Login lub e-mail Hasło   

Katolicka etyka małżeńska.

Nic dziś nie budzi większych kontrowersji w nauczaniu Kościoła, jak etyka seksualna.
Wyświetlenia: 5.661 Zamieszczono 12/12/2009

Wstęp

 

 

            Nie ma dzisiaj wątpliwości, co do faktu, iż nic bardziej nie wzbudza sprzeciwu i kontrowersji w dziedzinie nauczania Kościoła katolickiego, wśród „zwykłych” ludzi, jak nauczanie tegoż Kościoła w kwestiach etyki seksualnej, a więc przede wszystkim małżeńskiej. Jedyne bowiem akty seksualne które dopuszcza moralność katolicka, to te, które maja miejsce w małżeństwie. Każda inna aktywność seksualna człowieka uznawana jest za „nieuporządkowaną”[1], a również w małżeństwie „przyjemność seksualna jest moralnie nieuporządkowana, gdy szuka się jej dla niej samej w oderwaniu od nastawienia na prokreację i zjednoczenie.”[2]

             Badania amerykańskie z lat 90. pokazują, że tylko 12 proc. wszystkich katolików akceptuje w pełni nauczanie Kościoła na temat seksualności, a wśród chodzących regularnie do kościoła – jedynie 20 proc.[3]  Najwięcej oporów budzi jednoznaczny zakaz używania środków antykoncepcyjnych przez małżonków, niezgoda Kościoła na zapłodnienia pozaustrojowe, czy bezwzględny zakaz rozwodów.

            Problemy związane z katolicką etyką małżeńska nie tylko dzielą katolików świeckich. Również wśród hierarchów Kościoła katolickiego widać dzisiaj zróżnicowanie zdań, na przykład na temat absolutnej niedopuszczalności antykoncepcji, zapłodnienia poza organizmem matki, a także niedopuszczania osób rozwiedzionych do sakramentów świętych.[4]

            W niniejszej pracy, przedstawiony zostanie zarys etyki katolickiego dotyczący małżeństwa. Na początku wyjaśnione zostanie samo zagadnienie pojęcia etyki katolickiej. Następnie przedstawione zostanie małżeństwo, takim, jakie widzi je katolicka teologia. Będzie tak dlatego, iż etyka katolicka nierozerwalnie związana jest i w linii prostej wypływa właśnie z dogmatyki Kościoła katolickiego.

            Na końcu zaprezentowane zostaną główne linie sporów i kontrowersji, jakie budzi etyka małżeńska.

 

  1. Co to jest etyka katolicka?

 

Katolicka etyka, jest ściśle związana z katolicyzmu doktryną, a co za tym idzie z dogmatyką  katolicką, kultem i nauką społeczną Kościoła katolickiego. Ma charakter heteronomiczny, tzn., że nakładane przez nią normy postępowania i zachowania mają być przestrzegane nie tylko dlatego, że człowiek uznaje ich słuszność, lecz przede wszystkim dlatego, że zostały nakazane przez Boga, który czuwa nad ich przestrzeganiem bezpośrednio i za pośrednictwem Kościoła i jego duszpasterzy. Fundamentem etyki jest Dekalog przejęty z judaizmu (i zmodernizowany). Reguły moralności katolickiej zawarte są w rozmaitych dokumentach, np. w zbiorach orzeczeń soborowych i papieskich, orzeczeń kongregacji rzymskich, orzeczeń synodalnych, encyklikach papieskich, w listach pasterskich, instrukcjach urzędów kościelnych.

Pełny obraz obowiązujących reguł etycznych można znaleźć w Katechizmie i podręcznikach teologicznych, które obok przepisów zawierają wskazówki, jak je zachować. Etyka katolicka żąda ścisłego przestrzegania wszystkich nakazów, które Kościół nakłada, a teologia interpretuje, w myśl naczelnej zasady, że kto wierzy Kościołowi, musi być przekonany, że wierzy Bogu, a spełniając nakazy Kościoła ma mieć pewność, że spełnia wolę Boską.[5]

Etyka katolicka ma swe źródła w personalizmie katolickim, który z kolei opiera się na metafizycznym pojmowaniu osoby ludzkiej jako autonomicznego bytu, obdarzonego wolnością i moralną odpowiedzialnością. W wymiarze etycznym człowiek jest osobą zdolną do dążenia do prawdy i dobra. Określa się to jako godność osoby ludzkiej. Ze względu na swą godność człowiek nie może dowolnie sobą dysponować, „używać” siebie, nie może także traktować innych ludzi jak przedmiot użycia.[6]

Najważniejszą etyczną normą postępowania człowieka ma być miłość. „Katechizm wielokrotnie przypomina, że największym przykazaniem jest przykazanie miłości Boga i bliźniego (KKK 2083; 2196). Przykazanie to obowiązywało już w Starym Testamencie (. Pwt 5, 6-21). Chrystus jednoznacznie potwierdza jego aktualność a jednocześnie mówi o nowym przykazaniu miłości. Jest ono rzeczywiście nowe i ostateczne, gdyż ukazuje radykalnie nowe i ostateczne kryterium chrześcijańskiej miłości: <Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem>" (J 13, 34).[7]

To, co tu szczególnie  istotne to fakt , iż w myśl teologii i nauczania Kościoła, jego zasady moralne mają swoją nadprzyrodzone uzasadnienie w decyzji samego Boga. To właśnie Bóg jest najwyższym prawodawcą, ponieważ nadaje on porządek całemu światu. Boska mądrość stanowi „wieczne prawo”, które wszystkim kieruje.[8] To boskie prawo zostało niejako wszczepione w naturę człowieka (prawo naturalne) i  człowiek dzięki rozumowi, może poznawać to prawo i według niego organizować swoje życie indywidualne i społeczne.[9]  Kościół wierzy, że normy etyczne, do których zobowiązuje, nie pochodzą od niego samego lecz są chciane i ustanowione przez Stwórcę ale ich całkowita i jedyna interpretację pozostawia swojemu nauczaniu – Magisterium Kościoła czyli nauczanie papieży, soborów, biskupów pozostających w łączności z papieżem.

Jak naucza Kościół Objawienie jest tak bardzo złożone, że wyklucza możliwość dowolnego i osobistego jego interpretowania, dlatego Magisterium Kościoła czuwa nad właściwym rozumieniem prawd objawionych. Wierzący, jeśli chcą żyć w łączności z Kościołem Katolickim, muszą przyjąć i podporządkować się nauczaniu Magisterium, gdyż to ono i tylko ono podaje normę wiary do wierzenia.[10]

Właśnie wokół zagadnienia absolutnego podporządkowania się nauczaniu Magisterium rodzi się wiele kontrowersji, o których w dalszej części pracy.

 

  1. Czym jest małżeństwo katolickie?

 

Teologia cały czas ulega rozwojowi i ewolucji w sensie doskonalenia, uzupełnienia i rozpoznawania prawd wiary w konkretnym miejscu i czasie. Jest tak również jeśli chodzi o teologię małżeństwa.[11]  Teologia katolicka uznaje małżeństwo za „przymierze przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu.”[12]

            Historię chrześcijaństwa przez długie wieki znamionowała wrogość do seksualności, także tej małżeńskiej. Ojcowie Kościoła stworzyli bardzo rygorystyczne reguły , zabraniające wszystkich nieprowadzących do prokreacji zachowań seksualnych pod sankcją kary piekielnej. I chociaż chrześcijaństwo ma swoje korzenie w judaizmie, Ojcowie Kościoła dokonali zerwania z jego nauczaniem na temat roli częstego współżycia małżeńskiego, wprowadzając przez większość roku liturgicznego zakaz zbliżania się do siebie małżonków. Takie normy wzmocniły wśród wiernych przekonanie, że przyjemność cielesna i duchowość nie mają ze sobą nic wspólnego nawet w małżeńskim łożu.[13]

            Znajdziemy jednak w chrześcijaństwie wyjątki od takiej postawy. Tomasz z Akwinu nauczał że brak autentycznej rozkoszy to istotne zubożenie człowieczych doznań. Uważał ponadto, że w pierwotnym stanie ludzkości, sprzed Upadku, rozkosz seksualna była czymś jeszcze większym. Doktor Kościoła z naciskiem podkreślał, że ludzie potrzebują przyjemności jako remedium na wszelkie smutki i troski, i przekonywał, że w takim stopniu, w jakim rozsądne zachowanie wymaga aktywności cielesnej, człowiek powinien jej zażywać, ponieważ Bóg dał nam zmysły po to, byśmy mogli się rozkoszować Jego stworzeniem. Fundamentalną przesłanką wywodów Akwinaty na temat prawa naturalnego, nie tylko w odniesieniu do seksualności i płciowości, było to, że podstawą moralności jest struktura naszej natury i jej potrzeb.[14] Niestety takiego podejścia do tych spraw nie usłyszymy jednak z ambon w kościołach czy na lekcjach religii.

Dopiero nauczanie Soboru Watykańskiego II dowartościowało miłość w małżeństwie.[15] „W trakcie Vaticanum II do kwestii małżeństwa i rodziny powrócono w pracach nad Konstytucją duszpasterską „Gaudium et spes" i dokonano w niej zmiany dotychczasowej nauki o hierarchizacji celów małżeństwa. Konstytucja za podstawową i centralną wartość tego sakramentu uznała miłość, która „wiążąc z sobą czynniki boskie i ludzkie, prowadzi małżonków do dobrowolnego wzajemnego oddawania się sobie, które wyraża się w czułych uczuciach i aktach oraz przenika całe ich życie" (n. 49). Od tego momentu nie można już twierdzić, że małżeństwo zostało stworzone przez Boga jedynie dla prokreacji bądź ustrzeżenia się przed pożądliwością (por. n. 50). Małżeństwo nabrało blasku.”[16]

  W myśl nauczania Ojców soborowych miłość w małżeństwie jest ważniejsza niż prokreacja, a grzechy przeciwko miłości, są cięższe niż grzechy przeciwko płodności. Małżonek staje się przez to odpowiedzialny i ponosi moralną winę za zanik miłości w małżeństwie. To właśnie miłość i prokreacja stanowią istotę katolickiej teologii, moralności i etyki małżeńskiej.

 

  1. Katolicka etyka życia małżeńskiego

 

3.1 Miłość

 

 "Miłość małżeńska zawiera jakąś całkowitość, w którą wchodzą wszystkie elementy osoby - impulsy ciała i instynktu, siła uczuć i przywiązania, dążenie ducha i woli. Miłość zmierza do jedności głęboko osobowej, która nie tylko łączy w jedno ciało, ale prowadzi do tego, by było tylko jedno serce i jedna dusza. Wymaga ona nierozerwalności i wierności w całkowitym wzajemnym obdarowaniu i otwiera się ku płodności. Jednym słowem chodzi o normalne cechy charakterystyczne dla każdej naturalnej miłości małżeńskiej, ale w nowym znaczeniu, gdyż sakrament nie tylko je oczyszcza i wzmacnia, ale wynosi tak, że stają się wyrazem wartości prawdziwie chrześcijańskich"[17]

W świetle etyki katolickiej miłość małżeńska jest:

 

  • pełna, to znaczy obejmująca całość osoby ludzkiej i jej życia. Jest to miłość zarówno duchowa, jak i cielesna, zmysłowa. Kiedy oddzielimy te dwa aspekty, będziemy mieli do czynienia z karykaturą miłości. Człowiek stanowi jedność psycho-cielesną, a więc miłość musi być zintegrowana z całością ludzkiej osoby.[18]

 

  •  wzajemna, która polega na całkowitym ofiarowaniu się drugiemu. Jest tym prawdziwsza, im mniej w niej egocentryzmu, im mniej nastawiona na branie, im więcej pragnąca dawać. Owszem, w miłości jest również branie, ale w zdrowej miłości powinno być ono podporządkowane chęci dawania. Miłość nie wyklucza również pożądania, ale nie powinno się ono przemienić w raka, który się uniezależnił od miłości i ją pożera. Autentycznie kochający się małżonkowie pragną swoje pożądanie napełnić miłością i miłości je podporządkować.[19]

 

 

  • wierna i nierozerwalna.   Do istoty miłości małżeńskiej należy wierność, jedność i nierozerwalność.[20] Kościół głosi zdecydowaną naukę, iż małżeństwo może być zawarte tylko między jedną kobietą i jednym mężczyzną. Z ludzką seksualnością nierozerwalnie związana jest monogamia, gdyż taki był zamysł samego Boga już w akcie stworzenia. Bóg powołując do istnienia  mężczyznę i kobietę, którzy wzajemnie siebie potrzebowali sprawił, iż są sobie równi pod każdym względem. Fakt ten został dodatkowo potwierdzony przez Chrystusa.[21] Kobieta i mężczyzna zawierając sakramentalny związek małżeński „stają się jednym ciałem”.[22] „Poligamia jest przeciwna równej godności i miłości małżeńskiej, która jest jedyna i wyłączna.”[23] Z podobnych powodów Kościół zdecydowanie odrzuca możliwość małżeństw homoseksualnych, które godzą w stwórczy zamysł Boga, który stworzył człowieka zróżnicowanego płciowo, a więc zdolnego do przekazywania życia. Homoseksualizm natomiast jest w brew naturze, gdyż osoby tej samej płci nie są wstanie realizować prokreacji.[24] 

Etyka małżeńska zakłada absolutną nierozerwalność małżeństwa. Dlatego też Kościół sprzeciwia się rozwodom i nie uznaje za ważne małżeństw zawartych po raz drugi w świetle prawa cywilnego: ” Jeśli rozwiedzeni zawarli cywilnie drugi związek małżeński, znajdują się w sytuacji, która obiektywnie wykracza przeciw prawu Bożemu. Dlatego nie mogą oni przystępować do Komunii eucharystycznej tak długo, jak długo trwa ta sytuacja. Z tego samego powodu nie mogą oni pełnić pewnych funkcji kościelnych. Pojednanie przez sakrament pokuty może być udzielane tylko tym, którzy żałują, że złamali znak Przymierza i wierności Chrystusowi, i zobowiązują się żyć w całkowitej wstrzemięźliwości.”[25]

Etyk katolicka sprzeciwi się rozwodom z kilku powodów. Po pierwsze rozwód sprzeciwia się istocie miłości małżeńskiej, która zakłada wierności jedność. Po drugie godzi w dobro sakramentu, który został ustanowiony przez samego Chrystusa. Po trzecie przyczynia się do wielkiego cierpienia zarówno opuszczonego współmałżonka jak i dzieci, które są owocem małżeństwa. W końcu wreszcie godzi w dobro społeczeństwa, którego małżeństwo i rodzin stanowi najmniejsza komórkę.[26]

Kościół dopuszcza jedynie separację jako możliwość tymczasowego rozłączenia małżonków. Niemniej jednak stawia wyraźnie określone warunki: „Istnieją jednak sytuacje, gdy wspólne życie małżeńskie z różnych powodów staje się praktycznie niemożliwe. W takich przypadkach Kościół dopuszcza fizyczną separację małżonków i zaprzestanie wspólnego życia. Małżonkowie w dalszym ciągu są przed Bogiem mężem i żoną oraz nie mogą zawrzeć nowego związku. W tej trudnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem, jeśli to możliwe, byłoby pojednanie. Wspólnota chrześcijańska powinna pomagać tym osobom przeżywać po chrześcijańsku zaistniałą sytuację, z zachowaniem wierności wobec nierozerwalnego węzła ich małżeństwa.”.[27]

 

3.2  Prokreacja

 

Kościół naucza, że małżonkowie muszą sobie zdawać sprawę, że rodzenie i wychowanie dzieci jest ich zasadniczym powołaniem, któremu nie mogą się sprzeniewierzać. Jednakże ich rodzicielstwo nie powinno być przypadkowe ale świadome i przemyślane. Stąd etyczne rozwiązanie problemu małżeńskiej płodności wymaga stosowani się do wymagań jakie stawia przed wierzącymi Magisterium Kościoła.[28] Nieetyczne postępowanie ma miejsce wówczas gdy małżonkowie: korzystają z poznania rytmu płodności w celu nieuzasadnionego egoistycznego ograniczania swojej dzietności, stosują antykoncepcję, dopuszczają się zabicia dziecka przed jego urodzeniem, bez względu na to, jak długo ono już żyje (kilka dni, tygodni czy miesięcy).

Para małżeńska, która nie chcąc mieć dzieci stosuje antykoncepcję (przerywa stosunki płciowe, używa prezerwatyw lub środków dopochwowych) sprzeniewierza się Bogu w sprawie bardzo zasadniczej, jaką jest zaprzysiężona "uczciwość małżeńska", więc popełnia grzech ciężki. Bowiem takie postępowanie:

  • pozbawia naturalnego przeznaczenia sam akt,
  • zakłóca działanie zdrowego organizmu, żaden środek antykoncepcyjny nie jest obojętny dla zdrowia fizycznego i psychicznego; zwykle im bardziej jest efektywny, tym więcej powoduje zaburzeń,
  • stanowi rezygnację z postępu moralnego człowieka,
  • sprowadza osobę małżonka do roli przedmiotu użycia,
  • zamyka postawę małżonków na Boży dar jakim jest dziecko. tosowanie antykoncepcji jest z góry zamierzonym wykluczeniem rodzicielstwa przez niszczenie Bożego planu wpisanego w ciała małżonków.[29] Aprobata dla antykoncepcji, zdaniem kardynała Lustigera, dokonuje w naszej mentalności rozłączenia ludzkiej seksualności od ludzkiej osoby: "Wszystko polega na tym, żeby wiedzieć, czy istota ludzka może rozporządzać swoim ciałem jako przedmiotem, zewnętrznym wobec jej wolności, a więc takim, któremu z natury jest obce pojęcie dobra i zła. Jeżeli dziedzina seksualności, jak zresztą i inne, pozostaje na zewnątrz określenia wolności i sfery moralności, to rzeczywiście nie wiadomo, dlaczego miałoby się ograniczać prawo do używania i nadużywania własnego ciała oraz jego zdolności do rozkoszy. (...) Seksualność ludzka jest miejscem, gdzie człowiek wypowiada się nie tylko według swojej kondycji naturalnej, ale także idąc za swoim powołaniem boskim. Seksualność jest nie tylko miejscem wolności, ale również miejscem podobieństwa do Boga".[30] "Problematyczność pigułki antykoncepcyjnej -- argumentuje w tym samym duchu kardynał Ratzinger -- ujawnia się przez rewolucję kulturalną, jaką ta pigułka wywołała. Seksualność stała się towarem, dostępnym na życzenie, dającym się <bezpiecznie> użyć w każdym czasie. Efektem jest pogłębiający się rozpad wierności małżeńskiej, postawienie na jednej płaszczyźnie wszystkich zachowań seksualnych, a przez to na przykład pożałowania godna eksplozja homoseksualizmu".[31] Antykoncepcja jest

Jednak problem antykoncepcji nawet wśród hierarchów i teologów katolickich nie jest oceniany jednoznacznie. Są tacy teologowie, a nawet biskupi,  którzy twierdzą, że nie można udowodnić na podstawie analizy prawa naturalnego, że w każdym przypadku jest moralnie zła. I postuluję, by decyzję, czy antykoncepcja buduje związek, czy osłabia, zostawić małżonkom ze względu na ich specyficzną sytuację rodzinną i intuicję moralną[32].  Największe emocje budzi jednak kwestia używania prezerwatyw, szczególnie tam, gdzie występują choroby zakaźne takie jak na przykład HIV czy AIDS.

 Podsumowując trzeba stwierdzić, iż Kościół sprzeciwia się antykoncepcji ponieważ:

  • zmieniają obiektywny sens ludzkiej płciowości
  • sprzyja hedonizmowi
  • może powodować uzależnienie od seksu
  • może prowadzić do instrumentalnego i przedmiotowego traktowania współmałżonka
  • jest zamknięciem się na nowe życie

Kościół walczy o ludzki wymiar płciowości i obiektywny sens aktu małżeńskiego na który składa się jedność miłości i prokreacji. Antykoncepcja jest uznawana za ciężkie przewinienie moralne, ponieważ jest nastawiona przeciwko życiu oraz przeciwko całkowitej akceptacji drugiej osoby. Jest zamknięciem się na absolutna jedność małżeństwa.[33] Akt seksualny to akt całej osoby ludzkiej skierowany do drugiej osoby. Kościół widzi w antykoncepcji nadużycie ciała i zakwestionowanie prawdy o człowieku, który czasem jest płodny, czasem nie. Próbą odrzucenia części prawdy. „Daję siebie, ale nie taki, jaki jestem: mężczyzna jest płodny, ale tę płodność próbuje odrzucić. Kobieta może być płodna, ale chce to uniemożliwić.”[34]

Kościół od samego początku stoi na stanowisku, że życie ludzkie domaga się poszanowania, ochrony i obrony od momentu poczęcia do naturalnej śmierci.[35] Wynika to z faktu, iż teologia katolicka opierając się na tekstach biblijnych uznaje, iż z osoba ludzką mamy do czynienia właśnie od momenty poczęcia. Każda istota ludzka od samego początku swego biologicznego istnienia powinna mieć przyznane prawa osoby, a wśród nich to pierwsze i najważniejsze, prawo do życia.[36] Dlatego więc Kościół od początku twierdził, że jest złem moralnym każde spowodowane przerwanie ciąży. Nauczanie na ten temat nie uległo zmianie i pozostaje niezmienne. Bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel lub środek, jest głęboko sprzeczne z prawem moralnym. Nie będziesz zabijał płodu przez przerwanie ciąży ani nie zabijesz nowo narodzonego.[37]

Katolicka etyka małżeńska przeciwstawia się również  zapłodnieniu pozaustrojowemu. Szczególnie wzbudza dzisiaj kontrowersje kwestia zapłodnienia In vitro , które Kościół uważa za niedopuszczalne pod względem moralnym.[38] W takich zabiegach dostrzega on zagrożenie wynikające z faktu, iż dochodzi wówczas do niszczenia ponadliczbowych embrionów. Podczas tak zwanego „sztucznego zapłodnienia” dochodzi do  rozdziału jaki dokonuje się miedzy miłosnym aktem dwóch kochających się ludzi, a poczęciem dziecka. Ponadto takie zabiegi medyczne powodują, ze embrion ludzki zostaje oddany w ręce ludzi, którzy mogą dobrowolnie nim rozporządzać. Dochodzi wtedy do „panowania techniki nad pochodzeniem i przeznaczeniem osoby ludzkiej”.[39]  Kościół stoi na stanowisku, że dziecko nie jest czym, co się rodzicom niejako należy. Jest przede wszystkim darem od Boga i ma prawo do tego, aby poczęło się w akcie i miłosnym zespoleniu rodziców, jako owoc ich miłości. Dziecko zasługuje na to, by począć się w sposób jak najbardziej ludzki.[40]

Również wszelkie techniki, które powodują oddzielenie rodzicielstwa wskutek interwencji osoby spoza małżeństwa (oddawanie spermy lub jaja, macierzyństwo zastępcze), w świetle etyki katolickiej są głęboko niegodziwe. Sprawiają one, że zostaje naruszone niezbywalne prawo dziecka do narodzin z ojca  i matki, których zna, i którzy połączeni są węzłem małżeńskim.  Takie techniki i takie postępowanie stoi w sprzeczności z wyłącznym prawem rodziców do „bycia ojcem i matką tylko dzięki sobie”.[41]

Etyka katolicka dotycząca małżeństwa zakłada, że życie człowieka jest ciągłym rozwojem, który zaczyna się od momentu poczęcia. Fakt poczęcia to połączenie plemnika i komórki jajowej i stworzenie duszy nieśmiertelnej. Duszy nie stwarzają rodzice ale Bóg. On też daje dziecku prawo do życia. Dlatego od poczęcia życiu i zdrowiu dziecka należy się ochrona i szacunek.

  1. 4.      Główne kontrowersje wokół katolickiej etyki małżeńskiej

Dla wielu ludzi wierzących katolicka etyka małżeńska jawi się jako sprowadzenie do etycznego dyskursu o seksie i seksualności, do tego, co „nie wolno”.  Natomiast duchowni wypowiadający się na tematy małżeństwa są jedynie „strażnikami prawa, rzecznikami przykazań i sędziami powinności”[42], a nie prawdziwymi „dusz-pasterzami”, którzy chcieliby wejść w konkretną nieraz bardzo skomplikowaną i dramatyczną sytuację współczesnych małżeństw borykających się z wielkimi problemami. Brakuje w podejściu do kwestii małżeńskich prawdziwego „wczucia się”, empatii z tymi, których maja prowadzić do zbawienia. Wydaje się nieraz, ze Kościół chce sprowadzić całą naukę o małżeństwie do „stosunku płciowego”, określając bardzo ściśle jego ramy, treść, a nawet „wzajemną instrukcję obsługi.”[43] Powoduje to, zdaniem bardzo wielu publicystów katolickich potrzebę nowego przemyślenia ludzkiej seksualności i nauki o małżeństwie.[44] Dziś niestety mamy do czynienia z sytuacją , o której mówi o. Knotz w swej książce „Seks, jakiego nie znacie”, że „Kościół o seksie nie mówi. Kościół o seksie naucza . Stąd przepaść między duszpasterzami a wiernymi”.

Kolejnym bardzo ważnym problemem jest stosunek jaki katolik powinien mieć wobec Magisterium Kościoła. Czy naprawdę zawsze i w każdej sytuacji „Kościół wie lepiej”? Czy katolikowi nie pozostaje już naprawdę nic innego, jak tylko bierne poddanie się temu, co naucza Kościół? Czy nie ma żadnego ‘marginesu błędu”, jaki może popełnić urząd nauczycielski? Może trzeba by na nowo przemyśleć też kwestię prawdziwości obiektywnej każdego nauczania oficjalnego Kościoła? Może potrzeba takiego rozumienia Kościoła jaki proponuje ks. Jacek Prusak? „Rozumienia Kościoła jako wspólnoty moralnego rozeznawania, zwłaszcza w tak złożonych kwestiach jak etyka małżeńska, gdzie posiadanie wątpliwości nie jest samo w sobie oznaką głupoty, braku wiary czy działania na szkodę Kościoła, a odmowa recepcji może być koniecznym wyborem w sumieniu. Przekonanie, że każda wypowiedź Magisterium domaga się takiego samego rodzaju „szczerego przylgnięcia” ze strony wiernych, zrodziło już wiele złych owoców.”[45]

W tym kontekście wymaga też przemyślenia kwestia stosunku sumienia do autorytetu Kościoła. Teologia katolicka naucza, że najwyższą normą postępowania człowieka jest  sumienie. Człowiek zatem ma obowiązek zawsze postępować w zgodzi z tym, co podpowiada mu jego chrześcijańskie sumienie. Co więcej, w sytuacjach, w których ktoś postępuje inaczej, niż mówi mu ten „wewnętrzny głos” popełnia zło moralne.[46] Co zatem wtedy, kiedy sumienie człowieka nie wyrzuca mu jakiegoś czynu, który z kolei jest zabroniony przez autorytet kościelny? Czy człowiek ma w pierwszej kolejności postępować tak, jak wskazuje mu jego prawe sumienie czy, czy tak, jak nakazują zewnętrzne względem niego autorytet? Nawet gdy tym autorytetem jest uświęcony Kościół?

I wreszcie, czy nie powinien ulec nowemu przemyśleniu stosunek Kościoła do kwestii antykoncepcji? Czy naprawdę jest tak, jak chciałby bp Andreas Laun, który twierdzi, że Jeżeli Kościół głosem pięciu kolejnych papieży odrzuca antykoncepcję, to nie jest możliwe, żeby Duch Święty dopuścił, aby wprowadzali wiernych w błąd.”[47] Kościół jednak tworzą ludzie, a z doświadczeni wiemy, że każdy człowiek jest omylny. A poza tym wiele kwestii w dziedzinie moralności, etyki i teologii katolickiej ulega zmianom i przeobrażeniom. Tak sprawa miała się na przykład z losem dzieci nieochrzczonych, czy z losem samobójców, czy na przykład kwestii związanych z wolnością religijną czy możliwością zbawienia poza Kościołem. Może być tak, że również w kwestii antykoncepcji. Rację m zapewne ks. Prusak, kiedy pisze, że „nie wszyscy katolicy, którzy stosują antykoncepcję zamykają się na dzieci. To często są małżeństwa wielodzietne, a nie żadni rozpasani hedoniści.”[48] I w innym miejscu: „Kocham cię i pragnę ci to okazać fizycznie nie staje się prawdą, jeśli zostanie zachowane pełne współżycie (męskie nasienie znajdzie się w pochwie kobiety), ani miłość nie jest <pozorna>, jeśli to nie <pełne współżycie> – ale serca będą probierzem autentyczności tych słów i gestów. O godności człowieka nie decyduje bowiem fizyczna budowa i seksualna sprawność, ale rozum i serce oraz wola wzajemnego oddania się sobie małżonków. Żadna pigułka ani prezerwatywa nie stworzy miłości, ale jej też, wbrew naszej intencji, nie zabierze czy nie zniszczy. Ludzka dusza i sumienie zbudowane są z innego <materiału>. Aby zniszczyć miłość, trzeba świadomie wybrać moralne zło – trzeba mieć intencję ranienia siebie.”[49]

5. Podsumowanie

      Sprowadzanie etyki małżeńskiej do tego, „co wolno,” a czego, pod żadnymi pozorami, „nie należy”, jest błędem teologicznym i duchowym takim samym, jak ten kiedy chrześcijaństwo sprowadza się wyłącznie do nauki o grzechu, winie i karze.[50] A przecież  sednem chrześcijaństwa katolicyzmu jest miłość, bo Bóg jest miłością.  O. Herbert McCabe OP pisze:” etyka jest sprawą naszego człowieczeństwa, a nie domeną jakiegoś ezoterycznego nauczania wyalienowanego z ludzkiej natury”.[51]

Katolicka etyka seksualna i małżeńska jest dziś dla wielu wierzących prawdziwym ciężarem. Istnieje niewątpliwie tendencja do sprowadzenia chrześcijaństwa do jakiegoś porządku etycznego czy wręcz cywilizacyjnego, zapominając o tym, że w chrześcijaństwie nie chodzi o jakieś spełnianie dobrego uczynku, ale o prawdziwa miłość.[52] O to samo chodzi niewątpliwie w małżeństwie…

J J J J J

 

 

 

 

 

 

      

 

 

 

            .

 

 



[1] Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, kan. 2351

[2] Tamże,

[3] Por. J. Prusak, Milcząca schizma, „Tygodnik Powszechny”, 29/08.

[4] Por. A Sporniak, Małżeńska intymność, „TP”, 29/08

[5] Por. http://portalwiedzy.onet.pl/77438,,,,katolicka_etyka,haslo.html

[6] Por. portal.wsiz.rzeszow.pl/plik.aspx?id=9245

[7] Por. M. Dziewięcki, Chrześcijańskie rozumienie miłości bliźniego, w: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/milosc_blizniego.html

[8] Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, kan. 396

[9] Por. Peter Kunzmann, Franz-Peter Burkard, Franz Wiedmann, Atlas Filozofii, Warszawa 2003, s. 85.

[10] Por. Z. Kijas, Nauka o Bogu w trudnych czasach, „TP”, 48/09

[11] Por. J. Troska, Moralność życia płciowego, rodzinnego i małżeńskiego, Poznań 1998, s. 10

[12]Por. KKK, kan. 1660  

[13]Por. J.Prusak, Katolicka Kamasutra czy chrześcijańska tantra, „TP”, 25/29

[14] Por. tamże,

[15] Por. J. Troska, dz.cyt, s. 35.

[16] Por. J. Prusak, Milcząca schizma…

[17] Por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 13

[18] Por. J. Troska, dz.cyt.,  s. 39.

[19] Por. J. Salij, O co chodzi w katolickiej etyce małżeńskiej?, w: http://mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_34.htm

[20] Por. KKK, kan. 177.

[21] Por. J. Troska, dz.cyt., s. 45.

[22] Por. KKK, kan. 1644.

[23] Por. KKK, kan. 1645

[24] Por. J. Troska, dz.cyt., s 47.

[25] KKK, kan. 1650.

[26] Por. J. Troska, dz.cyt., s. 49.

[27] KKK, kan. 1649.

[28] Por. http://www.kuria.gliwice.pl/czytelnia/ksiazki/index.php?numer=15&art=2

[29] Por. http://www.kuria.gliwice.pl/czytelnia/ksiazki/index.php?numer=15&art=2

[30] Por. .J. Salij, dz.cyt.

[31] Tamże.

[32] Por. http://wyborcza.pl/1,75515,5752125,Antykoncepcja_dzieli_Kosciol.html

[33] Por. K. Troska, dz.cyt., s 51.

[34] M.Pilśniak, Pielęgnowanie seksu, „TP”, 29/08

[35] Por. KKK, kan. 2269

[36] Por. KKK, kan. 2270

[37] KKK, .kan. 2271

[38] Por. KKK,  kan. 2377

[39] Por. KKK, kan.2377

[40] Por. J. Troska, dz.cyt., s. 55.

[41]Kongregacja Nauki Wiary, instr. Donum vitae, II, 1.

[42] J. Prusak, Katolicka Kamasutra…

[43] Por. J. Prusak, Chrześcijańska tantra, „TP” 2/04

[44] Por. A. Sporniak, Seks jakiego nie znacie, „TP” 22/09

[45] Por. J. Prusak, Pigułka Achillesa, „TP” 35/08

[46] Por. Z. Głos, Kontrowersyjna ekskomunika, www.redakcja.pl

[47] M. Pilśnik, Pielęgnowanie… 

[48] Por. J. Prusak, Milcząca Schizma…

[49] Por. Tamże.

[50] Por. J. Prusak, Chrześcijańska tantra czy…

[51] Por. Tamże.

[52] Por. W. Bonowicz, Chrześcijaństwo bez kodeksu, „TP”, 48/09

Podobne artykuły


31
komentarze: 12 | wyświetlenia: 4226
33
komentarze: 11 | wyświetlenia: 2954
28
komentarze: 56 | wyświetlenia: 4578
31
komentarze: 20 | wyświetlenia: 4159
26
komentarze: 18 | wyświetlenia: 2903
24
komentarze: 33 | wyświetlenia: 2847
23
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2328
22
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1031
22
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1179
22
komentarze: 118 | wyświetlenia: 4074
22
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2911
21
komentarze: 19 | wyświetlenia: 1279
21
komentarze: 28 | wyświetlenia: 937
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  w84u6  (www),  12/12/2009

Jakieś tam Magisterium, pricipia, teologiczne rozmyślania: jest regulamin i trzeba się go trzymać !

Oficjalny Katolicki Regulamin Odbywania Stosunków Płciowych
Z Osobami Wierzącymi
Imprimatur
ks. bp. Alojzy Paczka, SJ
In Nomine Patris, Filii et Spiritus Sancti
Amen.
Hosanna

Celem niniejszego "Regulaminu" ma być uporządkowanie często

...  wyświetl więcej

Super. Dodał bym jeszcze to http://www.youtube.com/watch?v(...)hTSHIdI
Super porady super fachowców.

eee.. nic nie było o orgaźmie

  w84u6  (www),  13/12/2009

"Kobiety w stan podniecenia wprowadzać nie należy,
ponieważ wówczas może zostać zakłócony normalny porządek rzeczy.
Podniecone kobiety zaczynają domagać się jakiejś "przyjemności"
i jej brak - naturalnie przyjemność jest niemożliwa do uzyskania
w żaden sposób - doprowadza je do stanu frustracji i chęci
odbycia stosunku z innym mężczyzną, na ogół Szatanem. To
...  wyświetl więcej

omijam na kilometr dyskusje o seksie i religii, od czasu do czasu jest zmasowany atak, zaczynam mieć alergię, zrobiłam wyjątek.. mi tu z kapłaństwem nie wyskakuj, bom ja kapłanka domowego ogniska :)

  w84u6  (www),  14/12/2009

Skrzydlata Hestio (Westalko), to straszne.... 30 lat w dziewictwie ? Przyjemniejsze życie miały kapłanki Isztar lub Wenus ;) Tylko jak je nazwać: Wenusjanki? Weneryczki? ... ;)

(...) to straszne.... 30 lat w dziewictwie ? " - co to jest 30 lat do ponad 2000 lat w dziewictwie ?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2014 grupa EIOBA. Wrocław, Polska