Login lub e-mail Hasło   

Podstawowe zasady europeizmu

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.medianet.pl/~naszapol/0827/0827klai.php
Wacław Klaus, prezydent Republiki Czeskiej, ostrzega przed zagrożeniami dla Europy
Wyświetlenia: 2.726 Zamieszczono 01/07/2008


Podstawowe zasady europeizmu Nie będę się porywał na próbę hierarchicznego usystematyzowania podstawowych zasad europeizmu, ponieważ wystarczające wydaje się ich wertykalne wyodrębnienie. Oto one: 1. Socjalny model ekonomiczno-społeczny Jednym z kluczowych elementów europeizmu, który jest w pełni akceptowany zarówno przez prawą, jak i lewą stronę europejskiej sceny politycznej, jest model tzw. państwa socjalnego (opiekuńczego). Mimo że promuje on nieróbstwo, przerośniętą biurokrację, przesadną redystrybucję oraz działa demotywująco na obywateli, to jednak wszyscy uparcie go bronią. Pałają oni nienawiścią do wolnego rynku, a natychmiastową niechęć wzbudza w nich już samo słowo "kapitalizm". Bronią natomiast interwencjonizmu państwowego jako "cywilizowanego sposobu korygowania rynkowej anarchii". Należy tutaj zauważyć nieprzypadkowe użycie słowa "anarchia". Brak jest bowiem europeistom wizji wolnego rynku jako niedoskonałego, lecz najlepszego z istniejących, najsprawiedliwszego i najbardziej demokratycznego systemu ludzkiego współdziałania. Zwolennicy europeizmu w żaden sposób nie przyjmują do wiadomości fundamentalnych zasad nauczania Adama Smitha ani innych przedstawicieli nauk społecznych, którzy rozwijali jego koncepcje. Podstawowy paradygmat europeizmu jest skrajnie odmienny: rynek prowadzi do anarchii, dlatego rząd istnieje przede wszystkim po to, aby ją redukować za pomocą biurokracji. Jest poważnym błędem intelektualnym niedostrzeganie, że w większości przypadków gospodarcze niepowodzenie rządu rodzi poważniejsze skutki niż kryzys na wolnym rynku, a rząd nie jest neutralnym bytem zapewniającym dobrobyt wszystkim obywatelom, lecz instrumentem realizacji celów wąskiej grupy sprawującej władzę. W rzeczywistości aparat państwowy jest bronią w rękach dobrze zorganizowanych grup interesów, a nie obrońcą anonimowych, niezrzeszonych (a co za tym idzie bezbronnych) obywateli.

0827kla2.jpg

Podsumowując, europeizm w swoim ekonomicznym wymiarze oparty jest na: - otwartym odrzuceniu liberalnej teorii funkcjonowania państwa i społeczeństwa; - wierze w to, że państwo może być sprawnym podmiotem gospodarczym, nawet jeśli jego działalność wykracza poza minimum przyjęte przez ekonomię klasyczną. Europeiści uparcie odmawiają wyciągnięcia wniosków z tragicznego przykładu komunizmu, jak również z innych, nie mniej fatalnych, modeli gospodarki centralnie sterowanej (różne przykłady reżimów faszystowskich i autorytarnych). Nie potrafią się też niczego nauczyć ze swoich porażek wynikających z "ucywilizowanego korygowania rynkowej anarchii", choć oczywiście w swoim mniemaniu odnoszą na tym polu same sukcesy. Opisany powyżej europejski model socjalnego (czy wręcz socjalistycznego) podejścia do zagadnień ekonomicznych jest akceptowany w Niemczech zarówno przez SPD, jak i CDU. We Francji postrzegany jest jako element kulturowej tożsamości (z wyjątkiem niewielkiej liczby liberałów). Skandynawia chce być postrzegana jako jego kolebka. Austriacy postrzegają go jako pożądaną przeciwwagę dla amerykańskiego "drapieżnego kapitalizmu". Brytyjscy konserwatyści przez długi czas pozostawali poza tym ogólnoeuropejskim trendem, ale nie jestem pewien, czy dalej będą trzymać ten kurs, ponieważ ich nowe kierownictwo jest o wiele bardziej "politycznie poprawne" niż poprzednie. Rodzi się pytanie, kiedy "nowa" ODS (Obywatelska Partia Demokratyczna) zacznie zmiękczać swoje stanowisko w tej kwestii. 2. Opinie na temat integracji europejskiej

0827kla3.jpg

Na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat toczyła się dyskusja między obrońcami liberalnej koncepcji integracji europejskiej, a zwolennikami modelu unifikacyjnego. Pierwsze stanowisko zakładało usuwanie wszystkich niepotrzebnych barier istniejących na granicach między państwami takich jak cła, kontrole paszportowe, etc. Po drugiej stronie stali zwolennicy modelu unifikacyjnego, który opiera się na odgórnej homogenizacji wszystkich przejawów życia społecznego, gospodarczego i politycznego, koordynowanej przez unijne instytucje i prowadzącej do powstania ponadnarodowej wspólnoty, kontrolującej wszystkie obszary aktywności swoich członków za pomocą ponadnarodowych organów. Pierwszy z wymienionych modeli bazował na założeniu, że likwidacja barier między państwami pobudzi uczciwe współzawodnictwo, a także przyczyni się do stopniowej liberalizacji wewnątrz tych państw. Drugi z nich ma natomiast na celu coś zupełnie przeciwnego. Zasadniczo nie dąży on do usunięcia jak największej liczby regulacji prawnych rządzących życiem państw, lecz pragnie wprowadzać ich jeszcze więcej (choć są one innego typu, to ich wprowadzanie w najmniejszym stopniu nie przyczyni się do liberalizacji na żadnym polu ludzkiej aktywności). W początkowym okresie integracji europejskiej, w przybliżeniu do początku ery Jacquesa Delorsa, czyli do połowy lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, dominował pierwszy wyżej opisany model integracji, chociaż już Jean Monet próbował forsować drugi model integracji od samego początku tego procesu. Obecnie, i co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ten drugi model jest dominujący i w pełni utożsamił się z europeizmem. Jego ucieleśnienie mogliśmy zobaczyć na kartach europejskiej konstytucji, a teraz - po jej odrzuceniu w referendach we Francji i w Holandii - w codziennych "pełzających" zmianach zawartych w unijnych przepisach, po cichu prowadzących do coraz większej homogenizacji i harmonizacji wszelkich przejawów życia Europejczyków. Problem integracji posiada wiele częściowych aspektów. Jednym z nich jest kwestia tego, kto lub co jest podstawowym podmiotem przeprowadzania integracji. Czy jest to grupa pewnych osób, czy może jakieś państwo? Stworzenie ponadnarodowego bytu, co jest ewidentną i niezaprzeczalną ambicją europeistów, osłabia państwa narodowe, jednocześnie wzmacniając powiązania jednostek z organami unijnymi. Jednakże Unia Europejska nie jest państwem, lecz "zestawem ponadnarodowych i ponadpaństwowych organów władzy". Państwo jest, poprzez swoją wyjątkową naturę, czymś więcej. Można lubić lub nie lubić kraju, w którym się żyje. Można kibicować lub nie jego piłkarskiej reprezentacji. Można go bronić z karabinem w ręku. Zazwyczaj jego mieszkańcy mówią tym samym językiem. Jednakże nie można żywić takich uczuć w stosunku do "ponadpaństwowego zestawu organów władzy" (co mimo to Jacques Delors starał się propagować jako tzw. duszę Europy). Z powyższym trendem wiąże się świadome i celowe wzmacnianie pozycji regionów w stosunku do państw, co ma doprowadzić do regionalizacji Europy i zapewnienia wszystkim cudownego życia w postpaństwowym społeczeństwie. Jak mówią europeiści, idea państwa narodowego od dawna jest martwa. W związku z tym porzucili oni podstawowy koncept międzypaństwowej integracji - zasadę jednomyślności - broniąc wprowadzenia w jej miejsce zasady głosowania większościowego, jako podstawy podejmowania jakichkolwiek decyzji wewnątrz Unii Europejskiej. Jednym z ważniejszych aspektów tego modelu jest wprowadzenie we wszystkim, co tylko się da, jednego systemu europejskich "standardów", który wyeliminuje współzawodnictwo między państwami. W ten sposób praktycznie wszystko: wysokość podatków, przywileje socjalne, różne rodzaje "norm" (dotyczących środowiska, higieny, weterynarii, pracy, bezpieczeństwa), powinno zostać zharmonizowane pod okiem kontrolerów tej "integracji", czyli unijnej biurokracji i unijnych polityków. Problem polega na tym, że koszt powszechnie obowiązujących standardów ustalanych odgórnie ponoszą biedniejsi, którym są one narzucane. Ekonomiści rozumieją to znacznie lepiej, ponieważ bliższy jest im termin "sztywności nominalnej w kierunku dolnym", w myśl którego głęboko zakorzenione interesy nie pozwalają na sprawne funkcjonowanie jakichkolwiek odgórnych narzuceń. Mówiąc prostym językiem, narzucanie standardów oznacza wzrost kosztów i zmniejszenie konkurencyjności. Polityka harmonizacji jest niczym innym, jak próbą zwiększenia kosztów ponoszonych przez słabiej rozwinięte gospodarczo kraje i tym samym zmniejszenia ich konkurencyjności (na marginesie muszę ostrzec, że jeżeli UE nie odniesie sukcesów w narzucaniu swoich "standardów" państwom spoza Unii, to będzie musiała w przyszłości zwiększyć stopień protekcjonizmu gospodarczego oraz dyskryminacji państw gorzej rozwiniętych gospodarczo). Jak zatem widać, europeizm jest potężną, ponadnarodową tendencją, bezlitośnie przeciwstawiającą się polityce prowadzonej na szczeblu międzypaństwowym. 3. Opinie na temat wolności, demokracji i społeczeństwa

0827kla4.jpg

Europeistów można również łatwo scharakteryzować poprzez przytoczenie ich stanowiska w kwestii demokracji parlamentarnej i społeczeństwa obywatelskiego oraz poglądów na demokrację i "postdemokrację". Nie przepadają oni za standardowym procesem demokratycznym. Na jego miejscu o wiele chętniej widzieliby arbitralne podejmowanie decyzji. Preferują kolektywizm w miejsce indywidualizmu, socjalizm i korporacjonizm w miejsce klasycznej demokracji. Jasnym zatem jest, po której stronie sceny politycznej stoją, jeśli chodzi o tak ważne postdemokratyczne "-izmy", jak multikulturalizm, feminizm, ekologizm, homoseksualizm oraz stosunek do organizacji pozarządowych. Można również pokusić się o stwierdzenie, że europeiści pragną pozbyć się polityków w procesie podejmowania decyzji na szczeblu ponadpaństwowym, aby uczynić go "łatwiejszym" i mniej podatnym na kontrolę. To dlatego zażarcie bronią postdemokracji, a uśmiech politowania wywołują u nich staromodni obrońcy "starej, dobrej demokracji" i "starych, dobrych polityków". Jako, że są oni z dala od zwykłych obywateli (i bardzo to lubią), nie widzą ich i nie kontaktują się z nimi, potrzebują różnorakich grup, kolektywów i stowarzyszeń, za pomocą których będą wcielać w życie swoją politykę. Właśnie dlatego preferują korporacyjną wizję porządku społecznego, dlatego popierają wielkie korporacje biznesowe i handlowe, z tego powodu popierają Galbraithowską koncepcję równowagi sił (w makroekonomicznym wymiarze; rynek ze względu na swoje funkcjonowanie mikroekonomiczne ich nie interesuje). Skoro chcą wydostać się spod kontroli szarych obywateli, naturalnym jest, że źródła legitymizacji swojej władzy będą szukać pośród wszelakich organizacji pozarządowych. Europeizm z założenia ulega wszystkiemu, co nowe, postępowe, nietradycyjne oraz niekonserwatywne. Z tego powodu broni on wspomnianego feminizmu, homoseksualizmu, multikulturalizmu i innych podobnych stanowisk, które niszczą odwieczne podstawy kulturowe i cywilizacyjne Europy. Europeiści wiedzą bowiem, że pomagają im one osiągnąć ich cele, nie zdają sobie jednak sprawy z długoterminowych konsekwencji takiej sytuacji, pozostaje ona poza ich polem widzenia. Tak więc europeizm jest skrajnie antyliberalnym poglądem, jeśli rozumieć słowo "liberalny" w jego oryginalnym europejskim (nie zaś amerykańskim) znaczeniu. 4. Poglądy na politykę zagraniczną i stosunki międzynarodowe Europeiści nie lubią polityki wewnętrznej, która pozostaje pod znacznie ściślejszą kontrolą demokratyczną i w jej miejsce promują pozbawione demokratycznej legitymizacji - podejmowanie decyzji na ponadnarodowym poziomie. Uwielbiają nieograniczone, ogólnoświatowe, geopolityczne myślenie i dlatego powołują do istnienia, jedną po drugiej, międzynarodowe lub ponadpaństwowe organizacje. Sześćdziesiąt lat temu w swojej słynnej broszurce The Intellectuals and Socialism* Friedrich von Hayek napisał bardzo przekonująco o sposobie dążenia do uzyskania ważnej pozycji w tego typu organizacjach, co wiąże się zazwyczaj również z wysokimi zarobkami. Wysiłek zmierzający do tego, by wyemancypować politykę i polityków spod demokratycznej odpowiedzialności, jest jednym z głównych aspektów działalności europeistów. Nie są w tym osamotnieni; takie dążenia pojawiały się już wcześniej. Jednakże po raz pierwszy w historii, poprzez utworzenie Unii Europejskiej, ludzie posiadający tego typu poglądy osiągnęli tak wielki sukces. To właśnie dlatego europeiści propagują hasło: "mniej państwa narodowego, więcej internacjonalizmu", dlatego celowo utożsamiają państwo narodowe z nacjonalizmem, dlatego promują multikulturalizm i nienawidzą polityki asymilacyjnej, dlatego dążą do denacjonalizowania obywatelstwa, wspierając tworzenie ogólnoeuropejskich partii politycznych. W końcu, także dlatego, wypatrują oni narodzenia się europejskiej tożsamości, dlatego próbują budować coś w rodzaju "europejskiego braterstwa". Z tego powodu bronią abstrakcyjnej koncepcji działania pewnych uniwersalnych praw, dążą do zhomogenizowanego, jednowymiarowego świata. Z tego wreszcie powodu sugerują istnienie czegoś, co nazywają "wspólną, europejską mentalnością". Europa nigdy nie była bytem politycznie jednolitym, lecz raczej pewnym punktem odniesienia dla duchowego i kulturalnego życia. Osobiście postrzegam wszelkie ambicje i argumenty europeistów jako zasłonę dymną: za pięknymi słowami starają się raczej ukryć bardzo przyziemne interesy, mające na celu pozbycie się państwa jako niezastępowalnego gwaranta demokracji, jako podstawowej jednostki politycznej w systemie demokratycznym, jako jedynej rozsądnie zorganizowanej przestrzeni życia politycznego i największej z możliwych bazy politycznej reprezentacji. Europeizm jest próbą stworzenia Huxleyowskiego nowego, wspaniałego świata, w którym będzie miejsce na "różowe godziny", ale nie starczy go już na wolność i demokrację. Co więcej, O'Sullivan sugeruje, iż europejska ponadpaństwowość "ma tendencje do wytwarzania rywalizacji na polach, gdzie nikt by się jej nie spodziewał" i w ten sposób doprowadza do rywalizacji z USA, innymi słowy do antyamerykanizmu. Zamiast propagować ideę transatlantyckiego sojuszu, działa w kierunku dokładnie przeciwnym. "Kontynentalne" myślenie prowadzi również do akceptacji innych fałszywych poglądów, jak ten, że konflikt między Zachodem a islamem jest forpocztą nadchodzącego, nieuniknionego starcia cywilizacji. Ponadpaństwowość podżega do tego ze względu na swoją wewnętrzną naturę. Ale przecież istnienie potężnych Stanów Zjednoczonych  nie może być traktowane przez rozumnego człowieka jako argument za zjednoczeniem Europy. 5. Szersze podłoże filozoficzne europeizmu Generalny "Weltanschaung", czyli całkowity pogląd na świat europeizmu, w przeciwieństwie do rozsądnej idei spontanicznego porządku, stoi na pozycji radykalnego konstruktywizmu. Legendarne już twierdzenie Misesa i von Hayeka, że świat jest (i powinien być) wynikiem "ludzkiego działania", a nie "ludzkiego planowania", jest jego dokładnym przeciwieństwem. Europeiści nie wierzą w spontaniczną, nieregulowaną i niekontrolowaną przez nikogo ludzką twórczość. Wierzą wybrańcom (ale nie wybranym w wyborach), sobie i swoim protegowanym. Wierzą w hierarchiczną wizję społeczeństwa, w którym jedni powinni służyć drugim. Pragną rządzić, planować, regulować, ponieważ uważają, że wiedzą lepiej od innych, co jest dla nich dobre. Nawet jeśli wydawało się nam, że po upadku komunizmu takie myślenie należy do przeszłości, myliliśmy się. Europeizm jest nową utopią, do tego - moim zdaniem - niebezpiecznie naiwną. 6. Kim są "budowniczowie" i zwolennicy europeizmu? Europeizm jest produktem elit, którym nie chce się pracować od 8 do 16 i posiadać normalnej pracy. Jest produktem ludzi, którzy chcą przewodzić, rozkazywać i pouczać innych. Elity te obejmują polityków, związanych z nimi biurokratów oraz medialnych intelektualistów, powiązanych z politykami. To potężna grupa wywodząca się ze sfery publicznej, efektywnie maksymalizująca korzyści wynikające z jej pozycji, która: - chce mieć pewność, że jej uprzywilejowana pozycja i związane z nią zyski będą wieczne; - chce wyłączenia jej spod oceny elektoratu, opinii publicznej oraz spod działania standardowych mechanizmów demokratycznych; - chce wyłączenia spod odpowiedzialności za podejmowane decyzje (poprzez kompleksowość i niejasność wspólnotowego prawa, oraz swoje oddalenie od zwykłych obywateli) i ich koszta (w szerokim znaczeniu tego słowa), które ponoszą zwykli obywatele. Ze względu na ponadnarodowy charakter struktur, w których zajmują stanowiska, europeiści są politykami całkowicie odciętymi od elektoratu, przed którym ewentualnie tłumaczą swoje działania jako wynikające ze wspólnotowych obowiązków lub mające zapewnić konsensus z innymi brukselskimi kolegami po fachu. Obserwując unijne szczyty, zawsze jestem zdumiony zadziwiającą bo niemal rodzinną zażyłością ich uczestników, spowodowaną faktem, że znają się oni od wielu lat (dziesięć nowych państw w UE stanowi pod tym względem pewną zmianę, ale ich reprezentanci bardzo szybko wpasowują się w tę rodzinną konwencję), do tego mają podobne cele i potrzebują siebie nawzajem. "Nieznośna lekkość bytu" w pięciogwiazdkowych hotelach, specjalnych samolotach i wspaniałych zamkach, (nie korzystają z tego zresztą wyłącznie prezydenci i premierzy, lecz również ich liczne świty) stwarza im ich własny świat - krańcowo odmienny od świata tych, w których imieniu tak bardzo lubią się wypowiadać. Do europeistów należą również czołowi biurokraci (a dzięki samej biurokracji również ci, którzy nie stoją na czele niczego), posiadający ogromną władzę nad politykami. To oni przygotowują większość dokumentów oraz wpływowych raportów, które politycy jedynie czytają na pokładzie samolotu w drodze z jednego spotkania na kolejne. Dokumentów tych jest tyle, że politycy muszą polegać, czy tego chcą czy nie, na pracy wspomnianych urzędników. Przeważająca większość propozycji i decyzji jest z góry określana na spotkaniach dyrektorów departamentów, ekspertów, doradców i ambasadorów bez jakiegokolwiek udziału kogokolwiek mającego mandat społeczny. Co więcej, zjawisko to potęguje gigantyczna liczba unijnych programów, która wyklucza możliwość zajęcia się detalami (które są głównymi źródłami problemów). Ostatnią grupę europeistów stanowi ta część intelektualistów, którym świat zjednoczonej Europy jawi się jako niemal idealny. Otrzymują w nim przecież tak wielką władzę, jakiej nie byliby w stanie zdobyć we własnych państwach*. Trzy wymienione przeze mnie typy ludzi tworzą bardzo silną grupę interesu, dla której nie ma żadnej adekwatnej przeciwwagi w całej rozległej i światopoglądowo zróżnicowanej Europie. Istnieje jednakże milcząca większość, która nie zgadza się z unijną wizją przyszłości Europy, jednakże w przeciwieństwie do europeistów są to ludzie posiadający normalne zajęcia, które zaprzątają im większość czasu i uniemożliwiają zorganizowanie się. Ta większość znajduje się obecnie w defensywie. Co więcej, europeiści odnieśli propagandowy sukces, jak wiele razy w przeszłości, przedstawiając się jako zwolennicy postępu, a swoim przeciwnikom przylepiając łatkę obskurantów i wsteczników. Konsekwencją jest znany wszystkim schemat: z jednej strony głośna, wiedząca czego chce mniejszość, a z drugiej rozproszona większość, trawiona przez konflikty interesów i nie do końca wiedząca, co się wokół niej dzieje. W dodatku wspomniana większość jest przekonana, że integracja europejska jest mało znaczącym dodatkiem do zwykłego biegu rzeczy. Niestety, nie. Jest to bowiem rewolucyjna zmiana normalnego "biegu rzeczy". Wnioski Mówiąc, że mamy do czynienia z rewolucyjną zmianą normalnego biegu rzeczy, mówiłem serio. Rozumiem oczywiście, że istnieją dwie wersje europeizmu: łagodna i radykalna, i że nie wszyscy jego zwolennicy podpisują się pod tą drugą. Jednakże nie zdają sobie sprawy, że nawet w ten sposób przygotowują pod nią grunt. Wiem również, że europeizm nie jest obiecaną "trzecią drogą" (zob. moje przemówienie na konferencji Mont Pelerin Society, "The Third Way and Its Fatal Conceits", opublikowane w książce On the Road to Democracy, National Center for Policy Analysis, Dallas 2005), ponieważ drogi są tak naprawdę tylko dwie, a europeizm jest drugą z nich. Wiem także, jak potężne potrafi być współdziałanie opinii i zbieżnych interesów dążących w podobnym kierunku, pomimo dzielących je różnic szczegółowych. * Zob. mój wykład pt. "Intelektualiści a socjalizm", http://www.klaus.cz. Vaclav Klaus 0827kla1.jpg Vaclav  Klaus (ur. 1941), od 2003 r. prezydent Czech. Polityk, ekonomista, w latach 1989-1999 pierwszy minister finansów w Czechosłowacji po upadku komunizmu, od 1990 r. także wicepremier i przewodniczący Forum Obywatelskiego. W latach 1992-1998 premier Republiki Czeskiej, od 1998 przewodniczący Izby Poselskiej. Powyższy tekst stanowi fragment książki pt. "Czym jest europeizm?", jaka właśnie ukazała się w polskim tłumaczeniu. Książkę można nabyć w promocyjnej cenie w wydawnictwie Prohibita. Zamówienia można składać telefonicznie: 022 425 66 68 lub 0-691 078 163, mailem: sklep@multibook.pl lub przez internetową księgarnię pod adresem www.multibook.pl unia@naszapolska.pl

Zobacz też

Podobne artykuły


17
komentarze: 77 | wyświetlenia: 2201
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1221
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1069
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1125
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 549
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 799
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 645
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 682
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 491
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 985
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 624
 
Autor
Dodał do zasobów: Grzegorz Rossa.
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska