Login lub e-mail Hasło   

O tym jak kawę donosiłem

Ostatnio chodzi w TV reklama. Przedstawia Wojciecha Manna, niosącego przez korytarz pełny kubek herbaty i „modlącego się”, żeby donieść. Za każdym razem wybucham śmiechem.
Wyświetlenia: 4.005 Zamieszczono 08/12/2009

Ta reklama przypomina mi moje własne doświadczenie z próbą, udaną w końcu, doniesienia napojów do stołu.

Byłem delegatem na Walne Zgromadzenie pracowników Spółdzielni. Siedzieliśmy na Sali Obrad, Większość przy długim stole, wzdłuż stołu prezydialnego, pozostali pod ścianami przy stołach ośmioosobowych. Było dobrze ponad setka osób, a ja miałem szczęście należeć do tych drugich – przy ścianach. Działo się to w reprezentacyjnym hotelu w mieście

- Małolat! Idziesz po kawę! Śmigaj! – rzucił ktoś ze wpółsiedzących, wręczając mi pieniądze.

Co było robić, wziąłem kasę i poszedłem do sali restauracyjnej. Po chwili na blacie pojawiła się metalowa, nieduża taca. Na tacy osiem szklanek wypełnionych wrzącą kawą, każda na spodku, a na szklankach łyżeczki.

„Dobra kawki, idziemy!” – pomyślałem biorąc tacę w dłonie. Kiedy obróciłem się w stronę wyjścia, poczułem, ze wszystko się strasznie trzęsie.

„Dobra, muszę inaczej złapać” – pomyślałem i czym prędzej postawiłem tacę na najbliższym stoliku. Wziąłem głęboki oddech, tacę w dłonie i „idę” dalej. Jakoś doniosłem do ostatniego stolika, tuż przy wyjściu. Poczułem jak podkoszulek przykleja mi się do mokrych pleców. Musiałem „chwilę odpocząć’.

Ruszyłem dalej. Wyszedłem na hol. Duży hol. A w holu rozległy się dzwony, niby dzwony kościelne. Ale to moje szklanki dzwoniły, trzęsąc się na tacy.  W holu brzmiało to jak dzwony w niedzielę.

„Doniosę! Spokojnie, doniosę. Nie, nie doniosę…” – pomyślałem szukając wzrokiem jakiegoś ratunku.  Jest! Szatnia, jakieś cztery metry. O Boże, wtedy to było sąsiednie miasto! Resztkami sił, dzwoniąc w niebogłosy doniosłem, a właściwie taca mnie doniosła, do blatu szatni. Szklanki stojąc, przestały się trząść, za to ja… niby galareta. Otarłem mokre czoło, schowałem do kieszeni krawat, który dyndając nad szklankami działał mi wyjątkowo na nerwy.

Od wejścia na salę obrad dzieliło mnie jakieś dziesięć, dwanaście metrów. Zrobiwszy ogląd sytuacji zorientowałem się, że „przystanku” już nie ma. Jeszcze raz przetarłem czoło, tak na wszelki wypadek, jakbym chciał zetrzeć pot, którego jeszcze nie ma. Na zapas.

„Idziemy! Nie ma zmiłuj się! Kurza twarz, albo ja, albo ta pieprzona kawa! Cholera, mógłby ktoś wyjść. Się zainteresować! Nie ma mnie przecież jakieś dwadzieścia minut To wszystko przez te odpoczynki”.

Ruszyłem. Dzwony dzwoniły, a ja idę. Jeszcze osiem metrów. Jeszcze sześć… Stop! Przystanek. „Ostrożnie” postawiłem tacę na posadzkę.

„Boże! Jak ja lubię ciszę” – pomyślałem gdy dzwony ucichły. Wpadłem na pomysł, żeby pomóc sobie nogą. Spróbowałem „popchnąć trochę” tacę po posadzce, ale pomyślałem, że jakby ktoś mnie zobaczył, co ja robię z ich kawą, to mógłbym dostać w łeb.

Jeszcze tylko pięć metrów. Niosę dalej w towarzystwie kościelnych dzwonów.

„Ciekawe czy w niebie tak dzwonią. Jeśli tak, to nie chcę do nieba. Zwariowałbym” – próbowałem rozmyślać „niosąc” tacę.

Doniosłem. Do drzwi Sali Obrad. Wielkie te drzwi, masywne, a żaden nie otworzy. Co za ludzie. Znów taca na posadzce. Aż się zdziwiłem (dopiero teraz), że nie jest śliska, chociaż płytki lśniły prawie jak lustro. Otworzyłem drzwi, przytrzymując nogą, żeby się nie zamknęły. Wszedłem. Jeszcze osiem metrów.

Na Sali zaległa absolutna cisza, wszyscy w skupieniu słuchali „dzwoniących dzwonów”. Wszyscy siedzieli nieruchomo, wpatrując się we mnie, jakbym był posłańcem, dumnie niosącym dary od władcy, dla innego władcy.

„Musisz donieść! Nie ma mowy o przystanku! Nawet o tym nie myśl! Jeszcze trochę! Jeszcze! Już prawie! Już! Już! Już!!!” – Nagle drzwi przerażająco trzasnęły, taca, nie wiem jak, wylądowała na stole. Mokry jak szczur z kanalizacji, odetchnąłem z ulgą i skierowałem się na swoje miejsce, jakby nigdy nic.

Po chwili sala wybuchła niepohamowanym śmiechem. Wszyscy pokładali się ze śmiechu, niektórzy nawet się popłakali.

„O co im chodzi? – Wariaci! Przecież doniosłem! Doniosłem!!! To się nazywa bohaterstwo!”

 

Podobne artykuły


12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1310
10
komentarze: 21 | wyświetlenia: 844
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 931
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1026
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 543
9
komentarze: 24 | wyświetlenia: 881
9
komentarze: 102 | wyświetlenia: 319
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 887
8
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1274
8
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1288
8
komentarze: 3 | wyświetlenia: 262
8
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1160
7
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1164
7
komentarze: 3 | wyświetlenia: 254
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Pewnie też bym się śmiał, tak jak teraz się śmieję:-)))
Tylko nie obawia się Pan, że po tym publicznym przyznaniu się do donoszenia zainteresuje się Panem IPN?

Zapomniałem o punktach

  andrzejs,  08/12/2009

Noooo, to możliwe:) Ale cóz, mleko juz sie rozlało. najwyżej nastawię budzik na szóstą i będę nasłuchiwał... jakichś funkcjonariuszy:))) Bo to bez tego sie chyba nie obędzie... do wyjasnienia:)))
Dzieki za punkty!

Bardzo zabawny, pozdrawiam.

Oto przykład, że z banalnej i zwyczajnej anegdoty można zrobić świetny, zabawny tekst:-)
Gratuluję i pozdrawiam!

  andrzejs,  08/12/2009

Dziękuję i również pozdrawiam:)))

Z przyjemnym śmieszkiem dołączam się do tej opinii.

  Marcin L.  (www),  09/12/2009

Heheh. Dobry tekst, ale chciałem odnieść się do reklamy. Myślę, że znudziły się nam już reklamy z efektami specjalnymi i teraz na czasie będą reklamy z pomysłem, jak ta do której odnosi się autor powyższego tekstu

Czytając tekst, czułem się tak, jakbym to ja niósł tę kawę. Bałem się doczytać do końca. - Świetne!

Hehe, świetne :D. Byłem kiedyś kelnerem, więc wiem jak to jest nosić na tacy różne napoje :)
Pozdrowionka!

Rzeczywiście - świetne! A kiedy to walne miało miejsce?

  andrzejs,  10/12/2009

Oj... dawno:) Wieki temu. Byłem wtedy rzeczywiście małolatem. Dziś jestem "starym, pięćdziesięcioletnim zgredem", ale mimo to, lubię powspominać stare, młode czasy. Trzydzieści lat temu:)
Dziękuję za punkty.

Sympatyczna historia:)

  mr x,  19/12/2009

Dobry tekst a zwłaszcza komentarze, bo uświadamiają, że czasem chcemy po prostu przeczytać dobrze napisany tekst, nie ważne o czym. Reklama z Mannem budzi we mnie mieszane uczucia, czy każda znana twarz musi prędzej czy później się sprzedać reklamie?

Oj Panie Andrzeju, tez sie usmialam bo fajnie napisane. I tak, jest pan bohaterem przynajmniej w moich oczach, bo nikt sie nie ruszyl do pomocy jakby czekali na to co sie stanie i ....
Pozdrawiam radosnie

Aaa, dziękuję Pani Hanno:)))
Również pozdrawiam. Cieplutko i serdecznie!

A bohaterem to sie czułem wtedy, faktycznie:)
Alez to był czas. Człowiek był taki młody... i takie "problemy miał".
Miło więc jest powspominać (chociaż tyle) tamten czas, a jeszcze w okolicznościach okołoświątecznych.

  Bar_ka  (www),  15/06/2010

Jak wszyscy, ubawiłam się dobrze :) Taka banalna czynność a tyle radości.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska