Login lub e-mail Hasło   

Zainterasowania duchami-prawda czy fikcja?

Duchy dla nas są straszne,brzydkie lub wogóle nie interesujemy się nimi.Duchy są ciekawymi zjawiskami,których powodu nie da się określić,dlatego cząsto ludzie ciekawi interesują się tym skąd się wzięly i jak są zbudowane.Duchy nie są ludźmi,lecz ich duszami dlatego cial nie mają.Przeczytajcie!!!
Wyświetlenia: 3.552 Zamieszczono 23/05/2008

       DUCH BIALEJ DAMY

duchy
zjawy
ludzie
Przeźroczyste,są duszami ludzi dzięki czemu cial nie mają Zjawy niczym prawie od duchów się nie różnią ale pojawiają się jako mgla czy jasne światelko Ludzie mają cialo oczy i inne części ciala, Nie są duchami oraz zjawami.
      Duchy to dusze ludzkie. Zjawy pojawiają się jako mgla czy światelko. Żyją i mają ciala.Nie są duchami ani zjawami.

  

LUDZIE-osoby.Nie mają jakiś nadprzyrodzonych mocy,nie mogą być mglą gdyż żyją.

DUCHY-dusze ludzi.Odwiedzają domy swoich bliskich próbując ich przed czymś lub kimś zlym ostrzec.

ZJAWY-nie są duchami.Mimo że są podobne do duchów nie są nimi.Pojawiają się jako mgla czy światlo.

 Kamienna Glowa we Wroclawskiej katedrze.Skąd się tam wzięla? Przeczytajcie!!!

 

   Pewien mlody i biedny chlopak byl zafascynowany córką majstra,ale jej ojciec nie chcial żeby ona z nim byla ponieważ uznal iż chlopak jest za biedny jak na jego córkę.Biedak udal się w świat,aby zdobyć serce i rękę ukochanej.Wędrowal po państwach i krajach."Zarabial" rozbojami.Po kilku napadach inni do niego się przylączyli.Zdobyl dużo zlota.Gdy wrócil do miasta powędrowal do kochanej.Ona uznala jednak że stal się on rozbójnikiem i nie wyjdzie za niego za mąż ponieważ od wyjazdu dużo się zmienil.Ojciec poparl córkę i wyrzucil chlopaka za drzwi.Zrospaczona losem ukochanego dziewczyna umarla przewracając sie na podlogę.Ojciec ją chcial ratować ale nie udala się.Chlopak nic nie wiedzial.Podpalil dom dziewczyny i pobiegl na wieżę katedry. Chcąc coś zobaczyć wlożyl glowę w okienko.Ściany zacisnęly się a glowa chlopaka skamieniala i zostala tam do dziś.

 

Dziwne to i tajemnicze ponieważ i ja mieszkam we wroclawiu i widzialam tą glowę.Z dolu jest malutka ale zdjęcia jej w necie byly straszne.Czy to prawda?Ciekawe,gdzie mieszkala ta dziewczyna?

 

 

opowiadanko.Radzę przykryć się kocem i wziąźć paluszki żeby paznokci nie obgryzać xD

STRRRRRASZNA HISTORIA JEDNEJ DZIEWCZYNKI....

no a wiec...to bedzie dosyc dziwna historia...pewna dziewczynka kiedys wyszla do kolezanki sie troche z nia pouczyc...no i sie zasiedziala wkoncu stwierdzila za musi wracac do domu aby dojsc szybciej poszla skrutami ta droga ktora jej zabraniano chodzic a szczegolnie wieczorami. Ale dziewczynka sie spieszyla...szla a przechodzac kolo kazdej z lamp...one gasly. Przestarszyla sie troche, ale byla lisko domu wiec nie mogla sie wrocic. Uslyszala cos ... jakby ktos za nia szedl... kolo jej domu slychac bylo tylko wrzaski. Dziewczynka nigdy nie doszla do domu...a jej ciala nie odnaleziono ! to nie byl czlowiek ! zadnych sladow...a nie daloby sie zataic czegos takiego...
   

 

I co o tym myśleć? Ciekawe gdzie to bylo....

 

I jeszcze jedno...

żyły sobie 2 małe siostrzyzki. Pewnego razu ich rodzice poszli do sąsiada na imprezę. Dziewczynki zostały same w domu. Postanowiły że będą bawic sie laleczkami. Jednak po 10 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Siostry wiedziały że nie mogą nikomu otwierac drzwi ale...mężczyzna przedstawił się za elektronika. Dziewczynki otworzyły drzwi i powiedziały że rodziców nie ma w domu. Mężczyzna powiedziałże zaczeka. Siostry zacząły grac z "kolegą" w karty. Graja, graja, i grają aż jednej dzewczynce na podłogę spadła DAMA KEIR... wtedy zauważyła ona że człowiek z którymi grają ma kopyta! Powiedziała że musi iśc do łazienki. stamtąd uciekła. Po chwili rodzice wrócili do domu razem z zagubioną córką. Na ścianie pisało [color=red][/color]URATOWAŁA CIĘ DAMA KIER"!!!!!
opowiadając tą historię komuś w późną noc, proszę zachowac tajemniczośc i niecierpliwośc.tylko wtedy historia prawdziwie STRASZY ...powodzenia

mieszkanka konstancina w czasie wojny i wysiedlenia, w podrozy zostala przyjeta do jakiegos domku i ulokowana z rodzina na pietrze domu. Wlascicielka poprsila ich do jednego z pokojow i pokazala im spiace dziecko i obok siedzaca w fotelu staruszke. Wyjasnila, ze to bacia dziecka. Porosila mojaznajoma z rodzina aby podeszli blizej do fotela babci. Kiedy podeszli babcia zniknela, kiedy sie oddali bacia znowu siedzila w fotelu. Wtedy to wyjasnila, ze bacia juz dawno nie zyje lecz co noc przychodzi pilnowac wnuczki. Znajoma mial kilkanascie lat i bardzo to przezyla.
Pozdr.

a to znalazlam w necie:

Pewnego dnia kiedy przyszdłem do roboty. Dyżurny stwierdza, że miał straszną noc. Na moje pytanie dlaczego. Zaczął opowiadać. Cytuję, "tuż pólnocy w pokoju nad dyżurką, ktoś jakby skoczył z parapetu okiennego na podłogę / całe wnętrze budynku jest z drzewa więc niemal każdy krok na górze jest dobrze słyszany na dole- mój przypis / i zacząl kierować się do klatki schodowej. Słychać było kroki, następnie slychać wyraźne kroki po schodach / schody też drewniane, przedwojenne skrzypiące-mój przypis/, następnie ten ktoś idzie korytarzem / około 10m- przypis/ w kierunku drzwi dyżurki. Przeraziłem się nie na żarty. Otworzyłem szafę metalową, wyjąłem kałasznikowa, wprowadziłem nabój do lufy, schowałem sie za drzwi metalowe szafy i z karabinem gotowym do strzału czekam cały zdrętwiały. Z każdą uciekającą chwilą czułem jak mi włosy zaczęły stawać dęba, nie żartuję. W pewnej chwili widzę jak klamka zamkniętych drzwi ugina się i drzwi otwierają się ale nie na cała szerokość. Skamieniałem, gdyby ktokolwiek pojawił się w drzwiach, chyba bym nie wytrzymał i pociągnąl za spust. Ale w drzwiach nikt się nie pojawił i wszelkie głosy ucichły. Jak długo stałem za tymi drzwiami, nie wiem, ale na pewno więcej niż kilka minut. Kiedy uświadomiłem sobie, że nikt nie wszedł do dyżurki powolutku podszedłem do biurka i radiostacją ściągnąłem radiowóz, nie puszczając już ich na patrol. Po prostu bałem sie. NIe potrafię tego wytłumaczyć. Jestem zdrowy, nie mam omamów, a odgłosy kroków w nocy, na górze to nie raz słychać"
Tyle opowieści jednego dyżurnego. Inni dyżurni też stwierdzali, że w nocy często słychać jakby ktoś chodził po górze lub po skrzypiącycbh korytarzach. Ponieważ znałem osobiście rodzinę, która mieszkała w tym budynku zanim powstał w nim komisariat poromawiałem z nimi. Stwierdzili, " to dopiero pan teraz odkrył, że tam straszy, my ciągle mieliśmy z tym do czynienia ale się przyzwyczailiśmy. Podobno duchy przychodzą wtedy kiedy jest w budynku ukryty jakiś skarb" Ja nie szukałem i nic na ten temat nie wiem. Powtarzm jeszcze raz to nie jest mój wymysł. Takie były fakty.

 

dziś trochę więcej ale z neta a oto one cytuję:

jA MIAŁAM PRZYGODE Z DUCHEM POSZŁAM NAD RZEKE Z KOLEZANKA WTEDY GDY SIEDZAŁAM Z NIĄ NA MOSCIE ZRUSZYŁ SIE WIATR I uSŁYSZELISMY PIĘKNY SPIEW JAKES DZIEWCZYNKI OGLĄDALYSMY SIE ALE NIKOGO NIE BYŁO DOPIERO GDY SPOJRZAŁYSMY JE W DOL ZOBACZYŁYSMY GDZIES OKOŁO 15 LETNIA DZIEWCZYNE ONA STOJAŁA W RZECE I SPIEWAŁA . sZYBKO UCIEKLYSMSY DO DOMU I OPOWIEDZIALAM TO WSZYSTKO BABCI ONA OPOWIEDZIAŁA ,MI ZE 20 LAT TEMU JACYS CHŁOPACY WYWIEZLI NA MOST DZIEWCZYNE I TAM ZWIĄZANĄ SZNURKAMI WRZUCILI JA DO WODY. nAJ DZIWNIEJSZE BYLO TO ZE ONA WYPLONTYWAŁA SIE Z SZNURKOW..........................
Ja pamiętam tylko opowieśc o dziewczynie która utonęła w okolicach tęzni... tam gdzie jest ten most kiedyś był stary drewniany (zresztą do niedawna jeszcze były jego resztki widoczne), a ze był w złym stanie to się zarwał pod jakąś dziewczyną i ona utonęła. Czy to plotka czy prawda - nie wiem. Zresztą topielców w Jeziorce trochę było - sam pamiętam jak którejś zimy chodziłem po lodzie przy 'imberfalu' a nastepnego dnia z tego miejsca wyłowili topielca(dokładnie w tym miejscu po ktorym chodziłem :/ No a wisielce? przecież też było ich kilku w konstancinie.. a samobójcy w starej kaplicy w parku dworskim w Turowicach - też tam się czuje 'obcowanie z duchami'... na pewno jest takich miejsc w Konstancinie więcej. Ja uwielbiam chodzić po starych willach w naszym mieście - czuje się tam historię.. ale ducha tam jeszcze nie widziałem :/

Pamiętam tamten dzień, dosłownie jak by to było wczoraj. Pamiętam, że był listopad, ale nie pierwszy, tylko jakoś później, może 14. a może 17., na pewno nie było później, ponieważ 21. listopada mam urodziny, więc łatwo mi skojarzyć, że historia ta wydarzyła się trochę wcześniej. Jak zawsze ubrałam się zawołałam psa, bo zbliżał się wieczór i wiedziałam, że koniecznie musimy wyjść na wieczorny spacer:

- Tylko nie zapomnij szalika i kagańca - usłyszałam.

- Mamo, chyba nie twierdzisz, że powinnam nosić kaganiec… Ja wiem, że groźnie wyglądam odkąd chodzę na karate, ale żeby aż tak…- odparłam.

W tej chwili zobaczyłam moją mamę schodzącą po schodach do przed pokoju. Śmiała się.

Ależ kochanie. Oczywiście, że powinnaś nosić kaganiec, a ja zastanowię się jeszcze nad jakąś inną formą dyscypliny, jeśli nie będziesz trzymała swego języka na wodzy…. Uśmiechnęła się tak, jak miała w zwyczaju, kiedy wszelka próba podejmowania dyskusji skazana była na porażkę.

Zapięłam więc smycz i zasunęłam suwak kurtki pod samą brodę, bo słyszałam przez okna, że wiatr urządza sobie wyścigi z liśćmi, które kradnie z drzew.

Wezwałam windę. Kiedy czekałam aż przyjedzie… Tak to chyba wtedy po raz pierwszy miałam wrażenie, że ktoś za mną stopi i uważnie mi się przygląda. Oczywiście było to niemożliwe, ponieważ za mną była tylko i wyłącznie świeżo odmalowana ściana klatki schodowej. Po chwili winda zjawiła się. Otworzyłam drzwi, wpuściłam psa i wcisnęłam parter. Na czwartym piętrze dosiadła się do mnie nasza sąsiadka.

- Dobry wieczór - powiedziałam.

- Dobry wieczór - odpowiedziała pani Smolarkowa - O tej porze na spacer? I do tego jeszcze w taką pogodę? Wiatr wieje jak by kogoś powiesili…

- Cóż… muszę wyprowadzić psa. W końcu tak długo na niego czekałam i obiecałam się nim opiekować…

Pani Smolarkowa tylko pokręciła głową, ale widać było, że podobała się jej moja postawa.

Park za domem przywitał nas śniegiem z deszczem, który, miotany wiatrem, wściekle wdzierał się pod kurtkę i za wszelką cenę chciał zerwać kaptur z głowy. Wtedy pożałowałam, że nie włożyłam pod spodnie rajstop i nie zabrałam czapki - było przerażająco zimno. Pomyślałam nawet, że może tylko pozwolę się psu załatwić i szybko wrócę do domu, jednak wiedziałam, że byłoby to zachowanie nieuczciwe. Szliśmy parkową alejką omijając kałuże i błoto z rozjeżdżonego przez rowery żwiru wymieszanego z piaskiem. Byłam pewna, że nikogo oprócz mnie nie ma w okolicy, ale znów poczułam na sobie to dziwne spojrzenie. Teraz już miałam pewność, że ktoś może mi się przyglądać, wszak za plecami nie miałam ściany a wolną przestrzeń. Gwałtownie odwróciłam się, jednak zobaczyłam tylko parkujący w oddali samochód. Poszłam więc dalej, ale dla pewności zdjęłam psu kaganiec - wiedziałam, że nie spotkam Straży Miejskiej a obecność Dżekiego, który jest przecież dużym i silnym psem dodawała mi odwagi. Kiedy mijałam te stare wiązy kolo górki, kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. Dżeki gwałtownie zjeżył sierść i zaczął warczeć. Zatrzymałam się i powoli odwracałam głowę w kierunku, gdzie dostrzegłam owo zawirowanie liści, który nie mogło być wywołane wiatrem.

Nieomalże zemdlałam.

Tak naprawdę następne, co pamiętam to to, że biegnę przed siebie, nie zwracając uwagi na błoto i kałuże, że pies biegnie obok mnie i dziko szczeka oraz że przeszywa mnie tamto spojrzenie. Nie wiedziałam czy ten blady chłopiec z główką owiniętą mocno zakrwawionym bandażem nas goni czy też uciekam jedynie przed wiatrem, ale w tej sytuacji nie było to dla mnie ważne. Wiedziałam zaś coś innego - że muszę jak najszybciej znaleźć się w domu, gdzie będę bezpieczna i gdzie będzie znacznie więcej światła. Po drodze minęłam jakichś ludzi, którzy coś do mnie krzyknęli, jednak nie mogę powiedzieć co, ponieważ nie zatrzymałam się nawet na chwilę. Po kilku sekundach byłam już w bezpiecznej klatce schodowej, jeszcze chwila i winda, potem nerwowo wciskałam przycisk mojego piętra i błagałam wszystkie moce, aby ta winda jechała szybciej niż zwykle. Musiałam być bardzo zdenerwowana, ponieważ mama, która przez cały dzień była na mnie bardzo zła - zdarzyło mi się dostać trójkę z polskiego - przytuliła mnie i kazała sobie wszystko kilka razy opowiedzieć. Chwilę się zastanawiała, jakby rozważając czy mi o czymś opowiedzieć…

- Nie musisz się niczego, Kochanie, obawiać. Ja osobiście nigdy go nie spotkałam, ale pani Smolarkowa oraz pan Wąsacz mówili mi, że widzieli go kilka razy. To duch chłopczyka, którego dom mieścił się na tamtej właśnie górce. Jego rodzice byli bardzo złymi ludźmi i nie zajmowali się swoim synem. Pewnego dnia ktoś odwiedził tamto ponure miejsce - okazało się, że oboje nie żyją a dziecko jest w stanie krytycznym. Nie pomogła szybka pomoc lekarza - chłopiec zmarło kilku godzinach w szpitalu na Tamce.

- Mamo, czy chcesz mi powiedzieć, że…

- Nie, Aniu, nic nie chcę powiedzieć. Dla mnie o wiele ważniejsze jest, żebyś była zdrowa i mogła jutro pójść do szkoły, bo coś mi się zdaje, że ktoś tutaj zaczyna mieć niezłą gorączkę… a potem znów będzie trója z polskiego…

Łyknęłam polopirynkę i położyłam się do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć, bo ciągle myślałam o trym wszystkim, co przydarzyło mi się w czasie spaceru z psem. I dopiero, kiedy przyszedł Dżeki i rozłożył się, jak zawsze, tuż koło wejścia, wiedziałam, że mogę czuć się bezpieczna. Nie wiem czemu, ale kiedy rano wstałam do szkoły moja nocna lampka wciąż była zapalona….

 

 

No i to WSZYSTKO papa!!!

 

Hej teraz jeszcze trochę:

mam takie opowiadanie z neta a nazwę je CMENTARZ!!!

W pewien piękny wakacyjny dzień, mając lat 15, postanowiłem pójść na cmentarz w mojej miejscowości koło Tarnowa. To było takie odważne postanowienie z mojej strony, wszak chciałem tym udowodnić, że się niczego nie boję. Godzina przedpołudniowa, słońce, cmentarz piękny, nie był stary, nawet pamiętam jak go zbudowano.

Gdy przekroczyłem bramę cmentarza od razu poczułem się nieswojo ale starałem się nie myśleć o złych rzeczach, myślałem zupełnie na inny temat, tak, żeby nie mieć w głowie strachu. Ale mimo to od początku zacząłem rozpaczliwie szukać tam jakiś ludzi. Nie było nikogo z żywych. Stanąłem nad grobem babci i dziadka. Usłyszałem stłumiony hałas! Zacząłem się oglądać dookoła, myśląc, że może ktoś robi piwniczkę grobu. Ale uświadomiłem sobie, że ten hałas jest tuż obok mnie, a raczej pode mną! mimo mojego młodego wtedy wieku (teraz mam 21 lat) postanowiłem zachować zimną krew. Chciałem się uspokoić i uważałem, że kiedy to zrobię hałas ucichnie, wszak na początku nie był zbyt głośny. Po tej chwili na uspokojenie, choć zapewne trwała kilka sekund doszło do mnie, że owe odgłosy, jakby uderzania czymś o betonowe piwniczki grobu, docierają z grobu moich dziadków albo gdzieś sąsiednich grobów. Wziąłem nogi za pas i tyle mnie było widać!

Kilka lat później postanowiliśmy z kumplem iść w nocy na cmentarz tak z nudów. W kaplicy się świeciło, co znaczyło, że w środku jest ciało kogoś kto niedawno zmarł i na drugi dzień ma być jego pogrzeb. Wszystko było pięknie ładnie, nawet próbowaliśmy się śmiać z tego wszystkiego. Oglądaliśmy się za siebie i dookoła żeby zobaczyć czy coś się dzieje na cmentarzu. Postanowiliśmy zobaczyć przez dziurkę od klucza do kaplicy. Faktycznie było w środku ciało w trumnie. Miny trochę nam zbladły i ja poczułem się nieswojo, zacząłem żałować że tutaj przyszliśmy. Wydawało mi się to w pewien sposób nieetyczne.

Jednak gdy odsunęliśmy się od drzwi i postanowiliśmy już sobie iść, nagle w tym samym momencie popatrzyliśmy w lewo w stronę grobów. A nad nimi na całej szerokości cmentarza pojawiła się gęsta mgła, która tak jakby wyciągała się od grobów gdzie była rzadsza i na pewnej wysokości była tak gęsta jakiej jeszcze nigdy nie widziałem!! Po krótkich naszych przekleństwach o k.... ja p......!! spi........!!! uciekliśmy w takim tempie, że już za chwilę byliśmy na ulicy. Później wielokrotnie miejsce obok cmentarza było miejscem gdzie często przesiadywaliśmy, imprezy alkoholowe ale nic więcej się nie działo choć i ja i mój kumpel spoglądaliśmy z niepokojem w tamtą stronę. Ale nikt więcej o tym nie wiedział.

Kilka lat później byliśmy już we czwórkę w kaplicy z kumplem właścicielem zakładu pogrzebowego. wykonywał jakieś czynności przy zmarłej osobie leżącej tam. Nie wiem na czym to polegało bo bałem się wejść do środka. Ale jeden z kumpli poszedł tam pomagać temu drugiemu. Trochę śmialiśmy się z tej zmarłej. 3 dni później ten kumpel który poszedł pomóc przy niej zginął w wypadku samochodowym mając zawał w wieku 18 lat! Jego grób jest teraz tuż obok grobu tej zmarłej przy której pomagał coś tam robić. Jak dla mnie to dziwna historia i bolesna tym bardziej że to mój najlepszy kumpel;(

A tak poza tym to nie wie ktoś o jakiś strasznych miejscach koło Tarnowa??

Podobne artykuły


16
komentarze: 111 | wyświetlenia: 2050
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 841
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 776
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1457
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 915
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1264
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 398
10
komentarze: 0 | wyświetlenia: 656
10
komentarze: 10 | wyświetlenia: 625
10
komentarze: 298 | wyświetlenia: 936
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 682
9
komentarze: 1 | wyświetlenia: 568
9
komentarze: 140 | wyświetlenia: 771
9
komentarze: 107 | wyświetlenia: 992
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 954
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Opowiadanka kruciutkie mało opisów a drugie to już wogule total nieznaleziono śladów a jednak wiadomo co się działo z bohaterką :D uwielbiam takie opowiadania :D
Tak jak to o ludziach wracających do domu samochodem kturzy zobaczyli po drodze człowieka w czarnym płaszczu i zaraz po tym wypadli z akrętu i wpadli na drzewo. Duch? Mara? nie głupota kto przed zakrętem zamiast patzyć na droge patrzy na przechodnia ;D

Tekst niestety nijak odnosi się do tytułu - zamiast eseju wyjaśniającego tezę otrzymaliśmy zbiór historyjek ściągniętych z internetu, których nie raczyłaś nawet porządnie zredagować.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska