Login lub e-mail Hasło   

Hipisi - brudasy czy kapłani?

Hipisi niepokoją, ponieważ swoimi poglądami i sposobem życia wywracają do góry nogami elementarne oczekiwania dorosłych /Jankowski/ . Kilka słów o wiecznych, kolorowych dzieciach.
Wyświetlenia: 17.906 Zamieszczono 16/02/2009

Make love, not war!

W dzisiejszych czasach chyba nie znajdziemy nikogo, kto nie miałby bladego pojęcia o ruchu hippisowskim. Co jakiś czas w mediach spotykamy się z drobnymi informacjami na temat tej kontrkultury i jej współczesnego echa, wspominaniami z nutką tęsknoty, czy też skrajnym potępieniem. Jedni patrzą na hipizm pod kątem swojej własnej młodości, którą kojarzą z wolnością, lekkością i zapomnieniem. Inni w młodzieży, która należy (należała) do tej subkultury widzi brudasów, odszczepieńców, pasożytów, pijaków i narkomanów. Tak... gitara pod pachą, alkohol płynący w żyłach, a w ręku napełniona strzykawka. Do szczęścia potrzeba im tylko łatwego partnera seksualnego i litra taniego wina, prawda? Nie lubimy hippisów, oj nie...

Jak to się zaczęło?

Hipizm miał swój początek w dalekiej Kalifornii - stanie wielkich willi i wszechobecnego przepychu. Idealne rodziny, dostępność wszelkich materialnych zachcianek – ziszczony amerykański sen. Ponad 70% hipisów wywodzi się z wyższej klasy średniej. Na wyciągnięcie ręki były wszystkie dobrodziejstwa, których pragnie młody człowiek. Dzieciaki od dzieciństwa były otaczane przez przepych, a ich rodzice swoją postawą udowadniali, że szczytem marzeń i celem życiowym jest kariera zawodowa. Hipotetycznie powinni chcieć być tacy jak rodzice, zarabiać mnóstwo pieniędzy i zostać w życiu „kimś”.

Gdy młodzi ludzie mogli już samodzielnie myśleć – tzn. gdy wkroczyli w młodzieńczy wiek i zaczęli mieć własne zdanie, to zaczęli się buntować przeciwko mieszczańskim realiom. I tu niespodzianka! Dziecko pewnego dnia zamiast cieszyć się z nowego samochodu, który ma dostać na szesnaste urodziny - informuje opiekunów, że rezygnuje ze wszystkiego co materialne, przeprowadza się do komuny i od dziś będzie wieść życie hipisa. Dlatego „pierwotni” hipisi byli wykształconymi ludźmi, bo skończyli szkołę, otrzymali dobre, często prywatne wykształcenie. Mieli doskonałe perspektywy, z których z własnej woli zrezygnowali. Prawda jest niestety taka, że bogactwo izoluje od reszty świata w takim samym stopniu jak ubóstwo.

Chęć ucieczki od mieszczańskiego światka siedzi głębiej... dzieci w bogatych domach były wychowywane pod szklanym kloszem. Nie mogły bawić się na zewnątrz, bo nigdzie nie było placów zabaw, tylko ruchliwe ulice. Ich życie ograniczało się do domu i szkoły... Trudno w to uwierzyć, ale były to naprawdę samotne i izolowane dzieci. Samotne dzieciaki i ich rodzice zamykali się we własnym hermetycznym świecie, do którego mało kogo wpuszczali. Tutaj widzimy, że młodzi ludzie uciekają od dławiącej samotności do ludzi, którzy są tacy sami jak oni. Nie zaznali jedności ze strony społeczeństwem, nie doświadczyli otwartości innych, nie znają wolnego życia, bo ciągle byli skrępowani, znajdowali się pod presją, nie robili tego, na co mieli ochotę. A tu nagle znajduje się złoty środek! Wolność, której tak bardzo pragnęli, wyzwolenie, które było im niesamowicie potrzebne i jedność z intrygującymi, otwartymi ludźmi. Uciekli od nadmiaru bogactwa do środowiska, które jest bliższe naturze. Całe życie czuli niedosyt, poczucie braku, zagubienia... Wypadli ze swojego społeczeństwa, które nie dawało im tego, co oczekiwali, a trafili do grupy, która dawała im wszystko, czego do tej pory nie zaznali.

Jak hipisa widzieli inni?

W Ameryce lat 60 sprzeciw wobec hipisów był jeszcze większy, niż dzisiejsza niechęć do nich. Było tak ponieważ ludzie błędnie rozumieli pojęcie „hipis”. Każde złe zachowanie ze strony młodzieży kwitowali zdaniem: „przeklęci hipisi!”. Zniszczone ławki, brudne autobusy, zdeprawowana młodzież – to wszystko przez hippisów! Bo łażą, zachowują się głośno, nie wiadomo czego szukają, ani czego chcą. Bardzo ważne jest to, że hipisi w Amerykanach wywoływali złe skojarzenia (co jest całkiem zrozumiałe). Na zdaniu o członkach tej subkultury zaważyła głośna (także w Polsce) sprawa Charlesa Mansona (uznawany za hipisa), oraz wypadek wysadzenia gmachu fizyki w Madison (sprawcami byli długowłosi, młodzi ludzie). Warto powiedzieć kilka słów o Mansonie – bo ten człowiek faktycznie był „hippisem” (choć w jego wypadku słowo trzeba wziąć w cudzysłów). Gdy wkroczył do środowiska Dzieci Kwiatów czuł się doskonale – znalazł azyl, łatwe dziewczyny i schronienie. W końcu lat 60. założył komunę (sektę) „Rodzina”, która pomogła mu w dokonaniu wielu morderstw. Mówił, że ludzkość czeka wielka rewolucja społeczna, wojna międzyrasowa i koniec świata. Manson (wraz z „Rodziną”) zamordował ok. 35 osób, choć prawdziwa liczba morderstw jakie popełnił nie jest znana. Zamordował w tym podróżnika Wojciecha Frykowskiego i Sharon Tate (ówczesną żonę Romana Polańskiego). W zdominowaniu umysłów ludzi posługiwał się jego własnymi interpretacjami piosenek Beatlesów.

Hippisowanie od środka.

Pojęcie hipizmu zgłębiał socjolog prof. Lewis Yablonsky. Zbadał on etymologiczne pochodzenie słowa „hipis”. Według niego w latach 30 pojawiło się słowo hep-cat określające ludzi, którzy przepadali za swingiem i jazzem. W latach 50 słowo hep zastąpiło słowo hip. Gdy ktoś jest hip – to znaczy, że zna się na doznaniach zmysłowych i czerpie radość ze spraw niedostępnych dla zwykłych ludzi. Słowo miało wydźwięk bardzo pozytywny. Określenie hep w międzyczasie zmieniło swoje znaczenie – było dla ludzi, którzy żyją w zgodzie ze światem konwencjonalnym, czyli normalnie pracują i wspinają się po szczeblach kariery zawodowej.

Słowo „hippie” zostało wdrożone do języka amerykańskiego po publikacji artykułu „The social history of the hippies” w Ramparts w 1967 roku.

Ciekawą sprawą jest to, że „hipisi” chcieli odejść od tego określenia. W San Francisco odbyło się pożegnanie z symbolami ruchu – koralikami i świecidełkami. Chcieli zmienić nazwę człowieka wyznającego hipisowski styl życia na „Free man” (Wolny Człowiek), jednak w ogóle się ona nie przyjęła.

Dezyderata.

Dla hipisów bardzo ważnym utworem była Dezyderata. Jest to wiersz (poemat) Maxa Ehrmanna z 1927 roku. Zawiera przepis na to: jak żyć?

Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny...

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

Prawdziwe Dzieci Kwiaty?

Hipisi to młodzi ludzie – od 15 do 20 lat, czasem zdarzy się ktoś starszy (dziś mamy dinozaurów hippizmu, ale w tamtych czasach młodzież była najliczniejszą grupą, to wiadome). Niektórzy ludzie (zwłaszcza studenci) sympatyzowali z hipisami – ubierali się w bardzo podobny sposób, jednak podobieństwo na tym się kończyło. Nawet pod koniec lat 60 trudno było odróżnić prawdziwych hipisów od zwyczajnych pozerów. Do San Francisco przybywały masy ludzi, aby zobaczyć prawdziwe „Dzieci Kwiaty”, jednak nie zawsze się to udawało. Yablonsky dokonał podziału hipisów na prawdziwych i hipisopodobnych. Powiecie, że najprościej jest tak podzielić, to niesprawiedliwe, że to zbyt uproszczony podział, jednak wytłumaczony dalej staje się on bardziej zrozumiały.

Prawdziwi hipisi dzielili się na: kapłanów (priests), którzy zajmowali się duchową sferą ruchu. Stanowili około 15% ogółu. Drugą podgrupą byli nowicjusze (ok. 35%). Reszta, to trzecia grupa – hipisopodobni, którzy udają tych prawdziwych, lub po prostu znaleźli się w grupie z przypadku. Kapłani stoją tak jakby najwyżej – są mentorami, opiekunami, lecz służą nowicjuszom (...pozerom również) i znajdują się na równi z nimi. Ich zadaniem jest zakładanie samowystarczalnych komun rolnych (choć tak naprawdę samowystarczalnych było bardzo mało). Kapłani zażywali regularnie LSD i palili marihuanę. Stany w których się znajdowali po narkotykach miały poszerzać ich światopogląd, pomagać w rozwoju wewnętrznym i osiągnięciu całkowitej mentalnej wolności. Kapłanom odpowiadało życie jakie wiedli, ponieważ odnaleźli w nim spokój i wyciszenie. Mówiąc o hipisach nie można uniknąć tematu narkotyków. A wiecie, że właśnie przez środki poszerzające świadomość tak wielka jest liczba "hipisów hipisopodobnych"? Dziecko Kwiatu to człowiek wolny, a narkotyki go zniewalają – niestety nie każdy to rozumie. Prawdziwy hipis jeśli używa narkotyków to jest to jedynie marihuana i LSD. Amfetamina, jej pochodne i heroina są niedozwolone, ponieważ prowadzą do upadku i uzależnienia człoiweka. W dzielnicach hipisowskich na murach były malowane (przez samych hipisów) napisy: „speed kills!”.

Pozer, pozer!

Kolejny podział Yablonskiego obejmuje pseudouczestników ruchu:

- teenyboppers – są to nastolatki, które są zafascynowane nowym stylem życia. Ekscytuje je inność środowiska, fryzury, moda, muzyka. To oni najbardziej ze wszystkich hipisów epatują swoją zewnętrznością. Moda (która u hipisów powinna być niedbała, wygodna, luźna) jest przez nich podrasowana – tutaj obcisła bluzeczka, opadnięte ramiączko, odsłonięty fragment piersi, czy pośladka. Generalnie hippisują na złość swoim rodzicom i bardzo często kończą w szponach nałogu narkotykowego. Prawdziwa idea ruchu jest dla nich magią, lub po prostu nieznaną tajemnicą.

- młodociani narkomani – pisałam o nich wyżej. Narkotyki hipisom służą do wywołania stanu oświecenia umysłowego, a nie – jak im – do uzyskania uczucia euforii, upojenia narkotycznego. Hipisi ze swoim pokojowym nastawieniem często dają schronienie narkomanom i świadomie (bądź nieświadomie) włączają ich czasem do grupy.

- ludzie z zaburzeniami psychicznymi – są to ludzie z przeszłością powiązaną z różnymi ośrodkami pomocy. Kiedy opowiadają o swoich wizjach są bardzo wiarygodni, wszyscy inni myślą, że to przez narkotyki, a tak naprawdę, to były obrazy kreowane przez chorą psychikę.

- odszczepieńcy, dziwadła, mieszanina różnych podejrzanych grup – czyli wszyscy, którzy znaleźli się z przypadku. Grupy motocyklistów: „Aniołowie Piekła”, „Czarne Anioły”, ludzie pokroju Mansona, oraz ci, którzy szukają w grupie rozrywki i  łatwych partnerów seksualnych.

Normalne życie?

Z pewnością zastanawialiście się skąd hipisi biorą pieniądze i jak żyją tak na co dzień? Co z dziećmi, które wskutek „wolnej miłości” często się „przydarzają”? Z pieniędzmi nie mają jakichś większych problemów, bo do szczęścia wystarczy im minimum. Żyjąc w komunie mają wszystkiego pod dostatkiem, wystarczy, że kilku z nich przyjmuje zasiłek dla bezrobotnych. Nie jest on wysoki, ale wystarczający. Czasem zdarzają się umowy z supermarketami – w których codziennie marnuje się dużo jedzenia. Hipisi wywożą te jedzenie (za to też dostają trochę pieniędzy) do swoich komun i mają darmową żywność. Warto zaznaczyć, że nie jest to tak, że hipisi nie chcą pracować, nic z tych rzeczy... to jasne, że wolą siedzieć i „robić swoje”, ale kiedy nie ma wyjścia i trzeba zapłacić za coś – trudnią się dorywczymi zajęciami. Nawet kapłani, którzy z założenia powinni leżeć i poszerzać swoją świaomość poprzez narkotyczne wizje, zajmują się czymś zawodowo. Najchętniej oczywiście czymś związanym ze sztuką, muzyką, lub rękodziełem. Sławnym przypadkiem był jeden z urzędów pocztowych w San Francisco, który postanowił zatrudnić hipisów. O dziwo władze były bardzo zadowolone, a pracownicy wydajni. A w pracy panowała bardzo miła atmosfera, towarzyszyła jej muzyka, a dziewczyny zachęcały mężczyzn do pracy namiętnym pocałunkiem. Żyć nie umierać. Jak łatwo się domyślić w dzielnicach hippisowskich nagminne było żebranie o drobne, jednak z samego proszenia ciężko byłoby im wyżyć.

Najtragiczniejszy los spotykał dzieci hipisów, które plątały się po komunach brudne, niechciane i głodne. Rodzice byli odurzeni LSD, lub alkoholem, kochali się ze sobą na oczach dzieci. Niekiedy ciężko było dotrzeć do tego kto jest rodzicem jakiegoś szkraba. Były przypadki, że 13 latki nie chodziły do szkoły, lub kiedy dzieci trafiły do szpitala, a nikt się nimi nie interesował. Dzieci były niepożądane. Kobiety używały pigułek, albo przerywały ewentualną ciążę. Jednak, gdy już jakieś przyszło na świat – nie wiodło mu się niestety dobrze. Co ciekawe dzieci były zafascynowane mieszczańskim światem. Przecież żyły w komunach, nie dojadały, nie miały praktycznie nic. Jak pisze Jankowski w książce „Hipisi – w poszukiwaniu ziemi obiecanej”: „Nasz styl życia jest reakcją na coś, co spotkało nas w domu rodziców. A nasze dzieci reagują podobnie do nas”. Dlatego naturalne jest to, że gdy doświadczają braku, ciągnie ich do mieszczańskich zbytków. Zupełnie odwrotnie, niż swoi rodzice w przeszłości.

Dzieci Kwiaty zwiędły?

Mówi się, że prawdziwych hipisów już nie ma - że wyginęli, niczym dinozaury. Mówią, że sami się doprowadzili do ruiny przez hulaszcze i bogate w używki życie. Mają to, na co zasłużyli. Nie ma już szans na wskrzeszenie tego, co już było... a próby odnowienia ruchu hippisowskiego są chwilowe, sztuczne, a nawet śmieszne. Duch hippizmu zazwyczaj ulatuje z wiekiem, co nie znaczy, że nie ma nikogo, kto by się mu nie oparł. Ludzie, którzy byli „Dziećmi Kwiatów” zachowują głęboko w pamięci cudownie wspomnienie młodości, wolności, traktują ten okres w swoim życiu często jako najlepszy. Dzieci Kwiaty przekwitły... Na dnie szafy w kufrach spoczywają ich podarte spodnie, szerokie, kwiaciaste spódnice i lniane koszule. Mnóstwo rzemieni, koralików i setki wspomnień. To zostaje na zawsze, mimo że już skończyli studia, pracują, są w stałym związku i mają dzieci. Gdy słuchają Boba Dylana, Hendrixa, Janis Joplin czy the Beatles – kręci im się łezka w oku, bo te czasy już nie wrócą. Spotykamy dziś ludzi z długimi włosami, chustkami we włosach, nie dbających o rzeczy doczesne. „Hipisów”... niestety skażonych alkoholem i narkotykami. Prawdziwe idee, które przyświecały młodzieży w latach 60 już dawno przebrzmiały, a w dzisiejszych czasach trudno odciąć się od wszystkiego, co nas otacza. Wyjechać gdzieś, uciec z daleka od wszystkiego. Zdarza się, owszem, czasem tego człowiek potrzebuje. Hipizm dzisiaj ma już zupełnie inny wymiar, polega na czymś innym. Styl ubierania, który z założenia miał być niemodny, dziś jest traktowany jak trend. Piosenki, które były znakiem tamtych lat doczekały się przeróbek w wersji elektronicznej. Narkotyki też już są przyjmowane z innych powodów.

Więc następnym razem widząc dziewczynę w szerokiej spódnicy w kwiaty, poobwieszanej milionem koralików, z papierosem w ustach, butelką piwa w dłoni, gitarą na plecach i uśmiechem na ustach... zastanów się... Ile w niej jest tego czystego hipizmu? Czy wie tak naprawdę co to jest i na czym to polega? Czy zna znaczenie Dezyderaty? A może hippisowanie to dla niej to tylko koraliki i gitara... a może jednak droga i styl życia? Nie ma jakiegoś przelicznika – jedni mogą mówić, że jest prawdziwym hipisem, a inni, że pozerem. Kiedy nie znamy tej osoby, bardzo trudno nam to powiedzieć. Po prostu niech „robi swoje”. Ten styl dotyczy dużej części współczesnej młodzieży – m.in. tej co jeździ na festiwale „Woodstock”, „Tyski Festiwal im. Ryśka Riedla” oraz oczywiście na zloty hipisów. Przez kilka dni można tam poczuć smaczek tamtych lat. Ale to już nie to samo... co potwierdzają stare dinozaury hipizmu.

 

Wybaczcie pobieżne potraktowanie tematu, ale jeśli Was zainteresuje tematyka hipisów, to dodam kolejne publikacje. Zdjęcia wzięłam m.in. z tych stron:
http://bluegirlredstate.typepad.com/blue_girl/cheesecake/
http://dzieci_kwiaty.republika.pl
http://maly-hipis.blog.pl/

Podobne artykuły


42
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6474
32
komentarze: 26 | wyświetlenia: 5143
29
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4008
27
komentarze: 28 | wyświetlenia: 1923
27
komentarze: 16 | wyświetlenia: 7473
27
komentarze: 45 | wyświetlenia: 4714
19
komentarze: 6 | wyświetlenia: 2370
24
komentarze: 16 | wyświetlenia: 2765
18
komentarze: 18 | wyświetlenia: 5733
20
komentarze: 19 | wyświetlenia: 3197
20
komentarze: 3 | wyświetlenia: 9887
21
komentarze: 27 | wyświetlenia: 15783
20
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1325
17
komentarze: 9 | wyświetlenia: 4244
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje



  mojra  (www),  16/02/2009

Cudowny świat jak spiewał Louis Armstrong . Bez starych i niedołęznych, obowiązków, odpowiedzialności, seks gratis . Życ nie umierać . Dzisiaj Ci Hippisi daja nam popalic zarządzając korporacjami pichcąc globalistyczne projekty . Gdzieś wyparował cały romantyzm braterswa, Miłości i Pokoju .Jedyne co przetrwało to zioło .

duch hippies wciąż widać na przystankach autobusowych (pacyfka) i u pseudopunkowych prodekadentów - EMO.

zgadzam się z mojra ! artykul rewelacyjny



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska