Login lub e-mail Hasło   

Chemia... hormony ... miłość ......

......człowiek jest zakochany, gdy czuje, że go porywa, że gotów jest wzbić się w górę, to dlatego, ze go zalewa - niby powódź - substancja chemiczna, zwana fenyloetyloaminą.
Wyświetlenia: 2.581 Zamieszczono 06/02/2010

„ Chemiczne aspekty miłości”

Trzeba było żyć w dwudziestym wieku, by nam uświadomiono, że miłość, która przez wieki była natchnieniem artystów i poetów, przedmiotem westchnień i wspomnień, to tylko działanie odpowiednich hormonów. Naukowcy odkryli, że gdy człowiek jest zakochany, gdy czuje, że go porywa, że gotów jest wzbić się w górę, to dlatego, ze go zalewa - niby powódź - substancja chemiczna, zwana fenyloetyloaminą.

Dzieje się tak pod wpływem spojrzenia wybranki, gestu, a nawet wyobrażenia sobie, że oto stoi przed nami przedmiot westchnień.

To ta substancja może wywołać przyspieszone bicie serca, brak tchu, ściskanie w dołku, czyli najzupełniej fizyczne, objawy zakochania.

Miłość przypomina stres, ponieważ wywołuje podobne reakcje chemiczne.

Nie jest to jednak stres niszczący, ale pozytywny bodziec, dzięki któremu oczy błyszczą, cera się wygładza, a umysł wyostrza. W takich momentach przybywa nam sił witalnych i jesteśmy skłonni góry przenosić. Wszystko nam się udaje, wszystkiego się chce. Na świat patrzymy przez różowe okulary, nie tylko na obiekt westchnień.

Takie stany opisują poeci. Naukowcy stwierdzili jednak, że euforia, która ogarnia zakochanych jest skutkiem przepływających przez ich organizmy takich substancji, jak dopamina czy norephetamina. Są to podobno "cioteczne siostrzyczki" amfetaminy. To one sprawiają, że czujemy się jak na rauszu. To właśnie te substancje są odpowiedzialne za to, że człowiek zakochany żyje w pewnym oszołomieniu, nie czuje głodu ani zmęczenia, jest bardzo aktywny fizycznie i psychicznie, gotowy do poświęceń, do walki o ukochaną, do realizacji marzeń o wspólnym szczęściu i do popełnienia każdego szaleństwa.

Niestety, miłosne uniesienia przemijają, ponieważ na wydzielającą się fenyloetyloaminę można się uodpornić, a po upływie 2-3 lat organizm nie jest w stanie wyprodukować jej więcej i więcej, by zapewnić człowiekowi stan ciągłego zakochania. Oznacza to koniec namiętności, koniec szaleństwa i koniec wielkiej miłości.

 W Ameryce przeprowadzono badania, z których wynika, że po tych właśnie 2 - 3 latach rozpada się wiele związków. Te, które przetrwały, mają duże szansę na trwałe małżeństwo do końca życia.

 Dlaczego ?

 Bo podobno nasz organizm wytwarza potem morfinopodobną substancję, pod wpływem stałej obecności partnera. Jest to endorfina. Jaki ten nasz organizm jest mądry. Po tej fenyloszaleńczej substancji, która nas oszałamia, zsyła dobrotliwą endorfinę, dzięki której wystarcza obecność partnera, byśmy się czuli szczęśliwi, bezpieczni i byli dla siebie życzliwi.

Ale żeby nie liczyć na zupełną sielankę, to trzeba wiedzieć, że każdy organizm ma swój własny próg wydzielania endorfiny.

 Jeśli u obojga małżonków jest on podobny, to ich szczęście. Oboje jednakowo są sobą zainteresowani, mimo upływu lat i obojgu jest w tym związku bardzo dobrze.

Jeśli te progi są inne, to jeden z małżonków może być zadowolony, a drugiemu jest w małżeństwie coraz gorzej.

No i dochodzi do rozwodu

Jeśli ci naukowcy tacy mądrzy, to może by im się udało wyprodukować coś w rodzaju lubczyka w tabletce. Już nie mówiąc, żeby to była tabletka, pod wpływem której człowiek poczuje się znowu zakochany jak nastolatek, niech już będzie ta endorfina, co przynosi spokój i zapobiega rozwodom.

Każdy dziś zakochany będzie czytał o tym rozkładaniu miłości na czynniki pierwsze z mieszanymi uczuciami.

Wolelibyśmy aby nasze sercowe przeżycia, pozostały tajemnicą, żeby w odniesieniu do naszych przeżyć - dla każdego przecież jedynych i niepowtarzalnych - nie działały wspólne dla wszystkich mechanizmy. Tak się zamyśliłam nad tym wszystkim.

 Naukowcy odkryli te prawdy dopiero niedawno, a nasze prababki znały je "od zawsze". Przypominam sobie, że moja babcia zwykła mawiać : "Jak się nie ożeni w parę miesięcy, to nic z tego nie będzie".   No i nie było.

Zdradzanym żonom radziła: poczekaj - przejdzie mu. I przechodziło.

 Myślę jednak, że największego sekretu naszych serc żaden naukowiec nie odkryje: dlaczego reaguje ono gwałtownie na widok tej, a nie innej osoby.


--------------------------------------------------------------------------------


Powyższy tekst pochodzi z artykułu "Miłość pod szkiełkiem" autorstwa Liny Szejner.

Składam serdeczne podziękowanie Pani Linie Szejner za umożliwienie i zgodę na  wykorzystania tego artykułu  i opublikowanie go na  portalu.

Gamka


Podobne artykuły


11
komentarze: 172 | wyświetlenia: 796
8
komentarze: 0 | wyświetlenia: 731
7
komentarze: 81 | wyświetlenia: 942
7
komentarze: 2 | wyświetlenia: 589
6
komentarze: 48 | wyświetlenia: 987
124
komentarze: 52 | wyświetlenia: 142231
119
komentarze: 23 | wyświetlenia: 242560
91
komentarze: 20 | wyświetlenia: 112306
90
komentarze: 29 | wyświetlenia: 122562
 
Autor
Dodał do zasobów: Gamka
Artykuł

Powiązane tematy





Świetne ujęcie tego co nami tak mata.,a nawet zmiata z powierzchni.Przerabiałem to wiele razy.A feromony?Czemu o nich nie ma mowy.Pozdrawiam

  Gamka  (www),  07/02/2010

Panie Szymonie:)
Dzięki z tak hojny dar i komentarz :) ale o tym 1 głosiku to bym nieśmiało wspomnęła . :p
A o feromonach specjalnie dla Pan napiszę niebawem :)
Miłej nocki życzę

  Tomasz Het  (www),  07/02/2010

Bym się nawet z tym zgodził. W końcu liczy się pierwsze spotkanie czyli wygląd i wyobrażenie a nie osobowość często.

  mala3440,  16/07/2010

:) A u mnie było na odwrót...:) Jednak wyjątki się zdarzają!:)

Fajny artykulik

  mala3440,  16/07/2010

"Myślę jednak, że największego sekretu naszych serc żaden naukowiec nie odkryje: dlaczego reaguje ono gwałtownie na widok tej, a nie innej osoby."

...a oto odpowiedź....

" Mówią, że kiedy rodzi się człowiek, z nieba spada dusza i rozpada się na dwie części...
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny...
Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej

...  wyświetl więcej

  Dark66,  15/12/2010

„Jeżeli kochasz samego siebie, kochasz każdego tak, jak kochasz siebie. Jeśli kochasz innego człowieka mniej niż siebie samego, nie umiesz prawdziwie kochać siebie, jeżeli jednak kochasz wszystkich jednakowo, włączając w to i siebie, będziesz wszystkich kochał jak jedną osobę, a tą osobą jest zarówno Bóg, jak i człowiek. A zatem ten jest wspaniałym i prawym człowiekiem, kto kochając siebie, w ten sposób kocha wszystkich". (Eckhart)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska