Login lub e-mail Hasło   

Kim byli anabaptyści?

Termin "anabaptysta" kojarzy się z fanatyzmem, komunizmem i krwawą rewolucją. Niesłusznie.
Wyświetlenia: 5.752 Zamieszczono 10/06/2010

W szesnastowiecznych debatach często pojawiają się wzmianki o anabaptystach. Zarówno katolicy, jak i protestanci uważali ich za „przeklętą sektę”, której przypisywano najrozmaitsze błędne przekonania oraz gorszące praktyki. Anabaptyści byli oskarżani m. in. o anarchizm, niemoralność, komunizm oraz wzniecanie rozruchów.

Kim właściwie byli ci znienawidzeni ludzie? Łączyło ich odrzucenie praktyki chrztu dzieci w obliczu faktu, iż przyjęcie wiary jest aktem wymagającym świadomej decyzji pójścia w ślady Chrystusa, do której nie jest zdolne niemowlę. Ten interesujący ruch jest w Polsce postrzegany przez pryzmat jego peryferyjnych postaci. W naszym kraju anabaptyści kojarzą się najczęściej z Tomaszem Müntzerem, wojną chłopską w Niemczech, rewoltą w Münster oraz polskimi antytrynitarzami. To wszystko sprawia, że obraz anabaptyzmu jest głęboko zniekształcony.

Liczebność anabaptystów w wieku szesnastym szacuje się na nieco ponad 11 tysięcy osób1, z której to liczby w okresie od 1525 r. do 1618 r. stracono według różnych szacunków od 850 do 5000 ludzi2. Wydaje się jednak, że liczba ta jest nieco zaniżona, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że mamy do czynienia ze zdecentralizowanym ruchem działającym w konspiracji3. Ponadto podawana w literaturze liczba nie obejmuje tzw. hutterian, zasługujących w pełni na zaliczenie ich do grona anabaptystów bez względu na specyficzny nacisk, jaki kładli na wspólnotę dóbr.

Anabaptystów określa się niekiedy mianem „reformacji radykalnej”4 albo „radykalnego skrzydła reformacji”. Wydaje się, że określenie takie zawiera w sobie błędną sugestię, jakoby anabaptyści chcieli „radykalnie reformować” cokolwiek. W przeważającej większości byli oni obojętni wobec właściwej protestantom idei reformacji Kościoła. Główny nurt omawianego tutaj ruchu postulował oddzielenie się od świata, jego instytucji politycznych, społecznych i religijnych. Zwolennicy Lutra, Zwinglego czy Kalwina aprobowali strukturę społeczną, chcąc jedynie wyrwać instytucje religijne spod jurysdykcji Rzymu i oczyścić je od „niebiblijnych” ich zdaniem naleciałości. Anabaptyści byli głęboko nieufni wobec tak pojętej reformacji, sądząc, że nie ma ona sensu z uwagi na grzeszność świata i jego instytucji. Zakładali, że doczesność wraz z jej religią stoi na pozycji straconej z punktu widzenia wieczności; dlatego prawdziwi chrześcijanie, narodzone z Ducha Świętego dzieci Boże powinny skoncentrować się na „wyjściu ze świata” i przetrwaniu doczesnego życia w nadziei zbawienia.

 

Narodziny ruchu: Zurych

 

Według tradycyjnego stanowiska ruch anabaptystów narodził się w Niemczech wschodnich, w środowisku tzw. „proroków z Zwickau”, wśród których główną postacią był Tomasz Müntzer. Dopiero stamtąd miał przeniknąć do południowych Niemiec oraz Szwajcarii. Pogląd taki był lansowany przez mało obiektywnych badaczy, takich jak Heinrich Bullinger, którym zależało na podkreślaniu związków „przeklętej sekty” z wojną chłopską5. Obecnie dominuje tendencja, aby początków anabaptyzmu szukać raczej w Zurychu niż w Zwickau czy Wittenberdze, oraz aby traktować rewolucyjną teorię polityczną Müntzera jako „nieszczęśliwą aberrację w generalnie pacyfistycznym ruchu”6.

Przyjąć więc należy, że ruch anabaptystów narodził się na początku 1525 roku z Zurychu. Przełomowym wydarzeniem był chrzest około dziesięciu dorosłych osób, jaki miał miejsce 21 stycznia 1525 roku w domu niejakiego Feliksa Manza. Chrztu dokonali Konrad Grebel i Jerzy Blaurock. Grebel, Manz i Blaurock należeli początkowo do współpracowników zuryskiego reformatora Ulricha Zwinglego, z którym jednakże zerwali, nie mogąc go przekonać do radykalnych zmian w Kościele. Utworzyli oni nieformalny zespół propagatorów chrztu wiary, podróżując po niemieckojęzycznej części Szwajcarii i głosząc swą naukę w domach i kościołach parafialnych. Grupa skupiona wokół Grebela nawiązała kontakt z Tomaszem Müntzerem, co skwapliwie wykorzystali późniejsi przeciwnicy anabaptystów (zwłaszcza Bullinger), posądzając pokojowo nastawioną grupę z Zurychu o inspirowanie powstania chłopskiego. Tymczasem związek Müntzera z anabaptyzmem ograniczał się do wymiany listów z przywódcami tego rodzącego się wówczas ruchu oraz zgody w fundamentalnej kwestii odrzucenia chrztu dzieci. Pomimo, że Grebel i jego towarzysze działali przez stosunkowo krótki czas, udało im się stworzyć pierwszą gminę anabaptystów w Zollikonie koło Zurychu oraz dać początek całemu ruchowi.

 

Rozwój: południowe Niemcy i Holandia

 

Nauka anabaptystów znajdowała jednak nowych zwolenników w Szwajcarii oraz południowych Niemczech. Dwudziestego czwartego lutego 1527 roku w miejscowości Schleitheim w szwajcarskim kantonie Szafuza, blisko granicy z Niemcami odbyła się „konferencja dzieci Bożych”. W czasie jej trwania Michael Sattler zaproponował przyjęcie siedmiu artykułów, które przeszły do historii jako „Artykuły schleitheimskie” albo „Konfesja schleitheimska”.

Kilkanaście lat przed konferencją w Schleitheim wicerektor uniwersytetu w Ingolstadt, i zarazem gorliwy katolik – Baltazar Hubmaier, został wysłany do Regensburga, aby objąć tam ważną godność kościelną. W Regensburgu odniósł sukcesy i zyskał popularność, m.in. dzięki zaangażowaniu w wypędzenie miejscowych Żydów oraz przekształceniu synagogi w kościół. Po pewnym czasie przeniósł się do ustronnej parafii w Waldshut. Tam w roku 1522 doznał głębokiej przemiany. Gdy powrócił do Regensburga, zamiast obfitujących w figury retoryczne kazań, z jakich był znany, zaczął głosić ewangelię przypominającą przesłanie Marcina Lutra. Wywołało to konsternację. Hubmaier powrócił do Waldshut, i kontynuował pracę w swojej parafii, nauczając mieszkańców tej miejscowości o potrzebie osobistej wiary. Przejściowo musiał ukrywać się przed władzami, jednak w 1525 r. powrócił do swojej parafii. W tym samym czasie znalazł się tam Wilhelm Reublin – bliski współpracownik Grebela i jego kompanów. Efektem pojawienia się Reublina był „powtórny chrzest” około 360 osób w Waldshut, w tym samego pastora Hubmaiera. Zwróciło to uwagę Austriaków, którzy skierowali do Waldshut wojsko. Hubmaier, zmuszony do ucieczki, trafił do Zurychu, gdzie popadł w konflikt z Zwinglim i był z jego polecenia torturowany. Następnie udał się do Nikolsburga na Morawach, gdzie jego posługa została ciepło przyjęta i okazała się wyjątkowo owocna. W ciągu roku anabaptystami zostało tam około sześciu tysięcy osób. W latach 1526 – 1527 spędzonych w Nikolsburgu, Hubmaier napisał i opublikował co najmniej siedemnaście traktatów. Były one na tyle popularne, że władze Kościoła rzymskokatolickiego w edycji indeksu ksiąg zakazanych z 1619 r. zaliczyły Hubmaiera do ścisłego grona pięciu arcyheretyków (hereticorum capita aut duces), obok Lutra, Zwinglego, Kalwina i Schwenckfelda7.

W latach trzydziestych szesnastego wieku w jednym z holenderskich miast miała miejsce egzekucja wędrownego krawca, którego oskarżono o „powtórny chrzest”. To wydarzenie spowodowało kryzys wewnętrzny u Menno Simonsa - księdza z pobliskiej parafii, który zaczął badać zgodność dogmatów religijnych z nauką Jezusa. Kryzys pogłębił się, gdy w imię walki z herezją wojsko zmasakrowało kilkuset rewolucyjnie nastawionych anabaptystów, w tym rodzonego brata Menno - Petera. W roku 1536, głęboko przejęty rozmiarami religijnych mordów Menno Simons, który w międzyczasie zdobył popularność jako ewangelicki kaznodzieja, zdecydował się zerwać z uwikłanym w politykę chrześcijaństwem i przyłączyć się do prześladowanych uczniów Jezusa. Odtąd aż do swojej śmierci w 1561 r. wiódł życie zbiega, tułającego się od Niderlandów do Gdańska i z powrotem. Jego życie przyniosło jednak nadzwyczajny owoc. Menno zgromadził i utwierdził liczne, zakonspirowane wspólnoty uczniów Jezusa, których wkrótce zaczęto nazywać mennonitami. Pod przywództwem Menno rozkwitły nocne spotkania i wzrosła liczba chrztów, dokonywanych w ustronnych sadzawkach i niewielkich rzekach. Mennonici charakteryzowali się zrównoważonym nauczaniem i trzeźwą postawą życiową. Uciekając przed prześladowaniami, wielu z nich osiedliło się na ziemiach polskich.

 

W co wierzyli?

 

Jedno z najważniejszych wyznań wiary anabaptystów - Konfesja Schleitheimska – rozpoczyna się błogosławieństwem: „Radość, pokój i miłosierdzie naszego Ojca poprzez przebłaganie krwi Jezusa Chrystusa, wraz z darami Ducha Świętego, zesłanego wszystkim wierzącym dla ich umocnienia i pocieszenia oraz dla ich wytrwania we wszystkich uciskach aż do końca. Amen”. Anabaptyści wyznawali Ojca, Syna i Ducha Świętego w prostocie, zgodnie z posiadanym zrozumieniem treści Pisma. Niektórzy używali tradycyjnych formuł, takich jak na przykład Skład Apostolski, inni natomiast opierali się wyłącznie na Chrystusie i Piśmie Świętym, nie przyjmując do swoich praktyk nic z tradycji Kościoła powszechnego. Wszyscy szanowali Pismo Święte jako najwyższy autorytet. Podczas gdy protestanci spierali się o biblijne doktryny, anabaptyści traktowali Pismo raczej jako praktyczny (choć zarazem święty i autorytatywny) przewodnik życia. Chrystus dał przykazania po to, żeby według nich żyć, a nie po to, żeby wysnuwać z nich skomplikowane i kontrowersyjne koncepcje teologiczne. Zamiast wdawać się w spory doktrynalne, anabaptyści praktykowali posłuszeństwo Słowu: miłość braterską, modlitwę, wytrwanie w ucisku, miłość nieprzyjaciół, wierność do końca. W czasie, gdy inni kłócili się o charakter obecności Chrystusa w komunii/wieczerzy, anabaptyści po prostu łamali chleb i pili z kielicha, okazując posłuszeństwo prostemu nakazowi Pisma.

Wśród anabaptystów nie brakło takich, którzy próbowali tworzyć zarys teologii ruchu. Menno Simons zastanawiał się na przykład, w jaki sposób doszło do wcielenia, i stworzył dość oryginalną koncepcję, jakoby Jezus stał się ciałem w Marii – a nie „przyjął ciało z Marii”, jak nauczali katolicy i protestanci. Nie była to jednak sprawa o pierwszorzędnym znaczeniu. Dla większości anabaptystów, którzy byli ludźmi dość prostymi, liczyła się relacja z Bogiem oraz praktyczne posłuszeństwo przykazaniom Pisma. Członkowie tego ruchu czcili Ojca, Syna i Ducha Świętego, nie wnikając w subtelne i często abstrakcyjne problemy teologiczne, które owocowały kłótliwością zamiast nieść zbudowanie.

Liczne wspólnoty anabaptystów funkcjonowały jako kościoły domowe. W protokole z przesłuchania członka ruchu odnotowano: „Nie mają specjalnych miejsc spotkań… przekazują sobie wiadomości przez chłopca lub dziewczynę. Kiedy schodzą się razem, uczą się nawzajem Bożego Słowa i pytają siebie nawzajem: jak to rozumiesz? Z tego względu żyją starannie według Bożego Słowa”8. Jeden z anabaptystycznych hymnów dobrze oddaje ducha domowego kościoła:

 

Co jest miejscem naszych spotkań?

Jedynie dom, z klepiskiem zamiast podłogi,

Ściany i dach, które nas chronią

Okna dające światło i otwarte drzwi.

A mimo to staje się on żywym ciałem

Gdy w nim się spotykamy

I wiemy, że nasz Pan jest blisko

 

Słowa z daleka jak spadające gwiazdy

Iskry, zasiane w nas niczym nasiona.

Imiona naszego Boga, sny, znaki i cuda

Zesłane z przeszłości są tym, czego potrzebujemy

Na tym miejscu wspominamy i powtarzamy

To, co usłyszeliśmy

Boże, dane z łaski, odkupieńcze Słowo

 

I przyjmujemy chleb u Jego stołu

Złamany i dzielony, żywy znak.

Tutaj, w tym świecie, umierając i żyjąc

Jesteśmy sobie nawzajem chlebem i winem.

Oto jest miejsce, gdzie przyjąć możemy to,

Czego potrzeba nam, aby wzrastać:

Bożą sprawiedliwość i Boży pokój.9

 

Jakob Hutter i komunizm

 

Zdecydowana większość nurtów w łonie anabaptyzmu głosiła postulat łączenia się wiernych we wspólnoty, które, w warunkach prześladowań i permanentnej wrogości społeczeństwa siłą rzeczy musiały być dość ściśle zintegrowane wewnętrznie. Tego rodzaju integracja niejednokrotnie oznaczała dzielenie się dobrami czy dochodami ze wspólnej pracy. Wykorzystywali to przeciwnicy anabaptystów, podnosząc przeciw nim zarzut, iż, negując instytucję własności prywatnej, podważają oni fundamenty porządku społecznego. Jak pisze jeden z badaczy, „rzadko który zarzut pojawiał się tak często jak ten, że anabaptyści chcą wszystko mieć wspólne”10.

Faktem jest natomiast, że wśród anabaptystów pojawiła się grupa, która poszła o krok dalej, a mianowicie uznała brak własności prywatnej i będącą jego konsekwencją wspólnotę dóbr za zasadę wiary. Chodzi o tzw. hutterian, czyli zwolenników Jakoba Huttera. Wspomniany przywódca pojawił się w roku 1528 w Pustertal w Tyrolu, głosząc naukę o konieczności przyjęcia chrztu w wieku dorosłym, o komunii pod dwiema postaciami oraz o niestosowaniu przemocy11. Szybko zyskał sobie rozgłos i zwolenników, głównie wśród rzemieślników i chłopów. Stworzona przezeń gmina, licząca około sześciuset wiernych przeniosła się z Tyrolu na Morawy, gdzie Hutter spodziewał się nawiązać braterskie relacje z miejscowymi anabaptystami oraz braćmi czeskimi. W roku 1533 przywódca gminy przebywał w Auspitz, skąd został wygnany.

Po śmierci Jakoba Huttera, która nastąpiła w 1536 r. przywództwo we wspólnocie przejął Hans Amon. Zasady wiary hutterian wyłożył Piotr Riedemann w dokumencie pt. Rechenschaft unserer Religion, Leer und Glaubens. W ciągu kilkudziesięciu lat hutterianie względnie spokojnie egzystowali na Morawach, a ich wspólnoty liczyły około 20 tysięcy ludzi i wysyłały licznych misjonarzy do innych regionów Europy. Po wybuchu wojny trzydziestoletniej armia austriacka przystąpiła do brutalnej rozprawy z pokojowo nastawionymi anabaptystami. Ci, którzy przeżyli, udali się do Siedmiogrodu i na Węgry. Wspólnoty hutterian do dziś istnieją w USA.

Hutterianie opierali się na biblijnym precedensie, jakim był kościół w Jerozolimie. Inspirowani tym wzorem oraz wezwaniem Jezusa „idź, sprzedaj wszystko, co masz”, wprowadzili zasadę, iż członkami ich wspólnoty mogą być tylko ci, którzy sprzedali wszystko i uzyskane ze sprzedaży pieniądze powierzyli stojącym na jej czele przywódcom (Vorstehende). Przypominali średniowieczne wspólnoty monastyczne, z tym, że zrzeszali rodziny oraz nie podlegali jurysdykcji żadnych władz kościelnych zewnętrznych wobec wspólnoty.

Wspólnota braci hutterowskich budziła wiele emocji. Sami hutterianie podkreślali, że jest ona bliska ideału, opisanego w Biblii. Według nich wyzbywając się własności prywatnej i przystępując do bractwa, chrześcijanie pozbywali się korzenia egoizmu oraz uczyli się wzajemnego poddania. Apologeci zwracali też uwagę na naturalny charakter wspólnoty, porównując ją do pracującego w harmonii roju pszczół12. Świadectwem Bożego błogosławieństwa nad wspólnotą miała być jej ekonomiczna produktywność. Przeciwnicy hutterian w walce z nimi sięgali po różne argumenty. Formułując swe zarzuty, katolicki autor Christoph Fischer wygłosił mimowolną laudację „przeklętej sekty”. Według niego anabaptyści (miał na myśli hutterian) nie przeklinają, nie procesują się, nie posługują się bronią, a prześladowania znoszą bez sprzeciwu. Jednym z podanych przez Fischera powodów, dla których hutterian należało wypędzić z kraju było to, że możnowładcy chętnie powierzają im zarząd swych majątków, zwalniając zarządców wyznających katolicyzm. Niektóre zarzuty przeciwko morawskim anabaptystom miały jednak bardziej rzeczowy charakter. Zwraca wśród nich uwagę krytyka morawskiego eksperymentu edukacyjnego oraz zarzut wyzysku.

Podjęty przez hutterian eksperyment edukacyjny polegał na wprowadzeniu przymusowej edukacji dzieci, począwszy od drugiego roku życia. Rodzice oddawali dzieci pod opiekę wyznaczonych przez władze wspólnoty nauczycieli. Dzieci miały odtąd mieszkać w specjalnym internacie, śpiąc w tym samym pomieszczeniu, niekiedy we dwoje lub troje na tym samym łóżku. Pozbawione w ten sposób opieki rodziców oraz umieszczone w warunkach ułatwiających przenoszenie się chorób zakaźnych, często umierały. Odnotowano przypadki, gdy rodzice przyłączający się do wspólnoty w czasie kilku tygodni doświadczali zgonu kilkorga dzieci13. Jakkolwiek śmiertelność dzieci w epoce wczesnonowożytnej była wysoka, to wśród braci hutterowskich dzieci umierały nadzwyczaj często. Fakt ten wykorzystali luterańscy teologowie, którzy w 1556 r. sformułowali w Wormacji dokument skierowany przeciw anabaptystom14. O wysokiej śmiertelności dzieci wśród hutterian pisał również anonimowy autor powstałego w środowisku „braci polskich” Traktatu przeciwko „komunistom” morawskim. Według niego morawscy anabaptyści: „dzieci, skoro matki od piersi odprawią, innym niewiastom zlecają, których dla nędznej żywności i głodu prawie siła umiera15.

 

Przemoc w łonie ruchu

 

Wśród anabaptystów znaleźli się ludzie tacy jak Tomasz Müntzer czy Jan Matthys, którzy odrzucili postawę lekceważących świat doczesny pielgrzymów i przyjęli ducha radykalizmu społecznego. Ludzie ci niewątpliwie zasłużyli sobie na przydomek „radykalnych”, ale raczej „rewolucjonistów” niż „reformatorów”. Müntzerowi chodziło o świętą rewolucję, skierowaną przeciw klerowi i bezbożnikom. Jego stanowisko wykluczało jakąkolwiek próbę reformy systemu religijnego, który jawił się rewolucjoniście jako odrodzony po wiekach bałwochwalczy kult, nie mający prawa istnieć w społeczeństwie chrześcijan. Pobożni książęta winni wcielić się w rolę proroka Eliasza i zgładzić księży oraz mnichów, tak jak tamten zgładził kapłanów Baala16. Müntzer sugerował książętom wyznaczenie „napełnionego Duchem” doradcy, który powiedziałby im, co mają robić, sugerując, że to on sam winien być tym doradcą. Jego wezwanie nie przekonało książąt; ścigany przez nich, uciekł z Saksonii do Czech. Erupcja radykalnych nastrojów wśród chłopstwa skłoniła go do powrotu, gdyż spodziewał się znaleźć wśród nich współpracowników w dziele zaprowadzania Królestwa Bożego na ziemi. Przyjęty jako prorok, Müntzer poprowadził chłopów na pola pod Frankenhausen, gdzie doszło do konfrontacji z wojskami książęcymi17. Rewolucjonista został schwytany, poddany torturom i ścięty. Równie radykalne stanowisko przyjęli anabaptyści, którzy w roku 1534 opanowali westfalskie miasto Műnster i zaprowadzili tam szczególny reżim polityczno - religijny, który nazwali „Królestwem Syjonu”, a który do historii przeszedł m. in. pod nazwą „Komuny monasterskiej”. Ofensywa wojsk biskupich w 1535 r. położyła kres temu eksperymentowi. Wywarł on jednak trwały wpływ na losy ruchu anabaptystów, do których przylgnęła opinia fanatyków i radykałów.

 

„Bracia polscy” i racjonalizm

 

Ruch braci polskich kształtował się w XVI wieku w łonie polskiego kalwinizmu. Zerwanie z kalwinizmem spowodowane zostało różnicami teologicznymi oraz doktryną społeczną. Podobnie jak w czwartym wieku czynił to Ariusz, bracia polscy kwestionować zaczęli dogmat o Trójcy, z uwagi na co zyskali sobie przydomek arian. O zaliczeniu ich do anabaptystów decyduje fakt przyjęcia przez nich nauki, iż chrzest w postaci zanurzenia w wodzie powinien być wynikiem świadomej decyzji. W kwestiach społecznych radykalnych arian cechowała niechęć do przemocy oraz wynikająca z tej niechęci odmowa noszenia broni, udziału w wojnach oraz piastowania stanowisk publicznych. Niektórzy z braci polskich uważali, iż chrześcijanin nie powinien korzystać z pracy chłopów pańszczyźnianych, a nawet, że powinien wyrzec się majątku. Inspiracją dla ruchu braci polskich był z jednej strony „główny nurt” szwajcarskiego i niderlandzkiego anabaptyzmu, z drugiej zaś humanizm i racjonalizm, przyniesiony do Rzeczpospolitej przez uciekających przed prześladowaniami wolnomyślicieli takich jak Jerzy Blandrata, Jakub Paleolog czy Faust Socyn.

Ten ostatni, będąc zarazem humanistą jak i prawnikiem, nadał ruchowi kształt organizacyjny. Ośrodkiem polskiego arianizmu został Raków, w którym działały m. in. ariańska akademia i drukarnia. Do intelektualnej elity ruchu braci polskich poza wspomnianym już Socynem zaliczyć należy m. in. Piotra Giezka z Goniądza, Szymona Budnego czy Stanisława Przypkowskiego.

Od przełomu XVI i XVII stulecia radykalizm społeczny arian zaczął słabnąć. Niektórzy z nich zaczęli nawet dopuszczać możliwość udziału chrześcijanina w sprawiedliwej wojnie. W sferze stosunków między państwem a religią bracia polscy głosili doktrynę rozdziału kompetencji. Bezskutecznie domagali się rozciągnięcia tolerancji religijnej na wyznawców antytrynitaryzmu. Uchwałą sejmu z 1638 r. zadecydowano o zamknięciu akademii w Rakowie i tamtejszego ośrodka wydawniczego, a w 1658 r. postawiono arianom zarzut współpracy z najeźd��cą szwedzkim i wygnano ich z kraju. Przez Śląsk i Prusy wygnani bracia polscy przeniknęli do południowych Niemiec i Holandii, gdzie ich przesycona humanistycznym racjonalizmem myśl spotkała się z bardziej przychylnym przyjęciem.

 

Prześladowania

 

Konrad Grebel w 1526 r. został skazany na dożywotnie więzienie. Wkrótce jemu i jego towarzyszom udało się zbiec. Grebel zmarł po kilku miesiącach ukrywania się. Feliks Manz został schwytany w Zurychu i skazany przez protestanckie władze na utopienie. Wyrok wykonano w 1527 r. Jerzy Blaurock wraz z jednym z braci w wierze został schwytany przez władze Innsbrucku, torturowany i spalony na stosie w 1529 r.

Autor Konfesji Schleitheimskiej – Michael Sattler został ujęty przez władze austriackie w 1527. W drodze na egzekucję kat szarpał go rozpalonymi do czerwoności obcęgami. Okrutne okaleczenia, jakie zadawano mu publicznie, nie przeszkodziły mu modlić się za prześladowców i wzywać ich do nawrócenia. Zanim wyprowadzono go na śmierć, Sattler umówił się ze współwięźniami, że da im znak, jeśli cierpienie okaże się znośne. Miał być nim podniesiony kciuk. Ręce męczennika były związane, lecz gdy tylko płomień stosu przepalił krępujące go liny, Sattler podniósł obie ręce z kciukami podniesionymi do góry. Zachęceni w ten sposób trzej współwięźniowie z odwagą poszli na śmierć. Osiem dni później utopiono żonę Sattlera, której nie udało się przekonać do porzucenia „herezji”18.

Baltazar Hubmaier został wydany w ręce władz w roku 1528, torturowany i skazany na śmierć. Ostatnie słowa Hubmaiera brzmiały: „O Jezus, Jezus!”. Trzy dni później jego żonę utopiono w Dunaju19.

Jakob Hutter został uwięziony w 1535 r. Torturowano go i spalono na stosie w lutym 1536 r. Ten sam los spotkał później jego żonę oraz 360 członków ruchu, na czele którego stał. Hans Hut był torturowany przez cztery miesiące. Zmarł w wyniku pożaru, jaki wybuchł w jego celi. Niezadowolone z tego faktu władze Augsburga nakazały spalić na stosie jego ciało.

Jedną z najbardziej poruszających historii męczeństwa jest historia Dirka Willemsa. Był on holenderskim mennonitą, schwytanym w 1569 r. i więzionym przez hiszpańskie władze. Więziono go w zamkowej wieży, z której udało mu się uciec. Przeszedł bezpiecznie po cienkim lodzie pokrywającym zamkową fosę, który załamał się pod ścigającym go strażnikiem. Słysząc wołanie o pomoc, Dirk zawrócił, aby ratować życie strażnika. Ocalony strażnik schwytał zbiega i odprowadził go do więzienia. Tym razem Dirka zakuto w dyby. Wkrótce został spalony na stosie.

Obok świadectw męczeństwa historia anabaptystów dostarcza przykładów nadzwyczajnego ocalenia czy przetrwania. Dobrym tego przykładem jest Menno Simons. Władze wydały edykt, na mocy którego każdy przestępca, który wydałby Menno, zostałby ułaskawiony ze wszystkich swoich zbrodni. Cesarz Karol V wyznaczył nagrodę stu guldenów w złocie za jego głowę. Ludzie, którzy udzielali mu schronienia, byli więzieni bądź paleni na stosie; to samo dotyczyło osób przez niego ochrzczonych. Pomimo tego wszystkiego przez 25 lat Menno Simons krążył po Holandii, północnych Niemczech i wybrzeżu Bałtyku nauczając, chrzcząc, a nawet pisząc książki i, w przeciwieństwie do przeważającej większości przywódców ruchu, zmarł śmiercią naturalną. Zadziwiającej ochrony doświadczał również kontrowersyjny prorok anabaptystów Dawid Joris. Również za jego głowę wyznaczono cenę stu guldenów. Pewnego razu przed pościgiem ocaliła go zstępująca nagle gęsta mgła. Innym razem ocalał dlatego, że służący w gospodzie zapomniał kupić świece 20. Również Joris zmarł śmiercią naturalną, choć w jego przypadku był to raczej rezultat wycofania się z publicznej działalności i przyłączenia się do kościoła protestanckiego.

Jak twierdzi Micrea Eliade, spośród jedenastu tysięcy anabaptystów (liczba ta nie obejmuje hutterian) w okresie od 1525 r. do 1618 r. stracono - według różnych szacunków - od 850 do 5000 ludzi21. Możliwe, że nawet ta ostatnia liczba jest zaniżona. W Szwabii działał specjalny czterystuosobowy oddział policji, którego zadaniem było tropienie anabaptystów i zabijanie ich na miejscu. Ze względu na rozmiar zadania, po pewnym czasie liczebność oddziału zwiększono do tysiąca ludzi. Zdarzały się masowe egzekucje, w których ginęło od kilkunastu do kilkuset osób22. Siedmiu na dziesięciu wędrownych kaznodziejów anabaptystycznych zginęło męczeńską śmiercią. Nie jest nam znana pełna liczba męczenników będących członkami tego ruchu, ani liczba tych, którym wymierzono lżejsze sankcje (np. dożywotnie więzienie).

Pomimo intensywnych prześladowań, ruch rozwijał się. Odpowiedzialny za masowe egzekucje hrabia Altzey wyznał: „Coż mam począć? Im więcej ich zabijam, tym bardziej rośnie ich liczba”23. Zdarzało się, że bezpośrednim owocem egzekucji były kolejne nawrócenia. Wspomniany wyżej Dawid Joris nawrócił się, gdy prowadzony na śmierć anabaptysta spojrzał na niego i wykrzyknął: „Bracie!”. Jak wspomniano wyżej, również Menno Simons nawrócił się pod wpływem egzekucji wędrownego krawca – anabaptysty. Znana jest historia Fritza Erbe, który spędził sześćdziesiąt lat w więzieniu, lecz swą nieugiętą postawą doprowadził do nawrócenia połowy mieszkańców niemieckiego miasta Eisenach na anabaptyzm24.

 

Konkluzje

 

Casus anabaptystów prowokuje do myślenia. Od członków powierzchownie schrystianizowanego społeczeństwa domagali się oni nawrócenia. Twierdzili, że chrztu udzielać należy tylko tym, którzy „narodzili się na nowo” i traktują Chrystusa na tyle poważnie, by poświęcić Jemu całe swoje życie. Swoje przesłanie wzorem Jezusa adresowali do tych, którzy „chcą pójść za Nim”. Anabaptyści nie chcieli reformować świata ani zawierać politycznych kompromisów w imię promowania ewangelii w społeczeństwie. Wierzyli, że są alternatywnym, chrześcijańskim społeczeństwem, opartym o wartości radykalnie różniące się od panujących w świecie. Podczas gdy przywódcy reformacji protestanckiej mierzyli swoje powodzenie liczbą królów, książąt i miast pozyskanych dla idei zreformowania Kościoła, dla anabaptystów miarą sukcesu było podobieństwo do Mistrza.

Ze względu na wyznawaną naukę zostali znienawidzeni, uwięzieni, wygnani, bezpodstawnie oskarżeni, wyklęci, utopieni, spaleni na stosie. Zadziwiające, że wszystko to wydarzyło się w chrześcijańskiej Europie.

Dziś wielu chrześcijan uważa za oczywiste, że chrzest jest następstwem wiary i świadomego wyboru. W szesnastym wieku ci, którzy żywili tego rodzaju przekonanie uważani byli za niebezpiecznych zbrodniarzy i ścigani przez władze. Nie ulękli się jednak prześladowań i nie poszli na kompromis. Anabaptyści nie chcieli dopasować się do sprzecznych z ewangelią wartości wyznawanych przez społeczeństwo. Ich wizją było zbudowanie prawdziwej braterskiej wspólnoty, opartej o naukę Jezusa.

 


Podobne artykuły


11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 467
11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 474
11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1721
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 512
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 735
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 961
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 625
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 486
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 577
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 314
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 449
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 587
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 315
9
komentarze: 124 | wyświetlenia: 375
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 619
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Rzadko gratuluję komuś rzeczowości artykułu. Tym razem czynię to, czynię z przyjemnością.

Serdecznie dziękuję.

  swistak  (www),  10/06/2010

Biblia jest jak obraz abstrakcjonisty. Ilu / widzów / czytelników tyle interpretacji .

Zgadzam się. Z drugiej jednak strony istnieją pewne kanony interpretacji. Znam wielu ludzi z różnych kościołów chrześcijańskich, którzy są zadziwiająco zgodni co do tego, że w Biblii istnieje pewien centralny temat, przewijający się we wszystkich księgach od Genesis do Apokalipsy. Jest nim Chrystus.
Sam Chrystus był zresztą przekonany, że Biblia mówi o nim. W ewangelii Łukasza czytamy, że p ...  wyświetl więcej

Masz chyba na myśli Ewangelie, koleżanko? Wbrew temu co ci się wydaje, to nie to samo co Biblia. :)

"Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli? Komu się ramię Pańskie objawiło?
On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał on wdzięku ani też blasku, aby [chciano] na niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał.
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarz zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliś ...  wyświetl więcej

Czy Mesjasz nie miał przypadkiem zginąć od miecza? Z tego co pamiętam, człowiek umierający na drzewie był przeklęty, słowami samego Boga. :)

>Zadziwiający fakt zwazywszy, że dotyczy faceta, który na stronie słynącej z pisania w koło tego samego, udaje Friedricha Nietzschego.<
Zła poezja. :]

>Czyżbyś sie nawrócił lub przyjął wiarę czrześcijańską " wsciekły psie łancuchowy ateizmu " ? <
Wieści o moim nawróceniu uważam za mocno przesadzone. :)

>Najwyrażniej omyłkowo napisałeś słowo BÓG z dużej

...  wyświetl więcej

Quidquid latine dictum sit, altum videtur. :)

  swistak  (www),  11/06/2010

Pierwszym pewnie był Łukasz . Ciekawy tematem jest " świętość" sacrum czy świętokractwo. To pogański przymiotnik jakim przyozdabia się wszystko w KK . Chrystus nigdy go nie używał.

Sacrum

Jak to słowo urosło
dosięgło obłoków
stoi ze świętym Piotrem na niebieskim progu
Sacrum --- tak nazywano tylną część zwierzęcia
zad i grzbiet
to co najdroższe poświęcono Bogu

Jan Twardowski

Bardzo ciekawy komentarz!
Niektórzy mówią, że pogańskie religie domagają się "sakralizacji", tzn. poświęcenia jakiejś części własnego życia, czasu, mienia itp. bóstwu, po to, żeby resztę (profanum) zachować dla siebie z błogosławieństwem bóstwa. Chrystus natomiast oferuje "spirytualizację" (brr, słowo jest okropne), to znaczy nowe życie, wolne od rozdwojenia "sacrum-profanum", podporządkowa ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska