Login lub e-mail Hasło   

1.

1998 18.07.1998 Ona tu jest. Przez misia. Przez wielką miłość do pluszowego zwierzaka. A może to jakaś niesamowita zbieżność zdarzeń, może to, że zafascynowała mnie aku...
Wyświetlenia: 871 Zamieszczono 26/11/2008

1998

 

18.07.1998

 

Ona tu jest. Przez misia. Przez wielką miłość do pluszowego zwierzaka. A może to jakaś niesamowita zbieżność zdarzeń, może to, że zafascynowała mnie akurat ona, było jakoś powiązane z jej bezgranicznym zaufaniem, może było nam to wszystko dane? Co do zaufania, to bardzo je w niej podziwiam. Nie jest to głupia, dziecięca naiwność. Ona skądś wie, że ja nie chcę zrobić jej krzywdy, że chce zapewnić jej miłość i dobry dom, że bardzo mi pomoże w moim poczuciu samotności… Mój mały aniołek z misiem w ramionach. Co sprawia, że tak mnie fascynuje? Ona chyba posiada jakąś niesamowita, magnetyzującą siłę, przyciągającą mnie do niej i wzbudzającą we mnie ojcowskie uczucia. Chce, żeby przy mnie była, żeby mi towarzyszyła w codziennym życiu, ona i nikt inny. I nie jako partnerka, a jako dziecko, jako córka… Nie planowałem tego na dzisiejszy dzień. Prawda, odkąd zobaczyłem ją pierwszy raz, minął dziś dokładnie tydzień, ale wydawało mi się, że to potrwa jeszcze trochę. A tu… dziś znowu mijałem ten dom, z nadzieją, że ją zobaczę. I tak- była tam. Jak zwykle na huśtawce, jak zwykle… jakby świecąca swoją niewinnością. Tym razem z konikiem, kucykiem bądź też jednorożcem na kolanach. Mądrymi oczkami wpatrywała się w niebo, raz po raz odpychała się nogami od ziemi. Nagle poruszyła się, a zabawka wypadła jej z rąk. Na pewno mnie zobaczyła. Zeskoczyła z huśtawki, przez moment byłem pewien, że ucieknie, ale ona ruszyła w moim kierunku. Powoli, jakby dokładnie myślała nad każdym krokiem. W końcu stanęła przede mną, podniosła wzrok, wyciągnęła ręce i zupełnie spokojnie zapytała, czy mam jej misia. A ja mam jej misia. A ona bez słowa wzięła mnie za rękę i przyszła ze mną tutaj…

 

*

 

- Co piszesz?- W tym momencie za plecami Tomka stanęła Martyna.

- Mówiłem ci, żebyś nie schodziła na dół, dopóki cię nie zawołam- odezwał się spokojnie chłopak.

- Jestem głodna- stwierdziła dziewczynka, rozglądając się niepewnie.

Salon był duży.Przez zaciągnięte na dwóch dużych oknach zasłony,  panował w nim półmrok. Całym wyposażeniem pokoju był masywny, drewniany kredens, stojący w kącie fortepian, okrągły stolik o szklanym blacie i dwa wielkie, skórzane fotele. Wzrok dziewczynki zatrzymał się na tyle głowy siedzącego w jednym z nich Tomka.

- Jestem głodna- powtórzyła głośniej.

Chłopak zatrzasnął zeszyt gwałtownym ruchem i wstał.

- Jestem zajęty, nie widzisz?- W jego głosie słychać było narastającą złość.

- Ale to nie jest nic ważnego- odparła z pretensją Marta, przyciskając misia mocniej do piersi.

- Idź na górę! Mówiłem ci, żebyś mi nie przeszkadzała! I nawet nie próbuj wracać do domu, bo wtedy wrócę po ciebie i cię zabiję, najpierw ciebie, potem siebie!- krzyknął, straciwszy resztki cierpliwości.

Do błękitnych oczu momentalnie napłynęły łzy. Martyna bez słowa odwróciła się i wybiegła z salonu. Tomek słyszał tupot jej małych stóp na schodach i trzaśnięcie drzwi pokoju na piętrze.

- Miałem nie podnosić na nią głosu, miałem jej nie straszyć, miałem jej nie grozić, miałem być dobrym ojcem.- szepnął sam do siebie, przeczesując palcami czarne włosy.

Westchnął, rzucił zeszyt na stertę leżących na stole papierów, poczym po chwili namysłu ruszył w stronę kuchni. Tam również było ciemno, jednak chłopak bez trudu znalazł chleb, masło i ser. Szybko przygotował kanapki, nalał do szklanki soku i poszedł na górę. Na schodach musiał zapalić światło, żeby się nie potknąć, pokonał je kilkoma skokami i chwile później stał już przed drzwiami pokoju Martyny.

Otworzył je, kiedy po niepewnym zapukaniu nie usłyszał odpowiedzi. Dziewczynka leżała skulona, z misiem w ramionach, na wielkim łóżku. Kiedy Tomek zbliżył się do niej, zauważył, że nie spała. Wargi miała mocno zaciśnięte, brwi zmarszczone, a wzrok zaczerwienionych od płaczu oczu utkwiony był w oknie po drugiej stronie pokoju.

- Czego chcesz?- burknęła, słysząc kroki chłopaka.

- Zrobiłem ci kolacje- Tomek usiadł na brzegu łóżka.

- Nie chcę.

- Zostawię ci to tutaj- postawił talerz i szklankę na szafce obok- jak będziesz głodna to… zjesz. Zawołaj mnie, jak będziesz czegoś potrzebować, będę obok.

- Muszę się wykąpać- szepnęła dziewczynka.

- Łazienka jest na końcu korytarza. W szafie znajdziesz ręcznik, piżamę i nowe ubrania. Poradzisz sobie sama z kąpielą?

Marta nie odpowiedziała. Tomek spojrzał na nią i z rozbawieniem zobaczył, że nie leży już obrażona, a siedzi z talerzem na kolanach, w pośpiechu zjadając kanapki. Czując na sobie wzrok chłopaka, dziewczynka spojrzała na niego i pokiwała głową.

- Chcesz jeszcze?

- Nie, dziękuję- oblizała usta i złożyła dłonie na kołdrze- zaraz wrócę.

Zeskoczyła na podłogę, wyjęła z szafy potrzebne rzeczy i wyszła z pokoju. Tomek poszedł za nią, i odprowadził wzrokiem do łazienki, upewniając się tym samym, że nie schodzi na dół. Wróciła chwilę później, ubrana w nową, niebieską piżamę.

- Możesz… zapalić mi światło?- zapytała, nieśmiało spuszczając wzrok.

- W tym domu nie używa się światła- warknął, nie zważając na utkwione w sobie błagalne spojrzenie Marty.

Stali chwilę, patrząc na siebie w milczeniu. W końcu Martyna podeszła do niego i wyciągnęła ramiona. Tomek schylił się i mocno ją przytulił.

- Nie bądź już na mnie zły- szepnęła sennie, przykrywając się kołdrą.

- Nie będę- obiecał Tomek- Dobranoc.

Przeklinając się w myślach za nie udany pierwszy dzień ojcowskiej opieki nad upragnioną córką wyszedł z pokoju, starając się jak najciszej zamykać drzwi.

 

*

 

…byłem złym ojcem. Krzyknąłem na nią, a miałem się nie denerwować. Dlaczego do mnie przyszła, nie chce wracać do domu i czuje się u mnie jakby żyła tu od wielu lat? Prawda, zagroziłem jej, ale po niej w ogóle nie widać niepewności, nerwów… a co, jeżeli mnie zostawi, jeżeli ucieknie, jeżeli wróci do rodziców? Jest dla mnie jak światło rozświetlające mi ten mrok, w którym się pogrążyłem przez osiemnaście lat mojego życia. Oni nie mogą mi go zabrać, wtedy wszystko straci sens. Czy ona mnie pokocha tak, jak swojego ojca? Tak jak ja pokochałem ją? Boję się patrzeć w przyszłość, boje się być znowu sam. Boje się zasypiać dziś w nocy, bo nie wiem, czy jak wstanę rano, czy ona wciąż tu będzie. A może to jest tylko sen? Może to wszystko jest wytworem mojej wyobraźni? Może to, co wydaje mi się dziać naprawdę, wcale nie istnieje, mimo tego, jak realistycznie wygląda?

Podobne artykuły


12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1187
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1306
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 534
10
komentarze: 21 | wyświetlenia: 830
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 930
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1024
9
komentarze: 102 | wyświetlenia: 307
9
komentarze: 24 | wyświetlenia: 879
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 883
8
komentarze: 3 | wyświetlenia: 256
8
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1245
8
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1285
8
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1126
7
komentarze: 3 | wyświetlenia: 226
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





gratuluej pomyslu wlasnej powiesci. sam takową tworzę i wiem jaki to wysilek intelektualny.
powodzenia!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska