Login lub e-mail Hasło   

To co najprostsze jest najgenialniejsze. Skrywana prawda o Twoim zdrowiu.

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://ewahankiewicz.w.interia.pl/
Wywiad/monolog z Ewa Hankiewicz, neurologiem i witarianką.
Wyświetlenia: 8.429 Zamieszczono 27/11/2009

Studia medyczne wybrałam z powołania - chciałam pomagać ludziom. Byłam gorliwą studentką. Nawet egzamin z neurologii zdałam na celujący, chociaż rzadko stawiano takie stopnie. Tak więc, nie przypadkiem, zostałam neurologiem. Już wówczas zaczęłam studiować leki bardziej pod kątem ich działań ubocznych niż leczniczych i swoim pacjentom starałam się dobierać leki właśnie pod kątem ich najmniejszej szkodliwości. Starałam się też zlecać więcej zabiegów niż leków.

W swojej specjalizacji neurologicznej spotykałam się z chorobami, w stosunku do których konwencjonalna medycyna jest całkowicie bezradna: stwardnienie rozsiane,  Parkinsonizm, guzy mózgu, choroba Alzheimera, zresztą dotyczy to również "zwykłych" korzonków, czy migren. Sama cierpiałam na uporczywe migreny przez kilkanaście lat. Już jako neurolog codziennie brałam pyralginę w zastrzykach, aby pozbyć się bólów głowy. Wtedy właśnie nie mogąc pomóc ani sobie, ani wielu moim pacjentom, zaczęłam zastanawiać się nad tym, że tu chyba jest coś nie tak.

Od dziecka byłam bardzo chorowita: przeszłam wiele chorób, miałam duże zmiany w kręgosłupie, a w wieku 20 lat pozbawiono mnie pęcherzyka żółciowego,  miałam tam ze 140 złogów. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że stosując odpowiednią dietę, można w kilka dni złogi te wyczyścić, zachowując pęcherzyk. Na egzaminie praktycznym z chirurgii na pytanie: czy złogi w pęcherzyku są zagrożeniem, prawidłowa odpowiedź miała brzmieć: tak, jest to stan przedrakowy i jedynym rozwiązaniem jest wycięcie pęcherzyka. Tak więc, gdy stwierdzono u mnie kamienie, biorąc pod uwagę wiedzę, którą zdobyłam na studiach, posłusznie poszłam na operację. Myślę, że właśnie od tego czasu zaczęły się moje poważne problemy zdrowotne. Miałam bóle głowy, chory kręgosłup, miałam paradentozę, problemy z układem trawiennym. Sama będąc chorą i na co dzień lecząc ludzi przykutych do łóżka z powodu chorób neurologicznych, widziałam swoją wielką bezradność. I znowu zapaliła się czerwona lampka - że coś tu nie tak. Punktem zwrotnym w moim życiu, nie tylko rodzinnym, ale także zawodowym, była choroba i śmierć mojego brata, który umarł z powodu chłoniaka złośliwego. W tym czasie interesowałam się już medycyną alternatywną. Nie zdążyłam jednak pomóc bratu. Wcześniej, nawet niż sam nowotwór, zabiła go chemia, którą go leczono. Zabiła go tak szybko, że nawet nie zdążyłam zastosować urynoterapii, o której czytałam. Wpadłam w depresję. Byłam w tym czasie przed egzaminem specjalizacyjnym właśnie z neurologii, gdy wpadła mi w ręce książka Mai Błaszczyszyn "Dieta życia". Przeczytałam ją jednym tchem, a następnego dnia zaczęłam  już stosować. I o dziwo - jedząc głównie surowe warzywa i owoce w przeciągu dość krótkiego czasu stanęłam na nogi. Zdałam egzamin i wróciła mi chęć do życia. Pozbyłam się większości moich chorób. Przez pół roku leczyłam się tą dietą, ale gdy poczułam się dość dobrze, powróciłam do tak zwanej "normalnej" diety. Dolegliwości odzywały się od czasu do czasu . Ale nie były, aż tak jak wcześniej, dokuczliwe. Nie zastanawiałam się jeszcze wtedy nad wpływem diety na zdrowie. Urodziłam dziecko, no i problemy zaczęły się od nowa: krwotoki, szpital, śmierć kliniczna, operacja po operacji, no i diagnoza - wyrok: brak szans na wyleczenie. Wtedy przypomniałam sobie o poście i urynoterapii.  Przypomniałam sobie o nich, gdy po dłuższym niejedzeniu po operacji, podano mi pierwszy posiłek. Zażyczyłam sobie, aby przyniesiono mi z domu ryż z marchewką. Myślałam wówczas, że jest to jedzenie, w tym momencie dla mnie, najzdrowsze pod słońcem. No i zaczęło się znowu - gorączka, krwotok, powrót wszystkiego. Moi koledzy po fachu rozłożyli ręce - byli bezradni. Wówczas pomyślałam: skoro zjadłam i jest tak źle, to nie należy jeść. Po pięciu tygodniach postu wstałam z łóżka całkiem zdrowa. Wróciłam do pracy. Wówczas okazało się, że mój ojciec jest chory na nowotwór. Nie chciał uwierzyć w moje "naturalne metody" i za pół roku zmarł. A ja jak przystało na "ozdrowieńca" kupiłam sobie wołowinę, o której nauczono mnie, że jest zdrowsza niż wieprzowina. Tak do końca to wiedziałam już wtedy i nie wiedziałam. Doceniłam post jako leczenie, ponieważ dwukrotnie uratował mi życie, ale jakoś codziennego zdrowego żywienia nie potrafiłam jeszcze wtedy rozpoznać i docenić. Zresztą niewiele o nim wiedziałam. Moje informacje były fragmentaryczne.

 

Wróciły znów obowiązki i mój poprzedni sposób życia. Zrozumiałam, że nie wystarczy raz wysprzątać organizmu - zastosować przez pół roku głodówki leczniczej. Trzeba dalej dbać i pielęgnować go codziennie. Trudno żyć z brakiem kilku narządów i kupą leków, które w swoim krótkim życiu zdążyłam już łyknąć. Trapiły mnie znów różne dolegliwości. Nie mogłam przecież pozostać na całe życie na poście urynowym. Czułam, że muszę coś robić, aby się ratować. Na medycynę szpitalną przestałam już liczyć. Co najwyżej, miała mi do zaproponowania wycięcie jeszcze jednego potrzebnego narządu, lub nowe leki, które wprawdzie coś tam pomagały, ale też i rujnowały resztki mojego zdrowia. Wtedy dopiero świadomie zaczęłam eksperymentować z dietą. Eliminowałam pokarmy, co do których miałam wątpliwości, że mi szkodzą. Jako pierwsze wyeliminowałam mięso. Później inspirowana książką hinduskiego lekarza "Mleko cichy morderca" wyeliminowałam mleko i wszelkie wyroby z mleka. Wtedy też uświadomiłam sobie, że to właśnie jadanie nabiału, który był kiedyś podstawą mojej diety,  doprowadziło moje zdrowie do takiego stanu. Pierwsza moja tak zwana zdrowa dieta, którą przyjęłam, zawierała gotowane produkty, zdrowe razowe pieczywo, rośliny strączkowe. Ale dalej czułam, że to nie tak. Z pieczywem było mi się najtrudniej rozstać. Wtedy włączył się mój naturalny "pilot". Zaczęłam myśleć intuicyjnie, wracać do natury. Odkryłam, że to co najprostsze jest najgenialniejsze, dlatego trudne do zrozumienia. To wówczas, któregoś dnia, kupiłam swój ostatni bochenek chleba. Wtedy jeszcze z przerażeniem myślałam, jak to będzie, gdy pieczywo zniknie z mojego życia. No i nie ma pieczywa. W ostatniej kolejności wyeliminowałam produkty strączkowe. Długo wydawało mi się, że trzeba je jeść, ze względu na dużą ilość białka. Ale z biegiem czasu i moich przemyśleń, wnikliwego obserwowania siebie, w mojej diecie pozostały tylko świeże owoce i warzywa. Dobrze się czuję, gdy jem, nie mieszając, jeden gatunek warzyw lub owoców przez dłuższy czas.

Jak się ma, na przykład, moje 2 kilogramy gruszek, które zjadam w ciągu dnia i tryskam energią, do konwencjonalnego obiadu? Doszłam więc po latach obserwacji i praktyki do swojej optymalnej diety, o której myślę też, że jest optymalną dietą dla wszystkich. Jesteśmy jako gatunek owocożerni, nawet nie warzywożerni, a na pewno nie wszystkożerni. 
  
 

 

Dzisiaj przyszła do mnie moja pacjentka, która od tygodnia jest na owocowo-warzywnej surowej diecie. Powiedziała mi, że przestały jej marznąć i cierpnąć ręce i nogi. Ci, którzy wcześniej rozcierali jej marznące ręce, teraz bardziej marzną od niej. Jej jest gorąco. Inna moja pacjentka, która od wielu lat w ogóle nie jadła surowizn, bo lekarz kiedyś powiedział jej, że szkodzą jej zdrowiu, przyszła po raz pierwszy do mnie w pięciu swetrach trzęsąc się z zimna. No więc jak jest z tym wychładzaniem? Gdy pacjentka ta przeszła na surową dietę, natychmiast poprawił się jej stan zdrowia i zdjęła z siebie kilka swetrów.

Pożegnajmy się więc z pierwszym mitem, że surowa dieta wychładza organizm. I, że zimą powinniśmy jeść gorące kasze, zupy, a owoce i warzywa zostawić na upalne lato.

Nie surowizny, lecz nabiał wychładzają organizm. Energia jest w surowym jedzeniu. Jabłko pięknie grzeje, banan może trochę mniej, ale wcale nie wychładza. Powinniśmy jeść to co u nas rośnie. Ale nawet banan w porównaniu ze zwykłym  chlebem jest jak nektar bogów - zdrowy i bezpieczny. Patrząc na gotowane pożywienie rozgrzeszyłam nawet cytrusy. Uważam, że późne owoce - jabłka i gruszki są doskonałym pokarmem na zimę. Są w stanie nas tak wspaniale ogrzać i dać nam tyle energii potrzebnej na przetrwanie zimy. Późna gruszka nie zmarznie nawet na mrozie. Orzechy są również doskonałą spiżarnią na zimę. Energia jest w surowym jedzeniu. Może i gotowanie dodaje jakiegoś rodzaju energii do pożywienia. Ale jaki jest sens, aby jedną energię zabijać, po to aby dać jakąś drugą. 
  
 

Je się wtedy gdy człowiek jest głodny. Aby się "dobrze" odżywiać wystarczy jeść, gdy się jest głodnym. Zauważyłam, że teraz, gdy jem owoce, zawsze mam umiar, wiem kiedy skończyć. Organizm jest syty i daje mi sygnał. Kiedyś, gdy podjadałam pożywienie przetworzone i wymieszane, trudno mi było uchwycić naturalnie tą granicę. Dopiero wypchany żołądek mówił: stop. 
  
 

Powtarzam zawsze moim pacjentom: surowe dożywia, wszystko inne zaśmieca organizm i że jedynym pożywieniem, które daje energię i zdrowie są surowe owoce, warzywa i orzechy. Pozwalam także, od czasu do czasu, na olej tłoczony na zimno i na złamanie diety gotowanym pożywieniem. Wielu pacjentów, nie rozumiejąc, że na ich dolegliwości, pomóc może jedynie odpowiednie żywienie, a nie jakieś specjalne zapisane przeze mnie leczenie, opóźnia czas przechodzenia na dietę. Rozumiem ich, bo ja także bardzo powoli zmieniałam swoje żywieniowe przyzwyczajenia, nie doceniając wielokrotnie roli żywienia w leczeniu. Często pacjent odchodzi ode mnie i idzie do lekarza, który nie wymaga tak wiele i po prostu zapisuje tabletki. Ci pacjenci, którzy jednak spróbują, widzą już po kilku dniach efekty tej diety.

Niektórzy uważają, że powoli należy zmieniać dietę, aby nie był to szok dla organizmu. Ja uważam, że można to zrobić od zaraz. Jest to tylko kwestia gotowości naszego umysłu i porzucenia naszych przyzwyczajeń. 
  
 

Pacjenci pytają: to pani doktor na diecie? A ja im odpowiadam: ja po prostu zdrowo jem. Im bardziej jestem zdrowa, to tym bardziej chce mi się zdrowo jeść. Leczyłam ludzi, którzy sobie nie wyobrażali życia bez kawy i bez papierosów. W miarę ilości wypijanego soku z marchwi, zmienia się ilość wypalanych papierosów. Sposób bycia także. Zauważyła to studentka, pisząca pracę magisterską, która przyszła do mnie z prośbą o podanie adresów osób będących na diecie owocowo-warzywnej. Wszyscy jej rozmówcy okazali się być rozmowni, przychylni, tryskający energią, zadowoleni z życia. Nie marudzili - tak jak spodziewała się tego - że katują się dietą, poszczą. Szczególnie szczęśliwa była kobieta chora na cukrzycę, której lekarze zabronili jeść jej ulubione winogrona, a nakazali jadać wędliny, sery i inne rzeczy, których nie znosiła. Teraz objada się swoimi ukochanymi winogronami i czuje się bardzo dobrze. 
  
 

Co na to wszystko środowisko lekarskie? Umierałam w łomżyńskim szpitalu. Według tamtejszych lekarzy nie powinnam już żyć. Gdy pod wpływem własnych przeżyć i zmagań z trapiącymi mnie chorobami, odeszłam już tak daleko od konwencjonalnego widzenia choroby, jej skutków i leczenia, że ciężko byłoby mi wrócić do konwencjonalnej placówki zdrowia, otworzyłam własny gabinet. Trafiali do mnie beznadziejnie chorzy pacjenci, na których medycyna oficjalna postawiła już krzyżyk. Powrót do zdrowia tych ludzi uznano oficjalnie za cudowne ozdrowienie. Chociaż żadnego cudu tu nie było. Niekiedy moi znajomi lekarze podsyłali mi pacjentów, z którymi nie wiedziano co zrobić. Najczęściej takich, gdy operacja się udała, a pacjent nie zdrowieje. 
  
 

Przeszłam długą szkołę. Jeśli jako młoda lekarka neurolog ze świeżo zdaną specjalizacją na pięć, musiałam sobie codziennie wstrzykiwać pyralginę, aby przeżyć dzień bez bólu, to kiedy ja powinnam dostać tą piątkę - teraz gdy sama nie mam już żadnych dolegliwości i leczę dwudziestoletnie migreny u pacjentów w ciągu tygodnia lub miesiąca, czy wtedy gdy sama faszerowałam się lekami, nie szczędząc ich również swoim pacjentom? Jeśli kiedyś komuś przyjdzie do głowy, aby odebrać mi mój lekarski dyplom, zarzucając mi, że nie leczę pacjentów według oficjalnej wiedzy medycznej, to ja zapytam, jak medycyna poradziła sobie ze stwardnieniem rozsianym, nowotworami, Parkinsonem i tak dalej.

Dlaczego na studiach medycznych nie nauczono mnie, że na stopach są punkty refleksyjne, nie było zajęć na temat diety, dlaczego nie powiedziano mi, że pijąc olej z cytryną mogę pozbyć się kamieni, tylko wycięto mi mój pęcherzyk żółciowy? W porównaniu z kilkukrotnie większą ilością kamieni, które w ten sposób usuwam pacjentom, moje 140 dla tej mikstury, nie byłoby problemem. Dlaczego na zajęciach z fizjologii nauczono mnie, że w trzecim roku życia tracimy enzymy do trawienia mleka, ale już nikt później z tego nie wyciągnął wniosków. I dotąd nie wyciąga. 
  
 

Powstaje coraz więcej literatury naukowej na ten temat. Nie jest ona zlecana i finansowana przez rządy, ale powstaje dzięki lekarzom, czy naukowcom, którym w życiu przydarzyła się podobna historia do mojej. Albo, oni sami byli ciężko chorzy, lub ktoś z ich bliskiej rodziny stał na pograniczu życia i śmierci. Wówczas, bazując na oficjalnej wiedzy, którą sami przez lata uprawiali, a która w takim momencie nie miała im już nic do zaproponowania, skazywała ich na śmierć, zwracali się ku diecie czy, niekonwencjonalnemu leczeniu. Doktor John Tilden, dr Simonton, doktor Sharma, i wiele wiele innych. 
  
 

Nawet te moje ciotki, które kiedyś nie mogły ścierpieć tego, że nie poczęstuję się szyneczką i bigosem, teraz gdy przyjeżdżam podają mi surówki, a i same już też tylko od czasu do czasu jadają mięso. Czują się znacznie lepiej i zawsze, gdy przyjeżdżam nadstawiają uszy na to "nowe". Myślę więc, że to już czas, aby zacząć mówić publicznie o zdrowej diecie. Bo te rzadkie zalecenia na ten temat, które dostają pacjenci, są zbyt fragmentaryczne. Gdy chory na wątrobę dostaje zalecenie, aby nie jeść smażonego, wówczas  i tak, nie wiedząc o tym, je inne rzeczy, które mu równie szkodzą. Najczęściej jednak - o zgrozo - lekarze zabraniają jeść surowizny.

Wielu pacjentów chciałoby się zdrowo odżywiać, ale mają tak mylne pojęcie, co do zdrowej diety, przypadkowo wybudowane na podstawie reklam i artykułów w prasie kobiecej, że często robiąc to szkodzą własnemu zdrowiu. Ja sama w pewnym czasie zjadałam 2 duże jogurty z płatkami razowymi, a wraz ze mną każdy członek rodziny musiał to zrobić. Wydajemy nasze pieniądze na wiele rzeczy, co do których mamy mylne pojęcia. Myślimy, że nam pomagają, a one nam szkodzą. Każdy może robić ze swoim zdrowiem co chce. Ale powinien wiedzieć, że na przykład sok w kartonie nie ma żadnej wartości odżywczej, a niekiedy z powodu nadmiaru dodatków chemicznych, może nawet zaszkodzić. I nie jest to ten sam produkt, co sok wyciśnięty w domu w sokowirówce. 
  
 

Zanieczyszczenia warzyw i owoców chemią rolną: azotynami, pestycydami itd. są dużym problemem. Warzywa, w których jest skumulowanych dużo tych środków, są niewątpliwie szkodliwe dla naszego zdrowia, ale... w przeciętnej marchewce - jak wykazują badania - jest 150 razy mniej pestycydów, niż w tej samej ilości mleka, czy mięsa. Przecież zwierzęta również karmione są skażonymi chemią rolną płodami i kumulują te substancje w swoich organizmach lub wydalają właśnie z mlekiem. Skoro nie możemy wyeliminować tak powszechnej chemii z naszej żywości to możemy pocieszyć się tym, że jadanie warzyw, czy owoców z tymi "dodatkami", jest bardziej bezpieczne, niż picie mleka, czy jadanie mięsa. Warzywa bowiem, zawierają również cenny błonnik, który częściowo neutralizuje działanie tych środków.

Gdybyśmy nawet wypili 5 litrów soku z marchwi, to nie przedawkujemy niczego. Bowiem nasz organizm wie co z tym zrobić. Zrobi sobie zapasy, lub po prostu wydali nadmiar niektórych składników. Gorzej jest ze sztucznymi witaminami. Najnowsze badania pokazały, że organizm nie radzi sobie z wydaleniem nadmiaru nawet syntetycznej witaminy C, a więc łykanie pastylek, nawet z dotychczas uważaną za "niewinną" witaminą C, nie jest całkiem bezkarne. Może wywoływać uszkodzenia wątroby i innych organów wewnętrznych.

Inną sprawą jest, że niekiedy jakiś rodzaj pokarmu - jak wykazują badania analityczne tego pokarmu - bogaty jest w potrzebny nam składnik, na przykład mleko bogate jest w wapń. Tylko, problem w tym, że nasz organizm nie może tego wapnia w żaden sposób wykorzystać. Aby przyswoić wapń, potrzebny jest odpowiedni stosunek wapnia do fosforu, a takiego nie ma w mleku. Te proporcje są natomiast idealne w orzechach, owocach i warzywach. Z wapnia zawartego w mleku mogą powstać, co najwyżej, złogi w nerkach, drogach żółciowych i w stawach. A więc, mleko nie tylko nie dostarcza wapnia do naszego organizmu, ale na dodatek powoduje jeszcze zabieranie odłożonego już wapnia z kości. Stąd w społeczeństwach, w których pija się dużo mleka i jada sery itp., statystycznie występuje największe zagrożenie ostoroporozą. Aby to stwierdzić, wystarczy spojrzeć na statystykę chorób. Niestety, u nas cały czas pokutuje mit, że picie mleka wpływa korzystnie na bilans wapnia w organizmie i pacjentom z ostoroporozą zaleca się picie mleka. A tak w ogóle, to mleko jest dobrym pokarmem tylko dla ssaków w początkowym okresie ich życia. Później zanikają u nas enzymy do jego trawienia.

Drugi mit, na którym bazuje tzw: nowoczesna dietetyka, a który również wiąże się z mlekiem i z mięsem mówi, że do życia potrzeba nam dużych ilości białka. Tymczasem nasz organizm permanentnie otrzymuje za dużo białka, które później pracowicie musi usuwać. My chorujemy z powodu nadmiaru białka. Na rozkładanie cząsteczek białka, aby go usunąć, tracimy zbyt wiele energii i zbyt obciążamy tym organizm. Przychodzą do mnie matki z dziesięciolatkami z objawami braku energii życiowej. Słodycze, mięso i tylko gotowane - taka jest ich dieta. Sumując: to, że jakaś substancja obecna jest w pokarmie, nie znaczy jeszcze, że będzie nam ona przydatna. Podobnie rzecz się ma z truciznami w żywności. Zdrowy, nie zatruwany niewłaściwym pokarmem organizm, z prawidłową florą bakteryjną w jelitach, ma wiele różnych mechanizmów blokujących przyswajanie trucizn, a także sposobów na ich wydalanie. Błonnik, którego jest dużo w surowej diecie, ma wspaniałe zdolności wiązania trucizn i wyrzucania ich z organizmu. Zdrowy, dobrze odżywiony organizm nie musi bać się bakterii, wirusów, pleśni, toksyn. Przychodzą do mnie pacjenci, z ranami, których sami brzydzą się dotykać. Kiedyś łapałam wszystkie grypy, anginy, a teraz mój organizm nie boi się niczego. 
  
 

Jeśli już musimy smarować chleb to nie kupujmy margaryn. Najlepiej stosować olej tłoczony na zimno. Jest on najmniej skażony szkodliwymi dodatkami. Produkowany w temperaturze nie niszczącej bioelementów jest najzdrowszy. Natomiast ten tzw.: "normalny" przetworzony olej jest wielkim wyzwaniem dla naszego systemu trawiennego, zaśmieca organizm, który nie umie trawić, zmodyfikowanych przez produkcję, związków tłuszczowych. 
  
 

Popularne leki, przepisywane na przeziębienia i grypy, leczą jedynie objawy tych chorób. Usuwając objawy, przeszkadzają w ten sposób i zamykają organizmowi możliwości samoleczenia. Na przykład: większość popularnych leków zbija temperaturę, a zbijanie nawet niezbyt wysokiej temperatury powoduje blokowanie organizmowi możliwości samoleczenia. Nasze komórki żerne, oczyszczające organizm, są aktywne dopiero w 39,5 stopniach. Jeśli zbijemy temperaturę, wówczas choroba ciągnie się i ciągnie, bo organizm nie może wyzbyć się wyprodukowanych toksyn. Gdy używamy leki przeciw katarowi - popularne krople do nosa, zamykamy następną drogę oczyszczania się organizmu z toksyn: poprzez wyrzucanie kataru.

Leczę obecnie pacjentkę, której wycięto migdałki, czyli zamknięto organizmowi drogę do samoczynnego wydalania toksyn. Później miała rzut reumatyzmu, czyli odezwały się te toksyny, które nie miały ujścia, a organizm gromadził je w stawach. Leczono ją antybiotykami i sterydami - lekami hormonalnymi. Za dwa lata zjawił się nowotwór jamy brzusznej - czyli znowu, te toksyny, którym uniemożliwiano w kolejnych etapach "leczenia" wydalenie się, powodowały coraz cięższe choroby. Inną moją pacjentkę, jakiś czas temu, ktoś wyleczył z trądziku, również antybiotykami i sterydami. A przecież trądzik to nic innego jak właśnie wyrzucanie przez organizm toksyn przez skórę. Teraz, pacjentka ta, mimo młodego wieku, ma nowotwór wątroby. Powtarzam: nasza medycyna, lecząc na ogół objawy, zamyka drogę oczyszczania się organizmu z toksyn, dlatego z jednej choroby popadamy w inną. I jeszcze na dodatek, do głowy nam nie przyjdzie, aby powiązać razem, często odległe w czasie choroby. Cieszymy się ze zwycięstwa medycyny nad daną chorobą, a gdy nadchodzi następna, to od nowa z pełnym zaufaniem znowu poddajemy się leczeniu. Koło się toczy.

Dlaczego? Dlatego, że współczesna medycyna ma wiele aspektów. Między innymi ekonomiczny. 
  
  

wywiad spisała: Agnieszka Olędzka

 Źródło: http://ewahankiewicz.w.interia.pl/

 

 

Podobne artykuły


41
komentarze: 97 | wyświetlenia: 3937
39
komentarze: 24 | wyświetlenia: 3286
30
komentarze: 34 | wyświetlenia: 4991
28
komentarze: 27 | wyświetlenia: 3230
27
komentarze: 26 | wyświetlenia: 2114
25
komentarze: 21 | wyświetlenia: 2284
27
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2420
24
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1869
24
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2294
23
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1776
23
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1461
22
komentarze: 37 | wyświetlenia: 1247
22
komentarze: 22 | wyświetlenia: 1200
22
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1424
 
Autor
Dodał do zasobów: Carmelita5
Artykuł

Powiązane tematy





Czasem trzeba samemu doświadczyć, aby zrozumieć. Dziękuję za ten artykuł - umożliwił mi poznanie kogoś wyjątkowego...

  skrzydlate  (www),  27/11/2009

Kobieto, jesteś wielka,
Jestem na tej samej drodze, ale dopiero w drodze... aktualnie już pożegnałam prawie całkiem nabiał i mięso, to jest trudne do uwierzenia, jak teraz wspaniale się czuję, przestałam chorować, a kiedyś były przynajmniej trzy przeziębienia w ciągu jednej zimy... u mnie ma to silny związek - jak zauważyłam - z jedzeniem słodyczy, teraz już nie jem cukru... i zawsze leczę ...  wyświetl więcej

Do: skrzydlate.
I tylko żal, taki ludzki żal, że doktor Ewa Hankiewicz nie jest już pośród nas...

  skrzydlate  (www),  28/11/2009

do: Janusz Dąbrowski
tego nie wiedziałam, przykro mi
.
.
.
.
.
.
.
są już jej następcy

Bardzo chętnie posłuchałabym o Twoich doświadczeniach w ciąży na diecie wegańskiej. Ja jestem witarianka w 80% i nigdy nie czułam się tak dobrze! W Polsce mało osób pisze na ten temat w internecie wiec przypuszczam, że mało osób jest na tej diecie. A ośmielam się twierdzić, że to jest nasza naturalna dieta.

  skrzydlate  (www),  05/12/2009

Carmelita5
byłam wegetarianką .. trochę źle się odżywiałam, za dużo cukru i nabiału.. mało było wtedy informacji na ten temat, ale czasy były to okrutne, u cioci na imieninach jedyną potrawą vege były grzybki marynowane i ogórki konserwowe ;-), teraz u tej samej cioci komplet sałatek, wiedza dociera wszędzie, nawet pod strzechy, jak chcesz, napisz, po-korespondujemy sobie,

niezależn

...  wyświetl więcej

Nie wiem o jakich dyscyplinach sportu i jakich wynikach mowa. Może jakieś ogólnodostępne dane? Przykładowo znalazłem dietę mistrza olimpijskiego w pływaniu Phelpsa:
Śniadanie
3 kanapki ze smażonym jajkiem, 2 kubki kawy, omlet z pięciu jaj, miska owsianki, 3 tosty, 3 naleśniki z czekoladą
Lunch
0.5 kg makaronu, 2 kanapki z serem i szynką, napój energetyzujący (o wartości ...  wyświetl więcej

  Elba,  01/12/2009

Kiedyś byłam pacjentką Pani Ewy (jakieś 13 lat temu) w ramach Wakacyjnego Centrum Medycyny Naturalnej w Łebie. Wybrałam diagnozę właśnie u niej, gdyż budziła zaufanie, potrafiła przekonać pacjentów do zmiany nawyków żywieniowych i wzięcia sprawy swojego zdrowia w swoje ręce (nauczyłam się wtedy akupresury stóp jako diagnozy i leczenia chorób porzez ucisk odpowiednich receptorów). Stosuję akupresur ...  wyświetl więcej

  grandi,  04/12/2009

Dieta opisana przez autorkę tekstu dostarcza głównie energię, ale co z białkiem pełnowartościowym budującym organizm ludzki? Białko niepełnowartościowe zawarte w owocach i warzywach nie spełnia funkcji białka pochodzenia zwierzecego.
Przykładowo prymitywne ludy Amazonii żywiące się owocami muszą co jakis czas zjadać robaki czy polować na małpy, aby dostarczyć organizmowi odpowiedniej ilości ...  wyświetl więcej

  Elba,  07/12/2009

Kuracja czy dieta lecznicza trwa jakiś czas, niekoniecznie całe życie. Jest odpowiednio dobierana i określany czas jej trwania przez specjalistów w zależności od schorzeń i stanu zdrowia pacjenta. W tym nie ma nic dziwnego. To dzieje się przecież w naszych szpitalach i przychodniach, np. alergicy i osoby z nietolerancją pokarmową nie jedzą niektórych pokarmów i nie ma w tym nic dziwnego.
Do ...  wyświetl więcej

  grandi,  11/12/2009

Dokładnie, zastosowanie zależne od zaleceń lekarza/ dietetyka. Problem jednak leży w tym, aby ktoś po przeczytaniu artykułu nie pomyślał, że opisana dieta jest dietą podstawową, którą będzie mógł stosować latami bez uszczerbu na zdrowiu. Aby nie pomyslał: skoro w krótkim okresie czasu regeneruje organizm, to może warto w ogóle cały czas ja stosować?
Zastanawia mnie jeszcze, jak 5 tygodniowy ...  wyświetl więcej

  Elba,  12/12/2009

Z punktu widzenia medycyny jasne jest, że odcięcie lub znaczne zmniejszenie dostarczania pokarmów do organizmu zmusza go do tzw. żywienia wewnętrznego (endogennego), czyli do pobierania wartości z własnych naszych tkanek. Przy czym zostaje zachowana "hierarchia ważności" i w pierwszym rzędzie zużyte zostają złogi, nadmiary, komórki zestarzałe i zwyrodniałe, przez co organizm nasz się regeneruje, o ...  wyświetl więcej

  pirx,  04/12/2009

Kolejne "rewelacyjne" pomysły . Co jedna dieta , to bardziej nawiedzona od drugiej .

Ja też jestem przeciwniczką wszelkich takich radykalnych diet.
Człowiek nie jest ani roślinożercą, ani mięsożercą. Jesteśmy wszystkożerni.
O naszym zdrowiu i długości życia decyduje zbyt wiele czynników, by można było skupiać się jedynie na żywieniu.
Znam zdrowych na ciele i umyśle siedemdziesięcio- i osiemdziesięciolatków, którzy zawsze jedli i wciąż jedzą wszystko i żyją nie ...  wyświetl więcej

  pirx,  04/12/2009

Zgadza się . Co pomoże jednemu , nie musi pomóc innemu , a nawet może go zabić. Dla jednego głodówka może być zbawienna , a dla innego groźna ( bo nie dojada). Człowiek podobno jest przystosowany do okresowych obfitości pokarmu , oraz jego braku . Osobiście wydaje mi się , ze prawdę mówią ci dietetycy, którzy optują za różnorodnością spożywanych pokarmów . Co wydaje się logiczne, bo wtedy z pewnoś ...  wyświetl więcej

Możliwe, że taka dieta pomaga, ale brakuje mi tutaj przyjemności z jedzenia. Inaczej po co jedzenie miałoby smak? :D

  wujek77,  06/12/2009

Jedzenie nie ma smaku, smak to tylko Twoje subiektywne odczucie.

  pirx,  06/12/2009

A mnie się zdaje , że dieta sportowców wyczynowych ze zdrowym odżywianiem ma niewiele wspólnego . Tu liczą się wyniki . Bo jeśli tym sportowcom coś poprawia wyniki, to aż strach pomyśleć , za jaką cenę .

Pomijając farmakologiczne "poprawiacze wyników"..Niekoniecznie, ważne jest dostarczenie dużej ilości energii i białka, aby utrzymać/ rozwijać masę mięśniową. Jedno nie musi byc w sprzeczności z drugim. Fakt, że dieta z artykułu w mojej opinii w dłuższym okresie prowadzi do stopniowego zanikania masy mięśniowej. W procesie starzenia i tak ilość włókien mięśniowych będzie się zmniejszać, po co jednak ten proces przyspieszać takimi dietami?

  wujek77,  06/12/2009

Wszystko byłoby dobrze, ale tak jak wspomniałaś 'koło się toczy' i ludzie jacy byli tacy wciąż są dalej, szukają czegoś stałego, pewnego żeby dać już całej sprawie święty spokój i nie martwić się już nigdy więcej. Jednak tak łatwo nie jest. Tak jak kiedyś wierzono w upuszczanie krwi jako lek na wszystko tak i teraz ludzie wierzą w antybiotyki i środki przeciwbólowe. Po prostu pragnę tylko przestrz ...  wyświetl więcej

  pirx,  06/12/2009

"Studia medyczne wybrałam z powołania - chciałam pomagać ludziom. Byłam gorliwą studentką. Nawet egzamin z neurologii zdałam na celujący, chociaż rzadko stawiano takie stopnie." Jeśli to jest szczyt dorobku intelektualnego autorki diety, to ja jej bym za bardzo nie ufał . Już pomijam fakt, że autorka jest neurologiem, a nie fizjologiem, czy innym dietetykiem . Chwalenie się stopniami z egzaminu, g ...  wyświetl więcej

  Elba,  07/12/2009

Ci co przeszli kurację postu leczniczego pod okiem dr Hankiewicz wypowiadają się, że odzyskali zdrowie i zachecają innych, by spróbowali. Nie na własną rekę, a pod okiem kompetentnych lekarzy, bo tacy już u nas w Polsce są. Można w prosty, tani i krótki czas poprawić stan swojego zdrowia. Higiena od zewnątrz tak, a wewnatrz niech zalegają złogi, kamienie, gnijące resztki pożywienia i chemiczne tru ...  wyświetl więcej

  pirx,  07/12/2009

"Mądrości nie można przekazać, trzeba do niej dojść samemu. " Bym polemizował;)
"nie znający tematu zazywają głupotą, " Nie nazwałem diety tej pani głupotą . TAametod, jak wszystkie inne jej podobne, zawiera ziarno prawdy . Napisałem tylko , że sposób przekonywania do niej ma , jak dla mnie , cechy manipulacji , indoktrynacji . Co chwilę w tekście jest odwoływanie się do emocji, powoływanie ...  wyświetl więcej

  Elba,  12/12/2009

Świetnie zauważyłeś, że "...jesteśmy przystosowani do okresowego głodu , lub niedostatku pożywienia. Bo przy naturalnym dla naszych przodków trybie życia łowiecko-zbierackim , pokarm nie był dostępny w sposób ciągły, jak teraz ".
Nasi przodkowie musieli sobie jakoś radzić. My w naszych warunkach cywilizacyjnych też sobie jakoś poradzimy!

Bardzo ciesze sie widzac jakie zainteresowanie i zywa dyskusje wzbudza ten temat. Diete ktora pani doktor propagowala nazywa sie dieta witarianska - sa ta surowe, ekologiczne warzywa i owoce, plus orzechy i nasiona. Niestety w Polsce dostepnosc literatury na ten temat jest znikoma. Jesli ktos czyta po angielsku jest MNOSTWO materialow, publikacji naukowych, ksiazek, swiadectw ludzi.
1. Czy ...  wyświetl więcej

  skrzydlate  (www),  09/12/2009

otóż to, mity
znam kilka osób na bardzo nisko białkowej diecie, które znakomicie funkcjonują od lat,
jeśli chodzi o mnie - ktoś pytał - nie jestem konsekwentna, czasem sobie robię małe odstępstwo, uczę się tego dopiero, więc nie jestem autorytetem, ale fakt: jestem na niskokalorycznej i niskobiałkowej diecie (z punktu widzenia medycznego), przestałam chorować, czuję się świetnie, stu ...  wyświetl więcej

  grandi,  08/12/2009

W zasadzie nie powinno odpowiadać sie na komentarze, gdzie za źródło wiarygodności informacji podaje się filmik z youtube.
1. przy cukrzycy zaleca się raczej dietę z ograniczeniem łatwo przyswajalnych weglowodanów, czyli także fruktozy-cukru wszechobecnego w owocach. Ciężko więc, aby dieta z artykułu działała w jakikolwiek pozytywny sposób w tym przypadku.
3. To ma być dowód? Co to w ...  wyświetl więcej

Mateusz,
Na jakiej podstawie stwierdzasz iz filmiki z youtube podane zostaly jako ''źródło wiarygodności informacji''? Jesli masz zyczenie moge podzielic sie z Toba materialami jakie mam po angielsku i zaproponowac anglojezyczna lierature fachowa w tej dziedzinie.

Piszesz:
''1. przy cukrzycy zaleca się raczej dietę z ograniczeniem łatwo przyswajalnych weglowodanów, czyli takż

...  wyświetl więcej

  pirx,  08/12/2009

Ja bym chciał żyć jeno energią kosmiczną ;) Jakie oszczędności na jedzonku ;)
Zaraz ktoś powie , że się czepiam wegetarian , ale ...
Jeśli ja pójdę w gości do wegetarianina, powiedzmy na imieniny , to właściwie zjem wszystko , co mi poda . Ale jak on przyjdzie do mnie to już kłopot .

oj, kłopot ;-)

  grandi,  11/12/2009

Carmelita5, na takiej podstawie, że w komentarzu jako podparcie swoich racji nie użyto pozycji weryfikowalnych jako naukowe (wiarygodne) a jedynie filmiki z youtube.
Nie mam wiedzy nt skuteczności leczenia cukrzycy fruktozą, niestety raczej nie będe mieć też czasu na przestudiowanie wszystkich pozycji angielskich, prosze je jednak podać aby nie byc gołosłownym. W wolnej chwili pewnie zapozn ...  wyświetl więcej

Mateusz,
Teraz rozumiem twoj punkt widzenia. Jednakże w moim komentarzu nie doczytasz sie iz podalam adresy do filmikow z youtube jako ''źródło wiarygodności informacji''. Podane filmiki w szybki i obrazowy sposob podaja inetersujace informacje ktore kazdy sam moze potwierdzić czy zanegowac robiac wlasne rozeznanie.
Co do materialow z checia sie nimi podziele - wysle je na twojego maila jesli nadal jestes zainteresowany.
Pozdrawiam

Chętnie poczytam, choć podchodzę do tematu sceptycznie. Diet-cud są dziesiątki, a zwolennicy każdej z nich utrzymują, że to ta ich jedyna jest najlepsza dla zdrowia..

Ok, to na poczatek proponuje ksiazke ''Terapia Gersona'' , polskie strony o witarianiźmie i skarbiec wiedzy: artykuły rzadowe, wyniki badan naukowych itp http://www.thegardendiet.com/science/
Pozdrawiam

  Elba,  12/12/2009

"...jako młoda lekarka neurolog ze świeżo zdaną specjalizacją na pięć, musiałam sobie codziennie wstrzykiwać pyralginę, aby przeżyć dzień bez bólu..." - kojarzy mi się to z dr Hausem, który ostatnio przechodzi odwyk i potworne katusze z tym związane. A może by go tak na warzywka...i po problemie. Ciekawe kiedy scenarzysta filmu na to wpadnie.
Genialni lekarze są nam potrzebni, a szczególnie ...  wyświetl więcej

Panią dr Dąbrowską poznaliśmy na jednym z pierwszych wykładów w Gdańsku w roku 1995/96.
Od lat już wtedy nie jedliśmy nic z zabijanych zwierząt i ryb. Z broszurkami wróciliśmy do domu ciesząc się,
że nareszcie ktoś z kręgów medycznych zajął się sprawą zdrowia tą metodą.
Teraz obok naszego domu powstaje ośrodek, gdzie ta metoda będzie stosowana.
Szerzej patrząc jestem pr ...  wyświetl więcej

  ulmed,  12/05/2010

@carmelita5, podałaś zły adres, niestety. Napisz na mój ulmed.info@gmail.com



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2014 grupa EIOBA. Wrocław, Polska