rasizmem, nietolerancją etc., etc., czyli wszystko to, co składa się na pojęcie cywilizacji śmierci. Przemiana jest tylko kosmetyczna, bardzo powierzchowna, pozostawiająca nienaruszoną całą istotę zła. Bez trudu możemy odnaleźć wszystkie te elementy, które konstytuowały komunizm: „sumienie to bywa często zniekształcone, by nie powiedzieć: podporządkowane przez różne systemy społeczno‑polityczne i ideologiczne , które także są dziełem ludzkiego ducha. Kiedy ludzie pozwalają się zwodzić systemom, które ukazują globalną, wyłączną i manichejską niemal wizję ludzkości, a warunkiem postępu czynią walkę z innymi, ich eliminację lub ujarzmienie, wówczas zamykają się w mentalności wojennej, która utrwala napięcia i czyni ich prawie niezdolnymi do dialogu. Niekiedy bezwarunkowa akceptacja tych systemów staje się swego rodzaju bałwochwalstwem wobec przemocy, siły i bogactwa, jakąś formą zniewolenia, które odbiera wolność nawet samym rządzącym", „manipulacje ideologiczne, spowodowane przez agresywne zamiary", „ograniczoności i stronniczości systemów filozoficznych oraz społecznych, sprowadzających człowieka i historię na zamknięty teren sił materialnych, gdzie liczy się jedynie potęga", „złożony sposób sprawowania władzy", „odpowiedzialność rozłożona jest na więcej osób", „niektóre z zainteresowanych stron są karmione ideologiami, które wbrew oświadczeniom sprzeciwiają się godności osoby ludzkiej i jej słusznym dążeniom, zgodnym ze zdrowymi zasadami rozumu, prawa naturalnego i wiecznego; ideologiami, które w walce widzą energię napędową historii, w sile- źródło prawa, w wynajdywaniu wroga - polityczne abecadło". Godny Następca Świętego Piotra zareagował na tę nową diabelską rundę jako jeden z pierwszych: „[...] Nasz wiek XX był okresem szczególnych gwałtów zadawanych ludzkim sumieniom. W imię totalitarnych ideologii miliony ludzi zmuszano do działań niezgodnych z ich najgłębszymi przekonaniami. Wyjątkowo bolesne doświadczenia ma pod tym względem cała Europa Środkowo‑Wschodnia. Pamiętamy ten okres zniewolenia sumień, okres pogardy dla godności człowieka i cierpienia tylu niewinnych ludzi, którzy własnym przekonaniom postanowili być wierni. Pamiętamy, jak doniosłą rolę odegrał w tamtych trudnych czasach Kościół jako obrońca praw sumienia - i to nie tylko ludzi wierzących! Zadawaliśmy sobie w tamtych latach pytanie: Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień? Za jaką cenę »może«? Właśnie: za jaką cenę?... Tą ceną są głębokie rany w tkance moralnej Narodu, a przede wszystkim w duszach Polaków, które jeszcze się nie zabliźniły, które jeszcze długo trzeba będzie leczyć. O tamtych czasach wielkiej próby sumień trzeba pamiętać, gdyż są one dla nas stale aktualną przestrogą i wezwaniem do czujności: aby sumienia Polaków nie uległy demoralizacji, aby nie poddały się prądom moralnego permisywizmu, aby umiały odkryć wyzwalający charakter wskazań Ewangelii i Bożych przykazań, aby umiały wybierać, pamiętając o Chrystusowej przestrodze: »Cóż za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?«(Mk 8,36‑37). Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się bowiem coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i dają wiele do myślenia. Bracia i Siostry! Czas próby polskich sumień trwa! Musicie być mocni w wierze! Dzisiaj, kiedy zmagacie się o przyszły kształt życia społecznego i państwowego, pamiętajcie, że zależy on przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek - jakie będzie jego sumienie. [...]" [6]. W swojej homilii Papież przedstawił ewolucję zła od komunizmu do nowych, współczesnych form. Można też uznać, że homilia ta była punktem zwrotnym, w którym JŚ przeszedł od walki z komunizmem do obecnie toczonej walki z cywilizacją śmierci. Znamienna jest reakcja tzw. „katolewicy". Zachowywali się jak tępi uczniowie z nagła przez nauczyciela wyrwani do tablicy. Bąkali coś bez przekonania, starając się usilnie, jak zwykle, narzucić słowom Jana Pawła II swoją zakłamaną interpretację. Audycje telewizyjne, w których występowali, były manipulowane, aby na poruszenie najważniejszych spraw nie starczało już czasu. Widać było, że Ojciec Święty ugodził ich celnie i dotkliwie. Warto zwrócić uwagę, że Papież użył termin „permisywizm". Inni hierarchowie i publicyści, mający pretensje do uważania ich za „katolickich", najczęściej w podobnym znaczeniu nieprawidłowo używają termin „liberalizm". Warto, by brali przykład z Ojca Świętego.

Karol Wojtyła zajmuje się nie tylko polityką międzynarodową, ale też i wewnętrzną: „[...] Nie wolno już odwlekać nadejścia dnia, w którym także ubogi Łazarz zasiądzie do uczty obok bogacza i nie będzie musiał żywić się tym, co spada ze stołu (por. Łk 16, 19‑31). Skrajna nędza rodzi przemoc i urazy, wywołuje zgorszenie. Usuwanie jej jest dziełem sprawiedliwości, a tym samym służy pokojowi. Jubileusz jest naglącym wezwaniem do nawrócenia serca przez przemianę życia. Przypomina wszystkim, że nie wolno przypisywać absolutnej wartości dobrom ziemskim, gdyż one nie są Bogiem[...]" [5]. Aby dobrze zrozumieć sens tych słów należy je odczytać razem z: „Ubodzy w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie są waszymi braćmi i siostrami w Chrystusie. Nie możecie zadowolić pozostawieniem im świątecznych okruchów. Musicie dzielić się tym, co posiadacie, a nie oddawać tylko to, co wam zbywa. Czy bogacz został potępiony za to, iż był bogaczem? Nie, został potępiony, ponieważ nie zwracał uwagi na drugiego człowieka" [4] (s. 65, podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, 1÷8 października 1979r., Yankee Stadium). Wyraźnie tu widzimy, że dzielenie się swoimi dobrami z potrzebującymi powinno być całkowicie dobrowolne, bo bez dobrowolności nie ma zasługi przed Bogiem. Namiestnik Chrystusowy troszczy się tu nie tylko o zaspokojenie potrzeb ludzi biednych, ale Jego celem, nie mniej ważnym, jest zbawienie duszy ludzi zamożnych. Warunkiem zbawienia jest troszczenie się o swoich bliźnich. Sternik Nawy Kościelnej nie apeluje tu o grabienie bogatych na rzecz sfinansowania państwowych programów socjalnych, gdyż nie prowadzi to do zbawienia.

Pielgrzymka do ojczyzny, 16÷19 sierpnia 2002r.

Dziennikarze, sprawozdawcy, komentatorzy na pierwszy plan wybili rzekome „potępienie przez Papieża liberalizmu", spychając na plan dalszy główny temat pielgrzymki: Bóg Bogaty w Miłosierdzie. Chociaż, paradoksalnie i mimowolnie, tym swoim czynem główny motyw pielgrzymki podkreślili, zwracając na siebie uwagę, jako na bardziej potrzebujących Bożego Miłosierdzia.

Przytoczmy słowa Jana Pawła II w całości, nie wyrwane z kontekstu: „[...] Drodzy bracia, niech arcybiskup Feliński patronuje waszym wysiłkom mającym na celu tworzenie i realizację duszpasterskiego programu miłosierdzia. Ten program niech kształtuje wasze zaangażowanie wpierw w życie Kościoła, a potem - jeśli to słuszne i konieczne - w życie społeczno‑polityczne na arenie narodowej, europejskiej i światowej. W duchu tak pojmowanej miłości społecznej arcybiskup Feliński głęboko angażował się w obronę wolności narodowej. Potrzeba tego i dzisiaj, kiedy różne siły - często kierując się fałszywą ideologią wolności - starają się ten teren zagospodarować dla siebie. Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się również w naszym kraju, pasterze Kościoła nie mogą nie głosić jednej i niezawodnej filozofii wolności, jaką jest prawda krzyża Chrystusowego. Taka filozofia wolności jest istotowo związana z dziejami naszego narodu."[7].

Należy sobie zadać pytanie o hałaśliwej propagandzie jakiego „liberalizmu" mówił Ojciec Święty? A czy JŚ w ogóle mógł użyć w wygłoszonej przez siebie homilii terminu niejednoznacznego, mogącego być różnie interpretowanego? Oczywiście tak. Przykłady dostarcza nam nawet zacytowany fragment homilii. Przecież Następca Św. Piotra nie użył pojęć „naszego narodu" ani „wolności narodowej" w sensie nacjonalistycznym, czy tym bardziej szowinistycznym. Również bardzo precyzyjnie określił w jakim duchu ma być pojmowana miłość społeczna.

Podobnie niejednoznaczne jest pojęcie liberalizmu. Są dwie definicje liberalizmu. Sprzeczne i wzajemnie się wykluczające. Pierwsza, wcześniejsza, kontynentalna, prawicowa oznacza nie tyle ideologię, czy doktrynę polityczną, co raczej gałąź wiedzy o stosunkach pomiędzy jednostką a państwem. Jest wiedzą interdyscyplinarną łączącą min. ekonomię, socjologię, psychologię, cybernetykę, socjocybernetykę.

W połowie XIXw. lewica ukradła prawicy termin liberalizm. Liberał według drugiej definicji, późniejszej, lewicowej, anglosaskiej do połowy lat osiemdziesiątych XXw. oznaczał postępowego, komunizującego socjaldemokratę. Później, postępowego intelektualistę głoszącego do połowy lat dziewięćdziesiątych polityczną poprawność, a obecnie wrażliwość międzykulturową. Lewicowa definicja liberalizmu, jako propagowana przez media, w większości lewicowe; jest zdecydowanie popularniejsza. Definicję prawicową używają znawcy. W krajach anglosaskich liberałów nazywa się konserwatystami i libertarianami.

O który z liberalizmów chodziło Karolowi Wojtyle? Przede wszystkim zwróćmy uwagę, że określenia liberalizm użył po raz pierwszy. Wcześniej używał innych nazw, jak chociażby w 1995r. w Skoczowie „permisywizm". Ponadto zauważmy, że owemu „liberalizmowi" przeciwstawił miłość społeczną, program miłosierdzia, wolność, wolność narodową, prawdęodpowiedzialność. Wskazanie przeciwieństw jest definicją równie precyzyjną, jak zdefiniowanie wprost. Tak więc, jasno widzimy, że ów liberalizm jest permisywizmem. Permisywizm, nazywany też libertynizmem może być przetłumaczony na język polski, jako zezwalactwo. Oznacza świadomy i przewrotny wybór zła dla korzyści mniejszej wartości. Popularnie jest nazywany nieobyczajnością, niemoralnością, zgnilizną moralną etc., etc.

Okazało się, że Sternikowi Nawy Kościelnej na krakowskich Błoniach w 2002r. chodziło o to samo, co siedem lat wcześniej w Skoczowie. Wobec powyższego raczej trudno przypuszczać, aby Pontifex miał na myśli gałąź wiedzy zajmującej się stosunkami pomiędzy jednostką i państwem. Jak już zostało pokazane powyżej, Ojciec Święty nie doradza człowiekowi wyręczania się państwowymi instytucjami w wykonywaniu jego powinności moralnych wobec Boga i bliźniego. To wyjaśnienie jest zgodne z dokumentami wyższej rangi, encyklikami, listami pasterskimi etc., etc., na przytoczenie których nie pozwala szczupłość miejsca. Aby być szerzej zrozumianym JŚ użył terminu liberalizm w takim znaczeniu, w jakim na skutek lewicowej propagandy zna go większość ludzi. Pamiętając konfuzję lewicy po homilii Karola Wojtyły w Skoczowie nie dziwmy się, że skorzystała z okazji i, jak zwykle, stara się dla własnych korzyści sfałszować Jego słowa.

Papież cały czas przewodzi nam w walce ze złem. Nikt Go nie jest w stanie wyprzedzić w Jego przewodnictwie. Kroczy przed naszym frontem z Krzyżem wysoko wzniesionym do góry, tak samo, jak ksiądz Ignacy Skorupka. I tak samo, jak ksiądz Ignacy Skorupka za wierne pełnienie swojej misji dostał się pod ogień broni palnej. Prawdziwość swojego posłannictwa poświadczył własną krwią. Winniśmy wielką wdzięczność Bożej Opatrzności, że, odmiennie niż księdza Ignacego Skorupkę, zechciała Go dla naszego pożytku ocalić.

Warszawa, 19 września 2002r.

Grzegorz Rossa.

Literatura (wybór)

[1] Orędzie Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II na XVI Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1983 r.

[2] Orędzie Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II na XVII Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1984 roku, Liberia Editrice Vaticana, Watykan

[3] Orędzie Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II na XIX Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1986 roku, Drukarnia Watykańska «Polyglotta»

[4] Pielgrzym pokoju i nadziei, éditions du dialigue Paryż 1984

[5] «Incarnationis mysterium», Bulla ogłaszająca Wielki Jubileusz Roku 2000, Pallotinum, Poznań, 1998, (rozdz. 12, ss. 24 i 25)

[6] Jan Jaweł II w Polsce, Być człowiekiem sumienia, homilia wygłoszona w Skoczowie (fragmenty), za: TS, 3(331), 1995 r., s. 3

[7] Homilia Jana Pawła II podczas Mszy św. Na krakowskich Błoniach, 18 sierpnia 2002r., [za:] Bóg Bogaty w Miłosierdzie, Jan Paweł II w ojczyźnie, 16‑19 sierpnia 2002, Wydawnictwo "M", Katolicka Agencja Informacyjna, Kraków, 2002.



[1]Te słowa prawie dokładnie powtórzył Ojciec Święty Benedykt XVI w archikatedrze św. Jana w Warszawie podczas spotkania z duchowieństwem 25 maja AD 2006: „[...] Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego [...]"

[2]Biblia Tysiąclecia, wydanie trzecie poprawione, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań - Warszawa, 1980;

©feminazizm©Copyright for Rush Limbaugh.

Podobne artykuły


89
komentarze: 98 | wyświetlenia: 63304
23
komentarze: 10 | wyświetlenia: 6767
11
komentarze: 23 | wyświetlenia: 2302
8
komentarze: 13 | wyświetlenia: 16796
384
komentarze: 337 | wyświetlenia: 405176
99
komentarze: 62 | wyświetlenia: 47603
102
komentarze: 232 | wyświetlenia: 48283
36
komentarze: 41 | wyświetlenia: 5872
25
komentarze: 15 | wyświetlenia: 4135
21
komentarze: 11 | wyświetlenia: 4279
43
komentarze: 38 | wyświetlenia: 5847
40
komentarze: 61 | wyświetlenia: 4671
17
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1997
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska