Login lub e-mail Hasło   

Niefortunna pierwsza randka - humoreska

W gimnazjum nie przypominałam wogóle siebie. Byłam (jakby to ująć)... puszysta. Ale jak to mówią: każda zmora spotka swego adoratora.
Wyświetlenia: 6.268 Zamieszczono 18/06/2010

     Spotkałam go również ja. Żyjemy w dobie telefonii komórkowej i internetu więc mój nieśmiały i trochę tajemniczy wielbiciel skontaktował się ze mną po raz pierwszy wirtualnie. Jako niezbyt popularna w szkole osoba bardzo się ucieszyłam, że ktoś w końcu się mną zainteresował. Już wyobrażałam sobie klęczącego przede mną przystojniaka z kwiatami. Zamarzyło mi się, że będzie to wysoki, szczupły, wysportowany brunet o niebieskich - takich prawie modrych - oczach, skłonnych do marzeń.Wyobrażałam sobie jego różowe wargi, nad którym sypie się już puszek pierwszego wąsika. Czułam, że będzie to przystojny licealista, który swoim głębokim, czułym i miękkim głosem będzie mi recytował wiersze romantyków... Po niezbyt długim czasie sms-owania postanowiliśmy się spotkać.

     Tuż przed tą randką, bądź co bądź moją pierwszą, przeżywałam istny koszmar. W szafie pełnej ubrań nie widziałam nic co mogłabym założyć tego pięknego dnia. Przymierzałam po kolei kilkanaście ciuchów i ciuszków, z których tworzyłam coraz to nowe kombinacje. Nic nie było odpowiednie. Zrozpaczona sięgnęłam po kobiecą prasę. Po lekturze tuzina kolorowych pisemek postawiłam na jasne jeansy i błękitną bluzeczkę. Aby dodać sobię parę centymatrów i kilka wiosenek założyłam buty na najwyższej szpilce jaki miałam w domu (szczegół, że "pożyczyłam" od mamy). Tak wyszykowana ruszyłam w drogę moim... rowerem.

     Lekko zadyszana dotarłam do swej Niebiańskiej Krainy. Z daleka widziałam spokojne brzegi jeziora (w rzeczywistości punktu czerpania wody dla straży pożarnej). Słońce wychodziło zza chmur, rzucając świetliste promienie, odbijające się od tafli wody. Przyroda zapowiadała cudowny, cichy, majowy wieczór. Po kilku deszczowych dniach zrobiło się ciepło i miło... Tak to będzie naprawdę romantyczna randka. Wokoło żywej duszy... Nie, jakiś chłopiec siedzi na ławce. Co on tu robi? Chyba kojarzę go ze szkoły... Po co on tu wogóle przyszedł. Niech sobie już idzie. Peszy mnie... Przecież za chwilę pojawi się tu ON. O! Jak dobrze, chyba się zbiera... Wstaje z ławki. To dobrze. Będzie miłe spotkanko sam na sam, w cztery oczy. Tylko gdzie on jest? Gdzież podział się mój tajemniczy adorator? Rozglądam się na wszystkie strony, spoglądam na zegarek, na komórkę... Już zaczęłam się niepokoić i polanowałam odjechać, gdy...ten chłopiec z ławki nagle pojawił się obok i cały czerwony wcisnął mi w rękę bukiecik goździków (jak się potem okazało urwanych z ogródka jego babci). Z trudem rozpoznałam w nim mojego telefonicznego wielbiciela, a właściwie domyśliłam się, że to on.

     Stanowiliśmy dosyć niezwykły duet, bo nawet bez moich niebotycznych obcasów byłam od niego o głowę wyższa. Ponadto był to typ chłopca-szczypiorka, bardzo szczupłego (nawet chudego), co powodowało, że prezentował się przy mnie (tęgiej dziewczynie na obcasach) dość mizernie. Twarz miał prawie dziecinną, pełną piegów, oblaną największym rumieńcem jaki kiedykolwiek widziałam.

     Nieco zaskoczona, ale nie zrażona, mając wciąż w umyśle wyobrażenie romantycznej miłości, pokonującej niezwykłą siłą uczucia wszelkie przeszkody, zwłaszcza te... fizyczne, nawiązałam rozmowę. Mój wielbiciel miał na imię Jurek. Przyznał, że jest ode mnie... o rok młodszy. Przy każdym słowie - z powodu tremy i mutacji, którą właśnie przechodził - głos wiązł mu w gardle i biedak piszczał nieprawdopodobnie. Dzielnie jednak pokonał swoją słabość i, drżąc cały, zaproponował spacer brzegiem niby-jeziora. Chwilęsię wahałam, sama nie widziałam co mam począć. Zbierało mi się na płacz... Z każdą minutą gdzieś nad spokojne wody jeziora odpływały moje marzenia. Opanowałam się jednak i zgodziłam w końcu. Przecież w spacerze nie ma nic złego.

     Byłam pewna, że umiem chodzić na wysokich obcasach. Przecież ćwiczyłam cały dzień przed tą randką. Niestety! Nie przewidziałam, że obcasy tak bardzo utykają w ziemię dodatkowo rozmiękłą przecież po tych deszczowych dzniach. P kilku krokach runęłam jak długa w wielką kałużę! Tego było za wiele! Moja śliczna, błękitna bluzeczka i nowe, jasne jeansy były w opłakanym stanie. Uznałam to za ewidentny znak, że z tego związku jednak nic nie będzie. Porzuciłam swoje romantyczne złudzenia w brudnej kałuży i jak najszybciej, całkiem przemoczona wróciłam do domu.

     Niedawno widziałam swojego wielbiciela sprzed lat. Ma metr osiemdziesiąt wzrostu, atletyczną, wyrzeźbioną na siłowni sylwetkę. Włosy mu pociemniały, piegi prawie znikły... I ten głos... jak z mojego marzenia. Ale nie można wchodzić dwa razy do tej samej kałuży.

Podobne artykuły


15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 95482
21
komentarze: 13 | wyświetlenia: 35340
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 39440
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1102
60
komentarze: 12 | wyświetlenia: 52580
35
komentarze: 22 | wyświetlenia: 9556
31
komentarze: 7 | wyświetlenia: 14747
31
komentarze: 54 | wyświetlenia: 7233
28
komentarze: 8 | wyświetlenia: 9171
25
komentarze: 30 | wyświetlenia: 4721
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  berlo,  19/06/2010

hehe ;D to chyba stosunkowo często spotykana sytuacja gdzie po latach widzimy starą znajomą/znajomego który w niczym nie przypomina osoby z przed lat , ale swoją drogą jestem ciekaw czy i Ty sie zmieniłaś? On zapewne wyciągnął wnioski jak widać ,a ty?

Na początku wspomniałam, że wtedy wogóle nie byłam do siebie podobna. Poza tym jest to bardzo przerysowane. Zakrawa na fikcję literacką:) Chciałam uwydatnić pewne fakty, aby główna myśl była bardziej czytelna i żeby opowiadanie było dla czytelnika śmieszne. Pozdrawiam.

  ,  19/06/2010

Właśnie próbuję sobie Ciebie wyobrazić w szpilkach na rowerze :))

;)

  mala3440,  26/06/2010

Przyłączam się! Sama chodzę w szpilkach...Kiedyś w panice,puściłam się biegiem po krawężniku - tuż obok koparki...Kiedy ją minęłam,usłyszałam wybuch śmiechu:).Zaskoczona zatrzymałam się i usłyszałam słowa pana robotnika:
"- Ja wiedziałem,że w szpilkach można chodzić,ale nie wiedziałem,że w szpilkach można biegać!"
Dopiero wtedy się zastanowiłam nad swoim zachowaniem - i sama wybuchła ...  wyświetl więcej

Piękny tekst. 300% młodości i związanego z nim romantyzmu. Pozdrawiam Cię. MS

Dziękuję. Bardzo się cieszę, że tekst się podoba. Również pozdrawiam:)

Fajnie się czytało ;) Przypomniałam sobie swoje pierwsze platoniczne miłości, rumieńce, herz-klekoty, przełamywanie nastoletniej nieśmiałości. Po latach wspomina się to wszystko z rozrzewnieniem, z wiekiem te romantyczne ideały jeden po drugim odchodzą do lamusa, zastępowane przez prozę życia.

Dokładam się do pochwał tekstu. Naprawdę interesujący i niebanalny.

Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Są bardzo budujące.

  Mat87,  26/06/2010

Rzadko czytam takie emocjonalne wyłonienia, ale wszystkiego w życiu trzeba spróbować :D
Moim zdaniem ostatnie zdanie artykułu w opisanym przypadku jest bez sensu. Przecież kiedyś był to chłopiec (dziecinny, nie w pełni rozwinięty pod każdym względem którego na dobrą sprawę nawet nie poznałaś) a teraz jest to całkiem inny, dorosły człowiek i pewnie tylko imie które pamiętasz jest wspólne dla tych dwóch osób.

  ixz,  26/06/2010

Wszystko ładnie pięknie, ale jedno mi się nie podoba w nim: "Ale nie można wchodzić dwa razy do tej samej kałuży." . Najgłupszy tekst jaki kiedykolwiek słyszałem. Życie jest tylko jedno i nie powinno się skreślać wszystkiego od razu. Zawsze warto próbować, obojętnie co powiedzą inni i jak to może wyglądać - żyjesz Ty, Ty chcesz sama być szczęśliwa. W tej sytuacji jednak można wziąć pod uwagę fakt, ...  wyświetl więcej

Teraz jesteśmy przyjaciółmi. Jurek odnalazł swoją drugą połówkę (z którą miałam okazję się poznać, jest ona szalenie miłą osobą i bardzo się lubimy) i jest szczęśliwy, a ja o swoje szczęście jeszcze zadbam:) bez obaw;) dziękuję za zatrzymanie się przy moim tekście i wszystkie komentarze. Pozdrawiam

  pesmerga,  28/06/2010

Bardzo fajny artykuł. Interesująco podrysowane opowiadanie, aż żal, że takie krótkie :)

Dlatego właśnie chłopcy boją się 'zagadać', wolą napisać smsa czy wiadomość na naszej-klasie. Dziewczyny wyobrażają sobie księcia z bajki, a potem są zawiedzione. Chwała dla Pani za kulturę, niejedna by go wyśmiała. Świetne opowiadanie

Dziękuję za przeczytanie mojego artykułu i miłe komentarze. Na dłuższe opowiadanie mnie nie stać. Trzeba się napracować (w moim przypadku, bo nie mam nieziemskiego talentu do pisania) żeby wszystko fajnie zgrać. Dziewczyny też często wolą komunikować się za pomocą komórki, internetu. To nie dotyczy tylko nieśmiałych chłopców. To coraz powszechniejsze i czasem niebezpieczne zjawisko. Nie wyobrażam ...  wyświetl więcej

Do dzis pamietam moj pierwszy raz, mialem 17 lat albo cos okolo.
Poszedlem do apteki kupic paczke prezerwatyw. Za lada stala przepiekna farmaceutka, ktora najrawdopodobniej wiedziala ze nie mam doswiadczenia w "tych" kwestiach. Podala mi paczke i zapytala czy wiem, jak to uzywac. Szczerze odparlem nie.
Wiec otworzyla paczke, wyjela jednego i rozwinela na kciuku - po czym, polecila sp ...  wyświetl więcej

Masz fantazję..bomba.o mało nie spadłem pod kompa.Uśmiałem się do łez..plusuję..

tekst przypomniał mi te nastoletnie czasy, gdy tak nie cierpliwie się czekało na 1 randke i pocałunek, gdzie każdy sms był niby listem romantycznym! czasy miłości dziecinnej..



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska