Login lub e-mail Hasło   

Czy duchowość jest ucieczką od rzeczywistości?

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://rozwojosobisty.wordpress.com/2008(...)stosci/
Gdzie jest granica między egzaltacją, a duchowością? Kto przysparza więcej dobra temu światu: osoba, która prowadzi kuchnię dla bezdomnych czy mnich, który medytuje w odosobnieniu?
Wyświetlenia: 6.468 Zamieszczono 12/08/2008

Chciałbym dziś poruszyć temat dość kontrowersyjny, zwłaszcza w sekcji, która dotyczy rozwoju osobistego. Ale wierzę, że właśnie poprzez rozpatrywanie różnych perspektyw, poprzez uważne słuchanie oponentów i nie odrzucanie od razu ich opinii mamy szanse zrobić kolejny krok do przodu i stawać się pełniejsi. Dzięki temu uczymy się, poszerzamy i naszą wiedzę, i naszą świadomość.

Chciałbym dziś zapytać: czy duchowość jest ucieczką od rzeczywistości?

Podążając za dobrą radą Sokratesa zacznę najpierw od zdefiniowania tego, co w tym artykule będzie rozumiane przez:

duchowość - sfera wewnętrznego życia człowieka związana z poszukiwaniem odpowiedzi na pytania: kim jestem? Jaki jest sens życia? Czy istnieje Bóg?

rzeczywistość - tu rozumiana w sposób potoczny. Zewnętrzny w stosunku do nas "świat". Przestrzeń i czas, w których żyjemy tu na ziemi. Ludzie, z którymi jesteśmy i których spotykamy. Praca, wypoczynek, sprawy do załatwienia, kredyty, rachunki, cieknący kran, wzrost stóp procentowych, tzw. "codzienność"...

A zatem: czy duchowość nie jest próbą ucieczki od rzeczywistości w celu uniknięcia wysiłku, nierozwiązanych problemów, dyskomfortu, presji?

W coraz szybciej pędzącym świecie duchowość jest bardzo kuszącą alternatywą, która pozwala w coś wierzyć, pozwala złapać oddech, pozwala usłyszeć siebie, zatrzymać się na chwilę, nabrać dystansu i "dotknąć nieba". Bez tej możliwości wielu z nas prawdopodobnie pogubiłoby się zupełnie w problemach "codzienności".

Ale z drugiej strony duchowość może być też wygodną ucieczką, odwróceniem się od cieknącego kranu i wzrostu stóp procentowych. Wręcz całościowym zanegowaniem świata materialnego - "świata gorszego", mniej wartego. Ta codzienność jest wtedy czymś pomniejszym, czymś nie wartym uwagi. My przebywamy przecież w lepszym świecie: samoświadomości i samorozwoju, kontaktu z "wyższym ja". Inni "uśpieni" nie zrozumieją, o co nam chodzi, bo ... są "uśpieni" :-). I tak daleko za nami na drodze "prawdziwego" rozwoju. Ale tak poza tym to ich szczerze kochamy ...

Ale czy aby na pewno ten nasz wewnętrzny świat duchowości jest prawdziwy? Czy często nie jest tak, że jest przez nas stworzony właśnie dlatego, że nie radzimy sobie z codziennością, nie potrafimy stawić jej czoła?

Gdzie jest granica między egzaltacją, a duchowością?

Gdzie jest granica miedzy byciem egositą, a świadomym zmierzaniem do rozwoju siebie - dla dobra siebie i dla dobra INNYCH. Zwłaszcza, kiedy jest się za innych odpowiedzialnym - np. za dzieci.

OSHO, Ken Wilber (i wielu innych uznanych myślicieli ostatnich dziesięcioleci) zawsze podkreślało i wciąż podkreśla, że jest pewna kolejność rzeczy. Najpierw trzeba odrobić zadanie domowe z niższego poziomu, żeby móc przejść na poziom wyższy (BTW dziwna zbieżność z grami komputerowymi :-). Tylko wtedy na kolejnym poziomie następuje integracja poprzedniego i tylko wtedy rozwijamy się harmonijnie. W przeciwnym wypadku zawsze będzie czegoś brakowało i zawsze w jakimś obszarze będziemy sztuczni.
Czy zatem nie jest tak, że nie można za szybko przeskakiwać na wyższy poziom drabiny bez wcześniejszego choćby dotknięcia jej wszystkich początkowych szczebli? Choćby po to, żeby móc zrozumieć tych, którzy są na tych poziomach.

Czy nie jest tak, że najpierw trzeba mieć mocne nogi i dobry grunt pod nogami, żeby móc zacząć pracować nad skrzydłami i dobrze się wybić w gore? (tak na marginesie, to natura nie pozbawiła ptaków nóg - przypadek ?). Można oczywiście powiedzieć, że żeby wzlecieć wcale nie trzeba się wybijać. Wystarczy wyjść na wysoki szczyt, zrobić krok do przodu i dać się ponieść wiatrom. Ale najpierw trzeba WEJŚĆ na ten szczyt :-).

Czy można zatem zacząć latać w przestworzach, jeśli się najpierw nie nauczyło dobrze chodzić?

Kto przysparza więcej dobra temu światu: osoba, która prowadzi kuchnię dla bezdomnych czy mnich, który medytuje w odosobnieniu?

A może najlepiej, gdyby było to po prostu "dwa w jednym"?

 

Co o tym sądzicie?

 

Pozdrawiam Serdecznie

Ryszard Skarbek
Autor Bloga Tańcząc z Życiem

Podobne artykuły


159
komentarze: 44 | wyświetlenia: 44728
35
komentarze: 17 | wyświetlenia: 19324
26
komentarze: 7 | wyświetlenia: 10053
77
komentarze: 112 | wyświetlenia: 36521
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22408
24
komentarze: 50 | wyświetlenia: 3200
40
komentarze: 23 | wyświetlenia: 7587
24
komentarze: 10 | wyświetlenia: 5313
15
komentarze: 6 | wyświetlenia: 12255
40
komentarze: 55 | wyświetlenia: 4541
39
komentarze: 18 | wyświetlenia: 5730
22
komentarze: 2 | wyświetlenia: 15423
36
komentarze: 8 | wyświetlenia: 17095
36
komentarze: 13 | wyświetlenia: 12295
20
komentarze: 19 | wyświetlenia: 3009
 
Autor
Artykuł



Fachowo nazywa się to piramidą potrzeb: http://pl.wikipedia.org/wiki/H(...)potrzeb
Potrzeby wyższe odczuwamy dopiero gdy zaspokojone choć w minimalnym stopniu są niższe, chociaż gdy ktoś np. jako dziecko miał zaspokojone wszystkie niższe potrzeby i się rozwijał, a potem nagle braknie mu podstawy piramidy, to mogą włączyć się mech ...  wyświetl więcej

Ciekawe, że czytanie np. powieści kryminalnych albo romansów to nie jest samoegzaltowanie się ani samooszukiwanie się? Tylko akurat czytywanie opowiastek mistycznych i duchowo-ezoterycznych. A jak ktoś czyta wszystko o broni i amunicji, a nie był w wojsku ani w życiu nie strzelał to co to jest?

Kto wymyśla te wszystkie brednie jakoby duchowość była oszukiwaniem się albo egzaltacją jakąś? M

...  wyświetl więcej

Czytanie romansów to z pewnością jakaś forma ucieczki, natomiast hobby jak kryminały czy militarystyka to już pewna forma rozwoju. 10% populacji to psychopaci - ciekawe :).
Streszczając piramidę Maslowa jednym zdaniem - "brzuch ci ducha nie usłucha, co dopiero niżej brzucha". Budda urodził się księciem i istnieje pewna subtelna różnica między ascetą a zwykłym biedakiem ;).

Bardzo fajny, lekko czytający się artykuł - pełen ciepła i autentycznego zainteresowania się innym człowiekiem, jego światem wewnętrznym. Napisany zresztą z podstawowym celem, jakim jest chęć poznania opinii innych na tytułowe pytanie.

A co do meritum... Już średniowieczny dominikanin, mistrz Eckehart powiadał: "Bądźcie na tym świecie, ale bądźcie nie z tego świata!" Jesteśmy więc istotami

...  wyświetl więcej

Janusz,

dziękuję bardzo za ten obszerny komentarz. Moje intencje były dokładnie, jak je przedstawiłeś.

Dziękuję też szczególnie za komentarz dotyczący "ciepła". Po pierwsze dlatego, że rzadko w serwisach internetowych można spotkać się z taką wrażliwością, która moim zdaniem wymaga otwartego serca, nie tylko otwartego umysłu. Po drugie dlatego, że włożylem w ten kawałek tekstu serc

...  wyświetl więcej

Cześć, Rysiu!
Masz rację stwierdzając, że sama wiedza - to zupełnie nic jeszcze. Tylko połączenie trzech elementów triady - IDEI (myśli pierwotnej, pomysłu), MYŚLI (projektu), DZIAŁANIA - daje efekt. A w spotkaniu z drugim człowiekiem trzeba mieć - rzecz jasna - otwarte serce. I dlatego trzeba pracować nad sobą, NAD SOBĄ! - aby to nasze serducho otworzyć :). Pozdrawiam!

Co o tym sądzicie?
Fizyka dziś potwierdza to co w naukach duchowych jest od dawna jasne i konkretnie sprecyzowane.
Zmiana w sposobie postrzegania rzeczywistości chyba jest jednym z najtrudniejszych etapów w rozwoju człowieka.

  olciaach,  21/01/2009

Uważam, że
1. Bez refleksji i duchowości nasza codzienna rzeczywistość była by nie-do-zniesienia. Człowiek jako istota świadoma swojej śmierci i faktu, że nie jest w stanie na przestrzeni swojego życia wykorzystać wszystkich swoich możliwości ( za Frommem) potrzebuje nadawać sens temu co robi i temu czego nie robi :). I tu takie refleksje i duchowość są niezbędne.
2. To właśnie codzi ...  wyświetl więcej

  mugol  (www),  11/02/2009

Inżynieria społeczna, socjotechnika polityczna, manipulacja informacyjna, dezinformacja, medialne pranie mózgów, indokrynacja w oświacie i wojsku o religijnej nie wspomnę, wymaga by wrazliwi ludzie nie chowali głowy w piasek duchowości, lecz ofiarowali swoja intuicje pozwalajaca wykryc fałsz i manipulacje zdezorientowanym bliżnim. Ruchy typu New Age , Wingmakers rozwijają duchowość, ale też zawłaszczaja nasz czas i uwagę od tego co z naszym zyciem i planeta wyprawiaja politycy

  swistak  (www),  11/02/2009

old_spirit_back ! Mugol zażartował a Ty od razu chcesz zmienić Guru . Lepiej zostań przy Kubusiu

  Artur Król  (www),  11/02/2009

Nie bez powodu np. w Judaizmie za poważny rozwój duchowy mógł się brać dopiero rabin który odchował już dzieci, był żonaty, a i jakoś na życie przez tych kilkadziesiąt lat nauczył się zarabiać. Zgadzam się jak najbardziej, że duchowość jest często ucieczką od rzeczywistości, albo zaspokajaniem innych, niedostrzeganych potrzeb (np. poczucia wartości, towarzystwa i przynależności, albo po prostu podniety emocjonalnej). Świetnie to opisuje np. Indries Shah w "Learning how to Learn"

@Artur, podzielam twoje poglądy wyrażone w tym komentarzu. Nauczycielem duchowym u Żydów nie zostałby nikt, kto nie ma rodziny. Nie ma takiej opcji. Musi się spełnić taka osoba w życiu, aby brać się za poważny rozwój duchowy i na dodatek za uczenie innych. Duchowość to taki delikatny bardzo temat i wiele osób nie jest w stanie tą drogą na dłużej podążać.

  swistak  (www),  11/02/2009

Ciekawy temat wymagajacy refleksji, by z niczym nie przesadzać . Taże z patriotyzmem , który z szacunku dla tego co wartosciowe zamienia sie w pychę i arogancje, a potem w nienawiść do innch narodów. Według Buddy życie to równowaga i harmonia w Duszy i doczesności .

Cielesność i duchowość to elementy naszej natury. Nie da się uciec od żadnej z nich. Tak więc każdy ma jakieś tam życie duchowe, mniej lub więcej udane. :-) A miarą powodzenia jest chyba spokój wewnętrzny.

"Aby konary drzewa sięgnęły niebios
Jego korzenie muszą sięgnąć piekieł"
[Średniowieczna maksyma alchemiczna]

Nie można zajmować się duchowością bez dobrego trzymania się ziemi. Znam tragiczne przypadki ludzi, którzy to zlekceważyli. To może się nawet skończyć w psychiatryku.

Co do poziomów gry: ja zawsze porównuję życie do dobrze napisanej gry komputerowej. Im dłużej

...  wyświetl więcej

Myślę ,że trzeba przede wszystkim dokonać podziału na świat materialny i świat duchowy .Zaakceptować prowadzenie kuchni dla bezdomnych i medytującego mnicha.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska