Login lub e-mail Hasło   

Rozwod?

Na szczęście mnie nie dotyczy
Wyświetlenia: 1.066 Zamieszczono 30/01/2010

Nie taki diabeł straszny …

 

Nie przeżyłam rozwodu, bo na szczęście nie wyszłam za mąż. Podobnie jak moi rodzice uważałam, że papierek nie jest potrzebny do bycia razem, a może nawet przeciwnie?

Wiele związków na kocią łapę ma się dobrze do dziś (niektórzy wzięli ślub dopiero po kilkunastu latach wspólnego życia, by uporządkować sprawy prawne).

Tymczasem wszystkie moje koleżanki, które wyszły za mąż na studiach, dziś są już po rozwodach. I twierdzą, że wolą żyć same niż przeżywać to jeszcze raz.

Tak to jest z tymi, którzy biorą ślub bo „tak trzeba”, bo „wszyscy tak robią”, bo ciąża….Biorą ślub nie dla siebie, lecz dla innych: rodziny, sąsiadów, znajomych. Niejako z rozpędu, no bo skoro wszyscy to my też musimy, prawda?

Moja znajoma po rozwodzie usłyszała od koleżanki: „Poniosłaś straszną porażkę”. Dostała ataku śmiechu. Od  koleżanki, która od lat żyła w nieudanym pustym, pozbawionym miłości związku, ale uważała, że lepiej tkwić w ciepłym bagnie niż się z niego wydostać. Bo w jej mniemaniu rozwód to wstyd.

Pewien producent telewizyjny radził mojemu koledze, który właśnie wniósł sprawę o rozwód: „ No wiesz! Lepiej mieć pięć kochanek niż brać rozwód!” On także uważał, że to wstyd.

Dziwi mnie, ze w XXI wieku mamy aż tylu hipokrytów. Ludzi, którzy wolą żyć w piekle nieudanego małżeństwa niż po prostu się rozwieść. Tak, właśnie po prostu. Bez prania brudów na sali sądowej, bez szantażu („oskubię cię z całego majątku!”, „zabiorę ci dzieci!”), bez afer.

Inni moi znajomi rozstali się, ale rozwodu nie wzięli, bo nie był im potrzebny. Każde żyje z kimś innym, ale utrzymują dobre kontakty, dzielą się opieką nad dziećmi. Nie godzą się na to by sąd, rząd czy kościół dyktował im, jak mają  żyć. 

Nie jest to bowiem kwestia w jakim wieku żyjemy. To raczej problem Polaka-katolika, praktykującego niewierzącego, który wszystko robi na pozór, na zasadzie „co ludzie powiedzą?”

Ciekawe, ze  najbardziej nieudane małżeństwa uchodzą na zewnątrz za idealne.

W domu piekło, dla innych – sielanka.

Nic dziwnego, że mamy w kraju tylu singli. Życie dla innych to pułapka. Chińska pułapka na palec, z której im bardziej człowiek próbuje się wydostać, tym bardziej się ona zaciska.

Taki człowiek to chodząca bomba zegarowa. Albo szuka pocieszenia w ramionach kochanek ( to nie jest wstyd, skądże!) albo siedzi w fotelu przed telewizorem pogrążony w marazmie. I ogląda seriale brazylijskie, by zagłuszyć wewnętrzne tykanie. Przypomina mi bohaterów filmu „Requiem dla marzeń”. Niestety, jakoś nie czuję współczucia.

Podobne artykuły


16
komentarze: 110 | wyświetlenia: 685
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 960
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 387
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 900
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 964
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 520
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1665
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 736
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 501
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 434
11
komentarze: 24 | wyświetlenia: 489
11
komentarze: 298 | wyświetlenia: 451
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 992
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 922
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 783
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





- „Requiem dla marzeń”
Miałaś na myśli "Requiem dla snu" ?

Tak ale powinno być przetłumaczone jako "dla marzeń", nawet film przecież o tym jest....tak myślę

Wiele ciekawych myśli, ale ... małżeństwo to taka bardzo dziwna rzecz, każde jest inne, nie da się wyrokować patrząc z zewnątrz: szczęsliwe czy nie, udane czy nie. Bo to bywa róznie, jak zawsze w zyciu, raz na wozie, raz pod wozem.
Ale kiedy akurat jest mniej super, to człowiek sobie przypomina, że przecież to jest ten sam szczuplutki chłopak o rozesmianych oczach, który chciał zawojować św ...  wyświetl więcej

Zgadzam się w 100% z autorką, że życie dla innych to straszna pułapka. Ale jednocześnie jakoś trudno mi się pogodzić z tym, że aż tyle małżeństw się rozpada. Czy na prawdę ludzie przestali potrafić być razem 'na zawsze', czy po prostu mniej próbują bo świat atakuje ich ciągle kolorowymi błyskotkami (wydaje się że 'normalne' życie to może za mało, powinno się mieć coś bardziej ekscytującego)?... a ...  wyświetl więcej

niniejszym dziękuję autorowi i ofiaruję punkty :)

O miłość trzeba dbać, po prostu. Całe życie. A tak poza tym, myślę, że nastawienie przede wszystkim na własny rozwój i samorealizację powoduje, że nie umiemy się dla miłości poświęcić, może tylko dla dzieci. A miłość chyba potrzebuje i kompromisów, i poświęceń.

No, tylko kto tego ma tą naszą dzisiejszą młodzież uczyć, gdy w TV tylko nierealnie piekni ludzie i szybka konsumpcja? Może dodatkowe zajęcia na religie? a może uzupełnienie wychowania seksualnego czy czegoś takiego? Bo niestety przy dzisiejszej popularności rozwodów to od rodziców za dużo się nam dzieciątka nie nauczą... Ech...

trzeba dbać o miłość, każdy to wie ale po co zaraz ślub? Moi rodzice wzięli po 36 latach, byli super parą. Wszyscy moi znajomi są po rozwodach. Tylko jedna para zna sie od liceum i są do dziś (są po 40-ce) a ślub wzięli 2 lata temu



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska