Login lub e-mail Hasło   

Z przeglądarką wśród trebuszy, czyli ilustrowany przewodnik po rekonstrukcjach

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.bagrit.pl/artykuly/artykuly.p(...)l&str=1
Tytułem wstępu dkąd się tylko pojawiły ufortyfikowane siedziby ludzkie, istnieli też ci, którzy za wszelką cenę chcieli je zdobyć. Pomagały im w tym przyrządy mające za...
Wyświetlenia: 9.537 Zamieszczono 08/11/2006

Tytułem wstępu

dkąd się tylko pojawiły ufortyfikowane siedziby ludzkie, istnieli też ci, którzy za wszelką cenę chcieli je zdobyć. Pomagały im w tym przyrządy mające za zadanie umożliwić dostanie się do wnętrza, ale były też takie, których obrońcy używali do odpierania ataków. Ich formę udoskonalano przez wieki, w miarę rozwoju umocnień. Twierdzę można pokonać wiele sposobów. Pierwszy, najprostszy polegał na frontalnym ataku, najlepiej zanim załoga zdąży przygotować się do obrony. W przypadku sukcesu szybko i bez dużych kosztów można było osiągnąć zakładany rezultat, ale niestety (na szczęście?) nie zawsze było tak prosto. Zazwyczaj obrońcy byli przygotowani na odparcie ataku. Wtedy można było zastosować jedną z wielu powszechnie stosowanych taktyk.

 



Rys. 1.
Dwie balisty.

Rys. 2.
Onager z łyżką i onager z procą.

 

ieraz próbowano brać miasta głodem przez zablokowanie wszystkich dróg zaopatrzenia, jednakże wymagało to dużej ilości wojska, aby szczelnie otoczyć miasto. Duża ilość wojska w jednym miejscu wcześniej czy później oznacza problemy z aprowizacją, szczególnie jeśli mieszkańcy zdążyli zgromadzić plony i trzodę z okolicznych wiosek a resztę zniszczyć. W ten sposób jeśli wojska nie otrzymywały dostatecznych dostaw z własnych ziem (a nie było to łatwe przy stanie transportu w średniowieczu) musiano dokonywać zbrojnych wypadów w coraz to dalsze okolice. Podczas takich wypadów łatwo wpaść w zasadzkę, a okrojone oddziały pod miastem mogły w międzyczasie stać się ofiarą wypadu zza murów.

odczas długich nieraz miesięcy oblężenia obie strony nie próżnowały. Obrońcy słali apele o pomoc, dokonywali wypadów i umacniali fortyfikacje. Po drugiej stronie atakujący wszelkimi sposobami starali się zwyciężyć. Nieraz uciekano się do zdrady. Zdarzało się, że mieszkańcy otwierali wrogom bramy, wskazywali słabe punkty obrony czy też sabotowali infrastrukturę. Równolegle prowadzono oficjalne rozmowy tyczące poddania miasta. Wiedząc że upadek twierdzy jest tylko kwestią czasu, obrońcy woleli czasem sami się poddać i zostawić dobytek licząc na to, że wróg w swojej łaskawości pozwoli im ujść z życiem. Jeśli nie można było liczyć na przychylność mieszkańców, można było spróbować wydrążyć tunel, który miał zapewnić proste dostanie się na broniony teren. Wdzierała się tamtędy grupa atakujących, która miała za zadanie otworzyć od wewnątrz bramę lub zaskoczyć w nocy załogę i ją wyciąć w pień. Podkop można było też wykonać tylko pod fundamentem murów lub wieży, gdzie następnie podpalano duże ilości drewna. Wysoka temperatura doprowadzała do osłabienia spójności muru, który jeśli się nie zawalił się sam, to tak czy inaczej był mniej odporny na uderzenia tarana czy machin miotających. Było to jednak właściwie niewykonalne, jeśli zamek znajdował się na skalistym podłożu.

 



Rys. 3.
Bricoli.

Rys. 4.
Arkbalista.

 

dy wszystko te sposoby nie przynosiły rezultatów, przeciągające się oblężenie trzeba było przerwać albo zakończyć szturmem. Do podjęcia takiej decyzji nieraz dochodziło wtedy, gdy istniało zagrożenie odsieczą.

mocnienia można pokonać górą poprzez przystawienie drabin, po których atakujący wspinają się na mury. Ma to jednak wiele wad - podczas wspinania się atakujący są narażeni na pociski i kamienie spuszczane przez załogę, nie mówić już o tym, że drabiny takie można było łatwo odepchnąć od muru.

osztowniejsza i wymagająca materiałów i wykwalifikowanych rzemieślników była budowa wieży oblężniczej, zwanej też beluardą. Musiała być przynajmniej nieznacznie wyższa od murów, tak aby z najwyższego poziomu można było razić obrońców i obserwować ich poczynania. Najczęściej najtrudniejszym etapem było samo podtoczenie pod mury, ponieważ wymagało to zasypania fosy i wyrównania terenu. Podczas samego szturmu, o ile obrońcom nie udało się jej podpalić, atakujący mogli bezpiecznie wspiąć się na górę i pomostem przedostać się na chodnik na koronie muru. Miasta jednak nie były bezsilne. Często w swoich arsenałach miały machiny miotające, które były niezwykle przydatne w radzeniu sobie w takich kryzysowych sytuacjach. Zdarzało się że jeden, dwa celnie wystrzelone pociski mogły zaprzepaścić wielotygodniowe wysiłki dziesiątków ludzi i zdruzgotać wieżę.

achiny miotające częściej chyba jednak służyły do ataku niż obrony. Z przywiezionych elementów składano je w całość lub budowano na miejscu. W kierunku fortyfikacji i budynków wewnątrz nich wystrzeliwano nie tylko kamienne kule kruszące mury, ale też wypełnione małymi kamieniami gliniane kule, które rozpryskiwały się przy uderzeniu, podpalone beczki smoły lub oliwy, pszczele ule, kosze z jadowitymi wężami i skorpionami, padlinę, czy też wreszcie głowy szpiegów, złapanych wrogów i posłów, którzy zaoferowali nie dość dobre warunki poddania się...

 



Rys. 5.
Trebusz.

Rys. 6.
Biffa.

 

Typologia

achiny miotające to bardzo rozległe zagadnienie, które nadal skrywa wiele tajemnic, ale postaram się przybliżyć chociaż ogólny jego zarys. Artyleria przedogniowa, służąca zarówno do niszczenia obwarowań z dystansu jak i do rażenia wroga, ze względu na konstrukcję dzieli się na machiny na dwie główne rodziny: neurobalistyczne i barobalistyczne.

e pierwsze gromadzą energię potrzebną do wystrzelenia pocisku w naprężonym lub odkształconym materiale (neuro - struna), na przykład w skręconych i naciągniętych linach (balista, onager) czy odgiętej belce drewnianej lub metalowej, jak ma to miejsce w bricoli czy arkbaliście.

yć może używano też machiny, w której energia była zgromadzona w zbiorniku ze sprężonym powietrzem, zwana aerotonem, choć zasady jego działania nie są do końca znane. Ogólnie rzecz biorąc, lata świetność tych machin przypada na okres starożytnej Grecji i Cesarstwa Rzymskiego (oraz kontynuującego jego tradycje Bizancjum), kiedy to takie machiny często były używane na polu walki do rażenia wojsk i przy zdobywaniu fortec. Ich wyrafinowana konstrukcja była jednak często zbyt skomplikowana i mało wydajna dla średniowiecznych następców. W IX wieku na europejską arenę wkraczają machiny barobalistyczne.

achiny barobalistyczne (baro - ciężar) gromadzą energię w podniesionym na pewną wysokość ciężarze. Był on montowany do krótszego ramienia dwuramiennej dźwigni, a do dłuższego mocowano łyżkę na pocisk lub też procę, która znacznie zwiększała efektywność. Po zwolnieniu mechanizmu przeciwwaga opadała, ramię z pociskiem podnosiło się z dużą prędkością i w odpowiednim momencie dochodziło do wyrzucenia pocisku. W tej kategorii ze względu na przeciwwagę wyróżnia się trzy podstawowe typy(1).

 



Rys. 7.
Perrière.

Rys. 8.
Tripantium.

Rys. 9.
Rozbudowane perrière.

 

trebuszu była ona zamocowana na stałe do ramienia, albo w postaci zakładanych na nie ołowianych pierścieni albo przywiązywanych worków z gliną lub kamieniami. Takie umocowanie powodowało niską efektywność (mniejszy zasięg przy takim samym pocisku), którą rekompensowała za to bardzo dobra celność.

biffie przeciwwaga była w postaci skrzyni, również wypełnionej kamieniami lub ziemią. Mocowano ją na ruchomym trzpieniu, dzięki czemu można uzyskać większą efektywność kosztem zmniejszonej nieznacznie celności.

rzeci rodzaj stanowią machiny, zwane perrière(2), w których zamiast przeciwwagi stosowano siłę ludzkich rąk. Do ramienia przeciwwagi mocowane były liny, za które w odpowiednim momencie jednym, mocnym szarpnięciem ciągnęli ludzie, podobnie jak dzwonnicy rozhuśtujący dzwon. Wadami takiej konstrukcji była mała celność, bowiem za każdym razem ludzie trochę inaczej ciągną i to, że efektywna długość ciągnięcia liny jest ograniczona, co determinowało wielość konstrukcji. Zaletami za to były szybszy proces naciągania ramienia do ponownego strzału oraz mniejsza waga machiny, co miało znaczenie w transporcie.

ripantium miało przeciwwagę złożoną z części stałej i ruchomej, stanowiło więc połączenie trebusza i biffy. W efekcie powstała konstukcja pośrednia, łącząca najlepsze cechy obu - o celności lepszej niż biffa i większym zasięgu niż trebusz.

iąty często spotykany typ to perrière, które oprócz lin do ciągnięcia miało też stałą przeciwwagę, która zwiększała możliwości machiny.

grubsza można przyjąć, że rozkwit machin barobalistycznych przypada na średniowiecze. Pomimo że pochłaniały duże ilości surowca, były one prostsze w konstrukcji od machin neurobalistycznych, a jak wiadomo duża część wiedzy świata antycznego została niestety na długie wieki zapomniana...

d około stu lat artyleria przedogniowa wzbudza coraz większe zainteresowanie wśród historyków i innych zapaleńców, prawdziwy boom nastał w latach 90. ubiegłego wieku po publikacjach w popularnych czasopismach na ten temat(3). Na podstawie zachowanych materiałów starają się oni jak najwierniej odtworzyć machiny, albo... po prostu się dobrze bawić

 



 

  1. Muszę tu nadmienić, że ze względu na bardzo płynną terminologię trudno jest dokładnie nazwać poszczególne typy. Źródła pisane rzadko precyzują co się kryje pod użytą nazwą, a miniatury nieraz wprowadzają w jeszcze większe zakłopotanie. Dlatego też w tym i innych artykułach przyjmuję bardziej liberalną nomenklaturę, nazywając wszystko trebuszami, z ewentualnym wyróżnieniem perrière. Pomimo to wprowadzam tu szczegółowe nazewnictwo proponowane przez Roberta Jurgę, aby oswoić czytelnika z jego różnorodnością. Dodam tylko, że obecnie każdy używa przyjętej przez siebie terminologii i zazwyczaj podanie typu machiny nic nie wnosi - dopiero zdjęcie jest w stanie wyjaśnić o czym mówi dana osoba.
  2. Nie znalazłem dobrego polskiego odpowiednika. W publikacjach anglojęzycznych nazywany jest też ten typ machin "traction trebuchet".
  3. Na przykład Scientific American, lipiec 1995 (tłumaczenie w Świecie Nauki, wrzesień 1995) i American Woodworker, grudzień 1997.

 

odczas poszukiwań materiałów przydatnych przy budowie trebusza natrafiałem w Internecie na bardzo interesujące strony, zarówno opisujące "poważne" projekty pełnowymiarowych replik wykonanych przy użyciu środków dostępnych w średniowieczu, jak i mniejsze modele, które budowane są przez osoby prywatne w ogródkach i garażach. Na prośbę Redakcji tego serwisu postanowiłem usystematyzować swoją wiedzę i podzielić się nią z szerokim gronem czytelników. Choć większość zamieszczonych tu informacji wyszukałem w sieci, to ostatnia część, poświęcona Polsce, w dużej mierze składa się z materiałów wcześniej nigdzie nie publikowanych oraz rozmów z konstruktorami. Z góry uprzedzam, że cały ten przegląd jest wybiórczy i subiektywny.

USA

rajem, w którym zainteresowanie machinami miotającymi przekształciło się w swoisty sport, są bez wątpienia Stany Zjednoczone. Odbywają się tam coroczne zawody w których konstruktorzy wystawiają swoje machiny w kategoriach ze względu na konstrukcję i wagę, uczniom w szkołach natomiast proponuje się budowanie małych modeli w ramach lekcji fizyki. Niestety popularność ta została okupiona odsunięciem poprawności historycznej na dalszy plan. Namnożyło się tam wiele modeli takiej wielkości, aby móc strzelać piłkami do golfa lub tenisa. Mieszczą się one bez problemu na tył pick-upa podczas weekendowego wypadu za miasto. Mam uczucie, że stan rzeczy ma się podobnie jak w przypadku SCA. Dużo tam grup, które członkowie Ruchu Rycerskiego w Polsce bez zająknięcia nazwaliby mrocznymi czy badziewnymi, choć jest wiele i takich, które stoją na bardzo wysokim poziomie. Postanowiłem zamieścić tu parę co ciekawszych konstrukcji i choćby skrótowo je opisać. Sądzę, że z podpisów łatwo wywnioskować moje nastawienie do nich. W większości korzystałem z The International Registry of Hurlers (and Chunkers)(4) oraz World Championship Punkin Chunkin(5).

 

Autor: Eric Ludlam, Hudson, Massachusets, USA

Bez wątpienia konstrukcja z grubsza oparta na którejś z rycin z perrière, choć w szczegółach już nie jest tak pięknie.

Chapter.EnginesOfWar.shtml



Rys. 10.
Juggernaught.

Rys. 11.
Przyzwoity trebusz.

Autor: Kurt Suleski i inni, Anoka, Minesota, USA

Poza osią z rurki stalowej i nieco sterylnego wyglądu wszystko wygląda bardzo porządnie. Oparty na rekonstrukcji stojącej w zamku Caerphilly(6) w Walii.

Trebuchet.htm

Autor: Derick Hess i Lee Baker, Crane, Texas, USA

Co tu dużo mówić - jest to chyba mój ulubiony trebusz ze Stanów. Nie ma to jak skrzyżowanie trzepaka z masztem radiowym...

www.cranenerds.com



Rys. 12.
Rekonstrukcja
to to nie jest...

Rys. 13.
Dewiza: wyspawać coś z dwuteowników
i zatknąć na tym flagę

Autor: grupa Night Shift, Washington, USA

Może i ogólne założenia co do konstrukcji zostały zachowane, ale te dwuteowniki...

NightShiftTrebuchet

 

oniżej dwa zdjęcia z zawodów World Championship Punkin Chunkin w roku 2003. Widać, że osiągi mają tam znaczenie priorytetowe - konstrukcje tak samo różnią się od oryginałów jak współczesne łuki sportowe od tych sprzed 600 lat...

 



Rys. 14.

Rys. 15.

 

USA są też ojczyzną FAT, czyli Floating Arm Trebuchet(7). Ten typ konstrukcji o większej efektywności narodził się mniej więcej dwie dekady temu i ma niewiele wspólnego z trebuszami poza tym, że też miota pociski. Rodzi się tam też wiele innych dziwnych konstrukcji, których przykładem może być "coś" zbudowane przez naszego rodaka, Filipa Radlińskiego(8).



Rys. 16.
Koło od roweru +
kij = trebusz?

Rys. 17.
Dzieci, nie próbujcie tego w domu!

Nie można też zapomnieć o takich osobach jak Ron Toms, który ze zbudowanej przez siebie machiny wystrzeliwał się do jeziora(9).

 

o zapoznaniu się z charakterystyką USA przyjrzyjmy się innym krajom z kręgu kultury anglosaskiej.

Kanada

ieszkańcy tego kraju w swoim zainteresowaniu czerpią wzorce od sąsiadów z południa, podobnie też podchodzą do poprawności historycznej.

Autor: John Purchard, Montreal, Kanada

Wyraźnie widać, że jest to hobby typowego człowieka na emeryturze, który chce sobie po prostu trochę podłubać w garażu, a robienia huśtawek dla wnuków jest zbyt mało emocjonujące.



Rys. 18.
Reprezentant Kanady ze swoimi zabawkami.

Rys. 19.
Hantle w roli przeciwwagi.

Autor: John Rose, Sackville, Kanada

Tak samo jak w USA panuje moda na "Pomysłowego Dobromira" - po co budować skrzynię przeciwwagi, jeśli można zamontować hantle?

index.htm

 

Australia i Nowa Zelandia

 

u sprawa wygląda podobnie jak w Stanach. Budowanie trebuszy stało się tam bardzo modnym hobby. Jest trochę konstrukcji z kosmosu, ale jest też jedno, wspaniałe źródło informacji. Jest nią strona Grey Company, a dokładniej jej część poświęcona trebuszom(10). To jedno z niewielu miejsc, gdzie jest dokładnie opisana większość szczegółów konstrukcyjnych, zarówno od strony źródeł historycznych, jak i współczesnych rozwiązań. Zbudowali też wiele machin, które weryfikują i obrazują ich przemyślenia. Szczerze polecam wszystkim tym, którzy poważnie myślą o skonstruowaniu czegoś!



Rys. 20.
Jedna z wielu machin zbudowana przez Grey Company.

 

Reszta świata (poza Europą)

lość machin na terenach Azji i Afryki zamieszkiwanych przez ponad 4 miliardy ludzi można policzyć na palcach jednej ręki. Tak przynajmniej wygląda sprawa pod względem publikacji w Internecie(11). Spowodowane jest to zapewne tym, że nasz krąg kulturowy jest im zazwyczaj zupełnie obcy i mało kogo to interesuje. Szczątkowe zainteresowanie jest też w Ameryce Południowej. Najgorzej jednak wygląda sprawa Antarktydy - biały ląd, biała plama. Żadnych informacji o machinach z tego kontynentu.

 



 

  1. Oficjalna strona: www.trebuchet.com/registry/display.php Autor jest tam zarejestrowany pod numerem 243.
  2. Oficjalna strona: punkinchunkin.com
  3. Więcej na www.castlewales.com/siege.html
  4. Więcej informacji na przykład na www.trebuchet.com/story.php/fat.html
  5. www.geocities.com/SiliconValley/Park/6461/trebuch.html
  6. www.trebuchet.com/articles/ron/trebuchet.html
  7. members.iinet.net.au/~rmine/gctrebs.html
  8. Japonia, Singapur.

 

 

Europa

Francja

en wspaniały kraj o bogatej historii ma to szczęście, że działa tam taka organizacja jak Armédiéval(12), na czele której stoi Renaud Beffeyte. Po części dzięki niemu przy wielu zamkowych muzeach pojawiły się wysokiej klasy repliki machin miotających. Mało że się pojawiły, odbywają się regularne pokazy ich działania! Jest tez parę ośrodków pokazujących codzienne (i niecodzienne) życie w średniowieczu, w których prezentuje się między innymi potęgę trebuszy. Ilość francuskich machin na wysokim poziome idzie w dziesiątki, więc zamieszczam tu tylko przykładowe obiekty. Komentarzy właściwie nie trzeba...

 



Rys. 21.
Trebusz zrekonstruowany na postawie rysunku Violett-le-Duc'a na zamku w Baux-de-Provence.

Rys. 22.
Dwie z machin w La Cité des Machines du Moyen Age w Larressingle(13).



Rys. 23.
Jedna z machin w zamku Saint-Brisson(14). Obsługa wygląda dużo gorzej...

 

Wielka Brytania

a Wyspach Brytyjskich też nie brak ciekawych machin. Bez wątpienia zacząć wypada od chyba największego istniejącego obecnie trebusza. Znajduje się on w Shropshire, 60 km na północny zachód od Birmingham. Hew Kennedy, właściciel posiadłości, postanowił zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa i w 1975 roku zbudował machinę, która strzela świniami, pianinami i samochodami. Średniej wielkości auto o masie 900 kg przelatuje 60 metrów, a "lżejsze" pociski 150-200 m. Trebusz ma masę całkowitą 30 ton, wysokość 15 metrów i jest zbudowany z pni drzew spinanych stalowymi taśmami. Stalowa jest też oś obrotu i wzmocnienia ramienia, które samo waży 3 tony. Ogólnie robi on przeciętne wrażenie z powodu surowej konstrukcji i jej niezgodności historycznej, choć wszystko to blednie, gdy widzisz lecące pianino z włożonym do środka kanistrem benzyny, która wybucha przy upadku... Zabawka i jej właściciel momentalnie stali się popularni - pisano artykuły(15), kręcono reportaże(16). Obecnie jednak machiny się rozpowszechniły i jak pisałem powyżej, tego typu machiny można często znaleźć przy muzeach. Autor nosił się z zamiarem zbudowania następnego, co najmniej dwa razy większego, który mógłby strzelać charakterystycznymi, londyńskimi piętrowymi autobusami, ale z tego co wiem, projekt ten nie został zrealizowany.

iekawa kolekcja machin wojennych udostępniona do zwiedzania jest w zamku Caerphilly w Walii(17). Wnioskując na podstawie dostępnych zdjęć, nie mogę znaleźć w nich niczego, co budziłoby we mnie jakieś wątpliwości.

ie można też nie wspomnieć o NOVA, producencie dokumentalnych i edukacyjnych programów telewizyjnych. Pomimo że jest to firma amerykańska, piszę o niej tutaj, ponieważ to w Szkocji, przy zamku Urquhart na brzegu jeziora Loch Ness, zbudowali oni dwa trebusze w ramach archeologii eksperymentalnej. Zebrany sztab naukowców, badaczy i rzemieślników opracował, zbudował i przetestował konstrukcje. Ostatecznym, zakończonym sukcesem, sprawdzianem było zniszczenie specjalnie zbudowanego muru. Projekt jest szczegółowo opisany i bogato ilustrowany(18)

 



Rys. 24.
Największy na świecie trebusz robi duże wrażenie i jeszcze większe spustoszenie.

Rys. 25.
Machiny wspaniale komponują się z posępnymi murami warowni.

Rys. 26.
Kontrowersyjny trebusz na kółkach podczas strzału.

 

Skandynawia

ekką dla trebuszofilów według mnie jest Dania, a dokładniej Nykøbing Falster. Znajduje się tam Centrum Średniowieczne(19) działające w konwencji żywego muzeum. Celem działających tam ludzi jest ukazanie codziennego życia czternastowiecznej osady. W ramach tego projektu zbudowali przystań, odtworzyli statki, a w przyległej wiosce stoją tętniące życiem domy mieszkańców i warsztaty rzemieślników.

entrum zajmuje się też nieco mniej przyziemnymi zajęciami, takimi jak turnieje konne i walki piesze. Wreszcie jest tam to, co spowodowało, że o tu nim piszę. Otóż znajduje się tam największa mi znana kolekcja najwyższej klasy rekonstrukcji machin miotających. Jest tam onager, dwa perrière, duży trebusz i drugi, jeszcze większy, prawie tej samej wielkości co ten zbudowany przez Hew Kenneddy'ego (za to o niebo lepiej wyglądający!). Budowa każdego z nich zaczynała się dogłębnego przestudiowania dostępnych źródeł, konsultacji naukowych i budowy modeli. Zajmowali się tym archeolodzy, historycy i inżynierowie, wspomagani przez rzemieślników ginących zawodów - między innymi cieślę, takielarza i kowala. W efekcie oprócz tego co obrazują poniższe fotografie, powstały też opracowania naukowe(20).

 



Rys. 27.
Część zabudowań przystani w Middelalder Centret.

Rys. 28.
Codzienne życie "mieszkańców" muzeum.


Rys. 29.
Nie ma to jak klimat...


 



Rys. 30.
Tu można porównać rozmiary machin z wielkością człowieka (lewy róg).

Rys. 31.
Kolejna udana konstrukcja.



Rys. 32.
"Potwór" jest tak wielki, że trudno go całego objąć na zdjęciu.

 

omimo takiego repertuaru, Dania nie ma monopolu w Skandynawii na dobre rekonstrukcje.

 

Bardzo ładna konstrukcja stoi na Gotlandii przy murach miejskich Visby(21). Jest prosta w formie i estetycznie wykonana z dbałością o zgodność historyczną. Według mnie wielkość jest optymalna - nie jest to już model w jakiejś tam skali, nie jest też to jakieś monstrum, którego transport byłby bardzo skomplikowany, a każdorazowe użycie wymagałoby wielkiego wysiłku.



Rys. 33.
Nie za duży, nie za mały, ale w sam raz...

 

inlandia też nie śpi, choć napotkałem tam tylko konstrukcje typowo hobbistyczne, jakich wiele na świecie.

Niemcy

ajczęściej opisywanym, więc i pewnie najlepiej znanym Niemcom, jest trebusz stojący przy zamku Runneburg w Weißensee(22). Jest to konstrukcja potężna, jedna z największych w Europie. Jest też podświetlana nocą, co niebywale podwyższa jej piękno. Konstrukcję oparto częściowo na rycinie z Bellifortis Kyeser'a, zmieniając układ belek konstrukcji podtrzymującej, sposób zamocowania kołowrotu oraz wprowadzono obok ruchomej dodatkową, stałą przeciwwagę.

iekawą machinę w Niemczech zbudowano też pod patronatem Uniwersytetu Vechta(23). Choć konstrukcja ze względu na bardzo mały kąt początkowy ramienia wygląda na mało efektywną, to przy przeciwwadze o masie jednej tony pociski ważące po dwanaście kilogramów są miotane na odległość ponad 130 metrów

 


Rys. 34.
Widok na wzgórze zamkowe.



Rys. 35.
Widok z bliska. Na zdjęciu nie widać skali, ale wysokość do osi ramienia to około 8 metrów.

 


Rys. 36.
Rycina z Bellifortis Kyeser'a.


Rys. 37.
Trebusz z wyjątkowo nisko zamocowaną osią.

Rys. 38.
A te kółeczka to po co?

Kolejny trebusz jest w posiadaniu grupy "Heureka" z Lipska. Zajmują się oni organizowaniem różnych imprez, w tym festynów w klimacie średniowiecza, a różne machiny miotające są jednym z elementów budowy nastroju. Całość konstrukcji się ładnie komponuje, a stalowa oś została ukryta w drewnie. Przy niewielkiej masie własnej (500 kg) ma niezłe osiągi - zasięg 70 metrów przy masie pocisku 8 kg. Jedynym kontrowersyjnym pomysłem jest zamocowanie kółek...

 

Włochy, Hiszpania, Portugalia

orzystając z całego mojego doświadczenia na temat wyszukiwania informacji w sieci, nie znalazłem żadnej rekonstrukcji trebusza w Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech. Z powodu braku znajomości tych języków szukałem może trochę pobieżnie (choć w przypadku Niemiec metoda zadziałała), ale mam nieodparte wrażenie, że naprawdę trebuszy jest tam jak na lekarstwo. Wspomnę może tu tylko o niewielkim modelu zbudowanym w oparciu o rysunki Leonarda da Vinci w muzeum we Florencji(24).

 



  1. www.armedieval.com
  2. www.larressingle.asso.fr
  3. perso.wanadoo.fr/..chateaudestbrisson/index2.htm
  4. The Wall Street Journal, artykuł za www.manatarmsbooks.com/trebuchet.html
  5. Jeden z nich można obejrzeć tutaj: www.xs4all.nl/~mdgsoft/catapult/kennedy.html
  6. www.castlewales.com/siege.html
  7. www.pbs.org/wgbh/nova/lostempires/trebuchet/builds.html
  8. www.middelaldercentret.dkWersja anglojęzyczna serwisu jest uboższa od duńskiej i niemieckiej pod względem bieżących informacji, ale za to duża część opracowań dostępna jest właśnie w języku wyspiarzy.
  9. Jedno z tych opracowań dotyczące trebusza autor tego artykułu przetłumaczył na język polski, jest ono dostępne tutaj
  10. home6.swipnet.se/~w-64205/artillery.html
  11. www.runneburg.de
  12. www.uni-vechta.de/institute/geschichte/html/die_blide.html
  13. brunelleschi.imss.fi.it

Europa południowa

ałożę się, że w południowej części Europy istnieją rekonstrukcje machin miotających. Jest to przecież teren, na którym od tysiącleci toczono walki. Starożytna Grecja i Rzym, a później w Bizancjum, szeroko stosowały zdobycze techniki. Później też przecież nie brakowało tam okazji do zastosowania czegoś ciężkiego przy niejednym oblężeniu. Bogata tradycja być może znalazła odzwierciedlenie we współczesnych zainteresowaniach, ale niestety bariera językowa nie pozwoliła mi przebadać choćby pobieżnie zasobów sieci z tego rejonu.

Europa środkowa i wschodnia

u sprawa wygląda już lepiej, dosyć łatwo natrafić na parę ciekawych konstrukcji. Bardzo ładny trebusz ma w swoim posiadaniu na Białorusi Ordo Templi Boreis(24). Choć może nie powala rozmiarami, ma niemalże idealne proporcje i jest wykonany tak, że naprawdę miło się na niego patrzy.

nalazłem też jeden ładny, pełnowymiarowy trebusz na Ukrainie(26). Naprawdę robi wrażenie, a jedyne podejrzenie co do konstrukcji budzi się we mnie przy analizie głównej osi - wygląda ona na stalową, tyle że schowaną w drewnianej belce.

 


Rys. 39.
Trebusz Ordo Templi Boreis w akcji.

Rys. 40.
Z bliska lepiej widać szczegóły konstrukcji.

Rys. 41.
Artyleria Templariuszy w całej krasie.

 

arto w tym miejscu wspomnieć też o bardzo bogatej w treść rosyjskiej stronie X Legio(27), która choć koncentruje się na okresie rzymskim, to w dziale poświęconym machinom miotającym znajdują się też obszerne opisy późniejszych przecież trebuszy.

 


Rys. 42.
Trebusz w całej krasie. Warto zwrócić na nieduży kąt ramienia względem podłoża.

Rys. 43.
Tu lepiej widać skalę.


 

ocztą pantoflową dowiedziałem się też o jednym trebuszu na Słowacji. Znajduje się on przy zamku w Krasnej Horce. Trzeba jednak przyznać, że zmysł techniczny naszych sąsiadów z południa nie pozwolił tak po prostu odtworzyć trebusza. Dodali oni od siebie dziwaczny patent na zamocowanie przeciwwagi do ramienia. Z posiadanych fotografii nie potrafię wywnioskować, jak to ma działać...

 


Rys. 44.
Z daleka na pierwszy rzut oka się prezentuje okazale...

Rys. 45.
...ale jak to działa!?

 

Polska

odróż po kontynentach zakończyć należy w naszym kochanym kraju. Moda na średniowieczne ciężkie machiny miotające najwyraźniej dopiero się u nas zaczyna. Jest bowiem parę onagerów i arkbalist, ale machin barobalistycznych jest jak na lekarstwo. W dodatku lekarstwo to jest dostępne w małych dawkach, bowiem nie mam żadnych informacji o pełnowymiarowym trebuszu, który byłby już gotowy lub chociażby w budowie. Z tego też powodu opisuje tu też na prawdę niewielkie modele, o wysokości osi rzędu 150 cm. Jak na razie zadowolić trzeba się tym co jest...

rawdopodobnie pierwszą w Polsce porządną machinę tego typu w 2001 roku zbudowała Liga Baronów(28). Jest to bardzo ładne perrière, które choć zostało wstępnie oparte na pojedynczej rycinie chińskiej machiny z XI wieku, to w wyniku wprowadzonych zmian efekt jest bardzo bliski temu, co pojawia się na rycinach europejskich. Z uzyskanego opisu dowiedziałem się, że całość jest łączona na wręby oraz pióro i wpust, dociągana jest powrozami, a tylko w niektórych miejscach, gdzie sugerowały to względy bezpieczeństwa, konstrukcja zbita jest gwoździami. Całość stawia się ekspresowo, w przeciągu kwadransa można strzelać. Jedynym elementem psującym nieco poprawność całości jest stalowa oś ramienia.

 


Rys. 46.
Widok z bliska na ramię i spojenie konstrukcji.

Rys. 47.
Perrière wygląda na łatwiejsze do przewozu od stojącego obok wozu.

 

ruga znana mi konstrukcja została zakupiona w 2003 roku przez fundację "Zamek Chudów"(29). Jest nieduży model, do osi obrotu ramienia ma ok. 160 cm wysokości. Pomimo swoich niewielkich rozmiarów, stanowi nie lada atrakcję podczas dorocznego Jarmarku Średniowiecznego, gdy miota główki kapusty na odległość rzędu 30 metrów. Konstrukcja została przez konstruktora oparta na rycinie Violett-le-Duc'a, z której przy tak niewielkiej skali powstał obiekt dosyć przysadzisty, a jej kształt ginie w gmatwaninie desek. Wątpliwa jest również przydatność drugiej, wspomagającej przeciwwagi, gdyż mieści się w niej co najwyżej 10 kg kamieni. Ciekawe jest natomiast zamontowanie dodatkowego drewnianego "resoru", który poprawia uzyskiwane osiągi.

 


Rys. 48.
Z przodu widać naprężony resor.




Rys. 49.
Trebusz z wyprostowanym ramieniem. W tle odbudowywany zamek w Chudowie.

Rys. 50.
Rycina, na podstawie której zbudowano ten model.


 

rzecia machina barobalistyczna została zbudowana niedawno przez Bractwo Rycerskie Kasztelanii Krzywińskiej. Charakteryzuje się on niezłymi osiągami (zasięg 80 m pociskami 10-15 kg), ale belki z których jest zbudowana są według mnie za cienkie i pomimo że wytrzymują obciążenia, powodują optyczne wrażenie bardzo wątłej konstrukcji. Chociaż według uzyskanych informacji trebusz powstał w oparciu o tę samą rycinę co ten z Chudowa, to niestety niewiele można z niej rozpoznać z powodu skrajnego uproszczenia. Nie można jednak nie zauważyć, że jest to obecnie największy trebusz w Polsce, o którym wiem - wysokość do osi obrotu to 3 metry, długość ramienia pocisku 4 metry, przeciwwagi - 1 metr.

 


Rys. 51.
Zbliżenie na najważniejsze elementy.

Rys. 52.
Trebusz BRKK w akcji.

 

ajmasywniejszy trebusz, choć nieco mniejszy od krzywińskiego, zbudował autor tego artykułu w Krakowie z pomocą całego bractwa do którego należy - Konfraterni Rycerskiej. Został on w znacznym stopniu oparty na opisywanej powyżej rekonstrukcji z Caerphilly w Walii. Główną różnicą jest sposób wykonania połączeń belek - w tym są one łączone za pomocą śrub, co ułatwiło znacznie budowę i zapewniło jej większą stabilność oraz odporność na częste rozbieranie i składanie. Z drugiej strony, jest to jak na razie jedyny egzemplarz z drewnianą a nie stalową osią ramienia.

 


Rys. 53.
Widok z bliska na konstrukcję.

Rys. 54.
Podczas strzału "na sucho".

 

Polsce na etapie budowy jest jeszcze co najmniej jeden trebusz. Konstruuje go Częstochowskie Towarzystwo Rekreacji Historycznej. Gdy tylko zostanie skończony, będzie tutaj opisany.

eśli pominąłem w tym rozdziale jakąś konstrukcję, bardzo proszę o informację. Za wiadomość o nie odkrytym przeze mnie trebuszu na terenie Polski czeka nagroda!

"Trebusz" w 8 językach europejskich

la osób które chciałyby na swoją rękę szukać informacji w obcojęzycznych źródłach podaję ściągawkę z kilku języków.

angielski - trebuchet; francuski - trébuchet; niemiecki - blide, triboc; rosyjski - требушет; włoski - trabocco; łotewski - trebuše; szwedzki - blida; potrugalski - trabuco

arto też zauważyć, że równolegle do tych nazw często używana jest nazwa angielska.

Autor

ałość spisał Piotr Paruch, korekty językowej dokonała Bernadeta Świerzewska, której chciałbym w tym miejscu podziękować.

p_paruch@interia.pl
www.piotrparuch.webpark.pl

 



  1. Zdjęcia z alterego.tut.by
  2. alabor.iatp.org.ua
  3. www.xlegio.ru
  4. www.artyleria.prv.pl
  5. zamekchudow.republika.pl

Podobne artykuły


3
komentarze: 0 | wyświetlenia: 16270
21
komentarze: 14 | wyświetlenia: 66127
5
komentarze: 2 | wyświetlenia: 67780
6
komentarze: 0 | wyświetlenia: 25622
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 20966
29
komentarze: 10 | wyświetlenia: 345741
24
komentarze: 35 | wyświetlenia: 89902
21
komentarze: 9 | wyświetlenia: 6113
21
komentarze: 12 | wyświetlenia: 140412
20
komentarze: 13 | wyświetlenia: 4423
18
komentarze: 18 | wyświetlenia: 143051
16
komentarze: 9 | wyświetlenia: 3177
 
Autor
Dodał do zasobów: bagrit.pl
Artykuł
Dodatkowe informacje
Grupy




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska