Login lub e-mail Hasło   

Handel sztuką i nie tylko

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.artcollections.pl
Rozważania o sztuce, Bogu, pieniądzach i "znawcach"
Wyświetlenia: 1.492 Zamieszczono 14/07/2009

     Myślę, że twórczość jako działanie pochodzi z czystego absolutu, czyli stamtąd, skąd przybyliśmy na ziemię i gdzie nadal "mieszka" największy z Twórców, zwany przez niektórych z nas i przez różne religie Bogiem. W świecie tym nie używa się narzędzi w naszym rozumieniu, bowiem jedynym czego tam trzeba do tworzenia jest myśl. W odróżnieniu od innych stworzeń, tylko my jako dzieci, a raczej potomkowie owego Boga, otrzymaliśmy zdolność myślenia, by tutaj z pomocą tejże myśli kontynuować jego twórcze dzieło. Toteż już w najstarszych wykopaliskach znaleźć można różne przedmioty, które obecnie są dowodem na to, że twórczością zajmujemy się od zawsze. Od tamtych czasów nic w tej kwestii nie zmieniło się - nadal tworzymy używając do tego myśli, bowiem wszystko co tutaj stworzyliśmy poprzedzone było myślą. Czy wszystko co tworzymy jest dobre? - niekoniecznie, ale to temat na zupełnie inne rozważania.  

    Tak, jak niemal każdy rodzic pragnie dla swego dziecka, aby ono dorównało mu we wszystkim co posiadł ( we wzroście, wyglądzie, bogactwie, zdrowiu, mądrości, zdolnościach, etc. ), tak ten którego zwiemy Bogiem pragnie dla nas, abyśmy mu dorównali albo go nawet przerośli, bo jedynie za naszym pośrednictwem może on doświadczać swego dzieła. Bowiem w świecie absolutu - potencjalności wszystkiego - można być tylko doskonałym, więc doświadczanie swego stworzenia nie jest tam możliwe. Tylko tutaj ( na ziemi ) istnieje względność. Więc aby doświadczyć dobra, musi istnieć zło; aby doświadczyć góry, potrzebny jest dół; aby doświadczyć ciepła, musimy wiedzieć czym jest zimno; itd. dlatego też ziemia jest tak wyjątkowo dobrym miejscem dla tworzenia, a jednocześnie doświadczania naszej twórczości. 

    Ziemską twórczość - a jest to jedyne zajęcie, które powinno być sensem naszego tutaj życia - można przyrównać do urodzin, choć może trafniejszym przyrównaniem byłoby poczęcie czy zapłodnienie. Tak, akt tworzenia przypomina zapłodnienie, którego owocem staje się dziecko. Takim dzieckiem, dla każdego z nas, jest owoc naszych umiejętności. Na świecie spotykamy różne umiejętności - jeden potrafi gotować, a inny tworzyć samoloty, jeszcze inny potrafi malować, sadzić drzewa bądź opowiadać bajki. 

    Dla malarza, poety, kompozytora zapłodnieniem jest jego dzieło, a dzieckiem staje się wówczas, kiedy ktoś je nabędzie. Ktoś, kto dostrzeże w owym dziele więcej wartości użytkowej ( duchowej ), niż za nie zapłaci. Toteż zakupem np. malarstwa powinni zajmować się tylko Ci, których taki nabytek "wzbogaci". I nie mam tu na myśli wartości materialnej owego dzieła, ale wartość duchową, która jest sposobnością do "stawania się", do wzrostu. Oczywiście wartość jest wartością samą w sobie i dzieło zawsze zachowa ową materialną wartość, bez względu na osobę kupującą - ale i marszandzi i artyści zawsze wolą nabywcę, dla którego wartość materialna dzieła jest rzeczą drugorzędną.

    Dlaczego, kto i kiedy zaczyna poszukiwać piękna w twórczości innych ludzi? - odpowiedź jest jedna: ludzie bogaci w pieniądze lub w inteligencję. To właśnie bogactwo skłania ich do poszukiwania czegoś, czego jeszcze nie mają, ponieważ zaczynają dostrzegać własne ubóstwo właśnie w tym miejscu; w miejscu styku materialności z duchowaścią. Ludzie bogaci mają wiele potrzebnych i zupełnie nie potrzebnych przedmiotów, jednak w pewnym momencie dostrzegają, że owe przedmioty są bezduszne, martwe i nie dające pełnej satysfakcji z faktu bycia bogatym, to właśnie wtedy zaczynają poszukiwać czegoś, co jest duchowe lub do duchowości prowadzi. I wielka chwała im za to ! Bo to dzięki nim twórczość jest "karmiona"; nie popada w byle jakość i nie ginie. I to jest powód, dla którego nie jestem przeciwny bogactwom i nie sądze, aby bieda była duchowa, potrzebna, szlachetna lub godna czci i pochwały.

    Bycie bogatym jest jedną z najwyższych powinności człowieka i to nie w żadnym metaforycznym znaczeniu. Bowiem prawdziwe bogactwo nie oznacza umiejętności cieszenia się z posiadania niewielu rzeczy lub rzeczy byle jakich. Każdy człowiek powinien mieć to wszystko, przez co rozwija się duchowo, umysłowo i fizycznie, a nie dojdzie do szczytu swoich talentów i możliwości będąc biednym. By żyć pełnią życia potrzebujemy dobrego jedzenia, schronienia, wygodnych ubrań; możliwości czytania książek, podróżowania, intelektualnego towarzystwa, otaczania się dziełami sztuki, miłością i pięknem, jakie jesteśmy w stanie spożytkować i docenić. Natura kieruje się w tym względzie jednym prawem, a jest nim ciągły rozwój oraz osiąganie pełni swoich możliwości - czyli obfitego i pełnego życia. Dlatego najlepszym co możemy zrobić, to poświęcić więcej uwagi sztuce bogacenia się, bowiem dzięki bogactwu mamy możliwość lepszego wypełniania obowiązków wobec siebie, Boga i całej ludzkości. 

    Czym są Galerie obrazów? - dla mnie to nic innego jak sklep, w którym pojawia się sposobność spotkania "ducha z materią", bowiem w galerii sprzedaje się coś, co posiada "duszę". Kiedy idziesz do sklepu z mięsem, pietruszką lub rowerami nie mówisz, że ten towar ma w sobie "coś". Mówisz tak, kiedy patrzysz na obraz. Owo "coś" - to właśnie "dusza" obrazu, która przyciąga twój wzrok, twoją prawdziwą duszę. One natychmiast się dostrzegają wibrując jednym rytmem. To owo "coś" odróżnia właśnie obraz od roweru. Często - szczególnie kiedy kupujesz pierwszy obraz - mówisz:...... przecież ja się nie znam na malarstwie......zakładając, że ktoś inny się na tym zna. Ale uwierz mi, nikt się na tym nie zna lepiej niż ty.  

    Patrząc na obraz widzisz, że artysta zawarł w nim swoją wizję świata dla ciebie, która miała dla niego pewne wewnętrzne znaczenie i jeśli potrafisz to dostrzec (niekoniecznie nazwać ) to jego praca osiągnęła cel. Bowiem jego zamiarem było tworzenie również "czegoś" w twoim wnętrzu, abyś odnalazł wielką poezję w prozie swojego życia, abyś na chwilę zatrzymał działanie swego umysłu i skorzystał z okazji bycia w świętej chwili ciszy. Ta chwila, to posmak medytacji, uważności i świadomości. Kiedy tego właśnie doświadczysz, staniesz się pełen błogości i zrozumiesz po co kupujesz ten obraz - rozumiejąc również lepiej owo "coś" oraz siebie samego.  

    Dostrzeganie piękna w malarstwie, poezji czy muzyce nie jest żadną specjalną cechą daną tylko garstce ludzi ze specjalnymi kwalifikacjami, wykształceniem w tym kierunku. Nie jest też talentem - talent mają poeci i malarze i to im jest on potrzebny. Dostrzeganie piękna to kwestia wiary w swoje możliwości, kwestia zrozumienia, że nikt inny (nawet "znawca" - szczególnie on) nie widzi lepiej niż ty, ponieważ nikt nie jest w twoim sercu i nie wie co tobie jest potrzebne, czego potrzebujesz aby doznać olśnienia. Kiedy staniesz się tego pewny - staniesz się swoim mistrzem i tylko twoje widzenie będzie miało właściwą perspektywę i wgląd. To prawda, że wymaga to trochę czasu, ale nie ma innego sposobu, aby nie czuć się gorszym od "znawców". Kiedy tego dokonasz, twoja świadomość będzie wzrastać i już nie tylko będziesz potrafił dostrzegać piękno w obrazach czy rzeźbach, ale również w samym życiu, a będąc wrażliwym zyskasz niezależność i poczucie, że odzyskałeś siebie i świadomość tego, Kim właściwie jesteś ! 

    Tak naprawdę wykształcenie, które z takim trudem zdobywają "znawcy", przeszkadza im w widzeniu, gdyż uwypukla nic nie znaczące dla wglądu drobiazgi i wszystkie te bzdury, których nauczono ich na niepotrzebnych nikomu uczelniach. Trening, jakiemu poddano ich w trakcie studiowania sztuki pozbawił ich tego, co masz ty - świętej nie-wiedzy, wrażliwości i autentycznego, osobistego wglądu. Teoretycy sztuki zwani "znawcami" są bardzo biegli w niszczeniu wszystkiego, co piękne - swoją wiedzą, komentarzami i opiniami. Sztukę czynią tak ciężką, napchaną różnymi teoriami, że w ich obecności nawet najpiękniejsze malarstwo, poezja czy dzieło literackie staje się nie-artystyczne. Oni nigdy nie odczuwają sztuki - oni poznali tylko teoretyczną wiedzę na temat budowy dzieła i usiłują ją nam sprzedać. Ale ta wiedza jest tylko im potrzebna, aby mieli z czego żyć. Więc prześcigają się w wymyślaniu słów, którymi starają się określić i "zaszufladkować" pracę artysty.  A dzieła tego wcale nie potrzebują, nie potrzebują też tego malarze, poeci i tancerze, ponieważ to ich nic nie obchodzi. Oni nawet nie wiedzą w "jakim stylu" malują, piszą lub tańczą. Nie jest im potrzebna ta wiedza. 

    Kiedyś przez dwa miesiące pracowałem jako statysta i epizodysta w różnych filmach. W tym czasie napatrzyłem się tyle na technikę tworzenia filmu, że przez następne dwa lata nie mogłem chodzić do kina, ponieważ nie potrafiłem już oglądać  ( stałem się "znawcą").  Żaden aktor czy reżyser nie potrafił mnie na tyle "oszukać", abym uwierzył, że to co widzę w kinie dzieje się naprawdę. A przecież po to właśnie chodzi się do kina, po to, aby dać się oszukać i przez te półtorej godziny zapomnieć, że to tylko film. Aby w trakcie oglądania wzruszać się, bać lub pękać ze śmiechu. 

    Oglądanie filmu tylko wtedy staje się "romansem", kiedy na chwilę zapominamy, że jest dziełem sztuki, że jest filmem. Nie da się reagować spontanicznie, jeśli się wie, że to tylko film i zna się wszystkie techniczne sztuczki jakie zastosowano przy jego powstawaniu. Wiedza to nie mądrość, więc tylko przeszkadza w romansowaniu ze sztuką. Owszem, wiedza pozwala na poznanie techniki budowania dzieła, na poznanie poglądów innych ludzi, ale nie na wgląd i tworzenie własnych poglądów. Człowiek posiadający cudzą wiedzę niszczy sztukę. Jest wyuczony, sam siebie nazywa znawcą, ale prawdziwy wgląd, zachwyt i błogość są czymś tak dalekim od wiedzy, że nie ma dla niego żadnej możliwości na spotkanie...... na prawdziwy romans ze sztuką - romans, który jest niezbędny w bliskości, która zawsze towarzyszy obcowaniu z obrazem, rzeźbą, filmem lub poezją. 

    W trakcie pracy w filmie, o której tu mówiłem, miałem przyjemność "zagrać" epizod ze znakomitym - moim zdaniem - aktorem i człowiekiem, jakim jest Pan Bogusław Linda. Piszę tutaj o tym, aby powiedzieć jeszcze o odwadze, która charakteryzuje wytrawnych kolekcjonerów - choć to nie jedyna cecha. "Graliśmy" wtedy ( to znaczy on grał, a ja udawałem) w filmie "Quo Vadis"  Poznałem go jako człowieka, który ( jak mędrzec ) nie pytany, niewiele mówi - natomiast kiedy jest o coś pytany - mówi z pełną szczerością i odwagą to, co na dany temat myśli. Dlatego też odwaga - obok bogactwa - jest tak ważną cechą, której potrzebujemy, aby romans ze sztuką stał się sposobem ekspresji człowieka poszukującego drogi do realizacji całego potencjału jakim dysponuje.   

Podobne artykuły


25
komentarze: 18 | wyświetlenia: 4163
25
komentarze: 12 | wyświetlenia: 7212
17
komentarze: 16 | wyświetlenia: 2132
26
komentarze: 7 | wyświetlenia: 10165
159
komentarze: 44 | wyświetlenia: 45197
18
komentarze: 18 | wyświetlenia: 5780
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22557
77
komentarze: 112 | wyświetlenia: 37448
158
komentarze: 114 | wyświetlenia: 71662
19
komentarze: 15 | wyświetlenia: 7312
56
komentarze: 83 | wyświetlenia: 11479
35
komentarze: 17 | wyświetlenia: 19489
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska