Login lub e-mail Hasło   

O polszczyźnie i poprawności językowej

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.aries.com.pl/grzegorzj/popraw/mn.html
UWAGA: mówienie o normach językowych, gramatyce normatywnej itd. rodzi szereg problemów. O niektórych z nich można przeczytać na stronie poświęconej polskie...
Wyświetlenia: 9.282 Zamieszczono 07/10/2008

UWAGA: mówienie o normach językowych, gramatyce normatywnej itd. rodzi szereg problemów. O niektórych z nich można przeczytać na stronie poświęconej polskiej ortografii. Zob. zwłaszcza głos językoznawcy w tej sprawie. Polecam także omówienie błędów w SGJP i WSPP.

Tekst poniższy odnosi się głównie, choć nie wyłącznie, do treści publikowanych na prywatnej witrynie internetowej pana Mirosława Nalezińskiego. Wszelkie uwagi, których autorem nie jest p. Naleziński, opatruję uwagą „według mnie” lub podobną, albo inicjałami GJ.

Skróty nazw publikacji wyszczególniono tutaj. Zapis w nawiasach kwadratowych oznacza zawsze wymowę.

Poprawność języka

Dla pokolenia Polaków, które wydało wielu intelektualistów i erudytów, a które wydaje się niestety przemijać, kwestia poprawności językowej wiąże się nierozerwalnie z pojęciem kultury narodowej, kultury osobistej, a także miejscem jednostki w społecznej hierarchii. Polacy są wciąż narodem, którego wielu członków przywiązuje dużo uwagi do poszanowania językowych tradycji i zwyczajów. Można zaryzykować chyba twierdzenie, że ten szacunek okazywany naszej kulturze jest jedną z rzeczy, o których możemy mówić z podniesionym czołem na ogólnoeuropejskim, a może i ogólnoświatowym, forum.

Dowodami troski Polaków o poprawność języka niech będą setki i tysiące listów kierowanych do internetowych poradni językowych, na adres Rady Języka Polskiego czy słynnego z telewizyjnych wystąpień profesora Miodka. Są Polacy, którym piękno naszej mowy leży szczególnie na sercu, i którzy walczą o poprawność językową poprzez internet. Do takich osób należy niewątpliwie pan Mirosław Naleziński, który poświęca swój czas i wysiłek tej chwalebnej działalności.

Żyjemy w ciekawych czasach. Nasz język ewoluuje w ślad za zmianami w naszej rzeczywistości, które wydają się szybszymi niż kiedykolwiek przedtem. Zniesienie cenzury przed kilkunastu laty, a więc wolność słowa, dostęp do internetu dla coraz szerszych rzesz Polaków, w ślad za tym niespotykany dotąd rozwój kontaktów międzyludzkich, sprzyjają tejże językowej ewolucji.

W tej dobie zmian istnieją także Polacy, którym sprawy poprawności językowej są obojętne. Są to często ludzie młodzi, o określonym nastawieniu do rzeczywistości. Wśród starszego pokolenia, ale i wśród wielu młodych, postawa taka nie znajduje akceptacji. Zwolennicy pielęgnowania ojczystej mowy chcieliby się skutecznie przeciwstawić negatywnym procesom językowym. Osoby te pragnęłyby, aby podtrzymywano istnienie skodyfikowanych i spisanych norm językowych, chciałyby też, aby normy te były w jak najszerszym zakresie przestrzegane, zwłaszcza przez redaktorów gazet i czasopism, przez spikerów telewizyjnych czy autorów publikacji książkowych i internetowych.

Od dawna rolę normatywną spełniają wydawnictwa, zwłaszcza te opracowywane pod egidą PWN i Rady Języka Polskiego, a wśród nich Słownik poprawnej polszczyzny. Niestety, wielu zauważa, że pewne szczególne rozstrzygnięcia zawarte w tych wydawnictwach są sprzeczne z praktyką językową, czasem przestarzałe, że nie nadążają za szybkimi zmianami języka. W obliczu tego faktu konserwatyzm normodawców i decydentów wydaje się rzeczywiście niejasny. Przyłączam się do protestu p. Nalezińskiego przeciw niezrozumiałej postawie nihil novi prezentowanej przez odpowiedzialne za tworzenie norm organy, która to postawa nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tej części społeczeństwa, która domaga się usankcjonowania językowych praktyk współczesnej doby.

W dalszym ciągu omówię zatem szereg spostrzeżeń i propozycji p. Nalezińskiego, głównie z jego stron internetowych noszących wspólnie tytuł Słownik Mirnala, a także dodam kilka własnych postulatów. Oczekuję, że zainteresowane organy wezmą pod uwagę, że głos domagający się działania zostaje tym wzmocniony i coraz trudniej będzie zachować wobec niego obojętność. Jeżeli bowiem zależy nam wszystkim na naszym języku, nie możemy przyjmować dłużej postawy wyczekującej zwłaszcza w pewnych istotnych kwestiach. Chyba że komuś zależy na tym, aby górę wzięła językowa niedbałość i nieprzejmowanie się językową kulturą, w odpowiedzi na istnienie sztucznych norm, rażąco różnych od językowej praktyki. Niestety, groźba takiego obrotu spraw jest realna.

 

Norma językowa

Istota normy

W moim rozumieniu norma językowa jest standardem przestrzeganym poprzez większość użytkowników języka, jeżeli jednocześnie wybór wariantu nienormatywnego oceniany jest – również przez większość – nagannie. Zastrzegam zatem na wstępie, że w ocenie pewnych zjawisk zdecydowanie różnię się od p. Mirosława Nalezińskiego, do czego odniosę się poniżej wraz z komentarzem. Spróbuję te różnice wstępnie wypunktować:

  1. Daleki jestem od sądu, że Rada Języka Polskiego czy jakikolwiek inny organ może komukolwiek cokolwiek nakazać, zwłaszcza wybór określonego wariantu w sytuacji istnienia innej praktyki językowej. Oczekuję za to, że kompetentne organy zajmą stanowisko w kwestiach spornych, a więc takich, w których:
    1. istnieją dwa warianty (lub większa ich liczba),
    2. istniejące rozstrzygnięcia są sprzeczne z praktyką językową większości,
    3. istniejące rozstrzygnięcia lub praktyka językowa naruszają pewne zasady fundamentalne.
  2. Wydawnictwa poprawnościowe nie powinny ignorować powszechnych faktów językowych. Ostatecznym sędzią w sprawach językowych jest i zawsze będzie społeczność używająca tego języka. Normodawcy zresztą ciągle uginają się pod naciskiem uzusu, i jest to zjawisko jak najbardziej pożądane. Właśnie dlatego uważam, że nie sposób ganić wyrazu dokładnie w znaczeniu właśnie tak, zżymać się na będzie potrafił, albo udawać, że w języku polskim nie istnieje wyraz se. Są to formy powszechnie używane, a czasy, gdy wąska grupa uważająca się za językowych liderów próbowała (często bezskutecznie) narzucać innym językowe zwyczaje, odeszły do przeszłości. Dziś na kształt ogólnego języka wpływają w większym stopniu media o zasięgu ogólnokrajowym niż wąska grupa uważająca się za autorytatywną. Wydawnictwa poprawnościowe mają zaś przede wszystkim charakter deskryptywny i powinny opisywać to, co w języku rzeczywiście ma miejsce. WSPP w niektórych punktach stosuje się do tej dyrektywy, w innych jednak autorzy folgują swojemu własnemu językowemu wyczuciu, niepopartemu uzusem w ustach większości Polaków. W moim przekonaniu takie rozbieżności należy eliminować w coraz większym stopniu.
  3. Istnieje kilka norm językowych. W WSPP słusznie oddzielono normę wzorcową od użytkowej (potocznej). Jest to olbrzymi krok naprzód w porównaniu z sytuacją, gdy istniało jedno, jedynie słuszne rozstrzygnięcie. W rzeczywistości istnieje cała gama przejść między obiema normami i autorzy Słownika podkreślają to w wielu miejscach. Istnieją też warianty form wyrazowych, często nieróżniące się lub mało różniące się normatywnie i stylistycznie. Wynika to ze specyfiki naszego języka, zwłaszcza ostatnich czasów. Pan Naleziński oczekuje zdaje się rozstrzygnięć jednoznacznych i w tym na pewno nie może liczyć na moje poparcie. Silne zróżnicowanie stylistyczne języka, a co za tym idzie, tworzenie wielu norm językowych dostosowanych do konkretnej sytuacji, a także istnienie dwóch czy nawet większej ilości równoprawnych wariantów, dobrze odbija rzeczywistość językową i odpowiada oczekiwaniom rzesz użytkowników (choć może budzić niechęć u jednostek). Innymi słowy, oczekuję, że w określonych przypadkach istnieć będą (podobnie jak dziś istnieją) rozstrzygnięcia wariantowe i nie będę domagał się rozstrzygnięć jednoznacznych.
  4. Oddzielam zdecydowanie kwestie typowo ortograficzne od typowo poprawnościowych. Język mówiony (niekoniecznie w znaczeniu „kolokwialny”) jest częstszym i pierwotnym sposobem przekazu myśli i mógłby świetnie funkcjonować nawet bez istnienia jakiejkolwiek formy pisanej. W normalnych warunkach forma pisana jest jedynie odbiciem języka, którym ludzie posługują się w życiu, a więc języka mówionego. Przypadki, gdy forma pisana wpływa na formę mówioną, należą do nietypowych i rzadkich. W szczególności, nie podobają mi się propozycje zmiany wymowy jakiegoś wyrazu w oparciu o jego ortografię (np. wprowadzenia terminu Chilia, czytanego przez ch jak w Chiny, zamiast Chile czytanego Czile). Nie sądzę, aby tego typu postulaty miały jakąkolwiek szansę na realizację. A nawet gdyby trafiły do wydawnictw poprawnościowych, nikt by się do nich nie stosował (może poza pojedynczymi fanatykami).
  5. Z punktu poprzedniego wynika, że uznanie danego słowa za polskie (lub nie) nie może być związane z jego pisownią (np. wyrazów attaché czy Chile), i w tym punkcie w sposób bardzo zdecydowany i nieugięty przeciwstawiam się stanowisku pana Nalezińskiego. Słowo jest polskie ex definitione, jeśli używane jest w języku polskim i zrozumiałe dla większości użytkowników języka polskiego. Jego ortografia czy nawet odmiana nie ma tu nic do rzeczy. Zupełnie innym problemem jest zaś dostosowanie odmiany takiego słowa czy jego ortografii do polskich zwyczajów (nie: dostosowanie wymowy do ortografii, chyba że w zupełnie izolowanych wypadkach) – w zgodzie z panem Nalezińskim sądzę, że na tej niwie istotnie pozostaje istotnie wiele do zrobienia. O zasadach, których staram się tu przestrzegać, często w przeciwieństwie do pana Nalezińskiego, kierującego się często osądami arbitralnymi i zupełnie pozbawionymi rozsądnych argumentów, piszę niżej.
  6. Odrzucam zdecydowanie szeroko pojęte kwestie estetyczne (np. nie mogę w pełni zgodzić się ze stwierdzeniem „terminy geograficzne powinny mieć budowę logiczną i estetyczną” zawartym u pana Nalezińskiego). Sądzę, że swoje postulaty należy motywować w inny sposób.
  7. Całkowicie chybione są próby wprowadzania do języka wyrazów dotąd nieznanych Polakom (np. *emajl, *europ, *Ukrain), tylko dlatego, bo z jakichś powodów spodobały się jednostce. Taką postawę należy określić jako śmieszną i naiwną. Nawet konserwatywna Rada Języka Polskiego zmienia swoje stanowisko, gdy jakaś forma uważana wcześniej za błędną znajdzie się w powszechnym użyciu. A zatem domaganie się usunięcia form znanych i zastąpienia ich nieznanymi, wymyślonymi, nie doprowadzi nigdy do jakiegokolwiek celu. Wielka szkoda, że pan Naleziński nie potrafi zrozumieć tego prostego faktu, marnotrawi swój czas i energię, a wysyłając redaktorom czasopism swoje elaboraty z propozycjami wprowadzenia jakiegoś jego dziwoląga na miejsce znanego słowa polskiego, upstrzone w dodatku licznymi dywagacjami nie na temat, tylko zniechęca adresatów do zajmowania się sprawami językowymi i w ten sposób skutecznie szkodzi działalności innych, którzy nie udają domorosłych maniakalnych słowotwórców, lecz rzeczywiście stoją na straży poprawności języka polskiego.
  8. Uważam wreszcie, że domaganie się usunięcia jakiegoś słowa ze słownika (np. lizing, pisanego też leasing) tylko dlatego, że u pewnych jednostek budzi on wątpliwości estetyczne, jest jedynie narażaniem na szwank własnego autorytetu. Język jako narzędzie porozumiewania się jest zjawiskiem społecznym, a nie jednostkowym. To, co podoba się jednym, nie musi podobać się drugim. I na odwrót. O tym, co przeważy, zadecyduje praktyka, nigdy odgórne rozstrzygnięcia. A dany wyraz zostanie usunięty ze słownika nie wtedy, gdy przestanie się podobać jego autorowi, ale wtedy, gdy wyjdzie z powszechnego użycia.
Propozycje zgodne z obowiązującą normą

Pan Naleziński zupełnie niepotrzebnie roztrząsa na swojej witrynie problemy już uregulowane w wydawnictwach poprawnościowych, m.in. w Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny. Moim zdaniem bardzo utrudnia to korzystanie z jego witryny, bywa też mylące (celowo?) dla odwiedzających jego witrynę w poszukiwaniu oficjalnie uznanych wskazówek poprawnościowych. Należałoby zdecydowanie oddzielić uwagi o popełnianych przez Polaków błędach językowych od propozycji uznania określonych form za poprawne.

I tak, na stronie dotyczącej nazw geograficznych umieszczono uwagi w rodzaju:

  • Botswana ([botsfana], nie [botsuana]),
  • Czeczen, nie Czeczeniec (forma Czeczeniec była jeszcze podana w NSPP, obecnie jednak WSPP o niej już nie wspomina),
  • Darwin [darwin], nie [daruyn],
  • Erewan, nie Erewań,
  • w Helu (w mieście), nie na Helu (ale tak właśnie, gdy mowa o półwyspie),
  • Kaukaz, nie Kaukas (a kto robi taki błąd?),
  • Rumia – Rumi (nie: Rumii),
  • Wejherowo, nie Wejcherowo,
  • w Zakopanem, nie w Zakopanym,
  • na Chyloni, na Oksywiu, na Oruni, na Pogórzu, na Obłużu, na Witominie – nie w Chylonii (problem przyimka i końcówki) itd.

Wszystkie tego rodzaju wątpliwości są już uregulowane w słownikach. Również okoliczniki miejsca wyrażone nazwą dzielnicy miasta na ogół wyraża się miejscownikiem z przyimkiem na. Zupełnie inną sprawą jest, czy Polacy rzeczywiście tych norm przestrzegają. Mój artykuł dotyczy jednak tego tematu jedynie w małym stopniu.

Na stronie dotyczącej innych terminów znajdują się uwagi w rodzaju:

  • rok dwa tysiące pierwszy (nie: rok dwutysięczny pierwszy),
  • acydofil (nie acidofil: nie spotkałem się jeszcze z taką zepsutą i niezgodną z normą pisownią),
  • audyt (a nie audit),
  • biatlon (jedyna poprawna forma według WSPP, co jednak ignorują redaktorzy sportowi pisząc błędnie biathlon),
  • Bitelsi, bitels (WSPP zna także formę bitles),
  • bojkot (nie boycott),
  • bungalow ([bungalof], nie [bangelou]),
  • dag (nie dkg),
  • dubler ([dubler], nie [dabler]; brak w WSPP),
  • dzisiaj ([dzisiaj], nie [dzisiej]),
  • ekspres (nie: express),
  • gospodyni (nie za bardzo wiadomo, dlaczego umieszczono ten przykład, w każdym razie nieprawdą jest, że gospodyni różni się od dyni jedynie formą mianownika lp – różni się również wołaczem gospodynidynio),
  • gram (D lm gramów, nie gram),
  • gratis (w znaczeniu: przedmiot przekazany nieodpłatnie),
  • heros (gdzie tu miejsce na błąd?),
  • hobbysta (nie hobbista),
  • hol (‘przedpokój’; WSPP nie zna już dawnego hall),
  • jak (‘zwierzę’, jedyny błąd popełnia tu pan Naleziński: przymiotnik od nazwy zwierzęcia to oczywiście jaczy, a nie jaki),
  • jankes (nie Yankee),
  • jard (nie yard),
  • klif (nie cliff),
  • konwój (nie convoy),
  • kosmetyk (gdzie miejsce na błąd?),
  • kryl (nie krill),
  • kserokopia (nie xerokopia),
  • lek (gdzie miejsce na błąd?),
  • Lew (imię, celownik Lwowi, ale czy tak rzeczywiście się mówi?),
  • lobbysta,
  • log,
  • lowelas,
  • łoś,
  • maraton,
  • matias,
  • matros,
  • metresa,
  • milenium (WSPP podaje nawet wprost: milenijny, nie: millenijny),
  • myśliwy,
  • owerlok (nie overlock),
  • półtora (rodz. męski i nijaki), półtorej (rodz. żeński),
  • prefiks (nie prefix),
  • ssaczy, ssak (nie wiem, gdzie tu miejsce na błąd, jedyny można wytknąć chyba tylko p. Nalezińskiemu, definiującemu ssaka jako stałocieplnego kręgowca – wiadomo, że ptaki są kręgowcami i są stałocieplne, a mimo to nie są ssakami),
  • szedłem (nie: szłem),
  • to dziecko (a nie te dziecko),
  • tutaj (nie [tutej]),
  • wat (D lm watów, nie wat),
  • wojskowy.

Jak słusznie również zauważa p. Naleziński, formy Reuter's, agencja Reutersa są niepoprawne – obowiązuje jedynie agencja Reutera. Nie wiedzą o tym jednak spikerzy TVN24, choć pisze o tym wyraźnie WSPP. Od siebie dodam (GJ), że autorom napisów informacyjnych w TVN24 zdarza się używać ortografii Texas (nawet w Texasie!) zamiast Teksas. Jest to praktyka błędna, rażąca (przypomina pisownię sex z murowego graffiti), świadcząca o tym, że na odpowiedzialnych stanowiskach zatrudnia się ludzi o niedostatecznym poziomie wiedzy i kultury językowej.

P. Naleziński proponuje wyraz bezkresie analogiczny do bezludzie, zadupie, jak rozumiem synonim wyrazu literackiego bezkres. Pytanie, czy ktokolwiek takiej formy używa. Jeśli tak, nie widzę problemów, aby umieścić go w słownikach. Jeśli zaś nie, nie widzę takiej potrzeby. Analogiczne uwagi mam odnośnie innych nowotworów, jak antypoda (o człowieku), bitelska, blanik, bublia, dogaresa, dymaka, dymajło, fitnesa, fitneska, girlasa, girlaska, (jednak raczej girlsa), gratis, gratiska (o człowieku), herosa, heroska, matiasa, matroska, myśliwa, radioekspres, sedeska, teleekspres (taki rzeczownik pospolity nie istnieje, a nazwy własne nie muszą być spolszczane), toksyk, toplaska, toplesa, topleska, welingtony, wojskowa. Aby takie formy rzeczywiście rozpowszechniły się w języku i trafiły do słowników, potrzebny jest nietuzinkowy literat, który posłuży się nimi w swojej twórczości i znajdzie naśladowców, a nie postulaty wysyłane tu i ówdzie. Sugerowałbym więc oddzielenie tych potencjalnych wyrazów w osobną grupę.

Popieram w pełni p. Nalezińskiego w odniesieniu do formy radiów, D lm od radio. Forma taka jest jedyną dopuszczalną regułami polskiej deklinacji (por. studio – studiów) i znalazła się w WSPP, choć praktycznie nie jest używana (być może przeszkadza derywat radyjko, sugerujący D lm radyj). Przy okazji: miejscowniki w studio, w radio są już dziś przestarzałe i powinny w pełni ustąpić miejsca formom odmiennym w studiu, w radiu.

 

Spolszczenia

Zgodnie z tym, co napisałem powyżej, uważam wyraz za polski, jeśli jest używany w polskich tekstach i zrozumiały dla większości użytkowników języka polskiego. Pochodzenie wyrazu, a także jego pisownia, nie ma tu nic do rzeczy. Pan Naleziński z niezrozumiałych powodów posługuje się inną definicją, wprowadzającą w błąd czytelnika jego stron.

Polskie wyrazy zapożyczone można podzielić na kilka grup w zależności od stopnia ich przyswojenia.

  • Takie wyrazy, jak deska, fajka, cegła, herbata, fryzjer, armia niczym szczególnym nie wyróżniają się dziś spośród innych wyrazów polskich (choć mogą wyróżniać je osobliwości fonetyczne i ortograficzne). Wyrazy takie są odmienne (choć mogą mieć szczególny typ odmiany), ich pisownia odpowiada wymowie zgodnie z ogólnymi zasadami, można od nich tworzyć inne wyrazy. Uznajemy je za w pełni przyswojone (w pełni spolszczone).
  • Pewne wyrazy spełniają wszystkie powyższe warunki, z wyjątkiem tego, że zachowują pisownię oryginalną, np. camping. Uważam, że takie przyswojone gramatycznie wyrazy należy spolszczać do końca, a wyjątkiem mogą być tylko nazwy własne. A zatem, jeśli pospolity wyraz jest odmienny, powinien zawsze móc być zapisanym z zachowaniem reguł polskiej ortografii. O ile to możliwe, zasadę tę stosować należy także do nazw geograficznych. Co więcej, polska ortografia powinna być w takich przypadkach zalecana, a ortografię oryginalną należy z czasem usuwać ze słowników i zastępować polską. Taka zasada nie jest konsekwentnie przestrzegana przez normodawców; w moim przekonaniu należy dążyć do zmiany tego stanu rzeczy.
  • Istnieją wyrazy, które bywają odmienne bądź nieodmienne, np. kakao. W moim przekonaniu należy promować postacie odmienne, a dodatkowo na mocy poprzedniego punktu, należy promować w zapisie takich wyrazów ortografię polską.
  • Wreszcie są wyrazy zapożyczone, które nie są odmienne w języku polskim. Dla zapisu takich wyrazów można stosować oryginalną normę ortograficzną, np. jury, menu, choć jeśli istnieje też tradycja zapisu zgodnego z zasadami polskiej ortografii, należy taki zapis stawiać na pierwszym miejscu. Pisownię polską należałoby zalecać zwłaszcza wtedy, gdy nieodmienny wyraz jest podstawą do tworzenia wyrazów pochodnych.

Dodatkowo uwagę należałoby poświęcić wyrazom złożonym. Przyjmuję tu zasadę, że nie wolno łączyć elementów ortograficznie nieprzyswojonych z przyswojonymi. Za wyjątkowo rażącą uważam formę bizneswoman. Taki zapis powinien być zdecydowanie zastąpiony oryginalnym businesswoman, albo też, co bardziej bym polecał, wyraz ten powinien zostać zastąpiony polskim derywatem biznesmenka.

W przeciwieństwie do pana Nalezińskiego nie widzę żadnego racjonalnego powodu, aby przy spolszczaniu obcych wyrazów zmieniać w sposób znaczący ich oryginalną wymowę, a w szczególności aby zmieniać samogłoskę -i- na -y- po t, d, r. Grupy z -i- nie są już dziś egzotyczne dla Polaków, a nasz język rekonstruuje je często w wyrazach zapożyczonych, w których kiedyś obowiązywały grupy z -y-. Propozycja pana Nalezińskiego sprzeczna jest więc z obecnym tendencjami. Oto przykłady:

  • -ti-, np. aguti, aperitif, batik, butik, dementi, dżojstik, elastik, festiwal, graffiti, gratis, Haiti, intifada, jachting, koati, kontinuum, kotik, kutikula (obok starszego kutykula), latimeria, mastiks (rzadko, normalnie mastyks ‘żywica pistacji’), matinka, matiz, mufti, multikino, multiwitamina, optimum (choć optymalny), pastisz, petit, petting, plastik (czym innym jest plastyk), prestidigitator, prestiż, sati, skauting, sonatina, stilon (obok starszego stylon), striptiz, Tahiti, Tarantino, tartinka, tibia, Tibor, tigmotaksja, tik, tiksotropia, tilaka, tilapia, tilit, Timor, Timur, Tina, tinta, tip-top, tipi, tir, tiramisu, Tirana, tirli tirli, tirówka, Tito, titoizm, uistiti, ultimatum, wapiti;
  • -di-, np. adidas, Burundi, didaskalia, didżej, dielektryk (przykład właściwy, bo tu wymowa [di], nie [dj]), difenbachia, digitalizacja (obok starszego dygitalizacja), diler, dimer, Dina, dinar, dingi, dingo (dawniej dyngo), dinornis, dinoterium, dinozaur (dawniej promowano dynozaur), dintojra, diplodok, dipol, dirhem, dirka, diwa, efendi, mahdi, Nasreddin, prestidigitator, prodiż;
  • -ri-, np. aperitif, auriga, balerina, beri-beri, Bering, bridż (częściej brydż), dewanagari, drink, gringo, harakiri, Kalahari, Karina, kliring, korrida, kris, Kriszna (dawniej Kryszna), kszatrija, lastriko (dawniej lastryko), lori, neutrino, pekari, primabalerina, Rigweda (dawniej Rygweda), Rijad, Rijeka, riketsja, riksza (dawniej ryksza), Riła, ring, ringo, riposta, ripsalis, riszta, Rita, riwiera, safari, sari, striptiz, tri, triceratops, trik (czym innym jest tryk), uakari, wari.

Formy z -ty-, -dy-, -ry- zwyciężają w nowych zapożyczeniach tylko wtedy, gdy już istnieje podobny i pokrewny znaczeniowo wyraz, np. audyt, nie audit, bo audytorium. Uwaga: elastik, plastik to określenia materiału, elastyki to elastyczne spodnie (niekoniecznie wykonane z elastiku), plastyk to człowiek zajmujący się plastyką: malarstwem, rzeźbą, grafiką, architekturą (niemający nic wspólnego z plastikiem). Panu Nalezińskiemu rozróżnienia te są zupełnie obce.

Podobnie zachowują się dziś często także spółgłoski c, s, z, cz, dż, sz, ż:

  • -ci-, np. cibalgina, cibazol, cif, cirrus, Galia Cisalpejska, cissus, cistron, cisuranowiec, cito, scindapsus;
  • -dzi-, bardzo rzadko: Dogandzis (nazwa góry w Tesalii, u podnóża której na równinie Farsalos odbyła się bitwa pomiędzy Cezarem a Pompejuszem w 48 p.n.e.), Dzibanitum (nazwa fikcyjna z gry komputerowej Saga – Gniew Wikingów), Dziga, Godzilla (często wymawiane przez [dź]);
  • -si-, np. epsilon, kapsiplast, ksi, maksimum (choć maksymalny), pepsi, psi, psittakozaur, radiotaksi, sifaka, sigma, silikat, silikon (obok tego starszy i rzadki już dziś sylikon), silos, simir (inaczej likaon), Simona, sin, sinantrop (czym innym jest synantrop!), Sinatra, Singapur, singiel (rzadziej singel, wyjątkowo syngiel), sinologia, sinus, sizal, Tbilisi, Tutsi, watussi, Zanussi;
  • -zi-, np. kwazicząstka, lizingować, Suazi, zikkurat (ziggurat), Zimbabwe, zin;
  • -czi-, np. czajczi („barman” w orientalnej herbaciarni), czikos, czip, Czipewej, czips, czirliderka, Czirokez, Czita (imię małpy, choć Czyta – miasto), liczi, Soczi;
  • -dżi-, np. Dżibuti, dżig (gig, taniec), Dżigit (obok starszego Dżygit), dżigetaj (dżigitaj, ‘kułan mongolski’), dżihad, dżin ‘duch’, dżin ‘trunek’ (obok starszego dżyn), dżingiel, dżingoizm, dżins, dżip, dżiu-dżitsu, Fidżi, Fudżijama, hadżi, komitadżi, odżibwa;
  • -szi-, np. Cuszima, Hiroszima, Hoszimin, jesziwa, Staszic, szibah, sziblak, szibolet (obok starszego szybolet), Szilha, szin, szintoizm (obok sintoizm przez [ś]), szisza, Sziwa (obok Śiwa i starszego Szywa);
  • -żi-, np. reżim (obok starszego reżym), żiga (gigue, taniec), żigolo, żiguli, Żiwkow, Żiżka.

Oryginalne -ly-, -ky-, -gy- ulegają zwykle zmianie przy spolszczaniu do -li-, -ki-, -gi-, jednak i ta reguła też przestaje powoli obowiązywać:

  • -ly-: glyptodon, kelyfit, lyddit, lygrys, lykantropia (obok likantropia), Lyski (gmina w powiecie rybnickim), lystrozaur, molybdomancja;
  • -ky-: ankylozaur (rzadziej ankilozaur), krokydolit, kyliks, kynologia, kysz, kyszłak (dawniej kiszłak), skyfos;
  • -gy-: androgynia, gymnokalicjum, gynandria (choć ginekologia), gynerium, gynura (obok ginura), gyromancja, gyros, gytia, lagynos.
Spolszczenia nazw geograficznych i pochodnych

Wśród postulatów pana Nalezińskiego liczną grupę stanowią spolszczenia nazw geograficznych. Myślę, że niektóre są godne uwagi i poparcia, zwłaszcza gdy zmiana polegać ma jedynie na spolszczeniu pisowni:

  • Algieryjczyk (GJ), Algieryjka – o mieszkańcach Algierii (państwa) obok Algierczyk, Algierka – o mieszkańcach Algieru (miasta);
  • Baskonia zamiast Kraj Basków (analogicznie do Gaskonii zamieszkałej przez Basków francuskich);
  • Butan zamiast Bhutan (zgodnie z wymową);
  • Czechy zamiast nadużywanego Republika Czeska (np. porozumienie między Polską a Republiką Czeską jest nie do przyjęcia jako obrzydliwa kalka z angielskiego; poprawne albo między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Czeską, albo między Polską a Czechami);
  • Erewan (dopuszczone przez WSPP) zamiast Erywań (nazwa ta, choć dopuszczona w WSPP, jest już przestarzała);
  • Fareria jako nazwa zależnego od Danii terytorium położonego na Wyspach Owczych (stąd język farerski, Farerowie);
  • Gana zamiast Ghana;
  • Gurkowie zamiast Gurkhowie;
  • Kanbera zamiast Canberra (wyraz ten jest odmienny, zalecane obecnie w Canberze wygląda wyjątkowo dziwacznie);
  • Kasablanka zamiast Casablanca;
  • Kebek zamiast Quebec;
  • Lesoto zamiast Lesotho (wyraz jest nieodmienny, ale pisownia bez -h- zdaje się mieć pewną tradycję);
  • Lasa zamiast Lhasa;
  • Lichtensztajn zamiast Li(e)chtenstein (jest to nazwa jedynego państwa w Europie, które nie ma polskiej pisowni);
  • Magreb zamiast Maghreb;
  • Malgasja zamiast Republika Malgaska;
  • Rejkiawik zamiast Reykjavik; NSPP zalecał pisownię Rejkiawik, zezwala na nią WSO, niestety WSPP podaje tylko Reykjavik (Pomyłka? Celowa likwidacja formy spolszczonej? Sytuacja jest śmieszna, ponieważ autorzy WSPP zalecają pisać Reykjavik, ale jedynie Bużumbura. Czyżby stolica egzotycznego Burundi była dla nas ważniejsza od stolicy europejskiej Islandii? Zob. też tutaj);
  • Słowacja zamiast nadużywanego Republika Słowacka;
  • Wankuwer zamiast Vancouver.

Moje wątpliwości wzbudzają pewne propozycje zmian. Zastanawiam się bowiem, czy w dobie integracji europejskiej i globalizacji jest potrzeba tworzyć byty ponad miarę i nadawać polskie nazwy miastom i państwom stosunkowo rzadko wzmiankowanym w polskich tekstach. Tu wymieniłbym:

  • Angwila zamiast Anguilla;
  • Antygwa zamiast Antigua (na takiej samej zasadzie jak Gwatemala czy Paragwaj; jednak raczej Antigwa (GJ), zob. wyżej);
  • Asuncja zamiast Asunción;
  • Bordo lub Bordowa zamiast Bordeaux;
  • Brunea zamiast Brunei (pozwala odmieniać wyraz, a forma oryginalna pozostaje jako jedna z form fleksyjnych);
  • Galisja zamiast Galicia, kraina w Hiszpanii; dawniej używano nazw Galicja, galicyjski, i nie wiem, komu to przeszkadzało;
  • Inuicja (o ile komuś ten termin jest potrzebny);
  • Iworia zamiast Wybrzeże Kości Słoniowej;
  • Kapowerdia zamiast Wyspy Zielonego Przylądka;
  • Komoria, nazwa państwa na Komorach;
  • Królewia zamiast Obwód Kaliningradzki, Obwód Królewiecki (brak takiej tradycji);
  • Leonia zamiast Sierra Leone;
  • Limuzynia zamiast Limousin (brak takiej tradycji);
  • Malawia zamiast Malawi;
  • Peruwia zamiast Peru (nazwa ta budzi moje poważne wątpliwości z uwagi na jawną niezgodność z tradycją, z drugiej jednak strony poparta jest przymiotnikiem peruwiański!).

Inne propozycje są często szokujące i nie zasługują na poparcie, gdyż rażąco sprzeciwiałyby się tradycji i praktyce językowej:

  • *Azeria zamiast Azerbejdżan: obecna nazwa jest zgodna z oryginalną, a w żaden sposób nie kłóci się z zasadami języka polskiego;
  • *Bakia zamiast Baku;
  • *Baskia (zob. wyżej Baskonia);
  • *Batumia zamiast Batumi;
  • *Bengalia zamiast Bangladesz (Bengalia kojarzy się z Bengalem, krainą w dawnych Indiach, a nie z państwem Bangladesz);
  • *Beliza, *Belizja zamiast Belize;
  • *Bisawa, *Bisawia zamiast (Gwinea) Bissau (nieodmienne, ale czytane zgodnie z pisownią);
  • *Brasylia zamiast Brazylia;
  • *Burkinia zamiast Burkina Faso (dlaczego nie po prostu Burkina?);
  • *Burundia zamiast Burundi;
  • *Butania zamiast Bhutan, zob. Butan wyżej;
  • *Chilia [chilja] zamiast Chile: niezgodne z wymową i tradycją, zamiast tego proponuję natomiast zmianę ortografii na Czile;
  • *Dela, *Deli zamiast Delhi (wyraz nieodmienny);
  • *Dublin czytany [dublin] – wbrew temu, co piszą autorzy WSPP, taka wymowa zanika i jest zastępowana przez [dablin], skłonny więc jestem poprzeć zmianę ortograficzną dostosowującą pisownię do wymowy – Dablin;
  • *Elefantia zamiast Wybrzeże Kości Słoniowej, zwłaszcza nazwa mieszkańca Elefant kojarzy mi się nieodparcie ze słoniem i nie wzbudza mojego entuzjazmu, mogę natomiast poprzeć warunkowo nazwę Iworia, o ile ma ona w ogóle jakąkolwiek rację bytu, zob. wyżej;
  • *Erewanin – nie widzę niczego złego w obowiązującej (WSPP) formie erewańczyk;
  • *Eskimosja – nieużywane, poza tym termin Eskimosi jest obraźliwy dla zainteresowanych, oficjalnie powinno się więc używać raczej nazwy Inuici;
  • *Euroland, *Eurolandia zamiast Unia Europejska (nazwa brzmi niepoważnie, jak Disneyland…);
  • *Gania zamiast Ghana (poprę za to Gana);
  • *Gurcy – zamiast Gurkhowie (poprę za to Gurkowie), na pewno także nie *Górcy (kilka takich form wkradło się na stronę p. Nalezińskiego, zapewne przez niedopatrzenie);
  • *Kapowerdy zamiast Wyspy Zielonego Przylądka (nowotwór geograficzny, zbędny);
  • *Karakas zamiast Caracas (wyraz jest nieodmienny);
  • *Kardyf zamiast Cardiff (jeśli już spolszczać, to do Kardif, zgodnego z obowiązującą wymową);
  • *Kirybatia zamiast Kiribati, zob. też wyżej;
  • *Kitia, *Kwitia zamiast Quito (jeżeli już mielibyśmy spolszczyć, do zgodnie z wymową: Kito);
  • *Kosowia zamiast Kosowo;
  • *Lankia zamiast Sri Lanka;
  • *Lesotia zamiast Lesotho (poprę za to Lesoto);
  • *Lasja zamiast Lhasa (poprę za to Lasa);
  • *Lichtensztyn zamiast Liechtenstein (poprę za to zgodne z wymową Lichtensztajn);
  • *Maledywia zamiast Malediwy (państwo; jeżeli już spolszczać, to do postaci Malediwia (GJ), zob. wyżej),
  • *Malgas, *Malgaska zamiast Malgasz, Malgaszka (propozycja wbrew tradycji, dziwaczna i niezrozumiała);
  • *Malia zamiast Mali;
  • *Montewida zamiast Montevideo (zdecydowanie wolałbym jednak Montewideo);
  • *Naura zamiast Nauru (dlaczego nie *Nauria?);
  • *Odesa zamiast Odessa (wyraz ten wymawiany jest [odessa] i tylko taka wymowa jest uznana za jedyną poprawną przez WSPP);
  • *Palawia, *Palawy zamiast Palau;
  • *Salomonia i *Salomony zamiast Wyspy Salomona;
  • *Saragosa zamiast Saragossa (z obowiązkową wymową [saragossa], obecnie dopuszczalna także [saragosa] (GJ));
  • *Saudia zamiast Arabia Saudyjska;
  • *Suazja zamiast Suazi;
  • *Talin zamiast Tallin (WSPP dopuszcza jedynie wymowę -ll-, zgodną z obowiązującą ortografią i praktyką językową);
  • *Tbilisja, *Tybilisja zamiast Tbilisi;
  • *Tompryncypia zamiast Wyspy Świętego Tomasza i Książęca (kraj);
  • *Tuwalia zamiast Tuvalu;
  • *Waducja, *Waduza zamiast Vaduz;
  • *Waleta zamiast La Valetta (poparłbym natomiast pisaną formę zgodną z wymową, a więc Waletta);
  • *Wanuatia zamiast Vanuatu;
  • *Welington [welinkton] zamiast Wellington [ueliŋkton] (obowiązuje taka właśnie wymowa, i rzeczywiście taka wymowa w użyciu);
  • *Wirginia i *Wirginy zamiast Wyspy Dziewicze (odpowiednio kraj i archipelag);
  • *Zymbabwia zamiast Zimbabwe;
  • *Żydia zamiast Żydostwo ‘ogół Żydów’, ‘Żydzi na emigracji’, analogiczne do Polonia (w innych znaczeniach nieużywane).
Przyrostek -ec tworzący nazwy członków narodowości

Wbrew panu Nalezińskiemu uważam, że przyrostek -ec tworzący nazwy niektórych narodowości nie ma znaczenia pejoratywnego. Nazwy w rodzaju Ukrainiec, Słoweniec, Słowiniec, Niemiec, Nieniec są silnie zakorzenione w naszym języku. Nie ma więc powodu ani potrzeby lansowania nowotworów językowych w rodzaju *Ukrain, *Słowen, *Słowin (czy również *Niem? *Nien?).

Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że wyraz Afganiec został wyparty przez Afgańczyk (NSPP dopuszczał też Afgan). Problem w tym, że oczekiwane na mocy analogii wyrazy typu *Ukrain czy *Ukraińczyk brzmią obco i nie mają żadnej tradycji. Przyrostek -ec jest martwy w funkcji tworzenia nazw członków narodowości i dlatego wtedy warto będzie wrócić do tematu dopiero, gdy ktoś podchwyci pomysł pana Nalezińskiego.

Spolszczenia innych zapożyczeń

Nie przekonują mnie propozycje p. Nalezińskiego takie jak:

  • *dynga zamiast dingi (wolałbym dinga, jeśli już forma ta miałaby stać się odmienną, por. uwagi wyżej);
  • *dypis zamiast dipis (por. uwagi wyżej);
  • *garybaldczyk zamiast garibaldczyk (por. uwagi wyżej);
  • *gerylas – jeśli w ogóle istnieje potrzeba nazwania jakoś członka guerillas, to już raczej geril lub gerilas, a nie gerylas, zob. wyżej;
  • *gryl zamiast grill – uwaga jak wyżej; w języku polskim wymowa [gryl] uważana jest za niepoprawną i jest wyśmiewana w kabaretach, słuszny natomiast byłby zapis ortograficzny oddający poprawną wymowę, a więc gril; analogicznej korekty wymagają grilować i grilowy; warto zauważyć, że słowo grylaż podane przez p. Nalezińskiego (jako przykład?) nie ma nic wspólnego z grilowaniem, gdyż oznacza masę stanowiącą wypełnienie karmelków;
  • *gryzel zamiast grizzly – po raz kolejny propozycja niezgodna z tendencjami we współczesnym języku polskim; pożytecznie byłoby jednak zalecić zapis oddający wymowę: grizli;
  • *halowin zamiast Halloween – p. Naleziński proponuje tu „zmienić wymowę”, co oczywiście jest niewykonalne, zamiast tego należałoby promować dostosowanie ortografii tego wyrazu do zasad obowiązujących w języku polskim, a zatem Helouin;
  • *intyfada zamiast intifada to wypadek analogiczny i przykład postępowania całkowicie wbrew uzusowi;
  • *kwiz zamiast quiz; wymowa [kfis] jest wbrew obecnemu uzusowi, dlatego wyraz ten powinno się pisać zgodnie z wymową kuiz;
  • *lobbyng zamiast lobbing; formy na -ing mają już tradycję w języku polskim i nie ma potrzeby z nią walczyć, a połączenie -bi- brzmi przecież swojsko; podany jako przykład mityng jest wyjątkiem, gdyż został zapożyczony o wiele wcześniej;
  • *marines z pełna odmianą marinesa, marinesowi…; na przeszkodzie stoi przede wszystkim brak tradycji, wyraz marines jest nieodmienny i nie musi być spolszczany na siłę;
  • *pub wymawiany [pub]; taka wymowa nie ma żadnej tradycji w naszym języku, należałoby natomiast zastosować, jak zwykle w takich wypadkach, ortografię zgodną z wymową, a więc pab;
  • *steward, *stewardesa wymawiane ortograficznie; wymowa taka uchodzi dziś powszechnie za niewłaściwą, zamiast tego należałoby dostosować ortografię do wymowy: stiuard, stiuardesa;
  • *tur w znaczeniu tournée; czysta fantazja niewarta komentarza; wyraz jest nieodmienny i może pozostać graficznie niespolszczony;
  • *wekend brzmi po prostu śmiesznie; ponieważ jest oczywiste, że dziś wszyscy używają tego słowa, jest ono odmienne i stanowi podstawę słowotwórczą dla innych wyrazów, należałoby zapisywać go zgodnie z obowiązującą wymową, a jedynym sposobem byłoby przyjęcie ortografii uikend.

Na szczególną uwagę zasługuje wyraz e-mail. P. Naleziński proponuje e-poczta, a ja na taką propozycję patrzę nieprzychylnie. Składa się ono bowiem ze skrótu angielskiego wyrazu electronic oraz polskiego wyrazu poczta, a tego rodzaju hybrydy nie są na ogół uznawane za poprawne. Dodam, że e- nie można łączyć z polskim wyrazem elektroniczny: po polsku mówimy bowiem poczta elektroniczna, a nie elektroniczna poczta.

Najgorsze jest jednak to, że P. Naleziński zupełnie abstrahuje jednak od praktyki językowej. Otóż w polskim języku potocznym utarło się skracać e-mail, wymawiane [imejl] do prostszego [mejl] (nie *[majl], bo nikt tak nie mówi, albo nieliczni niedouczeni). Ortograficzna forma mejl została uznana za poprawną w języku potocznym specjalną uchwałą Rady Języka Polskiego i znalazła się w Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny. Decyzję tę należy ocenić jako właściwą i oczekiwaną przez zwolenników pisowni zgodnej z wymową.

W tym miejscu muszę jednak niestety przestrzec wszystkich. Pan Naleziński ma tylko pozornie na celu walkę o taką właśnie zgodność, bowiem wbrew składanym deklaracjom i bez jakichkolwiek sensownych argumentów nie przyjmuje do wiadomości, że sprawa wyrazu mejl została już definitywnie i pozytywnie zakończona. Zamiast przyjąć ze zrozumieniem decyzję RJP, usiłuje przekonywać swoich czytelników, że powinni odrzucić tę zgodną z wymową pisownię i w ogóle wyraz mejl, tak przecież rozpowszechniony w dzisiejszej polszczyźnie, i zastąpić go wymyślonym przez niego nowotworem *emajl (u naszych południowych sąsiadów wyraz taki istnieje, lecz znaczy ‘emalia’).

Informuję z tego miejsca wszystkich, że zgodnie z zasadami ortografii polskiej piszemy albo e-mail, albo mejl. Wszystkie inne postacie (także postać *mail) są błędne. Uwaga ta dotyczy też form nieistniejących, wymyślonych przez pana Nalezińskiego. Rozsyłane przez niego listy z informacją, jakoby redaktorzy tekstów, zwłaszcza drukowanych, mieli wybór pomiędzy istniejącą formą mejl a wymyślonym przez niego wyrazem *emajl, zawierają więc nieprawdę i powinny być ignorowane.

Nie ma powodu, aby zapożyczenie to tępić, w dodatku, że na gruncie języka polskiego uzyskało ściślejsze znaczenie niż w oryginale: po angielsku mail to poczta (w znaczeniu listy, paczki itd.), natomiast polskie słowo mejl oznacza wyłącznie pocztę elektroniczną. Warto też zwrócić uwagę na przynależność tego rzeczownika do rodzaju męskiego żywotnego w języku potocznym: wysłałem mejla, dostałem mejla.

Używa się także czasownika mejlować ‘wysyłać mejle’. Proponowane przez p. Nalezińskiego nadawać e-pocztę jest za długie i dlatego nie do zaakceptowania z uwagi na częste użycie. E-mailować słusznie razi choćby z uwagi na nieprzyswojoną postać graficzną, *emajlować jest nie do przyjęcia z uwagi na panującą wymowę. Nie popieram również nowotworu e-pocztować choćby z uwagi na połączenie angielskiego skrótu e- z polską resztą, z uwagi na brak wyrazu pocztować w języku polskim, a wreszcie z uwagi na to, że wyraz taki nie istnieje (istnieje natomiast wyraz mejlować).

Wybór jednego z istniejących wariantów

Nie przekonują mnie próby narzucania jedynego poprawnego wariantu w sytuacji, gdy w użyciu istnieją dwie formy, równie rozpowszechnione.

W odniesieniu do wyrazu kamping zgadzam się z p. Nalezińskim, że ortografia obca camping powinna być wyraźnie uznana za niezalecaną lub wręcz napiętnowana jako błędna. Wyraz ten ma u nas dostatecznie długą tradycję, a co najważniejsze, w wielu tekstach stosuje się pisownię zgodną z obowiązującymi w języku polskim zasadami. Problem polega jednak na tym (problemu tego nie dostrzega p. Naleziński), że część Polaków woli wymawiać kamping, część zaś kemping (i taką wymowę dopuszcza jako jedyną możliwą WSPP, niezależnie od pisowni). W moim przekonaniu w takich przypadkach obie formy powinno uznać się za równie poprawne.

Obok nieodmiennego mafioso [mafiozo] słowniki notują także odmienną postać mafios; propozycja pana Nalezińskiego mafioz byłaby chyba kolejnym możliwym wariantem. Osobiście byłbym zwolennikiem odmiennego mafiozo (podobnego do gauczo, maestro), które przecież rzeczywiście występuje w polskich tekstach.

Podobnie nie jestem przekonany co do wyłącznej dopuszczalności formy pineska. Najnowsze wydania słowników zrównują w prawach formy pinezka i pineska. Moim zdaniem stoi to w doskonałej zgodności z uzusem. Niech przykładem tej zgodności będzie fakt, że osobiście wolę pinezka (i D lm pinezek), podczas gdy p. Naleziński woli pineska (i pinesek). Wobec tego faktu uważam, że stanowisku normodawców uznających fakultatywność obu wariantów nie można nic zarzucić.

Popieram natomiast wymowę wyrazu recykling zgodną z jego obowiązującą ortografią. Wyraz ten znajduje bowiem oparcie w słowie cykl, ponadto taka właśnie wymowa, a nie [risajkling] czy [resajkling] ma u nas już tradycję. Pokutująca w słownikach oboczna ortografia recycling nie jest już na szczęście zbyt często używana i powinna zostać usunięta.

Według mojej oceny obie formy silikon i sylikon są w użyciu i zgadzam się z autorami WSPP, że obie należy uznać za poprawne (nb. definicja tego terminu podana w WSPP jest zbyt obszerna i przez to błędna). Domaganie się użycia wyłącznie formy sylikon, czego chce p. Naleziński, nie jest w moim przekonaniu słuszne. Przecież forma sylikon istnieje w słownikach i nikt na razie nie neguje jej poprawności! Zauważę jednak, że większość woli jednak chyba formę silikon (zgodnie z uwagami podanymi wyżej), w tym większość młodego pokolenia (silikony = nadmiernej wielkości damski biust), co źle rokuje pomysłowi p. Nalezińskiego związanemu z tym wyrazem.

Odmiennego zdania jak p. Naleziński jestem także w odniesieniu do wyrazu standard. Otóż obecnie dopuszcza się jedynie standard i standardowy, choć do niedawna za poprawną (choć gorszą) formę uchodził również standartowy (Słownik poprawnej polszczyzny pod red. Doroszewskiego). Formę tę uznano za niepoprawną pod wpływem sugestii prof. Miodka, który dostrzegał różnicę standard : standartowy. Jednak zwyczaj wymowy z wyraźnym -t- w formach przypadków zależnych i w derywatach słyszy się powszechnie np. w wypowiedziach polityków i dziennikarzy. Należy jednak podkreślić, że część mówców (być może mniejsza) używa zdecydowanie form z -d-.

Wydaje się, że jedynym sensownym wyjściem jest zrównanie w prawach obu postaci, a więc standard obok standart i standardowy obok standartowy. Proszę zauważyć, że stawiając taki wniosek kieruję się wyłącznie stanem języka, a więc faktami obserwowalnymi i mierzalnymi, a nie własnym widzimisię. Zdecydowanie odrzucam wszelkie wywody pseudo-etymologiczne, jakie można wyczytać na jednej ze stron internetowych p. Nalezińskiego, który przytacza przykłady istnienia drugiej przesuwki germańskiej niemającej absolutnie żadnego, nawet pośredniego, związku z omawianym zagadnieniem (równie związane byłoby np. przytaczanie przejścia średniochińskiego da w dzisiejsze mandaryńskie [ta] ‘wielki’). Jestem także zdecydowanie przeciwny uznaniu za niepoprawne form standard, standardowy, czego pośrednio domaga się (bez żadnego właściwie uzasadnienia) p. Naleziński. Skoro bowiem w ustach części Polaków słyszymy standardy, a w ustach innej części standarty, nie ma podstaw, aby tylko jedną z tych form uznać za standartową (sic!). Zgadzam się natomiast w pełni z p. Nalezińskim (pomijając, jak rzekłem, jego przydługą, niepotrzebną i nieskuteczną argumentację), że nie ma podstaw, aby uznawać dziś jedynie standard i standardowy za warianty poprawne. W tym punkcie stanowisko autorów WSPP zdecydowanie ignoruje uzus.

W pełni analogiczne uwagi dotyczą wyrazów striptiz, striptizer, striptizerka, striptizowy. Podobnie jak poprzednio, popieram dopuszczenie postaci striptis, striptiser, striptiserka, striptisowy na zasadzie równoprawności, a nie wyłączności. Jednocześnie potępiam pisownię strip-tease.

 

Problemy z odmianą

Wątpliwości fleksyjne

Uwaga wstępna. W języku polskim istnieje kategoria deprecjatywności. Istnienie jej oznacza, że teoretycznie każdy rzeczownik rodzaju męskoosobowego, który ma formę męskoosobową mianownika liczby mnogiej, może także tworzyć poprawną formę niemęskoosobową. Np. zwykłym M lm od chłop jest forma (ci) chłopi, ale obok niej funkcjonuje także nacechowane (te) chłopy. Takich form jak doktory, profesory, ministry, adwokaty, Cygany nie należy więc określać jako niepoprawne, a przecież autorzy WSPP tylko niektóre z tych form cytują jako ekspresywne. Należy podkreślić, że formy takie niosą określone, dodatkowe znaczenie (najczęściej negatywne) i nie można ich używać w stylu neutralnym. Istnieją jednak rzeczowniki, w których formy niemęskoosobowe są częstsze od normalnych (np. chłopaki obok rzadkiego chłopacy; te anioły obok starszego i rzadszego ci aniołowie i całkiem już archaicznego ci anieli), a nawet jedyne istniejące (np. karły). W tym ostatnim przypadku o rodzaju męskoosobowym świadczy tylko forma biernika liczby mnogiej (widzę karłów).

Form męskoosobowych nie należy dorabiać na siłę (karli? karłowie?), ani nie należy używać form niemęskoosobowych, gdy wyraz nie oznacza osoby (dlatego tylko ci roślinożercy, choć wyraz odnosi się tylko do zwierząt!). Pan Naleziński zdaje się nie przestrzegać tych zasad.

Wyraz gwiazda oznacza bądź ciało niebieskie, bądź osobę wyróżniającą się pod jakimś względem. W celowniku i miejscowniku lp przybiera on nieregularną postać gwieździe. P. Naleziński proponuje, aby w znaczeniu osobowym przyjąć za poprawną formę regularną gwiaździe. Nie jestem pewien, czy taki zwyczaj jest praktykowany przez Polaków. Jeśli nie, podobne zalecenie powodowałoby jedynie niczym nieuzasadnioną komplikację. Identyczna uwaga dotyczy również wyrazu ofiara, w tym proponowanej formy wyrazowej ofiarze w niektórych użyciach.

Wyraz hominid oznacza rzeczywiście przedstawiciela rodziny człowiekowatych (łac. Hominidae), a więc jedną z form zaliczaną do szeroko pojętych australopiteków bądź też do rodzaju Homo. Biologia nie dostarcza niestety przesłanek pozwalających wykreślić ostrą granicę człowiek : nie-człowiek, a zatem i użycie nieosobowej formy hominidy regulowane jest wyłącznie przez zwyczaj. A zwyczaj ten każe używać terminu hominidy albo wobec wszystkich przedstawicieli rodziny (wliczając australopiteki o wyglądzie dzisiejszych szympansów), albo wobec form niezbyt podobnych do współczesnego człowieka. Skoro więc terminu tego nie używa się raczej w odniesieniu do „w pełni” ludzkich gatunków, nie ma po prostu okazji, aby używać formy osobowej hominidzi. Nie ma jednocześnie podstaw, by uznać ją za błędną.

Postać organa jest dopuszczona w WSPP obok formy organy w pewnych znaczeniach. Myślę, że jest to doskonale zgodne z praktyką językową. Postulat p. Nalezińskiego domagającego się wyłączności formy organa władzy uważam za zbyt daleko idący i niepotrzebny: przecież jeśli ktoś woli archaizującą postać organa, może ją stosować i teraz.

P. Naleziński ma rację, że dopuszczalne są jedynie formy przekonujący i przekonywający, ale nie przekonywujący. (GJ) Być może warto jednak poczynić związaną z tym problemem pewną istotną uwagę. Czasowniki z zakończeniem ~ywać, ~iwać należały kiedyś do typu odmiany ~ać, ~am, ~asz i dlatego dawniejsi autorzy (m.in. Szober) nie wyróżniali ich w odrębną klasę. Dziś jednak większość odmienia się wyłącznie według nowego modelu ~ywać, ~uję, ~ujesz — formy typu porównywam (zamiast porównuję) brzmią archaicznie. Ze skrzyżowania starego i nowego modelu, a może raczej przez rozszerzenie użycia formantu ~yw~/~iw~ na wszystkie formy, powstał trzeci model odmiany: ~ywać, ~ywuję, ~ywujesz (np. porównywuję). Formy takie są uważane dziś za niepoprawne, jednak jest to pewnym uproszczeniem, gdyż są akurat jedynymi możliwymi przy rdzeniu zakończonym na l: rozstrzeliwać, rozstrzeliwuję, rozstrzeliwujesz, rozstrzeliwujący. Niektóre formy nieuznawane przez normę słyszy się powszechnie, np. dorysowywuję (zamiast dorysowuję). Postacie tego rodzaju mogą się z czasem rozprzestrzenić jeszcze bardziej.

Dość słynnym problemem poprawnościowym jest kwestia biernika zaimka wskazującego rodzaju żeńskiego, a więc widzę książkę czy widzę książkę. Chylę czoła przed mądrością autorów WSPP, którzy dla normy wzorcowej zarezerwowali postać , zaś dla normy użytkowej – postać . Pan Naleziński wyraźnie nie chce zaakceptować takiego postawienia sprawy i domaga się rozstrzygnięcia jednoznacznego. W moim najświętszym przekonaniu jest to przejaw postawy konserwatywnej i wręcz rewizjonistycznej, zmierzającej do przywrócenia stanu rzeczy, który obowiązywał dawniej i który słusznie zarzucono. O problematyce tej pisałem wyżej, nie zgadzam się i nie zgodzę się tu z p. Nalezińskim i nie będę uzasadniać swojego stanowiska po raz wtóry. Co więcej, prorokuję, że kiedyś forma jako nieregularna (por. widzę tamtą, ją, swoją itd.) wyjdzie zupełnie z użycia i zostanie zastąpiona przez także w języku najwyższej próby. Procesowi dochodzenia do takiego stanu nie należy zbytnio przeszkadzać, zresztą na ogół jest to bezskuteczne.

Użycie wołacza w funkcji mianownika

Zjawisko to występuje w języku potocznym i dotyczy nie tylko imion własnych. P. Naleziński słusznie zwraca uwagę, że używa się np. form gościu czy teściu. WSPP nie odnotowuje tego przy poszczególnych artykułach hasłowych. W haśle problemowym WOŁACZ zwraca się uwagę na zastępowanie wołacza przez mianownik (np. Krzysztof, daj spokój), nie ma jednak nigdzie mowy o zjawisku odwrotnym (np. przyszedł Krzysiu). Nawiasem mówiąc, dziwi mnie, że p. Naleziński słusznie popiera takie formy potoczne jak ten gościu, ale jednocześnie zżyma się na gdzie poszedł. W moim odczuciu to właśnie ta druga forma jest łatwiejsza do zaakceptowania nawet w języku starannym.

Wyrazy nieodmienne

Tendencją rozwojową języka powinno być usuwanie nieodmienności wyrazów wszędzie tam, gdzie to wykonalne. Nieodmienne mogą pozostawać przede wszystkim niektóre imiona własne. Pan Naleziński troszczy się o to, aby szereg używanych w naszym języku wyrazów uzyskało postać pozwalającą na odmianę i w tym go generalnie popieram. W odróżnieniu jednak od niego widzę tu proces, a nie nakaz, widzę wariant, a nie jedyne dopuszczalne rozwiązanie. Niemniej jednak słowniki powinny zalecać postać odmienną wszędzie tam, gdzie to możliwe.

Wyraz atelier powinien być zgodnie z normą wymawiany [atelje], co uniemożliwia jego odmianę w języku polskim. P. Naleziński słusznie zauważa, że w tym wypadku pomaga jedynie zmiana wymowy, to znaczy odczytywanie tego wyrazu zgodnie z ortografią, a więc [ateljer]. Jestem generalnie przeciwnikiem takich metod, jednak w tym wypadku nie ma innej możliwości, istnieją analogie (typu fryzjer), a w końcu istnieją osoby wymawiające ten wyraz [ateljer], nawet jeśli jest to dziś ganione (i to przekonuje mnie najbardziej, por. podobną niezgodność z oryginalną wymową w przypadku wyrazu bungalow przyjętą na zasadzie uszanowania praktyki językowej). Postuluję zatem o dopuszczenie wymowy [ateljer] i odmiany atelieru, atelierowi itd, na razie na zasadzie wariantu fakultatywnego.

Moim zdaniem troski wymaga również przeoczony przez p. Nalezińskiego wyraz attaché. Proponuję dopuścić oboczny termin atasz (GJ), utworzony metodą derywacji wstecznej od istniejącego terminu ataszat ‘urząd atasza’, dziś ‘urząd attaché’.

Podobnie jak pan Naleziński, nie widzę przeszkód, aby dopuścić, czy wręcz zalecić, odmianę następujących wyrazów: awokado, bordo (rzeczownik, nazwa koloru analog. do czerń, biel itd.), bordowawy, bordowić, bordowieć, bordowy, eldorado, logo, wideo.

P. Naleziński proponuje odmienną formę *europ zamiast euro; ta nazwa waluty jest przyjęta w takiej formie we wszystkich językach europejskich, nie widzę też żadnego powodu, dla którego język polski miałby wyłamywać się z międzynarodowych standardów. W języku potocznym niektóre jednostki miar i nazwy walut używa się w formie nieodmiennej z liczebnikiem. Tego typu połączenia uważa się za niepoprawne: 100 gram wódki, daj mi sto złoty, świadczą one jednak o wyraźnej tendencji istniejącej w języku. Pełną analogię do euro stanowi kilo. Dlatego dialog w rodzaju proszę pięć kilo ziemniaków – płaci pan pięć euro nie szokuje i jest zgodny z poczuciem poprawności językowej.

W tych rzadkich przypadkach, gdy euro używane jest bez liczebnika, pozostaje ono i dziś odmienne, przynajmniej w praktyce języka potocznego: formy eura, euru, eurem, o eurze, płacić w eurach są w pełni zgodne z polskim systemem fleksyjnym. Nic nie przeszkadza także w słowotwórstwie: banknot pięćdziesięcioeurowy. Jednym słowem, nic nie usprawiedliwia wymyślania nowo(po)tworów językowych w rodzaju europ, europka, europówka, banknot europowy itd. Imiona zaś Europ, Europa, Europia, proponowane przez p. Nalezińskiego, świadczą chyba tylko o jego żartobliwym podejściu do zagadnienia.

Wyraz igloo wymawiany jest w języku polskim na ogół [iglo] i zgodnie z zaleceniami pozostaje nieodmienny. P. Naleziński proponuje odmienną formę *iglos. Ja pod taką propozycją nie podpiszę się z prostego powodu – nikt obecnie tak nie mówi. W użyciu jest forma iglo i tak powinien też ten wyraz wyglądać w pisowni. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dopuścić jego odmianę: igla, iglu itd.

P. Naleziński słusznie zaleca odmianę wyrazu kakao, co zostało wreszcie uznane za dopuszczalne w najnowszych publikacjach (podobnie jak p. Naleziński poszedłbym dalej i wyraźnie zalecił odmienianie tego wyrazu). Szkoda, że autorzy WSPP pominęli przy tym formę miejscownika. Oczywiście p. Naleziński ma rację, że powinno się mówić o kakau. Uzus jednak wykształcił formę nieregularną o kakale, której nie można potępiać z dwóch powodów. Po pierwsze jest to forma rozpowszechniona (a jako przyczynę powstania takiego dziwolągu podałbym uparte trzymanie się tezy o nieodmienności kakaa przez lata przez językowych normodawców). Po drugie stanowi podstawę słowotwórczą dla derywatu kakałko, notowanego przez najnowsze słowniki (w tym WSPP). Wyraźnie zalecana powinna być również odmiana wyrazu rodeo, tym razem z regularną odmianą: C rodeu, Ms o rodeu. Dziwne, że choć WSPP warunkowo dopuszcza odmianę tego wyrazu (moim zdaniem to za mało), nie podaje akurat tych form, które mogłyby sprawić rzeczywiste problemy użytkownikom.

Formy nieodmienne w nazwach urzędowych

Pan Naleziński proponuje tu rozszerzenie zakresu stosowalności takich form, postulując np. *Urząd Miejski Gdynia zamiast Urząd Miejski w Gdyni. Jestem zdecydowanie przeciwny tego typu zaleceniu. Formy nieodmienne są tu rażące i sprzeczne z duchem języka i właśnie należałoby je eliminować. Są one dopuszczalne jedynie w adresach pocztowych, przy czym nazwa urzędu jest oddzielona od nazwy miejscowości ulicą i kodem pocztowym. W normalnym języku spotyka się cztery warianty, ale nigdy ten proponowany przez pana Nalezińskiego:

  • Urząd Miasta Gdynia (najczęściej),
  • Urząd Miasta Gdyni (postać recesywna, używana wciąż jeszcze tylko z niektórymi nazwami miast),
  • Urząd Miasta w Gdyni,
  • Urząd Miejski w Gdyni (jedyna możliwość w przypadku użycia przymiotnika miejski).

Dodam, że odmienne postacie tego typu stosowane w szyldach spełniają czasem istotną funkcję informacyjną. Przykładowo, odmiana nazwy miejscowości Siepraw może być przedmiotem dylematów. Może ten Siepraw, tego Sieprawa (1), może ten Siepraw, tego Sieprawia (2), a może ta Siepraw, tej Sieprawi (3)? Postać mianownika odczyta przejeżdżający gość ze znaku drogowego. Aby natomiast ustalić wzorzec odmiany (i rodzaj gramatyczny) powinien podjechać pod lokalny urząd gminny: postać w Sieprawiu poinformuje go, że prawdziwa jest hipoteza druga.

Gdyby przyjąć propozycję p. Nalezińskiego, nasz gość zostałby pozbawiony możliwości weryfikacji swoich hipotez. Nieznajomość zaś typu odmiany nie przekreśla w żaden sposób zdolności skontaktowania się z wójtem Sieprawia bądź z jego urzędnikami. W adresie listu i tak bowiem form miejscownikowych nie używa się.

Dodam jeszcze, że podany przez p. Nalezińskiego przykład Port Lotniczy Gdańsk Rębiechowo nie jest dobrym argumentem, gdyż w tym wypadku chodzi o nazwę własną portu lotniczego. Podobnie Port Lotniczy Warszawa Okęcie to nazwa własna, natomiast port lotniczy w Warszawie na Okęciu to nazwa pospolita (z określeniami będącymi nazwami własnymi w postaci odmiennej). Urząd Miejski w Gdyni nie jest też w żadnym wypadku odczuwany jako nierozdzielna całość tworząca nazwę własną.

 

Słowotwórstwo

Szereg postulatów pana Nalezińskiego w zakresie słowotwórstwa można uznać za ciekawe, inne jednak kłócą się z tradycją.

Rodzaj żeński od biznesmen to ponoć bizneswoman. Forma ta, występująca w WSPP (choć już nie zalecana jak w NSPP), jest według mnie przede wszystkim rażąca ortograficznie, gdyż stanowi rażąco eklektyczny konglomerat części spolszczonej i niespolszczonej. P. Naleziński proponuje formę *biznesa, która jest prawdę mówiąc czysto teoretyczna i wątpię, czy ktokolwiek jej używa. Przyłączam się tu do krytyki postaci businesswoman, a zwłaszcza ortograficznego dziwolągu bizneswoman. Nic chyba nie stoi na przeszkodzie, aby za najpoprawniejszą uznać realnie istniejącą i używaną formę biznesmenka, wzmiankowaną także w WSPP (choć opatrzoną etykietą „potocznie”).

Popieram również wyraz malowalny przytaczany przez p. Nalezińskiego. Swego czasu walczono z rozprzestrzeniającym się sufiksem -alny, co było jednak chyba jedynie objawem nieuzasadnionej rusofobii. Wyrazy z -alny i tak szerzą się w języku, a sam sufiks ma zwykle przejrzyste i dobrze zdefiniowane znaczenie ‘dający się…’ (np. mierzalny, odnawialny, policzalny, poznawalny, przewidywalny, przyswajalny, rozpoznawalny, rozpuszczalny, słyszalny, widzialny, wyczuwalny, wykonywalny, zauważalny). Mimo obcego pochodzenia przystępuje on dziś zarówno do wyrazów obcych (absurdalny, definiowalny, globalny), jak i rodzimych (grzebalny, jadalny, namacalny, opłacalny). Nie widzę powodu, aby w jakikolwiek sposób piętnować tworzenie innych analogicznych derywatów.

Analogiczne uwagi mam wobec przyrostków -ant i -ator, znanych i używanych do tworzenia nowych wyrazów nawet w języku bardzo potocznym (np. w dowcipie towar macany należy do macanta), stąd popieram derywat molestator.

Nie ma chyba powodu, aby krytykować derywat potomkini. Choć słowo to nie jest omówione w WSPP, trafia się w żywym języku. Proponowany natomiast przez p. Nalezińskiego wyraz *potomka nie ma, jak się wydaje, tradycji językowych. Nie widzę więc powodu, aby wyraz ten na siłę i wbrew tradycji dodawać do słownika.

Wątpliwości słowotwórcze wzbudza czasem wybór między -ista i -ysta. Skoro dla wyrazu hobby przyjęto za poprawny derywat hobbysta, zaś dla wyrazy lobbylobbysta, również dla rugby należałoby chyba przyjąć rugbysta (jak proponuje p. Naleziński), a nie rugbista, jak chcą autorzy WSPP. (GJ) Zupełnie inną sprawą jest, że skoro większość wymawia wyraz podstawowy jako [ragby], należałoby dopuścić oboczną pisownię ragby i w konsekwencji również ragbysta.

 

Inne problemy poprawnościowe

Imiona

Należałoby przyjąć i konsekwentnie stosować zasadę, że spolszczamy (w zakresie pisowni i wymowy) wszystkie imiona używane w Polsce.

W WSPP zabrakło hasła Ałła. P. Naleziński słusznie zauważa, że imię to podlega normalnej odmianie. Podaje też poprawne formy mogące wzbudzać wątpliwości: CMs lp Alle, D lm Ałł. Przyłączam się do postulatu, aby hasło to dodać w kolejnym wydaniu WSPP.

Imion Inez i Santia zabrakło w WSPP. Propozycje Inesa i Sancja są być może ciekawe, ale przecież imiona te są w Polsce nieużywane, a nawet nie są zbyt często spotykane w polskich tekstach, i dlatego najlepiej pozostawić je w postaci oryginalnej. Myślę, że póki co z równym powodzeniem można postulować zamianę imienia Jennifer na Dżenifera

*Wiliam budzi moje opory, gdyż jeśli imię to jest używane w Polsce, to chyba tylko w wypadkach skrajnie rzadkich; skoro jednak spolszczamy nazwisko wielkiego dramatopisarza do postaci Szekspir, nie widzę przeszkód, aby i imię zapisywać zgodnie z jego obecną wymową, a więc jako Uiliam, ewentualnie Uyliam; niezależnie od tego jak dziwnie wyglądają tego typu zapisy, oddają one wymowę, co przecież jest nadrzędnym celem ortografii, stawiam więc tezę, że można i należy się do nich przyzwyczaić.

Wyrazy pominięte w słownikach

WSPP pomija słowo gibon. P. Naleziński słusznie zauważa, że dominuje obecnie wymowa z pojedynczym -b-, dlatego formę gibbon można uznać za przestarzałą.

Podobna uwaga dotyczy terminu guturalny. WSPP tu milczy, zaś Słownik języka polskiego pod red. Szymczaka podaje taką właśnie formę. Inna sprawa, że równie często używa się formy gutturalny (wymawianej z podwójnym -tt-).

Kolejnym brakującym wyrazem jest host. W odróżnieniu od p. Nalezińskiego nie spotkałem się jednak ze znaczeniem ‘gospodarz przyjmujący gości’. Termin ten jest natomiast używany w znaczeniu ‘komputer główny w sieci’. Oczywiście jest to wówczas wyraz rodzaju męskonieosobowego (stąd liczba mnoga te hosty).

Słowniki nie notują wyrazu controlling. O ile to coś innego niż kontrola, powinno być jednak kontroling (GJ).

Termin niekumaty ‘nierozgarnięty’, choć znany powszechnie, nie jest notowany w słownikach, gdzie należałoby go wprowadzić.

Z terminem rollboard nie spotkałem się ani ja, ani autorzy słowników. Jeśli jest on jednak używany, to spolszczenie rolbord jest oczywiste.

W WSPP i WSO nie zagościło też słowo suwenir. Jak słusznie zauważa p. Naleziński, słowu temu należałoby nadać polską ortografię, z drugiej jednak strony trudno nie zauważyć, że wyraz ten powoli odchodzi w językowy niebyt.

Brak w WSPP hasła śmigus-dyngus. Jak słusznie zauważa p. Naleziński, spotyka się błędną wymowę *śmingus-dyngus, którą należałoby napiętnować.

Pominięto także triatlon (choć jest biatlon). W pełni popieram stanowisko, że pisownia triathlon nie powinna być dopuszczalna (podobnie jak niedopuszczalna jest pisownia biathlon).

WSPP pomija wyraz unit, a szkoda, bo notuje go WSO, a sposób wymowy może rodzić wątpliwości.

W WSPP brak wyrazu wellingtonia, czy też jak chce p. Naleziński, welingtonia. Jeżeli istnieje zwyczaj wymawiania tego wyrazu przez polskie w, postulat jest zasadny i warty uwzględnienia. Jeżeli jednak dominuje wymowa bardziej zbliżona do angielskiej, należałoby wprowadzić pisownię uelingtonia, która dokładniej oddawałaby wymowę. Problem jednak w tym, że wyraz ten wyszedł z użycia. Roślinę o tej nazwie określa się dziś jako mamutowiec. Może więc stanowisko autorów słowników i encyklopedii, w których hasła tego nie ma, należy uznać za słuszne.

Na próżno szukać również wyrazu żelbet. Jak słusznie zauważa p. Naleziński, albo żelazobeton, albo żelbet, ale nie żelbeton, o czym WSPP czytelnika nie informuje. Hasła żelazobeton, żelbetowy, żelazobetonowy również znikły z WSPP, choć były obecne w NSPP.

Frazeologia i kolejność wyrazów

P. Naleziński oburza się na wyrażenia rok czasu, miesiąc czasu, tydzień czasu itd. Połączenia takie potępia również WSPP (gani także okres czasu i chwilę czasu). Nie można jednak nie zauważyć, że tego rodzaju wyrażenia szerzą się w języku potocznym. W przeciwieństwie do autorów WSPP i p. Nalezińskiego dopuściłbym ich używanie w normie potocznej (choć nie wzorcowej).

Termin czystki etniczne nie jest wbrew opinii p. Nalezińskiego skandaliczny. To czystki są czymś skandalicznym, a nie wyrażenie, które usiłuje je nazwać. Póki co, nie ma w języku polskim innego wyrażenia równie dosadnego. Jeśli ktoś nie chce, nie musi go używać. Nie wpłynie to w żaden sposób na fakt, że jest ono rozpowszechnione, zwłaszcza w mediach. Trudno też żądać od kogokolwiek, aby wykreślił je ze słownika. Taki słownik stałby się niepełny i pomijałby oczywiste fakty językowe.

Według p. Nalezińskiego zaimek zwrotny się „w tekstach oficjalnych, urzędowych, uroczystych (w zdaniach orzekających) powinien występować wyłącznie po słowie z nim związanym”. Nie podzielam takiej opinii, a wręcz przeciwnie, popieram tych, którzy domagają się ruchomości zaimka się i przestrzegania zasady umieszczania go przed czasownikiem wszędzie tam, gdzie to możliwe (a więc nie bezpośrednio po pauzie). Za naganne uważam również nadmierne akcentowanie odrębności tzw. tekstów oficjalnych. Współczesną tendencją jest raczej zbliżenie urzędniczego bełkotu do języka kolokwialnego i tendencja ta jest dobra, bo ułatwia zrozumienie urzędników przez zwykłych obywateli. Niepotrzebne unieruchamianie formy się w pozycji po czasowniku jest przejawem wpływu języków obcych (rosyjskiego) na polszczyznę i jest to również argument za unikaniem takiego zwyczaju w każdej sytuacji, w tym w tekstach uroczystych.

W pełni zgadzam się natomiast z naganną oceną wyrazów złożonych typu speckomisja, specustawa itd (więcej przykładów na stronie internetowej p. Nalezińskiego). Wyrazów tego typu nie notuje zresztą WSPP.

Neguję również snobistyczne i rodzące złe skojarzenia wyrażenia typu menedżer zasobów ludzkich (GJ) czy Studium Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Czyżby nasz drogi kapitalizm doprowadził już do tego, że ludzkie istoty traktowane są jako zasoby, na równi z zasobami naturalnymi typu paliwa kopalne? Termin „zasoby ludzkie” kojarzy się ponadto z więźniami w obozie koncentracyjnym, których przetwarzano (!) na niezłej ponoć jakości włosiankę. Nie wiem, czy propozycja p. Nalezińskiego Studium Zarządzania jest dostatecznie precyzyjna, jednak moim zdaniem obecna praktyka nazewnicza jest wysoce naganna, wręcz obrzydliwa, i należy walczyć nawet o urzędowy zakaz jej używania.

Dziwi mnie postulat zastąpienia wyrazu tylko przez słowa jedynie albo wyłącznie w dokumentach urzędowych. Podobnie podchodzę do postulatów w rodzaju podczas zamiast w czasie czy w okresie kilku dni zamiast w ciągu kilku dni. W każdym wypadku jednak jest to co najwyżej kwestia stylu języka, a nie dopuszczalności – bądź niedopuszczalności – użycia, i dlatego nie widzę potrzeby odnoszenia tego problemu do WSPP czy innych podobnych wydawnictw poprawnościowych.

 

Znaczenie wyrazów

Pan Naleziński protestuje przeciwko związkom w rodzaju biblia bibliofila, biblia internetu, biblia majsterkowicza, biblia seksu. Może nie są to frazeologizmy najwyższych lotów, tak się jednak rozpleniły, że ich ganienie uważam za bezcelowe i rażąco sprzeczne z praktyką językową.

Nie za bardzo wiem, o co chodzi p. Nalezińskiemu w przypadku clou. Wyraz ten używany jest bowiem w języku polskim wyłącznie w znaczeniu ‘główny punkt programu’, nie zaś jako ‘gwóźdź’, i przypomina łacińskie wyrażenia in spe, in situ, in vitro, in vivo, nota bene, sine qua non, mutatis mutandis, sensu stricto, sensu lato itd. We wszystkich tych przypadkach, także w wypadku clou, chodzi o obce, nieprzyswojone wtręty, charakterystyczne tylko dla określonych stylów języka. Nie widzę potrzeby, aby na siłę je spolszczać czy nadawać im administracyjnie określone, niezgodne z praktyką językową znaczenia.

Przeciwstawiam się natomiast zdecydowanie próbom ograniczenia swobody używania form zastępczych w rodzaju czemu zamiast dlaczego (i w tej kwestii nie zgadzam się z p. Nalezińskim). W moim przekonaniu zdania w rodzaju czemu się gapisz, a nawet co się gapisz, zamiast dlaczego się patrzysz są jak najbardziej poprawne, z tym że w normie użytkowej. Podobnie poprawne jest jeden zamiast pewien, jak zamiast gdy lub jeśli, za dużo zamiast zbyt dużo, a także gdzie idziesz zamiast dokąd idziesz (i to także w normie wzorcowej!), i wiele innych, które tu pomijam. Pragnę przy okazji zwrócić uwagę, że w języku polskim (w przeciwieństwie np. do rosyjskiego) zaimki przysłowne tu, tam dotyczą zarówno miejsca, jak i kierunku (siedział tam – poszedł tam). Brak nam odpowiedników rosyjskich siuda, tuda, a dotąd zamiast odpowiadać na pytanie dokąd wyraża zupełnie inną treść. Jest to jeden z czynników uprawomocniających użycie gdzie w funkcji dokąd (gdzie siedział – tam siedział i identycznie gdzie poszedł – tam poszedł). P. Naleziński nie wiedzieć czemu nie chce zrozumieć, że język nie jest monolitem i że nie można ganić form swobodnych, akceptowanych przez przygniatającą większość Polaków, i mających długą tradycję w literaturze. Jestem przekonany, że walka z „niewłaściwym” użyciem czemu, jak czy gdzie jest, jak każda walka z językową praktyką, walką z wiatrakami, a co gorsza odbija się ujemnie na odbiorze innych postulatów, wśród których szereg jest niewątpliwie słusznych.

P. Naleziński protestuje przeciwko wyrazowi dizajn, czy też jak to się go zwykło pisać design na modłę anglosaską, każąc zastąpić go terminem projekt. Obawiam się jednak, że użytkownicy języka są głusi na tego typu napominania: stajemy wobec oczywistego faktu, że wyraz ten stał się elementem słownika naszego języka i nie zmieni tego faktu żaden orędownik poprawnej polszczyzny. Ponadto słowo dizajn ma inne, węższe znaczenie niż projekt: opisuje ono bowiem nie dowolne projektowanie, ale projektowanie cech charakterystycznych produktu, a więc czegoś, co cechuje (desygnuje) daną markę towaru. Oczywiście także dizajner to nie tyle projektant, ile osoba specjalizująca się we wzornictwie przemysłowym, w projektowaniu dizajnu jakiegoś przedmiotu (gdyby przyjąć, że dizajn = projekt, jak żąda p. Naleziński, zdania tego nie dałoby się sformułować). W moim przekonaniu jest natomiast słuszne lansowanie form dizajn, dizajner w pisowni zamiast design, designer.

Pan Naleziński krytykuje użycie dokładnie w znaczeniu właśnie, ależ tak, i podobną krytykę znajdziemy w NSPP. Tymczasem w mowie potocznej jest to forma tak powszechna, wręcz manieryczna, że trudno już uważać ją za niepoprawną. Uzus i w tym wypadku wymusił zmianę stanowiska decydentów, dlatego w WSPP znaczenie to nie jest już uznawane za niepoprawne.

Wyraz globalizacja, ostatnio pospolity acz trudny do odszukania w słownikach, wbrew p. Nalezińskiemu nie oznacza na pewno tego samego, co internacjonalizm. Globalizacja oznacza bowiem czynienie czegoś globalnym (najczęściej myśląc przy tym o gospodarce USA) i bywa oceniana różnie, często negatywnie. Natomiast internacjonalizm oznacza określoną postawę człowieka (czasem innego podmiotu, mianowicie organizacji lub państwa), mianowicie otwarcie na sprawy międzynarodowe, i jest najczęściej oceniany pozytywnie.

Termin homonim różnoczasowy (czy jak chce p. Naleziński homonim czasownikowy różnoczasowy; moim zdaniem „czasownikowy” jest tu zbędne, wiadomo, że czas jest kategorią gramatyczną odnoszącą się do czasowników) jest propozycją wzbogacenia terminologii specjalistycznej. Moim zdaniem tego typu terminy nie powinny być mieszane razem z postulatami odnoszącymi się do języka ogólnego.

Problem sprawia wyraz jury, który należy wymawiać [żüri], a nie [żiri], jak usiłuje sugerować pan Naleziński. Propozycja *jura jest oczywiście nie do przyjęcia z uwagi na brak takiej praktyki językowej. Nie wiadomo więc, co zrobić z tym wyrazem: skoro jest on nieodmienny, może pozostać w pisowni oryginalnej, zgodnie z zasadami spolszczania podanymi wyżej. Można próbować zastępować go przez jurorzy tam, gdzie to możliwe. Zamiast trudnego do spolszczenia jury można też zaproponować formę jurorat lub juroria (GJ).

Nie przekonuje mnie próba ograniczenia znaczenia wyrazu kolizja. Dla mnie, jak chyba dla większości Polaków, kolizja oznacza to samo co zderzenie (także w przenośni), a ilość ofiar nie ma tu żadnego znaczenia. Kolizję powodującą ofiary można przecież nazwać katastrofą, zaś kolizję bez ofiar – stłuczką.

Wyraz media ma w języku polskim dwa znaczenia. Pierwsze dotyczy wszystkiego tego, co dostarcza się do mieszkań w odpowiednich sieciach, a więc gazu, prądu, ciepłej i zimnej wody, telewizji kablowej, internetu (wbrew protestom Grzeni, zob. niżej). Drugie dotyczy środków masowego przekazu informacji, a więc telewizji, radia, prasy. Dla odróżnienia używany jest czasem termin mass media dla znaczenia drugiego. Pan Naleziński protestuje przeciwko jego używaniu, co jest oczywiście bezskuteczne jak każde wystąpienie przeciwko praktyce językowej. Należałoby zamiast tego zastanowić się nad dopasowaniem tego terminu do polskiej pisowni i przyjęcie postaci ortograficznej masmedia za poprawną.

Obraz przyjął ostatnio między innymi znaczenie film. Zgadzam się, że użycie takie nie jest dowodem używania stylu wzorcowego (m.in. przez media), świadczy natomiast o rażącym snobizmie i bezkrytycznym zastępowaniu istniejących przecież wzorców rodzimych anglosaskimi. W przeciwieństwie do pana Nalezińskiego, WSPP bierze pod uwagę istniejącą praktykę językową i jedynie przestrzega przed nadużywaniem wyrazu obraz w tym znaczeniu, nie uważając jednak takiego użycia za błąd.

Jeśli między określeniami wykonawca i performer istnieje różnica znaczeniowa, choćby minimalna, będę przeciwny piętnowaniu tego angielskiego zapożyczenia. Jeśli jednak różnicy takiej nie ma, co akurat w tym wypadku wydaje się prawdopodobne, wyraz ten należałoby umieścić w słownikach i opatrzyć kwalifikatorem niepoprawnie. W tym punkcie zgadzam się więc z panem Nalezińskim, podobnie też czynią autorzy WSPP, gdyż słowa tego na próżno szukać w ich słowniku.

Zgadzam się także w kwestii napiętnowania masowego używania specjalistycznego (bankowego) skrótu PLN zamiast . Po naszym wejściu do Unii Europejskiej i czekającej nas reformie walutowej problem ten stracił na ostrości.

Słowniki długo nie notowały wyrazu wizaż, jedynie wizażysta. Ortografia visage jest oczywiście nie do przyjęcia, ostatnio spotkać można ogłoszenia kursów wizażu, a więc jednak wyraz ten istnieje i jest pisany zgodnie z zasadami ortografii polskiej. Wszedł też do internetowej wersji SJP.

 

Pisownia i interpunkcja

Uwaga: polecam artykuł o niekonsekwencjach polskiej ortografii w internecie, a także mój artykuł o reformie ortografii.

Używanie kropki łącznie z nawiasem i cudzysłowem

(GJ) Obecna pisownia nakazuje końcową kropkę zawsze umieszczać poza nawiasem czy cudzysłowem, np.: (To jest zdanie umieszczone w nawiasie). Reguła ta jest nieuzasadniona logicznie i rażąca zwłaszcza w wypadku umieszczenia w nawiasie lub cudzysłowie kilku zdań. Zamiast tego należałoby dostosować pisownię do struktury wypowiedzi.

Jeżeli w nawiasie lub cudzysłowie znajduje się tylko fragment zdania, kropka powinna być postawiona poza nawiasem lub cudzysłowem. Jeżeli jednak nawias lub cudzysłów obejmują całe zdanie, kropka powinna znaleźć się wewnątrz. Poniższy akapit zawiera przykład logicznie poprawnej interpunkcji (choć niezgodnej z obecnymi wskazaniami). W dwóch przypadkach kropka pozostaje wewnątrz nawiasu, w dwóch innych umieszczona jest na zewnątrz.

Interpunkcja powinna w określonym zakresie odzwierciedlać intonację i logiczną strukturę zdania (i nie być niewolniczo uzależniona od nieżyciowych przepisów). W każdym innym wypadku będzie stanowić tylko dodatkowe utrudnienie dla użytkowników języka. (Być może językowym decydentom zależy na tym, by tylko nieliczni byli w stanie poprawnie wyrażać się na piśmie.) Ponieważ masowe łamanie nieżyciowych przepisów musi w końcu doprowadzić normodawców do kapitulacji, zachęca się wszystkich do stosowania logicznie uzasadnionej interpunkcji we wszystkich tekstach. (Tego typu działania często wymuszają ustępstwa autorów norm. W najnowszych wydawnictwach poprawnościowych właśnie dzięki naciskowi ze strony użytkowników języka dopuszczono odmianę wyrazu kakao czy polską pisownię wyrazu kwazicząstka. Jest więc duża szansa, że i pozostawianie kropki wewnątrz nawiasu zostanie zalegalizowane – pod warunkiem jednak, że w nawiasie znajdzie się całe zdanie.) Nie chodzi przy tym bynajmniej o wszczęcie wojny domowej, a raczej o uświadomienie twórcom polskiej interpunkcji, że są w błędzie (i oby to rychło zrozumieli).

Pisownia ch, h, rz, ż, ó, u

(GJ) Według mnie pisownia Allach jest przestarzała i niezgodna z zasadami transliteracji wyrazów arabskich. Należałoby dopuścić wyłącznie pisownię Allah.

Pisownia i, j

(GJ) Istnieje reguła nakazująca pisać j tylko na początku wyrazu, po samogłoskach (wtedy nie przed i) oraz po c, s, z wymawianych [c], [s], [z]. Reguła ta jest zła i niedopracowana, jest przyczyną wielu problemów ortograficznych. Gdyby zamiast niej przyjęto prostą fonetyczną zasadę, że piszemy j wszędzie tam, gdzie je wymawiamy, uniknęlibyśmy tych problemów. Niestety, niemal 100 lat temu zadecydowano, że j powinno być zastąpione przez i we wszystkich wypadkach, z wyjątkiem wyżej podanych. Stało się bardzo źle, gdyż pisownia nie powinna ewoluować w tę stronę. Najlepiej byłoby przywrócić pisownię sprzed tej niefortunnej zmiany. Niestety, na to na razie nie ma chyba co liczyć.

A oto jakie najważniejsze problemy powoduje obecna ortografia.

  • Połączenie ii ma aż trzy wartości fonetyczne: [iji] jak w żmii, [ji] jak w Marii, [i] jak w armii (tu pisownia nie wynika z wymowy, lecz z niemającej związku z fonetyką zasady, że dwa i piszemy w wyrazach obcego pochodzenia). Tę wieloznaczność można by ograniczyć przynajmniej częściowo, przywracając pisownię j po samogłosce także przed i. Należałoby wtedy pisać żmiji, szyji, koleji, Okrzeji, Maji, Kaji, tuji itd. (ale wciąż statui, idei, bo statua, idea, a nie *statuja, *ideja). Taka zasada oddawałaby lepiej dzisiejszą wymowę, likwidowałaby problem ortograficzny, który ma wielu Polaków, a ponadto byłaby ułatwieniem dla wszelkiego typu programów komputerowych i dla automatycznych przeszukiwań baz danych, gdyż j pozostawałoby w całej odmianie. Należy sobie też zdawać sprawę, że konsekwentnie powinno się pisać w formach czasowników, zarówno pochodnych od rzeczowników, jak i innych, np. hultaj, hultaję – hultajisz, hultajić; taję – tajisz, tajić; zwyczaj, przyzwyczaję się – przyzwyczajisz się, przyzwyczajić się; klej, kleję – klejisz, klejić; kolej, wykoleją się – wykolejić się; boję się – bojisz się; zniechluję – zniechlujić (wszystkie podane formy po myślniku są dziś niepoprawne ortograficznie).
  • Istnieją wyrazy, głównie nazwy geograficzne i nazwiska, które z jakichś powodów przechowały pisownię sprzed niechlubnej reformy, np. Safjan (nazwisko), Ustjanowa (miejscowość). W tym ostatnim wypadku oficjalne źródła podają Ustianowa, jednak napis na miejscowej stacji kolejowej głosi Ustjanowa, i podobną wersję zawiera oficjalny rozkład jazdy. O ile nazwiska o nietypowej ortografii są normalne i akceptowalne, to jednak chyba nie nazwy geograficzne z terenu Polski. Chyba ktoś tu czegoś nie dopilnował…
  • Pisownia wyrazów zawierających [j] po spółgłoskach dziąsłowych (cz, dż, sz, ż/rz) i zadziąsłowych (ć, dź, ś, ź) wydaje się zupełnie arbitralna. Obok adadżio, apodżiatura, arpedżio, ażio, ażiotaż, dysażio, dyzażio, dżiu-dżitsu, feredżia, glediczia, kwasziorkor, lodżia, mickiewicziana, sienkiewicziana, welwiczia, wiledżiatura (WSO, SJPDor), ew. Dżanaszia (nazwisko gruzińskie, do odszukania) znajdujemy w słownikach także babeszjoza (obok babesjoza), Czuwaszja, iszjas (przestarzałe, dziś tylko ischias), lagranżjan, wajśja, a w tekstach związanych z kulturą hinduistyczną także Ćjawana (jeden z autorów Rigwedy), Śjama (przydomek bogini Kali), Dźjotis (personifikacja światła). Przypadku pisowni nazwy kraju Czuwaszy, która jak widać zdecydowanie odbiega od reszty, nie umiał wyjaśnić żaden lingwista, choć pytałem niejednego. Stwierdzenie, że tak zaleca pisać Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych jest jedynie przyznaniem, że zasady ortografii opracowane przez RJP nie są przestrzegane. Również pisownia wyrazu wajśja (‘członek jednej z kast hinduskich’) łamie zasadę pisowni j, a przecież ortografia wajśia wygląda znacznie gorzej.
  • Autorzy Encyklopedii PWN również drwią sobie z reguł pisania j, ale też z treści WSO, i podają glediczja, welwiczja (por. tutaj i tutaj). Ta sytuacja jest już wręcz oburzająca: dlaczego dwa renomowane źródła najbardziej chyba szanowanego wydawnictwa podają sprzeczne informacje?! Można zrozumieć z biedą, że piszemy kwasziorkor, ale Czuwaszja, bo tak podają wszystkie źródła godne zaufania (można jedynie zastanawiać się, po co tworzyć takie wyjątki), jednak sytuacji, w której autorzy WSO piszą glediczia, welwiczia, a autorzy Encyklopedii glediczja, welwiczja, zrozumieć się już nie da. Uwaga: już po napisaniu i opublikowaniu tego tekstu, a także po moich licznych interwencjach, w wydaniu internetowym WSO pojawiły się formy glediczja i welwiczja jako oboczne.
  • W pisowni nazwisk obcych o pisowni spolszczonej występują wahania. I tak, nazwisko armeńskiego botanika o światowej sławie spotykane jest w formie Tachtadżian lub Tachtadżjan (zob. np. tutaj i tutaj).
  • Według pana Nalezińskiego (dane z korespondencji mejlowej) jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji byłoby wprowadzenie konsekwentnej pisowni fonetycznej we wszystkich wymienionych przypadkach, a zatem adadżjo, apodżjatura, arpedżjo, ażjo, ażjotaż, babeszjoza, Czuwaszja, dysażjo (dyzażio), feredżja, glediczja, kwaszjorkor, lagranżjan, lodżja, mickiewiczjana, sienkiewiczjana, Tachtadżjan, wajśja, welwiczja, wiledżjatura i ja w pełni przychylam się do takiego stanowiska. Natomiast zgodnie z zasadami obowiązującymi dla nowo zapożyczanych wyrazów japońskich powinniśmy chyba pisać dziu-dzitsu i czytać po polsku: [dźudźitsu].
  • Generalnie uważam, że należy pisać fonetycznie, a przynajmniej w sposób tak dalece zbliżony do wymowy, jak na to pozwalają reguły ortografii. Reguły te nie pozwalają niestety pisać Dańja (a przynajmniej Danja) czy Marja (co powitałbym z radością). Jednak skoro reguły te nie są przestrzegane – w przypadku Czuwaszji czy wajśjów powszechnie, a w przypadku glediczji i welwiczji czasami – powinno się je zmodyfikować, i do modyfikacji tej dostosować pisownię pozostałych nielicznych i rzadko przecież używanych wyrazów.
Pisownia rzeczowników w przypadkach z wymianami spółgłosek

Pan Naleziński proponuje pisownię Mazdzie, nie maździe, twierdząc, że w słowach niesłowiańskiego pochodzenia nie należy (!?) zaznaczać tego rodzaju wymian. Nie sposób z takim poglądem się zgodzić: takiej reguły nie ma w polskiej ortografii. Otóż pisownia zawsze powinna w jakimś przynajmniej stopniu oddawać wymowę, a w każdym razie zasada taka powinna być zasadniczym kryterium przy tworzeniu ortograficznych reguł. Prawdą jest, że rzeczowniki na -izm mają ortograficzną formę -izmie. Forma ta oddaje jednak w założeniu rzeczywistą wymowę znajdującą oparcie w analogicznym wahaniu w formie wyrazowej paśmie ~ pasmie. Zupełnie inną sprawą jest, że wymowa -iźmie jest dziś właściwie jedyna.

Zamiast arbitralnego rozstrzygania w tych przypadkach proponowałbym (GJ) ortografię zgodną z wymową. WSPP słusznie uważa za poprawne obie formy paśmie i pasmie. Powinno się więc analogicznie i konsekwentnie dopuścić pisownię komuniźmie, deiźmie obok komunizmie, deizmie, jak również maździe (obok mazdzie, o ile ktokolwiek rzeczywiście tak to wymawia, w co wątpię).

Pisownia liczebników oznaczających duże liczby

Pan Naleziński krytykuje zapis w rodzaju 9 mld 876 mln 543 tys. 210 dopuszczając jedynie:

  • 9 876 543 210
  • 9876543210
  • 9.876.543.210.

Tymczasem krytykowany zapis jest właśnie godny polecenia, gdyż ułatwia odczytanie liczby, a poza tym jest szeroko stosowany. Moim zdaniem nie ma potrzeby go krytykować, jedynym problemem byłoby moim zdaniem ujednolicenie użycia kropki po skrótach niezawierających ostatniej litery, a więc:

  • 9 mld. 876 mln. 543 tys. 210

(czytamy przecież dziewięć miliardów…, a nie dziewięć miliard…).

Nazwy własne a zasady użycia wielkiej litery

Pisownia wyrazu wielką literą powinna być sygnałem, że wyraz ten jest nazwą własną. Kłopot w tym, że nie za bardzo wiadomo, co to właściwie jest nazwa własna. Popularna definicja sformułowana przez Leysa, że nazwy własne dotyczą obiektów jednostkowych jest w sposób oczywisty nieprawdziwa, a przynajmniej niejasna dla wielu (także dla lingwistów) – np. Grzegorz nie powinno być nazwą własną, bo przecież istnieje wielu mężczyzn o tym imieniu. Także zastrzeżenie, że nazwy własnej używa się mając na myśli konkretny przedmiot, nie jest przekonujące: przecież mówiąc ten stół również mamy na myśli konkretny, pojedynczy przedmiot.

Tym bardziej nie przekonuje również definicja zaproponowana przez prof. Mańczaka, aby za nazwę własną uznać pojęcie nieprzetłumaczalne na inny język. Ale przecież np. Ziemia Ognista czy Siedzący Byk są tłumaczeniami terminów oryginalnych, z kolei sushi, sake czy whisky nie są nazwami własnymi, a mimo to nie tłumaczy się ich na język polski. Wyjątków takich jest na tyle dużo, że definicji Mańczaka nie sposób traktować poważnie, a w każdym razie jest to określenie o wątpliwej użyteczności.

Wobec takich rozbieżności proponuję zacząć od uściślenia pojęcia nazwy własnej. Otóż za nazwę własną proponuję uznać określenie obiektu rozpoznawanego jedynie po cechach indywidualnych, a nie według jakiejś ogólnej definicji (określenie to nie jest niczym szczególnie odkrywczym i raczej jedynie objaśnia, co Leys rozumiał pod pojęciem „obiekt jednostkowy”). Na przykład można zdefiniować, czym jest koń („koń jaki jest każdy widzi”), można zdefiniować nawet czym jest kasztanek, nie da się jednak zdefiniować, czym jest Kasztanek (rozumiany jako imię konkretnego konia). O tym, czy konkretny koń to Kasztanek czy nie, decyduje dopiero zespół wszystkich postrzeganych cech, które w dodatku są inne w odniesieniu do każdego konia o imieniu Kasztanek.

Może istnieć wielu Grzegorzów, ale nie mają oni cech wspólnych wyróżniających. To znaczy, widząc nieznajomego mężczyznę nie można w żaden sposób orzec, czy to Grzegorz. Nie da się również ustalić tego faktu w jakikolwiek sposób inny niż pytając go Czy masz na imię Grzegorz tudzież stawiając analogicznie pytanie innej osobie.

Po wyglądzie danej osoby nie poznamy, czy jest katolikiem. Widząc jednak tę osobę uczestniczącą w katolickim nabożeństwie jesteśmy w stanie orzec, że tak właśnie jest. Pojęcie katolik podlega pewnej definicji (jest kwestią umowną, jakiej). Zatem katolik nie jest nazwą własną.

Przechodząc do meritum: przyjęło się pisanie nazw własnych wielką literą. Wobec tego pytanie, jaką ortografię należy stosować w danym przypadku, powinno sprowadzać się jedynie do ustalenia, czy mowa o nazwie własnej czy pospolitej. Oczywiście pisownia wielką literą ze względów uczuciowych czy grzecznościowych niektórych rzeczowników (Ojczyzna) lub nawet przymiotników (Boży) i zaimków (Ty, Twój) opiera się na długiej tradycji i może być utrzymana na mocy odrębnej reguły.

Uwaga dodatkowa (GJ): Wyraz internet nie jest już dziś nazwą własną określonej sieci komputerowej, oznacza za to jeszcze jedno medium obok gazu, prądu itd, nawet jeśli z poglądem takim nie zgadzają się niektórzy (np. J. Grzenia w swoim Słowniku poprawnej polszczyzny), najwyraźniej nie rozumiejąc, w jakich kontekstach używa się tego wyrazu i jakie przypisuje mu znaczenie (np. nie było dziś internetu – tak samo jak nie było dziś prądu). Internet nie oznacza oczywiście żadnej samodzielnej sieci lokalnej (bo taką określamy jako intranet) ani podsystemu sieci światowej, nie jest też prawdą, że jest wiele internetów (i tu Grzenia ma rację). Pojęcie to daje się jednak zdefiniować (na przykład jako ‘ogólnoświatowa sieć komputerowa’, choć nie jest to definicja wyczerpująca), wyraz internet stał się więc rzeczownikiem pospolitym i nie ma potrzeby, aby pisać go od wielkiej litery. Autorzy WSPP podają co prawda hasło Internet, ale dodają „wyraz pisany także małą literą”. Warto napomknąć, że wyraz pospolity sieć oznaczać może różne rodzaje sieci, i gdy jest używany w znaczeniu ‘internet’ staje się nazwą własną, podobnie jak nasz Księżyc czy nasza Galaktyka, i dlatego powinien być pisany Sieć. Unikać należy natomiast pretensjonalnego połączenia w sieci Internet (zwłaszcza z akcentem na „i”), gdyż wyraz internet jest już w pełni spolszczony i odmienia się przez przypadki.

Pisownia nazw ulic

Termin w rodzaju ulica Stoczniowców jest niewątpliwie frazeologizmem stanowiącym nazwę własną. Obecnie obowiązująca dziwaczna ortografia nie znajduje moim zdaniem żadnego uzasadnienia. Co prawda słowo ulica można pominąć (np. mieszkam na Stoczniowców), jednak najczęściej używa się całego wyrażenia, które z tego właśnie powodu odczuwane jest jako nierozdzielny frazeologizm. I dlatego w pełni popieram wniosek pana Nalezińskiego o wprowadzenie zasady pisowni tego typu nazw wielkimi literami: Ulica Stoczniowców.

W nazwach typu Morze Bałtyckie obowiązuje pisownia obu członów z wielkiej litery. Nie widzę żadnej istotnej różnicy rodzajowej między określeniami Morze Bałtyckie i Ulica Stoczniowców, która uzasadniałaby odmienną pisownię w drugim przypadku. Tym bardziej nie widzę powodów, aby wyraz „morze” w nazwach niektórych mórz pisać z małej, a w innych z wielkiej litery!

Pisownia typu rzeka Wisła jest natomiast jak najbardziej uzasadniona, gdyż najczęściej nie stosuje się w języku polskim takiego połączenia, lecz mówi się po prostu Wisła. Całe połączenie rzeka Wisła nie tworzy nierozdzielnego związku frazeologicznego, jest odczuwane jako luźny związek nazwy pospolitej i własnej. Warto przy okazji zauważyć, że w nazwach własnych typu Morze Bałtyckie, Ulica Stoczniowców występuje przydawka przymiotnikowa lub dopełniaczowa, natomiast w wyrażeniu rzeka Wisła występuje przydawka rzeczownikowa (mianownikowa).

Pisownia nazw województw i regionów

Nazwy województw są z całą pewnością nazwami własnymi. Oba człony powinno więc pisać się wielką literą. W pełni zgadzam się tu z p. Nalezińskim. Zasada ta powinna stosować się i do wszystkich innych nazw administracyjnych, nazw krain itd.: Województwo Małopolskie, Powiat Chrzanowski, Obwód Królewiecki, Górny Śląsk itd.

Pisownia nazw mieszkańców krajów i miast

Niezrozumiałymi zasadami kierowano się również przy ustaleniu reguł pisowni nazw mieszkańców. Dlaczego Meksykanin = mieszkaniec kraju Meksyk, ale meksykanin = mieszkaniec miasta Meksyk? A czymże różni się pojęcie „mieszkaniec kraju N.” od pojęcia „mieszkaniec miasta N.”?

W odróżnieniu od pana Nalezińskiego nie jestem jednak przekonany do końca, czy aby słuszna jest pisownia tego typu nazw wielką literą. Czy określenie typu Meksykanin jest nazwą własną? Przecież nie spełnia ono określenia wyżej podanego i daje się zdefiniować (Meksykanin = mieszkaniec Meksyku). O tym, że nazwy mieszkańców są nazwami pospolitymi wiedzą dobrze na przykład nasi wschodni sąsiedzi, pisząc poljak, russkij z małej litery. Myślę więc, że w zgodzie z regułą pisowni nazw pospolitych z małej litery powinniśmy ich naśladować. A więc meksykanin, anglik, angielka, rosjanin, polak obok warszawiak, gdańszczanin, moskwianin, zakopianin, zakopianka. A jeśli komuś nie odpowiada pisownia polak przez małe p, zawsze może zastosować regułę o użyciu wielkiej litery w wyrazach o zabarwieniu emocjonalnym. Skoro Polska to moja Ojczyzna, to i jestem Polakiem. Najsłuszniej byłoby po prostu dopuścić tu dowolne użycie małej lub wielkiej litery według uznania (jak to się dzieje dziś np. w ortografii włoskiej), jednak w każdym razie bez robienia jakichkolwiek różnic między nazwami mieszkańców krajów i mieszkańców miast.

Uwaga: Zakopianka jest też nazwą własną jednej z dróg na południu Polski. Jako taka powinna być pisana obowiązkowo wielką literą.

Pisownia nie z różnymi częściami mowy

(GJ) Reguły dotychczasowej ortografii są mało przekonujące. Wątpliwości budzi zwłaszcza zasada rozdzielnej pisowni cząstki nie z czasownikami wbrew wymowie i wbrew praktyce innych narodów słowiańskich używających alfabetu łacińskiego. Nie mam pojęcia czym, poza tradycją, motywuje się różnice pisowni typu nieposiadanie : nie posiadać. Aby uprościć pisownię cząstki nie należałoby wprowadzić zasadę traktowania jej jako przedrostka i łącznej pisowni nie ze wszystkimi częściami mowy. Oczywiście nie dotyczy to użycia nie w sytuacji, gdy wyraża przeciwieństwo, typu nie stoję, lecz leżę, nie mały, ale duży itd.

  1. Element nie łączy się w fonetyczną całość z następującym czasownikiem: niemam, niejest, niesą (szczęśliwi), nierób, niepisz wymawiane są dokładnie tak jak je zapisałem, jako pojedyncze wyrazy.
  2. Pomiędzy nie a czasownik nie ma prawa wejść inny wyraz.
  3. Obowiązuje pisownia łączna nie z rzeczownikami, w tym z odsłownikami typu niepisanie, nierobienie. Część językoznawców włącza tego typu wyrazy do paradygmatu czasownika.
  4. Obecnie obowiązuje również łączna pisownia nie z imiesłowami przymiotnikowymi. Nawet gdyby uznać odrębność słownikową nierobiący od nie robić nie widzę najmniejszych powodów, aby inaczej traktować imiesłów przysłówkowy nie robiąc. Pogląd, że imiesłowy przymiotnikowe (robiący) nie są formami czasownika, ale przymiotnikami, i jednocześnie że imiesłowy przysłówkowe (robiąc) formami czasownika, mający uzasadniać takie rozstrzygnięcie, jest zupełnie izolowany i sprzeczny z wyczuciem językowym przeciętnego Polaka. Pisownia nierobić, nierobiąc obok nierobiący, nierobienie byłaby najprostszym rozwiązaniem tej sprzeczności.
  5. Podobnych argumentów dostarcza różnica w rodzaju niezrobiony : nie zrobiono.
  6. O pisownię łączną nie z wszystkimi częściami mowy, w tym z czasownikami, apelują językoznawcy, m.in. prof. W. Mańczak, którego poglądy cytuję na mojej witrynie internetowej.
Pisownia spolszczona

Nieuzasadnione wydaje się dalsze tolerowanie pisowni oryginalnej szeregu wyrazów, które brzmią dla Polaka dostatecznie swojsko, aby zastosować względem nich zasady polskiej pisowni. Omawiając nazwy geograficzne zwróciłem uwagę na stosunkowo dobrze znane w Polsce Chile, które powinno uzyskać ortografię zgodną z wymową: Czile (GJ; natomiast pomysł, aby nakłonić 40 milionów ludzi do zmiany wyrazu Chile [czile] wyrazem [chile] (czy co gorsza [chilja]) uważam za nierokujący żadnych nadziei na powodzenie). Wspomniałem też o problemach z nazwą hiszpańskiej krainy o nazwie Galicja oraz z nazwą stolicy Irlandii - Dablina.

Uwaga: Pan Naleziński (MN) jest autorem tylko niektórych z powyższych propozycji, z niektórymi się nie zgadza (wypadki te omówiono powyżej w poszczególnych podrozdziałach). Niektórych wyrazów nie ma na jego witrynie. Do haseł Słownika Mirnala dodaję swoje własne, oznaczone GJ.

W przypadku niektórych wyrazów pisownia spolszczona już jest zalecana (WSPP, WSO) obok pisowni oryginalnej (można jednak rozważać wprowadzenie jej jako obowiązującej):

  • bajpas (obok by-pass; słusznie jednak D lp bajpasu obok bajpasa, wbrew MN),
  • balejaż (WSO obok balayage),
  • butik (zalecane, obok boutique),
  • czempion (zalecane, obok szampion; WSPP zna czempion, lecz odsyła do champion),
  • czip (GJ; WSO obok chip),
  • czips (GJ; tak WSO, poza tym tylko chips),
  • czirliderka (GJ; WSO obok cheerleaderka),
  • dansing (GJ; zalecane, obok dancing),
  • diler (WSO obok dealer; WSPP zaleca pisownię obcą),
  • dżambo dżet (GJ; WSO obok jumbo jet),
  • dżamper (GJ; WSO obok jumper),
  • dżip (GJ; WSO obok jeep),
  • dżojstik (GJ; WSO obok joystick),
  • esemes, esemesować (GJ; WSO obok SMS, SMS-ować),
  • faks (zalecane, obok fax),
  • folksdojcz (GJ; WSO obok volksdeutsch),
  • grizli (GJ; WSO obok grizzly; WSPP zaleca pisownię obcą),
  • haker (‘pirat komputerowy’, tak WSO obok hacker),
  • hostessa (GJ) lub hostesa (MN), jednak zgodnie z rzeczywistą wymową (WSPP: hostessa, wym. [hostessa] lub [hostesa]),
  • imaż (WSPP i WSO tylko image, choć imażynista, imażynizm, jednak są wydawnictwa drukowane używające postaci spolszczonej),
  • kalipso (GJ; tak zaleca WSO, ale WSPP zaleca calypso),
  • kampanila (GJ; zalecane, obok campanila),
  • kancona (GJ; zalecane, obok canzona),
  • karioka (GJ; tak zaleca WSO; WSPP zaleca carioca, potem carioka (!)),
  • kassate (GJ; WSO obok cassate),
  • katering (GJ; obok catering),
  • kazus (GJ; tak zaleca WSO, jednak WSPP odsyła do casus);
  • keczup (GJ; zalecane, obok ketchup, z dwojaką wymową: [keczup], rzadziej [keczap]; wymowa angielska nie przyjęła się i jest już odczuwana jako pretensjonalna);
  • kemping (GJ; zalecane, obok camping; formę MN kamping można by uznać za alternatywną, słowniki jej nie znają),
  • klaun (WSO zaleca klaun albo klown, dopuszcza też clown; WSPP podaje klown, potem clown i dopiero na końcu klaun),
  • klerk (GJ; zalecane, obok clerk),
  • kliring (GJ; obok clearing),
  • kloszard (zalecane, obok clochard),
  • koktajl (GJ; zalecane, obok cocktail),
  • kolaż (zalecane, obok collage),
  • kolt (zalecane w WSO; WSPP uważa za rzadkie i odsyła do colt),
  • kombi (GJ; zalecane, obok combi),
  • konfetti (GJ; zalecane, obok confetti),
  • konsensus (GJ; zalecane, WSPP odsyła do consensus),
  • konsulting (GJ; zalecane w WSO, WSPP odsyła do consulting; nie: *konsalting z uwagi na konsultować),
  • kontinuum (GJ; zalecane w WSO, WSPP odsyła do continuum),
  • kontra (GJ; zalecane w WSO w znaczeniu zarówno rzeczownika, jak i przyimka, obok contra),
  • korrida (GJ; zalecane, WSPP odsyła do corrida),
  • korso (GJ; zalecane, WSPP odsyła do corso),
  • kosinus (GJ; zalecane, WSPP odsyła do cosinus), podobnie nazwy innych funkcji: kotangens, sekans, kosekans, kologarytm,
  • kowboj (zalecane, obok cowboy),
  • kraul (GJ; zalecane, WSPP odsyła do crawl),
  • kredo (WSO dopuszcza odmianę, obok credo, WSPP odsyła do credo i uważa za nieodmienne, rzadko odmienne),
  • kuriozum (GJ; WSO obok curiosum),
  • lizingować (GJ; obok leasingować),
  • menedżer (GJ; zalecane, obok manager; postać menedżer odpowiada najczęstszej wymowie, co ignoruje MN i sugeruje menadżer),
  • padok (zalecane, obok paddock),
  • puenta (zalecane, obok pointa),
  • Rejkiawik (WSO obok Reykjavik, ale WSPP nie zna wcale tej formy ortograficznej, zob. wyżej),
  • rekwiem (WSO zaleca, obok requiem),
  • sekans – zob. wyżej kosinus,
  • seks (zalecane, obok sex),
  • seksapil (zalecane, obok sex appeal),
  • striptiz (GJ; zalecane, obok strip-tease; MN proponuje striptis, słusznie zauważając, że taka wymowa też istnieje i może nawet dominuje),
  • szewrolet (GJ; tak podaje WSO obok chevrolet, ale WSPP nie zna formy spolszczonej);
  • toples (obok topless; dopuszczalna jest już odmienność tego wyrazu),
  • wademekum (GJ; zalecane, obok vademecum),
  • wendeta (GJ; zalecane, obok vendetta),
  • wideo (zalecane, obok video; szkoda, że słowo magnetowid wychodzi z użycia zastępowane przez trudne w odmianie wideo),
  • wideoklip (GJ; zalecane, obok videoclip),
  • winegret (GJ; tylko tak w WSO, ale w WSPP obok vinaigrette),
  • wiwarium (GJ; zalecane, obok vivarium),
  • wudu (GJ; zalecane, obok voodoo).

W przypadku innych wyrazów wydawnictwa poprawnościowe jedynie dopuszczają formy spolszczone obok niespolszczonych, a niekiedy wręcz zalecają pisownię oryginalną mimo istnienia postaci spolszczonej. A więc np. mimo istnienia postaci czirliderka, źródła poprawnościowe odsyłają do cheerleaderka. Praktyka taka jest naganna z punktu widzenia dbałości o kulturę języka pisanego. Oto lista wyrazów, dla których postuluję zalecenie pisowni spolszczonej:

  • autsajder (WSO i WSPP odsyłają do outsider),
  • bilbord (WSPP zna, lecz odsyła do billboard, WSO zna tylko formę niespolszczoną),
  • celon (WSO obok cellon; znaczenie zob. tutaj),
  • difenbachia (GJ; w słownikach tylko diffenbachia obok dieffenbachia, ale Encyklopedia PWN podaje difenbachia),
  • epiornis (wym. [epi-orńis], GJ; ‘moa madagaskarski’; obecnie często tylko Aepyornis, ale pisownia epiornis obecna jest w literaturze),
  • Galicja (GJ) lub w ostateczności Galisja (WSPP i WSO znają tylko Galicia wbrew obyczajom obecnym w dawnej literaturze),
  • koledż (dziś college [koledż] i collège [koleż], ale SGJP notuje także koledż),
  • mejl, mejlować (GJ; taką formę uważa się obecnie za potoczną, obok standardowej e-mail [imejl]; zob. wyżej),
  • trauler (dziś słowniki znają, lecz odsyłają do trawler),
  • żożoba (WSO podaje obok jojoba, WSPP dopuszcza tylko jojoba).

Oto lista wyrazów, dla których postuluję wprowadzenie pisowni spolszczonej, dziś nienotowanej w słownikach:

  • aploud (GJ; dziś tylko upload),
  • arapajma (dziś tylko arapaima; znaczenie zob. tutaj),
  • biling (dziś tylko billing),
  • celografia, celoryt (dziś tylko cellografia, celloryt; znaczenie zob. tutaj),
  • celulit (dziś tylko cellulitis lub na wpół spolszczone cellulit),
  • cepelin (nie tylko jako ‘rodzaj potrawy’, zob. tutaj, ale i ‘sterowiec’; dziś w tym drugim znaczeniu tylko zeppelin),
  • czif (GJ; ‘pierwszy mechanik na statku handlowym’, dziś tylko chief),
  • Czile, czilijski, czilijczyk (GJ; MN chciałby *Chilia wbrew praktyce językowej),
  • czili (GJ; ‘odmiana papryki’; dziś tylko chili albo chilli),
  • czizburger (GJ; dziś tylko cheeseburger),
  • dabing (GJ; dziś tylko dubbing, pan Naleziński upiera się przy dubing, choć taka wymowa jest już przestarzała),
  • Dablin, dabliński, dablińczyk (GJ; MN chciałby Dublin [dublin] wbrew praktyce językowej),
  • daunloud (GJ; dziś tylko download),
  • dizajn, dizajner (GJ; dziś tylko design, designer),
  • dizel, dizlowski (dziś tylko diesel, dieslowski),
  • dżamping (GJ; dziś tylko jumping),
  • eksodus (dziś tylko exodus),
  • fitnes, fitnesowy (dziś tylko fitness),
  • gril, grilować, grilowy (GJ; dziś tylko grill; MN chciałby *gryl wbrew praktyce językowej),
  • Helouin (GJ; dziś tylko Halloween, MN chciałby *Halowin wbrew praktyce językowej),
  • hunta (obecnie tylko junta),
  • kalwados (GJ; dziś tylko calvados, ale to wyraz odmienny, więc powinien być pisany po polsku),
  • kapuczino (GJ; dziś tylko capuccino),
  • kasanowa (‘kobieciarz’, dziś eklektyczne casanowa i dopuszczalne casanova),
  • kasting (WSO zna tylko casting),
  • konkord (dziś tylko concorde ‘samolot marki Concorde’),
  • kumulus (dziś tylko cumulus),
  • kuiz (GJ; dostosowanie do obecnej wymowy, dziś tylko quiz [kuiz], rzadko [kfiz], lub rzadko kwiz [kfiz] (tak zaleca WSO), zob. też niżej),
  • kwazi- (GJ; dziś niekonsekwencja: Encyklopedia WIEM stosuje pisownię quasicząstki, quasinaukowy, quasireportaż, SJP podaje z łącznikiem: quasi-sądy, quasi-dyscyplinarny, jednak obok tego kwazicząstka, kwazikryształ – dlaczegóż więc nie pisać jednolicie: kwaziblog, kwazidyftong, kwazidyscyplinarny, kwazinaukowy, kwaziprzechodni, kwaziprzypadkowy, kwazireportaż, kwazisądy, kwazistatyczny, kwazistereograficzny, kwazitranzytywny?),
  • kwazimodo (GJ, ‘pokraka, maszkara, osoba bardzo brzydka’),
  • lejaut (GJ; taką samą postać proponuje Poradnia Językowa PWN, jednak słowniki notują tylko layout),
  • lezbijka (GJ; dziś lesbijka; -s- [z] w wyrazach greckiego pochodzenia oddajemy jako z, por. wszystkie wyrazy z -izm i kazba z franc. casba),
  • lizing (GJ; obecna sytuacja, gdy poprawne jest lizingować, ale tylko leasing, jest jakimś nieporozumieniem; zob. też uwaga niżej),
  • mafiozo (GJ; w słownikach tylko mafios lub mafioso, ale obecne i nawet dość częste w polskich tekstach; MN proponuje mafioz),
  • masmedia (GJ; MN oburza się na termin, pisany dziś z angielska mass media),
  • mozajka (GJ; dziś tylko mozaika; D lm wówczas oczywiście mozajek, nie mozaik jak dziś zalecane, choć czy stosowane?),
  • nius (GJ; dziś słowniki notują tylko news, ale ortografię nius stosuję się dość powszechnie),
  • pab (GJ; dziś tylko pub, jednak pisownia powinna odzwierciedlać wymowę, niestety MN nie zgadza się z tym poglądem),
  • picca (GJ, dziś tylko pizza),
  • ragby, ragbysta (GJ; dziś tylko rugby [ragby], [rugby], rugbysta obok rugbista),
  • rizotto (GJ; dziś tylko risotto, pisane niezgodnie z polską ortografią, choć odmienne),
  • sawuarwiwr (GJ; dziś tylko savoir-vivre, a przecież wyraz ten odmieniamy),
  • seksi (GJ; dziś sexy, wypierane zresztą przez seksowny),
  • seksszop (GJ; dziś tylko sex shop lub sex-shop),
  • skuosz (GJ; dziś tylko squash; MN proponuje skwasz, co nie do zaakceptowania, bo niezgodne z wymową; zob. też niżej),
  • spagetti (GJ; dziś tylko spaghetti, nieodmienne, ale bardzo popularne, a pisownia bez -h- jest nagminna),
  • stiuard, stiuardesa (GJ; dziś steward, stewardesa, niezgodne z obowiązującą wymową, której MN nie przyjmuje do wiadomości),
  • tokszoł (GJ; dziś tylko talk-show),
  • trol (GJ, dziś tylko troll),
  • uestern (GJ; dziś tylko western, zmiana ortografii potrzebna, bo przeważa wymowa zbliżona do oryginalnej),
  • uikend (GJ; dzisiejsze weekend jest złe, bo wyraz jest przyswojony gramatycznie; MN proponuje absurdalne wekend; zob. też niżej),
  • uou, ew. także uau (GJ; dziś tylko wow),
  • waria (GJ; dziś tylko varia).

A oto wyjaśnienie odnośnie pisowni kuiz, skuosz, uestern, uikend, uou. Ortografia polska bazuje na 3 zasadach: fonetycznej, morfologicznej i historycznej, dzięki którym możliwy jest m.in. wybór w parach óu, rzż, chh, łu. W wyrazie kakałko (występującym w WSPP) pisownia ł jest nieuzasadniona historycznie i można by mieć wątpliwości, czy taki wariant ortograficzny jest poprawny. Skoro jednak (nieregularny) miejscownik od kakao brzmi w kakale, dla uzasadnienia pisowni kakałko możemy posłużyć się zasadą morfologiczną. Podobnie należy umotywować proponowaną tu pisownię tokszoł – wyraz ten odmienia się w języku potocznym, a forma w tokszole upoważnia do pisowni ł na mocy zasady morfologicznej. W przypadku wyrazu pisanego dziś weekend podobne rozumowanie jednak zawodzi i wstawienie tutaj ł nie byłoby w żaden sposób zasadne. Gdy nie można użyć zasady historycznej ani morfologicznej, piszemy stale u w takich wypadkach: auto, centaury, dinozaury, euro, Europa, guajazyl, guano, Huang-ho, Huizinga, klaun, Kuala Lumpur, kuesta, Kuomintang, Laura, laury, puenta, uakari. Pisownia kłiz, skłosz, łestern, łikend, łoł oznaczałaby więc rezygnację zarówno z zasady historycznej, jak i morfologicznej. A stosowanie tej zasady w jednych przypadkach i łamanie jej w innych byłoby najgorszym z możliwych rozwiązań.

Protest p. Nalezińskiego przeciwko niektórym wyrazom, np. wyrazowi lizing, jest nieuzasadniony. Lizing nie oznacza wcale dzierżawy. Jeśli ekonomistom potrzebne jest odróżnienie tych pojęć, nie można im tego zabronić. Wyrazu tego zaczęto używać nie tylko ze snobizmu, ale głównie dlatego, że istniejące wyrazy polskie nie były wystarczająco precyzyjne. Jestem przekonany, że nie da się metodą nakazową zatrzymać jego rozprzestrzeniania się, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Uwaga. Serdecznie dziękuję wszystkim dyskutantom na forum językoznawców za cenne uwagi związane z tym tekstem.

Podobne artykuły


32
komentarze: 10 | wyświetlenia: 16490
24
komentarze: 8 | wyświetlenia: 562384
158
komentarze: 114 | wyświetlenia: 71319
20
komentarze: 111 | wyświetlenia: 5437
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 12142
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 12715
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 4839
6
komentarze: 4 | wyświetlenia: 16002
6
komentarze: 0 | wyświetlenia: 5135
45
komentarze: 12 | wyświetlenia: 42106
33
komentarze: 12 | wyświetlenia: 19260
32
komentarze: 10 | wyświetlenia: 6671
29
komentarze: 9 | wyświetlenia: 5053
29
komentarze: 11 | wyświetlenia: 16577
27
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2211
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska