Login lub e-mail Hasło   

BANDYCI Zabili mi syna

Mija rok, jak zabili mi syna. Bandyci w czerwonych dresach. Zabili go bestialsko, gdy wracał z meczu.
Wyświetlenia: 5.680 Zamieszczono 01/06/2009

BANDYCI  ZABILI  MI  SYNA  

Mija rok, jak zabili mi syna. Bandyci w czerwonych dresach. Zabili go bestialsko, gdy wracał z meczu. To ja go wychowałem na kibica. Pierwszy raz na trybuny zawiozłem go jeszcze w wózku... Niech ta historia będzie przestrogą dla wszystkich ojców w Polsce. Dziś zawalił się mój świat, juto może się tak stać z waszym.

 

Miałem tylko jego. „Rolika”. Miałby dziś 18 lat ...

Skąd imię Roland? Bo kiedy się urodził, akurat natknąłem się gdzieś na półce na „Pieśń o Rolandzie”. Pomyślałem, nosimy nazwisko polskiego króla, niech imię będzie od sławnego rycerza. Pojechałem z tym pomysłem do szpitala, żona zdziwiona, bo chciała Andrzeja, Piotra. Ale ją przekonałem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że zginie zamordowany za młodu jak jego wielki imiennik.

 

KAŻDY WYNIK SPIEWAŁ

   To było oczywiste, że będzie kibicem naszej drużyny. Zaraził się pasją ode mnie. W młodych latach sam zjeździłem całą Polskę za tym zespołem: Kraków, Wybrzeże, Śląsk cały, Pomorze. Służyłem w wojsku. Później zostałem kierownikiem hali sportowej. Grała tam drużyna piłki ręcznej naszego klubu. Chciałem, żeby syn został sportowcem. Jakiś czas trenował nawet ręczną na bramce. Ale się zraził. Może mocno oberwał w twarz piłką – w tej dyscyplinie to często zdarza się bramkarzom. Wrócił z turnieju i stwierdził: - Tatuś, ręczna to nie dla mnie. Ja wolę futbol.

   Pierwszy mecz? Nie pamiętam już z kim. Na pewno był wtedy bardzo małym chłopczykiem i jeszcze jeździł w wózku. Miał może dwa lata, może trzy. Ale od tego czasu nie opuściliśmy ani jednego spotkania w naszym mieście. Pogoda czy nie, deszcz, śnieg, wichura, nie było odpuść. Ciągnął mnie na siłę, jeśli się opierałem. Aż do 17 maja ubiegłego roku...

   Gdy miał dziesięć lat. Po raz pierwszy pozwoliłem mu iść do „młyna”, a nie na trybunę główną, gdzie siedział ze mną. Dołączył do grupy zwykłych młodych szalikowców. Z agresywnymi hoolsami nie miał nic wspólnego. Zgłaszał się tam do szefa klubu kibica i dopingował pod jego opieką. Cały czas miałem go na oku. Siedziałem naprzeciwko i obserwowałem, czy się nie wygłupia. W każdej chwili potrafiłem go wyłowić z tłumu. Kibicował normalnie, jak większość.

   Kiedy zdał do gimnazjum, zacząłem pozwalać mu na wyjazdy w zorganizowanych grupach, autokarami. Najpierw do tych miast, w których grały drużyny zaprzyjaźnione z naszą. Kupiliśmy mu komórkę. Meldował się z trasy, w trakcie meczu, tuż po nim. Wiedział, że ma nie pchać się tam, gdzie nie trzeba, i tego się trzymał. Taki był szczęśliwy.

   Te pierwsze wyjazdy to były wielkie nerwy i dla niego, i dla nas z żoną. Ale jak tu mu nie pozwolić, kiedy tak o tym marzył. Pamiętam zresztą, jaką frajdę sprawiały mi w młodości wyjazdy. A on jeszcze bardziej niż ja przesiąkł miłością do klubu. Swój pokój wykleił idolami z boiska, w statystykach był nie do zagięcia, nawet z moich czasów. Każdy wynik śpiewał, pucharowy czy krajowy. Lepiej to wszystko pamiętał niż książki w szkole. Groziłem mu, że jak nie poprawi ocen, zawieszę mu wyjazdy. Czasami coś tam poprawiał.

 

SZLI JAK ARMIA

   Tamten sobotni wyjazd do B. miał być normalny jak każdy. W czwartek spotkali się  z szefem klubu kibica na rynku pod pręgierzem. Zapłacili parę złotych za ubezpieczenie, dostali bilet wstępu na stadion. Na dziko nie jechali nigdy. Na takie coś bym go nie puścił. Przed wyjazdem poszedł jeszcze do matki do szpitala zapytać, czy może jechać na mecz. Byliśmy już wtedy rozwiedzeni z żoną, ale zgodę musiał mieć zawsze od nas obojga.

   Wieczorem uprałem mu cały ubranie. Nawet adidasy. Wszystko było po to, żeby następnego dnia pojechał jak zwykle czysto i schludnie ubrany...

   Tuz przed meczem zadzwonił do  mnie, przekazał krótka wiadomość. Potem już go nie usłyszałem i już nigdy nie usłyszę mojego ukochanego syna...

   Nasza drużyna przegrała ten mecz zdaje się 0:3. Grupa kibiców, z która był Roland – 47 osób z autokaru – nie doczekała  do końca spotkania. Wyjechali pod koniec drugiej połowy. Tak miało być bezpieczniej. Autokar konwojował policyjny radiowóz, bo tak jest przyjęte. Wyjazd był zgłoszony na komendę u nas, tam przejęła ich miejscowa policja.

   Po drodze zatrzymali się w Walichnowych.. Chcieli w tamtejszym zajeździe. To było z 70 kilometrów od miasta, w którym odbył się mecz. Okazało się, że całą tę odległość przemierzali z nimi chuligani z tamtego zespołu. Zajechali prywatnymi samochodami, zaparkowali na polnej dróżce obok zakładów mięsnych. Ze sztachetami, kamieniami, kijami bejsbolowymi w rękach przeszli na drugą stronę ulic. Policjanci schowani w radiowozach opowiadali później, że tamci szli jak armia w czerwonych dresach.

   Było ich z 60 chłopa. Najpierw zdemolowali autokar, wybili szyby. Potem ruszyli szukać naszych kibiców po restauracji, parkingu, ogródku. Ci zaczęli uciekać w pole. Roland potknął się i przewrócił. Inni mówili, że dostał kamieniem w głowę i upadł. W każdym razie dorwali go. Rzucili się na niego we trzech. Tłukli kijami po całym ciele. Próbował się zasłaniać. Na rękach zostały ślady – krwawe sińce i zadrapania. Świadkowie z zajazdu opowiadali mi, że tamci katowali go długo. Nikt im nie przeszkadzał. Tylko jakaś dziewczyna krzyczała: „Przestańcie, bo zabijecie dzieciaka!”.

 

WYSTARCZYŁA SERIA W GÓRĘ

W końcu dali spokój, wsiedli do samochodu i odjechali. Wszystko to na oczach policjantów. Ci woleli się nie mieszać. Odjechali radiowozem pod drzewa. A mieli kałasznikowy. Tłumaczyli później w zeznaniach, że bali się, by chuligani nie odebrali im broni, bo mogło by dojść do gorszej tragedii. Komendant policji w moim mieście stwierdził, że to bzdura. Wystarczyło oddać ostrzegawczą serię w powietrze i skończyły by się burdy. Nie ma siły, żeby ktoś odważył się zrobić krok w przód pod lufa kałasznikowa. Powstrzymaliby bandziorów. Ale policjanci woleli ograniczyć się do spisania tablic rejestracyjnych.

Dopiero jak bandyci odjechali, wezwali pomoc. Jeszcze pięciu innych chłopaków leżało pobitych na ziemi, z połamanymi nogami, rękami, rozbitymi głowami. Pierwszej pomocy udzieliła „Rolikowi” lekarka, która przypadkowo przejeżdżała akurat przez Walichnowy. Próbowała go reanimować. Przyjechała karetka, zabrali go najpierw do szpitala w Wieluniu. Ale tam zobaczyli, że nie wiele pomogą, więc wysłali go do szpitala w Sieradzu. Tam 0 24 w nocy przeprowadzono trepanację czaszki. Ale jak powiedział ordynator w zeznaniach, nie było czego ratować – mózg wyglądał jak kotlet schabowy. Może gdyby od razu śmigłowcem przewieziono go do dużego szpitala...

 

ŁEZKA 

   W tym czasie u mnie na hali było zakończenie sezonu piłki ręcznej. Nasi zdobyli trzecie miejsce. Już w nocy co jakiś czas dzwoniłem na jego komórkę. Dziwiłem się, że tak późno i nie wraca. Ale nie było sygnału. Rano wyszedłem z domu, chciałem jechać do jego matki.    A tu mnie łapie kolega, mówi że policja mnie szuka. Od razu wiedziałem, że coś z synem. Policjanci mówią, że Roland pobity, nieprzytomny leży w Sieradzu.

   Do samochodu, zięć przyjaciółki prowadził, bo ja nie byłem w stanie. Przyjechaliśmy 0 11. Ordynator uderzał Rolanda w nogi i reakcja była. Oddychał, ale powiedzieli, że mózg powoli przestaje działać. Że nie ma dla niego ratunku.

   Podszedłem do łóżka. – Roland! – tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić. A wtedy po jego twarzy popłynęła łezka. Jakby jednak usłyszał mój głos. Jakby w ten sposób się ze mną żegnał...

Przeleżał w szpitalu do końca tygodnia. Odwiedzała go klasa z liceum. Odwiedzali kibice. Zorganizowali dla niego zbiórkę krwi. Nad łóżkiem zawisło wiele szalików. Ordynator radził, żeby stawiać mu przy uchu radyjko, żeby do niego mówić. Co dzień kilkakrotnie robiono mu tomografię.

- zrobiliśmy wszystko, ale nie ma żadnej poprawy – powiedział nam lekarz pod koniec tygodnia.

- daliśmy mu wszystkie najlepsze leki, jakie mieliśmy. Gdyby to był 70-latek, zrezygnowalibyśmy wcześniej, ale taki młody chłopak to walczyliśmy.

   W piątek zrobili ostatnie USG i kazali nam pożegnać się z synem.

   Ordynator zapytał nas, czy nie zgodzilibyśmy się oddać nerki „Rolika” potrzebującym. Uznaliśmy, że skoro nie ma dla niego ratunku, niech przynajmniej ktoś tam sobie żyje.          O 15:30 komisja uznała śmierć Rolanda. Jego nerki trafiły do...  miasta, z którego pochodzili bandyci. Wiem tyle, że otrzymali je 40-letek i 14-letni chłopiec. Więcej szczegółów nie wolno było mi poznać.

 

BŁACHA SPRAWA  

   Żeby pochować syna, musiałem dostać zgodę komendanta policji. Ponieważ obawiano się zamieszek, policja obstawiła pogrzeb jak jakiś mecz albo bardziej. Na drodze wszędzie pełno było radiowozów i policjantów, a na samym cmentarzu 30 tajniaków. Niedaleko brany wejściowej zorganizowali sztab dowodzenia.

   Kibice zjechali z całej Polski – Gdańska, Lublina, Krakowa a nawet z Czech – z Opawy. Przyszli działacze klubu, zawodnicy obecni i byłe gwiazdy. Trumnę owinięto flaga klubu, kibice ufundowali wieniec z herbem i napisem: „Rolika pamiętamy – Przyjaciele”. Gdy trumnę spuszczono w dół, kibice wrzucili do grobu szaliki. Całą kopiastą górę.

   Major kapelan ode mnie z wojska pytał podczas mszy żałobnej: - Jak to się dzieje, że niebezpiecznie jest nawet wyjść do kina czy na stadion? Skąd tyle nienawiści w społeczeństwie ? Trzeba mieć Boga w sercu, on nakazuje kochać drugiego człowieka. Jesteście wspaniali i pokażcie to na stadionie, choć wiem że nie jest łatwo kochać kogoś z drużyny przeciwnej.

   Kibice często przychodzą na cmentarz. Stawiają znicze w trzech kolorach klubu. Niestety, nie tylko oni. Grób już dwukrotnie zdewastowano. Za pierwszym razem ktoś ukradł flagę klubową z masztu, który tam postawiłem, i szalki z krzyża. Za drugim razem krzyż i pomnik ze zdjęciem syna oblano woskiem. Zniszczono i poprzewracano znicze. Może nie powinienem był umieszczać herbu klubu na nagrobku i stawiać masztu z flagą? Z pomysłem flagi wystąpili kibice. Zgodziłem się, bo te symbole były dla „Rolika” tak drogie za życia. Właściwie to za nie zginął. Na nagrobku kazałem wyryć: „Największą miłością jest pamięć”.

   Nie sądziłem że po śmierci Rolanda coś jeszcze może spowodować ból, a jednak tym wandalom się udało. Czemu nie dają mu spokoju nawet w grobie. Ani policja, ani prokurator nie chcieli szukać sprawców. Powiedziano mi że sprawa jest zbyt błaha.

 

FOTOGRAFIA

   Taka reakcja organów ścigania zbytnio mnie już nie zdziwiła. Wcześniej otrzymałem bowiem zawiadomienie o umorzeniu postępowania w sprawie śmierci mojego syna z powodu niewykrycia sprawców.  Postępowanie trwało dziesięć miesięcy. W tym czasie przesłuchano właścicieli aut, których numery zapisała policja. Ci zeznali, że jeden był u siostry, drugi u brata, trzeci u rodziców na działce, czwarty pożyczył komuś samochód. Prokuratura uwierzyła we wszystko. Nie pokazała ich zdjęć pozostałym pobitym kibicom z autokaru. Nie doprowadziła do konfrontacji.

   Mam nadzieje, że zrobi to prokuratura okręgowa, która obecnie przejęła sprawę. Bo choć życia synowi nie wrócę, jak chyba każdy człowiek chciałbym, żeby sprawcy ponieśli karę. Zwłaszcza że prawdopodobnie ta sama banda niedaleko od tego miejsca napadła na pociąg z kibicami innego klubu i doszczętnie go zdemolowała.

   Przestałem chodzić na mecze piłki nożnej. Nie jestem w stanie pójść na trybunę, gdzie jest tłum roześmianych, skandujących kibiców. Oglądam tylko mecze piłki ręcznej, które odbywają się w mojej hali, ale tylko z obowiązków służbowych.

   Mam fotografię z tego ostatniego meczu „Rolika”. Trzyma na nim klubową flagę. Chyba coś śpiewa. Jest taki spokojny. Przed nim całe życie...  

 

Ps. Na szczęście nie zdarzyło się to mi ale artykuł niestety jest prawdziwy...

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1213
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1001
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 918
14
komentarze: 119 | wyświetlenia: 1090
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 669
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 465
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 961
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 651
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 373
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1275
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 913
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 358
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 587
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 387
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 772
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





[*]
PS nigdy nie lubiłem piłki.

  sci,  01/06/2009

[*]
ps ja również nie

Współczuję

Ach Ci kibole, mają puste głowy to się po nich kijami leją, szkoda że inni czasem też obrywają...

Wiecie co ja jestem zdruzgotany tym co się dziej na stadionach. Jako że byłem posiadaczem karnetu VIP to często chodziłem na mecze jednej drużyny ale jak miałbym zabrać syna lub córkę i siedzieć tak gdzie siedzi większość to nigdy bym nie poszedł. Tak się zastanawiam po co Ci ludzie w ogóle chodzą jak co poniektórych wcale mecz nie interesuje, idą tylko po to żeby zrobić zadymę. Szkoda słów :-(

w prokuraturze czy policji sa takie same s......... jak ci kibole, gdyby za psyk szczeniakow wziasc to skonczylyby sie takie "wybryki"; nic tylko brac przyklad z Anglii czy NY, no ale trzeba najpierw tego chciec

Czyż nie miał racji Andrzej Frycz Modrzewski pisząc "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"? Bandyctwo na stadionach się panoszy, bo nie ma kto wychowywać młodzieży, a ta się nudzi, no i rozrabia wyżywając się na tych, co im się nawiną pod rękę...To dlatego też, że rodzice nie mają czasu na wychowanie, a dzieciaki chowa ulica! No i potem toto wychodzi na stadiony i wyżywa się w pijackim szale!

  AlChemik,  01/06/2009

Współczuje :(
To nie są kibice to są bestie, które powinno się tępić jak chwasty.
Człowiek nie może spokojnie pokibicować bo dostanie w mordę, super... :|

  gavi,  02/06/2009

Smutne. Dla mnie to głupota. Jest mecz, ok. Ktoś wygrał, ktoś musiał przegrać. Tylko po co te rozruby i bijatyki. W jakim celu, żeby ktoś stracił, coś tak cennego, jak życie!Oni się nie zachowują jak ludzie, jak zwierzęta (to też za słabe)- BESTIE, myślę, że to dobre określenie. W głowie mi się to nie mieści!Jak tam można!

Ja Wam mówię z doświadczenia że dla nich to nie ma znaczenia kto wygrał a kto przegrał. Oni nie przychodzą na mecz, oni tam przychodzą zrobić rozróbę. To są idioci i ich po prostu trzeba pozamykać.

Zaczęło się wtedy, gdy zespół imbecyli określił klapsa dla dzieciaka mianem bicia i wszczął ruch pod hasłem, że nie wolno bić dzieci. Początek - głupota, końcem - horror. Nie bije się dzieci, więc to dzieci biją.
Sąsiedzi nasi powiadają: "Za jednego bitego - trzech niebitych dają".

Miło mi że tak znana osoba czyta mój reportaż.

"Nie bije się dzieci, więc to dzieci biją." Co za bzdura! Po co zadawać sobie trud związany z nawiązaniem prawdziwych relacji z własnym dzieckiem, najlepiej dopier*olić nich siedzi cicho... to przecież tylko dziecko....

Cóż, psiakostka, oto właśnie skutki niebicia...

KręcącyŚmigłem uważasz że łyse pały na stadionach to owoc wychowania bez bicia? To rodzice w pierwszych latach kształtują osobowość dziecka. Jeżeli dorosły człowiek jest na tyle prymitywny, że bezbronną istotę "doprowadza do porządku" ręcznie to jest to jego wychowawcza porażka. Mały człowiek nie jest, wbrew mniemaniu wielu rodziców ich własnością, przedmiotem, jest od samego początku indywidualną ...  wyświetl więcej

Jak widzę, masz poważne kłopoty z semantyką i logiką. Aby ci to wyjaśnić, musiałbym zacząć od elementarza, zresztą najpewniej bez skutku. Współczuję.

PS. Nie trudź się odpowiedzią, wystarczą minusy.

"Aby ci to wyjaśnić, musiałbym zacząć od elementarza, zresztą najpewniej bez skutku. Współczuję" - to jest odpowiedź ? to już lepiej sięgnij do swojego elementarza i napisz coś na temat, bo postując tak protekcjonalnymi frazesami, kreujesz się na bardzo doświadczoną osobę, a chciałbym poznać w końcu jakieś rzeczowe argumenty, które wyjaśnią mi fenomeny twojej mentalności, w której to nieagresja rodzi agresję.

Nie ma tu miejsca nawet na elementarz. Odsyłam do mego artykułu o humanitaryzmie, czyli do "Samobójstwa w bardzo przyzwoitym stylu". I zdaj sobie sprawę z tego, że ludzie myślący często wyznają bezmyślne zasady. Nie czyń tego błędu.

Dziadziusiu opowiem ci historyjkę o swoim dziadku, bo wygląda na to, że masz problemy z przyczynowo-skutkową analizą ludzkich zachowań. Mój dziadziuś miał lekką rękę do wymierzania sprawiedliwości swoim wnuczkom. To co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to momenty, w których napier***ał nas po tyłkach i [co było jego ulubioną formą wychowawczą] wykręcał uszy. Nie pamiętam już ile razy tego doświadc ...  wyświetl więcej

Muszę ci więc odpowiedzieć wprost: twój "dziadziuś" był - jak to nazwałeś - właśnie mentalnym prostakiem, ciebie też takim uczynił. Mój zaś ojciec, bijąc, używał wyłącznie dłoni i wyłącznie wówczas, gdy synowie dobrze wiedzieli, za co. Było nas czterech - żaden nie tylko nie ma ojcu tego za złe, lecz po prostu go pochwalamy. Rzekłbym, że jesteśmy wdzięczni za nie bolesną, lecz jednak dotkliwą nauc ...  wyświetl więcej

"Nie wolno nie tylko bić dzieci, ale w ogóle używać przemocy jako metody wychowawczej. Każda przemoc jest szkodliwa, nawet jeśli doraźnie przynosi pożądany skutek. Także "klaps pedagogiczny". Mówi się, że jest pożyteczny, szczególnie jeśli chodzi o małe dzieci, które mają jeszcze słabo rozwinięte rozumienie mowy, więc nie działa na nie perswazja. Klaps rzeczywiście podziała: dziecko się wystraszy, ...  wyświetl więcej

Zgadam się: Każde bicie jest złe i nic go nie usprawiedliwia. Tylko dlaczego się tak ograniczamy - tylko do niebicia dzieci. Tu nie może być żadnej dyskryminacji ze względu na wiek. Dorosłych też nie wolno bić, pod żadnym pozorem. A zwłaszcza policji nie wolno bić kiboli, żadnych pałek, wykręcania rąk, żadnego bezpośredniego użycia przemocy. To samo dotyczy służby więziennej i w ogóle wszelkich sł ...  wyświetl więcej

"Samobójstwo w bardzo przyzwoitym stylu" - polecam jako szerzej rozwinięty mój punkt widzenia.

Nie rozumiem reakcji policjantów? Było ich wielu jak rozumiem i mieli karabiny? Czemu nie wyszedł jeden z salwą w powietrze a jeszcze z 2, 3 by go ubezpieczało z boku z kałachami, aby nikt do niego nie podszedł z pałką. Tak to powinno wyglądać. Policjanci chyba mocno się bali. Ale jeśli tamci mieli tylko pałki to jednak mieli przewagę.
poz :)
tal



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska