Login lub e-mail Hasło   

Religijne praktyki w celi.

Religijne praktyki w więzieniach. Czy duchowy aspekt życia funkcjonuje w niewoli? Jeśli tak to ma natężenie potęgujące wiarę czy wręcz przeciwnie?
Wyświetlenia: 3.440 Zamieszczono 09/01/2009

Religijne praktyki więźniów'.





Religijne praktyki więźniów. Temat wydaje się oczywiście Wam nieznany ale naprawdę może być interesujący.

Temat może rozpocząć dialog społeczny na ten jakże unikany temat.

 

 

Serdczenie polecam do przeczytanie tej małej lekturki.  Zapomnieni przez nas kompletnie ludzie w niewoli też mają swoje życie i także jak my przeżywają swą duchową egzystencję! Tak samo jak my cierpią...choć trzeba zaryzykować tezę iż cierpią dużo , dużo mocniej. Są uwiezieni na setki dni, miesięcy, lat w wielu przypadkach bezpowrotnie nie zjawią się w świecie rzeczywistym. Fakt iz niektórzy są aż tak zepsuci iż nie odczuwają zwykłych odruchów skruchy i głosu sumienia ale bardzo wielu po dłuższym czy krótszym czasie głęboko w sobie odczuwa kolosalny błąd z racji swych czynów. Często wtedy gdy siedzą sami w celi dokonują swoistej solilokwi i dochodzą do wniosku , że popełnili ogromny grzech, który nigdy nie zostanie im przebaczony. Jaki to musi być wewnętrzny ból gdy dochodzimy do wniosku, że jesteśmy potworam i do końca naszych dni będzie nam to wytykane przez ludzi w rzeczywistości i w środku przez sumienie. Kto im wtedy pozostanie? Do kogo mogą się wtedy zgłosić? Stwórca czeka zawsze... W tym właśnie czasie ich duchowość wzrasta, umacnia się lub nawet niekiedy dopiero się rodzi. Od czego to zależy?

Czy naprawdę dopiero po cięzkim grzechu, wybuchu zezwierzęcenia i po odbyciu kary 'w piekle na Ziemi' dochodzimy do głosu człowieczeństwa  w nas samych ?  Dlaczego  wcześniej nie możemy uslyszeć naszego Superego, głosu Stwórcy i nie popelnic grzechu??  Czy wiezienie to czyściec w którym jestesmy skazani na natłok myśli, uderzeń  i to bolesnych uderzeń super ega i sumienia? Wtedy poznajemy moc modlitwy ? Wtedy nasz kręgosłup moralny zaczyna się prostować? Lecz wtedy jest już za pózno... Efekt domina ma swoje zastosowanie w każdym aspekcie życia.

Niewola wpływa potęgująco na wiare i to bardzo.  Sprawdza się teza iż w ekstremalnych warunkach człowiek się zmienia. Zarówno fizycznie w przypływie adrenaliny w niebezpieczeństwie fizycznym jak i zarówno fakt metamorfozy wewnętrznej następuje wręcz w irracjonalnych warunkach. Wtedy dopiero skazani na kata , którym jest nasze sumienie dochodzimy do wniosku, że jesteśmy złymi ludzmi i zmieniamy się rozpoczynając lub ponawiając duchowy aspekt naszej egzystencji.  A może dla niektorych elementy wiary przepadają bezpowrotnie gdy przekraczają mury wiezienia bo 'przeciez jak Stworca mógł pozwolić ze się tu znalazłem'?  Wiezienie to niesamowite magiczne miejsce. Placówka recosjalizacyjna oświaty, miejsce handlu, walki, dżungla człowieczeństwa, ogromny świat ludzi ze skazą wykroczeń i grzechu na duszy , który na dobrą sprawę jest wysepką rozwazań na ogromnym kontynencie myśli świata. Wiara w piekle na Ziemi. Irracjonalność? Jak to nazwać? Czy to poprostu wynik odosobnienie? Czy to moze piękno człowieka , który pragnie zmiany i odkupienia win? A może idealne będzie sarkastyczne sformułowanie ''tonący brzytwy się chwyta'' -  tonąć w sobie, w natłoku swych myśli, w morzu kłującego sumienia to zapewne coś niedowytrzymania. 

Religijność w niewolnictwie na Ziemi. Duchowość w zakmnietym klatce, która znajduje się na przeogromnej łące wszechidei człowieczeństwa. Praktyki religijne osób pozbawionych wolności,  to oczywiscie sposób zaspokajania potrzeb duchowych osób izolowanych od naszego świata.  Religia, u tych osób ujawnia sie jako wsparcie  W trudnych chwilach i pomaga pogodzić się z izolacją od świata zewnętrznego. Często gdy już nie mają szans na powrot do normalnego życia choć nie koniecznie.
Kiedyś bywała znikoma, wręcz bywali ateistami ale po zamknięciu odkryli jak wiele stracili i jak wiele nie szanowali ze swojego dotychczasowego życia. Mieli prawo do wszystkiego, do podróżowania, tworzenia wszystkiego czego zapragną a wybrali wykroczenia czy nawet zabranie życia innym... Piękno świata szanują gdy już jest za pózno lub gdy czekają na jego powrót, ktory nastanie za jakiś dłuższy czas...

Jest to temat , który w społeczeństwie jest omijany, jest wręcz pomyslem irracjonalnym do rozpoczęcia rozmowy. Kto przeciez rozmawia o wiezniach? A jesli juz to o ich sprawach duchowych? Przecież sprawa religii to u wielu obywateli temat szalenie drażniący, nielubiany i omijany permanetnie.

Większość prac poświeconych więźniom opiera się na ich cierpieniu, jakie przysparza sytuacja więzienna.
Polecam moj artykuł o przemocy w rodzinie i w celi w ktorym przedstawiłem okrutną dręczycielską sytuację jednego krakowskiego wieznia. Człowiek oskarżony o małe przestępstwo został umieszczony w celi z ludzmi, których ja nazywam 'zezwierzęconymi'. Za nic był bity, karacony, zmuszany do odbywania stosunków homoseksualnych. Spał pod łóżkiem, musiał skakać z pietrowego łóżka na kolana. Co temu człowiekowi pozostało? On był w piekle. Pozostawała mu jedynie modlitwa. Ale o tym w dalszym atykule.

Pomijamy właśnie często temat  potrzeb duchowych skazanych i ich przeżyć egzystencjonalne-duchowych.
Wydaje nam się, „zwyłym ludziom”, że człowiek skazany jest już istotą straconą, którą można przypisać już tylko marginesowi społecznemu. Jego już nie ma w naszej świadomości,  jakby odszedł, umarł ale ciało nadal gdzieś funkcjonuje  Nie ma szans na recosjalizację, społeczne myślenie traktuje wiezniów jako zwierzęta zamkniete w klatce za agresje...ale przeciez oni też są ludzmi... 

Wiara w wyprostowanie ich kręgosłupa moralnego wydaję się niemożliwa. Myślimy, że taki człowiek jest pozbawiony jakichkolwiek odczuć i doznań emocjonalnych i nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo się mylimy.
Są to ludzie tak samo potrafiący odczuwać wszelkiego rodzaju emocje, myśleć i rozumować, a także jednoczyć się z Bogiem( wczesniej czy pozniej). Niestety przez swoją słąbą psychikę doprowadzili do sytacji w , ktorej się znajdują.

Przez słabą psychikę, wynaturzenie i dewiacje w socjalizacji pierwotnej lub brak wiary...

Człowiek jest nie tylko strukturą organiczną, ale także jest istotą psychiczną i w jego bycie i działaniu przejawiają się dwie rzeczywistości: materialna i psychiczna, jako nieodłączny wymiar ludzkiej egzystencji, a o człowieczeństwie decyduje „osobowość”.
Osobowość człowieka ma związek z jego duchowością, nie jestesmy  tylko częscią przyrody materialnej,  jesteśmy wyposażeni przecież w mechanizmy uczuć, współczucia itd itp.  W mniejszym lub większym stopniu.

Można powiedzieć, że własnie ta duchowość - dusza, jest tą sferą, gdzie tkwią toposowe idealne cechy człowieczeństwa odniesienia osoby i gdzie skupia się wszystko co zmienia jednostkę w osobę. Można przyjąć, że człowiek jest uwrażliwiony na odczuwanie, potrzebę i przeżywanie bóstwa. Sfera duchowna występuje u kazdego i zawsze wyjdzie na jaw spoza duchowej zbroji proateizmu.  Prędzej czy pozniej. Wiezienie a jesli nie ono to odosobnienie w skrajnych przypadkach lub fakt rychlej, nieuniknionej śmierci sprowadza w czlowieku siłe wiary.
Umiejętność tę posiadają ludzie w różnym stopniu i dlatego istnieją osoby bardziej lub mniej religijne. To pozwala lepiej zrozumieć problem zróżnicowania potrzeb religijnych ludzi.
Ludzie, którzy zostają fizycznie usidleni w danym miejscu, swoje cierpienie oswajają dzięki mocnej wierze w celowy porządek, gdzie ostatecznie wszystko odnajduje swój sens a także są lepiej przygotowani do znoszenia nieuniknionych ciosów( zarówno fizycznych i jak tych jak dla mnie najokrutniejszych ciosów i cierpien psychicznych, które mogą doprowadzić do kompletnego wyalienowania i zniszczenia wewnetrznej struktury człowieka co może mieć katastrofalne skutki) trudniej poddają się uczuciu rozpaczy, a w szczególności w przypadku osób, które przeżyły koszmar np: obozów koncentracyjnych. Abstrahując od tematu - czasem można pomyśleć , że żyjemy w czyśccu czy piekle skoro fakt obozów koncentracyjnych miał miejsce...
Dzięki wierze i odnoszeniu sie do bóstwa tacy ludzie z lepszym skutkiem trwają w moralnym oporze wobec presji, zwiększją w ten sposób szanse fizycznego przetrwania.

Podkreślają oni scisły związek pomiędzy wiarą religijną a wiara w ocalenie, czerpią siły z religijnych praktyk, otuchę, spokój i nadzieje na lepsze jutro, że uniknie sie cierpienia i śmierci dzięki miłości Boga. Modliwa to medytacyjne przeniesienie w stan irracjonalnej niekiedy nadzieji. Gdy jednak śmierc jest nieunikniona, pozostaje tylko modlitwa...
Modlą się nawet niewierzący…Wiara dodaje im skrzydeł w lepsze jutro, daje nadzieje, jest wehikulem czasu dającym im podroz w przyszlosc, wolną przyszłość w ktorej są wolni i bez skaz na duszy.

Jest to jak gdyby jedyny ratunek i siła, która pomaga przeżyć ostatnie chwile przed egzekucją. W sytuacjach krańcowych, bądź okolicznościach szczgólnie tragicznych, ale również w normalnych warunkach więziennych, religia może pomagać w zmaganiu się z dolegliwościami, wynikającymi z izolacji. 
Modlitwa sprawia, iż zasypiają uspokojeni, chwilowo lub na dłuzej naładowani spokojną energią, która  na chwilę przenosi ich w lepszy świat- a taka mentalna podróż i spokój to pewnie ambrozja dla duszy skazanego.

Reasumując szkoda , że potrzeba kontaktu z bóstwem pojawią się niemalże tylko w sytuacjach ekstremalnych - jak gdyby to była pewna forma ucieczki przed cierpieniem, bólem i osamotnieniem. Skrajne sytuację zblizają nas do ideału. Zblizają do Boga, łaczą pokłoconych, tworzą silniejsze wiezi rodzinne.
   

Reasmując wychodzi na to, ze kazdy z nas jest wieżący i potrafi się modlić ale niestety niektorzy rozmawiają ze Stwórcą dopiero w czasie ostatecznym, dopiero wtedy duchowosc zwycieza nad zlą, twardą i obłudną kurtyną życiowej socjalizacji wtornej , która pozwalala i nakazywala wręcz na wiare we wlasne mozliosci i dopuszczanie sie najgorszych zbrodni bez sumienia i uczucia winy na sercu. .

Można także przypuszczać iż ludzie praktykują z dwóch powodów: po pierwsze wynika to z ich pokory wobec Stwórcy ,swoistym strachem po drugie, iż czlowiek posiada pewne pokłady psychogennej skłonności do zachowań religijnych, które rosna i  z biegiem czasu i zależnie od sytuacji. Jednak jedną z podstawowych cech czynności religijnych jest chęć dotarcia do bóstwa, nieustających prósb  i zapewnienia sobie jego przychylności, spełnienia lub chociaż wydłużenia nadzieji. W ten sposób dajemy Bogu dowód uznania jego majestatu i naszej zależności od niego.
Często zdaża się tak, iż osoby pozbawione wolności  odwołują sie do bóstwa, z powodu strachu przed śmiercią, a także z wiary w życie pozgrobowe, które w momencie oblicza śmierci, zapala w neuronach zaroweczkę z napisem religojność. Strach przed niedostąpieniem do świata nieziemskiego oraz przez bóstwo po śmierci, powoduje lęk przed nieuzyskaniem spokoju duchowego po śmierci, co powoduje rozpoczęcie kontaktu z osobą Boga i próbę pojednania sie z ni.

Pojawia sie pytanie dlaczego osoby w momencie złego uczynku nie zastanawiaja się jaką krzywdę wyrządziły danej osobie, a odczuwają to dopiero w momencie długich przemyśleń i rozważań nad własną egzystencją, w która zostaje włączona osoba Boga.

Znane jest przekonanie iz jednostki z marginesu społecznego z malą religijnością są bardziej podatne na dewiacje, wykroczenia, napady itd itp natomiast zaś osoby, ktore odbyly wyrok zmieniają sie.  Zaczynają odkrywać sens zycia, zaczynają kochać swiat, rodzine, siebie i... Boga czyli zaczynają odkywać uroku zycia duchowego.


Dlaczego ten stan zezwierzęcenia, który doprowadził nas do zbrodni negujemy dawno po fakcie i w czasie ostatecznym? Dlaczego wtedy żałujemy?
Skoro pochodzimy od istoty boskiej to czy nie możemy myśleć po 'Bozemu' wedle przykazan? Czy bestie siedzące w nas muszą tak często triufmować?

Wiara pomaga mu przetrwać najgorsze, spojrzeć na złą sytucję z innej perspektywy a także umożliwia uzyskanie spokoju ducha. Czy otwiera drogę do poznania własnego „ja” i czy doprowadza do spojrzenia bardziej krytycznego na naszą osobę, czy jest bodzcem do zmiany na lepsze? A czy gdy sami sie zmieniamy na lepsze to czy nie zmieniamy całego naszego świata na lepsze?( chociaz w małym stopniu?)


Reasumując- skoro wiara pomaga ludziom w tak ekstremalnych warunkach jak więzienie... to dlaczego nie moze pomagać nam w życiu na wolnosci, ktore daje nam tak wiele piękna?

Podobne artykuły


12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1107
11
komentarze: 278 | wyświetlenia: 910
10
komentarze: 37 | wyświetlenia: 824
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 644
9
komentarze: 42 | wyświetlenia: 672
9
komentarze: 62 | wyświetlenia: 1125
9
komentarze: 33 | wyświetlenia: 802
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 973
9
komentarze: 31 | wyświetlenia: 576
9
komentarze: 75 | wyświetlenia: 452
8
komentarze: 0 | wyświetlenia: 587
 
Autor
Artykuł



Bardzo ciekawy punkt widzenia.
Jednakże mitem znanym z filmów jest fakt że większość więźniów zmienia swoje wierzenia i przekonania w więzieniu.
Do tego oprócz nazwijmy to "warunków" potrzebne są również chęci .
A nie przypuszczam żeby nasi więźniowie takowe posiadali

Czytałem kiedyś, że ilość nawróceń do Boga w Oświęcimiu kompensowała się ilością osób, które dochodziły do wniosku, że Boga nie ma bo Bóg by nie pozwolił na takie okropieństwo. W USA uważa się, że programy resocjalizacji oparte o motywy religijne są generalnie skuteczniejsze niż programy typowo świeckie.

Jeden z najlepszych tekstów Daniela na eiobie. Dawać go na tekst miesiąca.:)
he he,widać że masz tą wyszkoloną łatwość pisania..
pozdrawiam
PS.Daje wszystkie punkty jakie mam



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska