Login lub e-mail Hasło   

Zwierzęta i ludzie

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.arkiva.pl/artykul.php?id=133
Rozmyślania nad wybranymi aspektami ewolucji człowieka
Wyświetlenia: 18.060 Zamieszczono 24/07/2008

Przyjęło się uważać, że człowiek góruje nad zwierzętami tylko intelektualnie, natomiast ustępuje im pola we wszystkich konkurencjach cielesnych. Człowiek nie może przestawić metabolizmu na beztlenowy, słabo regeneruje uszkodzone części ciała, a większości — wcale, w ogóle nie lata, nie oddycha wodą, nie ryje korytarzy pod ziemią, wolno biega, jeszcze wolniej pływa, nisko skacze, nurkuje płytko i na krótko, wspina się niezdarnie, upadek nawet z niskiej wysokości grozi poważnym uszkodzeniem, etc., etc. W każdej konkurencji można znaleźć gatunek o wiele bardziej sprawny od człowieka. Niektórzy pocieszają się, że człowiek swoje niedostatki w poszczególnych konkurencjach nadrabia uniwersalnością, jest słabeuszem nie tylko w niektórych dziedzinach, ale we wszystkich. Byłżeby li człowiek pierwszym intelektem Ziemi w lichym naczyniu? Są ludzie uważający się za inteligentów, którzy intelektowi przeciwstawiają cielesność, według nich cielesna ułomność miałaby być zapłatą za intelekt. Wysuwają nawet zależność, im większy umysł, tym ciało musi być mniej sprawne. Czy mają rację? Niniejsze opracowanie pokaże zależność sprawności umysłowej od cielesnej.

Jest sprawność cielesna, w której człowiek jest lepszy od zwierząt — długotrwałe dreptanie. Zwierzęta mogą się przemieszczać na bardzo długie dystanse. Mogą iść bez przerwy nawet miesiącami. Wtedy idą stępa, krok za krokiem. Zwierzęta potrafią bardzo szybko biec, ale na krótkie dystansie i w krótkim czasie. Szybki bieg prawie natychmiast wywołuje duże zmęczenie organizmu, wyczerpanie, które bezwzględnie zmusza do zatrzymania się i odpoczynku. Złą stronę pokazuje stałocieplność. Zdobycz ewolucyjna, która pozwoliła zwierzętom stałocieplnym na opanowanie rejonów o klimacie chłodnym i w dużym stopniu uniezależnić swoją aktywność od pór roku, w szybkim biegu doprowadza do przegrzania organizmu, zatrzymania i oddania nadmiaru ciepła do otocznia.

Dreptanie jest pośrednim sposobem poruszania się między chodem i biegiem. Człowiek uczynił dreptanie swoją specjalnością i doprowadził do mistrzostwa. Dreptanie wśród zwierząt zdarza się rzadko, a jeżeli już jakiś gatunek dreptać potrafi, to jego osobnicy czynią to sporadycznie.

Człowiekowi pierwotnemu dreptanie pozwoliło wykształcić nową technikę łowiecką. Do dzisiaj są w Afryce plemiona murzyńskie, które polują tą techniką. W sporcie w biegach długodystansowych zwyciężają Afrykanie. Harcerze przemieszczają się tzw. marszobiegiem — na przemian dziesięć kroków biegu i dziesięć kroków chodu. Podczas dziesięciu kroków chodu można odpocząć po dziesięciu krokach biegu. Dreptanie znacznie przyspieszyło ewolucję człowieka, zwłaszcza rozwój centralnego ośrodka nerwowego, zwiększyło masę i wielkość mózgu.

Mózg jest bardzo wymagającym organem. Przede wszystkim mózg ma największe potrzeby energetyczne ze wszystkich organów organizmu. Mózg człowieka zużywa 20% energii wykorzystywanej przez cały organizm, stanowiąc 2% jego masy. Energię pobieraną z organizmu mózg ostatecznie zamienia na energię cieplną. Jednocześnie mózg jest bardzo wrażliwy na wyższą temperaturę, przegrzanie może zniszczyć tkankę centralnego układu nerwowego. Nakłada to na organizm trudne wymagania dostarczania do mózgu i odprowadzania znacznych ilości energii. Ten dodatkowy wysiłek organizmu okazał się barierą nie do przebicia dla prawie wszystkich gatunków. Ustalił się w miarę stały stosunek masy mózgu do całkowitej masy osobnika obrazujący wydolność energetyczną metabolizmu. Nawet, jeżeli mózg mógłby ewolucyjnie zwiększyć się z innych powodów, to bariera energetyczna ten wzrost skutecznie uniemożliwiła. Bariera energetyczna ewolucyjnego wzrostu mózgu okazał się nie do przebicia dla prawie wszystkich gatunków. Prawie wszystkich, bo przodkowie człowieka znaleźli w tej barierze szczelinę, przez którą prześlizgnęli się na stronę ewolucyjnego rozwoju mózgu. Tą szczeliną było polowanie techniką długotrwałego dreptania.

Zwierzęta nie mogą uciekać za każdym razem, gdy tylko zobaczą drapieżnika. Tak nie dałoby się żyć. Zwierzęta muszą tolerować obecność drapieżników w pobliżu. Drapieżnik nie może zacząć biegu w kierunku ofiary z dowolnej odległości. Nigdy by nie dobiegł. Drapieżniki są szybsze od ofiar, ale kosztem kondycji. Drapieżnik może ofiarę dogonić, jeżeli czas biegu nie jest zbyt długi. Jeżeli drapieżnik znajduje się odpowiednio daleko od roślinożercy, ten jest bezpieczny i nie zmienia swojego zachowania. Dlatego przed rozpoczęciem polowania drapieżnik stara się niepostrzeżenie podkraść, czym bliżej ofiary. Roślinożercy nocą zbijają się ściśle w stada, w których są bezpieczniejsze, a w ciągu dnia wystawiają strażników, wypatrujących podkradające się drapieżniki. Jest to tak ważne, że rozwinęła się współpraca międzygatunkowa (antylopy i pawiany).

Można zadać sobie pytanie, jak ludzie pierwotni polowali techniką długotrwałego dreptania, pojedynczo, czy zbiorowo? Pozornie może wydawać się, że człowiek pierwotny mógł polować pojedynczo. Jeżeli chodzi o zmęczenie zwierzęcia, żeby dało się podejść i zabić, to nie powinno mieć znaczenia, czy goniący jest jeden, czy więcej niż jeden. Poza tym, im mniej myśliwych przypada na jedno upolowane zwierzę, tym więcej jest do podziału. Przeczą temu inne argumenty. Przede wszystkim myśliwy poluje nie tylko dla siebie, zdobycz trzeba przynieść do obozu dla kobiet i dzieci.

Przy polowaniu w pojedynkę to zwierzę wybiera kierunek ucieczki. Można spróbować oszacować odległość, od obozu do miejsca upolowania zwierzęcia, czyli długość drogi, którą trzeba nieść zdobycz. Załóżmy, że zwierzę ucieka po torze jak ruchy Browna[1]. Ucieczka odbywa się etapami. Zwierzę przypadkowo wybiera kierunek ucieczki od myśliwego, przebiega odcinek o stałej długości, zatrzymuje się, a kiedy myśliwy znowu zbliży się, wybiera następny, przypadkowy kierunek. To jest założenie optymistyczne, nie wszystkie kierunki są tak samo prawdopodobne, zwierzę z pewnością nie będzie biegło w kierunku myśliwego. Ale możemy przynajmniej oszacować dolną granicę odległości. Przy ruchach Browna odległość jest wprost proporcjonalna do pierwiastka kwadratowego czasu ruchu ( ). Odległość miejsca upolowania zwierzęcia od miejsca rozpoczęcia polowania jest nie mniejsza niż 71% odległości, którą zwierzę przebyłoby uciekając w linii prostej.

Samotny myśliwy wracający do obozu z upolowaną zdobyczą poza tym, że się męczy, narażony jest na ataki drapieżników. O wiele korzystniej jest skrócić dystans od obozu do miejsca upolowania zwierzęcia. Można to zrobić wpływając na kierunek ucieczki zwierzęcia, np. goniąc je po okręgu o stałym, minimalnym promieniu wokół obozu, ale tego nie da się zrobić ani pojedynczo, ani w małej liczbie, do tego potrzebna jest wyćwiczona, odpowiednio liczna grupa.

Polowanie zaczyna się od odłączenia wybranej sztuki od stada. Dla pojedynczego myśliwego jest to bardzo trudne. Nawet jeżeli to mu się uda, jeszcze trudniej jest zapobiec powrotowi do stada. Po ponownym odłączeniu sztuki, myśliwy nie wie, czy od stada odłączył tę samą sztukę, już częściowo zmęczoną, czy nową, wypoczętą. Grupie myśliwych znacznie łatwiej jest odłączyć sztukę od stada i nie dopuścić do jej powrotu.

Bardzo istotnym zagadnieniem jest wybór wielkości zwierzęcia przeznaczonego do upolowania. Pozornie może wydawać się, że jednemu dużemu zwierzęciu odpowiada dwoje zwierząt o połowę mniejszych. Takiego przelicznika nie ma. Po pierwsze, za dwojgiem małych zwierząt trzeba się nabiegać dwa razy bardziej niż za jednym dużym. Przy dużym zwierzęciu jest większy przychód na jednostkę zainwestowanego zmęczenia. Po drugie, przyroda nie jest symetryczna względem operacji zmiany skali. Masa zwierzęcia zwiększa się z trzecią potęgą zwiększenia rozmiarów liniowych. Dla ścisłości należy wspomnieć, że masa mięsa zwiększa się wolniej niż trzecia potęga, bo masa kości rośnie szybciej, ale nie wpływa to na regułę, że im większe zwierzę, tym większa opłacalność polowania. Nie ma marnotrawstwa, wszystko, co myśliwi do obozu przyniosą, horda pierwotna zeżre.

Upolowane zwierzę trzeba obronić przed drapieżnikami. Siebie też. Do drapieżników trzeba też zaliczyć przedstawicieli hord obcych. W czasach prehistorycznych kanibalizm był na porządku dziennym. Pojęcie o obronie łupu i myśliwych przed drapieżnikami może dać współczesne zachowanie szympansów. Grupa szympansów jest w stanie obronić się przed każdym drapieżnikiem. Kiedy szympansy dostrzegają zagrożenie ze strony dużego drapieżnika lub jadowitego węża, formują szereg, stają jeden obok drugiego w szyku zwartym i odstraszają. Stają na zadnich łapach, łapy przednie podnoszą wysoko do góry, podskakują, wydają głośne dźwięki. Chwytają i rzucają różne przedmioty, patyki, bryły gleby, kamienie,… Rzucają również w kierunku zagrożenia. Wprawdzie są bardzo mało celne, ale rzucają tak często, że na raz w powietrzu może być widocznych kilka przedmiotów. Drapieżnik ma więcej do stracenia niż roślinożerca. Żeby przeżyć, roślinożerca nie musi być całkiem sprawny. Pożywienie roślinożercy nie ucieka. Roślinożerca może je zdobyć nawet przy ograniczonej sprawności spowodowanej ranami zadanymi przez drapieżnika. Drapieżnik natomiast, jeżeli nie jest całkowicie sprawny, nie odnosi sukcesu na polowaniu i zdycha z głodu. Dlatego w konfrontacji, kiedy jej rozstrzygnięcie nie jest dane z góry, drapieżniki okazują się wielkimi tchórzami. Dotyczy to też i ludzi. Pojedynczy myśliwy nie będzie skłonny do podejmowania większego ryzyka, tym samym musi przepuszczać wiele okazji. Jeżeli jeden z grupy myśliwych odniesie kontuzję, czy zostanie ranny, reszta grupy będzie go żywić, aż wyzdrowieje.

Pod koniec polowania zagonione, zmęczone zwierzę może już nie mieć dość sił, by dalej uciekać przed myśliwymi i może pozwolić im zbliżyć się, ale może jeszcze mieć dość sił, aby ubóść czy kopnąć kopytem. Takie zwierzę łatwiej jest dobić grupie niż pojedynczemu myśliwemu.

Upolowane zwierzę trzeba oprawić, podzielić, zrobić pakunki i zanieść do obozu. To też jest łatwiej zrobić grupie.

Człowiek jest tak skonstruowany, że jest bardziej zmotywowany do pracy grupowej niż pojedynczo. Do skutecznego polowania metodą długotrwałego dreptania potrzebne są umiejętności, które najlepiej nabyć obserwując myśliwych bardziej doświadczonych.

W pewnym etapie rozwoju ewolucyjnego człowieka wytworzyło się dodatnie sprzężenie zwrotne. Dotychczasowe zbieranie owoców i robaków zostało zamienione na polowanie na duże zwierzęta. Dieta niskobiałkowa została zastąpiona dietą wysokobiałkową, niezbędną do rozwoju tkanki mózgowej. Zachowanie monotonne, nudne, ogłupiające zostało zamienione na zachowanie wymagające podejmowania szybkich decyzji, przewidywania, orientacji itp. Im człowiek polował skuteczniej, tym bardziej rozwijał się jego mózg. Im mózg bardziej się rozwijał, tym człowiek skuteczniej polował.

Polowanie metodą długotrwałego dreptania zaczynało się o brzasku, gdy tylko już było widno. Polowanie tą metodą wymaga światła. Myśliwi przez 12 godzin biegli bez przerwy. Pod małymi szerokościami geograficznymi różnica między długością dnia i nocy w różnych porach roku jest mała. Przed zachodem Słońca zwierzę było już na tyle zmęczone, że dawało się podejść i zabić. Już po zmierzchu myśliwi przynosili zdobycz do obozu.

Jak mogło wyglądać takie polowanie? Poniższy rysunek jest próbą rekonstrukcji.


©2008Grzegorz Rossa.


Myśliwi ustawiali się w szyku względem zwierzyny i kierunku polowania. Na rysunku są przedstawione dwa szyki 4 i 5, na ok­rę­gu 4 i pa­ra­bo­licz­ny 5. Szyk na ok­rę­gu 4 jest łat­wiejszy. Myśliwy musi kontrolować tylko dwa parametry, odległość od środka okręgu i swoją odległość do sąsiednich myśliwych.

Myśliwi w szyku 4 i 5 zbliżają się do zwierzyny częścią wklęsłą szyku 4 i 5. Długość ogniskowej szyku 4 i 5 jest równa odległości, w której zwierzę zaczyna ucieczkę. Dla szyku na okręgu 4 promień okręgu 4 jest dwukrotnie większy od długości ogniskowej. Szyk 4 i 5 obejmuje zwierzę ramionami 4 i 5. Dopóki zwierzę nie znajdzie się w ognisku 1, nie zmienia zachowania. Łatwo jest oszacować odległość do obiektów zbliżających się jawnie. Zresztą, ruch obiektów jawnych zmniejsza prawdopodobieństwo jednoczesnej obecności drapieżników ukrytych. Po znalezieniu się w ognisku 1, zwierzę odbiega w kierunku zgodnym z kierunkiem polowania 2, od wierzchołka 3. Odległość od myśliwych zwiększa się. Po chwili zwierzę zatrzymuje się, myśliwi zbliżają się i sytuacja powtarza się.

Myśliwi utrzymują zerowy bilans wyczerpania i regeneracji. W każdym przedziale czasu tyle samo mączą się i regenerują swoje siły. Bieg wyczerpuje zwierzę bardziej niż dreptanie myśliwych. Krótkie chwile postoju nie pozwalają zwierzęciu na wypoczynek i pełną regenerację sił. Zmęczenie zwierzęcia kumuluje się, aż do osiągnięcia wartości krytycznej. Wtedy myśliwi mogą upolować zwierzę.

Aby mieć kondycję do wielogodzinnego dreptania organizm człowieka musiał ewolucyjnie wytworzyć skuteczne mechanizmy ochładzania. Dla, jeżeli nie wszystkich, to większość gatunków zwierząt żyjących w środowisku, w którym człowiek pierwotny polował, czyli na afrykańskiej sawannie, priorytetem jest oszczędzanie wody. Na sawannie dostępność wody pitnej jest mała. Czasem upływa długi czas między kolejnymi okazjami do wypicia. Organizm nie może sobie pozwolić na luksus nieoszczędnego gospodarowania wodą. Np. pies i świnia nie mają gruczołów potowych. Żeby ochłodzić się, świnia tarza się w błocie, choćby tym błotem miały być jej własne odchody, a pies — rozwiera szeroko pysk i zieje. Są to metody chłodzenia o wiele mniej efektywne od pocenia się. Organizm człowieka wytworzył bardzo wydajny mechanizm chłodzenia — obfite pocenie się. Chyba człowiek poci się najobficiej ze wszystkich organizmów. Rozwój mechanizmu pocenia się mógł zostać zapoczątkowany jeszcze podczas rozwoju przedczłowieczego, nadrzewnego. Wilgotna skóra ma większy współczynnik tarcia, dłoń ma pewniejszy chwyt gałęzi. Jest to bardzo przydatne, zwłaszcza w ucieczce przed goniącym drapieżnikiem. Ten atawizm został nam do dzisiaj. Jednym z parametrów uwzględnianych przy badaniu wariografem[2] jest opór elektryczny skóry, który gwałtownie maleje podczas pocenia się. Pot jest bardzo dobrym elektrolitem. Zdolność do pocenia się mogła rozszerzyć się z wnętrza dłoni na całą powierzchnię skóry.

Nie wszystkie rasy ludzkie pocą się tak samo. Pocenie się jest efektywnym sposobem ochładzania organizmu w suchym powietrzu sawanny, w którym wilgoć odparowuje szybko. Całkiem inne warunki panują w lesie amazońskim, gdzie powietrze jest bardzo wilgotne. Parowanie i chłodzenie są słabe. Dlatego Indianie amazońscy pocą się mniej niż inne rasy ludzkie. Indianie amazońscy zamiast tatuować, malują się. Malunki na skórze mało pocącej się utrzymują się bardzo długo. Być może chłodzenie ciała przez obfite pocenie się jest częścią składową ogólniejszej właściwości, umiejętności dostosowania się do zmiennych warunków klimatycznych.

Żeby móc się pocić, trzeba mieć czym się pocić. Myśliwi polujący metodą długotrwałego dreptania musieli postarać się o regularne i obfite zaopatrzenie w wodę pitną. Horda pierwotna musiała nauczyć się kopać w poszukiwaniu wody, wytworzyć narzędzia, naczynia do przenoszenia i przechowywania wody, etc., etc.

Organizm, który potrafił się skutecznie ochłodzić podczas długotrwałego dreptania, jednocześnie mógł udźwignąć ciężar obsługi zwiększonego mózgu. Człowiek przełamał energetyczną barierę rozwoju mózgu.

Dodatkowo dreptanie wykształciło postawę pionową człowieka. Sam chód dwunożny jeszcze nie zapewnia postawy całkowicie pionowej. Zwierzęta dwu-nożne (ptaki, kangury, gady dwunożne) nie mają postawy całkowicie prostej, mają tułowia pochylone do przodu. W sprincie człowiek pochyla tułów do przodu. Poruszając się bardzo wolno można podpierać się kończynami przednimi. Nawet kangury, które kończyny przednie mają wykształcone bardzo słabo, podczas żerowania i powolnego przemieszczania się podpierają się nimi. Natomiast najefektywniejsze dreptanie jest przy postawie całkowicie wyprostowanej, ciężar tułowia opiera się przeważnie na szkielecie, nie trzeba marnować energii na jego podtrzymywanie. Przy prędkości dreptania zwiększenie strat energii z powodu zwiększenia oporu aerodynamicznego jest nieistotne, przeciwnie, wyprostowany organizm chłodzi się efektywniej. Przeciążenia są na tyle małe, że można utrzymać równowagę nawet przy całkowitym wyprostowaniu. Nie bez znaczenia jest też zwiększenie pola widzenia.

Badacze zauważyli, że duże zwierzęta łowne występują w dużej obfitości tylko na kontynencie afrykańskim. Skądinąd wiemy, że na innych kontynentach też były duże zwierzęta, ale zostały wybite. Skąd ta różnica? Badacze tłumaczą to jednoczesnym doskonaleniem technik łowieckich przez człowieka i rozwojem zachowań obronnych zwierząt w Afryce. Techniki myśliwskie człowieka rozwijały się powoli, zwierzęta miały czas, żeby się do nich dostosować. Dlatego przetrwały. Na inne kontynenty człowiek przyniósł już zaawansowane techniki łowieckie i zwierzęta nie miały szans. Terroryści zieloni straszą nas katastrofą ekologiczną, jakiej dotąd świat jeszcze nie widział. Największą katastrofę ekologiczną mamy już za sobą i jakoś żyjemy.

Okolice wierzchołka paraboli są bardzo podobne do okręgu. Stąd w optyce obok zwierciadeł parabolicznych stosuje się zwierciadła sferyczne. Oprócz wierzchołka parabola ma jeszcze dwa punkty styczne z okręgiem. Potem kształty paraboli i okręgu rozchodzą się coraz bardziej.

Paraboliczny szyk polowania 5 jest bardziej opłacalny, długość łuku paraboli jest krótsza od długości łuku okręgu. Potrzeba mniejszej liczby myśliwych. Zostaje więcej do podziału. Nadmiarowi myśliwi mogą założyć własną grupę myśliwską i polować na własną rękę. Ale szyk paraboliczny 5 jest bardziej wymagający. Oprócz kontrolowania wzajemnej odległości między myśliwymi trzeba dbać o kształt paraboli, uważać, żeby odległość myśliwego od zwierzęca była równa odległości myśliwego od kierownicy paraboli. Zwierzę widać, a kierownicy paraboli — nie. Trzeba ją sobie wyobrazić i w swojej wyobraźni nałożyć ją na ukształtowanie i pokrycie terenu zmieniające się wciąż podczas całego polowania. Żeby z jednego polowania uzyskiwać więcej, myśliwi musieli wykształcić wyobraźnię graficzną i orientację przestrzenną. Powstawały zalążki późniejszego myślenia abstrakcyjnego w tym także geometria i zdolność do dalekich podróży, dzięki którym zostały zasiedlone następne kontynenty. Jednocześnie pogłębiało się zróżnicowanie płciowe, kobiety mają mniejszą zdolność orientacji przestrzennej.

Polowanie miało swojego kierownika 3, który wydawał myśliwym polecenia głosowe. Czyli, żeby polować skutecznie, musiała się wykształcić mowa. Chyba pierwszym trybem był tryb rozkazujący. Kierownik polowania 3 w obu szykach 4 i 5 zajmował tę samą pozycję centralną, na środku łuku w szyku na okręgu 4 i na wierzchołku paraboli w szyku parabolicznym  5. Poza wszystkim innym kierownik polowania 3 odpowiadał za pędzenie zwierzyny w najbliższej odległości od obozu. Musiał umieć określać swoje położenie względem Słońca o każdej porze dnia. Zaczęły się wykształcać zalążki przyszłej nawigacji.

Dzieci myśliwych mających geny pozwalające polować bardziej skutecznie były lepiej odżywiane, rzadziej marły z głodu i te geny mogły być obecne w coraz większej liczbie osobników w następnych pokoleniach, aż przypadły w udziale nam.

Badacze zastanawiają się nad inspiracją tworzenia obrazów naskalnych w jaskiniach mieszkalnych, czy to była czysta twórczość artystyczna. Malarstwo naskalne przedstawia różne gatunki zwierzyny łownej i myśliwych podczas polowań. Może te obrazy były pomocami dydaktycznymi, a ta część jaskini, na której ścianach je namalowano, była klasą szkolną. Na odkrytych rysunkach myśliwi są uzbrojeni w broń zaawansowaną, łuki i broń drzewcową długą. Nie wiemy czy na wcześniejszych etapach rozwoju ludzie też sporządzali obrazy na ścianach jaskiń. Może kiedyś zostanie odkryta klasa jaskiniowa, w której uczono polowania metodą długotrwałego dreptania.

Można zasadnie przypuszczać, że przedmiotem polowań w czasach prehistorycznych były nie tylko zwierzęta, ale też osobnicy z hord obcych.

Skąd człowiek pierwotny nauczył się zaganiać zwierzyną łowną szykiem półksiężycowym? Mógł podpatrzeć ten sposób polowania u zwierząt: szakali, likaonów, hien. Dlaczego zatem wyewoluował człowiek, a nie te zwierzęta? To jest źle postawione pytanie, psowate, owszem, wyewoluowały, tyle że nie osobiście. Psowate ewoluowały per procura. Psowate scedowały swoją ewolucję na człowieka. Człowiek ewoluował za siebie i za psowate. Dzięki ewolucji człowieka pies zyskał najlepsze środowisko do życia, jakie mógł. Bez ewolucji człowieka nie mogłoby żyć tak dużo osobników o tak dużym zróżnicowaniu genetycznym.

Jeżeli Polska sceduje swój rozwój na Unię Europejską, to zejdzie na psy.

Warszawa, 24 lipca 2008r.

 

[1]http://en.wikipedia.org/wiki/Brownian_motion, http://tiny.pl/2cnv

[2]http://en.wikipedia.org/wiki/Polygraph, http://tiny.pl/2cnz

Zobacz też:

Podobne artykuły


16
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1193
15
komentarze: 22 | wyświetlenia: 2134
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1030
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1370
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1584
10
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1400
10
komentarze: 15 | wyświetlenia: 3019
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 1749
8
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1413
8
komentarze: 9 | wyświetlenia: 463
7
komentarze: 41 | wyświetlenia: 1006
7
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1562
 
Autor
Artykuł



  Marcinek,  25/07/2008

Ciekawy temat do rozważań. Mnie zawsze to interesowało.

  Jezioro  (www),  14/07/2012

Bardzo ciekawy temat.

Czasem udaję się w pogoń po lesie za sarnami (raz zdarzyło mi się spotkać rysia zakradającego się od drugiej strony do tych samych saren pobiegaliśmy trochę "razem" w sumie tylko dzięki niemu udawało mi się nie zgubić saren po dłuższym ich "nękaniu" ale w końcu to on upolował sarnę :) swoją drogą czasem żałuje że nie zabieram na te wycieczki aparatu ) i wiem na pewno że zwierzęta te odbiegają na n ...  wyświetl więcej

  Mat87,  26/01/2009

Widziałem już ten film, chyba na Discovery. Zdumiewa zorganizowany atak bawołów, ale najbardziej zaskakuje to, że ten malec w ogóle przeżył atak drapieżników..

mnie nie zdumiewa :) ostatnio trochę mniej (od około roku) czasu spędzam w lesie ale wcześniej spędzałem go naprawdę dużo i obserwowałem zwierzęta. I jestem tak jak badacze (sam się za takiego nie uważam) zwierząt spędzający w ich otoczeniu długi okres przekonany o tym że zwierzęta nie tylko porozumiewają się świetnie ale i myślą abstrakcyjnie:)
Natomiast mnie również zaskakuje jak to cielę ...  wyświetl więcej

  Mat87,  26/01/2009

Chyba trochę te lwy nie wiedziały jak się do tego bawoła zabrać..nie zdziwiłbym sie gdyby to sam król zwierząt polował, ale lwice?;D

Polują prawie wyłącznie samice. Samce do zbiorowego polowania włączają się bardzo rzadko, np. gdy trzeba dobić osaczonego broniącego się dużego byka bawołu. Samiec poluje częściej, kiedy zostanie przegoniony ze stada przez młodszego samca i staje się samotnikiem. Kiedy zestarzeje się jeszcze bardziej i opadnie z sił, wtedy może stać się ludojadem.

  Mat87,  26/01/2009

wiem, że polują lwice:) dlatego użyłem tutaj osobników męskich jako porównania dla nieudolnie przeprowadzonego polowania

ale co mnie dziwi to jest duszenie za pysk za krtań młody był chyba dla tego przetrwał

  Mat87,  26/01/2009

tzn udało mu się wyrwać z potrzasku, ale czy wskutek odniesionych ran nie zdechł tego już nie wiemy..;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska