Login lub e-mail Hasło   

“Czy pozwoliłbyś mi umrzec”?

Po powrocie żałowałem swoich myśli. Była blada jak ściana. Mówiła bardzo niewyraźnie. Ból głowy rozsadzał jej czaszkę.
Wyświetlenia: 3.464 Zamieszczono 08/04/2010

Kilka lat temu, w życiu mojej rodziny, miało miejsce bardzo szczególne, (dla nas) wydarzenie. Była lipcowa niedziela. Dzień z gatunku „uroczych”. Po południu wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę, której celem było wejście na jedno z niewysokich wzgórz wulkanicznych, „co by” rozkoszowac się  przecudnymi „okolicznościami przyrody”.

Kiedy dotarliśmy na parking moja, siedemnastoletnia wówczas córka  powiedziała, żebyśmy poszli na górę sami, bo źle się czuje i trochę ją boli głowa. 

-W porządku, powiedziałem. A pomyślałem:” Cóż, pewnie to drobne fanaberyjki”.

Nie było nas ok. godziny. Po powrocie żałowałem swoich myśli. Była blada jak ściana. Mówiła bardzo niewyraźnie. Ból głowy rozsadzał jej czaszkę.

Nie minęła godzina, a byliśmy w domu. Niestety stan córki wyraźnie się pogarszał.

Ponieważ nie było szans na szybki przyjazd karetki,( to osobna historia ) zdecydowałem się zawieśc ją do pobliskiego szpitala. Po drodze straciła przytomnośc. Wnosiłem na izbę przyjęc bezwładne ciało.

Następnych godzin dokładnie nie pamiętam. Przewozili ją z sali do sali. W jednej rentgen, w drugiej tomograf, w trzeciej rezonans, punkcja kręgosłupa...  Rozmowy z lekarzami... Popodłączano jej rurki, rureczki. Podpięto monitory. Na sekundy odzyskiwała świadomośc, by po chwili zapadac w niebyt.

Pierwsze rokowania-fatalne. Od wirusowego zapalania mózgu, w najlepszym wypadku, do guza pnia mózgu w najgorszym. 

Kiedy, na momenty odzyskiwała świadomośc, dosłownie wyła z bólu. Potem wstrząsy, konwulsje, bezdech, reanimacje. Zapaśc, sen.

I tak mijały dni. Z tą różnicą, że już nie odzyskiwała przytomności. Była coraz bledsza,( o ile to możliwe). Przeraźliwie chuda. Wypadały jej włosy. Niknęła. Kurczyła się.

Powoli docierało do mnie, że córka może umierac. Że może zbliżac się koniec. I im świadomośc ta stawała się realniejsza, tym większy stawał się mój sprzeciw. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że już nic nie można zrobic. Byłem coraz bardziej arogancki wobec lekarzy i pielęgniarek. Byłem wściekły. Zarzucałem im nieuctwo, brak kompetencji. Sądzę, że wówczas byłem zdolny obwiniac ich o całą niesprawiedliwośc świata. A kiedy mówiono mi, że badania nic nie wykazały, a wykluczyły wstępnie postawione diagnozy, to rodziła się u mnie żądza mordu. No bo jak mogą nie wiedziec?

Pamiętam także, oczywiście, moje kłótnie z Bogiem. Dlaczego? Dlaczego ona? Dlaczego? Dlaczego my? Dlaczego...  Za pytaniami szły zarzuty. Jesteś... Nie jesteś...  A za zarzutami prośby. Błaganie.  Dokładnie w tej kolejności:  Pytania. Zarzuty. Prośby.

I wówczas. Bez żadnego zastanowienie, refleksji, przemyślenia prosiłem Boga by córka żyła. By żyła w jakimkolwiek stanie. Nawet gdyby nigdy już nie miała na mnie spojrzec, uśmiechnąc się, wypowiedziec słowa. Nawet, gdyby nigdy już nikogo nie rozpoznała, gdyby nic nie czuła, niczego nie słyszała.

                                                                                                              *

Po kilku tygodniach, już w domu, wieczorem córka przyszła do mnie do pokoju. A ponieważ znam ją, że tak powiem, od urodzenia, wiedziałem, że coś ją męczy. Po kilku chwilach przekomarzań, żarcików, zdawkowych zdań zapadła, na moment, cisza. Taka gęsta, nienaturalna, nabrzmiała...

-Tato?  Zapytała po chwili. Bardzo cicho i bardzo poważnie.

-Tato? A czy ty pozwoliłbyś mi umrzec?

- Ja, nigdy. Ale ta „decyzja” nie należy do mnie.

- A gdybym była „warzywem” zostawiłbyś mnie w szpitalu, albo oddał do jakiegoś ośrodka?

- Nie! O czym ty  myślisz? Przecież wiesz!

- Wiem. Ale, pomimo wszystko, tak strasznie się bałam! Bałam się, że już nikt nie będzie mnie kochał... I to było najgorsze.      Najgorsze. I gdybym wiedziała, że mnie zostawicie, jak kukłę, jak szmacianą lalkę, to chciałabym umrzec.

PS

Zdecydowałem się opublikowac ten, bardzo osobisty, tekst w nawiązaniu do toczącej się, także na eiobie, dyskusji na temat eutanazji. Moje stanowisko wobec problemu jest skrajnie niobiektywne. Dla mnie nie ma żadnego dylematu w wyborze: „Świętośc życia, czy jakośc życia”. ( Patrz: artykuł Pana Andrzeja Sicińskiego). Żadnego.

A przyczyną stanu zdrowia córki okazała się nagła,(nikt nie wie czym spowodowana) utrata magnezu w organiźmie! To powodowało niewydolnośc serca, a także, później, płuc. Jej stan pogorszył się już w szpitalu. W skutek pobrania płynu rdzeniowo-mózgowego nastąpiły zmiany ciśnienia śródczaszkowego. Przyczyna zaś pierwotnego, rozsadzającego bólu głowy, nigdy nie została ustalona.

Rzeczywiście była na skraju życia i śmierci. Mogła umrzec lub życ w stanie terminalnym.

I jeszcze jedno. Kiedy córka odzyskiwała przytomnośc, poprzez ból i nieświadomośc miejsca i czasu, przebijała się jedyna myśl. Czy jesteśmy przy niej? Czy nie jest sama?  A kiedy, wydawałoby się leży nieprzytomna, słyszała nasze głosy, (choc bardzo niewyraźnie, jakby zza ściany) i odczuwała, kiedy trzymaliśmy ją za ręce. Ale nie jako fizyczny dotyk. Tylko jako poczucie spokoju, miłości i bezpieczeństwa.

Może kiedyś sama o tym napisze...?

Podobne artykuły


50
komentarze: 17 | wyświetlenia: 55064
77
komentarze: 112 | wyświetlenia: 36902
25
komentarze: 4 | wyświetlenia: 26384
19
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1862
17
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4383
39
komentarze: 9 | wyświetlenia: 7431
37
komentarze: 26 | wyświetlenia: 78584
31
komentarze: 8 | wyświetlenia: 2181
30
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2389
29
komentarze: 30 | wyświetlenia: 2431
12
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4342
26
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2843
25
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6263
10
komentarze: 58 | wyświetlenia: 2118
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Ale dopuszczasz możliwość że człowieka którego kochasz może już "nie być w ciele"? Że to co zostało to tylko opakowanie, które "żyje" życiem respiratora i kroplówek, straszliwy pół-martwy cyborg. Bez szans na poprawę.

Tak. I dlatego nie mam odpowiedzi. Dla mnie, ale tak zupełnie osobiście, to jest wielki dylemat. Na teraz ważne wydaje mi się rozróżnienie między niewspomaganiem życia. Czytaj-wyciągamy wtyczkę, a "pomagamy umrzeć", czytaj-podajemy środki, by organizm szybciej przestał funkcjonować. Pierwsze, może mógłbym zaakceptować, drugiego nie. Ale, daję słowo, nie chciałbym nigdy stanąć przed koniecznością wyboru.

Wiesz, ja cię naprawdę rozumiem, przynajmniej tak jak rozumieć może ktoś kto nie przeżył nic takiego. Osobiście mam szczerą nadzieję nigdy nie stawać przed takim wyborem. Ale gdybym widział człowieka który straszliwie cierpi, a pomóc już w żaden sposób ani ulżyć mu nie można, pomógłbym mu odejść tak godnie jak to tylko możliwe. Tak samo nie nalegałbym aby sztucznie podtrzymywać przy "życiu" ciało ...  wyświetl więcej

Nie rozbierzemy tego Piotrze. I niech tak zostanie.

  feniks57,  09/04/2010

Grzegorzu
Artykuł w swojej wymowie bardzo przejmujący. Rozumiem Twoją bezsilność i reakcję na zaistniałą sytuację. Takie scenariusze pisze życie i nic na to nie poradzimy.
Napisałeś „Zdecydowałem się opublikowac ten, bardzo osobisty, tekst w nawiązaniu do toczącej się, także na eiobie, dyskusji na temat eutanazji. Moje stanowisko wobec problemu jest skrajnie niobiektywne. Dla mnie ni ...  wyświetl więcej

Bardzo dziękuję za poruszający komentarz!
Myślę, że doskonale Cię rozumiem. Moi bliscy też wiedzą, ze gdyby nie daj Boże... Mają "wyciągnąć wtyczkę". Ale jest to moje stanowisko w stosunku do mnie. Tylko i wyłącznie do mnie. Nie chcę natomiast by ktokolwiek skracał moje życie, by mi pomóc. Takiej "pomocy" nie chcę. Mówiąc najkrócej. Chcę odłączenia sztucznego wspomagania mojego życia. Nie c ...  wyświetl więcej

  Bar_ka  (www),  17/02/2012

╬ Bez. Bez komentarza bo brak słów.

Bardzo dziękuję za podzielanie się z nami tym niezwykle poruszającym doświadczeniem. Aż ciśnie się na usta cytat: "Kto ma uszy, niech słucha". Jeszcze raz dziękuję.

Szanowny Panie Andrzeju, jeśli ktoś miałby za co dziękować, to na pewno nie Pan mnie:-)
Wydaje mi się, że zupełnie inaczej myśli się o życiu, jak i o śmierci, że tak powiem "na sucho", a zupełnie inaczej kiedy stykamy się z tymi tajemnicami osobiście. To zupełnie zmienia perspektywę. I człowiek staje sam, zupełnie sam przed nieskończonością, przed absolutem. I jakżesz tu wybierać, decydować, rozsądzać? Jaką przykładać miarę?

  57kerenor  (www),  08/04/2010

Witaj Grzegorzu

Podobał mi się Twój artykuł, jednak nie wiem, czy wyraz ``podobał``, jest wyrazem odpowiednim.
Twoje przeżycie, ``wrzuciłeś`` tutaj, by w pewnym sensie, było dla nas świadectwem.

Ja wiem i Ty również, że nie wolno nam ``śpieszyć się`` zabierać życia innym. Nie wolno nam uznawać jakiegokolwiek samobójstwa, czy zabójstwa, nie wolno na to pozwalać, ani

...  wyświetl więcej

Witaj Keren!
Ja nie wierzę w przypadki. To doświadczenie miało czemuś służyć. Dla mnie, dla mojej żony, dla syna, a być może przede wszystkim dla córki, stało się czymś niesłychanie ważnym. Nie przesadzę jeśli powiem, że czas cały dzielimy na: " do szpitala" i "po szpitalu". Jest mi o tyle łatwiej, że: " Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego..." I dla mnie, dla nas, jest to doświadczenie odczyt ...  wyświetl więcej

  Mirka_ B,  08/04/2010

Grzegorzu Twój artykuł ( niestety taka miętka jestem ) wycisnął mi łzy z oczu.... muszę to przyznać, że wzruszyłam się bardzo ( też mam córkę ) i obym nigdy nie stanęła przed taka sytuacją - bo dla mnie nie ma wyboru - dopóki serce bije jest zawsze nadzieja. Później jeszcze pojawię się pod artykułem ze słowem ale teraz niestety nie mogę <...> a za artykuł dziękuję.
Twój poprzedni arty ...  wyświetl więcej

Witaj. Są takie chwile i takie sytuacje, że chyba każdy, normalny człowiek staje się"miętki"... Dziękuję!
Chciałbym dłużej nieco pogadać, ale dziś, niestety czasu brak.
Pozdrawiam serdecznie.

  ,  08/04/2010

Laczy Cie z corka cos szczegolnego - czego Ci jednak nie zazdroszcze.Nawet nie probuje sobie wyobrazic co przezyles w tym czasie,ktory opisujesz. Mysle,ze prosilabym Boga o to samo.To co corka czula odzyskujac przytomnosc jest bardzo wazne....wazne jest,zeby jak najwiecej ludzi o tym wiedzialo.Dlatego bardzo dobrze zrobiles dzielac sie z "reszta swiata" tym przezyciem."To tylko troszeczke boli" wi ...  wyświetl więcej

Jeszcze raz dziękuję za mądre i ważne słowa. Jeżeli sprowadzimy rozmowę z poziomu abstrakcji do poziomu rzeczywistości, to zmienia się perspektywa. Jeżeli rozmawiają ze sobą ludzie, których łączy wspólnota doświadczeń, to rozmowa ta staje się i przyjemnością i nauką. Choćby tylko z tego powodu, że rozmawiający wiedzą o czym mówią. A to jest wartość sama w sobie.
Serdecznie pozdrawiam:-)

  ,  09/04/2010

Z eutanazją pojawia się kolejny problem związany z wartościowaniem życia. Pojawia się dylemat, czy wydać np. 5 milionów zł. na podtrzymywanie życia jednego dziecka, czy może przeznaczyć tą kwotę na narzędzia i/lub działania, które mogą faktycznie uratować życie i zdrowie wielu osób?
Dylemat ów pojawił się po obejrzeniu dzisiejszego wydania teleexpressu w którym podano informację o podtrzymy ...  wyświetl więcej

Witam serdecznie.
Tak, jak już wielokrotnie wcześniej wspominałem, nie mam odpowiedzi na wiele pytań. Nie wiem, czy jest to "tylko" śpiączka, z której przecież można się wybudzić. Czy towarzyszą jej np. nieodwracalne zmiany w mózgu? A, jeżeli wszedłbym w skórę rodziców tego chłopca? A jeżeli postawiłbym się w sytuacji innego rodzica, którego dziecko, za te pieniądze mogłoby żyć?
Nie wiem.

wiem, ratowałam moją mamę, nawet kiedy już nie żyła i sztywniała mi w rękach, a ja ją ciągle ratowałam, to subiektywne ale prawdziwe, nie chciałam zgodzić się na jej śmierć, ale ona odeszła.... żegnałam też schorowanego dziadka, też subiektywnie i widziałam, jak odchodzi nieuchronnie i wtedy miał moją zgodę na odejście, czułam, że muszę mu ją dać

chcę przez to powiedzieć, że życie, choroba

...  wyświetl więcej

  WaszSklep  (www),  01/05/2010

To jest bardzo trudny temat.... Mój tata chorował na raka... Widziałam jak cierpi.. I chyba nie mogłabym utrzymywać go przy zyciu...To by było nieludzie... Tylko po to żeby był.. tylko ze względu na to żeby nie odszedł... Bo to ci co zostają chcą dla siebie zatrzymać bilską osobę... Ci co cierpią i męczą się chyba wola odejść... Ale to moje zdanie... Może poparte innymi doświadczeniami niż wasze...

Czasem ból przy nowotworze jest tak potworny,że człowiek cierpiący traci przytomność i myśli tylko o jednym - niech to się już skończy.Chcę wreszcie umrzeć.
Potem budzi się do życia.Widzi - że ten potworny atak minął.I - często - chce żyć.
Niestety - potem znów przychodzi ból.I koło się zamyka.
Jedno jest pewne - decyzję o "wyjęciu wtyczki" należy podjąć dużo wcześniej.Z pełną ...  wyświetl więcej

Wiem co czuła twoja córeczka , sama niedawno przez coś zupełnie podobnego przechodziła teraz mam za co dziękować bo jestem tu z wami i boję się śmierci i wciąż zadaję to pytanie czy ktoś na mnie czeka po drugiej stronie .... . Piękny artykuł nie przeszłam obok niego obojętnie . Dziękuję Grzegorzu .



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska