Login lub e-mail Hasło   

Zmiany już następują

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.przyszloscwprzeszlosci.info/i(...)nastpuj
Zmiany, które zachodzą dookoła nas, już przestały mnie przerażać. Są to zmiany nieodwracalne i nieuniknione. Wielka maszyna ruszyła już dawno,
Wyświetlenia: 2.739 Zamieszczono 20/07/2009

Zmiany, które zachodzą dookoła nas, już przestały mnie przerażać. Są to zmiany nieodwracalne i nieuniknione. Wielka maszyna ruszyła już dawno, a teraz przyspiesza w postępie geometrycznym. Wszystko kiedyś się musi zmienić, ale podobno historia kołem się toczy. Coś co kiedyś się zaczęło, kiedyś się zakończy dając miejsce na nowe.

 

Zmiany, w szczególności zmiany klimatyczne są coraz bardziej widoczne. Huragany nacierają z ogromną siłą, wielkie fale oceaniczne znoszą z powierzchni ziemi całe wioski i miasta pozostawiając pustkę, strach, żal i płacz. Może jeszcze nie wszyscy sobie zdają sprawę, że te zmiany zachodzą, bo jak na razie dotyczy to nas tylko tyle co podadzą w wiadomościach. Trzęsienie ziemi w Chinach, cztery huragany, które uderzyły w rejonach Stanów Zjednoczonych, ulewne deszcze nawiedzające Polskę czy Wielką Brytanię, wysokie temperatury w Europie – to dopiero początek. Efekt cieplarniany zaczyna działać. Topniejące lody na biegunie północnym powodują podgrzewanie się klimatu. Brak tego naturalnego lustra spowoduje podgrzewanie wód morskich i oceanicznych, a co za tym idzie jeszcze szybsze topnienie lądolodów. Ciepłota wód, miejscowe nagrzania spowodują duże różnice ciśnienia atmosferycznego, a jak wiemy przyroda nie lubi różnic. Wzmocni się działalność wiatrów, ruchy powietrza przybiorą na sile. Ostatnie wielkie burze w Polsce pokazały nam że i do tak spokojnego kraju to kiedyś dotrze. Cyrkulacja wody w atmosferze przybierze na sile. Szybkie parowanie wód, powstawanie silnych chmur burzowych, gnanych wiatrem nad tereny, które tej wody już mają w nadmiarze, spowodują powodzie i ciągłe podmakanie gruntu. Poziom wód gruntowych i oceanicznych znacznie się podniesie pozostawiając pod wodą tereny, które obecnie są zamieszkałe przez ludzkość. To jest jeszcze ta jasna strona zmian. Nie wiem czy Patric Geryl w swojej książce „Proroctwo Oriona na rok 2012” ma rację, ale ta wizja jest znacznie gorsza o tego co napisałem na początku.

Musiałbym wrócić do samego początku, co jest bardzo trudne. Zmiany, kiedy ja je zauważyłem, to była powódź w 1997 roku. Wtedy to zostałem wysłany na pomoc powodzianom we Wrocławiu. Ta powódź dała mi wiele do myślenia. Wtedy to zobaczyłem ogromną siłę żywiołu. Pamiętam, że pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to była biblijna Apokalipsa. Nie znałem więcej pozycji na ten temat, lecz już wtedy czułem, że jest to początek końca. Jeszcze nie tak bardzo katastroficzny, jak określa to Apokalipsa, ale jednak. To były dla mnie pierwsze oznaki. Nie jestem „wierzący” tak jak większość naszego społeczeństwa, wierzę, że istnieje Bóg, że Biblia jest jakimś Jego przekazem zasad moralnych, nauk, może i proroctw i ostrzeżeń. Każdy z nas ma swojego Boga w którego wierzy. Znaki, które wtedy widziałem, przyjąłem do wiadomości. Zostały ze mną na długo. Tak naprawdę zacząłem się interesować przyszłością Ziemi, ludzkości, obserwować znaki na ziemi, starać się rozumieć co chcieli nam przekazać starożytni, co nam przekazują dzisiejsi naukowcy, dopiero niedawno. Do rozmowy zmusił mnie Piotr, kiedy zaczęliśmy rozmawiać o czasach ostatecznych, o katastrofach i nadchodzących zmianach. Przepowiednie mają to do siebie, że nie jest w nich określony czas, miejsce, są natomiast napisane znaki, które mogą zapowiedzieć spełnienie. Poprzez Biblię, Nostradamusa czy Fatimę dotarliśmy kiedyś w naszych poszukiwaniach do Egiptu. I tutaj zatrzymałem się na bardzo długo i chyba w tym nie jestem jedyny. Wsiąknąłem w piramidy w szczególności te w Gizie. Dlaczego akurat w te?? Nie są to przecież jedyne piramidy, jakie istnieją na świecie, Nie były też pierwszymi, które zostały stworzone. Jednak te piramidy są najdoskonalsze, kryją jeszcze wiele tajemnic pomimo upływu czasu. 5000 lat od ich wybudowania, to jednak kawał czasu, który nieuchronnie upływa.

Herodot w swojej pracy „Dzieje” podaje czas budowy Wielkiej Piramidy na 23 lata. Ten czas, jak na zaawansowanie techniki tamtych czasów był czasem dla mnie niewyobrażalnym do stworzenia tak wielkiego projektu. Bloki skalne wykorzystywane do budowy Wielkiej Piramidy ważyły ok. 2 – 3 ton, ale waga niektórych dochodziła do 15 ton. W jaki sposób ją zbudowano? Naukowcy do dziś snują wiele tez, ale to nie jest to, czym chciałbym się zająć. Ważniejsze jest dla mnie po co, dlaczego, i co oznaczają, bo to że coś oznaczają jest pewnikiem. Czy jest w nich ukryta tajemnica Wielkiego Kataklizmu, który nas czeka?

Co oznacza słowo „piramida” ? Encyklopedia na ogół tak definiuje to pojęcie:        " Piramida  - z języka greckiego pyramis - "ostrosłup" - w starożytnym Egipcie monumentalny grobowiec w kształcie  ostrosłupa  w czasach Starego i Średniego Państwa.....itd." .

Jednak w języku egipskim nie istniało słowo „piramida”.  Określał ją  wyraz m(e)r, nie mający żadnych treści znaczeniowych. Można go jednak zaszeregować do kategorii nazw opisowych, zawierających w sobie ukryty sens.  Oznaczałby  wtedy "miejsce wstąpienia". Sama nazwa  "piramida" pochodzi od greckiego wyrazu  pyramis, w liczbie mnogiej pyramides, ale określa ona tylko jej kształt, bryłę, nie ideę jej budowy. Oznacza ostrosłup. Próby dopasowania  do niego jakiegoś przekonująco brzmiącego pierwowzoru, zaczerpniętego ze słownika egipskiego, na razie nie zostały uwieńczone powodzeniem. Podobnym terminem jest wyraz z dziedziny geometrii użyty w egipskim traktacie matematycznym na oznaczenie wysokości piramidy. Traktat ten zapisany na papirusie został znaleziony w 1858 roku przez A. H. Rhinda i obecnie znajduje się w zbiorach  Brytyjskiego Muzeum.  Termin    pr-m-ws,  odczytywany jest jako   p(e)r-(e)m- us, ponieważ pismo egipskie nie uwzględniało spółgłosek,  oznacza on dosłownie:   "to, co idzie [prosto] w górę". Wróćmy do znaczenia wyrazu  m(e)r,miejsce wstąpienia".  Nie ustalono jakim wyrazem oznaczano  piramidę schodkową, jednak  powszechnie panuje opinia, ze kształt piramid schodkowych miał na celu umożliwienie królowi "wstępowanie"  do nieba. Potwierdzają to poniekąd Teksty Piramid. Jednym z kilku sposobów, w jaki zmarły król, czy tez jego uduchowione ciało, dostawał się do podniebnej krainy bogów, było "wstępowanie" po schodach. Rozdział 267 Tekstów Piramid mówi:  "Schody do nieba są ustawione dla niego, aby mógł wspiąć się po nich do nieba." Dzięki piramidzie król mógł więc wstępować do nieba, kiedy tylko zechciał, i w dowolnej chwili wracać do grobu, aby przyjąć ofiary złożone przez kapłanów i krewnych. Egipcjanie często nadawali częściom składowym rzeczy nazwy, które nawiązywały do ich charakterystycznych funkcji. Na przykład : m(e)sw(e)r - to "miejsce picia", lub "naczynie do picia",  m(e)chat - to "waga", lub "szale",   m(e)rchet -to "wskaźnik", lub "przyrząd do poznawania".   M(e)r oznaczałby zatem  "miejsce wstąpienia", lub "rzesz służącą do wstępowania”   oznaczającego piramidę jako "

Jednak profesor Andrzej Wierciński, podobnie jak inni uczeni, zwraca uwagę, że uwzględniając określnik (r), słowo to będzie oznaczało mniej więcej "wznosić się, wspinać się", nie  "wstępować".  Z tego powodu niektórzy specjaliści przypuszczają, że  m(e)r , którego grafią jest piramida i mur, czyli trójkąt na prostokącie  , oznaczać może "narzędzie", lub "miejsce wznoszenia się", nie "czynność wznoszenia się"czynność, albo miejsce.  (człowieka). Zarysowała się w ten sposób różnica w interpretacji tej grafii, która może oznaczać

albo miejsce. 

 Moim zdaniem jest to bardzo istotne, gdyż albo "tu się cos wznosi", albo "tu się ktoś  wznosi".  Może moja teoria jest zbyt śmiała i bardzo dalekosiężna, ale patrząc na sam projekt kompleksu piramid oddalony w czasie a jednak spójny postanowiłem przyjąć że piramidy zostały zaprojektowane przez kogoś o znaczenie wyższym poziomie rozwoju niż ludzkość. Patric Geryl twierdzi, że plany budowy piramid pochodzą od zaginionego ludu Atlantów, mieszkańców zaginionej Atlantydy, którzy uciekając w czasie ostatniej Wielkiej Katastrofy na swych niezatapialnych łodziach zwanych mandżit wylądowali właśnie w tamtych okolicach. Katastrofa ta wydarzyła się 27 lipca 9792 roku p.n.e. Są to czasy wielkiego zlodowacenia na ziemi, Wielkich Zmian, które przeżywała nasza planeta, to jest fakt niezaprzeczalny.  Nie będę przytaczał całości ale chociaż fragmenty, które pomogą nam zrozumieć teorię Geryla.

Był 27 lipca 9792 roku p.n.e., ostatni dzień istnienia Atlantydy. Nastąpił nie­realny, dziwny początek dnia - bez słońca na niebie - wszystko pokryły opary gęstej czerwonawej mgły. Tłumiła ona dźwięki i pochłaniała światło słoneczne. Trudno było oddychać, bo powietrze przesycone było ostrym odorem trupów. Lu­dzie na kontynencie zrozumieli, że zaraz nadejdzie to co nieuniknione. Wszyst­kich ogarnął potężny strach przed dramatem, jaki miał się rozegrać i w każdym zbudził się instynkt przetrwania.

W królewskim porcie stało tysiące łodzi mandżit, słynących jako niezatapial­ne. Były one ściśle strzeżone i miały na pokładzie wszystko, co potrzebne do przeżycia: zapasy wody, jęczmiennego chleba, zboża itd. Ewakuacja przebiegała bez zakłóceń, ponieważ wcześniej ją przećwiczono. Setki tysięcy ludzi błyska­wicznie znalazł się na statkach. W tym samym czasie ewakuowano rodzinę królewską i najwyższych kapłanów. Każdy udawał się na przeznaczone dla niego od dawna miejsce na statku. Tym ludziom przygotowania rozpoczęte przed laty opła­ciły się teraz stokrotnie! Cała armada uwoziła skarby w bezpieczne miej­sce. Nikt nie znał rozmiarów katastrofy, ale każdy wyobrażał sobie najgorsze.

Zaczęły wybuchać odległe o setki kilometrów wygasłe od 1000 lat wulkany. Z niezmierną siłą wyrzucały w powietrze skały, ziemię i pył, więc mgła znowu zgęstniała. Deszcz drobnych kamyków spadł na stolicę i na port, raniąc i zabija­jąc wielu ludzi. Wybuchła panika. Tłum runął do portu, każdy rzucał wszystko, cokolwiek miał ze sobą, byle dotrzeć tam jak najprędzej. Płynny ogień zalewał wieś za wsią, miasto za miastem, niszcząc wszystko na swojej dro­dze.

Znów ziemia zadrżała i wznowiła swoją przerażającą symfonię. Jej echo było groźne i złowróżbne. Lawa ponownie popłynęła, niszcząc wszystko na swojej drodze. Drzewa łamały się jak cienkie patyczki i w mgnieniu oka stawały w pło­mieniach. Huczący ogień pożerał wszystko, rośliny i zwierzęta. Nikomu nie uda­ło się uciec. Paskudny smród palonych ciał roznosił się wszędzie.

Tymczasem na wybrzeżu Neftyda nareszcie dotarła do celu swoich poszuki­wań. Ujrzała maleńką zatoczkę, przy której rosło wielkie drzewo figowe. Tam, na gałęzi zwisającej nad wodą, powinna była wisieć skóra, w której ukryto ciało Ozyrysa. To okazało się prawdą. Izyda odetchnęła z ulgą: zwlekanie z opuszcze­niem lądu nie było jednak nadaremne!

Nowe królestwo będzie potrzebować nowej matki, Pani Niebios, która wo­bec braku Ozyrysa i Horusa będzie musiała nauczyć ocalałych, jak żyć w nowej ojczyźnie. Nazwa tego kraju brzmieć będzie Ath-Ka-Ptah - dosłownie: „Druga Dusza Boga” (co Grecy potem fonetycznie dostosowali do swojego języka, wy­mawiając „Aigyptos”, czyli Egipt).

Izyda wzniosła ręce do nieba i modliła się: „O, Boże Ptah-Hotep, Królu Nie­bios, spuść deszcz, by ugasił pożar. Uratuj syna Twojego syna! Rozkaż, by ten dzień wielkiego kataklizmu nie stał się dniem Wielkiej Żałoby. O, Boże Ptah-Hotep, Królu Niebios! Nakaż, by niebiosa otwarły się i spuściły Wielki Strumień”. 6000 lat później można przeczytać tę samą modlitwę w grobowcach w Doli­nie Królów koło Luksoru, a także w Denderze. A w rocznikach księgi Cztery cza­sy zapisano: „Modlitwa Izydy została wysłuchana i na ziemię zaczął padać czer­wonawy deszcz, jakby z nieba na zniszczony ląd spływała krew zabitych”.

Tego dnia, dnia, który wydawał się nie mieć końca (27 lipca) 9792 roku p.n.e. przypieczętowany został los kraju Aha-Men-Ptah. Na południowym skraju toną­cego kontynentu pływały łodzie mandżit -jak wierzono, niezatapialne. Teraz przy­szedł czas, by dowiodły słuszności tej opinii.

Na zachodzie kataklizm w dalszym ciągu rozświetlał niebo krwawą czerwie­nią. Ale czy był to naprawdę zachód? Sztorm wzmagał się. Fale o wysokości wielu metrów waliły się na łodzie. Woda dostawała się pod pokład, co utrudnia­ło utrzymanie statków w równowadze. Po krótkim okresie względnego spokoju żywioły znowu się rozszalały. Tym razem był to cyklon, który rozbił na drzazgi część łodzi z kruchego papirusu.

Zatapianie lądu spowodowało podniesienie się wód na nowe, niespotykane wysokości. Wysoka, 12-metrowa, szeroka na kilka kilometrów fala przypływów toczyła się w kierunku statków, unosząc ze sobą wszystko, co napotkała na dro­dze. Setki ludzi wpadły do morza, ale na szczęście wielu przywiązało się do masz­tów linami od żagli.

Jak się to wszystko stało? - myślał. Od Mistrza Matematycznych Układów Niebieskich dowiedział się, że Ziemia jest kulą, podobnie jak Słońce i Księżyc. Obserwacja i szybkie obliczenia układów geometrycznych, jakie tworzyły plane­ty i inne ciała niebieskie, odkryły uniwersalne prawo, które doprowadziło do tego ogromnego kataklizmu. Ale Ziemia będzie istnieć nadal, mimo ogromnych znisz­czeń. To dawało pewną nadzieję!

 

Tyle Patric Geryl o katastrofie Atlantydy, ale wróćmy do Piramid. Ustawienie trzech piramid w Giza, oraz pochylenie Korytarza Opadającego Wielkiej Piramidy pokazuje niebo sprzed 12 tysięcy lat, a kanały Komnaty Królowej  strzelają prosto w czwarte tysiąclecie p.n.e. Czy to tylko przypadek? Czy padają one na jałowy grunt naszych dziejów, w intelektualną próżnię naszych przodków?  Czy to możliwe, by ludzie w tamtych czasach potrafili "zapisać niebo"? A jednak. Kapłani egipscy potrafili przewidzieć pływy morza, ruchy tak ważnej i świętej rzeki jakim był dla nich Nil. Znali się na astronomii, ruchu gwiazd, potrafili obliczyć zaćmienia słońca, czy księżyca. Dorównywali nam naszej dzisiejszej wiedzy komputerowej.

Katastrofa 2012 poparta jest nie tylko przepowiedniami Majów i Egipcjan, ale też obliczeniami matematycznymi i obserwacjami zlodowaceń Ziemi. Może wtedy nastąpić powtarzający się cyklicznie wybuch na Słońcu. Może to spowodować przemieszczenie się biegunów magnetycznych Ziemi i zagładę milionów ludzi.

 Ktoś, kto myśli że astroświat który nas otacza nie ma najmniejszego wpływu na nasze życie, bardzo się myli. Te wpływy są opisywane we wszystkich wierzeniach i religiach ludzkości. Niby tak różne a jednak wiele, wiele maja wspólnego. Jedną z nich jest Czas Ostateczny, Czas zapowiadający wielki kataklizm i czas zapowiadający wielkie zmiany.

Snów mam wiele, nie wszystkie pamiętam. Moje sny to nie są sny w sensu stricte tego słowa znaczeniu. Zawsze są one na etapie półsnu, pół jawy. Odbieram wszystkie bodźce ze świata zewnętrznego jednak obrazy i słowa przewijają się jak w filmie w którym ja biorę udział. Czasami są tosytuacje, które obserwuję lecz one nie wywołują żadnych uczuć. Są po prostu czymś w rodzaju informacji. Czasami biorę udział bezpośrednio.

Czasami śniło mi się niebo w ogniu  

a czasami słońce

     

 

 

Kiedyś postanowiłem nagrywać te sny na dyktafonie, bezpośrednio po obudzeniu się, aby nie zapomnieć bo czasami dostarczają wiele wrażeń i są bardzo ciekawe, ale rzadko to się udawało a poza tym były tylko o tym co dotyczyło bezpośrednio mnie oraz osób mi znanych czy nieznanych, tak jakbym pisał jakąś książkę. Jednak to się trochę zmieniło.Mój pierwszy sen, który chcę zapisać w tym dziale nie dotyczył tylko mnie. Był bardzo niezrozumiały.

Śniło mi się coś ważnego, co już w czasie snu wiedziałem że muszę zapisać, po przebudzeniu się jednak prawie wcale go nie pamiętałem. Pamiętałem tylko że była to jakaś kula wyłaniająca się z piasku i miała wartość dziewięć. Nie, nie była to bila z 9. Znalazłem dyktafon, włączyłem na nagrywanie i wróciłem do mojego snu. Oto co zostało nagrane:

Mężczyzna w długich szatach trzyma tacę, na tacy jest dużo piasku, głowy nie widzę. On tą tacę niesie przed sobą- pokazują mi się jakieś straszne rzeczy. Taca wchodzi, tak jakby się ciepło przepływało – przelewało jak fala się wlewa na ten piasek, ale tylko na początku tacy. Taca dalej nie wchodzi w tą ścianę ciepła. Z piasku był stożek, i powoli piasek opada i pokazuje się kula, na środku stoi kula, kryształowa kula, to jest bardzo trudne, bardzo szybka mi się przewijają obrazy, nie mogę ich zatrzymać i nie mogę sam uwierzyć w to co widzę. U mężczyzny zamiast głowy jest 11, teraz mężczyzną gnie tak jakby wiał wiatr, mężczyzna płynie na tym wietrze, mężczyzna faluje – nic nie widzę, nic, jeszcze gdzieś tak w oddali falujące gałęzie drzew na wietrze. Długa ręka zasłania mi twarz i oczy. Dłoń wychodząca z tego piasku. Sen ten wywołuje lekki niepokój.

Po tym słychać jak zasnąłem. Obudziłem się po 44 minutach i 39 sekundach i wyłączyłem dyktafon.

01 stycznia 2009 zapisałem:
   
Dla wielu z nas właśnie następuje zmiana. Zmiana roku, zamkniecie pewnego cyklu oraz rozpoczęcie się nowego. Takie drobne zmiany w naszym życiu następują codziennie w budzącym się nowym dniu. Za każdym razem budzimy się z nadzieją że każdy nowy dzień będzie lepszy, nie wiedząc co tak naprawdę przyniesie, a wieczorem dziękujemy Bogu ze przeżyliśmy ten dzień. Na świecie jest wiele kalendarzy, są różne miary czasu lecz podział na dzień i noc jest dla każdego z nas taki sam. To jest niezmienne od wieków.

Co nam przyniesie 2009 rok?

Przyniesie dużo zmian, mistrzowska jedenastka zmieni nasz sposób myślenia. Uzmysłowi nam ze nie my jesteśmy najważniejsi na tym świecie, że jesteśmy jego częścią, niewielką częścią natury. Jesteśmy z nią bardzo mocno powiązani. Wszystko co robimy, o czym myślimy, jakie uczucia wysyłamy wracają do nas odbite od wszechświata. Otworzy nam oczy na słowa natury, usłyszymy głos matki ziemi, która również będzie przygotowywała się do zmian które muszą nastąpić. Niebo zapłacze oczyszczającymi łzami, w miejscach gdzie będzie to konieczne, zapłonie oczyszczający ogień. Coś się kończy, coś zaczyna. Tyle chciałbym wam powiedzieć lecz nie mogę, ale rok ten będzie rokiem gorącym, luty będzie miesiącem ciężkim, w sierpniu usłyszycie głos ziemi. Życzę Wam otwartych umysłów i serc.

 

Tak naprawdę to się przestraszyłem dopiero dzisiaj kiedy Piotr poprosił mnie żebym napisał  to co widzę, to co czuję. Po co mam to opisać? przecież to i tak nic nie zmieni, a jeżeli się mylę? Jeżeli się mylę to bardzo dobrze. Wiele ludzi zachowa swoje życie, takim jakim było. 

20 lipca 2009 roku.

Właśnie zakończyłem oglądać film NEXT cyt:

Powiem Wam coś na temat przyszłości

zawsze gdy się na nią spojrzy zmienia ją. bo się na nia spojrzało

a to zmienia całą resztę


www.przyszloscwprzeszlosci.info

Podobne artykuły


45
komentarze: 30 | wyświetlenia: 11197
44
komentarze: 94 | wyświetlenia: 13713
40
komentarze: 26 | wyświetlenia: 11559
14
komentarze: 0 | wyświetlenia: 24177
29
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2518
22
komentarze: 26 | wyświetlenia: 3678
18
komentarze: 8 | wyświetlenia: 15499
15
komentarze: 0 | wyświetlenia: 18053
15
komentarze: 126 | wyświetlenia: 3836
14
komentarze: 7 | wyświetlenia: 19115
14
komentarze: 9 | wyświetlenia: 30873
43
komentarze: 21 | wyświetlenia: 17002
 
Autor
Artykuł



Ech, znowu artykuł inspirowany "przepowiedniami" szarlatana Geryla.

  Blad  (www),  20/07/2009

Nie,, Geryl nie ma z nim nic wspólnego. Posłużył tylko jako opis tego co być może kiedys nastąpiło. Dla mnie Geryl po prostu naciąga ludzi na kupno ziemi i miejsca w Nautilusie. Art był inspirowany natłokiem informacji, które Matka NAtura wysyła do nas, a których wielu z nas nie widzi. Część po prostu nie chce widzieć. , Susze i powodzie w tym samym czasie, upał i mróz, deszcz i grad, wypadki lotn ...  wyświetl więcej

  Ivi,  28/07/2009

a ja się zestresowałam, a jak wiadomo stres nie jest wskazany.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska