Login lub e-mail Hasło   

Zima nie taka zła

Kilkudniowe opady sparaliżowały ruch drogowy i kolejowy. Zasypane samochody, zamarznięte torowiska, trakcje i zwrotnice. Przypomina to zimę z 1978 roku, ale nie tylko...
Wyświetlenia: 2.046 Zamieszczono 14/01/2010

W zasadzie to mógłbym zacząć od narzekania na tegoroczną zimę. Kilkudniowe opady sparaliżowały ruch drogowy i kolejowy. Zasypane samochody, zamarznięte torowiska, trakcje i zwrotnice. Pod naporem śniegu zawaleniem grożą olbrzymie dachy supermarketów. Jednak nie chcę narzekać. Wolę powspominać.

Przypomina mi się zima stulecia z 1978 roku. Ta obecna jeszcze nie może się z nią równać. Było zimniej i śniegu było wiecej. Ale tak czy siak, ilekroć pojawiają się duże opady śniegu moje myśli wracają z sentymentem do tamtego roku.

Miałem wtedy 16 lat. Nasz blok i całą okolicę przysypała gruba warstwa śniegu. Nie było widać chodników, a nawet ławek przed klatkami schodowymi. Przez śnieg trzeba było brodzić niemal po pas. W tych wspomnieniach pojawiła się też moja mama, wtedy czterdziestoletnia kobieta. Oglądaliśmy telewizję i alarmujące relacje z zasypanego śniegiem kraju i byliśmy szczęśliwi, że nie musimy nigdzie wychodzić w taki mróz. I wtedy ze szklanego okienka towarzysz Gierek (ówczesny I sekretarz partii komunistycznej w Polsce) zaapelował, by pomóc. Nawet nie jemu — jak już raz prosił w 1970 roku — ale sobie nawzajem, sąsiad sąsiadowi, wszędzie tam, gdzie mieszkają ludzie przysypani śniegiem, gdzie dozorcy nie nadążają z odśnieżaniem.

Wtedy też pojawił się impuls. Nie zastanawiając się, natychmiast wstaliśmy i wyszliśmy odśnieżać chodnik. Ten impuls był o tyle dziwny, że mama tej władzy, której reprezentantem był towarzysz Gierek, wcale nie kochała. W młodości straciła przez nią ojca, matkę na dwa lata zamknięto w więzieniu, zabrano dom. A jednak — w odpowiedzi na taki apel, w takiej sytuacji, zdecydowała się działać.

Byliśmy przekonani, że za naszym przykładem (albo nawet niezależnie od nas) wyjdą inni sąsiedzi z bloku liczącego sześćdziesiąt mieszkań, by pomóc. Przecież nie nam i nie Gierkowi, ale sobie. Nie wyszli. W ciągu kilku godzin machania łopatami odśnieżyliśmy z mamą, a raczej odkopaliśmy spod śniegu ze sto metrów chodnika. Można było swobodnie wyjść z klatek schodowych i dojść do ulicy. Dozorca był wniebowzięty. Zmęczeni, ale też rozgrzani jak nigdy tamtej zimy i niesamowicie zadowoleni z siebie wróciliśmy do domu.

Inni też pewnie byli z siebie dumni — że nie dali się władzy zapędzić do darmowej roboty, że nie posłuchali komuchów, bo przecież telewizja (jak wtedy mówiono) kłamie itp.

Wiele się wtedy nauczyłem. Po pierwsze, by robić swoje, to, do czego jestem przekonany, bez względu na to, czy ktoś chce się przyłączyć, czy nie. Po drugie, że dobra inspiracja może przyjść nawet z najmniej spodziewanej strony. A po trzecie — i najważniejsze — że pomagając innym, w gruncie rzeczy pomagamy sobie.

W moim późniejszym dorosłym już życiu niejednokrotnie mogłem obserwować i osobiście doświadczać aktualności wniosków płynących z tamtej lekcji. Widziałem publiczne apele do wzięcia udziału w znakomitych przedsięwzięciach, na które odpowiadały zaledwie jednostki. A mimo to praca została podjęta i wykonana — z korzyścią dla wszystkich, ale z zadowoleniem i radością tylko tych, którzy pracowali. Widziałem ludzi z innych niż mój Kościołów lub nawet niewierzących czyniących wiele wspaniałych rzeczy, których przykład był dla mnie inspirujący. Doświadczyłem też, że najlepszym lekarstwem na przygnębienie i poczucie bezsensu jest pomaganie tym, którzy czują się gorzej ode mnie. Kto wie, może doszłoby do jakiegoś zbiorowego uzdrowienia z wszelkich naszych depresji, gdybyśmy zaczęli zauważać wokół siebie ludzi w potrzebie, oczekujących jakiejkolwiek pomocy, choćby kilku ciepłych słów, dotyku ręki, głowy nachylonej, by wysłuchać skargi na życie?

Niedawno, po trzech latach chodzenia na treningi koszykówki, podarowałem „Znaki Czasu” woźnej, która otwiera nam szatnię i salę gimnastyczną. Do tej pory jakoś nie przychodziło mi do głowy, żeby to zrobić. Rozdawałem „Znaki” niektórym kolegom z drużyny, ale nie tej kobiecie, choć nieraz widziałem ją zatopioną w jakiejś lekturze. W końcu stało się. I wystarczył jeden egzemplarz! Podczas następnego spotkania powiedziała mi, że pewnie je zaprenumeruje, a po kolejnym treningu zatrzymała mnie i poprosiła o rozmowę. W dwadzieścia minut opowiedziała mi trzydzieści lat swojego trudnego życia. A ja tylko stałem i słuchałem. Na końcu podziękowała za czasopismo, mówiąc że przeczytała je trzy razy od deski do deski, a teraz czytają je jej dorosłe dzieci. Wróciłem do domu jak na skrzydłach, ale też trochę zły na siebie, że tak długo nie dostrzegałem tuż obok człowieka najbardziej, jak się okazało, otwartego na kontakt. Ilu takich ludzi jeszcze jest wokół nas, którym możemy pomóc w tak prosty sposób?

Pomagać można w różny sposób. W szpitalach leżą ludzie unieruchomieni i często przerażeni chorobą. Zwykłe wejście na salę z pytaniem, czy można w czymś pomóc, coś przynieść, podać, poprawić poduszkę — może się stać początkiem wspaniałej przyjaźni i źródłem niesamowitego zadowolenia. Ludzie na dworcach, bezdomni w noclegowniach, dzieci w domach dziecka, bezrobotni przed pośredniakami, wielodzietne rodziny, kobiety z dziećmi opuszczone przez mężów, ludzie starzy, samotni — wszyscy oni wołają o jakąkolwiek pomoc lub choćby zainteresowanie ich istnieniem. Jeśli mamy dach nad głową, własne łóżko, rodzinę i zdrowe dzieci, pracę i jeszcze trochę siły, to jesteśmy bogaczami, wezwanymi do dzielenia się sobą, do pomagania innym. Ostra zima to znakomita okazja, żeby zacząć to robić! 

Andrzej Siciński


Podobne artykuły


46
komentarze: 20 | wyświetlenia: 6423
34
komentarze: 12 | wyświetlenia: 3592
34
komentarze: 20 | wyświetlenia: 3287
22
komentarze: 2 | wyświetlenia: 15719
22
komentarze: 9 | wyświetlenia: 75530
20
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2338
20
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1508
19
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1283
18
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1800
17
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2953
17
komentarze: 3 | wyświetlenia: 39047
15
komentarze: 11 | wyświetlenia: 4657
43
komentarze: 58 | wyświetlenia: 5320
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  feniks57,  14/01/2010

Pamiętam tamtą zimę 78/79 . Byłem wtedy w wojsku . Odśnieżaliśmy tory dojazdowe do EC Siekierki w Warszawie. Przez całą zimę tylko raz mi wyschły buty , bo po powrocie do jednostki wcisnąłem je w kaloryfer. Jakie miałem trudności żeby je rano włożyć ! Nigdy więcej tego nie zrobiłem , wolałem mokre.A nogi gdy marzły to wchodziło się po kolana w śnieg i proszę mi wierzyć - to grzało.Gdyby taka zima ...  wyświetl więcej

Od początku zimy zamarzło w Polsce ponad 300 osób. Szkoda, że ten temat nie jest medialnie ważniejszy, niż ratowanie ludzi ze szponów hazardu... bo hazard, to widocznie większy problem niż ludzie zamarzający w śmietnikach.

31 grudnia po południu wędrowałam pieszo /to był pierwszy dzień takiej zimy i komunikacja padła/ z łódzkich Chojen na Bałuty na sylwestrową prywatkę u przyjaciółki.
Mróz, zaspy tak ogromne, że mnie -niedużej- nie było spoza nich widać, ścieżki w śniegu tak wąskie, że trudno było dwóm osobom się wyminąć. Ale się zawzięłam, bo zaczęłam przeczuwać potężne zakochanie, a On też był zaproszony. I tak, smarkula, prawie na skrzydłach leciałam nad tym śniegiem. A zakochanie było i wybyło.

Komentarze Jaszczurki oraz feniksa stanowią gorzka prawdę o Polakach z wartościami chrześcijańskimi i miłością bliźniego(.Katolików jest ponoć ponad 90%) i niejako uzupełniają pański świetny artykuł.Bije on jakoby po pysku tym,którzy na codzie w majestacie prawa i krzyża głoszą odezwy o pomoc bliźniemu swemu.Panie Andrzeju troska o dobro i szlachetność w pańskich artykułach zasługuje na największy ...  wyświetl więcej

  marian R,  14/01/2010

mieszkam od jesieni w nowym domu, w innym miejscu i nie znałem panujących tu zasad dotyczących odśnieżania. Co zrobiłem? Gdy spadł wielki śnieg odśnieżyłem swoje podwórko no i jakieś sto metrów chodnika. Sąsiedzi? Nie odśnieżali. Patrzeli przez okno jak ciężko pracuję. Rano? pług odśnieżył wszystkie chodniki, i tak do dziś. Coż, zapłaciłem frycowe, ale??????? dobrze się czułem. Co do Twojej Gazety Andrzeju? Jak ta pani i ja nie wiem, dlaczego, ale nie trafiłem jeszcze na nią. pozdrawiam

Dzięki za punkty. ZC można kupić w salonach Ruchu oraz dużych empikach, których lista jest na stronie: http://znakiczasu.pl/empik

  Gamka  (www),  14/01/2010

Panie Andrzeju ,bardzo dziękuje że mogłam przeczytać naprawdę wspaniały artykuł:)
Utrwalił mnie Pan nim w przekonaniu , że chyba jestem normalna:) bo pomaganie innym nigdy nie sprawiało mi problemu ,zawsze chyliłam się nad drugim człowiekiem, który potrzebował nawet drobnej pomocy ...co niektórym nie po drodze aby zatrzymać się obok drugiego i zapytać się czy może pomóc.... teraz w tym tygo ...  wyświetl więcej

  pirx,  16/01/2010

Z wielką sympatią przeczytałem pański artykuł . Bardzo lubię ludzi ze "społecznikowskim" podejściem . Cieszy mnie pańskie wskazanie na potrzebę wzajemnego wspierania się ludzi . Proszę wybaczyć, że nie daję punktów, ale "roztrwoniłem" je na inny artykuł .

Dziękuję za miłe słowa i choć za gotowość podzielnia się punktami. Nie ma, trudno. Ale "głosu" chyba Panu nie zabrakło? ;-)

  pirx,  16/01/2010

"Głosa" dałem, nie żałowałem . Na prawdę z wielką przyjemnością .



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska