Login lub e-mail Hasło   

Reksio.

Pies powinien rozumieć człowieka. A człowiek psa?
Wyświetlenia: 3.058 Zamieszczono 20/04/2009

                                                                                                                Reksiowi

 

 -- Nie – powiedział lekarz – czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem. Ja nawet wiem, poznaję po nim, kto jest jego matką i domyślam się, kto jest ojcem. Ale do końca życia nie zrozumiem, w jaki żywy sposób doszło między nimi do zbliżenia.

Reksio zmilczał. Czyż koniecznie trzeba rozumieć rodziców? Przecież najważniejsze jest, że on sam, Reksio, żyje i miewa się całkiem dobrze. Nie należy rozmyślać, skąd się wziął na tym świecie.

Mama, co prawda, to arystokratka, prawdziwa angielka, flegmatyczny i wyniosły greyhound, medalistka i champion. Obnosi swoją dumę z równym namaszczeniem jak medale. Ale tata to normalny, bezczelny i wścibski jamnik, który pierwszy naśmiewał się ze swoich medali. Znał się na żartach.

- On się nazywa Reksio? – pytał maluch przed domem.

- Coś ty – odpowiedział drugi – on się Reksio nie nazywa, on jest Reksio. Nie widzisz?

- Widzę – z szacunkiem rzekł pierwszy.

Cały niespodziany i niechciany miot championki i żartownisia skazany był na zagładę, jak to zwykle bywa w purytańskich, kierujących się żelaznymi zasadami hodowlach. Tym bardziej, iż cały ten miot, chuligańska różnobarwna banda, od pierwszej chwili chciała zawładnąć całym światem. Nie można było do tego dopuścić, w żadnym razie.

- Ani sekundy spokoju – krzyczał właściciel – koniec z nimi!

Nie krzyczał głośniej od ośmiu gardzioł.

- Ale ten mały Reksio – powiedział Tata, przypadkowy znajomy – ten biały z łatą na ślepiu, będzie mój. Wezmę go dla córki.

- To go weź – zgodził się właściciel.

- On jest prawdziwy Reksio, jak z obrazka. Reksio i już.

- Tylko gwoździ nie umie wbijać.

- Nauczy się – rzekł Tata z przekonaniem.

I tak Reksio ocalał z pogromu.

Jak każdy ocalony, serduszko miał wielkie i pełne wdzięczności. Bardzo kochał świat i ludzi, ponieważ świat jest ciekawy i piękny, a ludzie pozwolili mu żyć. Dobrze znał miejsce każdego na tym świecie, dobrze też wiedział, co komu wolno.

Nikt go niczego nie uczył. Po co? Czyż nie pochodził z arystokracji? Sam wszystko wiedział.

Po pierwsze, umiał prosić. Rozumiał, że nie trzeba być ani zbyt upartym, ani nachalnym, ludzie tego nie lubią. Patrzył znacząco na lodówkę i oblizywał się kilka razy, to przecież wystarczyło. Najczęściej dostawał kąsek. Nie łapał go tak łapczywie, żeby mieć i zwiać. Nie, brał go delikatnie koniuszkami ząbków, upewniając się jeszcze, że to na pewno dla niego.

Potrafił rezygnować. Gdy usłyszał, że tym razem nic z proszenia nie będzie, z żalem i wyrzutem odchodził. Cicho, bez awantur. Rozumiał, że może nie zasłużył. Starał się pojąć: może czegoś popilnować? Może nakrzyczeć na kogoś obcego?

Świat nie jest wcale taki zły, psie życie wcale takie pieskie. Trzeba tylko to pierwsze zrozumieć, drugie polubić. Reksio bardzo się o to starał.

Miał swoje reksiowe miejsce w kątku za ścianą. Kocyk, nawet dwa kocyki, miseczka z wodą, zabawki: kilka starych gnatków i najmilszy w świecie kapeć, skradziony jeszcze wtedy, gdy łebek był pełen psich figlów. O! Ten kapeć to cała wojenna historia o jego utrzymanie. I proszę: mimo wszelkich zakusów nadal tu jest. I zawsze będzie.

Wiadomo, że kiedy przychodzą goście, miejsce psa jest na kocyku, to się nazywa „u siebie”. Wszystko jak należy. Ale czasem, by wybadać sytuację w tym gościnnym pokoju, można tam wrzucić jeden z gnatków i wtedy wejść legalnie, tylko po to, żeby gnatka zabrać. No bo może się zdarzyć, że goście pozwolą zostać.

- Jaki fajny piesek! Co to za rasa?

Wszyscy goście uważają, że Reksio jest koniecznie rasowy. Słusznie uważają: Reksio sam dla siebie stanowi rasę.

- To jest jedyny pies, którego się nie boję – z obawą mówiła Mama – drugiego takiego nie będziemy mieli.

Reksio lekceważąco machał kitą. Jeśli Mama się go nie boi, to dlaczego nie patrzy mu w oczy i dotyka go aż tak bardzo delikatnie? Dlaczego nigdy nie próbuje odebrać mu kapcia? Albo kości?

Wiadomo, na Mamę nie wolno warczeć, nie zna się na żartach.

Ale na Tatę i Córcię można ryczeć ile dusza zapragnie. Jak to cudownie, kiedy odbierają coś, co należy do niego! Można udawać, że się ich rozerwie na strzępy, że nic z nich nie zostanie.

Co prawda, zbyt rzadko to robią, nie można się wyżyć. Trzeba od czasu do czasu samemu prowokować: no, spróbujcie mi to odebrać!

Najbardziej kochana jest Córcia. Reksio wie doskonale, że należy do Córci. To ona daje michę, wyprowadza na spacery, decyduje, kiedy nadchodzi dzień postu.

- Dzisiaj nie ma michy, Reksio, musisz trochę zeszczupleć.

Reksio szczupleje z samego wysiłku: ileż się trzeba natrudzić, by wyprosić odpowiednią ilość kąsków, wyrównujących brak michy.

A Tato? Tato potrafi być groźny. Raz nawet sprawił mu wielkie lanie, którego do dziś się wstydzi. Reksio czasem patrzy na niego z wyrzutem: za co to było? Opłaca się tak patrzeć, bo Tata najczęściej przeprasza go kawałkiem świetnej kiełbaski.

W ogóle Taty lepiej słuchać od razu, najwyżej raz można udawać, że się ogłuchło. Ale lepiej od razu.

Do Taty przychodzi się wtedy, gdy prawdziwa bieda albo nieszczęście. Na przykład, gdy ten okropny Neron z przeciwka poranił łapę i zadek. Gdy wstrętny Bosman rozorał łopatkę i tak bardzo bolało. Co prawda, dostał też za swoje, ale łopatka sprawiała wielki ból. Na koniec, gdy kaukaz Basza przywalił go całym wielkim cielskiem i rozorał kawał tyłka.

Wtedy należy iść po ratunek do Taty.

Świat jest łatwy, uregulowany. Wcale nie trudno zrozumieć, co wolno, czego nie. To, czego nie wolno, można spróbować.

- Reksio, fotele mają nowe obicia, nie wolno na nich polegiwać. Jasne?

Pewnie, że jasne. Ale spróbować można? Można.

Najpierw kładzie się na fotelu mordkę. Tylko mordkę. I nic nie mówią. No to łapkę. Jedną łapkę. Krzyczą? Szkoda.

Spróbujemy jeszcze raz. Znowu krzyczą. No dobrze, damy spokój tym fotelom, u siebie też jest miękko i fajnie.

Przyszli robotnicy, Tata pozwolił. Chodzą na strych, tupią, hałasują. Nieprzyjemnie, ale trudno. Siedzą na werandzie, włażą po schodach na strych. Reksio patrzy spokojnie i uważnie.

- Pilnuj – mówi Tata – ja idę do sklepu.

Czy to trudno pilnować? Robotnicy chodzą jak chodzili, z werandy na strych, potem znowu w dół. W porządku, tak ma być. Ale jeden chce wejść do korytarza. O, nie! To już nie w porządku.

- Chciałem do ubikacji, proszę pana, to on mnie nie puścił. Co za człowiek z tego psa!

Z Córcią też bywają kłopoty, szczególnie rano, kiedy jest leniwa. Trzeba za nią chodzić, przypominać, by pościeliła tapczanik. Czasami rozumie od razu.

- O przepraszam, Reksio, zaraz pościelę.

Na pościelonym tapczaniku, na kolorowej narzucie wolno leżeć, nawet wyciągnąć się rozkosznie. Na pościeli nie wolno, niestety. Nawet nie próbujemy próbować.

Tata ma samochód, świetnie znany i lubiany. Wspaniale jest, gdy można wskoczyć do niego i trochę poleżeć. Tylko trochę. Obowiązkowo wjechać do garażu. Dalsze jazdy są właściwie nudne. Reksio nie lubi podróży. Skarży się i wyrzeka. Wtedy drapią go za uszkami, każą spać. No więc zgodliwie udaje, że śpi. I tak podróż mija, na szczęście.

Jednego razu na końcu podróży czekała niespodzianka. Wprowadzono Reksia na żaglówkę. Ta żaglówka zaczęła żeglować, pochylała się, kołysała, dokoła było tak strasznie dużo wody, niewyobrażalnie! I co? I nic! Czy porządny pies może się bać?

Po mazurskich jeziorach płynął jacht z pomnikiem psa na rufie. Reksio wpatrywał się uważnie w pokręconą kształtami i barwami wodę kilwateru, od przedpołudnia do południa, od popołudnia do wieczora. Nigdy nie był znudzony tym patrzeniem. Cóż on tam widział?

- Co ty tam widzisz, Reksio? Na co tak patrzysz?

Raz Tata chciał go oszukać, przyjechał całkiem innym autem. Czyż można Reksia oszukać?

- Byłem w tym aucie może pół godziny, tyle co przyjechałem pod dom. Skąd on wie, że to już nasze auto?

Głupie pytanie, Reksio, prawda? Przecież to jest nie tylko tak, że Reksio ma rozumieć ludzi, ludzie także powinni rozumieć świat Reksia. Czy się choć trochę starają?

Powiedzcie, ludzie, staracie się choć trochę?

- Tata, Reksio zwrócił w nocy całą michę. Nic nie strawione.

- Jak to nic?

- No nic. Po prostu jakbyś michę wywrócił

Reksio patrzy przepraszająco: wybaczcie, musiałem. Oczywiście, że musiał. Tylko dlaczego?

- Daj mu kawałek kiełbasy.

- Nie chce.

- Kiełbasy nie chce?

- Zobacz, jak on patrzy. Prosi o pomoc, Tata. Jemu coś dolega, trzeba do lekarza.

- Ile ten pies ma lat? – pyta lekarz. – dziesięć i pół? No, proszę państwa, to jest całkiem niezły wiek, jak na potomka charcicy.

Słyszałeś, Reksio? To właściwie zabrzmiało pogrzebowo.

- Dwa dni bez pokarmu to nic złego. Damy kilka leków, rozkurczowy, przeciwzapalny, wzmacniający. Proszę przyjść za dwa dni, jeżeli nadal nie będzie jadł.

Trzy dni bez pokarmu. Cztery dni bez pokarmu.

Piąty dzień.

- Odmawia wszystkiego, panie doktorze. Przestał nawet chodzić, a jeżeli już się porusza, to jak po zaminowanym polu. Powolutku, z wielkim trudem. Chudnie w oczach, tylko brzuch ma coraz większy.

- Skarży się?

Nie, Reksio się nie skarży. Nawet nie wie, na co by miał się skarżyć. Docenia, że się starają, wożą go, noszą, nawet ukłucia niemiłe przyjmuje z pokorą, rozumie, że mogą pomóc w nieszczęściu. Ale psie serce ściska strach, strach i niepokój, że ci najbliżsi, których tak bardzo kocha, są dla niego coraz bardziej serdeczni, coraz bardziej czuli. Dlaczego, dlaczego aż tak się nim przejmują?

Pyta o to dużymi, smutnymi oczami.

Nie do opisania są oczy psa w nieszczęściu, kiedy patrzą na kochanego człowieka. Niechaj nikt nie waży się ich opisywać, ponieważ zawsze skłamie.

- Coś mu czopuje jelita. Coraz większy złóg na żołądku. Nie ma innej rady, proszę państwa, należy operować.

- Czy on to zniesie, panie doktorze?

Coraz bardziej skulony, coraz bardziej nieszczęśliwy biały łaciaty kłębek. Jeszcze wstał w nocy, żeby przywitać wracającego Tatę. Jęzorek miał chłodny, ale nosek gorący jak węgielek.

Milczał i patrzył.

Psie milczenie jest bardziej wymowne od ludzkiego, psie spojrzenie bardziej znaczące. Pies nie umie inaczej mówić.

Gdy go później przywieźli do domu, taki pozszywany, pokrwawiony, bezwładny strzęp bólu i niepojęcia - też milczał.

Już tak nie patrzył.

Umarł, gdy spali.

 


                                        

Podobne artykuły


34
komentarze: 8 | wyświetlenia: 4145
43
komentarze: 7 | wyświetlenia: 112706
21
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3023
91
komentarze: 133 | wyświetlenia: 67514
38
komentarze: 38 | wyświetlenia: 24138
20
komentarze: 8 | wyświetlenia: 24442
39
komentarze: 40 | wyświetlenia: 10041
38
komentarze: 41 | wyświetlenia: 3411
16
komentarze: 2 | wyświetlenia: 4477
31
komentarze: 22 | wyświetlenia: 6048
32
komentarze: 39 | wyświetlenia: 17699
 
Autor
Artykuł



  felcia55,  20/04/2009

Panie Zbysławie ujął pan to przepięknie, bo prawdziwa miłość nie zna żadnych ograniczeń, dla niej nie ważne kto czy co jest jej obiektem, ważne, że jest to tak silny łącznik, że żadne zdarzenie nie jest go w stanie rozerwać. Popłakałam się razem z moimi przyjaciółmi i nadal jest mi smutno.

Cały dzień przeżywam w sercu.opowieść o Rexie. Nie pamiętam, kiedym aż tak się wzruszył. Każde zdanie przesyła jakąś mądrość. Dodaję do ulubionych, każdemu po punkcie i wysyłam znajomym .... i jejku, jejku...

  J.Sz.,  21/04/2009

Bardzo wzruszający artykuł, ta przyjaźń człowieka ze zwierzęciem jest na prawdę godna polecenia, gdyż rzeczywiście, co my o nich, zwierzętach wiemy? Najczęściej traktujemy je jak swoją własność, czasami okazujemy jakieś uczucie, i jakże często po zaspokojeniu chwilowego kaprysu, wyrzucamy jak śmieć poza swoje domostwo. A przecież to zwierzę ma bez wątpienia także uczucia, tylko, że nie możemy się ...  wyświetl więcej

  ,  21/04/2009

Mnie też ujął ten artykuł.

  kocanka,  08/05/2009

Pamiętam duże, smutne oczy Przyjaciela któremu nikt nie był w stanie już uratować życia... ogarnął mnie smutek. To było kiedyś.... miękkie cztery łapy i figlarne spojrzenie.

nie mogę dobrać słów, to chociaż głos oddałem.
Pozdrawiam

  Bar_ka  (www),  27/07/2011

Pięknie opisałeś przyjaźń.

  Gamka  (www),  09/08/2011

Ująłeś mnie tym artykułem Zbysławie...masz bardzo dobre serducho! i ja o tym wiem!;)... a Ty możesz sobie mówić co chcesz!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska