Login lub e-mail Hasło   

Wojna domowa

Czy istnieje coś takiego jak konflikt pokoleń? W powszechnym mniemaniu tak? Ale czy większość musi mieć rację?
Wyświetlenia: 1.379 Zamieszczono 10/07/2009

—  Mój ojciec jest beznadziejny. W ogóle nie rozumie, co do niego mówię. Nie rozumie moich potrzeb. Zero kontaktu. Czasem się zastanawiam, czy on był kiedyś młody. Jak można być takim niedzisiejszym — skarżył się pewien nastolatek zaprzyjaźnionemu starszemu mężczyźnie.

— Z ojcami tak zawsze — odpowiedział przyjaciel. — Gdy byłem w twoim wieku też nie mogłem się ze swoim ojcem dogadać. Podobnie do twojego, nic nie rozumiał. Ale mam dla ciebie dobrą wiadomość — ojcowie się zmieniają. Zmienił się mój, zmieni się i twój. To tylko kwestia czasu. Mój ojciec zaczął się zmieniać, gdy maiłem trochę ponad 20 lat. Już nieco łatwiej mogłem się z nim dogadać. Gdy poszedłem do pierwszej pracy, zmienił się jeszcze bardziej i jeszcze lepiej się rozumieliśmy. Po tym gdy sam zostałem ojcem, ojciec znów zmienił się na lepsze i już na połowę spraw miał takie samo zdanie, jak ja. A całkowicie zmienił się, gdy dobiegałem do czterdziestki, wtedy już nic go nie różniło ode mnie — zakończył starszy mężczyzna.

Konflikt pokoleń czy konflikt jednoosobowy

Bez wątpienia mamy w tej krótkiej historii do czynienia z głęboką różnicą zdań, nazywaną często konfliktem pokoleń. Czy jednak ta różnica zdań była trwała? Nie. Znikła, gdy dziecko stało się dorosłym człowiekiem. Wydaje się, że jest to ilustracja konfliktu pomiędzy dwoma osobami, ale to tylko pozory. Prawdziwy konflikt, to konflikt... jednoosobowy — konflikt między młodym człowiekiem dziś, a tym samym człowiekiem, tylko starszym, jutro. Między jego poglądami na życie dziś, a tymi, które będą jego, gdy w pełni dorośnie. Czynnikiem sprawczym zmiany poglądów są tu osobiste doświadczenia, nabywane z wiekiem. Dlatego młodzi ludzie nie powinni się dziś denerwować na swoich rodziców, gdyż czyniąc to, denerwują się tak naprawdę na... siebie samych, ale za 20-30 lat.

Przejawy i konsekwencje

Co, ile i kiedy jeść? W co się ubierać? Kiedy wracać do domu? O której godzinie chodzić spać? Jakiej muzyki słuchać i co oglądać? Z kim i jak spędzać wolny czas? Oto najczęstsze pola konfliktu międzpokoleniowego. Wydaje się, że różnice w tych kwestiach pomiędzy młodzieżą, a rodzicami są zbyt głębokie i nie do pogodzenia. Gdy „nic nie rozumiejący” rodzice nie zgadzają się z żądaniami swych dzieci, te — w zależności od płci i temperamentu — płaczą, tupią, zamykają się w pokoju, trzaskają drzwiami, nie odzywają się i boczą. „Każdy wrzeszczał o czym innym, jak zwykle w życiu rodzinnym” — te słowa Boya-Żeleńskiego trafnie oddają atmosferę wielu domów, w których mieszka dorastająca młodzież.

Jeśli na tym etapie młodzi ludzie nie zrozumieją, że to tylko konflikt pozorny i przemijający, jeśli nie zwycięży miłość i szacunek wobec rodziców, to bunt będzie narastał. W konsekwencji takich postaw dochodzi między innymi do trwałej utraty kontaktu z pomiędzy rodzicami i dziećmi, do ekscesów wśród młodzieży, wzrostu przestępczości wśród nieletnich i  do narkomanii — jako form ucieczki od niechcianej rzeczywistości.

Źródła

W poszukiwaniu źródeł tego konfliktu należy sobie zadać pytanie, kto dziś ma największy wpływ na młodzież, bo na pewno nie rodzice i nie szkoła. Nie trzeba być specjalistą, żeby stwierdzić, że to muzyka, telewizja, czasopisma młodzieżowe i rówieśnicy wywierają największy wpływ na współczesne młode pokolenie? To są też prawdziwe źródła omawianego konfliktu. Konfliktu „wśpiewanego” w uszy młodzieży zbuntowanymi tekstami zbuntowanych zespołów rockowych. Konfliktu wypatrzonego jej oczyma, tonami pochłaniającymi młodzieżowe seriale i teledyski. Konfliktu wmówionego naszym dzieciom przez współczesne czasopisma dla młodzieży, zachęcające dwunastolatki do malowania się, a piętnastolatkom tłumaczące, jak się pieścić z chłopcem, aby nie zajść w ciążę. Gdyby nie ten rzekomy konflikt, popatrzmy ilu ludzi nie miałoby nic do roboty: muzyków rockowych, reżyserów, aktorów, dziennikarzy, didżejów. Nawet firmy kosmetyczne straciłyby przyszłych klientów.

Zachodzi jednak pytanie: Czy ten cały interes kręci się dlatego, że istnieje realny konflikt pokoleń, czy też ów konflikt istnieje dlatego, że wszyscy ci ludzie „nakręcają” go i są jego przyczyną — stale swoją muzyką, filmami i tekstami podgrzewając napięcie pomiędzy rodzicami, a dziećmi? To drugie wydaje się bardziej prawdopodobne. Dlaczego? Ponieważ oni z tego żyją i to całkiem dobrze, są więc żywotnie zainteresowani istnieniem stanu swoistej „wojny domowej” między pokoleniami. Bez niej nie byliby nikomu potrzebni. To właśnie przez nich konflikt pokoleń wydaje się tak ostry.

Z drugiej strony, choć ludzie, o których mowa są winni eskalacji konfliktu, to są jedynie jego wtórnym źródłem. Pierwotną przyczyną konfliktu pokoleń jest nasze własne JA (celowo pisane wielkimi literami), nasza chęć postawienia na swoim. Po prostu, moje musi być najważniejsze. Grzech egoizmu i dumy, po obu stronach — rodziców i dzieci — to fundament tego konfliktu, i wszelkich innych. Młodym ludziom narzekającym na rodziców i rodzicom narzekającym na swoje dzieci można w tym kontekście zadedykować słowa starotestamentowego proroka Jeremiasza: „Na co może uskarżać się człowiek, póki żyje? Niech się uskarża na swoje grzechy”1.

Zapobieganie

Jak zapobiec pojawieniu się, czy eskalacji konfliktu pomiędzy rodzicami a dziećmi? Chciałoby się zaapelować do narzekającej na rodziców młodzieży: Spróbujcie ich zrozumieć! Bogatsi o czasem bardzo trudne doświadczenia, których jeszcze nie przeżyliście, chcą ich wam zaoszczędzić. Nie są nieomylni, ale najczęściej rzeczywiście wiedzą lepiej. I to nie dlatego, że są tacy mądrzy, ale dlatego, że już to przerabiali. Czy myślicie, że „seks, narkotyki i rock and roll” to wymysł ostatniego pokolenia? Jeśli nawet wasi rodzice czasem z tą ochroną trochę przesadzają, to na pewno nie dlatego, że mają wobec was złe intencje, ale właśnie dlatego, że was kochają i się o was martwią.

Ponadto rodzice mają też swoje własne problemy, o których młodzież nie ma lub nie chce mieć pojęcia. Lęk przed utratą pracy, skąd wziąć na czynsz, za co kupić ubrania i książki dla dzieci do szkoły itp. Kto jako dziecko się martwił o takie rzeczy? Nikt. Młody człowiek w to nie wnika. To są dla niego problemy z innej planety, ba — z innej galaktyki! Ale ich ciężar potrafi nieznośnie przygnieść dorosłego człowieka do ziemi, tak że niejednokrotnie trudno mu się skupić na problemach w rodzaju — czy nowe dżinsy córki powinny być takiego czy innego kroju.

Młodzi i zbuntowani przeciwko rodzicom, a jednocześnie pragnący odnieść w życiu sukces w dorosłym życiu, powinni pamiętać o jednym z przykazań dekalogu odnoszącym się do relacji miedzy rodzicami a dziećmi: „Czcij ojca swego i matkę swoją (...)”. Tylko nieliczni — ci czytający Pismo Święte — wiedzą, że to przykazanie w tym miejscu się nie kończy i ma bardzo istotną dalszą treść, zawierającą określoną obietnicę, dla tych, którzy zdecydują się je przestrzegać: „aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie”2. Pomiędzy pierwszą, znaną, a drugą, nieznaną, częścią tego przykazania jest związek przyczynowo-skutkowy wskazujący na to, że późniejsze powodzenie w życiu dorosłym jest efektem wcześniejszego posłuszeństwa rodzicom w dzieciństwie.

Akcentowanie posłuszeństwa rodzicom ma oczywiście sens, gdy mówimy o rodzinach normalnych, a nie w różny sposób dysfunkcyjnych, w których bunt przeciwko czasem zupełnie nieracjonalnym wymaganiom i zachowaniom rodziców może być, jeśli nawet nie usprawiedliwiony, to przynajmniej zrozumiały. Być może o tym pisał też apostoł Paweł, gdy w nowotestamentowym Liście do Efezjan wzywał młodych do szanowania rodziców, a jednocześnie przestrzagał ojców, by nie pobudzali do gniewu dzieci swoich, lecz napominali i wychowali w karności dla Pana3. Jak widać już autorzy biblijni mieli świadomość, że rodzice też mogą popełniać błędy, skutkujące określonymi zachowaniami dzieci.

Prawdziwy konflikt

Końcowe refeksje nad „wojną domową” kieruję do tych, którzy wierzą Pismu Świętemu — do chrześcijan. Otóż Słowo Boże ujawnia, że tak naprawdę nie ma żadnego konfliktu pokoleń, ani w ogóle żadnego konfliktu między ludźmi. Żaden człowiek nie musi uważać innego za wroga, ponieważ wszyscy ludzie, każdego narodu, każdej rasy, płci, starzy i młodzi stoją po tej samej stronie barykady. Zatem, kto stoi po drugiej stronie? Z kim toczymy bój?

Apostoł Paweł odpowiada: „Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich”4.

Zwrot „krew i ciało” to synonim ludzi. Spróbujmy w cytowanym fragmencie zastąpić ten zwrot jego właściwym znaczeniem albo zawęźmy to znaczenie do  słowa „rodzice” (w końcu to też ludzie). Okaże się, że bój toczymy nie z ludźmi (rodzicami), a z demonami.

Nie ma boju (konfliktu) z rodzicami! Czyli nie ma tak naprawdę konfliktu pokoleń. Jest natomiast uwikłanie ludzkości w konflikt z szatanem i jego demonami. To im zależy na tworzeniu i rozdmuchiwaniu atmosfery konfliktu i wrogości między ludźmi, na postrzeganiu rodziców jako wrogów. Dziecko, które tak traktuje rodziców, odrzuca ich autorytet — autorytet, którego potrzebuje. Taka jest natura. Każdy potrzebuje autorytetów. Jeśli dzieci odrzucą prawdziwy autorytet rodziców, grzeszna natura, która nie znosi próżni, podsunie im jakiś fałszywy autorytet — muzyka, piosenkarza, aktora, sportowca, grupy rówieśniczej czy subkultury.

Nie ma konfliktu z rodzicami. Jest tylko konflikt szatana z ludzkością. A to co pomiędzy rodzicami a dziećmi zwykło się nazywać konfliktem pokoleń, jest jedynie różnicą w ich doświadczeniach życiowych, ale i ta jest tylko „chwilowa” i najczęściej „uleczalna”, musi tylko minąć tak ze 20 lat.

Andrzej Siciński

 

 

1 Tr 3,39. 2 Wj 20,12. Porównanie biblijnej wersji dekalogu (Wj 20,1-17) z tzw. wersją katechizmową pokazuje, że takich zmian i skrótów istotnie zubażających treść dekalogu jest więcej. 3 Zob. Ef 6,1-4. 4 Ef 6,11-12.

Podobne artykuły


21
komentarze: 32 | wyświetlenia: 4260
32
komentarze: 24 | wyświetlenia: 2810
31
komentarze: 30 | wyświetlenia: 5854
51
komentarze: 81 | wyświetlenia: 10134
23
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4770
24
komentarze: 23 | wyświetlenia: 2977
32
komentarze: 13 | wyświetlenia: 11191
21
komentarze: 14 | wyświetlenia: 3389
24
komentarze: 18 | wyświetlenia: 2699
22
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1997
20
komentarze: 13 | wyświetlenia: 5935
16
komentarze: 9 | wyświetlenia: 3896
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1496
8
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1528
6
komentarze: 0 | wyświetlenia: 3696
 
Autor
Artykuł



  Suki,  10/07/2009

Bardzo interesujące ujęcie zagadnienia konfliktu pokoleń. To prawda i można zaobserwować, gdy jest konflikt ani rodzić ani dziecko czy nastolatek nie są szczęśliwi w takiej sytuacji, oboje cierpią. Każdy po prostu patrzy ze swojego punktu widzenia i różnych uczuć i emocji. Dokładnie ten proces spojrzenia na rózne sprawy inaczej z biegiem lat i doświadczeń życiowych obserwuję u siebie. Teraz to moi ...  wyświetl więcej

Wie Pan, Panie Andrzeju ja to mam zawsze problem z doczytaniem Pana artykułów do końca. Tego niedoczytałem, doszedłem do pierwszego akapitu części "Prawdziwy konflikt".
Do tego momentu wszystko wydawaje mi się całkiem słuszne i nawet się z tym zgadzam, ale dalej.... dalej musiałbym bardzo szybko czytać, żeby nie stracić dobrego mniemania o tym artykule. :)

Dlatego właśnie ostatnią część otwarcie skierowałem tylko do chrześcijan. Ale jeśli do tego miejsca miał Pan o artykule dobre mniemanie, to i to mnie cieszy.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska