Login lub e-mail Hasło   

Turnieje rycerskie

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.bagrit.pl/artykuly/artykuly.p(...)l&str=1
Gry wojenne były uprawiane przez człowieka od czasów starożytnych we wszystkich niemal kulturach. Niewątpliwie, turniej rycerski czerpał pełną garścią z tego dziedzictwa przeszłości. Turniej był wielkim konglomeratem cech wywodzących się tyleż z wojennych zabaw, co z samego etosu rycerskiego.
Wyświetlenia: 25.629 Zamieszczono 08/11/2006

ry wojenne były uprawiane przez człowieka od czasów starożytnych we wszystkich niemal kulturach. Niewątpliwie, turniej rycerski czerpał pełną garścią z tego dziedzictwa przeszłości. Nadał im jednak własną, niepowtarzalna jakość i podniósł do rangi porównywalnej może jedynie z cyrkiem rzymskim i Olimpiadą grecką. Turniej był wielkim konglomeratem cech wywodzących się tyleż z wojennych zabaw, co z samego etosu rycerskiego. O tym właśnie oraz o rozwoju turniejów i ich późniejszym przeobrażeniu się w czysty spektakl mówi niniejszy cykl.

Nazwy i początki

urniej, jako zawody stricte wojskowe, miał być elementem treningu, przygotowaniem do prawdziwej walki na placu boju. Jednak rycerz, chcący stanąć z innymi mężami w szrankach, długo przygotowywał się szlifując własne umiejętności. Jednym ze sposobów takiego przysposobienia był behourd (bohort, buhurt). Kiedy patrzymy na turnieje współczesnych pasjonatów rycerstwa powiązanych w bractwa, to ich zawody można właśnie określić, jako behourd. Składały się na nie ćwiczenia typu trafienie w wieniec, czy przebicie "Saracena". "Saracen" miał postać słupa, na którym znajdowała się ruchoma poprzeczna belka z tarczą. Odpowiednie trafienie kopią powodowało, ze belka z tarczą obracała się dając szarżującemu wolny przejazd. Do behourd jednak włączano coraz więcej rozmaitych konkurencji, w tym również walki toczone na stępione ostrza lub kopie bez ostrego grotu. Wszystko to powodowało, że ostatecznie behourd stał się nieodróżnialny od turnieju, a samo słowo, poza Włochami, zaczęło wychodzić z użycia. Ostatecznie zastąpiło je francuskie "turnier", którym odtąd określano walki rycerskie.

ależy przy tym zauważyć, ze oprócz Włoch, gdzie obowiązywała nazwa behourd, zawody rycerskie nie miały, na początku drugiego tysiąclecia naszej ery, jakiegoś odrębnego określenia. Sobory w Clermont i Reims z lat 1130 - 1131 nie znają słowa "turniej". Podobnie dzieje się na soborze w Lateranie w 1139 roku. Użyte zostają określenia: "ćwiczenia i zabawy, na których rycerze (milites) mają zwyczaj zbierać się i lekkomyślnie walczyć ze sobą." Dopiero kanon 20 późniejszego o kilkadziesiąt lat soboru laterańskiego z 1179 roku zawiera wyraz "torneamenta", dodając, że tak właśnie pospolicie określa się "obrzydliwe ćwiczenia i zabawy" rycerzy. Zresztą jeszcze w XIII wieku kronikarz angielski Mateusz Paryski używał słów "conflictus gallicum" na określenie turniejów, co zresztą wskazuje na miejsce narodzin tej rozrywki. Natomiast "torneamentum", to według niego spotkania z użyciem lekkiej broni, zasadniczo tylko dla rozrywki. Czyli "torneamentum" kronikarza Mateusza bardziej przypominało behourd niż turniej par excellence.

ednak owo słowo nie było zarezerwowane wyłącznie dla samych zawodów rycerskich. Łączone je także z prawdziwą wojną, zwłaszcza w Hiszpanii. Występuje tam termin "torneo", który, według kodeksu praw kastylijskiego króla Alfonsa X Mądrego, oznaczał wypad jednej ze stron konfliktu, podczas oblegania zamku. Przy czym istotą torneo było to, że po walce rycerze wracali do swoich obozowisk. Torneo zostało tam nazywane manewrem wojskowym i twórca kodeksu zaznaczył, że nie należy go mylić z pojęciem "torneamenientos", czyli turniejami rycerskimi, organizowanymi w innych państwach.

rapoczątku turniejów, w rozumieniu rycerskich zabaw, można się dopatrywać w IX wieku n.e. Podczas spotkania dwóch władców karolińskich: Ludwika Niemieckiego w Karola Łysego w 842 roku zostały przeprowadzone gry wojenne. Było to symulowane starcie dwóch drużyn konnych wojowników, przypominające nieco wojskowe manewry. Czy był to turniej? Zapewne jeszcze nie, ale niektóre cechy owego widowiska: spektakl, udział wojowników, pokaz sprawności, odnajdujemy również w turniejach par excellence. Jednakże w całej tej imprezie nikt ani razu nie użył broni. Dwa oddziały konnych wojowników stanęły naprzeciwko siebie i wykonując różnorakie manewry niby się nawzajem zaatakowały, a potem zasymulowały odwrót na widok obydwu królów, którzy z włóczniami w rękach galopowali w ich kierunku.

okumenty, które mówią o turniejach, jako o czymś jako tako pewnym, odnoszą się do wieku XI. Pierwszym z nich jest kronika Geoffreya Maslaterry z 1110 roku, która opisuje losy Normanów we Włoszech i na Sycylii. Między innymi jest tam wspomniane, że przy oblężeniu jednej z twierdz toczono pojedynki, w których walczyli mężni wojownicy obydwu stron. Działo się to w roku 1062. Drugim natomiast źródłem, częściej wspominanym w opracowaniach o średniowieczu, są "Kroniki Tours". W jednej z nich zapisano:

"W siódmym roku panowania cesarza Henryka i w trzecim roku panowania króla Filipa (1063 rok) zdarzył się zdradziecki spisek w Angers. W rezultacie został zabity Geoffe de Preuilly i inni baronowie. To właśnie Geoffe de Preuilly zaczął urządzać turnieje rycerskie."

akże i tutaj jednak istnieją wątpliwości. Bowiem nie wiemy, czy Maslaterry opisuje osobne starcia, zorganizowane pomiędzy obrońcami, a napastnikami podczas przerwy w walce, czy też wspomina o pojedynku bodącym częścią normalnej bitwy. Natomiast "Koniki Tours", w których napisano ww. notkę, pochodzą z początku XIII wieku. Tymczasem "Kronika hrabiów Andegawenii" z pierwszej połowy XII wieku, datująca śmierć Geoffe de Preuilly na rok 1066, nie wspomina, że był on pierwszym organizatorem turniejów na tym obszarze. Możliwe więc, że kronikarz miasta Tours chcąc podnieść rangę danego turnieju, po prostu przypisał mu długą tradycję. Jakkolwiek było, z pewnością ani pan de Preuilly, ani normandzcy Hautevillovie, którzy zrobili wielką karierę w Italii i Lewancie, nie wymyślili turniejów. Była to prawdopodobnie idea, która narodziła się z potrzeby chwili. Wojownicy często w przeszłości wyzywali się na ubitą ziemię, aby dowieść swojej odwagi. Ba, czasem nawet, wzorem paladynów Okrągłego Stołu, stawali na określonym miejscu składając propozycję stoczenia pojedynku każdemu napotkanemu rycerzowi. Wspomina o tym, między innymi, księżniczka bizantyjska Anna Komnena w swej słynnej "Aleksjadzie". Dlaczegóż więc owych wyzwań i walk nie nagromadzić w jednym miejscu, ku chwale rycerzy i uciesze widzów? Pomysł był zaiste świetny, stąd od XIIw można datować gwałtowny rozkwit turniejów. Niewątpliwie łatwo dostrzec zbieżność okresu świetności turniejów z epoką gwałtownego rozwoju rycerskiej pieśni i poematu. Jest to całkowita prawda, bowiem obydwa elementy były związane z faktem zaistnienia nowego zjawiska, zwanego rycerskością. Młodzi, szlachetnie urodzeni wojownicy zjeżdżali się w jedno, wyznaczone miejsce, tam w dzień ćwiczyli i porównywali swe umiejętności bojowe, a wieczorami udawali się na ucztę, by przy winie słuchać pieśni trubadurów o wyczynach dawnych bohaterów: groźnych dla wrogów i wielbiących swe damy. Ów, nieco romantyczny styl życia, znalazł rychło możnych protektorów. Należeli do nich władcy Flandrii, Szampanii, Bretanii, Akwitanii, królowie Anglii, również później panowie burgundzcy i możnowładcy innych krajów.

uropa wschodnia była nieco opóźniona na tym polu. Pierwszym znanym turniejem na ziemiach polskich, a dokładniej śląskich, były zawody z 1243 roku zorganizowane przez awanturniczego księcia Bolesława Rogatkę wspomniane w "Księdze henrykowskiej". Wiemy także, że znakomity władca i pretendent do tronu z XIII wieku Henryk Probus lubował się w tego typu rozrywkach. Polacy brali w nich udział również poza granicami kraju i choć byli tam cenieni, jako tędzy zawodnicy, to mimo wszystko należeli jedynie do odbiorców kultury, której źródło tkwiło na zachodzie Europy. Król Anglii Henryk, Henryk, hrabia Szampanii i Filip, hrabia Flandrii dali w XII wieku potężny impuls w rozwoju turniejów. Wszyscy zafascynowani kulturą rycerską, uwielbiający chansons de geste i powiązani rodzinnie z osobą słynną z romansów i lubieżności Eleonory Akwitańskiej, tak upodobali sobie turnieje, że były one w tym okresie organizowane niemal co dwa tygodnie, oczywiście o ile wierzyć dawnym kronikarzom.

ycerze byli zachwyceni. Mogli pokazać swa dzielność, popisać się przed damami, zdobyć bogactwo i chwałę. Mniej zachwycony natomiast był kościół. Dziewiąty kanon soboru w owernijskim mieście Clermont z 1130 roku stanowił:

"Z cała siła zakazujemy tych obrzydliwych i próżnych ćwiczeń i zabaw, które miejsce mają (nundinas vel ferias), gdzie rycerze zbierają się, aby okazać swoja silę i odwagę. Często bowiem tam i przypadki śmierci tam się zdarzają. Niebezpieczeństwo jest i dla duszy. Jeżeli ktoś w ich czasie polegnie, nawet gdy zażąda i dostanie pokutę oraz viaticum, nie może być przez księdza pochowany w poświęconej ziemi".

rzeba bowiem powiedzieć, że śmierć zbierała wtedy obfite żniwo. Podczas pierwszego oficjalnie zanotowanego turnieju we Flandrii 1095 roku zginął hrabia Henryk de Lowen. Ginęli i zostawali kalekami królowie i książęta, lordowie i prości rycerze. Aż 23-ech zginęło ich w 1406 roku w Darmstadt, w 1241 roku aż 80-iu w Neuss. Sama tylko niewielka Saksonia utraciła w 1175 roku aż 16-u rycerzy walczących w szrankach. W 1194 roku Gratz był świadkiem śmierci Leopolda V, władcy Austrii. W roku 1559 turniej pozbawił Francję osobę monarchy, Henryka II Walezjusza. Natomiast na turnieju zorganizowanym z okazji wesela saksońskiej księżniczki Kunegundy, panna młoda oglądała pojedynek, w którym poległ jej brat. Dla porównania, we francusko - angielskiej bitwie pod Bremules w 1119 roku zginęło zaledwie trzech rycerzy na dziewięciuset.

ożni uwielbiali walczyć w szrankach tak samo, jak i prości wojownicy i tak samo w nich ginęli. Jednak nie wszyscy pochwalali udział w turniejach szlachty wysokiego pochodzenia. Książę Bolesław Wysoki, syn Władysława Wygnańca, wyzwał podczas kampanii włoskiej prowadzonej przez cesarza Fryderyka Barbarossę rycerza wielkiej postury. Pokonał go wprawdzie, ale musiał się nasłuchać wielu wymówek od swojego cesarskiego kuzyna, który tłumaczył mu, że książę nie powinien narażać się w tego typu walkach. Natomiast, gdy na podparyskim turnieju w 1186 roku zginął syn angielskiego króla Henryka II Geoffroy, książę Bretanii, król Francji Filip August wymógł na własnym synu Ludwiku przysięgę, ze nigdy nie będzie walczył w turniej


ównież na turnieju w Dunstable w 1309 roku książęta i lordowie wystawili jedynie swoje drużyny, sami zaś, ze względu na powagę swoich urzędów, wstrzymali się od osobistego uczestnictwa. Zaś francuskiemu Karolowi VI Szalonemu papież Klemens VI wyrzucał, że bierze udział w turniejach nie zachowując właściwej powagi przystającej panującemu.

idać, że turnieje nie mniej niż wojny, przerzedzały szeregi wojowniczego rycerstwa. Jednakoż, mimo rozsądnego tonu Kościoła, dosyć zgodnego z obecnym pojęciem sportu i rywalizacji, nie pasował ów głos do tamtej epoki. Chociaż zapewne osłabił pęd brania udziału w turniejach, to go całkowicie nie zahamował.

ożna jednak przypuszczać, że niekiedy zdarzało się duchowieństwu przymykać oczy na turnieje. Pisarz z połowy XIV wieku Jan de Beca, opisując ceremonię pasowania Wilhelma, hrabiego Holandii w 1247 roku, zamieścił w kronikach biskupstwa utrechckiego następujące słowa:

"Po dokonaniu tego [przysięga i trzykrotne uderzenie mieczem w ramię] w tak uroczysty sposób, nowy rycerz po mszy, przy dźwięku trąb, przy huku bębnów i biciu cymbałów, stoczył z synem króla czeskiego trzykrotną walkę na włócznie, a po zakończeniu turnieju walką na nagie miecze, urządził wielkimi kosztami trzydniowe uroczy"ości ..."

amy więc połączenie elementów świeckich i religijnych mimo, iż w XIII wieku turnieje były jeszcze zabronione. Inna rzecz, że w "Kronice hrabiów Andegawenii" opisana jest ceremonia pasowania Godfryda, hrabiego d'Anjou, z 1128 roku, a więc jeszcze z okresu przed soborem w Clermont, kiedy to turnieje zostały zakazane. Opis uroczystości obejmuje wspomnienie o wielkim turnieju, który trwał cały tydzień, natomiast nie ma żadnych odniesień religijnych. Jeżeli uogólnilibyśmy wnioski płynące z tych dwóch kronik, rozumowanie mogłoby wyglądać tak:

  • rycerstwo staje się powoli czymś więcej niż tylko klasą konnych wojowników, rycerz, to ktoś, kto zostaje powołany do pełnienia swojej służby, także w sensie religijnym,
  • turniej staje się coraz powszechniejszą rozrywką wśród rycerzy. Kościół, związany ze stanem rycerskim, siłą rzeczy wiąże się także z aspektami rycerskiego życia. Zjawisko takie występuje nawet w przypadku elementów uznawanych za grzeszne.

odajmy do tego zmniejszanie się liczebności wypadków na skutek wprowadzania specjalnych zabezpieczeń i ustalania przepisów zwiększających bezpieczeństwo. Wyżej wymienione elementy są częścią procesu łagodzenia stanowiska duchowieństwa, który w końcu doprowadził do zniesienia zakazu organizowania turniejów.

ależy jednak zaznaczyć, że choć głównym powodem niechęci kościoła do tej formy rozrywki, był wysoki wskaźnik wypadków, to przecież wskazywano i na inne problemy. Jakub de Vitry wymienił w jednym z kazań siedem grzechów popełnianych przez uczestników turniejów:

  • duma,
  • zazdrość,
  • nienawiść,
  • gniew,
  • chciwość,
  • ostentacja,
  • rozpusta.

iewątpliwie, na turniejach działo się niejedno, lecz ich powszechność świadczy o tym, że przestrogi duchownych puszczano często mimo uszu. Niejeden rycerz opamiętywał się dopiero na łożu śmierci, jak to działo się przypadku opisanym przez kronikarza Mateusza Paryskiego. Wspomina on o rycerzu, który w ostatniej chwili krzyczał: "Biada mi, bo nazbyt lubiłem turnieje!"

e Francji królowie do połowy XIV wieku zazwyczaj nie byli zwolennikami turniejów. Tu rolę mecenasów spełniali prowincjonalni hrabiowie i książęta, jak wspomniani Henryk i Filip. Natomiast zdecydowanie turnieje popierali władcy Anglii, którzy wpadli na genialny pomysł wykorzystania ich, jako własnej tuby propagandowej. Na turnieje wszak przybywali najlepsi wojownicy, zamożni i ambitni, bądź biedni, ale żądni chwały. W rękach zręcznego monarchy, który umiałby zdobyć ich poparcie, mogli stanowić niezwykle groźną broń. By to osiągnąć, wtłoczono turnieje w pewien system. Ryszard Lwie Serce w roku 1194 wydał dekret, w którym ustanowił pięć oficjalnych miejsc turniejowych w hrabstwach Wilt, Warwick, Suffolk, Northampton i Nottingham (dwa miejsca). Patronował im sam władca, który potrafił niekiedy nawet wystarać się od papieża oficjalną zgodę i dyspensę dla uczestników takich turniejów. Przy czym rycerze byli obowiązani wpłacać 10 marek srebrem za uzyskanie pozwolenia na uczestnictwo, plus dodatkową sumę zależną od majątku.

ie mniej, nie wszystkim odpowiadały te sztywne reguły. Dlatego też rycerze angielscy często uczestniczyli w turniejach na kontynencie. Wprawdzie królowie Francji wydawali dekrety zakazujące organizowania turniejów, ale wielcy panowie niewiele z tego sobie robili. Stąd północ Francji, a także Niderlandy, to centrum turniejowe Europy XII i XIII wieku.

ednak nie tylko tam rycerze stawali w szranki. Wspomnieliśmy o turniejach w Polsce, a wiemy także o turniejach niemieckich. Magdeburg był na przykład świadkiem niezwykłego zakończenia turnieju. Oto organizatorzy, jako nagrodę dla zwycięzcy przeznaczyli najpiękniejszą z miejscowych prostytutek. Rozesłali listy zaproszeniowe po okolicznych ziemiach. Nim jednak doszło co do czego, jeden z zamożnych kupców przekonał ową dziewczynę do zmiany stylu życia, dał jej posag i wydał za mąż. Nagroda więc zniknęła całkiem niespodziewanie, a ową opowieść zanotował w latach 1281-1282 kronikarz Magdeburga Bruno von Schonebeck. Inny turniej w Norymberdze z 1290 roku był znany z tego, że zginał na nim książę Ludwik, syn władcy Bawarii. Od drugiej połowy XIV wieku turnieje odbywały się niemal rokrocznie we Frankfurcie, Kolonii, Monachium i w wielu innych miastach.

Polsce rycerskie starcia zorganizowano między innymi z okazji uroczystości koronacyjnych Elżbiety w 1303 roku i Kazimierza Wielkiego w 1333 roku. Specjalny turniej przygotowano również na wielki zjazd monarchów w Krakowie w 1364 roku. Oprócz króla Polski, byli tam również obecni: cesarz Karol, władcy Danii, Cypru, Węgier, a ponadto dziewięciu książąt, elita panów świeckich i duchownych. Nie zostawali w tyle Włosi, Hiszpanie, a nawet Skandynawowie. Stopniowo gorączka turniejowa zaczęła opanowywać cała Europę. W XIV wieku w zasadzie turnieje są wszędzie. Organizowano je z okazji wesel, zaręczyn, narodzin, zwycięstw, koronacji, zjazdów etc. Każda okazja zdawała się dobra do rycerskiej zabawy w szrankach. Przyczyniło się do tego z pewnością zniesienie w 1316 oku przez papieża Jana XXII ekskomuniki na biorących udział w turniejach. Przy całej niechęci do tej instytucji, Kościół zdał sobie sprawę z trudności walki z czymś, co stanowiło element kultury danej epoki. Z drugiej strony również owo zniesienie było spowodowane zdecydowanym spadkiem śmiertelności uczestników. Zaczęto bowiem stosować odmienne, niż na wojnie, wyposażenie. Włócznie i miecze miały być stępione, reguły fair play zachowane, wzrosła liczba sędziów. Ponadto samym celem pojedynczego starcia nie było już zwalenie przeciwnika z rumaka, ale strzaskanie kopii na jego tarczy. To wszystko powodowało, ze potyczki rycerskie nabrały bardziej charakteru gry, niż rzeczywistego starcia. Rzecz jasna, wypadki się dalej zdarzały, ale stanowczo rzadziej niż jeszcze sto lat wcześniej. Złota era turniejów nadchodziła.

Rozwój turniejów

oczątkowo turnieje bywały prostymi starciami rycerzy. Polegały one na wyzwaniach i pojedynkach jeden na jednego, bądź na walkach grup rycerzy. Na owym etapie potyczki te w zasadzie niemal niczym nie różniły się od wojny. Prosto, kupa rycerzy zbierała się w określonym miejscu i umawiała się, iż podzielą się na drużyny i urządzą tu sobie dla przyjemności bitwę. Zasad nie ustalano, a jeżeli nawet, to brak było sędziów czuwających nad tym, by były przestrzegane. Bywało niejednokrotnie, że kilku rycerzy zbierało się w grupę, atakując pojedynczego przeciwnika. Nie przejmowano się również tym, ze ktoś stracił jakąś część zbroi, a zdarzały się przypadki użycia łuku i kuszy. Trudno więc nazwać to sportem, choć istniała zasada azylu dla wycofujących się z walki i zasadniczo starano się pamiętać, że celem turnieju jest pojmanie przeciwnika i nałożenie na niego okupu, a nie zabicie. Zdarzały się wprawdzie sytuacje, że przegranego w turnieju rycerza więziono, dopóki nie spłaci w całości okupu, jednakże śmierć była wypadkiem, nad którym bolały obydwie walczące strony. Jak widać, ograniczenia nie były specjalnie wielkie, zwłaszcza, że dotyczyły one ogólnego podejścia do walk turniejowych, natomiast niejednokrotnie zdarzało się, że szranki były miejscem rozstrzygnięcia osobistych sporów i animozji. Zasady, bywało, szły wtedy w kąt.

owoli jednak dokonywano zmian w tym zakresie. Na turnieju w Anglii w 1216 roku używano lekkich kopii i skórzanych nabijanych zbroi(???). Podobnie, jak na innym turnieju w 1258 roku w Blyth. W 1278 roku w Windsorze król Edward zorganizował turniej, w którym wykorzystywano zbroje zwane cuir bouli. Składały się one ze skórzanych płatów, które wygotowywano tak długo, aż nabrały odpowiedniej twardości. Używano również drewnianych tarcz i mieczy z wielorybich fiszbinów. Nie zawsze stosowano wprawdzie fiszbiny, ale kopie z kulką zamiast ostrego grotu, stępione miecze i lżejsze pancerze zaczęły stawać się regułą.

urnieje organizowali nie tylko królowie i możni panowie, ale także wielkie miasta oraz zakony rycerskie. Nie były one również rozrywką zastrzeżoną wyłącznie dla szlachty. W latach 1330 - 1331 w Tournai stanęło w szranki miedzy innymi trzydziestu jeden mieszczan pochodzących z Paryża, Brugii, Valenciennes, Amiens i Sluys. Podobnie było na turniejach "Roys de l'Spinette" ("Królowie cierni") i "L'Epevier d'Or" ("Złoty krogulec") w Lille odbywających się rokrocznie przynajmniej od roku 1278. Bardzo mocno angażowały się w organizowanie turniejów bogate miasta Flandrii, Brabancji i Hainault oraz miejskie republiki włoskie. Cechą charakterystyczną turniejów miejskich była ich regularność. Finansowały je same miasta przy wsparciu najzamożniejszych obywateli. Należy jednak pamiętać, że wspomniane kraje charakteryzowało zjawisko osiedlania się szlachty w miastach. Toteż przenoszenie zwyczajów rycerskich na grunt miejski było łatwiejsze niż gdziekolwiek indziej. Turnieje od XIV wieku organizowali również członkowie zakonów świeckich. Reguły kastylijskiego zakonu Banda założonego w 1330 roku przez króla Alfonsa XI wręcz nakazywały udział w rycerskich grach. Zdążało się, że sam zakon był głównym organizatorem. Znamy, w przypadku Bandy, dwa takie turnieje: z 1332 w Santiago de Compostella i z 1334 w Valladolid.


ostęp do pierwszych turniejów z XI i XII wieku był praktycznie ograniczony jedynie posiadaniem odpowiedniego wyposażenia. Jak zostało wspomniane wyżej, brali w nich udział bogatsi przedstawiciele społeczeństwa, nawet, jeżeli ich przodkowie nie należeli do klasy wojowników. Jednakże z biegiem lat, turnieje stawały się rozrywką elitarną. Zaczęto ograniczać liczbę uczestników dopuszczając wyłącznie szlachetnie urodzonych, a i to nie wszystkich. Często stawiano wymagania dotyczące liczby pokoleń w herbie, niekiedy dopuszczano jedynie tych, których pradziadowie stawali w turniejach, a czasami wręcz wprowadzano zaproszenia. Była to odpowiedź rycerstwa na coraz powszechniejszą ideę turnieju w klasie mieszczańskiej. Turniej, w opinii rycerzy, miał być czymś, co ich wyróżnia, co podkreśla przynależność do elity. Ściśle badano więc, kim jest kandydat na uczestnika turnieju. Musiał udowodnić on swoje szlachectwo zarówno po mieczu, jak i po kądzieli. Była to forma przeciwstawienia się mezaliansom (syn szlachcica plus córka kupca), często zdarzającym się w tamtej epoce. Odpowiedni przodkowie byli jednak tylko jednym z wielu warunków dopuszczenia do turnieju. Przykładowo, statuty turnieju w Wurzburgu z 1479 roku wymieniały aż czternaście przyczyn, dla których rycerz mógł nie dostać zgody na uczestnictwo. Między innymi, były to: krzywoprzysięstwo, oszczerstwo, oszustwo, handlowanie, tchórzostwo, cudzołóstwo, niszczenie kościołów i, oczywiście, niemożność wykazania się przodkami, którzy uczestniczyli w turniejach przez co najmniej pięćdziesiąt lat.

zczegółowe zasady funkcjonowania turniejów przyjęte zostały w 1481 roku w Heilbronn. Ustalenia z Wurzburga uszczegółowiono i poszerzono. Tak rozumiany turniej stał się nie tylko rycerskim show, ale jednocześnie był instytucją wydającą werdykty, oceny moralne. Hiszpański polityk Pero Tafura tak opisywał turniej w Schaffhausen:

"Gdy się wszyscy już zebrali, starsi radzili z niektórymi szacownymi damami. Pytali, czy któryś ze szlachty uczynił coś niestosownego, czy uszczknął honoru jakiejś damy lub panny, czy nie zawłaszczył własności tego, kogo nikt bronić nie mógł, czy nie poślubił dla pieniędzy kobiety niższego stanu lub w czym innym nie uchybił rycerskiemu honorowi. Gdy takie czyny wychodziły na jaw i gdy oskarżony okazywał się winny, postępowano z nim w sposób następujący. Wzywano innych rycerzy i gdy w szrankach pojawiał się oskarżony, oni wkraczali, bili go kijami i wypędzali. Gdy to zostało dokonane, starsi i damy zbliżali się do ukaranego i mówili mu, dlaczego tak z nim postąpiono. Prowadzono go wtedy z powrotem i pozwalano zająć miejsce z innymi, gdy wyraził skruchę i odbył pokutę. Jeśli ktoś tego odmawiał, skazywano go na podwójną karę, a gdy po trzecim wyzwaniu pozostawał dalej zatwardziały, nie uważano go już za szlachcica, ponieważ odmawiał w ten sposób stawania do walki z równymi sobie."

czestnik takiego turnieju mógł się naprawdę poczuć, jak ktoś nieskazitelny i wyjątkowy, tym bardziej, że mógł zostać członkiem specjalnego stowarzyszenia. Zostało wspomniane, że zakony świeckie były mocno zaangażowane w życie turniejowe Europy. Jednakże tylko w Niemczech pojawiła się instytucja towarzystw turniejowych. Były to organizacje stawiające sobie niekiedy ogólne cele, typu propagowanie wzorców moralnych i wzajemną pomoc, a niekiedy dążące do realizacji konkretnych celów politycznych. Pierwszym z nich było ponoć stowarzyszenie szlachty bawarskiej z 1361 roku chcącej przejąć kontrolę nad młodym władcą księciem Meinhardem. Zebrane rycerstwo ustaliło wtedy, że powołane stowarzyszenie raz do roku będzie organizować turniej, na którym mają obowiązek się stawić wszyscy jego członkowie wraz z towarzyszącymi damami. W przypadku niemożności wzięcia udziału, członek stowarzyszenia powinien wnieść opłatę w takiej wysokości, jakby naprawdę brał udział w turnieju. Stowarzyszenia owe były niezwykle ciekawe z tej przyczyny, że stanowiły oddolny ruch szlachecki nieinspirowany przez możnowładców. Wielcy baronowie czy książęta rzadko byli członkami stowarzyszeń turniejowych. Należało do nich przede wszystkim średniozamożne rycerstwo dumne z przynależności do stanu szlacheckiego i starożytności swojego rodu. Kiedy indziej, oni musieli się dopraszać łaski u książąt i pielęgnować kontakty z wielkimi kupcami i bankierami. Turniej stanowił miejsce chwały, próbujące udowodnić, że pieniądze i wpływy mało się liczą w porównaniu z prawdziwą odwagą, męstwem oraz szlachetnością pochodzenia.

Ku widowisku

ierwsze dwieście pięćdziesiąt lat turniejów w Europie to zazwyczaj zwykłe potyczki rycerskie na ograniczonym terenie. W 1285 roku Ludwik de Looz, hrabia de Chiny zorganizował turniej trwający cały tydzień. W poniedziałek i wtorek odbywały się pojedynki indywidualne. Środa, na skutek zranienia jednego z uczestników, była dniem przerwy. Natomiast od czwartku rozpoczęły się potyczki drużyn: francuskiej i flandryjskiej. Mimo długości trwania, turniej był pozbawiony elementów widowiska. Uczestnicy i widzowie skupiali się na czystej walce pozbawionej elementów teatru. Takie turnieje dominowały w XIII wieku, jednakże już wtedy niektórzy z organizatorów wprowadzali drobne elementy przedstawienia. W 1278 roku w Le Hem odbył się turniej oparty na wątkach arturiańskich. Uroczystości otwarła "królowa Ginewra" i jej "damy dworu". Pań zresztą było w ogóle wiele, gdyż, podobnie, jak to miało miejsce w romansach rycerskich, każdy z uczestników musiał przyprowadzić damę. Pojawił się również wielki wojownik "Chevalier au Lyon", który wcześniej "pokonał siedmiu rycerzy". Owa siódemka zresztą przybyła również przyznając się do porażki i poddając "królowej". Głównym powodem zjazdu rycerstwa było twierdzenie pewnej damy, która nie uważała rycerzy "królowej Ginewry" za najlepszych na świecie. Honor "władczyni" i "jej rycerzy" mogło oczyścić tylko pokonanie w pojedynku kawalera owej kłamliwej damy. Przedstawienie angażowało niemal wszystkich uczestników i ich towarzyszki. Każdy miał konkretnie wyznaczoną rolę.

ego typu widowiska z II połowy XIII wieku zapowiadały kierunek, w którym będą rozwijać się turnieje. Z czystego starcia turniej powoli przeobrażał się w teatr. Coraz więcej było wspaniałych strojów i dekoracji. Coraz częściej układano cały spektakl według założonej fabuły, zazwyczaj nawiązującej do jakiegoś znanego romansu. Już nie chodziło o to, by wyłącznie błysnąć umiejętnością władania bronią, lecz by olśnić widzów. Szczególnie dotyczyło to organizatora imprezy. Zaczęła się niezwykle liczyć koncepcja fabuły. Dobry pomysł potrafił nawet zatuszować braki finansowe. Bardzo długo wspominano na przykład turnieje organizowane w połowie XV wieku przez Rene, tytularnego króla Neapolu, księcia d'Anjou i Lotaryngii. Książę Rene, mimo, iż niezbyt zamożny (jak na księcia, oczywiście) słynął ze swojego gustu, wyobraźni i umiejętności organizacyjnych, a jego sława znawcy spraw turniejowych przyciągała rycerstwo. Rene zresztą dał się poznać również na niwie literackiej, jako autor szeregu dzieł, w tym"Traktatu o organizacji i przygotowaniu turniejów" i "Le Livre du Cuers d'Amours Espris" ("Księga o sercu przez miłość pochwyconym") ukazujących bogactwo rycerskiego życia, którego nieodłączną częścią były turnieje.

antazję z przepychem, jak nikt inny potrafili połączyć ze sobą książęta kwiatu lilii linii burgundzkiej. Popatrzmy na jeden z organizowanych przez nich turniejów. Odbył się on 3 lipca 1468 roku w Brugii z okazji ślubu władcy Burgundii Karola Zuchwałego z angielską księżniczką Małgorzatą z Yorku. Zaślubiny miały wzmocnić sojusz angielsko - burgundzki skierowany przeciwko Ludwikowi XI z Francji. Znaczącym elementem uroczystości weselnych był wielki turniej, o którym sir John Paston pisał w liście do matki:

"Ci, co z nim (przyp. z księciem) do pojedynków rycerskich stawali, aż po dzień dzisiejszy pięknie byli odziani i wyposażeni (jak też sam książę). Ubiór z jedwabiu wszystkim był strojny. Było i złoto, i srebro, i wszystko, co jubiler jest w stanie uczynić. Nikomu na dworze księcia niczego nie brakowało, ani damom szlachetnym, ani panom dostojnym. Było i złoto, i perły, były i drogie kamienie. Tak, jakby dostawali to wszystko na życzenie. Nigdy nie słyszałem, że tak tego wszystkiego tu wiele ... A co do dworu książęcego, panów szlachetnych, dam, i pań znamienitych, rycerzy, giermków i szlachty, to o podobnych cnotach, bogactwie i sile nie słyszałem nigdy, chyba tylko na dworze króla Artura."

siążę Burgundii, któż wie, czy nie najbogatszy monarcha (choć bez korony) owego czasu w Europie, chciał olśnić swojego sojusznika i można przypuszczać, że mu się to udało. Fabuła całego turnieju opierała się na opowieści o panu Florimoncie, zwanym Rycerzem Złotego Drzewa, służącym swym zbrojnym ramieniem Pani Sekretnej Wyspy. Pan Florimont ogłosił, że po długich podróżach dotarł do miejskiego rynku w Brugii i jest gotów bronić przez osiem dni złotego drzewa (specjalnie na tą okazję przygotowanego przez książęcą służbę). Rycerz, który chciał podjąć wyzwanie, podjeżdżał do drzewa, przy którym stali karzeł i olbrzym, po czym był zobowiązany trzykrotnie zastukać w specjalną barierkę. Wtedy ze znajdującego się obok namiotu wychodził herold pytający przybyłego, czego ów żąda. Rycerz się przedstawiał, deklarował chęć stoczenia pojedynku, po czym objeżdżał całe szranki. W tym czasie karzeł dął w róg, co było znakiem dla sir Florimonta, ze znalazł się chętny do skrzyżowania oręża. Obydwaj zawodnicy mieli walczyć, jak długo będą sobie życzyć damy, aczkolwiek nie dłużej niż pół godziny. Zwycięzcą miał być ten, kto skruszy więcej kopii.

kazało się, ze wstępne ceremonie turniejowe, pierwszego dnia po ślubie, przedłużyły się ponad planowany czas. Dlatego też owego dnia tylko jednemu rycerzowi, Adolfowi z Cleves, udało się rzucić wyzwanie. Po potyczce, wieczorem, przedstawiono widowisko stanowiące połączenie sztuki teatralnej i żywych obrazów. Między innymi zaprezentowano na nim zwierzęta egzotyczne: wielbłąda, leoparda i lwa. Szczególne miejsce zajmował leopard, jako symbol angielskiego państwa. Drugiego dnia sir Florimont pokonał trzech wyzywających go rycerzy, aczkolwiek dobre wrażenie na widzach zrobił również pan de Chateuguyon, któremu udało się skruszyć aż dziewięć kopii w osiemnastu najazdach. Wieczorne przedstawienie nawiązywało do mitów o pracach Heraklesa. Trzeciego dnia sir Florimont został pokonany przez Anthoine de Hellewin. Swoich sił chciał spróbować również Jean de Louxembourg, hrabia na St. Pol. Jednakże okazało się, że część jego zbroi uległa przed starciem uszkodzeniu i nie mógł stanąć do walki. Podczas wieczornej uczty książę Karol prezentował model swojego nowego zamku, a biesiadującym przygrywali trubadurzy przebrani za zwierzęta. Czwartego dnia w szrankach zjawił się Niewolny Rycerz, który opowiedział o swojej niespełnionej miłości do pewnej damy. Okazało się jednak, ze jego pancerz nie spełnia wymogów turnieju, toteż nie mógł w nim wziąć udziału. Znakomicie się sprawił tego dnia natomiast Jaques de Louxembourg, który pokonał Rycerza Złotego Drzewa o jedną skruszoną kopię. W kolejnym dniu sir Florimont jeden pojedynek wygrał, jeden przegrał i jeden zremisował. Jednak atrakcja dnia były wieczorne pokazy teatralne, podczas których zaprezentowane walkę Hareklesa i Tezeusza z dwiema Amazonkami.


zósty dzień był najobfitszy w wydarzenia. Wyzwanie synowi księcia Burgundii rzucił lord Scales. Obydwa panowie stawali już naprzeciwko siebie w szrankach rok wcześniej w Londynie. Po tamtym pojedynku jednak złożyli ślubowanie braterstwa, toteż wyzwanie podjął za księcia Adolf de Cleves. Udało mu się wygrać przewagą siedemnastu skruszonych kopii do jedenastu. Podobno sam pojedynek należał do najlepszych w turnieju, a obaj zawodnicy pokazali wielkie umiejętności. Niestety, jak wspomina w swoich "Memoires" Olivier de la Marche, tego dnia zdarzył się bardzo niefortunny i dość prozaiczny wypadek. Syn księcia Burgundii został kopnięty przez konia tak mocno, ze przez jakiś czas obawiano się, czy przeżyje. Nie przeszkodziło to jednak dalszym walkom, a i sam ranny nalegał na kontynuowanie turnieju.

astępnie widzowie ujrzeli kolejny z żywych obrazów. Wcześniej przygotowano na polu turniejowym kilkumetrowy model zamku z czterema wieżyczkami. W pewnej chwili wrota zamku się otwarły i widzom ukazał się konny rycerz w pełnej zbroi. Był nim hrabia Roussy, a sam zamek symbolizował Niebezpieczeństwo i Beznadzieję otaczające rycerza. Żeby uwolnić się od nich musiał on stanąć do pojedynku, co też się stało. Przez resztę dnia wyzwania przyjmował inny rycerz, Karol de Visan. Stoczył dwa pojedynki, ale obydwa starcia, przeciwko: hrabiemu Roussy i Jeanowi de Rochefey, przegrał.

olejnego dnia, w postny piątek, powstrzymano się od walk, jednak w sobotę starcia wznowiono. Wyzwania podejmował Filip de Poitiers, który spośród pięciu walk wygrał trzy. De Poitiers staną w szranki również w niedzielę, ale odniósł ranę już w pierwszej walce z panem de Contay. Dlatego też jego miejsce miał zająć markiz Ferrara. Niestety, markizowi rumak odmówił posłuszeństwa. Ostatecznie więc, jako przyjmujący wyzwania, w szranki wszedł ponownie de Contay. Przeciwko niemu stanął jeden z angielskich rycerzy, ale przegrał bardzo szybko. Tak mijała sobota, a tematem wieczornej zabawy był znów Herakles i jego prace.

olejnego dnia sam książę Karol Burgundzki rzucał wyzwania. Podjął je Adolf de Cleves, który zwyciężył w stosunku: jedenaście skruszonych kopii, do ośmiu. Po tej walce rozebrano barierki na środku turniejowego pola i rozpoczęło się starcie dwóch drużyn rycerskich składających się z dwudziestu pięciu wojowników każda. Najpierw zaszarżowano kopiami, a potem poszły w ruch miecze. Podobno rycerze tak się zapamiętali w boju, ze walczących musiał osobiście rozdzielać sam książę.

olejne wydarzenie nawiązywało znów do przygód sir Florimonta. Była to kolejna inscenizacja. Przygotowano na brugiijskim rynku trzydzieści ogrodów otoczonych złoconymi płotkami. W centrum każdego ogrodu rosło pozłacane drzewko. Opodal nich zbudowano makietę wieloryba, przy którym panie przebrane za syreny śpiewały pieśń. Dekoracje te stanowiły tło do zaprezentowania walki pomiędzy rycerzami, a olbrzymami.

o zakończeniu pokazu przydzielono nagrody. Pana na Argel wyróżniono za stoczoną walkę, natomiast księcia Karola zza cały turniej. Władca Burgundii jednak nagrody nie przyjął, przypadła więc ona bratu królowej Anglii Johnowi Woodville'owi. Poniedziałek miał być dniem kończącym turniej, jednakże ze względu na wielki zapał uczestników zawody przedłużono. Niestety, nie mamy relacji z owej nadprogramowej części.

urgundczykom starali się dorównać arcyzamożni książęta włoscy. Wspaniałe widowiska urządzali w latach 1460-1480 florenccy Medyceusze zwracający jednak chyba bardziej uwagę na olśnienie widzów przedstawieniem, niż samą walką. Wiadomo z opisów, że niektórzy uczestnicy turnieju w 1475 roku mieli na sobie po kilka kilogramów pereł, przy czym nigdzie nie jest napisane, że stawali w jakiekolwiek szranki. Bogactwo strojów zresztą w ogóle wyróżniało turnieje południa Europy. Popatrzmy na przykład na turniej z 1469 roku zorganizowany przez Wawrzyńca Wspaniałego (Lorenzo Medyceusza). Uroczystości owe odbywały się z powodu ślubu Wawrzyńca z Rzymianką Clarice Orsini. Panna młoda była całkiem niebrzydka i pochodziła ze znakomitego rodu. Jej rodzina posiadała wielkie majątki w Królestwie Neapolu. Jednakże we Florencji istniał zwyczaj, iż przedstawiciele arystokracji żenili się wyłącznie z córkami miejscowych rodów toskańskich. Orsini byli dla cudzoziemcami i ślub Clarice bardzo oburzał Florentyjczyków. Wawrzyniec doskonale wiedział, co to znaczy zwrócić przeciwko sobie obywateli. Wszak jego rodzina wielokrotnie wcześniej bywała skazywana na wyganiane lub więziona mocą uchwały rządzącej Signorii. Wprawdzie Wawrzyniec teoretycznie sprawował nad nią kontrolę, zdawał sobie jednak sprawę, że posiada wielu wpływowych wrogów, którzy wykorzystają przeciwko niemu niezadowolenie prostych mieszczan. Wspomniany turniej był swoistym rodzajem przekupstwa, gdyż Włosi tej epoki uwielbiali wszelkie widowiska. By uczynić go jak najwspanialszym, jak najbardziej niezapomnianym w pamięci widzów i uczestników Wawrzyniec wydał na koszty organizacyjne aż 10000 dukatów, sumę naówczas zawrotną. Turniej Wawrzyńca, zasadniczo, jak każdy włoski, miał być z założenia widowiskiem i choć zdarzały się wypadki, jak ten, w którym Federigo de Montefeltro stracił oko, ogólnie przypominał współczesne parady. Wspaniały strój miała Lukrecja Donati, królowa omawianego turnieju. W znakomite ubiory i paradne stroje ubranych zostało osiemnastu młodzieńców z świetnych rodów florenckich odgrywających rolę rycerzy. Jednakże wszystkich przyćmił sam organizator. Sięgnijmy w tym miejscu do biografii autorstwa Christophera Hibberta "The Ride and Fall of the House of Medici":

"Miał na sobie (Wawrzyniec) tunikę z białego jedwabiu obszytego purpurą, na niej aksamitną opończę I jedwabną szarfę, usiana haftowanymi różami, niektóre z lekka wyblakłe, inne w pełnym rozkwicie, z rzucającym się w oczy mottem wyszytym perłami: LE TEMPS REVIENT. Perły lśniły też na czapce z czarnego aksamitu obok rubinów i dużego diamentu okolonego piórem ze złotych nici. Biały rumak Lorenza, w czapraku z czerwonobiałego aksamitu obszytego perłami, był darem od króla Neapolu. Miał tez drugiego konia, bitewnego, którego podarował mu książę Borso d'Este z Ferrary. Książę Mediolanu sprezentował mu zbroję. Na środku tarczy błyszczał duży diament. Hełm wieńczyły trzy długie, niebieskie pióra. Na sztandarze widniała dewiza w postaci wawrzynu - część gałązek przywiędłych, a część olśniewająco zielonych, z mottem wyszytym perłami, tym samym, które widniało na szarfie."

ak wspaniały pokaz olśnił kochających przepych Florentyjczyków i wybaczyli Medyceuszowi ożenek z cudzoziemką. Jednakże nie tylko władcy ubierali barwne stroje. Także arystokracja, a nawet ubożsi mieszczanie zakładali barwne kostiumy. Popularne były ubiory z innych kultur np. tureckiej. Często posługiwano się również strojami zakonników i zakonnic. Niektóre z kolei przypominały współczesną sztukę awangardową typu: nagi człowiek owinięty zwojem papieru z księgą nad głową. Do ich projektowania przyczyniali się najwybitniejsi artyści włoscy. Nawet Leonardo da Vinci miał swój udział w ubiorach dziesięciu dzikusów, za których byli przebrani podwładni Galezzo Sanseverino podczas imprez towarzyszących podwójnemu ślubowi Beatrice d'Este i Anny Sforzy w Mediolanie 1491 roku.

a widowiskowość zwracano uwagę również w Hiszpanii. Popatrzmy na przykład na turniej zorganizowany w 1428 roku przez księcia Henryka w Valladolid. Książę kazał zbudować na placu cała fortecę z ostrokołem i czterema basztami. Ostrokół z kolei otaczała mniejsza palisada z dwunastoma wieżyczkami. Z ich okien wyglądały bogato wystrojone damy. Z kolei wewnątrz ostrokołu zbudowano fortecę z pięcioma wysokimi wieżami: jedną w centrum, a pozostałymi po bokach. Przed fortecą wzniesiono dzwonnicę i kolumnę, na której stał wyrzeźbiony gryf dzierżący sztandar. Do fortecy droga prowadziła pomiędzy dwiema wieżyczkami, przy których wzniesiono łuk z napisem: "To jest brama do niebezpiecznej i wielkiej przygody." Jeżeli rycerz chciał podjąć wyzwanie musiał przybyć pod fortecę. Wtedy pojawiała się jedna z dam wyjaśniając mu, że nie może pójść dalej, chyba, że zgodzi się stoczyć walkę z jednym z obrońców fortecy. Oczywiście przyjezdny rycerz odpowiadał, iż jest gotów, a wtedy następował pojedynek. W turnieju tym brał udział król Nawarry i wielu rycerzy. Król, na wspaniałym koniu, którego rząd był zdobiony metalami szlachetnymi, skruszył nawet kilka kopii. Tudzież książę Henryk, główny organizator. Jednakże podczas jednego z najazdów książę został poturbowany i ogłuszony, a jeden z jego giermków został nawet tak mocno ranny, że wyzionął ducha kilka godzin później.

ie tylko sam turniej umożliwiał pokazanie się z jak najlepszej strony. Również wyjazd czy szczęśliwy powrót stanowiły okazję, do zaprezentowania swojego szyku i bogactwa. Marcelin Deforurneaux w dziele "Życie codzienne w czasach Joanny d'Arc" tak opisuje wyjazd możnego rycerza na turniej:

"Gdy Saintree po raz pierwszy opuszcza Paryż, aby stoczyć walkę, przeciąga ulicami stołecznego miasta we wspaniałym orszaku. Poprzedzane przez czterech trębaczy i dwóch doboszów idą cztery wielce piękne i bardzo potężne rumaki bojowe, a każdego wiedzie dwóch konnych pachołków. Następnie jadą trzej rycerze z czternastoma końmi, dziewięciu giermków z dwudziestoma końmi, starszy herold z dwoma końmi oraz heroldzi Turenii i Luzytanu z czterema końmi. W orszaku rycerza znajdują się również: kwatermistrz, kowal i płatnerz, dalej osiem koni jucznych, cztery dla Jeana i cztery dla jego towarzyszów, a ponadto jeszcze dwunastu sług na koniach. Zarówno ludzie, jak i konie noszą barwy Saintrego i jego dewizę."

usiało to wyglądać pięknie i podniośle. Zaznaczmy przy tym, że grupa przybocznych Jeana Saintree wcale nie była nadzwyczajnie liczna. Wiemy z zapisków Gilberta z Brugii, że drużyna hrabiego Flandrii na jednym z turniejów w 1125 roku liczyła 200-u rycerzy. Przewyższały ją drużyny księcia Austrii i margrabiego Istrii w 1224 roku w Friesach. Obydwie liczyły po 300-u rycerzy. Czy to możliwe? Kronikarze podają nieraz kosmiczne liczby uczestników. Podobno na turniej w 1184 roku w Sangi-sur-Marne przybyło aż trzy tysiące uczestników, a w innych potyczkach, organizowanych z okazji pasowania synów cesarskich w 1184 roku wzięło udział dwadzieścia tysięcy rycerzy. Zapewne ta ostatnia liczba jest przesadzona, lecz pozostałe leżą całkowicie w granicach możliwości. Wyjazd na turniej takiej grupy rycerstwa, której towarzyszyło mrowie giermków i sług, musiał wyglądać niezwykle imponująco i wspaniale. Zapewne działał na wyobraźnię ludzi, napawał ich dumą i szacunkiem, przypominając jednocześnie siłę, którą dysponował suzeren.

iek XV można uznać za okres największego rozkwitu turniejów. Rycerze dalej odgrywali decydującą rolę na polach bitew i mogli na turniejach ukazywać swoją sprawność we władaniu tradycyjna bronią, a jednocześnie istniały już wspaniałe oprawa tworzące z turniejów niezapomniane widowiska. Schyłek XV wieku to bujny rozwój nowych sztuk prowadzenia wojny, w których ani kopia, ani ciężka zbroja nie były już przydatne. Turnieje, jako element kształtowania umiejętności bojowych, stopniowo zanikały. Jeszcze niektórzy władcy, jak angielski Henryk VIII, francuski Franciszek I, czy cesarz Maksymilian podtrzymywali zwyczaje turniejowe. Jednakże były to wyjątki. Turniej powoli pozbył się elementu rycerskiej walki i stopniowo przeobraził w pełne przepychu widowisko nie mające nic wspólnego z dawnymi pojedynkami w szrankach.

Majątek i chwała

acytujmy fragment "Aleksjady" autorstwa księżniczki bizantyjskiej Anny Komneny. Wspomina ona sytuację z czasów pierwszej krucjaty. Zdarzyło się, że jeden z krzyżowców goszczących na dworze w Konstantynopolu pozwolił sobie usiąść na cesarskim tronie. Zganiono go oczywiście, a wojownik dumnie odpowiedział:

"Jestem Frankiem i szlachcicem z urodzenia. Wiem jedno. Na skrzyżowaniu dróg w kraju, gdzie się urodziłem, znajduje się starożytna świątynia. Tam udają się ci, którzy chcą spotkać się z przeciwnikiem w rycerskim pojedynku ... sam też tam czekałem na godnego przeciwnika - nikt taki się jednak nie pojawił."

ie pojawił się nikt, kto mógł sprostać owemu rycerzowi, wiec to, w jego mniemaniu, podniosło go do rangi osoby, która może dumnie odpowiedzieć cesarzowi: "Wygrałem, byłem najlepszy, nikt mi nie dorównał, więc dlatego mogę usiąść na tronie cesarskim i nie jest to dla władcy ujma." Duma, cecha nieodwołalnie związana z rycerstwem, leży u podstaw istnienia turniejów. Rycerz, który pokazał, że jest lepszy, sprawniejszy, mógł być z siebie dumny. I nie tylko on. Zwycięzcy turniejów odbierali wspaniałe honory od miast i możnych. Książęta i królowie ich hołubili. Gdy na turnieju w Lille w 1334 roku wygrał Jaques Grebert, do rodzinnego Valenciennes wprowadzała go świta złożona z czterech młodych dam. O zwycięzcy pamiętano i w następnym roku. Na kolejny turniej w Lille rycerze z Valenciennes przywieźli makietę swojego miasta oznaczoną herbami Jaquesa Greberta. Takie pochody, uroczystości z okazji zwycięstwa rodaka należały do standardu. Niekiedy miasta dodatkowo jeszcze nagradzały zwycięzców w sposób znacznie konkretniejszy niż tylko poprzez paradę. Przykładowo wiemy, że Michael Anguille otrzymał w 1352 roku od mieszkańców Ypres dar w postaci reńskiego wina.

ednak takie prezenty są niczym wobec swoistych licytacji, które urządzali możni proponując najwybitniejszym uczestnikom turniejów wstąpienie do swojej drużyny. Podobne to było niezwykle do współczesnych walk klubów o gwiazdy sportowych aren. Znamy nawet niektóre sumy. Po jednym z XIII wiecznych turniejów hrabia Flandrii i książę Burgundii licytowali się o opromienionego chwałą Williama Marshala (Wilhelma le Marechala). Każdy z nich proponował mu 240 tysięcy denarów rocznej pensji. Marshal był gwiazdą pierwszej wielkości. Jednak nawet rycerze nieco mniej sławni mogli stać się całkiem zamożnymi ludźmi dzięki pensjom władców. Humphrey de Bohum zawarł na przykład w 1307 roku kontrakt z sir Bartholomew de Enfield, który kosztował go 40 marek rocznie. Diuk Burgundii, Eudes IV płacił Jeanowi de la Planche w 1332 roku 20 sous dziennie, nie licząc prezentu z dobrego rumaka. Robertowi Herle z kolei w 1339 roku zaproponowano po prostu zamek Barnard. Posiadanie w drużynie dobrego zawodnika oznaczało dla władców prestiż i zwiększenie szans na zwycięstwo. Bowiem w świat szła nie tylko wieść o wygranej konkretnego rycerza, ale również o panu, w którego służbie przebywał. Inwestycja w dobrego zawodnika była więc swoistym kosztem promocji księcia.

ilippo Viscontiego z Mediolanu niezwykle bolało na przykład, że na zorganizowanym przez siebie w 1435 roku turnieju, wygrał Carlo Gonzaga, a nie któryś z jego rycerzy. Książę Visconti odniósł właśnie wspaniałe zwycięstwo na Aragończykami i z tej okazji zorganizował imprezę. Niestety, zwycięstwo obcego naruszało prestiż księcia, stąd zaczął szukać wojownika, który byłby w stanie przeciwstawić się zręcznemu Gonzadze. Jedne ze sprytnych dworzan wspomniał księciu, że w więzieniu trzyma jego krewniaka Venturino Benzone, znakomitego kopijnika. Filippo Visconti natychmiast wydał rozkaz, by Ventuino stawił się przed nim. Propozycja księcia była prosta: wygrasz zawody, a ja od razu puszczam w niepamięć twoje winy. Venturino się zgodził i następnego dnia rzeczywiście powalił Gonzagę, a później okrzyknięto go zwycięzcą turnieju. Zyskał wolność i sławę, a książę był szczęśliwy, że to jego człowiek okazał się najlepszy. Również władcy Polski doceniali swoich rycerzy. Kazimierz Jagiellończyk nadał zakonnikom dominikańskim specjalne przywileje w zamian za msze, które mieli odprawiać za duszę Jana z Kobylan. Decyzja została uzasadniona, między innymi, tym, że rycerz ów wielokrotnie odważnie stawał w turniejach, co przynosiło honor i królowi i państwu polskiemu.

ajczęstszymi nagrodami dla zwycięzców turnieju były klejnoty. Także zdarzały się pierścienie, kielichy, oręż, konie. Ilustracja "Kodeksu Manesse" prezentuje na przykład wizerunek śląskiego księcia Henryka Probusa, jak otrzymuje w darze wieniec. Z kolei Francuz, szambelan Jean de Maingre otrzymał w 1390 roku od swojego władcy Karola VI kielich ze złota zdobiony kamieniami szlachetnymi. Całkiem nieźle płacono również w Landshut w 1475 roku. Turniej zorganizowano z okazji ślubu Jadwigi Jagiellonki z księciem bawarskim Jerzym. Zwycięzca pojedynku pomiędzy księciem Krzysztofem Wittelsbachem a kasztelanem Dobiesławem Lubelczykiem z Kurozwęk miał otrzymać drogocenną spinkę wartości 100-u florenów. Inna z kolei walka, pomiędzy nieznanym z imienia polskim rycerzem, a grafem Hansem von Wertheim toczyła się o 200 florenów węgierskich. We Florencji zaś w 1406 roku na turniejach nagrodami były: posrebrzany lew, aksamitna czapka i wspaniale zdobione hełmy. Zdarzało się, że prezentem było zwierzę: im dziksze i rzadsze, tym lepiej. Na turnieju pod Londynem w 1215 lub 1216 roku nagrodę stanowił niedźwiedź. Bywały jednak lwy, małpy, żyrafy i inne tego typu, albo żartobliwe nagrody: papugi lub szczupaki. Podobno zdarzyło się, że nawet jedna z władczyń zaproponowała zwycięzcy swoją rękę. Niestety, nie wiemy, czy mariaż doszedł do skutku. Prezentem mogła być również najwyższej klasy panienka lekkich obyczajów, jak to się działo na wspomnianym wcześniej turnieju w Magdeburgu.

rawdziwy, mierzony złotymi monetami, zarobek na turniejach pochodził jednakże nie z nagród, ale ze sprzedaży zdobytych rumaków i zbroi oraz uzyskiwanych wykupów od pokonanych rycerzy. Ubodzy rycerze jadąc na turniej stawiali na jedną kartę całą swoja karierę. Jeżeli bowiem straciliby zbroję i rumaka, nie stać by ich było na zakup nowych. Jednakże mogli również bardzo wiele zyskać. Kiedy szczęk oręża milkł, tylko turniej dawał jakąś możliwość wzbogacenia się. Traktowano go niczym substytut wojny, który w czasie pokoju zapewnia sławę i pieniądze.

złowiekiem, który zdobył fortunę na turniejach był Anglik William Marshal (Wilhelm le Marechal). Na swoje pierwsze zawody w Le Mans w 1167 roku przybył w pożyczonym pancerzu. Wspaniałe sukcesy, przekładające się na gotówkę, zachęciły go do dalszych startów. By zwiększyć swoje szanse zawiązał nawet nieformalną spółkę z flamandzkim rycerzem Rogerem de Gauga. Jeździli na turnieje jako jeden zespół, po czym dzielili się zdobyczą. Podobno w ciągu 10-iu miesięcy pokonali ponad stu rycerzy zdobywając ich rynsztunek i konie. Dla młodszego syna szlacheckiego nie mogącego liczyć na spadek po ojcu była to fortuna. Co więcej, ten sposób zdobycia majątku uważano za chwalebny i honorowy. Dalsze życie Marshala przypominało bajkę. Cieszył się najwyższym poważaniem w Europie i wielka estymą władców Anglii. Wprawdzie posądzono go w pewnym okresie o romans z królową Małgorzatą, jednakże monarcha Wyspiarzy nie mógł sobie pozwolić na uwięzienie, czy choćby niełaskę w stosunku do największej gwiazdy swojej rycerskiej drużyny. Pielgrzymował do Ziemi Świętej, brał udział w wewnętrznych walkach w Anglii. Swoje pierwsze nadanie ziemskie (dotąd bowiem nie posiadał majątku) otrzymał dopiero w 1187 roku. Prawdziwą fortunę przyniósł mu jednak dopiero w wieku lat 50-iu ślub z siedemnastoletnią Isabel de Clare. Panna Isabel, dziedzicząca majątek po swoim ojcu earlu Pembroke, należała do najbogatszych kobiet w Anglii i ożenek z nią (dokonany zresztą na rozkaz króla) ustawił Williama Marshala w ścisłej czołówce brytyjskich magnatów. Szczytem kariery dzielnego Williama było sprawowanie regencji w Anglii w latach 1216 - 1219. Pomyśleć, że to wszystko zaczęło się od wygrania kilku walk na turnieju w Le Mans.

ak widać zwycięstwa w turniejach i tam zdobywane środki przyczyniały się do sukcesów na polu politycznym i ekonomicznym oraz dawały wielki rozgłos. William Marshal nie był jedynym, którego turnieje uczyniły sławnym. Dotyczy to również rycerzy polskich, z których najsłynniejszym był Zawisza Czarny z Garbowa. Nie wiadomo, by kiedykolwiek poniósł porażkę. Jego bez wątpienia największym sukcesem było pokonanie w Perpignan Jana z Aragonii, uważanego, w owym czasie, za najlepszego rycerza na świecie. Sukcesy turniejowe u Zawiszy szły w parze z męstwem w boju, co nie zawsze było zasadą. O takich wojownikach, sprawdzających się głównie na turniejach Dominikanin John Bromyard pisał:

"Cóż to za chwała dla męża, który konno wspaniale jeździ, kopią wspaniale włada w potyczkach z przyjacioły swoimi i sąsiadami, a tak szybko umyka z pola, gdy prawdziwy bój przyjdzie toczyć? Cóż za pożytek w zabronionych turniejach czy innych rzeczach im podobnych, gdy bardziej chodzi o czyny ważne i cnotliwe, jak wojna sprawiedliwa i kraju własnego obrona? Co za pożytek, gdy tchórzliwi są i bojaźliwi? Pozwalają wrogowi kraj łupić, grabić i niszczyć. Palić miasta, niszczyć zamki i ludzi w niewole zabierać."

romyard wiedział o czym mówi. Uwielbienie niektórych dla turniejów (niekoniecznie połączone z prawdziwym męstwem) przekraczało granicę absurdu. Zdarzyło się w 1140 roku, że earl Chester zaledwie z trójką ludzi był w stanie odbić zamek z rąk zwolenników angielskiego króla Stefana, gdyż wszyscy rycerze wyjechali na turniej organizowany w innym miejscu.

ednakże Zawisza Czarny zapewne spodobałby się Bromyardowi, jako mąż wsławiony w boju. Owe przewagi wojenne, sława turniejowa i udział w życiu politycznym spowodowały nominacje królewskie na starostwa: kruszwickie i spiskie. Zawisza, znany rycerz, dyplomata (między innymi reprezentował nasz kraj na słynnym soborze w Konstancji w latach 1414 - 1418), stał się również bardzo zamożnym człowiekiem. O jego majątku mogło świadczyć to, że w roku 1423 był w stanie sam podjąć ucztą trzech królów (polskiego, rzymskiego i duńskiego) oraz zestaw udzielnych książąt i innych dostojników.


ednakże owo turniejowe bogactwo nie brało się z powietrza. Jeżeli ktoś wygrywał, ktoś musiał również przegrać. Rycerze, którzy ponieśli klęskę tracili nieraz wszystko. Nawet najbogatsi arystokraci, którzy uczestniczyli często w turniejach i mieli nieco pecha, potrafili nadwerężać swoje majątki. Potępiając turnieje, na zadłużanie się pokonanych rycerzy, zwłaszcza u Żydów, wskazywał kaznodzieja Thomas z Chartres. Dominikanin John Bromyard zaś ukazywał turnieje, jako element zwiększający ucisk ludności wiejskiej i wyzysk poddanych. Wszystkie bowiem klęski i okupy ostatecznie i tak spłacali oni.

ak więc widać, rycerska chwała potrafiła niekiedy przekształcić się w faktyczną potęgę majątkowa i polityczną. Zwykły syn Birnata z Garbowa w sandomierskiem, czy młodszy potomek Johna FitzGilberta (William Marshal) dzięki turniejom z szeregów przeciętnych, ubogich rycerzy wznieśli się do rzędu najwyższej arystokracji. A inne gwiazdy, jak francuski bohater Boucicaut, angielski Jacques de Lalaing, hiszpański Pero Nino? Wspaniali, podziwiani, chwaleni. Opiewani przez trubadurów, portretowani przez malarzy, opisywani przez biografów. Łączący często sławę mistrzów kopii i miecza z pozycją polityczna i majątkową. Czyż mając takie przykłady młodsi rycerze mogli się powstrzymywać przed udziałem w turniejach? Niebezpieczeństwo istniało, ale obok niego czaiło się spojrzenie fortuny obiecującej sławę i majątek.

Damy na turniejach

broje, konie i chwała stanowiły niezwykle istotną zdobycz dla rycerza, ale ważna była również prezentacja męstwa przed ukochaną. Całkiem to przecież normalne, że mężczyzna pragnie przed swoją panią pokazać się z jak najlepszej strony. Jednakże w początkowej fazie turniejów ów pokaz własnych umiejętności był zasadniczo niemożliwy. Zostało wspomniane, że wczesne turnieje przypominały zwyczajną bitwę rozgrywająca się na dość szerokim obszarze, podczas której nie przewidywano miejsc dla widzów. Dopiero zmiana w sposobie organizacji, przeniesienie całego widowiska do miast, zmniejszenie szranek, ustanowienie trybun spowodowało, że turniej stał się dostępny dla osób postronnych, także i kobiet. Inna rzecz, że owo przebywanie na trybunach także nie zawsze było bezpieczne. Kroniki notują, że we wrześniu 1331 roku na turnieju w Cheapside przygotowanym przez Williama Montacute, trybuna zawaliła się. Część widzów została ranna, a co bogatsze niewiasty okradziono.

iedy pojawiła się publiczność, przystąpili do boju trubadurzy. W ich pieśniach, poematach i księgach turniej, ze zwykłej potyczki, stał się miejscem prezentacji uczuć. Rycerz, walczący dla damy, wyrażał w ten sposób swoje uwielbienie. Pani szlachetnego rodu zaś mogła bez ujmy na honorze pokibicować mężczyźnie, obdarować go szarfą lub mankietem (o czym wspomina w swoich kazaniach Jacques de Vitry), na znak, że mu sprzyja, wreszcie, w najgorszym przypadku, po prostu przyjąć hołdy i podziękować za nie. W dość mocno podzielonym, według ról płci, społeczeństwie średniowiecza, turniej był chwilą wyjątkowej bliskości. Czy należy się więc dziwić, ze obydwie strony z utęsknieniem oczekiwały na chwile, gdy rycerze staną w szrankach oraz na czas wieczorny, po starciach, poświęcony zazwyczaj wspólnym tańcom i zabawie?

iedy na dworze w Szampanii czytano opowieść "Erek i Einida" Chretiena de Troyes, niejeden zapewne rycerz marzył, by, idąc w ślady głównego bohatera utworu, wygrać turniej i zdobyć srebrnego krogulca. Erek zdobył ową nagrodę po zaciętej walce z Iderem, po czym wręczył ją Einidzie. Chyba niejedna panna, słuchając tej opowieści, wyobrażała sobie, iż jest Einidą. Jej ukochany, piękny młodzieniec wygrał właśnie rycerski turniej i obdarował ją zdobytą nagrodą, przyznając jej tym samym tytuł królowej zawodów, co zazwyczaj wiązało się z ogłoszeniem, iż jest najpiękniejszą, i najcnotliwszą niewiastą. Jakże mogłaby być wtedy radosna, wywyższona ponad inne, zazdroszczące jej powodzenia dziewczyny. Dumna tyleż z siebie, co z faktu, że tak wspaniały wojownik właśnie jej oddał swoje serce.

ednakże panie nie tylko obierają hołdy za zwycięstwa ich rycerzy. Popatrzmy na fragmencik "Ereca i Einidy":

"... ona mówi za niego szczere modlitwy. Ledwo ją zobaczył, a już siła i chęć wielka do jego duszy napływa. Jej piękność i miłość ducha walki w nim przywróciły."

est to opis decydującego starcia pomiędzy Erekiem i Iderem o krogulca. Einida nie jest tu lalką, postawioną na piedestale i biernie czekająca na swój los. Dla Ereka piękno i miłość Einidy, to siła sprawcza jego męstwa. Tak więc w poezji, niewiasta została wyniesiona na poczesne miejsce, a ponieważ pieśni wpływały na rzeczywistość, także jej ranga podniosła się w świecie rzeczywistym. Kobieta przestaje powoli być istotą niższą. Ma swoją rolę w życiu, inną, niż rola wojownika, ale niezbędną, gdyż bez niej, jego świat staje się pusty. Rycerz bez damy traci część siły, jest zbyt słaby, żeby realizować swoje powołanie. Ona nadaje sens jego istnieniu i wyzwala w nim moc i odwagę, a jednocześnie tylko jego działania mogą wynieść damę ponad inne niewiasty. Pierwiastek męski i żeński zaczynają się dopełniać.

świecie rzeczywistym bywało wprawdzie różnie z owym dopełnianiem się, ale na turniejach widać ten układ znakomicie. Nawet więcej, kobieta, jako siła sprawcza działań mężczyzny, zostaje ustawiona ponad nim. Znowu wzorem tej konfiguracji pozycji są poematy. Przykładem jest tu chociażby arturiańska opowieść Chretiena de Troyes o romansie Ginewry i Lancelota. On, najświetniejszy i najwspanialszy rycerz, jest nieomal niewolnikiem swojej damy. Kiedy startuje w turnieju kaprys Ginewry każde mu przegrywać pojedynki. Zwycięstwo więc i chwała, czyli coś, co było jednym z najważniejszych elementów rycerskości ustępuje ważnością służeniu damie.

o, ale damy z prawdziwego świata raczej nie stroiły takich fochów, jak małżonka króla Artura. Siedziały na balkonach i trybunach dodając walczącym w szrankach odwagi swoją obecnością. Natomiast po walce, kiedy taki rycerz okazał swoja dzielność, niekiedy pozwalały sobie zaszczycić go dobrym słowem lub obdarzyć nawet pocałunkiem. Motywy te odnajdziemy na przykład w utworach Folgore di San Gimignano. Jeden z jego sonetów, poświęcony majowi, zawiera takie wiersze:

"Walka się zacznie i kopie łamane będą na polu,
A z wysoka zacznie padać deszcz wieńców i kwiatów,
Z balkonów i okien wysokich wyruszą one w podróż daleką.
By znak dać wyraźny, że damy czułe i piękne, z mężnymi młodzieńcami
Pocałunki powinny wymienić, w policzki i usta na znak uczucia gorący.
Tak, aby wszyscy radość i zadowolenie odczuli i innym nieść mogli."

asady te dosłownie wprowadzano w życie. Na turnieju zorganizowanym w 1352 roku przez Amadeusza VI Sabaudzkiego, zwanego Zielonym Hrabią, zwycięzca otrzymał złote pierścienie i pocałunki dam. Tak się złożyło, ze pierwszą nagrodę przyznano samemu organizatorowi. Hrabia z chęcią odebrał nagrodę w całusach, lecz pierścienie kazał rozdać innym dobrze stającym wojownikom. Jednakże ci zaprotestowali twierdząc, że od złota sami tez woleliby pocałunki pięknych dziewcząt. Wcale im się nie dziwię.

ednak nie tylko o pocałunki tu chodziło. Zwycięzca turniejów stawał się kimś na kształt dzisiejszego gwiazdora filmowego. Zaczynał być podziwiany przez damy i, przy okazji, ceniony przez ich rodziny, jako potencjalny sojusznik. Niejeden ojciec zamożnej szlachcianki zastanawiał się, czy nie warto mieć dzielnego wojownika w swej rodzinie, a od takiego zastanawiania się tylko krok dzielił czempiona od ślubnego kobierca. Lambert z Andres wspomina, między innymi, opisując jedenastowieczne rody szlacheckie swego regionu, że Arnulf Starszy zdobył w ten sposób Gertrudę, siostrę Baldwina, pana na Alostz. Inny rycerz, tym razem z XII wieku, pan de Guisnes zdobył w ten sposób rękę hrabiny Idy de Bologne. Tego typu wydarzenia nie były odosobnione i każdy rycerz mógł marzyć, że własna dzielność okazana na turniejach doprowadzi go do ręki, łoża i posagu swojej wybranki. Conon z Bethune pisał o turniejach:

"I wiedzą dobrze wielcy i mniej znaczni,
Że tam należy dokonywać czynów rycerskich,
Gdzie zdobywa się Raj i dobre imię,
I nagrodę, i sławę, i miłość kochanki."

eden z dziwniejszych turniejów zorganizowanych wyłącznie dla zdobycia życzliwości damy, odbył się w 1473 roku we Florencji. Bartolomeo Benci nie pożądał nagród pieniężnych, ale pragnął, by uwielbiana pani spojrzała na niego z większą przychylnością. Wpadł więc na pomysł urządzenia specjalnego turnieju połączonego ze śpiewaniem serenad. Wraz z ósemką towarzyszy należących do bogatych rodów toskańskich udał się o pierwszej w nocy pod balkon domu ukochanej. Każdemu z nich towarzyszyło ośmiu konnych młodzieńców oraz trzydziestu pieszych, wystrojonych w liberie i niosących żagwie. Przydźwigana została również konstrukcja przedstawiająca amorki na zielonym tle i wielkie krwawiące z miłości serce. Specjalny mechanizm sprawiał, że amorki poruszały się z dołu do góry i potem znowu w dół. Bezpośrednio pod balkonem dziewczyny zaczynano śpiew, a potem toczono rycerskie pojedynki. Tak się działo przy domach dziewcząt kochanych przez każdego z dziewięciu młodzieńców. Trudno powiedzieć, czy sinior Benci uzyskał upragniona nagrodę w postaci przychylności dziewczyny. Jednakże pomysł miał całkiem niezły. Co więcej, przygotował wszystko naprawdę z głową, uzyskując specjalne pozwolenia od Signorii na nocne walki i serenady. Zapewniał sobie w ten sposób bezpieczeństwo w razie jakiegoś niespodziewanego wypadku.

urniej uznawano za wydarzenie, które dawało rycerzom szansę na podbicie serc niewieścich poprzez pokazanie własnego męstwa, ale także pomysłowości, szyku, gracji, elegancji, etykiety, mody i w ogóle udowodnienie tego, że jest się na topie. Słów "cool" i "trendy" w ówczesnych czasach zapewne nie używano, tym niemniej wszyscy znakomicie orientowali się, w czym rzecz. Już sam udział w turnieju nobilitował, a cóż dopiero jego organizacja! Znakomicie pokazuje to sirwent (rodzaj utworu średniowiecznego) Bertrana de Born, kasztelana Limousin skierowany do króla Ryszarda Lwie Serce. U tego poety synonimem wyrazu "trendy", jest słowo "młody", rozumiane jednak nie jako określenie wieku, lecz stylu życia.

"Młodym jest człowiek, gdy dobra zastawia;
Młodym, gdy cały majątek utraci,
Lecz z przyjaciółmi się jeszcze zabawia
I podarkami przyjaciół bogaci;
Młodym, gdy skarby ze skrzyni rozsieje,
Za to urządza szranki i turnieje;
Młodym, gdy kocha damy, jak należy
I jeśli kochają go jego żonglerzy ..."


zyli, rozrzutność! Ale rozrzutność z klasą, ze stylem, z utrzymaniem konwenansów, rozrzutność, której częścią były turnieje i która pozwalała być trendy. A damy często oddawały serca takim właśnie mężczyznom (czy coś się zmieniło od tamtych czasów?). Rycerzowi, który chciał być na topie, wypadało uczestniczyć w turniejach. Tu mógł ujawnić swoją wartość jako zawodnik i elegant licząc na to, że jego klasa zostanie przez damy zauważona. Marcelin Deforurneaux wymienia we wspomnianej już pozycji "Życie codzienne w czasach Joanny d'Arc" garderobę zabieraną przez rycerza na turniej

"... trzy stroje paradne, jeden z adamaszku karmazynowego haftowanego srebrem i obramowanego sobolowym futrem, drugi z niebieskiego atłasu naszywanego w romby drogimi kamieniami, trzeci czarny, adamaszkowy, cały przetykany srebrną nicią i pękami strusich piór zielonych, fioletowych i szarych: w tych strojach Saintree ma wystąpić w walkach konnych. Podczas walki pieszej nosi on płaszcz rycerski z karmazynowego atłasu usiany wisiorkami ze złota i jasnoczerwonej emalii."

legancko strojono się na turniejach we Francji, Anglii, Włoszech, ale wysoko urodzeni szlachcice w Polsce całkowicie dorównywali pod tym względem rycerzom z zachodniej Europy. Małgorzata Wilska w opracowaniu "Dwór królewski i kultura dworska" podaje, iż mazowiecki książę Janusz II posiadał:

"cenne zbroje turniejowe, szyszaki wysadzane drogimi kamieniami z pawimi piórami oraz maski i wieńce turniejowe srebrne i pozłacane, nabijane perłami i diamentami, w kształcie pyska lwa, używane podczas potyczek. Hińcza z Rogowa zamawiał u szmuklerza włoskiego osiadłego w Krakowie trzy wieńce z perłami i zlotem, dwadzieścia srebrnych lilii na turniej i kazał naprawić szesnaście par skrzydeł, z Włoch zaś sprowadził część rzędu na konie i najbardziej wówczas cenioną mediolańską zbroję."

aradując w takim stroju można było próbować olśnić płeć nadobną. Inna rzecz, że niekiedy wszystko to układało się na opak. Marie de France w jednej ze swoich pieśni wspomina sytuację, w której aż czterech rycerzy zakochało się w jednej damie. Wszyscy byli dzielnymi mężami i panna skłaniając się ku wszystkim, nie mogła się zdecydować na wybór jednego. Chcąc się popisać przed dziewczyną, dokonywali cudów waleczności na turnieju pod Nantes, gdzie prowadzili do boju swoje oddziały w grupowej walce. Wszystkich okrzyknięto pierwszego dnia zwycięzcami. Rozstrzygnięcia więc ów dzień nie przyniósł. Drugi okazał się natomiast tragiczny. Ażeby przyćmić konkurentów każdy z rycerzy zuchwale odłączył od swojego oddziału. Walka w pojedynkę przeciwko grupie rzadko przynosi pozytywny rezultat. Dokładnie tak było i teraz. Na czterech konkurentów do ręki przeuroczej damy, trzech zginęło, a jeden trwale został okaleczony, co spowodowało, że również przestał się damie podobać.

obiety pełniły w turniejach także inne, bardziej aktywne, role, niż tylko i wyłącznie dodawanie swoim ukochanym odwagi. Często spotykanym zwyczajem było przekazywanie nagrody zwycięzcy przez damę. Na wspomnianym wcześniej turnieju pod Londynem, właśnie dama ofiarowała Williamowi Marshalowi niedźwiedzia. Sir John Tiptoft w "Ordinances, Statues and Rules, Cripps-Days, History of Tournament" w ogóle uważa wręczanie prezentów zwycięzcom za przywilej dam. W Niemczech ów dar szlachetnie urodzonych pań zyskał nawet nową nazwę "frauendank". Zdarzało się, że także wybór zwycięzców składano w nadobne dłonie płci piękniejszej. Dyplomata polski Jan Dantyszek wspominał w 1531 roku Zygmuntowi Staremu o turnieju z udziałem cesarza Karola V. Cesarz podobno skruszył aż 14 kopii, jednakże zajął dopiero drugie miejsce. Najlepszych zawodników wybierały bowiem panny, a one widocznie preferowały mężczyzn raczej przystojnych, niż wpływowych.

amy jednak nie tylko wręczały i przyznawały nagrody. Podane zostało przy opisach przykładowych turniejów, że czynnie uczestniczyły one w inscenizacjach. Dokonywały również wprowadzeń rycerzy na pole turniejowe i, co bardziej słynne, potrafiły nieźle na tym zarobić. Znany jest przypadek panny de la Riviere, która od hrabiego de Nevers otrzymała za ową grzeczność pierścionek z diamentem. Natomiast do wyjątków należał udział kobiet w turniejowych zawodach. Nie mniej jednak w Ferrarze w 1438 roku jedną z konkurencji turnieju był wyścig szlachetnie urodzonych dam. Bieg odbywał się na odległość kilkudziesięciu metrów, a wystawionymi w szrankach nagrodami dla zwyciężczyń były trzy wytworne ubiory. Trudno sobie wyobrazić bogato przyodziane szlachcianki, które zakasawszy suknie ścigając się ze sobą ku uciesze widzów. Chyba tylko Włosi mogli wymyślić takie zawody.

Na turnieju

organizowanie turnieju było niezwykle kosztowną sprawą. Z jednej strony, w grę wchodziło ugoszczenie wielu przybyłych uczestników i ich rodzin oraz świt, z drugiej, nagrody dla zwycięzców. Kilka kwot zostało rzuconych już w poprzednich odcinkach cyklu. Tu wspomnę tylko, że na przykład taki król angielski Edward III wielokrotnie musiał wspomagać finansowo swoich zięciów, którzy lubili organizować rycerskie zabawy, a byli to panowie naprawdę zamożni (Jan z Bretanii i Jan z Brabancji). Jeżeli jednak koszty były wielkie, dlaczego w ogóle ktoś organizował turnieje? Główną przyczyną była promocja własnego nazwiska wśród rycerstwa, co przekładało się na popularność. Zdobywanie nowych zwolenników, łagodzenie niechęci wrogów, to wszystko zapewniał turniej. Jeżeli dawni Rzymianie wołali "chleba i igrzysk", to dla rycerstwa, a także obserwatorów, turnieje były odpowiednikiem owych antycznych igrzysk. Tylko władca hojny, wręcz rozrzutny, mógł się stać prawdziwie popularny i lubiany. Były to cechy stanowiące istotę rycerskości niemal na równi z męstwem i religijnością. Jeden z trubadur" pisał o Ryszardzie Lwie Serce:

"Biada nam, biada, królu nasz i panie!
Cóż teraz poczną turnieje i zbroje,
Dwory i dary świetne niesłychanie,
Gdy nie ma ciebie, ich mistrza i pana ..."

urniej był wyrazem hojności. Niektórzy kronikarze stwierdzali wręcz, że król powinien organizować przynajmniej jeden do trzech turniejów rocznie, by rycerstwo było zadowolone.

a kilka tygodni przed rozpoczęciem turnieju organizator rozsyłał zaproszenia. Mogło ono brzmieć na przykład tak:

"Wici poszły po wielu krainach Francji i wielu książąt oraz wielka liczba rycerskiej braci przybędzie na turniej do Flandrii w następne Zielone Świątki. Wy również, Panie, możecie wielką sławę zyskać i zaklinamy Was, abyście nie opóźniali się i przybyli na to szacowne i ważne zgromadzenie."

aki wzór listu zapraszającego odnaleziono w dokumentach florenckich z XIII wieku. Zapewne inne brzmiały podobnie. Czasem dodawano jedynie, jakie nagrody otrzymają zwycięzcy i jakie spadną na nich splendory, by tym bardziej zachęcić szlachtę do uczestnictwa. Swoje robili także bardowie, którym niekiedy płacono za rozgłaszanie informacji o turniejach dopiero organizowanych i sławienie tych, które się już odbyły. Oczywiście, można było zadbać o frekwencję w inny sposób. Król Edward III Plantagenet chcąc, by turniej w 1331 roku w Cheapside odniósł szczególny sukces, rozkazał wszystkim angielskim rycerzom stawić się na niego. Był to jednak ewenement. Przeważnie list zapraszający plus dobra sława organizatora z poprzednich lat wystarczała, żeby ściągnąć doborowe towarzystwo. Zresztą rycerze sami chętnie w nich uczestniczyli. Popatrzmy na jeden z dokumentów rodziny Kronbergów:

"Mój najstarszy syn Filip uczestniczył w swoim pierwszym turnieju w Wiesbaden 5 października 1410 roku. Po nim był ten w Moguncji 8 listopada, potem w czasie Świąt Bożego Narodzenia w Boppard. W czasie Wielkiej Nocy następnego roku brał udział w turnieju w Moguncji, potem w Wormacji, dwa tygodnie po Wielkiej nocy. Trzy tygodnie po Zielonych Świątkach walczył w Wurzburgu, 11 listopada we Frankfurcie. W 1412 r. w dwa tygodnie po wielkiej nocy stawał w turniejowe szranki w Landau, potem we wtorek w tygodniu zapustnym 1413 oku w Wiesbaden, w listopadzie w Boppard i w Wormacji."

iorąc pod uwagę, iż Filip miał zaledwie 17 lat, gdy rozpoczynał swoją karierę zawodniczą, zdołał do dwudziestego roku życia zaliczyć aż 11 turniejów. Ale byli i jeszcze lepsi, prawdziwi fanatycy tego sportu. Ulrich von Lichtenstein brał w jednym roku (około 1230) aż w dwunastu turniejach, a Gisledart de Mons w opowiadaniu umieszcza postać hrabiego Boudouinie, który, gdy wyjechał z osiemdziesięcioma rycerzami na turniejową trasę w Boże Narodzenie, to do domu wrócił w Wielkanoc. Tyle, że zaraz po powrocie znów wybrał się w kolejny objazd, zabierając tym razem setkę przybocznych.

iedy towarzyszyło się, takiemu wielmoży, jak ów hrabia, to wyekwipowanie się było znacznie łatwiejsze, niż normalnie. Czasem pan pozwalał bowiem korzystać ze swoich arsenałów. Indywidualni zawodnicy musieli jednak zazwyczaj przygotowywać się sami. Szczególnie istotnym elementem wyposażenia był koń. Był to wydatek, na który nie było stać wszystkich. W XIII wieku w Hiszpanii zwykły wierzchowiec wart był czterdziestu krów, a cóż dopiero mówić o bojowych destrierach. Dlatego niektórzy pożyczali je od znajomych. Na cudzym koniu startował w swoim pierwszym turnieju William Marshal, Adolf von Berg w 1417 roku pożyczał je od swojej szwagierki, zaś jego o takową pożyczkę prosił palatyn Rupert.


pisy turniejów pokazują wiele sytuacji, w których rumak odmawiał wejścia w szranki. Musiał być więc znakomicie wyszkolony. Nie mniej jednak liczyły się umiejętności samego jeźdźca. Poradnik "Livro de ensinanca de ben cavalgar toda sela" napisany w XV wieku przez króla Portugalii Edwarda z dynastii Avizów zawiera następujące słowa:

"Nie uważam za dobrych zawodników w pojedynku rycerskim tych, którzy w szranki wjeżdżając konno prowadzeni przez innych za cugle i których konie jeszcze ktoś inny popędza kijem. Dobry zawodnik sam na swoim koniu podjeżdża, cugle mocno trzymając i rozumny użytek z ostróg czyniąc, gdzie trzeba."

alej król Edward zaznacza, jak ważne jest dobre prowadzenie konia do odniesienia zwycięstwa w walce:

"Gdy inaczej się zdarza, to tylko niektórym udaje się kopię swoją w walce dobrze wykorzystać i w pojedynkach zwycięstwa odnosić, nawet jeżeli koń szybko i zwinnie do przodu prze i naczółek ma nałożony, co pozwala kopie trzymać pewniej, gdy tylko na podpórce jest ona oparta."

obry rumak był więc niezwykle potrzebny do osiągnięcia dobrego wyniku w walce, ale nie tylko. Jego wygląd i rząd stanowił o samym rycerzu. Podkreślał urodę, zamożność i grację wojownika tak samo, jak piękne odzienie. Folgore di San Gimignano pisze w jednym z sonetów:

"Konie ci dam, dla Twoich turniejów majowych
Każdy z nich wielce do walki rycerskiej sposobny,
Każdy pojętny i bystry, z ogonem zadartym koń piękny.
Z pancerzem na piersi, z dzwonkami na rzędzie
I między uszami, gdy proporce wesoło igrają na wietrze."

ieć takiego rumaka i taki rząd było marzeniem wielu, stąd bardzo cenioną nagrodą turniejową był właśnie wyszkolony koń bojowy.

onia można było pożyczyć, ale pożyczanie pancerza zdarzało się znacznie rzadziej. Przede wszystkim dlatego, iż był zazwyczaj robiony na miarę. Oczywiście zbroja także była niesamowicie drogą zabawką. Dziwne zresztą to nie jest, skoro przyzwoita kolczuga z końca XII wieku składała się z 30 tys. misternie połączonych kółeczek. Zbroja taka musiała wytrzymywać silne ciosy zadawane mieczami. Jak mocne mogły być takie uderzenia, świadczy jedna z opowieści o Williamie Marshalu. Zdarzyło się, pewnego razu, kiedy wygrał jeden z turniejów, iż zniknął przed rozdaniem nagród. Ostatecznie odnaleziono go w kuźni z głową na kowadle. Jego hełm rycerski otrzymał tyle uderzeń, że odkształcił się i potrzebna była pomoc kowala, by go ściągnąć. Zauważmy wszakże, że odpowiednio wykonany hełm, mimo iż się pogiął, jednak ochronił wojownika przed ranami. Nawet jednak, jeżeli ktoś dysponował dobrym pancerzem, to z prawem jego użycia na turniejach bywało różnie. Wieki XI, XII i część XIII-ego to czasy dowolnego wyboru. Co chciałeś i co miałeś, to wybierałeś. Natomiast w okresie późniejszym wprowadzano liczne ograniczenia. Jeden z poprzednich rozdziałów wspomina o specjalnych zbrojach skórzanych obowiązujących na turniejach w Anglii za czasów Edwarda III. Używano także drewnianych tarcz, a w późniejszych wiekach specjalnych puklerzy, które rozpadały się pod wpływem uderzenia.

iedy uczestnik turnieju wjeżdżał w szranki musiał stanąć naprzeciw nie tylko przeciwnika, ale również swoich obaw i lęków. Mimo, iż rycerz był znakomicie wyszkoloną maszyną do zadawania ciosów, był także człowiekiem i tak samo odczuwał strach przed starciem. Zagadnieniem tym zajmuje się szerzej wspomniany już król portugalski Edward. Kiedy wspomina o możliwych przyczynach porażki mówi wiele o strachu odczuwanym przez biorącego udział w pojedynku. Według niego są cztery główne powody przegranych:

  • obawa przed walką. Całkiem to naturalna sprawa, według Edwarda (według mnie także), że przeciętny człowiek boi się walczyć i nie chce się narażać,
  • obawa przed samym momentem starcia. Kiedy rycerz brał kopie do ręki mógł być nawet pełen animuszu, ale na widok pędzącego przeciwnika sam instynkt podpowiadał mu, by zejść z linii ciosu, a to oznaczało, że własna kopia osuwała się także od celu,
  • nerwy, które powodują, ze kopię się zbyt mocno trzyma, lub przeciwnie, zbyt luźno,
  • przesada w tym, co się czyni, wynikająca z bezmyślności i, pozwolę sobie użyć dzisiejszego określenia, braku profesjonalizmu.

astępnie Edward daje konkretne rady, jak tych błędów unikać i w ogóle, jak zadbać o swoja kondycję, w tym kondycję psychiczną. Według jego wysokości należy:

  • zastanowić się nad swoimi walorami i prowadzić atak tak, by właśnie je wykorzystać, a także przeprowadzić ocenę przeciwnika, jego rumaka i broni,
  • nie pozwalać sobie na nieuwagę i dekoncentrację,
  • uświadomić sobie, że rany i śmierć w turniejach to zjawisko stosunkowo rzadkie (pamiętajmy, ze pisano to już w XV wieku), zwłaszcza w porównaniu z wojną i polowaniami,
  • uniknąć nerwówki przed samym starciem, która powoduje zły uchwyt broni, dzięki stosowaniu jednej z trzech metod:
  • - o trzymaniu kopii zupełnie luźno, ten sposób, jak i poniższy, odwołuje się do wyuczonych odruchów rycerskich zakładając, że tuz przed momentem starcia szarżujący przybierze odruchowo właściwa postawę. Rozluźnienie mięśni powoduje zaś, że ów ruch kopii połączony z mocniejszym uchwytem jest szybszy i pewniejszy,
  • - o trzymaniu kopii tak silnie, ze mięśnie po pewnym czasie nie wytrzymają napięcia i rozluźnią się same,
  • - o trzymaniu kopii luźno, by zebrać się w sobie tuż przed samym starciem,

czywiście oprócz psychiki ważna była także sama technika walki. Król Edward radził, by w starciu:

  • najpierw kopią mierzyć nieco poniżej miejsca, w które chce się uderzyć. Takie ułożenie kopii zapewnia bowiem lepszą widoczność i pozwala lepiej wycelować podczas decydującego uderzenia,
  • przyjąć odpowiednią postawę i skupić się wyłącznie na przeciwniku aż do chwili, w której kopia jest tuz przed celem,
  • lekko obniżyć swoja tarczę. Wprawdzie jest to pewne ryzyko, ale z kolei ułatwia to obserwacje i tym samym zadanie samemu celnego ciosu.

tarcia indywidualne były pokazem osobistej umiejętności władania orężem, natomiast walki grupowe stanowiły pole, na którym można było poćwiczyć także taktykę. Szkolenie to było tym cenniejsze, że procentowało również w czasie prawdziwego boju, kiedy to obok siebie stawali zazwyczaj ci sami rycerze, co na turniejach. Zazwyczaj bowiem drużyny turniejowe dobierały się według regionów. Złamanie tej zasady prowadziło nieraz do poważnych konsekwencji. Na turnieju w 1169 roku miały walczyć ze sobą drużyny: flamandzka i francuska. Okazało się jednak, ze Francuzów jest mniej, by więc zrównoważyć siły obydwu zespołów do ich obozu przeniósł się Flamandczyk Baldwin z Hainault. Idąc te przenosiny hrabia Filip Flandryjski obraził się i potraktował turniejowa potyczkę, jakby to była normalna wojna, każąc walczyć swoim żołnierzom ostro i nie dawać pardonu. Szczególnie mocne ataki skupiły się na Baldwinie. Gdyby nie Gotfryd Tuelasne, któremu udało się trafić hrabiego Filipa włócznią, a potem doprowadzić do jego pojmania, co wprowadziło zamieszanie w szeregi flandryjskie, nie wiadomo, jak owa walka dla Baldwina by się skończyła. Wprawdzie hrabia Filip potem zbiegł z turniejowej niewoli, ale stroną zwycięska ogłoszono Francuzów.

urniejowe emocje nie zawsze tłumiły spryt i wyrachowaną przebiegłość. Ostatecznie w grę wchodziły także spore pieniądze oraz sława zwycięzcy. Znamienity rycerz Filip z Flandrii unikał starcia podczas rozpoczęcia walki. Wkraczał dopiero wtedy, gdy przeciwnicy byli już zmęczeni i stawali się w ten sposób łatwą zdobyczą. Pokonał go dopiero osobiście król Anglii, który skorzystał ze wskazówek Williama Marshala i pokonał Filipa Flandryjczyka stosując identyczna taktykę.

ednakże sama walka, umiejętności, męstwo były jedna stroną medalu. Podczas walk rodziło się bowiem wiele wątpliwości przed uczestnikami. Niby wszystko było jasne: jeden zwycięża, drugi przegrywa, ale popatrzmy na przykłady pytań, które stawiali przed sobą organizatorzy turniejów, a które rozważa Geoffroi de Charny w "Problemach prowadzenia pojedynków i turniejów rycerskich" z połowy XIV wieku:

  • czy pokonany rycerz powinien stracić konia?
  • a jeżeli tak, to czy także powinien stracić go jego giermek?
  • jeżeli obydwaj rycerze spadli z koni to co, to czy powinni się wymienić rumakami?
  • jeżeli jeden z rycerzy odniósł ranę i ktoś go zastąpił zwyciężając przeciwnika, kto powinien otrzymać nagrodę?

ytuacje bywały różnorodne i nie wszystkie dawały się przewidzieć w regulaminach zawodów. Problemem także stawały się metody nadzoru nad turniejem i punktowania. Niektórych zwycięzców wybierano licząc skruszone kopie, co było w miarę jasne, ale nie zawsze reguły stawiały sprawę tak prosto. Czasem uwzględniano nawet to, w którym miejscu kopia była złamana po uderzeniu w tarczę przeciwnika. Zresztą podczas długich walk zbiorowych, gdzie nie było możliwości długiego najazdu, główna bronią stawał się miecz. Jak wtedy liczyć punkty? Niekiedy składano wybór zwycięzcy w nadobne ręce szlachetnie urodzonych niewiast, jednak zdawano sobie sprawę z małej obiektywności takiego sposobu oceniania. A przestrzeganie fair play? Teoretycznie również dbali o to sędziowie. Według znakomitego badacza średniowiecza Richarda Barbera dokumenty czternastowieczne i późniejsze wskazują, iż dyskwalifikowano rycerzy miedzy innymi za:

  • ciosy poniżej pasa,
  • atak na przeciwnika pod barierką, która pojawiła się na początku XV wieku,
  • mocowanie miecza do dłoni,
  • rzucanie mieczem,
  • opieranie się o barierkę podczas starcia,
  • nieokazanie miecza sędziom przed rozpoczęciem turnieju.

rzepisy te pokazują, że turniej miał być pokazem nie tylko skuteczności, ale przede wszystkim prawego ducha, który dążąc do szlachetnego zwycięstwa nie daje się wciągać na manowce stosując zakazane elementy. Idea identyczna, jak we współczesnym sporcie. Uczciwa rywalizacja, szlachetna postawa, wzajemny szacunek - piękne ideały, naruszane tak samo wtedy, jak i obecnie.


zym były turnieje? Zawierały w sobie coś z wojskowego treningu, rozgrywki sportowej i widowiska. Można je porównać do współczesnych wielkich imprez ze stadionów świata. Jednakże turnieje to coś więcej, niż znana nam obecnie rywalizacja. Nie tylko ze względu na to, że swoich źródeł szukały w literaturze i całe były przesiąknięte etosem rycerskim. Także dlatego, że były to nieliczne chwile, które były nastawione na zbliżanie ludzi, a nie oddalanie. Sztywne podziały średniowiecznego społeczeństwa jakby nieco słabły. Zwykły rycerz mógł walczyć z hrabią, niekiedy nawet mieszczanin potykać się ze szlachetnie urodzonym. Chłopak bez krępacji ofiarowywał swoje służby dziewczynie, a ona mogła go nawet publicznie ucałować. Stojące wokół szranek pospólstwo głośno dopingowało swoich faworytów naśmiewając się z mniej wyszkolonych zawodników. Turniej także był chwilą radości, której nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Musielibyśmy odrzucić telewizję, kino, radio, komputer i tym podobne rzeczy, które teraz uważamy za naturalne. Człowiek średniowiecza, zwłaszcza biedny, nie miał dostępu do rozrywek. Czasem usłyszał w karczmie śpiew jakiegoś wędrownego waganta lub popisy igrców. Jednak naprawdę zabawić się mógł jedynie podczas wielkich imprez organizowanych przez miasta, władców i możnych arystokratów. Obserwacja zmagań, komentowanie, czasem darmowy wyszynk, czy jadło pozwalały odpocząć psychicznie i fizycznie. Tyle dla widzów, zaś dla uczestników potyczek i dam, turniej stanowił esencję idei rycerskości, idei często wypaczanej, lecz teoretycznie stojącej zawsze na pierwszym planie. Walcz dzielnie, szlachetnie, szanuj przeciwnika, sław damy, pokaż swoje męstwo, honor, zdobądź sławę. Można by kontynuować długo. Turniej miał magiczna moc, która uczyniła go popularnym, póki łączył w sobie praktyczne szkolenie, ideały rycerskie, element zabawy. Czasy schyłku turniejów, to okres reorganizacji sposobu prowadzenia wojny i przemian ideowych. Odpadły więc dwa pierwsze spośród wymienionych dwa zdania wcześniej elementów. Pozostała, jako atut, czysta rozrywka. Turnieje poszły więc w tą stronę, stopniowo przeobrażając się w teatralne przedstawienia czy parady, które pozostały nam do dnia dzisiejszego.

Kelly kelly@osti.pl

Bibliografia:

Napisane na podstawie wielu źródeł, szczególnie jednak skorzystałem z informacji zawartych w trzech książkach, które polecam wszystkim miłośnikom kultury rycerskiej:

  1. Jean Flori "Rycerze i rycerstwo w średniowieczu"
  2. Richard Barber "Rycerze i rycerskość"
  3. Franciszek Kusiak "Rycerze średniowiecznej Europy łacińskiej"
  4. Bogdan W. Brzustowicz "Turniej Rycerski w Królestwie Polskim w Późnym średniowieczu i renesansie na tle Europejskim" - Wydawnictwo DiG Warszawa 2003

Podobne artykuły


11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 534
11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1797
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 533
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 787
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1005
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 570
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 347
9
komentarze: 10 | wyświetlenia: 686
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 612
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 512
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 689
9
komentarze: 1 | wyświetlenia: 386
9
komentarze: 124 | wyświetlenia: 409
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 656
9
komentarze: 34 | wyświetlenia: 382
 
Autor
Dodał do zasobów: bagrit.pl
Artykuł
Dodatkowe informacje
Grupy




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska