Login lub e-mail Hasło   

„Religijność” Polaków

Czas przestać oceniać polską religijność według wskaźnika 95 proc. katolików, a zacząć oceniać ją według wskaźnika 33 proc. Polaków nieznających żadnego z 10 przykazań.
Wyświetlenia: 9.398 Zamieszczono 15/12/2009

Według badań przeprowadzonych pod koniec 2006 roku na zlecenie Komisji Europejskiej, Polska zajmuje drugie miejsce pod względem religijności wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. Wyprzedza nas tylko Malta. Aż 87 proc. Polaków przyznało, że religia jest bardzo ważna w ich życiu.

Nie tylko w oczach innych uchodzimy za naród religijny. Sami też podkreślamy to z dumą przy każdej okazji, a zwłaszcza wtedy, gdy w święta wierni tłumnie nawiedzają kościoły lub gdy przyjeżdża do nas papież. Inne przejawy polskiej religijności to katecheci w każdej szkole, kapelani w szpitalach, wojsku i więzieniach, duszpasterze we wszelkich możliwych środowiskach, wszechobecne kaplice — od pałacu prezydenta poczynając, przez lotniska, na supermarketach kończąc — i krzyże: w sejmie, urzędach, szkołach, szpitalach, w wojsku i na policji, na wyszywanych cekinami kurtkach artystów czy między silikonowymi piersiami niektórych artystek.

O tak, jesteśmy narodem religijnym! I co z tego? Niemal każdego roku święta są okazją do bicia kolejnych rekordów, jeśli chodzi o liczbę zatrzymanych pijanych kierowców. A gdzie pili? Przy świątecznych stołach! I żadne wizyty w kościołach, uczestnictwo w nabożeństwach i zwyczajowych obrzędach nie miały na to wpływu.

Katolicyzm statystyczny

Sondaże przeprowadzone kilka lat temu [2006 — dop. aut.] na zamówienie tygodnika „Newsweek” pokazały, że co trzeci ankietowany Polak nie potrafi wymienić żadnego z dziesięciorga przykazań. Tyle samo osób uważa, że może wyspowiadać się z grzechu pierworodnego. O tym, że Pismo Święte to Stary i Nowy Testament, wiedzą tylko najmłodsi ankietowani; wielu starszych włącza do niego katechizm, a nawet „Gorzkie Żale” — jedno z katolickich wielkopostnych nabożeństw (sic!).

Z innych badań wynika, że można wierzyć w Boga, ale już niekoniecznie w Trójcę, Jezusa, Ducha Świętego, szatana czy niebo. Można się deklarować jako wierzący, ale nie czytać w ogóle Biblii, akceptować rozwody, homoseksualizm, kłamstwo, nieuczciwość. Można obchodzić święta zmartwychwstania, a jednocześnie nie wierzyć w zmartwychwstanie lub wierzyć w reinkarnację.

Mimo że 95 proc. Polaków określa się jako katolicy, to wiarę deklaruje już tylko 70 proc. Z każdym rokiem na niedzielne msze uczęszcza coraz mniej osób. W latach 80. było to około 60 proc. wiernych, na początku lat 90. poniżej 50 proc., a obecnie około 45 proc. [2006 — dop. aut.]. 36 proc. badanych przyznaje, że chodzi na msze nie dlatego, że chce, ale dlatego, że tak trzeba, to ich obowiązek, tego oczekuje od nich rodzina, środowisko, w którym żyją.

Może tych chodzących na nabożeństwa byłoby więcej, gdyby — jak wynika z badań — kazania były ciekawsze, mądrzejsze i odpolitycznione, pieśni inaczej śpiewane, a ogłoszenia krótsze i bardziej taktowne.

Określone oczekiwania formułowane są również wobec duchownych. Wierni oczekują od nich, aby byli: otwarci, uczynni, życzliwi, sprawiedliwi i tolerancyjni (tego chce ponad 33 proc. badanych). Kolejne pożądane cechy duszpasterzy to: pracowitość, uczciwość, skromność, szczerość, prawdomówność i dyskrecja (16 proc.). Wiernych denerwuje materializm duchownych, chciwość, skąpstwo i interesowność (21 proc.) oraz zaangażowanie polityczne (9 proc.).

Prywatyzacja religii

W Polsce z jednej strony mamy do czynienia z chrześcijaństwem zupełnie bezrefleksyjnym — ograniczającym się jedynie do zwyczajowego, mniej lub bardziej regularnego uczestniczenia w wymaganych obrzędach i uroczystościach religijnych, przy jednoczesnym  braku zrozumienia dla ich istoty i znaczenia. Taka religijność charakteryzuje się całkowitym oddaniem spraw swego własnego zbawienia w cudze ręce — kapłanów profesjonalistów, którzy zamiast nas mają się modlić, czytać święte księgi czy dochodzić do świętości. Akcentuje się przywiązanie do tradycji i rytuałów, nie ma to jednak większego przełożenia na przestrzeganie etyki ewangelicznej i codzienną moralność.

Z drugiej strony coraz bardziej widoczne jest zjawisko, które można by nazwać chrześcijaństwem sprywatyzowanym lub religijnością selektywną. W takim chrześcijaństwie wierzący są członkami jakichś Kościołów, ale i tak wierzą po swojemu. Traktują religię jak wyjście na zakupy do supermarketu, gdzie kupują to, co się im podoba i co jest w danej chwili potrzebne. W religii wybierają to, co wydaje się atrakcyjne, a to co nieatrakcyjne odrzucają. Chętnie akceptują prawa płynące z Bożych obietnic (np. prawo do zbawienia), ale już nie obowiązki (np. te, które mówią o posłuszeństwie określonym zasadom, dekalogowi itp.). Ich dewiza brzmi: nikt mi nie będzie mówił, co mi wolno robić, a czego nie. Chcą być sędziami we własnych sprawach, samodzielnie decydującymi, co jest dla nich dobre, a co złe. Nie znoszą jakichkolwiek zewnętrznych — zwłaszcza w wykonaniu ludzi Kościoła — ocen swego zachowania, wypominania im grzechu, mówienia o winie.

Dzieje się tak, gdyż współczesna popkultura — z jej natarczywie lansowanym pojęciem szczęścia, które polegać ma na maksymalizacji satysfakcji osobistej, czyli byciu jak najdłużej młodym, zdrowym, sprawnym (w tym seksualnie), posiadaniu jak największej ilości dóbr — skutecznie uodparnia człowieka na poszukiwanie i przyjmowanie wartości religijnych. Tam, gdzie najważniejsze są pieniądze, sukces i wygoda życia, religia, która wcale ich nie gwarantuje, przestaje być postrzegana jako dająca szczęście. W świecie religijności sprywatyzowanej pytanie: co będę z tego miał? jest ważniejsze od pytania: jaka jest prawda?

Prawdziwa pobożność

A prawda jest taka, że tego się ze sobą pogodzić nie da. Z prawdziwej pobożności nie można ciągnąć zysków. Tych, którzy to robią, Pismo Święte określa jako „ludzi o wypaczonym umyśle, pozbawionych prawdy” [1]. Prawdziwa pobożność sama w sobie potrafi być zyskiem osoby wierzącej, jeśli „jest połączona z poprzestawaniem na małym” [2]. Taka pobożność nie gustuje w publicznym obnoszeniu się ze swoją religijnością [3] czy w oczernianiu innych ludzi, bo wtedy jest bezużyteczna [4].

Prawdziwa pobożność dąży do zgodności z naukami Jezusa Chrystusa [5] i kojarzona jest z takimi cechami i zachowaniami jak: nienaganność, prawość, bogobojność, unikanie zła [6], wierność, miłość, cierpliwość, łagodność [7]. Dla apostoła Jakuba czystą i nieskalaną pobożnością jest „nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat” [8]. Każda inna pobożność jest pozorna i należy się jej wystrzegać [9].

Andrzej Siciński

 

[1] I Tm 6,5 Biblia ekumeniczna. [2] I Tm 6,6. [3] Zob. Mt 6,1. [4] Zob. Jk 1,26. [5] Zob. I Tm 6,3. [6] Zob. Hi 2,3. [7] Zob. I Tm 6,11. [8] Jk 1,27. [9] II Tm 3,5.

 

 

Podobne artykuły


132
komentarze: 65 | wyświetlenia: 40322
70
komentarze: 71 | wyświetlenia: 24388
89
komentarze: 98 | wyświetlenia: 60117
57
komentarze: 37 | wyświetlenia: 10892
38
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6281
21
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3131
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 3523
13
komentarze: 12 | wyświetlenia: 5408
11
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1961
112
komentarze: 102 | wyświetlenia: 19835
99
komentarze: 62 | wyświetlenia: 46586
101
komentarze: 224 | wyświetlenia: 45736
35
komentarze: 41 | wyświetlenia: 5472
 
Autor
Artykuł



I znów pozwolę sobie na pierwszy komentarz do własnego artykułu. Opublikowałem go na Eiobie w czerwcu, czyli wtedy, kiedy dopiero tu "terminowałem". Może dlatego nie spotkał się z uwagą, na jaką moim zdaniem zasługuje. Dlatego postanowiłem go przypomnieć, zwłaszcza, że pojawili się nowi Eiobowicze. Bezpośrednio zainspirował mnie do jego ponownej publikacji artykuł Tomasza Sołowinskiego "Przyganiał kocioł garnkowi...", który wszystkim serdecznie polecam.

< Traktują religię jak wyjście na zakupy do supermarketu, gdzie kupują to, co się im podoba i co jest w danej chwili potrzebne. W religii wybierają to, co wydaje się atrakcyjne, a to co nieatrakcyjne odrzucają. Chętnie akceptują prawa płynące z Bożych obietnic (np. prawo do zbawienia), ale już nie obowiązki (np. te, które mówią o posłuszeństwie określonym zasadom, dekalogowi itp.). Ich dewiza b ...  wyświetl więcej

  Elba,  15/12/2009

Po przeczytaniu artykułu opisującego rzeczywistość polskiego katolicyzmu nasunęło mi się tylko pytanie, na które nie ma tu odpowiedzi: Kto odpowiada za własnie taki stan katolicyzmu w Polsce?...
I za chwilę w głowie pojawiła się odpowiedź: " Poznacie ich po owocach ". Jakie drzewo, takie owoce. Niestety!

  feniks57,  15/12/2009

Artykuł pokazujący do bólu prawdę o polskich katolikach. We wcześniejszych moich komentarzach zwracałem uwagę na to , że chełpienie się statystyką nie jest odzwierciedleniem rzeczywistej wiary. Napisałem , że dla mnie większość to " martwe dusze " które podnoszą tą statystykę . To nie jest religijność z wyboru , ale z tradycji i podejścia że " tak trzeba" bo wszyscy tak robią to ja też. Oparte jes ...  wyświetl więcej

Najbardziej trafna odpowiedź racjonalnie myślącego człowieka.
Muszę przyznać ze zgrozą, że to prawda. Jednak jak może być inaczej skoro Kościół nie nadąża za postępem technologicznym i jakością życia społecznego?
Dla mnie jest to niemożliwe aby Kościół odzyskał swą pozycję. Brakuje mu do tego ogólnoświatowej biedy, III wojny światowej, konfliktów społecznych, niezadowolenia z życia. ...  wyświetl więcej

  oculus,  15/12/2009

Po co takie artykuły, autor oprócz religijnosci nie ma nic do powiedzenia. Tak jak dr. Rydzyk.
Bez urazy proszę. P. Andrzeju trochę życia propszę. Eioba to nie ambona dla nawiedzonych.

Statystyka to dziedzina za pomocą, której udowodnić można wszystko. Jeśli staniemy jedną nogą na rozgrzanej płycie, a drugą na zamrożonej statystycznie będzie bardzo dobrze. I co z tego, że jedna stopa poparzona, a druga odmrożona. Tego statystyka nie ujawni. W kraju, gdzie 95 % deklaruje się katolikami - środki antykoncepcyjne sprzedają statystycznie nie gorzej niż w innych krajach europejskich, ...  wyświetl więcej

  ,  17/12/2009

Nawiązując do samej statystyki to wychodząc z psem na spacer statystycznie mam trzy nogi... ;-)

  silnik,  17/12/2009

Niestety nie mogę się zgodzić z negatywną oceną statystyki, jako narzędzia użytego w tym artykule.
Statystyka potrafi być bardzo precyzyjna - i to precyzyjna do bólu... Wszystko zależy od jej wykorzystania, a w tym artykule nie zauważyłem żadnych błędów przy jej użyciu.

Statystyka opisowa (o której w tej chwili mówimy), jak sama nazwa wskazuje - opisuje nam pewien skomplikowany stan

...  wyświetl więcej

  ,  17/12/2009

Ups, przepraszam z tymi trzema nogami to miał być oczywiście żart. A już na poważnie to zgadzam się z przedmówcą jak i autorem artykułu. Jednocześnie dziękuję za przypomnienie i wyjaśnienie dotyczące metod statystycznych.

Panie Andrzeju,dzięki wielkie,ze w sposób skondensowany pozbierał Pan niejako moje rozproszone myśli w rożnych artykulikach pisanych na ten wazki temat.I gratuluje również,ze Pan wyraził wielka prawdę o katolickim zaklamaniu i ich milosci bliźniego.I .tylko wciąż ubolewam i czekam,kiedy Bóg rozwali to siedlisko obłudy i manipulacji ,która trwa dzięki pieniądzom podatników i olbrzymich dotacji ze wszystkich szczebli panstwowych i samorządowych.Kto ma poparcie w KK,ten ma żarcie

Panie Szymonie, dziękuję za pozytywną ocenę i punkty. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy zechcieli skomentować mój artykuł.
Pragnę zapewnić, że choć pewna cześć artykułu "Katolicyzm statystyczny" odnosi się do Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, to już kolejna: "Prywatyzacja religii" nie jest, w moim odczuciu, tylko i wyłącznie katolickim problemem.

Andrzeju. Twój artykuł jest mądry, wyważony, ma w sobie dobry cel i zacne przesłanie. Pozostaje wiara w Czytelników.Ich chęć szukania, sensownego burzenia barier i murów, a nie atakowania dla samej przyjemności atakowania i przede wszystkim budowania.Najlepiej mostów tam gdzie ich nie ma. Mostów porozumienia. Ja w Kościele katolickim od dziecka spotkalem dobrych i charyzmatycznych kapłanów.Mam świ ...  wyświetl więcej

  ugenberg,  17/12/2009

Heh u mnie w gimnazjum obecnie do bierzmowania. I co? Jak na nich patrzę to większość to robi bynajmniej tylko dlatego, że przynależą do takiej religii i rodzice by się zapewne nie zgodzili na wystąpienie z kościoła.
Cotygodniowe spotkania bierzmowańców=1-2h i do domu o 19-20... a co robią na tym? ksiądz nawija bez sensu a młodzież co innego robi, ale ważne że przyszli podpiszą obecność -.- ...  wyświetl więcej

Religia to jedno a deklaracje w wierze to drugie. Oba są naciągane.

Byłem katolikiem. Ale już nim nie jestem od 20 lat. Jestem buddystą.

Dlaczego? Z wielu powodów. Oto jeden z nich:

W książce, „Nieskończoność w jednej dłoni” astrofizyk, profesor Trinh Xuan Thuan pyta: „Buddyzm neguje więc kategorycznie pojęcie Boga-Stwórcy, przez co sprzeciwia się religiom monoteistycznym. Czy nie jest to niezgodne z tolerancyjnym wizerunkiem buddyzmu? Jak pogodzić

...  wyświetl więcej

Są dwie grupy katolików: osoby wierzące, praktykujące i osoby wierzące niepraktykujące...No i właśnie, czy osoby niepraktykujące są może mniej wierzące?...jak co niektórzy, zwłaszcza starsi potrafią stwierdzić...NIE...ludzie, którzy chodzą co niedzielę do Kościoła często właśnie nie dostosowują się do PRZYKAZAŃ BOŻYCH, czasem o wiele więcej miłości mają w sobie ludzie, którzy rzadko odwiedzają Koś ...  wyświetl więcej

Dziękuję za życzliwy komentarz. Pozdrawiam.

  pirx,  30/01/2010

Jak zwykle ciekawe spojrzenie . Dużo w nim prawdy .
Kiedyś zastanawiałem się , czy ta selektywność wiary, niewypełnianie obowiązków, przykazań, naskórkowość , ograniczanie się jedynie do rytuału, bez głębszej refleksji, jest charakterystyczna tylko dla katolików . Podejrzewam , że nie , ze to samo pewnie tyczy się i innych wyznań . Wszak ludzie są jednakowi .
Warto byłoby się zastano ...  wyświetl więcej

Tak,owszem różne ankiety i badania wskazują,że coraz mniej osób uczęszcza na Mszę Świętą,ale oprócz tego faktu należy dodać również,że zwiększa się wsród tych osób tzw.opinia głęboko wierzących,to pocieszające,że ludzie,którzy chodzą do kościoła wiedzą o co chodzi.Ma Pan rację,że fałszywa pobożność jest zbędna,ma Pan rację pisząc,ze ludziom się nudzi w kościele,alvbo pisząc,że niektóre kazania pow ...  wyświetl więcej

Zaraz, zaraz – a od kiedy nawet znajomość Dekalogu o czymś świadczy? Czy On jest de facto dla nas, Chrześcijan-pogan, obowiązujący? Nas obchodzi Chrystus, a nie np. sabat. Nie mylmy i nie mąćmy ludziom w głowach, proszę Pana. :-)

Dekalog to również np. nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż - tymi przykazanimi też, Pana zdaniem, chrześcijanie nie powinni się przejmować?

  Amicus,  08/12/2011

Andrzeju, wprawdzie jestem zdeklarowanym "antyreligiantem" (nie mylić z "ateistą"!), jednak na artykuł głosuję.
Z tej prostej przyczyny, że w tym, co napisałeś, jest sporo prawdy.

No to skoro nie jesteś ateistą, to Bóg zapłać:-)

Dopiero teraz odkryłem ten niezwykle wartościowy tekst. I nic więcej teraz o nim nie napiszę - wszystko, co potrzeba jest w nim i pod nim. DZIĘKUJĘ! :)

Artykuł super. Cała prawda o polskim katolicyzmie który odszedł daleko od chrześcijaństwa .No ale jacy nauczyciele wiary tacy i uczniowie nauczani przez nich..



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska