Login lub e-mail Hasło   

Nikotynizm - historia

Nikotyna to niewątpliwie środek uzależniający. Nikotyna najpierw budzi uzasadnione poczucie mistycznej przyjemności nie odbierając kontroli nad własnymi czynami......
Wyświetlenia: 12.994 Zamieszczono 26/11/2008

 

....potem każde wspomnienie tego nieosiągalnego w inny sposób stanu przyciąga każdy kolejny raz. W końcu prawie nikt, kto choćby kilka razy, nie jest w stanie odmówić sobie kolejnych kilku razy i gdzieś w zapomnieniu o pierwszymPobrano z Wikipedii , a nawet piątym razie wyciąga rękę po zakodowaną już codzienność by normalnie się czuć – uzależnienie. I na tym mogła by zakończyć się „opowieść” o nikotynie jako o środku uzależniającym, ale idąc za dociekliwością człowieka, stwierdzić trzeba, że każde zjawisko ma swoją istotę, swoją historię, przyczyny i skutki. 

Uwzględniając dotychczasowy dorobek naszej wiedzy na ten temat zajmę się na razie tylko historią tego zjawiska. Inne dokładniej zostaną przedstawione w następnej części.


Cały zakres problematyki nikotynizmu niewątpliwie znajduje swój początek w naturze, która obdarowała naszą niewiedzę rośliną o nazwie Nicotiana (Tytoń). Roślina ta wraz ze wszystkimi występującymi w niej składnikami jest przyczyną wielu zmian zachodzących w naszym funkcjonowaniu, a co za tym idzie wywołuje wiele uzasadnionych emocji.

 

Trochę historii


 Znalezisko w postaci substancji podobnej do popiołu tytoniu w grobach starożytnych Egipcjan nie daje gwarancji, że tytoń był powszechnie stosowaną w tamtych czasach substancją. Również doniesienia o plantacjach tytoniu w pradawnych Chinach nie jest informacją od której należałoby rozpocząć śledzenie stosunku społeczeństwa do tego zjawiska. Istnieją zapiski podające, że za czasów Konfucjusza (550 r. p.n.e), a potem w średniowieczu wdychano dym przeróżnych pachnących ziół. W ten sposób wykorzystywano do celów leczniczych właściwości niektórych roślin. Przez ludy pierwotne tytoń stosowany był w pierwotnym lecznictwie, wierzeniach religijnych i magii. Uznaje się, że zanim tytoń trafił do Europy używany był przez wiele setleci przez mieszkańców obu Ameryk. I jak dotąd w tym miejscu zaczyna się historię ekspansji tytoniu.


Dlatego też, za pionierów palenia uznaje się kapłanów Asteków i Majów. W ich grobach znaleziono nie tylko ślady nikotyny, ale i cały asortyment potrzebny do palenia papierosów. Tubylcy Ameryki Północnej palili tą tzw. „świętą roślinę” w najważniejszych chwilach swojego życia. Jedni (Indianie Cohuillo) palili tytoń by odstraszyć złe duchy powodujące bezsenność, inni przygotowywali pigułki z liści tytoniu do ssania lub żucia by uśmierzyć głód i pragnienie. W związku z tym powstało przekonanie, że specyfik ten wzmacnia serce i żołądek, zabija źródła choroby, łagodzi bóle brzucha i macicy ułatwiając poród. Tytoń stosowano również jako środek przeciwpasożytniczy mieszając go z innymi środkami. Używano go do leczenia oparzeń, odmrożeń, różnych wysypek, owrzodzeń wenerycznych i guzów złośliwych (wyciągi winne tytoniu). Przede wszystkim jednak uznawany był za lek przeciwbólowy.


 Gdy Krzysztof Kolumb w czasie swojej pierwszej wyprawy na nowy ląd w 1492 roku  w zamian za szklane kulki i inne błyskotki otrzymał liście tytoniu w prezencie od ówcześnie zajmujących tamte rejony indian Arawaków tytoń zaczął opanowywać Europę i inne kontynenty. Marynarze Kolumba, Rodrigo de Jeres i Luis de Torres, już w trzy dni po przybyciu na obcy ląd (5 listopada 1492) piszą w swym dzienniku pokładowym, że tubylcy mieli ze sobą zwitki wysuszonych liści zawiniętych w liście palmy, które palili, wypuszczajac kłęby dymu z ust i nozdrzy. Do Europy tytoń przypłynął w kufrach lekarza Francisco Hernandeza, powracającego z wyprawy badawczej do Meksyku. Podaje się również, że to nie Hernandez a, Romano Pane z wyprawy z Krzysztofem Kolumbem przywiózł jako pierwszy nasiona tej rośliny w 1496 roku i jako pierwszy opisał tytoń w dziele „O przyzwyczajeniach i obyczajach mieszkańców Ameryki”. Podaje on, że indianie nie tylko palili liście tytoniu, ale ucierali go na proszek i wciągali do nozdrzy przez długą laskę celem orzeźwienia i odświeżenia soków głowy i żołądka. Prawdziwą reklamę tytoniu zrobił mnich, Andre Tivais, który napisał o nim całe traktaty, nazywając go lekiem uzdrawiającym i oczyszczającym soki mózgowe. Według niego dym tytoniowy upaja jak wino, znosi uczucie głodu i przygnębienia i dopiero później wywołuje pocenie i ogólne osłabienie – aż do omdlenia. Większość dzieł lekarskich z tego okresu podaje entuzjastyczne opisy leczniczych właściwości tytoniu. Zalecano tytoń powszechnie i w znacznych ilościach.


 Do Francji tytoń trafił za sprawą Jeana Nicota, francuskiego lekarza i ambasadora w Portugalii. Zalecał on spożywanie tytoniu ówczesnej królowej matce, Katarzynie Medycejskiej jako skuteczny lek na dręczące ją migreny, a jej poddanym jako środek wzmacniający poddańcze zachowania. Poza tym Nicot zalecał tytoń jako panaceum na wszystkie choroby. Dzięki temu Jean Nicot stał się ojcem chrzestnym dla naukowej nazwy – nicotiana. W 1600 roku palenie tytoniu było powszechnym zwyczajem wśród mężczyzn w miastach i na dworach od Hiszpanii do Anglii. Kobiety na dworze holenderskim paliły tytoń perfumowany


Do Polski tytoń dotarł głównie z Turcji wraz z bogatym słownictwem tytoniowym, jak cybuch, kopciuch, lulka, stambułka, a sama nazwa tytoń pochodzi od tureckiego „tutun”, a co nie znajduje odpowiednika w żadnym języku. Zażywanie tabaki Polacy przejęli od Niemców i Francuzów.


 Od 1650 roku tytoń zdobywał coraz większą popularność w państwach na całym świecie. Uznawany za lek i  roślinę ozdobną tytoń stawał się symbolem władzy i pieniędzy. Wiele państw zbijało majątki na eksporcie tytoniu do innych krajów. W czasach gdy  USA wyswobadzało się spod panowania Brytyjczyków eksport tytoniu do Europy i Azji stał się głównym źródłem funduszy na prowadzenie wojny. Gdy tylko uprawa tytoniu spopularyzowała się w Europie, Ameryka niestety zdobyła godnego konkurenta w upowszechnianiu tej rośliny na innych kontynentach.


To powszechne uwielbienie i zachwyt sprawiły, że masowo zaczęto, mimo jego wysokiej ceny, nadużywać tytoniu, co poniosło za sobą skutek w postaci  stopniowej zmiany pozytywnego stosunku do tytoniu.


Pierwszym przeciwnikiem palenia był Ludwig XIII, który zakazał sprzedaży tytoniu i wydał dekret, mocą którego tylko aptekarze byli uprawnieni do sprzedaży tytoniu jako lekarstwa. W Anglii w 1598 roku ukazał się pierwszy traktat angielskich lekarzy o szkodliwości palenia tytoniu. Angielski lekarz Maynwaring kojarzył powstawanie szkorbutu z paleniem tytoniu. W 1604 roku król angielski Jakub I usiłował zatrzymać „zarazę” tytoniu i ogłosił obszerny traktat łaciński pt. „Miscapnos sive de abusu Tabaci iussus regius” – wstrętny dym, czyli królewskie pouczenie o nadużywaniu tytoniu. Dwa lata później wprowadził zakaz palenia tytoniu. Przyłapanych na paleniu tytoniu torturowano, a nawet ścinano z fajką w ustach – dla odstraszenia innych


 Kościół katolicki zwalczał palenie tytoniu bardziej niż picie alkoholu, jako czynność niezgodną z postępowaniem moralnym. Zostały ogłoszone bulle papieskie, grożące ekskomuniką palaczom tytoniu. Papież Urban VIIw 1624 roku rzucił klątwę na palących tytoń. Kardynał Richelieu karał palących wiezieniem i chłostą. Kościół grekokatolicki był jeszcze bardziej bezwzględny dla palaczy.  Podejrzewano ich o utrzymywanie bliskich kontaktów z czartem. Kobiety palące posądzane były o czarownictwo. W związku z tym kobiety w przeciwieństwie do osadzanych i chłostanych mężczyzn ginęły na stosie. W innych krajach tak samo bezlitośnie zwalczano palenie papierosów. W Szwajcarii nakładano karę grzywny, a w Niemczech dopiero w 1848 roku cofnięto zakaz palenia na ulicach Berlina
 Do Rosjii tytoń przywędrował z Anglii w XVII wieku. Z powodu częstych pożarów wywoływanych przez nieostrożnych palaczy car Mikołaj Romanow w 1634 roku wydał nakaz karania palaczy. Przyłapanych po raz pierwszy karano 60 kijami w stopy, a po raz drugi odcięciem nosa lub uszu. Aleksy Romanow syn Mikołaja nakazał torturowanie posiadaczy tytoniu do czasu, gdy podadzą nazwisko handlarza od którego nabyli zakazany specyfik. Handlarzom natomiast rozcinano nozdrza lub obcinano nosy. W tym czasie obowiązywał również zakaz importu tytoniu z innych krajów. Dopiero następny władca Rosji Piotr I, który sam nauczył się palić na dworach holenderskich zniósł wszystkie zakazy, nakładając tylko podatki na producentów tytoniu i kupców (1697 r.)


 „Złoty wiek”


Pierwszy Europejski zachwyt nad tytoniem w ukryciu przetrwał przez „ciężkie czasy” prześladowań. Argumenty o rzekomej szkodliwości palenia tytoniu nie przebiły się przez entuzjastyczne podejście do tego „niezastąpionego leku na wszystko”. W drugiej połowie XVII wieku Anglicy zaczęli bardziej tolerancyjnie podchodzić do palenia tytoniu. W 1665 roku stosowano go do zapobiegania zarażeniu dżumą, która szalała w Londynie. Lekarze i grabarze palili fajki podczas wykonywania swojej pracy w czasie epidemii, a domy odkażane były między innymi dymem tytoniowym. Przekonanie, że tytoń ma właściwości zapobiegawcze i lecznicze przeciwko zarazie dżumy przyczyniło się do powrotu olbrzymiej popularności palenia wśród wszystkich warstw społecznych. W czasie zarazy  w samym Londynie było 7000 sklepów z tytoniem. Lekarze znowu znajdowali mnóstwo leczniczych właściwości tytoniu, łącznie ze zdolnością uodporniania organizmu.
W tamtym czasie tytoń jako lek trafiał do najodleglejszych krajów. W 1612 roku w Jamestown w Virginii powstaje pierwsza plantacja tytoniu w celach eksportowych. Do 1650 roku tego typu plantacje powstają w Portugalii, Hiszpanii, Gwatemali i w innych krajach Ameryki Środkowej i Indii Zachodnich.


Pomimo, iż król Zygmunt III otrzymał przetłumaczony egzemplarz traktatu „Miscapnos” Jakuba I (król Anglii) Polska okazała się najbardziej tolerancyjnym krajem w całej Europie. Dzieło króla angielskiego zostało wyszydzone przez polskiego jezuitę Sawickiego, co w konsekwencji skłoniło jego i braci zakonnych do wydania broszury „Antimisocapnos”.
 W 1661 roku tytoń stał się przedmiotem obrad sejmu, który uznał go za nieszkodliwy dla zdrowia i ustanowił cło. W 1770 roku wprowadzono monopol na fabryki tytoniowe i polski „tytuń” stał się znaczącym źródłem dochodu skarbu państwa, dając w końcu istnienia Rzeczypospolitej pokaźną sumę przeszło 4,5 mln zł. Uprawą tytoniu w Polsce trudnili się głównie koloniści niemieccy, Polscy ziemianie woleli zajmować się konsumpcją tytoniu i prostszymi uprawami. Z trzech zaborców, tylko Austriacy wprowadzili państwowy monopol na produkcję wyrobów tytoniowych. Rosjanie i Prusacy zadowolili się wysoką akcyzą, pozostawiając polską produkcję tytoniu w rękach prywatnych.


Obecnie nie mniej ważne jak tytoń stały się przetwory tytoniowe. W 1853 roku w Hawanie rozpoczyna swą działalność pierwsza fabryka papierosów, co przyczynia się do rozkwitu przemysłu tytoniowego na całym świecie. Producenci papierosów zorganizowani w wielkie koncerny tytoniowe za pomocą odpowiedniej reklamy rzucili na świat bardzo łatwo dostępny produkt. Bardzo praktyczna zmiana formy produktu gotowego do spożycia z nieporęcznej fajki i innych przedmiotów potrzebnych do jej obsługi na papierosa oraz wykorzystanie rozwiniętej na wysoka skalę silnej reklamy spowodowało znaczny wzrost spożycia tego środka w XX wieku.


 Pod koniec XIX w. wynaleziono w USA maszyny pozwalające na masową produkcję papierosów. Cygaretki zaczęto zawijać automatycznie w papier, a nie jak dotychczas ręcznie w liście tytoniu. Maszyna pozwalała na dziesięciokrotne zwiększenie produkcji. Z uwagi na to, iż w tamtych czasach nie było jeszcze rozwiniętego rynku tytoniowego przez lata producenci wyrobów w USA nie okazywali nią zainteresowania. Bieg historii zmienił młody syn handlarza tytoniem z Wirginii nazwiskiem Buchanan Duke. Wprowadzając nowatorskie metody prowadzenia interesów  powoli tworzył rynek dla papierosów.


 Rozwój telewizji w USA w latach 50-tych XX wieku dostarczył koncernom, tytoniowym nowego środka masowej reklamy. "Więcej lekarzy pali Camele niż jakąkolwiek inną markę" czy "zapytaj swojego dentystę dlaczego papierosy Old Gold są lepsze dla Twoich zębów" głoszono powszechnie w reklamach jeszcze do początku lat pięćdziesiątych. Producenci tytoniu byli jednymi z głównych dostawców wojennych dla Aliantów. Miliony żołnierzy mimowolnie reklamowało uzależnienie. Po paru wiekach od opuszczenia Ameryki, palenie przeżywało swój prawdziwy złoty wiek.


 Jeszcze w XIX wieku stosowano tytoń jako lek i cały czas „towarzyszył mu wielki entuzjazm, jaki nie był udziałem żadnego innego – nawet najskuteczniejszego leku. Dopiero w ostatnim stuleciu przestano używać go jako leku . Choć i dziś przypisuje się mu właściwości farmakologiczne, ale uznany jest jednak powszechnie za zbyt silną truciznę, by można było podejmować ryzyko stosowania go jako leku „

Niezbite dowody


 Pierwszy odnotowany naukowo związek palenia z rakiem płuc stwierdzono na początku lat czterdziestych na niemieckim uniwersytecie w Jenie. Były to czasy wojny i badania osobiście finansowane przez Hitlera legły w gruzach razem z całą Rzeszą. Parę lat po wojnie podjęli je na nowo Anglicy, a dalej Amerykanie. I tak  dopiero w marcu 1949 r. magazyn "Time" w USA zrelacjonował sympozjum naukowców, gdzie  wskazano na związek raka płuc z paleniem. Wnioski te zostały wysunięte poprzez analizy i porównania palących pacjentów chorych na raka i pacjentów niepalących. Panika ogarnęła całe społeczeństwa. Masowe rzucanie palenia powodowało, iż tak świetnie prosperujący przemysł tytoniowy nagle tracił zyski. Koncerny tytoniowe dla ratowania własnego interesu na początku lat 50-tych rozpoczęły (każde na własną rękę) szeroko zakrojone badania nad wpływem palenia tytoniu na zdrowie człowieka.  Badania te szybko wyprzedziły  te prowadzone przez innych naukowców i ku niezadowoleniu producentów wykazały, że producenci maja produkt przynoszący krociowe dochody, a z drugiej strony jest on prawdopodobnie rakotwórczy i należy w ogóle zaprzestać jego produkcji.
 Okazało się, że technicznie biorąc palacze są przywiązani do papierosów nie z zamiłowania, ale  dlatego, że są narkomanami. Jak zauważyli naukowcy Philip Morris, nikotyna jest narkotykiem ze względów handlowych "lepszym" od innych substancji uzależniających, ponieważ dym dostarcza ją do mózgu szybciej. Zapotrzebowanie na lek nie jest również zależne od nastroju osoby, a narkotyk działa równomiernie, pozostawiając palacza cały czas nieusatysfakcjonowanym. Najważniejsze odkrycie dotyczyło obserwacji, że nikotyna oddziałuje na mózg palacza poprzez przedostanie się do organizmu w dymie. Już na początku lat 60-tych wiadomo było, że w produkcji chodzi o nikotynę, a nie o tytoń czy papierosy.
Pomimo tej wiedzy producenci papierosów nie zaprzestali produkcji, a wręcz przeciwnie ukrywając swoją wiedzę o szkodliwości tytoniu przed opinią publiczną zaczęli wykorzystywać ją do wprowadzania coraz to nowych dodatków chemicznych w celu spotęgowania działania uzależniającej nikotyny. Proceder ten trwa do dzisiaj. Pogarszający się stan zdrowia całej społeczności cywilizowanego świata w konfrontacji z globalnie ujętymi ekonomicznymi i politycznymi zyskami niestety jest jeszcze skazany na przegraną. Rozpoczęte w 1996 roku procesy przeciwko koncernom tytoniowym w USA są może początkiem prawdziwej i znajdującej swe zakończenie walki mającej na celu zaprzestanie praktyk mających na celu produkcję tak dochodowego, a zarazem trującego środka.


 Kampanie antynikotynowe jako środek perswazji sprawiają, iż zauważa się pewien znaczny spadek konsumpcji nikotyny na świecie. Z amerykańskich statystyk wynika, że podejmowany wysiłek informowania amerykanów o niebezpieczeństwach związanych z paleniem papierosów przez lepsze uświadomienie faktów świadczących o tym, że palenie jest związane z wieloma poważnymi, zagrażającymi życiu chorobami przyniosło spadek osób palących w USA o około 20%: z 43% w 1973 na 24% w 1993 roku. 


W Polsce w ciągu ostatniego dziesięciolecia ilość osób palących znacznie się zmniejszyła i też szacuje się około 20% spadek, jednakże Polska w latach 70-tych zaliczana była do pierwszej czwórki krajów o najwyższym stopniu uzależnienia od nikotyny. Przeprowadzone w październiku 1974 roku przez Ośrodek Opinii Publicznej PR i TV badania wykazały, że w Polsce paliło 64,4% mężczyzn i 21% kobiet, co stanowiło około 12 milionów osób. Obecnie przeprowadzane badania szacują, iż jest to około 9 milionów palących Polaków, czyli 8 999 999 + 1(ja).

Bibliografia
Biernat J, Świat trucizn, Wyd. ASTRUM, Wrocław, 1999
Cekiera Cz, Psychologiczno-kliniczne i etyczno moralne aspekty uzależnienia od tytoniu, w: Cz. Cekiera i W. Zatoński (red), Palenie tytoniu: wolność czy zniewolenie?, TN KUL, Lublin, 2001, s. 7-30
Cekiera Czesław, Toksykomania. Narkomania, alkoholizm, nikotynizm, PWN, W-wa, 1985
Książek E, Nie palę! Skuteczne metody zerwania z nałogiem, Wyd. ASTRUM, Wrocław, 2002
Kulowski M., Tajne dokumenty koncernów tytoniowych. Narkotyki w papierosach z Krakowa, „Zielone Brygady” Czasopismo ekologiczne, 2000, nr 12(157), s. 20; 37-39
Markiewicz K, Papierosy a zdrowie, Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich, W-wa, 1980
Moczydłowski S, Papieros i alkochol w życiu młodzieży, Czasopismo „Problemy alkoholizmu”, 1995, nr 6, s. I-III
Naumann F., Pal zdrowo, Wyd. Muza, W-wa, 2001
Pecul M, Co nas truje w papierosach, „Wiedza i Życie”, 1998, nr , s. 3 - 4


Podobne artykuły


25
komentarze: 18 | wyświetlenia: 3458
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 2941
34
komentarze: 32 | wyświetlenia: 79580
25
komentarze: 32 | wyświetlenia: 4971
21
komentarze: 26 | wyświetlenia: 3907
15
komentarze: 5 | wyświetlenia: 24544
14
komentarze: 1 | wyświetlenia: 14313
12
komentarze: 22 | wyświetlenia: 11254
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 23575
32
komentarze: 13 | wyświetlenia: 5844
 
Autor
Artykuł



  ,  02/12/2008

cyt/ "Kościół katolicki zwalczał palenie tytoniu bardziej niż picie alkoholu, jako czynność niezgodną z postępowaniem moralnym. Zostały ogłoszone bulle papieskie, grożące ekskomuniką palaczom tytoniu. Papież Urban VIIw 1624 roku rzucił klątwę na palących tytoń. Kardynał Richelieu karał palących wiezieniem i chłostą. Kościół grekokatolicki był jeszcze bardziej bezwzględny dla palaczy. Podejrzewano ...  wyświetl więcej

  ,  03/12/2008

"Przyłapanych po raz pierwszy karano 60 kijami w stopy, a po raz drugi odcięciem nosa lub uszu." - Może powinno się stosować wobec palących na przystankach i smrodzących rakotwórczym dymem na innych. Jakby się parę osób bez nosa czy uszu pojawiło, to by się uzależniona część społeczeństwa szybko wyleczyła z trucia bliźnich biernym paleniem :-)

  Layo  (www),  09/12/2008

No nie wiem czy to w dzisiejszych czasach dobry pomysł?

Dokładnie counter :)

@Layo Ti, świetny, uświadamiający i pouczający artykuł! Och, przydałoby się parę batów w stopy tym co nam życie zasmradzają dymem papierosowym. Chociaż przyznaję, że niektóre papierosy aż tak nie śmierdzą, ale to te, wysokogatunkowe, z dobrego tytoniu. Najgorsze to te najtańsze i zapachu tychże znieść po prostu nie mogę. Najgorzej jak pali taka osoba, która jeszcze niezbyt dobrze wytrzeźwiała! Brr ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska