Login lub e-mail Hasło   

Nawet niektóre zwierzęta mają lepszy los niż kobiety żyjące z katem.

Bardzo często zaczyna się niewinnie. Wielka miłość, wyznania, czujemy się jak księżniczki do, których przyjechał książę na białym koniu. Potem pierwsze uderzenie...
Wyświetlenia: 1.192 Zamieszczono 15/07/2009

    Przemocowcy się nie zmieniają, jesteśmy ludźmi i nie zasługujemy na złe traktowanie. Przemoc jest przestępstwem i jeśli ktoś nas krzywdzi to trzeba o tym głośno mówić, wzywać policję. Powinnyśmy rozmawiać z bliskimi, jeśli ten który rzekomo kocha odziera nas z resztek godności. Odziera i uzależnia od siebie, traktuje jak własność a nie jak partnera. Nawet niektóre zwierzęta mają lepszy los niż my, które trwamy lub wychodzimy ze związków z katem. Przecież konflikty a są w każdej rodzinie można rozwiązywać w sposób humanitarny, bez upokarzania się nawzajem, bez podniesionego głosu…  A gdyby tak siąść i policzyć ile dni przepłakanych, straconych. Nie wolno się poddawać bo „po burzy zawsze wychodzi słońce”. Minie sporo czasu zanim dojdziemy do siebie, zanim zrozumiemy cały mechanizm „niszczenia nas” przez męża, chłopaka, narzeczonego. I nie dajcie się zwieść słodkim obietnicom. Oni się nie zmienią. A my? Dopiero budzi się świt, nigdy nie jest za późno na nowe życie bez względu na wiek.

     Sama jej doświadczyłam i wiem jak wygląda życie z katem. Poznałam go przez Internet, romantyka z wielkim sercem. Po miesiącu klikania postanowiliśmy się spotkać. Było cudownie, wspólne spacery, wyjazdy aż nadszedł ów felerny dzień od którego wszystko się zaczęło.

Wyjechaliśmy na Sylwestra do Zakopanego . Na miejscu szykowaliśmy się na imprezę. Nie odpowiadało mi towarzystwo jego znajomych, zaprosili nas do siebie gospodarze. Mój chłopak musiał gdzieś wyjść, a ja siedziałam obok dwóch mężczyzn. Przyszedł… złapał mnie za ramiona i wyprowadził, po czym żaczą trzaskać wszystkimi drzwiami jakie tam były. Na nic zdały się rozmowy, że tak nie można. Wybaczyłam, w sumie ta sytuacja miała pierwszy raz miejsce. Szybko zapomniałam o tym. Minęło kilka miesięcy, zaręczyliśmy się. Po jakimś czasie narzeczony zaprosił mnie na grilla, było jego rodzeństwo. Sympatyczna atmosfera, letni wieczór, łąka a dookoła las. Romantycznie… Gdy otwierałam puszkę z piwem, on wpadł w furię, nie wiem o co chodziło, nagle wrzasną:

-oddaj mi pierścionek zaręczynowy

Rzuciłam mu pod nogi. Czułam się upokorzona jak nigdy. Wróciłam do domu, musiałam przemyśleć wszystko od nowa czy warto dać mu kolejną szansę. Dałam, obiecał że NIGDY więcej tak się nie zachowa. Zaczęliśmy nocować u siebie i równolegle z tym pojawiły się dzikie awantury, krzyki do 3 rano, wyzwiska, nocne ucieczki, spanie po krzakach, siniaki, duszenie- mogłabym wymieniać w nieskończoność. Za każdym razem odpuszczałam, choć on bez przerwy obwiniał mnie o swoje zachowanie. Wyszłam za niego za mąż licząc, że się zmieni a było coraz gorzej. Na dzień dzisiejszy jestem na etapie rozwodu.  Matka całe życie mi powtarzała:

-kto raz uderzy zrobi to ponownie.

Kto kocha – NIGDY nie uderzy

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1514
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1146
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1116
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 857
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 712
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 405
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1178
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 587
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 522
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 939
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 943
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1534
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1058
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Hmm, współczuję, ale muszę stwierdzić, że z tego co piszesz to sama sobie jesteś poniekąd winna, tym "dawaniem" kolejnych szans, naiwnie wierząc, że wszystko się jeszcze zmieni.
Artykuł ten więc rozumiem jako pouczenie przede wszystkim przed ślepą i jakby nie patrzeć ..no.. głupia naiwnością.

Dokładnie tak. Po części jestem winna, bo ślepo wierzyłam w każde jego słowo, można by powiedzieć, że nawet uzależniłam się od niego i od tej adrenaliny, która wytwarzała się kiedy on mnie krzywdził. Poza tym jest to przestroga dla wszystkich krzywdzonych kobiet, że tacy ludzie się nie zmieniają... no może ich nieliczny odsetek.

  elena  (www),  24/09/2009

Przed chwilą skomentowałam twój artykuł"czysta miłość'-mój komentarz pod tym, to jakby ciąg dalszy tamtego. W imię czego się poświęcamy? Miłości? Czy patrzenie na to kogo masz przed sobą-fakt, że cię wcześniej uderzył, nie jest właściwsze niż wyobrażanie sobie idealnej miłości..jego zmiany na lepsze w imię miłości i pozostawanie w związku z nadzieją na lepsze...życie? Nie!..tracisz życie u boku ko ...  wyświetl więcej

  Magdalena F.  (www),  12/10/2009

nie zgadzam się z treścią- nawet jeśli się kogoś kocha czasem puszczają nerwy. Sama byłam w takiej sytuacji kiedy ręka została podniesiona, ale to małżeństwo żyje w zgodzie pomimo tego incydentu już 30 lat!

wiesz jak ktoś sobie pozwala to jego wola, oczywiście zdarza się, że na jednym uderzeniu się kończy, niestety to rzadkość. Przemoc teraz jest wszędzie. Tylko nielicznie nie wstydzą się o niej mówić, a mówić trzeba by była większa świadomość że jest ona przestępstwem.

To co jest tak trudno zrozumieć, to to że ten "kat" nie potrafi inaczej wyrazić swoich uczuć... to okropne i powinno się takiego delikwenta poddać leczeniu
Podziwiam odwagę i spokojny sposób przekazania takiego okrutnego momentu w swoim życiu.
Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do równowagi po rozwodzie, przeszłam to więc wiem jak to jest.

  Sylwia.,  27/11/2012

Współczuję Ci, tej gehenny, ktorą przeszłaś, szkoda, że to tyle lat trwało, zanim sobie nie uświadomiłaś, że nie warto żyć z takim człowiekiem. Można to przyrównać do umierania za życia....
Czas leczy rany, i Ty się z nich też wyleczysz,:)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska