Login lub e-mail Hasło   

Prywatyzacja czasem bywa ... bez sensu

Po 89 roku wszystko wokół się prywatyzuje. Jestem rzecz jasna zwolennikiem prywatyzacji, jednak jako stary zgred, doskonale pamiętający czasy komuny, śmiem twierdzić, że...
Wyświetlenia: 978 Zamieszczono 16/02/2010

Po 89 roku wszystko wokół się prywatyzuje. Jestem rzecz jasna zwolennikiem prywatyzacji, jednak jako stary zgred, doskonale pamiętający czasy komuny, śmiem twierdzić, że „nie wszystko złote, co się świeci”.

Rzecz tyczy spraw malutkich, ale powszechnych. Spółdzielnianych, osiedlowych, miejskich itp. Kiedyś mawiało się, często słusznie, że „Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”. Jednak jeśli ktoś był bardzo zdeterminowany, za te dwa tysiące mógł wymęczyć zrobienie roboty tak, jak się należy. Dziś już tak nie jest. To znaczy bywa, że jest to bardzo, bardzo trudne: czasochłonne i uciążliwe.

Słyszałem dzisiaj w TV zdanie kobiety, kiedyś pracownicy ADM-u o sytuacji w związku z obecną zimą. Kiedyś (za komuny, kiedy ona pracowała), nie do pomyślenia było np. zasypane śniegiem studzienki kanalizacyjne czy nieodśnieżone dojścia do klatek schodowych. Ona mówiła prawdę. Wiem, bo pamiętam. Jedna osoba, albo brygada (zależy jak, gdzie), robiła wszystko co trzeba, żeby obejście budynku i przylegający teren (uliczki – studzienki) były do użytku. Dziś…, od studzienek jest jedna firma (a właściwie nie ma, bo trzeba czekać aż się ociepli). Od sopli druga. Od dojścia do klatek trzecia…

Mieszkam w swoim wieżowcu już ponad dwadzieścia lat. I od czasu do czasu robia u nas coś niowego. A to domofony kiedyś tam, a to jakieś kable, a to kuchnie gazowe, a to instalacje. Kiedyś jak przyszedł majster…, popatrzył, pokombinował, pomierzył, pogadał, jeszcze pomyślał i… znikał na godzinkę albo do jutra rana. Jutro przyszedł, złożył w przedpokoju wszystkie potrzebne narzędzia i materiały i… robił.

Jak to majster za komuny, narobił bałaganu nieziemskiego, ale…, jak się go wzięło na stronę, pogadało się o jakichś dwóch paczkach fajek albo „jakimś innym tannim winie”, majster właściwie zawsze(!) spełniał życzenie proszącego. Dziś nie ma tak lekko.

Oto przyszli do mnie szpece od wodomierzy radiowych. Spisali się na medal, nie powiem i szybko się uwinęli, zważywszy, ze mam dwa osobne piony, na łazienkę i na kuchnię. Jednak jak zakładali, musieli rozkuć dość spory kawałek muru. I w kuchni i w łazience. To oczywiste, bo musieli się dostać do pionów. No w każdym bądź razie moja kuchnia wygląda jak po wybuchu bomby w powstaniu warszawskim. Nieśmiało, tak niby mimochodem wspomniałem, że nie mam pojęcia co teraz zrobić, bo na budowlance się nie znam, i może by jakoś…

„Ale panie, my nie mamy takich rzeczy jak cement, to murarze, ale to nie u nas. Niech pan zadzwoni jutro do spółdzielni, zamelduje pan, że my zrobiliśmy swoje i żeby przysłali murarza. Oni tam mają umowy to przyślą. Acha, ale jeszcze pan musi kupić drzwiczki plastikowe, takie, żeby było dojście do liczników, ale to jak murarz przyjdzie, to panu powie co i jak”

„To znaczy, że on nie zrobi od razu?” – zapytałem.

„No nie wiem, ale chyba najpierw będzie musiał obejrzeć, co i jak ma zrobić, a potem się z panem umówi”.

No…, niby wszystko jest O.K., ale jakoś mi to nie pasuje (chociaż broń Boże nie mam obiekcji do fachowców). Ot, po prostu „podział pracy” (pamiętam to z lekcji ekonomii) stał się faktem. Tyle tylko, że podział podziałem, a ja przez tydzień będę miał „remont” w chałupie. Przez tydzień, a za komuny byłoby to pół dnia.

Takich przykładów na „podział pracy” i na „Czy się stoi czy się leży…” mam w zanadrzu całą masę. Widzę je niemal codziennie. I tak sobie myślę, wspominając komunę (bynajmniej nie tęskniąc), że zbyt często wylane zostało dziecko z kąpielą.

Podobne artykuły


13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 1223
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1025
12
komentarze: 70 | wyświetlenia: 1103
12
komentarze: 280 | wyświetlenia: 775
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 749
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1901
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 586
10
komentarze: 57 | wyświetlenia: 1045
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 550
9
komentarze: 74 | wyświetlenia: 555
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 898
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  pirx,  17/02/2010

Jak coś jest prywatne, nie znaczy , że ma konkurencję . Gdyby pan miał możliwość zdecydowania, kto panu te wodomierze wymieni, zapewne trwałoby , to nawet nie pól dnia . Bo takiej ekipy, o jakiej pan opwiada, nikt do mieszkania by nie wpuścił, gdyby miał wybór .

  Darwolf  (www),  16/09/2010

Właśnie! nie prywatyzacja jako taka, ale KONKURENCJA między prywatnymi firmami jest gwarantem jakości i sprawności.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska