Login lub e-mail Hasło   

Paradoksy życiowe.

Czy wy też czasem macie wrażenie, że wasze życie to jeden wielki żart?
Wyświetlenia: 5.417 Zamieszczono 28/01/2010

Otóż ja tak mam. Ostatnio nawet często. Tak mogłabym to opisać na jakimś blogu i dzielić się własnymi nieszczęściami z ludźmi, którzy tak naprawdę mają to w dupie. Ja postanowiłam napisać o tym szerzej i, być może, znaleźć tu ludzi, którzy czytając będą się z tym tekstem utożsamiać. Otóż zaczęło się od szkolnych stopni. Skończyła się pierwsza klasa liceum, która tak naprawdę była powtórzeniem gimnazjum czyli najwyższe oceny przy minimalnym wysiłku. Rozpoczęła się się druga. No i co? No i maksymalna liczba godzin w tygodniu, nowiutki materiał i do tego podwójna ilość imprez bo dochodzą osiemnastki rówieśników. Oceny spadają, życie towarzyskie się rozwija. Kilka niepowodzeń pod rząd wystarczyło abym dla własnej rodzicielki stała się imbecylem, który nie robi w życiu nic i nie zda zapewne matury. Po prostu z średniej 4,24 z pierwszej klasy spadłam na 3,8 w drugiej przy okazji transformując się w kretyna do kwadratu. Nagle wszystkie najmniejsze błahostki zaczęły być powodem dla słownych gier z rodzicielami. Tu zaczynają się paradoksy. W wakacje uznałam, że przejdę na dietę gdyż mamunia nie skromnie powtarzała mi, że jestem za gruba. Schudłam. Całkiem sporo. Nagle jestem zmuszona wysłuchiwać, że wyglądam jak zabiedzona mysz kościelna i wszystko jest na mnie za duże. Pięc minut później kierując się do lodówki po jakąś kolację moich uszu dochodzi tekst 'znów chcesz być kwadratowa?'. O co do cholery chodzi? Nie raz słyszałam, że młodzi ludzie mają jakieś zajęcia dodatkowe tylko nie ja. Przyszedł grudzień, jako wolontariusz od 5 lat biorę udział w Międzynarodowym Dniu Wolontariusza obchodzonym w naszym mieście w Miejscowym Ośrodku Kultury. Tym razem poproszono mnie o poprowadzenie całej gali. Półtora tygodnia latałam na próby, aby uroczystość wypadła doskonale. Zawsze zapraszamy jakieś znane osobistości (zespoły, tancerzy, komików) najczęściej z programów telewizyjnych, przedstawiciele przeróżnych organizacji, do tego trzeba się przygotować. Pech chciał, że moja dieta diametralnie obniżyła moją odporność a w połączeniu z ciężką pracą przez ponad tydzień zaowocowało to chorobą. I tu się nagle okazało, że po co ja się w to angażowałam? Niepotrzebnie. Przez to tylko jestem chora. Siedziałam w domu chorując i naprawdę się męcząc. Zapalenie jamy ustnej i gardła sprawiało, że nie mogłam jeść. Wszystko mnie bolało. Kolejny paradoks. Siedzę w końcu w domu to mogłabym coś zrobić, nie? Pozmywać, posprzątać. Siedzę w domu? Leżę obolała i staram się uczyć trochę. Wyzdrowiałam, poszłam do szkoły. Kolejna choroba. Po co się odchudzałaś? Teraz tylko chorujesz! Powrót, podejście drugie. Idę do lekarza na odczulanie i dowiaduje się, że mam zapalenie oskrzeli. Uczę się leżąc w łóżku, aby chociaż pojechać zaliczyć klasówki. Niemiecki( z którego NIGDY nie byłam dobra, ba, wręcz jestem beznadziejna) dostałam jedynkę i dwójkę (gramatyka i zdania). W takim razie po co szłam do szkoły? Mogłam siedzieć na dupie w domu. Ostatnio jestem non stop oskarżana o to, że się wcale nie uczę. A więc usiadłam do lekcji, zaczynam naukę, po czym wpada mama 'grasz ze mną w kości?'. Odpalam, że oczywiście się uczę. 'No chodź! To zrobisz sobie przerwę'. ...

 

Czy ja czegoś nie rozumiem? Czy naprawdę jestem, aż tak głupia, żeby nie móc już się połapać w tym co powinnam robić a czego nie?

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1707
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 994
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1262
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 946
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1115
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 507
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 845
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 639
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 956
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1169
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 769
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1050
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 806
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  AgaSkarb,  28/01/2010

Fakt, nadaje się ta opowieść na bloga, ale tak poważnie to najważniejsze jest, abyś sama ustaliła w swoim życiu co jest dla Ciebie ważne, jeśli zależy Ci na ocenach ucz się tak, aby były efekty, chcesz chudnąć, chudnij, tyć , tyj, ale dla siebie, nie mamy. Miałam kochaną mamę, wielkie szczęście, nie krytykowała mnie tylko wspierała w życiu, bez względu na jakość pomysłów jakie miałam, a miałam nap ...  wyświetl więcej

  Nemmo  (www),  23/02/2010

No czasem z mamami tak jest, oczywiście ważne jest, żeby mieć swoje zdanie i myślenie, ale też zwykle warto przeanalizować i zastanowić się nad tym co mówią rodzice.

Agnieszka powiedziała ci serio,a dodam,ze w twoim wieku będzieszże miała nie jedno zawirowanie,a do tego miłostki,wielkie małe i te niezłamanym sercem to dopiero....ale masz długie życie.tylko ucz się i sarkaj na rodziców.to normalka.będziesz miała kiedyś bachorkow i męża to wspomniesz swoje toto"z łezką w oku.Hej

Może dobrze jest czasem "normalnie" z mamą pogadać, może się da. Bo w takiej luźnej chwili "babskich pogaduszek" możesz przemycić istotną treść - opowiedzieć, co jest dla ciebie ważne, czego pragniesz i oczekujesz. Wtedy kiedy coś się dzieje i nie ma czasu na refleksje, to w nerwach czasem robimy sobie niechcący nawzajem krzywdę. A mama po prostu bardzo martwi się i o Twoje zdrowie, i o Twoje samopoczucie, i o Twoją przyszłość

Usłyszałem kiedyś taką powiastkę (w razie potrzeby można słowo "ojciec" zamienić na "matka", na jedno wyjdzie):

— Mój ojciec jest beznadziejny. W ogóle nie rozumie, co do niego mówię. Nie rozumie moich potrzeb. Zero kontaktu. Czasem się zastanawiam, czy on był kiedyś młody. Jak można być takim niedzisiejszym — skarżył się pewien nastolatek zaprzyjaźnionemu starszemu mężczyźnie.
— Z

...  wyświetl więcej

  Tomasz Het  (www),  29/01/2010

Nie jest złe, ale po każdym dniu z chmurami nadejdzie pogodny.

tylko widzicie, dla mnie jest to ciężki bo na codzień mam wręcz wspaniałe kontaty z rodzicami. i tu nagle taki BACH.

Wszystko jest dobrze, jesteś świetna, moje życie też wyglądało najpierw jak kiepski żart, albo nawet dziesięć kiepskich żartów naraz. Potem było to coś w stylu agenta Bonda 007. Nadziwić się sobie sama nie mogę, jak sobie dałam radę. Na koniec stwierdziłam, że niezły serial można by nakręcić. Powodzenia w oporze (non violence!) przeciwko toksykologii płynącej z otoczenia! Miej oczy i uszy otwarte i idź twardo swoją drogą ucząc się od życia, jest arcyciekawe.
I nikt nie jest doskonały!

  elena  (www),  06/02/2010

Zgadzam się ze szkrzydlate..
toksykologia napływa z otoczenia i całe życie tak naprawde uczymy się reagować i nie reagować, lekceważyć czy uznawać za przydatne rady otoczenia

Do autorki artykułu: Wiesz sam miałem ten sam problem. Jakoś sobie z tym poradziłem. Szkoła jest ważna lecz nie można stawiać jej na pierwszym miejscu. Gdyby nie koledzy, koleżanki, znajomi to bym nie miał motywacji by iść do szkoły. A co do nauki to jeżeli sama nie będziesz chciała się czegokolwiek nauczyć to się nie nauczysz. Jeżeli chcesz to z chęcią podejmujesz trudy edukacji.
Problem r ...  wyświetl więcej

Problemem jest zdecydowanie Twoja matka. Nie wiem jakie jest tego podłoże bo jej osobiście nie znam i nie chce wydawać osadów bo tego nie lubię ale jeżeli mogę Ci pomoc to... uważam, ze ona ma problem ze sobą a nie Ty. Może są to niespełnione ambicje, brak wiary w siebie i swoje zdolności (co przekłada teraz na Ciebie - podświadomie myśląc o sobie) a może po prostu autorytarny charakter. Przez cią ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska