Login lub e-mail Hasło   

Różańce, pacierze i adoracje, czyli wakacje pod krzyżem

Już za chwileczkę już za momencik, ruch wakacyjny zacznie się kręcić. Wakacje można spędzać na wiele sposobów. Moim zdaniem niekoniecznie w taki, jaki opisuję poniżej
Wyświetlenia: 1.487 Zamieszczono 21/04/2010

Jak lato to wakacje. Jak wakacje to wypoczynek, a formy jego przeróżne. Czego jak czego, ale w urlopowo-wakacyjnym okresie, ofert wypoczynku nie brakuje i przebierać można w nich jak w ulęgałkach. Z możliwości odpoczynku, a co za tym idzie oderwania się od obowiązków, cieszą się na równi wszyscy, i młodsi, i starsi. Świadomość beztroskiego nic nie robienia, kusi wszelakimi obietnicami i pobudza wyobraźnię.

Jednak tutaj chciałbym skoncentrować się na młodzieży, która wolny czas spędzi na różnego rodzaju koloniach, obozach, wycieczkach. Będzie to wypoczynek zorganizowany, ze stałym dozorem opiekunów i zapleczem spełniającym wszelkie wymogi socjalne i bezpieczeństwa.
Część jednak samodzielnie zaplanuje spędzenie wakacji i samodzielnie spędzać je będzie.

Kiedyś, dawno temu, słowo wakacje miało dla mnie specyficzny wydźwięk. Słowo to pachniało nieznanym i miało posmak czekającej mnie nieoczekiwanej przygody. Wtedy na wakacje czekało się inaczej, ja czekałem inaczej. Wyobraźnia podpowiadała różne scenariusze, a jeden niemożliwy gonił bardziej niemożliwy. To były stare, dobre czasy. Pamiętam, że zawsze z wielką radością wyjeżdżałem na wakacje. Były to zazwyczaj obozy, a to żeglarski, a to sportowy, a to wojskowy, a także moje ulubione szkoły przetrwania (ostatnią zaliczyłem nawet w 2006 roku).

Cechą wspólną wszystkich tych obozów było to, że czegoś uczyły. Samodzielność, podejmowanie decyzji, koleżeńskość, możliwość sprawdzenia się w różnych sytuacjach, współdziałanie w grupie, ale też rywalizacja, zdobywanie umiejętności, walka z samym sobą – to niewątpliwe atuty takich wakacyjnych obozów, które przynajmniej w moim przypadku procentują do dzisiaj.

Jest mi wyjątkowo miło kiedy patrzę na patent żeglarza, który zdobyłem, na brązową, srebrną i złotą odznakę sprawności fizycznej, na dyplom uznania dla najlepszego strzelca wyborowego z mojej dawnej jednostki wojskowej, dyplom z Centrum Szkolenia Służb Specjalnych i Ochronno Konwojowych, liczne medale, które zdobyłem. Cieszy mnie i napawa dumą fakt, że będę umiał nieść pomoc poszkodowanym w wypadkach, że uratowałem z płonącego domu człowieka, a nawet samodzielnie ...odebrałem poród dziewięć lat temu! To wszystko i jeszcze więcej dzięki właśnie obozom, w których brałem udział. To nie był czas stracony, oprócz fotografii przywoziłem z nich doświadczenie, których bagaż był coraz większy, ale też mam na tyle sił by go samemu dźwigać.

W zeszłym roku (wakacyjnym) zaobserwowałem, że w Pcimiu, w którym znajduje się ośrodek apostolski, Bractwo św. Piotra w Krakowie, zaprasza do tegoż ośrodka młodzież na „obóz letni dla młodzieży z mszą świętą w klasycznym rycie rzymskim”. Brzmi zachęcająco, nieprawdaż? A oto jakie atrakcje czekają na miłośników wielkiej przygody: codzienne sprawowanie mszy trydenckiej, liturgia godzin, modlitwa różańcowa, adoracja Najświętszego Sakramentu. Bardziej ambitni będą mogli uczyć się ministrantury, śpiewu gregoriańskiego oraz łaciny. Na młodych zwolenników bardziej ekstremalnych doznań czeka obóz „JPII Powertime” w Murzasichlu koło Zakopanego, gdzie dla gimnazjalistów i licealistów wspólnota Hallelu Jah z Wrocławia jako główne atrakcje przygotowała wędrówki szlakami papieskimi oraz eucharystię na szczytach gór.

W świetle tego o czym napisałem powyżej, zadaję pytanie z gatunku pytań retorycznych: po co to, na co i komu? Czego młodzież biorąca udział w obozach pod auspicjami Krk się nauczy? Co z nich wyniesie? Jakież to umiejętności posiądzie i czy umiejętności te pozwolą jej zdobyć doświadczenie ułatwiające przyszłe życie? Odpowiedź jest oczywista – niczego się nie nauczy, niczego nie wyniesie i nie zdobędzie doświadczenia. Czym uczestnicy tych obozów zaimponują gronu rówieśników, poza  krzyżem wiszącym na ścianie?

Śpiewem pieśni, a choćby i gregoriańskich? Czy klepaniem pacierzy na bezdechu? W jaki sposób „wiedza”, którą tam posiądą, przełoży się na uratowanie człowieka? Na umiejętność wyjścia z opresji w stanie zagrożenia? Czy chociażby możliwości niezabłądzenia w lesie, kiedy brak kompasu? Nie! Bo wszystko to marność i marność nad marnościami! Indoktrynacja Kościoła katolickiego zaszczepiła się już wszędzie. Nie ma takiego aspektu życia, w której nie tkwią jej macki. Należy wiedzieć, że przed nieszczęściem nie obroni tuzin pacierzy ani setka modlitw różańcowych, a różnica między leżeniem „krzyżem” a zwykłym padem na ziemię może być istotna w kwestii przeżycia. Ale tego na obozach Krk nie uczą, niestety.

Podobne artykuły


12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1265
11
komentarze: 278 | wyświetlenia: 1104
10
komentarze: 195 | wyświetlenia: 558
10
komentarze: 75 | wyświetlenia: 676
9
komentarze: 31 | wyświetlenia: 721
8
komentarze: 110 | wyświetlenia: 766
8
komentarze: 1 | wyświetlenia: 371
8
komentarze: 73 | wyświetlenia: 752
8
komentarze: 6 | wyświetlenia: 610
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Świetny artykuł, idealnie obrazujący indokrynację Kościoła katolickiego. Pranie mózgu od małego, w tygodniu na katechezach, niedzielę na mszy i, jakby tego było mało, jeszcze na wakacjach. Prawdziwy modlitewny obóz survivalowy. Łatwiej przejść po linie na wysokości 300m niż przetrwać taki obóz bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Współczuję dzieciakom, których rodzice wpadną na rewelacyjny pomysł urozmaicenia im wakacji w tak przerażający sposób :/

  feniks57,  21/04/2010

Toż to prawie " Wakacyjne Seminarium Duchowne "

Podoba mi się

  ,  21/04/2010

No ta ja się troszkę wyłamię ;)
Nikt nikogo nie zmusza, ani nie narzuca uczestnictwa w takich katolickich obozach. Jeśli komuś podoba się program takiego obozu to może DOBROWOLNIE skorzystać z tej oferty, jeśli nie, ma do wyboru wiele innych ofert i jak trafnie autor to ujął, może w nich przebierać jak w ulęgałkach. O wyższości jednych nad drugimi szkoda dyskutować, tak jak nie dyskutuje si ...  wyświetl więcej

Nie tylko się nie zapędzam, ale nabierając tempa zbliżonego do galopu, zamierzam w krytyce Krk pędzić co tchu.

  ,  21/04/2010

Oby tylko w tym szaleńczym galopie twoje zdrówko psychiczne nie ucierpiało ;), nie wspominając o zadyszce i zakwasach (niekoniecznie moralnych) ;)).

  Firstborn  (www),  21/04/2010

Przyłączam się do komentarza @viverti. Choć kościół katolicki jako instytucję krytykuję bez zbędnych oporów, to jednak zauważam różnicę między np. "przymusowym" przyjmowaniem sakramentu chrztu, a samodzielnym wyborem sposobu spędzania wolnego czasu. Problem zaczyna się wcześniej, a pretensje należy mieć do rodziców, którzy w ogromnym procencie przypadków pozwalają na indoktrynację swoich dzieci z obawy przed krytyką bliskich lub sąsiadów.

  Kitek,  22/04/2010

Mam nadzieję, że ten artyluł zostanie rozpowszechniony również w innych środkach masowego przekazu.

  swistak  (www),  23/04/2010

Duchowość to garb który przeszkadza szczurom w biegu do władzy, sukcesu, zaszczytów . Kazda chwila refleksji nad sensem ludzkiej egzystencji to czas zmarnotrawiony . Wszak trwamy tylko przez mgnienie oka na historycznej skali
Zycie to długofalowy i niejednowymiarowy proces . Sami musimy odnależć jego duchowy sens . Czasami zaczynamy od religii by z czasem zostać kosmicznym agnostykiem. Zapraszam do lektury Lema i innych autorów science fiction

  dzepson,  23/04/2010

"...Duchowość to garb który przeszkadza szczurom w biegu do władzy..." Taaak..?
To prosze mi tu powiedzieć zaraz jak to się powyższy cytat ma do:
Marka Jurka (mój ulubiony- założył partię z programem "zakaz aborcji")
Teda "katopimp" Rydzyka
Henryka "Prałatgold" Jankowskiego
Mirosława"szczęśćboże" Orzechowskiego
...i wielu innych



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska