Login lub e-mail Hasło   

Taksówka Strachu.

Byłem bardzo zmęczony, noc była zimna i nieprzyjemna ale nic nie zapowiadało nadchodzącego koszmaru.
Wyświetlenia: 6.782 Zamieszczono 25/05/2008

Przedwczoraj przytrafiła mi się niezwykła przygoda, była późna noc, czy jak kto woli bardzo wczesny ranek. W każdym razie było ciemno i nie zamierzało jeszcze świtać. Byłem w centrum szczecina, zmęczony i trochę obolały, jak to po całonocnym tańczeniu. Jednym zdaniem wracałem z dyskoteki. Pogoda również nie dopisywała, chłodek i duża wilgotność powietrza co jakiś czas przeszywała moje ciało dreszczem, nie był to dobry dzień, czy raczej noc na stanie i kwitnięcie na przystanku, w oczekiwaniu na autobus. Jako że mieszkam na obrzeżach miasta nie było również sensu iść do domu na piechotę, zwłaszcza że nogi mnie już bolały. Bez dłuższego namysłu przeliczyłem pozostałą po zabawie zawartość portfela i zadecydowałem spróbować szczęścia z taksówką. Dł4ugo nie czekałem, szczecin jak to szczecin taksówek ma dużo i mimo że to dzień baletów zawsze jakaś pusta się trafi, minęły mnie dwie ale już trzecia zatrzymała się z piskiem opon. Otworzyłem drzwi pochyliłem się i zajrzałem do środka. Taksówkarz wyglądał na sympatycznego, starzy mężczyzna dość korpulentny z przerzedzającą się i siwiejącą już czupryną uśmiechał się do mnie z pod okularów.


- Na prawobrzeże?- Zapytał. Jako że stałem przy ulicy prowadzącej przez most na prawy brzeg odry, było to raczej pewne.
- Tak na prawobrzeże…-zaczynałem wyjaśnianie ale kierowca mi przerwał.-To dobrze się składa, ja właśnie wracam do domu, na Jezierzyce.- Szczęście się do mnie uśmiechnęło, facet mieszkał jeszcze dalej niż ja a trasa dojazdu identyczna, było prawie pewne że zapłacę grosze. Więc nie czekając wsiadłem do auta zatrzaskując za sobą drzwi. Moje nogi gdyby mogły mówić od razu zaśpiewały by z radości.
-Na płonie- Powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-Na płonię ? -Zapytał się taksówkarz.-To dobrze się składa- zrobił krótką pauzę i kontynuował- słuchaj, jeżeli ci się nie śpieszy to po drodze chciałbym podjechać na działkę.
W tym miejscu zrobił dłuższą pauzę, przyglądając mi się uwagą jakby próbował odgadnąć moją odpowiedz, mi natomiast było wszystko jedno, ważne że ciepło i jest na czym posadzić szanowną żeby dać odpocząć nogom. Jako że moja mina wyrażała w tej chwili raczej informację „właściciela nie ma w domu proszę spróbować później” taksówkarz postanowił się potargować. – słuchaj skoro i tak jedziesz na płonie to tak jakbym wracał sam, jeżeli zgodzisz się poczekać trochę to policzę ci powiedzmy piętnaście złotych.
Nie to żeby mi taka propozycja nie pasowała, normalnie zapłacił bym ze czterdzieści złoty, ale widziałem że kierowcy bardziej zależy na podjechaniu na swoją działkę niż zarobieniu paru groszy za kurs, zwłaszcza że już przejechaliśmy parę kilometrów a on nie włączył taksometru. Więc postanowiłem się potargować.
-Wie pan, zmęczony strasznie jestem- w tym momencie przysłoniłem usta ręką wymuszając ziewnięcie.- wolał bym jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Nie zależy mi na tych paru złotych, inaczej jechał bym autobusem. –Dokończyłem beznamiętnie, patrząc się przed siebie na drogę. Taksówkarz zamilkł. Niepokojące ale wolałem jeszcze chwilę odczekać zanim spojrzę na niego, nie chciałem pokazywać mu że się targuję. Mijaliśmy właśnie krzyżówkę w dzielnicy zdroje, za oknem jacyś ludzie jadący wcześnie do pracy stali skurczeni na przystanku, robi się zimniej, pomyślałem i bezwolnie przeszedł mnie dreszcz.
- Słuchaj ...-Przerwał ciszę taksówkarz -… zróbmy tak. Mi bardzo zależy żeby podjechać na działkę, musze coś zabrać z altanki, jeżeli się zgodzisz to nic ci nie policzę za kurs, i tak już jestem po pracy.
Kurcze tego to się nie spodziewałem, gdyby nie prawdziwe zmęczenie to pewnie nie powstrzymał bym atakującego moją twarz uśmiechu, zamiast tego głośno ziewnąłem poczym spojrzałem się z zamysłem na taksówkarza. Odczekałem jeszcze chwilkę i zapytałem.
- To gdzie ta działka?
- A, po drodze tylko trzeba zjechać kawałek przed Płonią w las.
– Odpowiedział
- OK., zgoda byle by nie trwało to godzinę .- Uśmiechnąłem się, a kierowca przytaknął głową. Zamilkliśmy, za oknem niknęły już ostatnie budynki Słonecznego, zaczynał się miszmasz bloków i lasków Kijewa, przejechaliśmy jeszcze kilka kilometrów i tuż za mostem prowadzącym na dalekie prawobrzeże, stojącym nad autostradą taksówkarz zwolnił zredukował bieg i skręcił w leśną drogę.

- Zaraz będziemy na miejscu, zajmie mi tylko parę minut.-Powiedział kierowca po czym włączył długie światła odsłaniając przed nami szpalery drzew osnute poranną mgiełką, ciągnącą się z pobliskich stawów i jeziorek. I rzeczywiście kilka kilometrów i kilka zakrętów dalej auto się zatrzymało. Taksówkarz odpiął pas, wyciągnął latarkę ze schowka razem z paczką papierosów, uśmiechnął się serdecznie i powiedział.

To mi zajmie naprawdę chwileczkę .- Po czym wyciągnął kluczyk ze stacyjki i opuścił auto. Ciemność która zalała okolicę zaraz po zgaszeniu świateł pozwoliła mi dostrzec zarysy stojącego jakieś sto, sto pięćdziesiąt metrów od mojej strony auta, domku w lesie. Kierowca obszedł auto, włączył latarkę i świecąc nią pod nogi ruszył w stronę zasnutego mgłą budynku. Jako że byłem już naprawdę zmęczony rozsiadłem się wygodnie i obserwowałem jego podróż z opartą o zagłówek twarzą. Szedł powoli nie śpiesząc się wcale, gdy przeszedł dobre osiemdziesiąt metrów jego sylwetkę dostrzegałem tylko dzięki włączonej latarce która tworzyła dookoła jego postaci aurę. Minęła jeszcze chwilka i osoba kierowcy zniknęła mi całkowicie z oczu ponieważ przed samym domkiem taksówkarz zgasił latarkę. Przestałem obserwować dom, przymknąłem oczy i postanowiłem dać odpocząć również im chwilkę. Chyba się zdrzemnąłem bo po chwili moim ciałem szarpnął wstrząs jak przy nagłym przebudzeniu, zza okna do którego przykleiłem się głową mógłbym przysiąc dotarł do moich uszu krzyk. Ale różnie to bywa we wczesnej fazie snu zwłaszcza kiedy człowiek jest przemęczony. Z ciekawości spojrzałem na zegarek, rzeczywiście przysnąłem, od momentu w którym taksówkarz opuścił auto minęło już piętnaście minut. Zdziwiony czasem jaki nie ma taksówkarza ponownie spojrzałem przez szybę w stronę altany ale już jej nie mogłem dostrzec gdyż mgła zgęstniała, nie dostrzegałem też nigdzie światła latarki. Postanowiłem jednak jeszcze poczekać gdyż piętnaście minut to niewiele, ale stwierdziłem też że zasypiać nie mam zamiaru, więc podciągnąłem nogi i siadłem w wyprostowanej i sztywnej pozie. Odpiąłem również pas który zaczął mi wadzić. Panująca w aucie cisza nie pomagała mi utrzymać powiek otwartych więc zacząłem sobie nucić ostatnio słyszaną piosenkę. Nie zdążyłem jeszczex skończyć utworu, a z zewnątrz do moich uszu dobiegł rozdzierający krzyk. Zmroziło mi to krew w żyłach. Sprawdziłem automatycznie wszystkie drzwi, i odsunąłem się od swoich bliżej środka auta rozglądając się gwałtownie dookoła. Niestety gęsta mgła nie pozwalała mi dostrzec nic w odległości większej niż dziesięć metrów. W mojej głowie szalała burza myśli, nie wiedziałem co robić, w aucie wcale nie byłem bezpieczny a i pewności nie miałem czy mam się czego bać, przecież taksówkarz mógł na przykład potknąć się w tej mgle i złamać sobie czy rozbić coś. Chwilę jeszcze trwało zanim udało mi się zebrać w sobie i otworzyć drzwi. Uderzyła mnie fala zimna, a do nosa dotarł zapach mokrej próchniejącej ściółki. Wystawiłem nogi z auta i powoli wyszedłem na zewnątrz trzęsąc się niesamowicie, z zimna i od przetłaczanej przez żyły adrenaliny. Powoli zamknąłem drzwi auta, starając się robić jak najmniej hałasu, rozejrzałem się ponownie dookoła pocierając ramiona dłońmi. Namierzyłem mniej więcej miejsce w którym widziałem wcześniej budynek i powoli ostrożnym krokiem ruszyłem w tym kierunku wlepiając wzrok w mgłę przed sobą. Idąc na ślepo i lawirując pomiędzy drzewami wsłuchiwałem się w dźwięki lasu starając się usłyszeć jakikolwiek dźwięk zdradzający obecność taksówkarza. Krok po kroku zbliżając się do budynku czułem jak przyśpiesza mi tętno, i nagle mało nie stanęło mi serce. Powietrze rozdarł przytłumiony ścianami budynku wrzask rozpaczy! Padłem na plask rękoma szukając jakiegoś ciężkiego kija lub kołka. Kiedy wreszcie ręką natrafiłem na nie spróchniały kij, ująłem go kurczowo wstałem i przyległem do pobliskiego drzewa. Łapczywie łapiąc powietrze, dałem się ponieść fali adrenaliny i ruszyłem biegiem w stronę budynku. Przebiegłem z jakieś dwadzieścia metrów, obijając się podłodze o drzewa aż nagle straciłem grunt pod nogami i wpadłem do głębokiego na jakieś pół metra dołu. Uderzenie pozbawiło mnie tchu, i zaślepiło na chwilę, wypadł mi również z rąk kij, którego to po omacku od razu zacząłem szukać. Przeczesując panicznie dół, rozrzucałem leżący na jego dnie piasek aż w końcu natrafiłem na jakiś twardy obiekt owinięty folią. Powoli zaczął mi wracać wzrok, w amoku starałem się rozrzucić piach leżący na worku, i moim oczom ukazała się rzecz przerażająca, w folię zawinięta była ludzka noga. W głowie mi zawirowało poczułem krew uderzającą w nos, adrenalina przekroczyła wszelkie normy, uchwyciłem za worek i zacząłem z całej siły ciągnąć. Worek się nie poddawał, nie mogłem go wyciągnąć z pod piachu, ale ja też się nie poddawałem zaparłem się nogami o krawędź dołu i zacząłem szarpać miarowo z całych sił. Nagle ni z tąd ni zowąd poczułem na ramieniu dłoń. Serce podskoczyło mi do gardła, z całej siły zacisnąłem powieki i wyskoczyłem do góry. Gdy otwarłem oczy ujrzałem swoją żonę, obudziła mnie i dobrze bo bym sobie jaja urwał ;)

Podobne artykuły


12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 796
10
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1308
9
komentarze: 618 | wyświetlenia: 1116
9
komentarze: 154 | wyświetlenia: 1071
9
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1930
8
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1030
8
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1991
8
komentarze: 39 | wyświetlenia: 641
7
komentarze: 1 | wyświetlenia: 519
6
komentarze: 2 | wyświetlenia: 504
6
komentarze: 1 | wyświetlenia: 435
294
komentarze: 62 | wyświetlenia: 104730
181
komentarze: 48 | wyświetlenia: 1185408
153
komentarze: 44 | wyświetlenia: 130751
105
komentarze: 29 | wyświetlenia: 114434
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Mirosław T  (www),  26/05/2008

Nareszcie facet piszący prozę dla faceta. Jak dla mnie bomba. Nawet nie przeszkadzały mi błędy (ortograficzne oraz interpunkcyjne). W sumie, to te błędy dodawały smaczku autentyczności i czytając tekst nie miałem odczucia, że napisał go wyrachowany polonista. Pod koniec, to oczy biegły po tekście szybciej niż mózg odbierał zawartość poszczególnych słów. Sam finał jak na faceta przystało z obecnośc ...  wyświetl więcej

  Mirosław T  (www),  26/05/2008

Był dawno temu czarno-biały film, kryminał. Na końcu, po scenie finałowej pojawił się napis w stylu: "jeżeli powiesz swoim znajomym, jakie jest zakończenie, to jesteś świnia!". Sam film jest nieistotny, ważnym jest mechanizm socjologiczny. Chodzi o to, że widz, czytelnik, znający fabułę lub zasugerowany dobrymi komentarzami, INACZEJ odbiera ten sam utwór (film, prozę). Internauci, którzy pierw prz ...  wyświetl więcej

Na początku podszedłem do tekstu sceptycznie, ale po przeczytaniu wystawiam ocenę 5 :).

test jest napisany sprawnie, bylem ciekaw o co chodzi, ale nie ma w sobie niczego, co sprawiłoby ze zapadłby mi w pamięć albo chciałbym kiedyś do niego wrócić. Jednym zdaniem: nie porywasz mnie.

Cóż wstrzymywałem się przed komentowaniem, potem były 3 miechy wakacji z dala od cywilizacji ale już jestem.
Dziękuje za wszystkie komentarze nie jest ich wiele ale wszystkie mniej lub bardziej pochlebne, bardzo mnie to cieszy zwłaszcza że tekst pisany był wprost z głowy w przeciągu 30 minut tak dla odrobiny rozrywki jako odskocznia od poważnych tematów. Nie spodziewałem się ani takich ocen ...  wyświetl więcej

  ,  25/11/2008

He he, dobre Anarchiusz, dobre!

niezłe.....jak scenariusz nie jednego horroru :D



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska