Login lub e-mail Hasło   

Poszukiwania nowej Ziemi

Minęło zaledwie 16 lat odkąd nasz rodak, Aleksander Wolszczan odkrył pierwszą planetę krążącą wokół innej gwiazdy. To właśnie Polak po raz pierwszy znalazł "nowy świat".
Wyświetlenia: 1.746 Zamieszczono 05/03/2009

     Od tamtego wydarzenia, astronomowie odkryli już ponad 330 globów poza układem słonecznym.
Na razie są to jedynie gazowe olbrzymy i nie mam tu na myśli planet rozmiarów Jowisza, lecz dużo większych.
Dlaczego więc znajdujemy jedynie takie olbrzymy? Czyżby planeta wielkości i rodzaju Ziemi była wręcz rarytasem we wszechświecie? Otóż nie. Problem polega na tym, że Planety nie "świecą", lecz odbijają światło Gwiazdy od swojej powierzchni. Niestety jest ono zbyt słabe, by udało się je zaobserwować. Dlatego też nowych światów poszukiwało się do tej pory dwiema metodami.
     Najważniejsza z nich polegała na obserwowaniu widma światła pochodzącego od innych Gwiazd. Aby lepiej zrozumieć tą metodę, opiszę ją w sposób doświadczalny.

Wyobraźcie sobie czytelniku, że stoisz w środku pewnego kręgu. W rękach zaś trzymasz sznurek. Na drugim końcu sznurka przymocuj wpierw piłeczkę tenisową (niech to będzie odpowiednik planety podobnej do Ziemi). Co się stanie jeżeli zaczniesz się obracać wokół własnej osi dostatecznie szybko aby piłeczka uniosła się do góry? W zasadzie nic. Obracasz sie i obracasz aż w głowie Ci się zakręci. A co jeżeli zamiast piłeczki tenisowej, na końcu sznurka zamocujesz kulę o wadze np 3-5 kg? Obracasz się i w końcu zaczynasz się chwiać. I ta właśnie kula jest odpowiednikiem planet jakie odkrywamy do tej pory. Poprostu Gwiazda zachowuje się identycznie gdy wokół niej obracają się planety. Podczas obserwacji, raz oddalała się od nas a raz przybliżała, oczywiście w niezbyt wielkich odległościach. Ale już takie odległości wystarczają aby zaobserwować zmiany w widmie światła docierającego do nas. Jeżeli wokół Gwiazdy obracają się mniejsze planety (piłeczki tenisowe) to jej wachania są wręcz minimalne i nie da się je zaobserwować tą metodą. Porpostu mniejsza Planeta, ma mniejsze oddziaływanie grawitacyjne na swoje Słońce. Kolejną rzeczą, o której trzeba w tym miejscu wspomnieć, to fakt, że owe odkryte globy okrążają swoje Gwiazdy w wielkim pośpiechu. Nawet mniejszym od Ziemskiego dnia. Gdybyśmy mieli obserwować nasze Słońce z wielkiej odległości, to Jowisza zauważylibyśmy dopiero po 12 latach obserwacji, bo tyle właśnie trwa jego pełny obrót wokół Słońca.

     Kolejną metodą odnajdywania planet jaką dysponowali do tej pory naukowcy, jest metoda o nazwie mikrosoczewkowanie grawitacyjne. Z czym to się je? Pewnie niektórzy zapytają. Już odpowiadam. Aby wykorzystać tą metodę, to musi być spełniony pewien warunek. Muszą być obserwowane przynajmniej dwie Gwiazdy w miarę blisko siebie, tak aby światło jednej zakrzywiało promienie innych, zwiększając jednocześnie ich blask. Taka o sobie olbrzymia soczewka. Jeżeli istnieje jakaś planeta/y, okrążająca/e ową Gwiazdę, to wtedy podczas obserwacji astronomowie zauważają coś jakby zgrubienia na powierzchni "soczewki", co powoduje, że w pewnym miejscu obserwowany obraz ulega deformacji. W ten właśnie sposób zostały odkryte Planety wielkości naszego Jowisza i Saturna. Ciekawostką jest odległość między nimi i od macierzystej Gwiazdy. Istnieje tam na tyle wolnego miejsca, że bez problemowo zmieszczą się tam kolejne, mniejsze Planety. Tylko jak je zauważyć?
     Na początku napisałem zdanie o tym, że "do tej pory astronomowie używali dwóch metod poszukiwania poza Słonecznych globów".
Wygląda na to, że już niedługo będziemy mogli obserwować mniejsze obiekty, krążące wokół Gwiazd. Miesiąc temu francuski teleskop o nazwie Corot, odkrył znajdującą się od nas o 390 lat świetlnych planetę, najbardziej jak do tej pory przypominającą naszą Ziemię. Jest dwukrotnie większa i obiega swoją Gwiazdę w zaledwie 20 godzin. Problem jednak w tym, że jest tam dość gorąco. Średnia temperatura wynosi od 1000 do 1500 stopni C. Metodą jaką została odkryta owa Planeta, jest tzw. metodą tranzytu. Jest to bardzo prosty sposób obserwacji, lecz narzędzie do tego musi być bardzo czułe. Metoda ta polega na ciągłym obserowaniu Gwiazd w poszukiwaniu "mrugnięć". Poprostu kiedy jakaś Planeta przejdzie przez tarczę swojej Gwiazdy, przez pewien czas będzie wyglądać jak malutka kropka. I takich właśnie kropek/mrugnięć poszukuje właśnie Corot.
Muszę tutaj również wspomnieć, że teraz z piątku na sobotę (6-7.03.2009), Amerykanie wysyłają swój teleskop o nazwie Kepler, który będzie również wyszukiwał Planet na podstawie tej właśnie metody. Po wystrzeleniu, pokieruje się na swoją własną orbitę wokół Słońca (aby Ziemia nie przeszkadzała mu tak jak Corotowi w obserwacjach) i będzie bezustannie obserwował przez ponad 3 lata, ponad 100.000 Gwiazd. Ciągle wpatrywać się będzie w te same Słońca w poszukiwaniu kolejnych, nie tylko tych dużych globów.



Wygląda na to, że znalezienie kolejnej Ziemi jest tylko kwestią czasu. A gdy już odnajdziemy takie Planety to zaczną się kolejne poszukiwania. Poszukiwania życia.

Podobne artykuły


32
komentarze: 49 | wyświetlenia: 2729
24
komentarze: 37 | wyświetlenia: 12279
18
komentarze: 3 | wyświetlenia: 3560
17
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2283
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 10139
29
komentarze: 13 | wyświetlenia: 3738
24
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2400
16
komentarze: 4 | wyświetlenia: 3904
6
komentarze: 257 | wyświetlenia: 977
8
komentarze: 3 | wyświetlenia: 2784
29
komentarze: 6 | wyświetlenia: 9690
17
komentarze: 36 | wyświetlenia: 5578
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 11156
7
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2246
22
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4524
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska