Login lub e-mail Hasło   

Casus belli - zapomniane wyrażenie dawnego ładu

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://konservat.cba.pl/artykuly/artyk044_1.htm
Ideałem jest, jeśli powód do wojny istnieje faktycznie...
Wyświetlenia: 4.135 Zamieszczono 22/04/2009

Casus belli - zapomniane wyrażenie dawnego ładu międzynarodowego, dziś znane już chyba tylko amatorem takich gier strategicznych jak "Europa Universalis". W swobodnym tłumaczeniu oznacza po prostu "okazję do wojny", w rzeczywistości casus belli nie jest i nigdy nie było formalnym wymogiem rozpoczęcia działań wojennych. Znaczenia to łacińskie sformułowanie, nabiera najczęściej dopiero w pracach historycznych, ex post opisujących wszelkie okoliczności i powody, które do wojny doprowadziły. Taki też jest sens zabiegów podejmowanych przez planujących wojnę, a zmierzających do tego, by ich decyzje były w podręcznikach historii, choć w części usprawiedliwione - zdobyć przekonujące casus belli.

Ideałem jest, jeśli powód do wojny istnieje faktycznie, czyli możliwości dyplomatycznego rozwiązania konfliktu, uległy wyczerpaniu, a sprzeczność interesów dwóch stron konfliktu jest na tyle duża, że musi zostać w jakiś sposób rozwiązana. Tak bywa najczęściej w przypadku sporów terytorialnych, aneksji czyjegoś terenu, ataku na obywateli jednej ze stron. Pokrzywdzona takimi działaniami strona ma wtedy wyraźny casus belli do podjęcia działań militarnych. Tak jednoznaczne sytuacje występują jednak coraz rzadziej, ostatnim przykładem tak klarownego powodu do wojny, była aneksja Kuwejtu przez Irak

Najczęściej konflikty rodzą się z dziesiątek, czy nawet setek bardziej lub mniej poważnych rozbieżności, które po osiągnięciu pewnej masy krytycznej wydają się dla decydentów, nierozwiązywalne w żaden inny sposób jak tylko poprzez wojnę. Klasycznym tego przykładem jest wybuch I wojny światowej, który był tylko pieczęcią na procesie toczącym Europę, od co najmniej kilkudziesięciu lat. Narastające rozbieżności między blokami państw, widmo utraty dominacji na morzach przez Anglię na rzecz Niemiec, chęć rewanżu Francuzów za 1870, wreszcie austrowęgiersko - rosyjska walka w wpływy w Europie środkowo-wschodniej - to wszystko złożyło się na to, co nazwałem powyżej masą krytyczną. Brak jednego wyraźnego powodu, nie zmniejsza jednak w żaden sposób zainteresowania stron pozyskaniem odpowiedniego casus belli. Jeśli nie da się go w prosty sposób wyartykułować, należy go stworzyć. Taki tok myślenia sprawił, że w większości ostatnich konfliktów i wojen rolę casus belli spełniała prowokacja. Swą inaugurację metoda ta miała 28 czerwca 1914 r. Zamach w Sarajewie, bez względu na to, kto za nim stał, czy byli to Serbowie, czy może wywiad rosyjski, bądź niemiecki, spełnił swoją rolę. Stał się iskrą na beczkę z prochem. Stał się dla Wiednia wystarczającym powodem by wreszcie rozpocząć to, co wisiało w powietrzu od lat. Niewiele brakowało a rząd w Belgradzie przyjąłby warunki ultimatum, jednak zaczętej gry przerwać już nie można, Rosja czym prędzej wystąpiła z gwarancjami, co usztywniło stanowisko Serbów. Tak na marginesie to ten numer z gwarancjami ze strony silniejszego sojusznika powinien nam coś przypominać coś, co również było misterną prowokacją i można rzec, ukierunkowało agresję III Rzeszy na wschód, zamiast planowanego przez Hitlera uderzenia na Zachód. Jednakże to nie brytyjskie gwarancje dla polskiego rządu były tym, co w późniejszej historiografii miało pełnić rolę casus belli. Prowokacja gliwicka była tak toporna, jak jej autor Heinrich Himmler. Trzeba było mieć przeogromną wiarę w zwycięstwo, a co za tym idzie, przyszłe autorstwo podręczników historii, by wierzyć, że tak grubymi nićmi szyta prowokacja spełni swą rolę.

Zresztą niewiele większą starannością popisali się wcześniej Japończycy. Wysadzenie 18 września 1931 r. odcinka należącej do Japonii, Kolei Południowo-mandżurskiej i oskarżenie o ten akt terroru Chin, stało się pretekstem do aneksji Mandżurii i rozpoczęcia wojny w Azji. Największa wojna drugiej połowy XX wieku, wojna wietnamska także swe początki bierze z prowokacji. Oczywiście, nie tyle sama wojna w Indochinach, co amerykańskie w nią zaangażowanie. Wszystko zaczęło się w nocy 4 sierpnia 1964 r., kiedy trzy północnowietnamskie okręty patrolowe ostrzelały amerykańskie torpedowce, znajdujące się na pełnym morzu. Incydent ten potraktowany został wówczas, jako casus belli i następnego dnia USA rozpoczęły zmasowane naloty, zaś trzy dni później Senat Stanów Zjednoczonych dał prezydentowi Johnsonowi przyzwolenie na eskalację działań zbrojnych. Dopiero 30 lat później ujawniono tajne dokumenty Pentagonu związane z tamtą nocą. Okazało się wtedy, że nie było żadnego ataku wrogich okrętów a całe zdarzenie było zwykłą mistyfikacją ze strony administracji i CIA.

Obecnie toczone wojny z udziałem wojsk USA, także mają bardzo niejasne, delikatnie rzecz ujmując, korzenie. O ile zamach na WTC, wydaje się być dość mocnym powodem do wojny w Afganistanie (o ile jego przebieg był takim jak podają oficjalne wersje), o tyle z Irakiem sprawa jest już dużo bardziej śliska. W przypadku agresji na Irak, trudno mówić nawet o prowokacji, powodem wojny okazały się być całkowicie nieprawdziwe raporty CIA o broni masowego rażenia, posiadanej przez Husajna. Nie da się jednak pominąć faktu, że akurat w tą mistyfikację idealnie wpisał się sam iracki dyktator. Wystarczyło przecież otworzyć bramy swych fabryk, laboratoriów i magazynów przed kontrolerami z MAEA, by unicestwić plany oparte na fałszywych oskarżeniach. Saddam Husajn zrobił jednak dokładnie to, na co liczyli amerykańscy prowokatorzy. Zasłonił się suwerennością swego kraju, odmówił kontroli, czym uwiarygodnił oskarżenia i wpadł w sidła własnego fatalnego na Zachodzie public relations.

Dlaczego tyle miejsca poświęcam rozważaniom dotyczącym casus belli?
Stoimy dziś w obliczu narastającej presji wojennej na linii Teheran - Tel Aviv, wydaje się być nieuchronną, militarna akcja Izraela, mająca na celu powstrzymanie nuklearnych aspiracji perskiego reżimu. Czy jeśli do niej dojdzie, zainicjuje ją prowokacja, mistyfikacja, czy może wystarczającym okaże się samo zdefiniowanie przez Izrael tej sytuacji, jako zagrożenie dla istnienia państwa?
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. W swej dotychczasowej nowożytnej historii, państwo Izrael niespecjalnie przejmowało się uzyskiwaniem casus belli. Zazwyczaj bywało atakowane, co automatycznie zapewniało mu odpowiedni powód, a jeśli samo przejmowało inicjatywę, jak w przypadku zniszczenia reaktora w Osiraku, robiło to nie siląc się na żadne formalne zabiegi.

Analogia do irackiego reaktora wydaje się tu jak najbardziej na miejscu, w zasadzie podobnie może wyglądać operacja przeciwko Iranowi, może ale nie musi. Sytuację trochę skomplikowała Izraelowi, zmiana amerykańskiej polityki bliskowschodniej, a bez choćby milczącej zgody USA, Izraelowi bardzo trudno będzie dokonać nalotów na cele, oddalone o 1500 km. Jakakolwiek trasa ataku, czy to ponad Arabią Saudyjską, czy nad pn. Irakiem wymaga akceptacji Pentagonu. W 1981 r. Tel Aviv miał pełne poparcie USA, co przekładało się na ewentualne konsekwencje ze strony RB ONZ (a raczej ich brak), dziś Waszyngton jawnie odżegnuje się od militarnego rozwiązania sporu, co może zmusić izraelskich strategów i polityków do poszukania bądź wykreowania odpowiedniego casus belli, bo raczej między bajki włożyć można tezę, że dostarczą go sami Persowie. Iran w najmniejszym nawet stopniu nie jest w chwili obecnej zainteresowany dawaniem Izraelowi powodów do wojny. Nie w chwili, gdy od uzyskania broni jądrowej, a co za tym idzie, polisy bezpieczeństwa dzielą go prawdopodobnie tylko miesiące. Co zatem może stanowić casus belli? Raczej odpada zamach w stylu WTC. Na Bliskim Wschodzie to chleb powszedni, a z drugiej strony listopadowe zamachy w Bombaju pokazały, że społeczność międzynarodowa uodporniła już się na takie akty przemocy.

Może zatem historia zatoczy koło i podobnie jak to miało miejsce w Sarajewie, 95 lat temu, śmierć znamienitej i liczącej się w świecie osoby wywoła wstrząs, który, zmusi Stany Zjednoczone do rewizji swej polityki wstrzemięźliwości? Nie chcę tu bynajmniej sugerować, że papież Benedykt XVI powinien odwołać swą majową pielgrzymkę do Ziemi Świętej, bo grozi mu los Arcyksięcia Ferdynanda, to by chyba trochę zakrawało na paranoję i wietrzenie spisków wszędzie gdzie się da. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że scenariusz takiej prowokacji nie tylko jest możliwy, ale może wywołać skutki takie same jak zamach w Sarajewie. To, że użyłem tu przykładu głowy Kościoła Katolickiego, wynika tylko z tego, że jest to chronologicznie najbliższa wizyta w Izraelu wybitnej osobistości. Równie dobrze, a może nawet lepiej, celem takiej hipotetycznej prowokacji stać się może prezydent USA, Francji Rosji czy Chin. Chodziło mi raczej o wskazanie możliwego mechanizmu, najczarniejszego scenariusza, procesu, który już się zaczął. Wiele bowiem wskazuje na to, że świat dziś osiągnął już pewną masę krytyczną nierozwiązywalnych kryzysów. Na istniejące już kryzysy polityczne nakłada się coraz większy kryzys ekonomiczny i groźba całkowitego załamania ogólnoświatowego systemu finansowego, słowem sytuacja zaczyna przypominać tą z 1914 r. Być może tak jak wówczas, elity polityczne uznają, że rozwiązać to można tylko na drodze ogólnoświatowego konfliktu, jeśli tak to Bliski Wschód idealnie nadaje się na miejsce, w którym padnie iskra. Czy zatem ten scenariusz jest nieuchronny? Absolutnie nie, co najwyżej prawdopodobny, ale nie nieuchronny. Zawsze możemy wierzyć, że polityka Baracka Obamy przyniesie skutek, że Iran podejmie rozmowy i zrezygnuje z posiadania broni jądrowej, Pakt Stymulacyjny ożywi amerykańską gospodarkę, a nowe genialne ustawy sprawią, że światowe finanse uwolnione zostaną od brzemienia spekulacji i zaborczej chciwości. To nic, że cała historia ludzkości jest historią wojen, że największy postęp dokonywał się zawsze w cieniu wojen, możemy wierzyć i mieć nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Bo gdybyśmy mieli z nadziei zrezygnować, nie pozostałoby nam dziś nic innego jak szukać odpowiednio umocnionego schronu na najbliższe lata.

Przedruk dokonany za zgodą autora. Źródło: http://konservat.cba.pl/artykuly/artyk044_1.htm

Podobne artykuły


4
komentarze: 0 | wyświetlenia: 7212
3
komentarze: 0 | wyświetlenia: 12022
21
komentarze: 14 | wyświetlenia: 66021
17
komentarze: 0 | wyświetlenia: 35923
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 12897
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 26666
6
komentarze: 4 | wyświetlenia: 13803
31
komentarze: 10 | wyświetlenia: 5886
28
komentarze: 59 | wyświetlenia: 17158
22
komentarze: 17 | wyświetlenia: 4223
22
komentarze: 21 | wyświetlenia: 5791
21
komentarze: 18 | wyświetlenia: 4282
25
komentarze: 43 | wyświetlenia: 4300
 
Autor
Dodał do zasobów: Przedruki za zgodą
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska