Login lub e-mail Hasło   

Powstanie Chmielnickiego 1648-1654

Współcześni Ukraińcy traktują Kozaków siczowych za swych przodków. Jest to nieprawda, choć można uznać ich za protoplastów państwowości naddnieprzańs...
Wyświetlenia: 18.411 Zamieszczono 13/02/2009

Współcześni Ukraińcy traktują Kozaków siczowych za swych przodków. Jest to nieprawda, choć można uznać ich za protoplastów państwowości naddnieprzańskiej i trudno zaprzeczyć wpływowi ich kultury na dzisiejszą kulturę ukraińską. Kozacy nie byli żadną grupą etniczną, gdyż pochodzili z różnych terenów i różnych narodów. Największą grupą byli wprawdzie Rusini, ale spory odsetek stanowili Polacy, Litwini, Rosjanie, Mołdawianie i Wołosi (czyli dzisiejsi Rumuni), Węgrzy, nawet przedstawiciele narodów zachodnioeuropejskich i Grecy.

W gruncie rzeczy Kozakami byli ludzie z różnych powodów niepasujący do hierarchicznie uporządkowanego społeczeństwa feudalnego Europy Środkowo-Wschodniej; ludzie, którzy nie chcieli i nie mogli w takim społeczeństwie funkcjonować. Przede wszystkim byli to chłopi pańszczyźniani zbiegli z dóbr swych panów, ale niemałą grupę stanowili przedstawiciele szlachty a nawet reprezentanci wybitnych rodów magnackich Rzeczypospolitej, jak Lanckorońscy, Zborowscy czy Wiśniowieccy. Z reguły były to osoby z różnych powodów wyjęte spod prawa lub ścigane przez swych prywatnych przeciwników, choć też zdarzali się żądni przygód i łupów wojacy. Osiadali na terytoriach nad dolnym brzegiem Dniepru, tzw. Zaporożu lub Niżu, gdzie czyjakolwiek władza i prawo nie sięgały, gdyż były to tereny zupełnie wyludnione i nie istniała właściwie żadna administracja państwowa, choć formalnie ziemie te podlegały Rzeczypospolitej. Wynikało to z bezpośredniej bliskości Chanatu Krymskiego, którego ordy regularnie najeżdżały i łupiły te ziemie, a ludzi uprowadzały w tzw. jasyr, czyli niewolę. Życie na naddnieprzańskich stepach było zbyt niebezpieczne, więc ziemie te nie bez przyczyny nazywano Dzikimi Polami.

Kozacy wiedzieli, że przetrwanie w takim miejscu wymaga trzymania się w silnych grupach i zorganizowania samoobrony. Polski „dziki wschód” miał wiele wspólnego z amerykańskim Dzikim Zachodem – osadnicy musieli się zmagać z atakującymi błyskawicznie konnymi łucznikami, więc w warunkach stepowych zataczali swoimi wozami, tzw. taborem zwarty krąg, z wnętrza którego prowadzili ostrzał szarżującego przeciwnika. Po pewnym czasie Kozacy wyspecjalizowali się w takiej formie walki i byli bardzo skuteczni – rozerwać tabor było bardzo trudno. Formując niekiedy wręcz kilkanaście kręgów wozów i tworząc ruchomą fortecę, zasypywali przeciwnika ogniem z samopałów i dział. Do tego rodzaju walki właściwie zbędna była kawaleria, toteż kozackie jednostki jeździeckie nie były liczne i pełniły tylko funkcje pomocnicze – zresztą i tak nie mogłyby nawiązać skutecznej walki z Tatarami, dla których jedyną godną konkurencję stanowiła jazda Rzeczypospolitej.

Kozacy z działań wojennych o charakterze defensywnym przeszli szybko do ataków łupieżczych, tzw. chadzek. Wykorzystywali w tym celu obszerne łodzie, którymi spływali Dnieprem do Morza Czarnego – wówczas wewnętrznego akwenu tureckiego, najeżdżając sułtańskie porty i łupiąc je do szczętu. Ci nowożytni wikingowie w roku 1615 dokonali rzeczy niebywałej – złupili przedmieście Stambułu, stolicy potężnej Turcji, a w drodze powrotnej rozgromili pościg osmańskiej floty. Przy okazji uprowadzili lokatorki miejscowego haremu – można więc powiedzieć, że byli to chłopcy z fantazją;). Te wyczyny poddanych polsko-litewskiego króla rodziły notoryczne kryzysy dyplomatyczne na linii Stambuł-Warszawa.

Od Zygmunta Augusta począwszy, kolejni monarchowie Rzeczypospolitej podejmowali działania mające na celu wykorzystanie tej samorodnej siły militarnej do ochrony granic swego państwa. Służyć miał temu tzw. rejestr, czyli nadanie części Kozaków statusu żołnierzy królewskich, opłacanych ze skarbu państwa w zamian za obronę południowo-wschodnich granic. Rejestr był marzeniem każdego niemal Kozaka – jako żołnierz państwa każdy zarejestrowany zyskiwał bezpieczeństwo przed zakusami szlachty i magnatów kresowych, dążących do zmuszenia Kozaków do pracy na swych dobrach  jako chłopów pańszczyźnianych. Problem leżał w tym, że nawet największy rejestr nie był w stanie zadowolić Zaporożców, bo nie mógł objąć ich wszystkich.

Wojsko zaporoskie miało solidny wkład w sukcesy wojenne Rzeczypospolitej w I połowie XVII wieku. Obok udziału w wojnach z Rosją, Turcją, nawet Szwecją szczególnie doniosłą rolę odegrali w dramatycznej obronie Chocimia w 1621 roku, gdzie 30-tysieczny kontyngent doborowej piechoty kozackiej prowadzonej przez Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego stanowił 50% armii pozostającej pod komendą hetmana J. K. Chodkiewicza, walnie przyczyniając się do odparciu znacznie liczniejszych wojsk tureckich.

Jednak pól konfliktowych miedzy Zaporożcami a polsko-litewską szlachtą przybywało. Zabezpieczenie ziem naddnieprzańskich przez Siczowców, zwanych tak od swojego warownego obozu, Siczy, spowodowało powrót na te tereny szlachty, która szukała siły roboczej i obowiązkami tymi chciała obciążyć właśnie Kozaków. Zagrożenie zniewoleniem, próba ograniczania liczby „chadzek”, konflikty na tle religijnym – Kozacy byli w większości prawosławni, wszystko to prowokowało rebelie, poczynając od buntu z lat 1591-93 pod wodzą Krzysztofa Kosińsiego. Zwykle były one krwawo tłumione, ale ich częstotliwość i zasięg wzrastały.

 

Sytuacja w przededniu wybuchu Powstania Chmielnickiego.

W 1638 roku wojska Rzeczypospolitej spacyfikowały bunt kozacki Pawluka. W ramach represji, Sejm uchwalił ograniczenie rejestru do poziomu zaledwie 6 tysięcy. Nie mieszczących się w tej liczbie Zaporożców nakazano uważać za chłopów pańszczyźnianych, co otwierało drogę szlachcie do ich zniewolenia. W takiej sytuacji można było oczekiwać ponownego buntu, jednak przez następnych 10 lat udało się zachować napięty, ale mimo wszystko spokój. Istotną rolę odegrał tu sympatyzujący z wojskiem zaporoskim król Władysław IV Waza. Wojowniczy monarcha, reformator wojsk Rzeczypospolitej, w latach 40-stych XVII wieku żył zamiarem wywołania wojny z Turcją i podboju Krymu. Zlikwidowałoby to niebezpieczeństwo tatarskie, uniemożliwiające normalny rozwój społeczno-gospodarczy ziem ukrainnych. Ogromną rolę odegraliby tu Kozacy, mający stanowić poważny odsetek wojsk królewskich. W perspektywie oznaczało to zwielokrotnienie rejestru oraz stworzenie perspektywy zdobycia wielkich łupów. Niżowcy wstrzymywali się zatem z jakimkolwiek buntem. Władysław IV gościł delegację oficerów wojska zaporoskiego, którą wtajemniczył w swe plany i przekazał listy, nakazujące w stosownym czasie przeprowadzić werbunek. W tej historii odegrają one kluczową rolę.  Wśród delegatów kozackich na tym spotkaniu obecny był ówczesny setnik czehryński, Bohdan Chmielnicki.

Zamiary królewskie spełzły na niczym. Wskutek oporu pacyfistycznie usposobionej szlachty, pragnącej uniknąć konfrontacji z Imperium Osmańskim, sejm zmusił Władysława do zarzucenia wojennych zamiarów, co wywołało powszechny zawód na Siczy. Szykujące się do wyczekiwanej wojny, stale zwiększane masy wojska zaporoskiego wzburzyły się w takim stopniu, że agresja wymierzona początkowo w Turków i Tatarów zaczęła się obracać przeciwko szlachcie, a i sam rozgoryczony król nie robił nic, by tę tendencję odwrócić. W takich warunkach wystarczyło już bardzo niewiele do rebelii.

W tym samym czasie Bohdan Chmielnicki, polski szlachcic, Kozak, przejściowo pisarz wojska zaporoskiego, potem setnik kurenia czehryńskiego, popadł w konflikt z podstarościm czehryńskim, Danielem Czaplińskim. Chcąc bronić swych racji w sposób legalny odwołał się do sądów i trybunałów, ale natknął się na całkowity bezwład egzekucji prawa i orzeczeń organów władzy Rzeczypospolitej. Bardziej zaznajomiony z realiami rozwiązywania sporów w Koronie Czapliński sięgnął do brutalnego argumentu siły, najeżdżając majątek Chmielnickiego w Subotowie i niszcząc go. Bezradny setnik, nie znajdując pomocy w organach władzy i wymiaru sprawiedliwości, postanowił samemu, jak kilkadziesiąt lat wcześniej Krzysztof Kosiński, szukać sprawiedliwości rozpętując bunt kozacki, by rozprawić się ze swym prześladowcą. W grudniu 1647 roku wszedł w posiadanie wspomnianych listów królewskich i potajemnie na czele niewielkiego oddziału przedostał się na Sicz. Ujawniając tam ich treść wywołał wrzenie, choć dopiero w lutym 1648 roku zdołał ostatecznie przekonać starszyznę kozacką do buntu i stanąć na jego czele. Konflikt wewnętrzny stał się nieunikniony.

Bohdan Chmielnicki

Siły powstańcze.

Chmielnicki okazał się rozsądnym politykiem. Analizując wszystkie dotychczasowe bunty doszedł do wniosku, że bez wsparcia z zewnątrz Kozacy po raz kolejni zostaną pokonani. Kiedy jednak car rosyjski Aleksy I, niechętny Zaporożcom i otwartemu konfliktowi z Rzecząpospolitą, odesłał emisariuszy Chmielnickiego z niczym, udali się oni na Krym. Chan tatarski Islam III Girej zdawał sobie sprawę z potęgi Rzeczypospolitej – w latach 30-stych XVII stulecia Władysław IV efektownie rozgromił Rosję, a potem przepędził z portów pruskich Szwecję. Tatarzy zwykli stosować zasadę równowagi – atakowali zawsze w danym momencie najsilniejszego sąsiada. Jeśli jednak chan miał jakiekolwiek wątpliwości co do siły i zamiarów Rzeczypospolitej to rozwiała je lektura listów królewskich, przekazanych mu przez Kozaków. Wyszczególniony czarno na białym w owych listach zamiar inwazji wojsk Władysława na Krym i rzucenia wyzwania będącej u szczytu Turcji musiał wywołać piorunujące wrażenie, gdyż natychmiast w marcu 1648 roku Tatarzy zawarli z Chmielnickim sojusz i wysłali ok. 5-tysięczny doborowy hufiec jazdy prowadzony przez doświadczonego dowódcę Tuhaj-beja. W interesie chana było sprowokować wojnę domową w Rzeczypospolitej, która strawiłaby jej siły a jednocześnie dała wolną rękę do łupienia Ukrainy. Pchnięcie czambułu Tuhaj-beja na pomoc Chmielnickiemu przekonało tego ostatniego do rozpętania powstania, ale zaangażowanie większych sił chan uzależniał od wyników pierwszych bitew.

Chmielnicki na wiosnę 1648 roku miał pod komendą ok. 5 tys. wojska zaporoskiego, jednak z tendencją rosnącą, gdyż jak w każdym buncie kozackim, wojska powstańcze stale zasilała okoliczna ludność dążąca do zerwania więzów feudalnych. Dodać należy, że oddziały te stanowili zaprawieni w boju Siczowcy, prezentujący wysoką wartość bojową. Razem z posiłkami tatarskimi hetman kozacki dysponował w momencie wybuchu powstania regularną armią w sile ok. 10 tysięcy ludzi. Starał się jednak grać na zwłokę, prowadząc negocjacje z hetmanem wielkim koronnym dążąc do opóźnienia wszczęcia przezeń walk dopóki korpus tatarski nie połączy się z Kozakami.

 

Siły koronne.

Nie zawsze do pacyfikacji powstań kozackich angażowano wojska koronne. Często bowiem uznawano, że akcje wojsk zaporoskich wymierzone są przeciw szlachcie, nie przeciw państwu. Dla przykładu powstanie Kosińskiego z końca XVI wieku tłumiły prywatne wojska magnatów kresowych, gdyż hetman wielki koronny Jan Zamoyski uznał je za typowy militarny spór międzyszlachecki. Również Chmielnicki oficjalnie deklarował lojalność wobec Rzeczypospolitej argumentując, że rebelia skierowana jest przeciwko „królewiętom”, czyli magnatom kresowym, którzy udaremnili królewskie plany inwazji krymskiej i prześladują wolnych Kozaków.

Jednakże w roku 1648 hetmanem wielkim koronnym był posiadający rozległe dobra w okolicy Mikołaj Potocki. To on dowodził siłami, które stłumiły bunt z 1638 roku, jednak nie zaprezentował się jako wódz korzystnie, narażając podległe sobie oddziały na niepotrzebne straty. Mimo to z owych doświadczeń wyniósł przeświadczenie o własnym talencie i o podłej jakości bojowej Kozaków. Ponieważ sam był prywatnie zainteresowany utrzymaniem status quo na Ukrainie, wbrew wskazówkom króla Władysława rozpoczął koncentrację wojsk koronnych i bacznie przyglądał się wydarzeniom mającym miejsce na Siczy.   Po krótkich negocjacjach uznał ich fikcyjność i w kwietniu 1648 roku armia królewska ruszyła na buntowników.

Potocki uzyskał wsparcie miejscowych magnatów, którzy zaczęli przysyłać mu swoje prywatne oddziały jako uzupełnienie wojska kwarcianego. Na miejsce nie dotarł jednak oddział kniazia Jeremiego Wiśniowieckiego, doświadczonego dowódcy, którego majątek mieścił się wokół miejscowości Łubnie, po wschodniej części Dniepru. Mimo tego hetman uznał, że armia, którą dysponuje, jest i tak aż nadto wystarczająca, by skutecznie spacyfikować Kozaków. Miał pod sobą  około 10 tysięcy żołnierzy, z czego przeszło trzecią część stanowił korpus Kozaków rejestrowych, czyli pozostających na żołdzie Rzeczypospolitej. Zgrupowanie hetmańskie składało się z najbardziej wartościowych zawodowych żołnierzy Rzeczypospolitej, co przy równej liczebności obu stron konfliktu czyniło armię Potockiego faworytem zbliżającej się konfrontacji.

 

Runda I: Kampania roku 1648.

Mikołaj Potocki, ufny w swe siły, zlekceważył przeciwnika. Przyjął strategię dywersyfikacji sił, wydzielając 3-tysięczny korpus, mający podjąć działania zaczepne w kierunku Siczy. Dowództwo nad tą grupą hetman powierzył swojemu synowi Stefanowi. Wparciem tych sił  był korpus Kozaków rejestrowych pod dowództwem pułkownika Kryczewskiego, który poruszał się na łodziach w dół Dniepru. Hetman zakładał prawdopodobnie, że któryś z tych oddziałów natknie się na siły powstańcze, zwiąże je w walce, aż drugi przyjdzie mu z odsieczą, osaczając wojsko Chmielnickiego i je niszcząc. Pozostałe oddziały koronne Mikołaj Potocki pozostawił pod swą komendą w dotychczasowym miejscu jako rezerwę, mającą wejść do akcji w razie zaistnienia niespodziewanych komplikacji.

Chmielnicki nie podzielił swych sił. Całość swej armii wyprowadził z Siczy naprzeciw zbliżających się wojsk Stefana Potockiego, wchodząc z nimi w kontakt bojowy w dniu 29 kwietnia nad rzeczką Żółte Wody. Wojsko koronne, wobec przewagi liczebnej nieprzyjaciela, okopało się, tworząc ziemne szańce, w oparciu o które miało zamiar stoczyć bitwę obronną, wiążąc w walce powstańców i dając czas tak korpusowi Kryczewskiego, jak i siłom głównym hetmana Potockiego na przybycie i pokonanie Chmielnickiego. Przebieg tej trwającej 3 tygodnie bitwy, nie miał nic wspólnego z tym, jak została ona przedstawiona w filmie „Ogniem i mieczem”, w którym Jerzy Hoffman przedstawił najlepszą jazdę świata szarżującą w bajoro. Takie wydarzenie w ogóle nie miało miejsca.

W trakcie trwania tych zmagań Chmielnickiemu udało się przeciągnąć na swoją stronę płynących Dnieprem Kozaków rejestrowych, którzy zlikwidowali lojalnych wobec Potockiego oficerów i nadciągnęli nad Żółte Wody jako przeciwnicy wojsk koronnych. Postawiło to Stefana Potockiego w niekorzystnym położeniu. Po pierwsze, zwiększało to dysproporcje sił. Po drugie, w ten sposób walczące wojsko mogło liczyć już tylko na pomoc korpusu głównego hetmana Potockiego, który znajdował się ponad 100 kilometrów od miejsca bitwy, ale wiedząc o zdradzie Kozaków rejestrowych, kunktatorsko wstrzymał odsiecz. Po trzecie wreszcie, idąc za przykładem pobratymców, od młodego Potockiego odeszli będący pod jego komendą pozostali Kozacy rejestrowi, przechodząc na stronę przeciwnika. W tym momencie Chmielnicki dysponował 10-krotną przewagą liczebną nad 1,5-tysięcznym wojskiem koronnym. Stefan Potocki próbował zyskać na czasie, podejmując rozmowy pozorujące gotowość kapitulacji, ale nie widząc już nadziei na odsiecz ojca zdecydował się na układ z Chmielnickim, na mocy którego oblężona armia opuściła w dniu 15 maja swoje pozycje za cenę pozostawienia całej artylerii w rękach kozackich i ruszyła na północ w kierunku sił głównych. Jednak Tatarzy nie czuli się związani układem, w następny dzień zaatakowali wyczerpany korpus koronny i go rozbili, biorąc pozostałych przy życiu żołnierzy i oficerów do niewoli. Śmiertelnie ranny Stefan Potocki zmarł kilka dni po zakończeniu bitwy.

Świadomość utraty przeszło 60% sił w ciągu półtorej miesiąca i osobista tragedia w postaci śmierci syna spowodowała, że hetman wielki koronny Mikołaj Potocki stracił głowę i wpadł w ciąg alkoholowy. Niewielkim wsparciem jest jego zastępca, hetman polny Marcin Kalinowski. Wojska koronne wróciły pod Korsuń, ale błyskawicznie działający Chmielnicki dopadł je tam 26 maja i zmusił do walki. Mając trzykrotną przewagę nad liczącą ok. 6 tys. ludzi armią hetmańską i przewidując, że Potocki będzie się chciał wycofać, Kozacy przygotowali na przewidywanej trasie odwrotu zasadzkę. Trafili z przewidywaniami – złapane w pułapkę i unieruchomione w wąwozie, ostrzeliwane ze wszystkich stron oddziały koronne skapitulowały po krótkiej walce, dostając się niemal w komplecie wraz z hetmanami do niewoli tatarskiej. W ten sposób w ciągu miesiąca Rzeczpospolita utraciła najlepsze swe jednostki bojowe – wojska kwarciane – oraz najwyższe dowództwo, co przyczyniło się do eskalacji rebelii, przeradzającej się coraz wyraźniej w wojnę domową. Kozacy i Tatarzy opanowali południowo-wschodnie prowincje Rzeczypospolitej, dokonując tam na masową skalę rabunków i masakr na szlachcie i kojarzonych z nią Żydach. W swoim żywiole byli Tatarzy biorąc w tysiącach jasyr i odchodząc ze zdobyczą większą niż wcześnie przypuszczali na Krym. Chan Islam III Girej widząc skalę sukcesu podjął decyzję o zaangażowaniu większej niż dotychczasowa liczby swych wojsk w powstanie, dążąc do optymalizacji zysków.

 Pochód kozacki

Po serii zwycięstw Chmielnickiego jedyną siłą Rzeczypospolitej na kresach południowo-wschodnich był korpus prywatny Jeremiego Wiśniowieckiego, kontrolujący Zadnieprze, czyli Ukrainę lewobrzeżną. Kilkutysięczny oddział nie był stanie jednak zahamować postępów wielokrotnie silniejszych wojsk powstańczych, stąd decyzja Wiśniowieckiego o podjęciu odwrotu w głąb Rzeczypospolitej i ewakuacji z Ukrainy szlacheckiej i żydowskiej ludności cywilnej, którą bronił przed rzezią. Ponieważ Chmielnicki całkowicie kontrolował prawy brzeg Dniepru, Wiśniowiecki podjął udaną próbę przebicia się na północ w kierunku Wielkiego Księstwa Litewskiego, bezlitośnie niszcząc mniejsze oddziały kozackie i siejąc terror na trasie swego przemarszu. Po odwrocie Wiśniowieckiego Chmielnicki stał się niepodzielnym panem południowo-wschodnich ziem Rzeczypospolitej.

Maj 1648 roku przyniósł jeszcze jeden cios Rzeczypospolitej – 20 maja  zmarł nagle król Władysław IV, posiadający u Kozaków wielki szacunek, zresztą odwzajemniony. Był on jedynym człowiekiem, który był w stanie uśmierzyć bunt, lecz nie zdążył już tego zrobić, kończąc żywot w najmniej odpowiednim momencie. Deklarujący w stosunku do króla lojalność Zaporożcy, po jego śmierci tracili poczucie przywiązania do Rzeczypospolitej. Nagły zgon i bezkrólewie pogłębiło chaos i panikę wywołaną wydarzeniami na Ukrainie. Na szczęście Chmielnicki w tym momencie musiał wstrzymać swą kampanię. Po pierwsze, napływ ochotników do armii powstańczej wymusił jej reorganizację. Po drugie, Kozacy i Tatarzy oddali się z pasją rabowaniu zdobytych dworów szlacheckich i magnackich i sianiu terroru na opanowanych terenach. Po trzecie, Tatarzy odeszli na Krym, by odstawić wielotysięczną rzeszę wziętych w jasyr. Hetman kozacki pod nieobecność tatarskiego sprzymierzeńca, nie zdecydował się na dalsze działania militarne, a próbując zapobiec kontrofensywie sił Rzeczypospolitej, zaproponował rokowania. Tą propozycją trafił doskonale, gdyż w czasie bezkrólewia krajem rządził wpływowy kanclerz koronny Jerzy Ossoliński, będący rzecznikiem pokojowego zakończenia wojny domowej i otwarty na pewne ustępstwa wobec Kozaków. Porozumieniu przeciwni jednak byli przedstawiciele szlachty i rodów magnackich, mający posiadłości na ziemiach objętych powstaniem i przez nie zagrożonych, głównie Zasławscy, Koniecpolscy, Wiśniowieccy i Ostrogscy. Niekwestionowanym liderem tej grupy był kniaź Jeremi Wiśniowiecki, który po odstawieniu eskortowanych mas ludności cywilnej na ziemiach białoruskich powrócił ze swym oddziałem na teren walk i mimo przejściowego zawieszenia działań wojennych prowadzi brutalną akcję pacyfikacyjną, czym wywołał furię powstańców, minimalizując tym samym szanse na jakikolwiek consensus w oficjalnych negocjacjach prowadzonych przez wojewodę Adama Kisiela z Bohdanem Chmielnickim. W dniu 28 lipca 1648 roku pod Konstantynowem, dowodząc swym korpusem, Wiśniowiecki odparł wielokrotnie silniejszy hufiec kozacki, prowadzony przez Maksyma Krzywonosa, zadając mu ciężkie straty.

Ponieważ armia koronna pod Korsuniem utraciła swych dowódców – obydwu hetmanów – pojawiła się konieczność wyznaczenia nowego jej dowódcy. Samowolne poczynania Wiśniowieckiego zamknęły mu drogę do tego stanowiska, choć najlepiej się do niego nadawał. Ossoliński, mający konflikt osobisty z Wiśniowieckim i prezentujący inna koncepcję rozwiązania problemu kozackiego zdołał przeforsować nadanie stanowiska regimentarzy, tj. dowódców wojskowych pod nieobecność hetmanów, trzem magnatom: młodemu i niedoświadczonemu Aleksandrowi Koniecpolskiemu, zniewieściałemu Dominikowi Zasławskiemu i  Mikołajowi Ostrorogowi. Pod nowym dowództwem udało się skoncentrować niemal 30-tysięczną armię, w skład której weszły liczne oddziały prywatne magnatów oraz szlacheckie pospolite ruszenie. Zgromadzono też imponującą artylerię. Ducha bojowego jednak w tym wojsku nie było.

Kiedy Tatarzy powrócili, Chmielnicki wznowił kampanię, odważnie ruszając naprzeciw wojskom koronnym. Kontakt bojowy obydwie grupy osiągnęły w pobliżu miejscowości Piławce w dniu 23 września 1648 roku. Pod względem liczebności siły stron były wyrównane, jednak bitwa piławiecka miała niecodzienny przebieg, gdyż zakończyła się na dobrą sprawę zanim się zaczęła. Mimo początkowego sukcesu sił koronnych, 24 września regimentarze zamiast do walki, poprowadzili żołnierzy do bezładnej i panicznej ucieczki z obozu, zostawiając całą artylerię i tabor z zaopatrzeniem w ręku Chmielnickiego. Straty w ludziach po obydwu stronach były minimalne, lecz mimo to armia koronna właściwie przestała istnieć. Droga wgłąb Rzeczypospolitej po tak łatwo odniesionym sukcesie stanęła przed rebeliantami otworem.

Wydarzenia spod Piławiec  spowodowały, że przerażona szlachta zaczęła podzielać plan pokojowego rozwiązania problemu Zaporożców za wszelką cenę, widząc w koalicji kozacko-tatarskiej siłę niemożliwą do powstrzymania. I to przeważyło o wyniku wolnej elekcji. W listopadzie na króla wybrany został Jan Kazimierz Waza, kandydat frakcji ugodowej, do niedawna kardynał, brat zmarłego pół roku wcześniej Władysława IV. Podjął on próbę porozumienia z Chmielnickim, który w tym czasie stanął pod murami Lwowa i Zamościa. Zima, która wkrótce nadeszła zamroziła działania wojenne.

 Chmielnicki z Tuhaj-bejem pod Lwowem

Kampania 1648 roku przyniosła bezprecedensowy sukces powstańcom. Lokalna rebelia zaporoska przerodziła się w regularną wojnę domową, w której powstańcy opanowali niemal całość ziem Ukrainy, bezwzględnie eksterminując zamieszkałych tam Żydów i szlachtę, która nie zdołała uciec. Wszystkie majątki zostały do szczętu zrabowane i zdewastowane. Pod względem gospodarczym ziemie te cofnęły się w rozwoju o kilkadziesiąt lat. Straty demograficzne również były bolesne i to nie tylko wskutek walk, lecz bezkarnej działalności Tatarów, którzy brali tysiącami jasyr wśród lokalnej ludności ruskiej. Co ważne, działo się to za całkowitym przyzwoleniem przywódcy powstania, który w ten sposób słono płacił za sojusz z ordyńcami. Jednak mimo to, Chmielnicki był panem całej wschodniej części Korony gromiąc w trzech bitwach jedną z najsilniejszych armii europejskich i odnosząc sukces, który zapewne przekraczał jego oczekiwania z wiosny 1648 roku.  Runda I powstania to faktyczny knockdown, jaki Rzeczypospolitej zafundowali powstańcy.           

 

Runda II: Kto kogo? – rok 1649.

Król Jan Kazimierz po koronacji podjął kroki na rzecz uśmierzenia buntu i wysłał na Ukrainę emisariuszy pokojowych, którym przewodził wojewoda bracławski Adam Kisiel. Nowy monarcha usiłował ukontentować ambicje osobiste Bohdana Chmielnickiego przyznając mu oficjalny tytuł hetmana zaporoskiego, buławę i sztandar, ale po stronie kozackiej woli porozumienia nie było. Rokowania rozpoczęte w lutym 1649 roku nie przyniosły efektu, więc wiosną wojnę domową wznowiono. Dwóch z trzech niefortunnych wodzów spod Piławiec zastąpiono nowymi regimentarzami, lecz ponownie wśród nich nie znalazł się Jeremi Wiśniowiecki. W dalszym ciągu powstańcy dysponowali wyraźną przewagą liczebną, w związku z tym regimentarze założyli warowny obóz w Zbarażu. Formalnie dowództwo sprawowali Mikołaj Ostroróg, Stanisław Lanckoroński i Andrzej Firlej, ale we wszystkim stosowali się do rad Jeremiego Wiśniowieckiego uznając w nim faktycznego dowódcę.

W dniu 10 lipca pod Zbaraż dotarły wojska kozacko-tatarskie, rozpoczynając oblężenie, które było popisem bohaterstwa i determinacji obydwu stron. Zgrupowanie armii koronnej pozostawało jednak niezwyciężone. Wielotygodniowe oblężenie i skuteczna blokada kozacko-tatarska spowodowała wyczerpanie zapasów żywności przez obrońców, którym wkrótce zaglądnął w oczy głód. Sytuacja żołnierzy Wiśniowieckiego stała się dramatyczna. Oblężonych próbowano choćby częściowo odciążyć. W czasie szturmowania Zbaraża na dalekim zapleczu Chmielnickiego, na Kijowszczyznę rajd przeprowadziła kilkutysięczna armia litewska hetmana Janusza Radziwiłła, która rozbiła napotkane oddziały kozackie Kryczewskiego pod Łojowem. Front litewski spełniał jednak rolę drugorzędną. Obrońców Zbaraża uratował Jan Kazimierz, który pojawił się w okolicy z odsieczą. Wprawdzie król dał się zaskoczyć Kozakom i Tatarom pod Zborowem, tocząc w dniach 15-16 sierpnia mającą niepomyślny przebieg bitwę, jednak przy walnym udziale kanclerza Jerzego Ossolińskiego zdołał się porozumieć z chanem Islamem III Girejem za plecami Chmielnickiego. Za cenę niebagatelnego  okupu, chan zaprzestał walki, dokonał politycznej wolty i wymusił na Chmielnickim pojednanie się z królem. W ten sposób podpisana została ugoda zborowska, która zakładała przede wszystkim zwiększenie rejestru do wielkości 40 tysięcy, pozostawienie w ręku Chmielnickiego buławy hetmana zaporoskiego, wyjęcie województw południowo-wschodnich Rzeczypospolitej spod strefy operowania wojsk koronnych i osadnictwa szlacheckiego – na terenach tych powstała tzw. Hetmańszczyzna, czyli autonomiczne terytorium kozackie. Ponadto uczyniono ustępstwa wobec cerkwi prawosławnej, między innymi zaprzestając forsowania tzw. unii brzeskiej.

Obiektywnie warunki te spełniały oczekiwania Zaporożców z wiosny 1648 roku, lecz w warunkach lata 1649 roku, kiedy to obydwie grupy armii koronnej były u progu klęski, ich nierozgromienie musiało być dla Chmielnickiego rozczarowujące. Zwłaszcza, że pod sobą miał siły znacznie większe niż przewidywany limit rejestru, więc respektowanie ugody obróciłoby zapewne niezadowolenie Kozaków w stronę ich hetmana. Kompromis zborowski nie odpowiadał też Rzeczypospolitej. Finansowanie stałej 40-tysięcznej rzeszy niepokornego wojska, które w każdej chwili mogło swą siłę obrócić przeciwko władzy państwowej było niemożliwe do zaakceptowania, a z uwagi na fatalny system działania państwowego skarbu – wręcz niewykonalne. Stąd na dłuższą metę kompromis był nie do utrzymania, będąc tylko czasowym zawieszeniem broni, pozwalającym na reorganizację i obustronne przygotowania do ostatecznego rozstrzygnięcia militarnego.  

 

Runda III: „Zimna” wojna 1650 roku.

Rok 1650 to czas, w którym oficjalnie żadnych działań wojennych nie było, ale stan, jaki obowiązywał w Rzeczypospolitej na pewno nie można nazwać pokojową współegzystencją. Sejm Rzeczypospolitej zatwierdził postanowienia zborowskie, części poszkodowanym jego warunkami rodom wypłacono częściową rekompensatę. Wiosną 1650 roku Tatarzy wypuścili dwóch skonfliktowanych ze sobą hetmanów koronnych, którzy powrócili do kraju. Wkrótce po tym niespodziewanie zmarł kanclerz wielki koronny Jerzy Ossoliński, co w znacznym stopniu zredukowało wpływy frakcji ugodowej względem Chmielnickiego i zaostrzyło ponownie nastroje konfrontacyjne. Znaczącą ewolucje przechodziła w owym czasie również strona kozacka. Bohdan Chmielnicki i starszyzna kozacka de facto byli suwerenami na Ukrainie, prowadząc niezależną od Warszawy politykę zagraniczną, przyjmując wysłanników państw ościennych. Coraz bardziej realnych kształtów nabierała koncepcja dokonania secesji wobec Rzeczypospolitej i ogłoszenia istnienia samodzielnego państwa kozackiego. Jednakże Chmielnicki, wikłający się w misterne gry polityczne, zdawał sobie sprawę z fikcyjności niepodległościowych zamiarów. Państwo kozackie wtłoczone między trzy mocarstwa nie miało racji bytu będąc buforem między Moskwą, Turcją i polsko-litewską monarchią. Sam sojusz z Tatarami skłaniał Chmielnickiego do związków politycznych z Turcją. Podważył tym samym wcześniejsze zapewnienia o wierności Rzeczypospolitej. Powstanie weszło w etap, w którym niemożliwe stało się odwrócenie podjętych już działań.

 

Runda IV: Rok 1651 -  Jak feniks z popiołów...

Działania wojenne w ramach powstania Chmielnickiego wznowiono jeszcze w zimie 1650 roku. Silny, kilkunastotysięczny oddział kozacki atamana Daniły Nieczaja, starł się pod Krasnem w drugiej połowie lutego z korpusem hetmana polnego Marcina Kalinowskiego.  Bitwa skończyła się pierwszym efektownym zwycięstwem polskim w tej wojnie. Zwycięzcy podjęli kontrofensywę, ale zostali wyparci z powrotem, a w maju zmuszeni do stoczenia krwawej bitwy pod Kopyczyńcami. Cała zimowo-wiosenna akcja zaczepna grupy Kalinowskiego na Ukrainie stanowiła preludium do starcia głównych grup obydwu armii. Kozacy koncentrowali swoje siły z całej Ukrainy i przygotowali gigantyczny tabor, z Krymu nadciągnął Islam III Girej z bardzo liczną tatarską kawalerią. Chmielnicki nie zaniedbał dywersji na tyłach wojsk królewskich, gdyż z jego inspiracji niejaki Aleksander Kostka-Napierski usiłował wywołać rozruchy chłopskie w Małopolsce, choć jego działania odniosły chwilowy sukces jedynie na Podhalu i zostały łatwo zdławione.

Jan Kazimierz, król i głównodowodzący również prowadził intensywne przygotowania wojenne zwołując pospolite ruszenie, prowadząc masowe zaciągi piechoty najemnej i gromadząc artylerię. Monarcha zaplanował kombinowaną ofensywę sił koronnych z zachodu i wojsk litewskich z północy, które miały splądrować zaplecze kozackie i w miarę możliwości związać walką jak największą ilość Kozaków, odciągając ich od głównego teatru działań. Armia koronna dowodzona przez króla ruszyła w czerwcu 1651 roku przeciwko siłom kozacko-tatarskim. Obydwie potężne masy wojska spotkały się pod Beresteczkiem, gdzie pod koniec czerwca doszło do największej, trwającej 3 dni, bitwy tamtych czasów. Po pierwszym dniu zwycięskiego dla Polaków pojedynku kawaleryjskiego z Tatarami, następnego dnia Chmielnicki przeprowadził gwałtowne natarcie z prawego skrzydła, które omal nie przebiło się na tyły przeciwnika. Czujny podczas bitwy król wsparł jednak dowodzących na krytycznym odcinku Marcina Kalinowskiego i Jeremiego Wiśniowieckiego siłami z centrum, co zatrzymało natarcie wroga. Jan Kazimierz, dowodzący środkową częścią zgrupowania polskiego skutecznie harmonizował działania kawalerii, piechoty i artylerii i nie dał Chmielnickiemu możliwości przełamania linii wojsk królewskich. Trzeciego dnia bitwy pod wpływem morderczego ognia polskiego centrum i szarży lewego skrzydła zachwiały się pozycje Tatarów. Chan, który w pewnym momencie znalazł się pod ogniem, uciekł z pola bitwy razem ze swoimi czambułami, uprowadzając przy okazji Chmielnickiego. Sytuacja osamotnionych na placu boju, pozbawionych swego dowódcy Kozaków stała się wówczas beznadziejna.  Zdecydowali się oni bronić wewnątrz swego potężnego taboru, z wolna się wycofując z placu boju. Dając popis swej skuteczności i niezłomności Siczowcy stawiali opór do 7 lipca, ale nie zdołali się w sposób zorganizowany wycofać. Niewielu przeżyło tę obronę.

 Wiśniowiecki pod Beresteczkiem

Zwycięstwo, choć bezdyskusyjne, doprowadziło jednak do rozprzężenia w obozie królewskim, pospolite ruszenie w oka mgnieniu rozeszło się do domu. Król powierzył kontynuowanie kampanii hetmanowi Mikołajowi Potockiemu, część swych sił wycofali magnaci. Dodatkowo, nagle w sierpniu umarł niezmordowany Jeremi Wiśniowiecki, najpopularniejszy i najzdolniejszy z polskich wodzów. Mimo tej kiepskiej dla armii koronnej serii, kampania była kontynuowana w sierpniu i wrześniu. Ofensywę ukraińską Potockiego wsparło uderzające na Kijowszczyznę wojsko litewskie, ponownie pokonując pod Łojowem siły kozackie i zajmując Kijów. Powstańcy przeżywali latem 1651 roku bardzo trudne chwile, tracąc błyskawicznie swój dotychczasowy stan posiadania, ale nie zostali złamani. We wrześniu, w bitwie pod Białą Cerkwią, nie dali się rozbić wojskom Rzeczypospolitej. Nastąpił klincz, żadna ze stron nie mogła przemóc drugiej. Impas przełamało podpisanie ugody białocerkiewnej w dniu 28 września.  Sytuacja uległa wyraźnej zmianie w porównaniu do 1649 roku na niekorzyść Chmielnickiego, co znalazło odzwierciedlenie w cofnięciu ustaleń zawartych pod Zborowem. Kozacy zobowiązali się do zerwania związków z Turcją i sojuszu z Tatarami, Chmielnicki wyrzekł się prowadzenia jakichkolwiek działań dyplomatycznych, terytorium autonomii kozackiej, Hetmańszczyzny, uszczuplone zostało do województwa kijowskiego, zaś rejestr okrojono o połowę do poziomu 20 tysięcy. Z punktu widzenia Siczowców te warunki, wymuszone okolicznościami, były regresem w stosunku do wcześniejszego stanu, przez co niezadowalające. Z kolei dla króla i szlachty przyjęte ustalenia, choć dalekie od wymarzonych, były możliwe do zaakceptowania, stanowiąc jedyny w powstaniu i ostatni w życiu sukces negocjującego je Mikołaja Potockiego, który wkrótce zmarł. Niestety, okazało się, że podobnie, jak w przypadku wcześniejszego porozumienia, również te okazało się nie finałem wojny, a tylko krótką przerwą na regenerację sił do dalszego boju.

 

Runda V: Umiędzynarodowienie wojny domowej.

Sekwencja wydarzeń roku 1651 pozwalała przypuszczać, że Rzeczpospolita przywróciła kontrolę nad Ukrainą. Nic z tych rzeczy. Bohdan Chmielnicki tak zdążył się przyzwyczaić do roli władcy samodzielnego, a Kozacy do nieskrępowanego decydowania o swych krokach, że żołnierze musieli znowu skrzyżować szable w polu. Hetman zaporoski prowadził wbrew ustaleniom białocerkiewnym samodzielną politykę zagraniczną, a nawet dynastyczną, poszukując możliwości wżenienia swego syna Timofieja w ród panujący w Mołdawii. Stworzenie w ten sposób perspektywy ewentualnej unii personalnej mołdawsko-kozackiej po pierwsze związałoby Hetmańszczyznę z Turcją, której lennikiem był hospodar mołdawski, a po drugie,  było złamaniem ustaleń obowiązującej ugody. Dodatkowo, sam Wasyl Lupu, władca Mołdawii, nie chciał ryzykować konfliktu z Rzecząpospolitą, zatem potencjalnego zięcia odprawił z krótkim „nie”. Chmielniccy nie uznali tej odpowiedzi i przygotowali wyprawę, mającą przekonać hospodara do ponownego rozważenia kozackiej oferty matrymonialnej. Uzyskując wsparcie tatarskie, z liczącym około 45 tysięcy kontyngentem podjęli marsz na Mołdawię.

Zamiary kozackie były znane w Warszawie i sprowokowały kontrakcję Rzeczypospolitej. W sytuacji wakatu na urzędzie hetmana wielkiego koronnego po śmierci Mikołaja Potockiego, głównodowodzącym armii koronnej był hetman polny, Marcin Kalinowski.  Przeciął on trasę przemarszu wojskom przeciwnika pod Batohem, gdzie założył obóz warowny, licząc, że uniemożliwi im tym sposobem sforsowanie rzeki Boh i dalszy marsz na Mołdawię. Okazało się jednak, że Zaporożcy i Tatarzy przekroczyli rzekę w innym miejscu, po czym okrążyli obóz Kalinowskiego. Sama bitwa pod Batohem w dniach 1 – 2 czerwca 1652 roku nie przypominała heroicznej obrony Zbaraża – nie ten dowódca, nie ten duch bojowy. Kiepskie dowodzenie i niesubordynacja wojska koronnego sprawiły, że doszło do rozruchów między żołnierzami polskimi wewnątrz obozu i wybuchu w nim pożaru. Przy ogólnym zamieszaniu Chmielnicki podjął generalny szturm wzdłuż całej linii umocnień, który zakończył się zdobyciem obozu. W walce zginął nadrabiający odwagą błędy taktyczne Kalinowski. Nazajutrz na wyraźne życzenie Chmielnickiego, Tatarzy dokonali masowego mordu na jeńcach, wyrzynając 8 tysięcy najbardziej doświadczonych oficerów i żołnierzy Rzeczypospolitej. Jednym z nielicznych, którzy ocaleli cudem był Stefan Czarniecki, który nigdy nie zapomniał tej masowej egzekucji. Eksterminacja pod Batohem była najdotkliwszym ciosem, jaki zaznała Rzeczpospolita w tej wojnie.

Rzeź jeńców polskich pod Batohem

W sierpniu 1652 roku sterroryzowany przez Zaporożców hospodar wydał swą córkę za Timofieja Chmielnickiego, ale wpływy kozackie w Mołdawii skończyły się już po roku, kiedy to syn hetmana zaporoskiego poległ w walce o tron w Jassach w wyniku interwencji innego wasala tureckiego, Siedmiogrodu. Dodatkowo, mołdawska akcja Zaporożców w strefie wpływów tureckich musiała wzbudzić niepokój w Stambule. Mołdawskie zaangażowanie Siczowców oraz piorunujące wrażenie skutków rzezi batohańskiej sprawiło, że do większych starć między obydwiema stronami nie doszło do końca roku 1652. Chmielnicki dążył do oderwania Hetmańszczyzny od Rzeczypospolitej, a ta nie potrafiła mu w tym przeszkodzić. Sejm w lipcu podjął uchwałę o reformie wojska, ale strat kadrowych nigdy nie udało się w armii odrobić.

Wznowiono walki w roku 1653. W wielkim trudzie odtworzone wojsko koronne pod komendą Jana Kazimierza i nowego hetmana wielkiego koronnego Stanisława „Rewera” Potockiego podjęło ofensywę przeciwko Kozakom, która szybko ugrzęzła, a z chwilą przybycia na Ukrainę czambułów tatarskich zmieniła się w obronę. Król oczekiwał włączenia się do walk oddziałów mołdawskich i siedmiogrodzkich, które po wyrzuceniu z Jassy Kozaków, wspomogłyby go w walce przeciwko wspólnemu wrogowi. Z taką nadzieją armia koronna w drugiej połowie 1653 roku skryła się za szańcami obozu warownego pod Żwańcem. Pomoc jednak okazała się nikła, toteż po raz kolejny doszło do patowej sytuacji, jak dwukrotnie wcześniej w powstaniu: jedna strona nie była w stanie zdobyć umocnionych pozycji drugiej strony, która z kolei nie mogła odepchnąć spod swego obozu wroga. I ponownie jedynym wyjściem z takiej sytuacji okazał się niezadowalający nikogo kompromis.  Rozwój wypadków był zdumiewająco podobny do tych sprzed czterech lat, rozgrywających się pod Zborowem. Po przedłużających się grudniowych walkach, chan tatarski Islam III Girej, widząc trudne położenie Jana Kazimierza, a nie chcąc nadmiernie wzmacniać Kozaków zdecydował się na grę za plecami sojusznika i porozumiał się z królem, niejako wymuszając rozejm na Chmielnickim. Nawet warunki nowej ugody żwanieckiej były te same, co zborowskiej.  I podobne poczucie niezadowolenia z obydwu stron.

Sam hetman kozacki po raz kolejny przekonał się, jak kłopotliwym i niepewnym aliantem jest Orda Tatarska. Okazało się, że już niebawem sojusz ten stał się zbędny, gdyż do gry włączył się nieobecny dotąd w niej gracz.

 

Runda VI: Odwrócenie przymierzy.

Wojna domowa w Rzeczypospolitej była pilnie obserwowana i analizowana w Moskwie. Car Aleksy I odmawiając pomocy Chmielnickiemu w 1648 roku nie spodziewał się, że zaporoska ruchawka będzie w stanie tak zdestabilizować zachodniego sąsiada. Doszedł jednak do wniosku, że przeceniał siłę państwa polsko-litewskiego i uznał moment za dogodny, by spróbować przesunąć granicę swego panowania na zachód, zwłaszcza zaś odebrać Litwie Smoleńsk. Rosja budziła sporą sympatię znacznej części Kozaków, wśród których byli etniczni Rosjanie. Duże znaczenie miał fakt, że państwo carów było prawosławne, co dla antykatolicko usposobionych Kozaków było istotnym argumentem. Sojusznik tatarski był coraz bardziej uciążliwy i niewiarygodny. Dlatego, gdy w roku 1653 nastąpiło ocieplenie rosyjsko-kozackich relacji, wydarzenia potoczyły się szybko. Jeszcze przed zawarciem ugody żwanieckiej rosyjski Sobór Ziemski w październiku 1653 roku zaaprobował plan uznania Zaporoża za rosyjski protektorat i wypowiedzenia wojny Rzeczypospolitej. Wkrótce potem na Ukrainę zawitał carski emisariusz, bojar Wasyl Buturlin, który w Perejasławiu w styczniu 1654 roku wynegocjował z Siczowcami ugodę, regulującą relacje między Hetmańszczyzną a Rosją. Kozacy złożyli przysięgę na wierność carowi, uznali zwierzchność prawosławnej cerkwi rosyjskiej i zaaprobowali obecność garnizonu rosyjskiego w Kijowie za cenę utrzymania autonomicznego statusu Hetmańszczyzny, prawa wyboru hetmana przez Kozaków, utrzymania rejestru na poziomie 60 tysięcy i gwarancji dla starszyzny zaporoskiej. Ten akt diametralnie zmienił układ sił w tej części Europy. Prowadzący politykę równowagi w regionie chan Islam III Girej i jego następca Mehmed IV Girej zmienili front, stając się sojusznikiem Rzeczypospolitej przeciwko koalicji carsko-kozackiej.

Traktat perejasławski był dobrowolnym aktem secesji Zaporoża od Rzeczypospolitej, na mocy którego Kozacy przestali być poddanymi króla Jana Kazimierza, a zostali poddanymi Rosji. Dalsze zmagania na Ukrainie utraciły tym samym charakter wojny domowej, stając się południowym frontem wieloletniej wojny polsko-litewsko – rosyjskiej. Ugoda perejasławska kończyła więc formalnie powstanie Chmielnickiego, choć nie kładła kresu dalszym walkom w tym regionie.

Zamiast zakończenia…

We wrześniu 1658 roku w miejscowości Hadziacz Iwan Wyhowski, hetman kozacki, który zastąpił zmarłego  w 1657 roku Bohdana Chmielnickiego, przy pełnym poparciu starszyzny kozackiej, spotkał się z delegatami króla Jana Kazimierza, by podpisać nowy traktat, znoszący postanowienia ugody perejasławskiej z 1654 roku, wiążącej Sicz z Rosją. Wystarczyło pięć lat, by liderzy kozaccy zrozumieli, jak ciężkim brzemieniem jest carska władza.  Na mocy ugody w Hadziaczu Hetmańszczyzna jako Księstwo Ruskie miała stać się trzecim członem Rzeczypospolitej, obok Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego z własną wydzieloną reprezentacją w Sejmie. Starszyzna kozacka miała uzyskać status szlachecki, rejestr ustalono na poziomie 30 tysięcy, a prawosławie zrównano w prawach z katolicyzmem. W ten sposób miała zostać utworzona Rzeczpospolita Trojga Narodów. W lipcu 1659 roku wojsko zaporoskie Jego Królewskiej Mości , prowadzone przez Wyhowskiego zmiażdżyło interweniującą armię rosyjską kniazia Trubeckiego w wielkiej bitwie pod Konotopem. Dziś ma ona na Ukrainie status największej wiktorii w historii, porównywalnej do znaczenia, jakie dla Polaków i Litwinów ma zwycięstwo grunwaldzkie. Do powstania Rzeczypospolitej Trojga Narodów jednak nie doszło – jeszcze w 1659 roku biedota kozacka obaliła rządy Wyhowskiego i starszyzny i zadeklarowała powrót Zaporoża do Rosji. Kompromis z Hadziacza byłby optymalnym rozwiązaniem w 1648 roku, ale w 1659 roku było już na nie za późno. Przez te jedenaście lat zbyt dużo okrucieństw i nienawiści, rzezi i pacyfikacji miało miejsce, by mur nieufności mógł runąć.

 Rzeczpospolita Trojga Narodów wedle ugody z Hadziacza

Ukraina pozostawała w ogniu wojny praktycznie do końca XVII wieku, będąc terenem walk wszystkich ze wszystkimi. Kozacy, co chwilę zmieniający sojuszników, w końcu podzielili się. Część z nich pozostała wierna ugodzie perejasławskiej, część dążyła do powrotu pod polskie panowanie, część walczyła u boku Imperium Ottomańskiego i Tatarów. Owe rozbicie polityczne przełożyło się na podział Hetmańszczyzny między Rzeczpospolitą, Rosję i przejściowo Turcję. Niepodległe państwo kozackie nie powstało. Ukraina, zrujnowana i wyludniona przez nieustanne walki, na uzyskanie samodzielnego bytu państwowego będzie musiała czekać aż do lat 90-tych XX wieku.

 

 

Podobne artykuły


14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 716
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1078
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1239
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 781
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 878
13
komentarze: 1 | wyświetlenia: 765
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 792
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 632
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1081
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 542
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 610
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1153
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1149
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 554
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 356
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Wspaniały artykuł. Owacja na stojąco!

Akurat tym tematem fascynowałem się w czasach mojej młodości i w dalszym ciągu historią tzw. wojen kozackich interesuję się. Artykuł świetnie, bardzo konkretnie, opisuje wszelkie najważniejsze wydarzenia dotyczące tematu. Gratulacje!

To nadaje się na podręcznik dla naszej technokratycznej młodzieży, szkoda że tak mało o "lwie Lechistanu" królu Sobieskim. Wspaniała postać pod każdym względem, chyba w Japonii więcej wiedzą na jego temat niż tu nad Wisłą. Są tam jego fun kluby. Piszesz, że Tatarzy pod Batohem dokonali masowego mordu na jeńcach, wyrzynając 8 tysięcy najbardziej doświadczonych oficerów i żołnierzy- szkoda że i ten ...  wyświetl więcej

Zgadzam się, że warto zająć się życiorysem "lwa Lechistanu", bo nazwisko "Sobieski" bardziej kojarzone jest dziś z marką alkoholu, niż z postacią króla. Zastanawiam się czy się tego nie podjąć w następnym artykule. W powyższym tekście było to niemożliwe, bo rola Jana w powstaniu Chmielnickiego była marginalna, choć np. pojawił się pod Żwańcem. Pozdrawiam.

to też mój ulubiony i najbardziej interesujący okres historyczny w prawdzie tak długi artykuł że musiałem rozdzielać czytanie ale to nie ma znaczenia bo to świetny tekst. sam dzięki niemu dowiedziałem się kilku nowych rzeczy...pozdrawiam...

  dalbert,  07/03/2010

Dawno już nie czytałem tak dobrego opracowania fascynującego tematu Powstania Chmielnickiego. I - za co cześć i chwała - autor uniknął powszechnego zapatrywania się na owo powstanie z punktu widzenia Sienkiewicza. Brawo!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska