Login lub e-mail Hasło   

Dziennikarstwo obywatelskie czy oddolne?

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dzien(...)38.html
Poniższy artykuł jest subiektywną analizą zjawiska zwanego “dziennikarstwem oddolnym”, próbą odgadnięcia drogi jego rozwoju i wskazania niebezpieczeństw nań czyhających...
Wyświetlenia: 3.077 Zamieszczono 25/01/2009

Poniższy artykuł jest subiektywną analizą zjawiska zwanego “dziennikarstwem oddolnym”, próbą odgadnięcia drogi jego rozwoju i wskazania niebezpieczeństw nań czyhających. Jest także odpowiedzią na pytanie, dlaczego termin “dziennikarstwo oddolne” wydaje mi się lepszy, niż “dziennikarstwo obywatelskie”.

Większość analityków zajmujących się tematyką nowych mediów, jest zgodna co do symbolicznego momentu powstania dziennikarstwa oddolnego. Zarówno Gillmor, w książce “We, the media” (której, nawiasem mówiąc, podtytuł brzmi: “Grassroots Journalism by the People, for the People” - grassroots, czyli dziennikarstwo oddolne), jak i Lawrence Lessig, w “Wolnej kulturze” piszą, że za dzień jego narodzin można przyjąć 11 września 2001 roku - dzień zburzenia WTC w Nowym Jorku. To właśnie masowa reakcja blogerów na te wydarzenia pokazała światu, jak wielkie możliwości tkwią w nowoczesnej technice cyfrowej: jak zwykli ludzie - przechodnie, przypadkowi świadkowie wydarzeń - przy pomocy współczesnych narzędzi komunikacyjnych (telefony komórkowe z wbudowanymi aparatami fotograficznymi, laptopy, szybkie łącza internetowe i odpowiednie aplikacje internetowe) są w stanie przekazać informacje (w postaci tekstu, dźwięku, fotografii i filmu) o konkretnym zdarzeniu, światowej społeczności internetu. Dzień ataku terrorystycznego na World Trade Center, jest faktycznym momentem powstania dziennikarstwa oddolnego.

Dziennikarstwo oddolne to nie tylko opisywanie lokalnej aktywności społecznej

Publicyści, którzy pierwsi zwrócili uwagę na zjawisko nazywane dziennikarstwem oddolnym, nie wskazywali na takie jego cechy, jak lokalność czy aktywne uczestnictwo dziennikarza w przedstawianych wydarzeniach. Setki fotografii i filmów pokazujących atak na nowojorskie bliźniacze wieże zarejestrowane zostały przez przypadkowych przechodniów, bezpośrednio niezaangażowanych (choć nie bezdusznych) świadków tamtych wydarzeń. Dziennikarstwo oddolne nie jest zatem pokazywaniem lokalnych inicjatyw, w które zaangażowani są przedstawiający je dziennikarze. Dziennikarstwo oddolne jest informowaniem społeczeństwa o zdarzeniach, których jesteśmy świadkami, przy pomocy nowoczesnych narzędzi komunikacji internetowej. Dziennikarz oddolny, to były odbiorca informacji, który (dzięki rozwojowi techniki) może i chce podzielić się wiedzą o otaczającym go świecie z innymi użytkownikami Internetu. Dziennikarstwo obywatelskie zaś - w rozumieniu: lokalne i zaangażowane (participatory journalism) jest jedną z odmian (dla niektórych najważniejszą) dziennikarstwa oddolnego. Utożsamianie tych dwóch pojęć jest, moim zdaniem, zbytnim zawężaniem idei. Zawężenie to dokonywane jest przez dwie grupy aktywnych uczestników procesu dystrybucji informacji: przez samych dziennikarzy oddolnych (przez tych, których naturalnym polem działania jest ich lokalna społeczność) oraz przez wielkie koncerny, nazywane przez Gillmora ponadnarodowymi behemotami medialnymi. Działalność tychże behemotów zmierzającą do skierowania aktywności dziennikarzy oddolnych w kierunku lokalności, można wytłumaczyć następująco:

1. Chęcią ograniczenia konkurencji dziennikarzy oddolnych do spraw lokalnych - koncerny posiadają wystarczające fundusze na to, aby mieć swoich korespondentów w Warszawie, Krakowie i Londynie, ale już zbyt mało pieniędzy na obsadzenie swoimi ludźmi Sieradza, Gorzowa czy Dundee.

2. Chęcią odwrócenia uwagi społeczeństwa od krytyki wielkich monopoli i stylu życia narzucanego ludziom przez te monopole. Przecież to właśnie wielkie media trzymają w swoich rękach prawdziwą władzę, to one mówią nam z jakiego oprogramowania korzystać, gdzie jeść i w co się ubierać, to one walczą między sobą o nas - o klientów.

Kim jest dziennikarz oddolny?

Dziennikarza oddolnego nie powinno się zatem (moim zdaniem) definiować za pomocą tego, o czym pisze, tylko: kim jest (byłym czytelnikiem), jakie środki wykorzystuje do przekazywania informacji (cyfrowe narzędzia zapisu plus internet - ktoś, kto pisze list do redakcji czasopisma z prośbą o jego opublikowanie, nie jest dziennikarzem oddolnym) oraz jaki jest cel jego publikacji (dystrybucja informacji, a nie chęć zysku, czy droga do osiągnięcia zatrudnienia).

Przy tak skonstruowanej definicji do dziennikarza obywatelskiego zaliczymy zarówno kogoś, kto pokazuje barbarzyńską wycinkę drzew w małym miasteczku na krańcach Polski, jak również tego, kto udostępni swoje fotografie walących się wież WTC oraz tego, kto napisze, że zwycięzca konkursu dla piosenkarzy - amatorów wygrał milion funtów, ale jurorzy tego show zarabiają na każdej edycji przedstawienia około 20 milionów. Każdy z nich jest - w moim pojęciu - dziennikarzem oddolnym, przy czym uważam, iż opisywanie mechanizmów rządzących światem wielkiego biznesu jest równie ważne, jak relacje na temat dziurawej ulicy we wsi. Przecież - tak na prawdę - Bill Gates, czy inny McDonald, ma wpływ na życie większej ilości ludzi na świecie, niż rada miejska któregokolwiek z polskich miast. Uważam, że lokalność dziennikarstwa oddolnego nie jest w niczym lepsza od globalnego aspektu tegoż dziennikarstwa.

Miejsca publikacji współczesnego polskiego dziennikarstwa obywatelskiego

Sądzę, że w dzisiejszej medialnej rzeczywistości polskiej, podstawowymi obszarami aktywności dziennikarzy oddolnych są: portale prowadzone przez wielkie koncerny medialne (np. Wiadomości24.pl), blogi (np. Kultura 2.0) oraz tematyczne serwisy eksperckie (np. VaGla.pl). Przeważająca część - rzeczywiście czytanych przez odbiorców - informacji pojawia się w serwisach korporacyjnych, które (z dobrym skutkiem) próbują zagarnąć dla siebie i dla swoich celów (czyli głównie dla zysku) ogromną większość aktywnych dziennikarzy oddolnych. Uważam, że sama chęć zysku jako cel działalności nie musi być złem, natomiast zbyt często mają miejsce sytuacje, w których działalność koncernu przeszkadza uczciwemu wypełnianiu misji dziennikarstwa oddolnego. Dzieje się tak zawsze wtedy, kiedy pieniądze przesłaniają to, co ważniejsze w dziennikarstwie (każdym): rzetelne, uczciwe informowanie społeczeństwa. Uważam, że zbyt często jesteśmy tylko przedmiotem w rękach koncernów, niezbyt lubianym (ale niezbędnym) pracownikiem. Sądzę, że polska społeczność dziennikarzy oddolnych musi wypracować ścieżkę, która uniezależni nas - aktywnych dystrybutorów informacji - od zmonopolizowanych koncernów prasowych.

Uważam, że do wyboru mamy trzy drogi:
1. Rozwój blogosfery;
2. Czekanie na podmiot, który da nam narzędzie podobne do współczesnych portali zawiadywanych przez przedsiębiorstwa medialne, a który nie będzie oczekiwał w zamian żadnego zysku;
3. Radykalna zmiana stosunków na linii: dziennikarz oddolny - właściciel portalu, zmierzająca do powstania sytuacji, w której to my będziemy podmiotem, określającym warunki gry.

Blog
Blog jest naturalnym, pierwotnym środkiem przekazu dziennikarza oddolnego. Wiedzą o tym Amerykanie, przekonuje się o tym także coraz więcej Polaków. Blog już dawno przestał być sieciowym pamiętnikiem dorastającego nastolatka, stał się natomiast efektywnym narzędziem marketingowym i dziennikarskim - w tym także dla dziennikarzy oddolnych, dla których jest idealną - gdyż niezależną od wielkich korporacji - platformą komunikacji. Mnie osobiście dziwi wciąż pogardliwe traktowanie blogosfery przez niektórych z moich “oddolnych” kolegów. Nie trzeba podawać przykładów zza oceanu, aby zobaczyć jak potężnym i efektywnym sposobem uprawiania dziennikarstwa może być blogowanie. Istnieją w Polsce blogi, z których opinią liczą się politycy (HGW Watch), zawodowi dziennikarze (media cafe), czy menadżerowie serwisów internetowych (AntyWeb).

Podstawowy problem, z jakim muszą sobie poradzić blogujący, to - oczywiście - stosunkowo mała ilość czytelników. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z piszących bloga, mógł konkurować pod względem ilości odwiedzin z portalami gigantów obracających milionami złotych. Niektórzy z blogujących radzą sobie w ten sposób, że przekonują (głównie samych siebie) o tym, iż lepiej mieć 20 czytelników rzeczywiście zainteresowanych tematem, niż parę tysięcy przypadkowych odwiedzin ludzi szukających w sieci przysłowiowych już “cycków na motocyklach”.

Sądzę, że dobrym rozwiązaniem tego problemu (problemu małej ilości odwiedzin, nie problemu cycków) jest współpraca pomiędzy blogującymi dziennikarzami, wspólne prowadzenie blogów oraz oczekiwanie na moment, w którym udostępnione zostanie w pełni funkcjonalne, proste i skuteczne narzędzie integrujące wielką liczbę blogów w jeden quasi-portal, coś czego początkiem może być na przykład BlogNews. W momencie, kiedy odbiorcy zaczną traktować tego typu platformy w sposób, w jaki obecnie traktują internetowe serwisy informacyjne, dziennikarze oddolni będą mogli poświęcić się swojemu głównemu zadaniu, jakim jest dystrybucja informacji.

Portal niekomercyjny
Sprawa jest prosta - w pewnym momencie znajdzie się ktoś (osoba prywatna, instytucja, organizacja społeczna), kto ma wystarczająco dużo pieniędzy, chęci, zapału i inicjatywy, do stworzenia niekomercyjnego portalu informacyjnego - takiego, jakim jest na przykład Wikinews. Są ludzie, którzy tworzą potężne, skomplikowane oprogramowanie i rozdają je za darmo - dlaczego nie wierzyć w to, że znajdą się podobni ludzie, którzy za darmo będą rozdawać miejsce publikacji i narzędzia dla dziennikarzy oddolnych? Na świecie już są takie portale: Global Voices, czy NewsTrust. My - najbardziej zainteresowani - nie mamy wpływu na to, czy coś takiego nastąpi, czy nie, ale zawsze możemy żyć nadzieją, że pewnego dnia będziemy mieli możliwość publikowania naszych materiałów w serwisie www.niechcezarabiacpieniedzynadziennikarzachoddolnych.pl

Dziennikarz oddolny ponad korporacją
Ten scenariusz możliwy jest do spełnienia na dwa różne sposoby. Pierwszy z nich - na który mamy bezpośredni wpływ - to pokazać koncernom, że nie jesteśmy ich dziennikarzami, że nie jesteśmy przypisani do żadnej firmy, do żadnego portalu. Publikować wszędzie, gdzie się da: w wielu serwisach korporacyjnych, w niszowych portalach tematycznych, na blogach i oddolnych stronach lokalnych społeczności miejskich. Przyzwyczaić koncerny, że to my, jako dostarczyciele informacji, decydujemy kiedy i gdzie będziemy je publikować. Niech się o nas starają - oczywiście nie mam tu na myśli rozdawania niby-przywilejów, uprawnień i nagród (jakże miłych dla niejednego z nas) - tylko tworzenie atmosfery zachęcającej nas - twórców - do współpracy i działania oraz tworzenie narzędzi do ułatwiania nam komunikacji z odbiorcami. Przyzwyczajajmy szefów koncernów, że dziennikarz oddolny nie ma konkurencji, że jego kolega z innego portalu nie jest konkurencją dla niego samego - jest współtwórcą, mającym ten sam cel - informowanie innych ludzi.

Sposób drugi to masowy napływ dziennikarzy oddolnych, w ilości tak wielkiej, by to oni przejęli rzeczywistą kontrolę nad tym, co dzieje się w portalach, które wówczas z pełną odpowiedzialnością można by nazwać portalami dziennikarstwa obywatelskiego (czasami ponosi mnie wyobraźnia).

Jesteśmy przede wszystkim dziennikarzami

Nie zapominajmy - jakkolwiek byśmy się nie nazwali: oddolni, obywatelscy, uczestniczący czy internetowi, zawsze najważniejsze jest to, że jesteśmy dziennikarzami. Obowiązują nas takie same zasady, jak dziennikarzy zawodowych: bezstronność, dokładność i rzetelność. To, że jesteśmy amatorami, nie zwalnia nas od przestrzegania zasad etycznych przypisanych do wykonywanego zajęcia. Wśród nas - podobnie, jak wśród tradycyjnych dziennikarzy zarabiających na pisaniu - są dziennikarze dobrzy i źli, tacy, których czyta się chętnie i z zapałem oraz tacy, którzy nudzą i zniechęcają.

Sam fakt bycia dziennikarzem oddolnym nie stawia nas w pozycji uprzywilejowanej - jesteśmy poddawani takim samym, a może nawet bardziej krytycznym, ocenom, jak zawodowcy. Jesteśmy oceniani podwójnie: przez czytelników oraz przez zawodowych “kolegów”, którzy wykorzystają każde nasze potknięcie w celu zdyskredytowania nas w oczach odbiorców. Zawodowcy obawiają się tego, że - przestrzegając zasad sztuki - wkrótce staniemy się dla nich realną konkurencją.
Trzeba przy tym zdecydowanie stwierdzić, że dziennikarstwo oddolne nie jest hobbystyczną rozrywką w stylu zbierania znaczków pocztowych czy chwalenia się zdjęciami z wakacji. Jako dostarczyciele informacji, wpływamy na sposób widzenia świata przez naszych czytelników, jesteśmy odpowiedzialni za to, aby pokazać ten świat takim, jakim jest w rzeczywistości. Nie możemy kłamać, manipulować i zatajać - ludzie czytają nasze artykuły także po to, aby poznać rzetelną, dokładną i bezstronną prawdę o świecie, w którym żyją.

Nie dajmy się przy tym omamić pracownikom koncernów, nie dajmy zepchnąć się do roli maszyny, której jedynym zadaniem jest zarejestrowanie i rozpowszechnienie newsa. Dziennikarstwo to nie tylko sprawozdania i relacje, to także eseje, recenzje i felietony. Piszmy zarówno o niszczejących zabytkach w Gliwicach, jak i o przygotowywanej fuzji Microsoftu z Yahoo, piszmy o losach powstańców, o budowach stadionów, o wyborach w USA, ostatecznie pokażmy parę kiczowatych obrazków zachodzącego słońca - spójrzmy jednak na wszystkie opisywane tematy z perspektywy przechodnia, zwykłego człowieka, którego głównym celem jest podzielenie się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami z innymi ludźmi, a nie generowanie zysków.

Podobne artykuły


21
komentarze: 34 | wyświetlenia: 3137
19
komentarze: 11 | wyświetlenia: 3037
10
komentarze: 62 | wyświetlenia: 720
17
komentarze: 4 | wyświetlenia: 5744
17
komentarze: 9 | wyświetlenia: 2793
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 11148
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 5182
14
komentarze: 1 | wyświetlenia: 4228
34
komentarze: 87 | wyświetlenia: 4329
25
komentarze: 4 | wyświetlenia: 26217
24
komentarze: 15 | wyświetlenia: 11731
19
komentarze: 9 | wyświetlenia: 13075
15
komentarze: 3 | wyświetlenia: 2876
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje



  mugol  (www),  26/01/2009

To lekarstwo na dezinformację czy żonglowanie prawdą przez umieszczanie jej na ostatniej stronie, wydrukowaną zwyle miniaturową czcionką z czasowym poślizgiem . Przykładem jest filmik z komórki, jak żołnierz strzela z bliska w udo Paletyńczyka, w ramach eksperymentu zwiazanego z uzyciem gumowych pocisków. Obiegł on w ciagu 24 godzin wszystkie agencje. Próbowano zataic fakt zbombardowania szkoły Pa ...  wyświetl więcej

W założeniach tak to powinno wyglądać, ale w rzeczywistości (szczególnie polskiej, choć nie tylko) często dziennikarstwo obywatelskie wprowadza jeszcze większy bałagan informacyjny. Dzieje się tak w dużej mierze (ale nie tylko) przez manipulacyjne działania korporacji medialnych, które - pod sztandarami dziennikarstwa obywatelskiego - często publikują wszystko, byle tylko przyciągnąć czytelników ( ...  wyświetl więcej

  swistak  (www),  26/01/2009

Dostęp do informacji, mają redakcje i urzędy państwowe, gdzie ludzie listy piszą / donosy/. Będzie lepiej jak zaczną pisać w necie . Adresatami powinny być wkrótce portale konsumenckie i blogi, albo strony dziennikarzy śledczych .

W mojej ocenie to już się stało.

Teraz trzeba tylko(!) doprowadzić do sytuacji, w której takie listy/donosy dochodzić będą do odpowiednich instytucji, które - w rzetelny sposób - informować będą społeczeństwo. Muszą to być instytucje, których podstawą działania są podstawy etyczne zawodu dziennikarskiego, a równocześnie - co trudne - nie mogą być nastawione na zysk!

Trochę się pozmieniało przez lata, teraz już widać nie ma np. sieci Moje Miasto: https://pl.wikipedia.org/wiki/(...)_Miasto



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska