Login lub e-mail Hasło   

Bez ojca

Co było,a nie jest nie pisać już w rejestr?
Wyświetlenia: 2.126 Zamieszczono 30/06/2010
W 1944 roku ,po ucieczce Niemców ojciec ukrywał się przed enkawudzistami, nie chciał dzielić losu braci na Syberii. Odwiedzał nas tylko pod osłoną nocy . Głód zaglądał nam w oczy . Ziemniaki w łupinkach,kwas chlebowy i zupy z pokrzywy były naszym pożywieniem!. W drzwi walili kolbą prześladowcy . Szukali ojca , nazywali go wrogiem władzy sowieckiej. Przewracali tobołki , zaglądali do kurnika, bagnetami pruli słomę w stodole .Rewizji było wiele , napastowali mamę . Siedziałem na piecu z bratem i wołałem: "tato, ratuj mamę! Była ładną i młodą kobietą. Grozili,ze zabiorą do lagrów, jeśli nie wskażemy kryjówki ojca. Sąsiedzi nas unikali,bali się enkawudzistów. Tylko dziadek ,co mieszkał samotnie nad rzeczką, pomagał nam. Radził zbierać więcej runa ,bo pomrzemy z głodu. Wzdychał żałośnie, chwaląc okupację niemiecką. Żyło się wtedy lepiej. Zmorą byli tylko partyzanci sowieccy. Zabierali żywność i gwałciły kobiety. Niemców witano w 1940 roku kwiatami. I te wspomnienia dziadka utkwiły w pamięci. Byli tylko okrutni wobec Rosjan i Żydów ,ale kiedy uciekali , było ich zal. Rannemu na bagnach, przynosiłem kwas chlebowy,aż go pojmali i zadźgali bagnetami. Z dziadkiem chowaliśmy go na cmentarzu. Miał jasne włosy i niebieskie oczy, dziadek mu je zamknął ,a potem zasypywał je piaskiem ,trzymałem wyciosany z olchy krzyż i płakałem.
Zbierałem runo,jak przykazał dziadek i rozglądałem się za borowikami W lesie dzięcioły dziobały korę,wiewiórki znosiły żołędzie i jakiś ptak darł się w wniebogłosy. Z pełnym koszykiem wracałem do domu. Mama suszyła ,kwasiła grzyby, borówki wkładała w drewnianą beczułkę i stawiała na ganku. A zimą rozgrzewała, podawała na stół .Gośćcie się ,jeśli łaska ,mówiła do nas ,chowając spracowane dłonie pod dziurawy fartuch. Rumiane borówki roztapiały się w ustach. Z chlebem i gorącymi ziemniakami smakowały najbardziej!Jesz i wydaje się, jakby aromatyczny kawałeczek lata był na języku . Brat oblizując się wolał,mamo daj więcej. A mnie było żal jej dłoni , wyzierały dziwacznie przez dziurawy fartuch ,a tak czule gładziły, gdy byłem smutny . Tez miałem bąble od pracy , rąbałem drzewo, kręciłem żyto w żarnach na mąkę. Brat i siostra siedziały przy oknie i wołały jeść . Miałem z nimi kłopotów wiele .Pewnego razu braciszek włożył do pieca zapalnik od rosyjskiego granatu. Piec się nie rozwalił, lecz garnek z ziemniakami szlak trafił,a konewka z mlekiem spadła na klepisko. Oberwałem chłostę za niedopilnowanie .a braciszek ze strachu dostał biegunki. Wyleczył się naparem z borówek. Były od wszystkich boleści , pachniały lasem,zastępowały herbatę. Dziadek, popijać ją powiadał ,że są długowieczne, jak dęby za stodołą. Małe i długo żyją,a ludzie wysoccy i tak szybko umierają?Bóg tak chce-odpowiadał. Niesprawiedliwość jest i będzie , dorośniesz ,to zrozumiesz te święte słowa. Dziadek wkrótce zmarł ze starości .Na wsi zostały tylko same kobiety. Mężczyźni na wojnie lub w lagrach,albo w grobach byli. Słowa dziadka mama powtarzała po każdej wizycie enkawudzistów ,mówiła też ,że biednemu wiatr w oczy wieje. Może będzie lepiej w drugiej ojczyźnie ,ale jak tam dojechać?.Tata zabierze, uśmiechała się przez łzy i mówiła ,jesteś do niego tak podobny,jak czysta kropla wody .Ojciec nie dawał znaku życia ,dni mijały w tęsknocie za nim. Modliliśmy się przed ikoną,a wiatr za oknem skowytał i gasił gromnicę. Mama przytulała chorą siostrę i młodszego brata ,by nie płakały w ciemności,a mnie posyłała do sąsiadki po zapałki .Biegłem boso,po zabłoconej ulicy,a wiatr jesienny i deszcz smagały twarz , spychały do rowu. A kiedy znów zapłonęła gromnica, pytałem się ,gdzie jest tata,czemu nie pisze listów?A mama tylko gładziła mnie policzek i płakała. W milczeniu patrzyła ze ściany Matka boska Ostrobramska,opiekunka biednych .Ale łez gorzkich ,jak mama na policzkach, nie miała . I tak mijały dnie,noce,tygodnie i miesiące. Z ojcem spotykałem się tylko we śnie. Moje obowiązki wzrosły .Orałem pole, pług był wyższy niż ja Szedłem za nim na palcach. Siałem zboże, kosiłem. Wyjeżdżałem na noc paść konia na niczyich łąkach pod lasem Kary skubał trawę ,a mnie ogarniały wspomnienia o wspólnych wędrówkach z ojcem. Tęsknota za nim była silniejsza od miłości do Weroniki . Mieszkała przez ulicę i często pukała do mojego okna. Jej ojciec pisał listy z frontu , a nasz milczał , byłem zazdrosny,kiedy chwaliła się nimi. Az pewnego dnia przyszło zawiadomienie,ze zginął nad Odrą bohaterską śmiercią jak przystało żołnierzowi czerwonej armii . Płakałem z nią na miedzy i przytulałem do siebie. Bałem się,ze i mój może zginąć. Nie widziałem ,ze jest wśród akowców w okolicy Czeremchy. Dobrze, ze uciekł, mówiła potem mama, może dadzą nam spokój, zezwolą wyjechać do Polski Przewodniczący rejonu ,były partyzant znał ojca z czasów przedwojennych, terminował w jego kuźni , dla tego traktował nas przyjaźnie,obiecywał pomoc w wyjeździe . Wiedział od kolejarzy ,ze uciekł za granicę pociągiem. Pijąc samogon i umizgując się do mamy powiedział, ojciec na pewno jest w białej partyzancie ,wrogiej władzy radzieckiej. Musimy czym prędzej wyjechać,szykuje się dla takich jak my wielka czystka, podroż na Sybir.Na wszelki wypadek, w kurniku gromadziłem broń do walki z enkawudzistami. Wsparcie wyraził sześcioletni braciszek i narzeczona. Przyniosła nawet minę z rozbitego czołgu i schowała w swojej oborze. Krowa nadepnęła na nią i rozleciała się z oborą w kawałkach Jej macocha donos złożyła ,że syn legionisty i niemieckiego kolaboranta gromadzi broń przeciwko władzy radzieckiej ,a puki co zabił jej cielną krasulę. Przewodniczący badając sprawę uśmiechał się , gładził mamie rękę, nie martw się ślicznotko,tylko musisz słodko prosić. I wtedy pokazałem magazyn broni. Za głowę się chwycił, dzieciaku, tym wysadziłbyś całą wieś. Za łapówki wydał wkrótce zezwolenie na wyjazd , stwierdzając,ze obowiązki podatkowe w naturze i usługach wykonaliśmy w stu procentach .
Ostatnia zima na Kresach była mroźna. Na drzewach iskrzył się szron, tworząc niezwykle piękne pejzaże. Czuło się jednak zwiastuny wiosny. Jasny blask słońca, sople lodu pod dachem ,siwe cienie w lesie. W wiośnie była nasza nadzieja . W kwietniu wyznaczono nam wyjazd do Polski! I o tym rozmawiałem z ojcem we snach ,chodząc po lesie obok czarnego stawu . W trudno dostępnych miejscach ,gdzie enkawudziści zastrzelili dziedzica i innych wrogów władzy sowieckiej,a partyzanci mieli zimowe legowiska chodziłem tez latem z bratem . Siedząc w ziemiankach obserwowaliśmy tokujące głuszce , wielobarwne ,nasrożone piórka lśniły w słońcu zlotem i diamentami. W zbutwiałych legowiskach leżała amunicja i granaty. Wrzucaliśmy to do ogniska , w  ziemiance chowaliśmy głowy . Rozlegał się potężny huk, z drzew spadały szyszki. Na wsi myślano,ze wojna znów wraca.
Rozłączonych rodzin było wiele . nie wszystkim udało się połączyć za życia . A jeszcze więcej nieprawości wołających o pomstę do nieba. Mija już wiek od tamtych dziejów, na obiektywną ich  ocenę , Białorusini i Polacy nie mają chęci,a może i odwagi . Politycy zaś serwują tylko  kowalskim frazesy o wartościach chrześcijańskich i miłości bliźniego , karmią młode pokolenia gruszkami na wierzbie ,oskarżając się na wzajem W tym świntuszeniu niestety uczestniczy Kościół . W mediach i szkołach też nie ma pełnej prawdy,a tylko fobie, Kość niezgody miedzy narodami przechodzi na kolejne pokolenia po obu stronach granicy wschodniej!Na odwiedziny braci stryjecznych muszę mieć wizę i przejść upokarzającą kontrolę celną.

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1580
17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1193
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1006
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 837
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 945
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 878
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 923
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 538
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 868
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 756
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 759
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Moja babka opowiadała historie jeszcze z zaboru pruskiego, przekazywane z ust do ust. Niedaleko jej miejsca zamieszkania przebiegała granica pomiędzy zaborem ruskim i pruskim. Szczęśliwcami według niej byli ci, którzy w zaborze pruskim się urodzili i żyło im się lepiej.

Takie opinie nie są odosobnione,mają udokumentowanie Nie wiem,czy obiektywne na ten temat opracowania naukowe istnieją.Dziękuję za uwagi

  Kitek,  30/06/2010

"Bóg tak chce-odpowiadał. Niesprawiedliwość jest i będzie , dorośniesz ,to zrozumiesz te święte słowa".
Wielu nie rozumie tych słów, ale jedno jest pewne - Bóg zawsze tak chciał.

I na to wskazuje biblia,a zachowanie znachorów religijnych,występujących w jego i mieniu to potwierdzają

  swistak  (www),  30/06/2010

Kitek ! Ojcem naszym jest Kain, a matką pewnie małpa, bo chyba nie współżył z babką . Mieszanie Boga do tego co robi wolny człowiek, to tylko Twoje insynuacje.

A mnie zachwyciła poezja opisów... prawie można zobaczyć te strony dzieciństwa Pana Szymona. I jeszcze jedno, dzieciństwo było niezmiernie trudne, a w słowach jakaś dziwna nadzieja, tęsknota ... nie wiem, coś nieuchwytnego.
Jak zwykle jestem oczarowana artykułem.
Pozdrawiam

Pani Hanno,dzięki pani komentarzom mam chęć pisać jeszcze o tamtych odległych latach ...Pozdrawiam z powazaniem

  Anna Sz.,  30/06/2010

Panie Szymonie,po przeczytaniu tego artykułu zamknęłam oczy i przeniosłam się w tamte czasy .Tak piękne opisy

No.no..chyba jutro tez będzie słonce,skoro Anan Pani Szarskiej tak pięknie napisała.Zamykam tez oczy i przenoszę Panią na zielone wzgórza nad Soliną.Pozdrawiam serdecznie.

Panie Szymonie, napisał Pan:
"Pewnego razu braciszek włożył do pieca zapalnik od rosyjskiego granatu. Piec się nie rozwalił, lecz garnek z ziemniakami szlak trafił,a konewka z mlekiem spadła na klepisko. Oberwałem chłostę za niedopilnowanie, a braciszek ze strachu dostał biegunki".

Niedawno na Eiobie opublikowano artykuł o rodzicach, dzieciach i opiece społecznej w Szwecji pt. "Napl

...  wyświetl więcej

Panie Andrzeju,cieszę się,ze pan napisał taki obszerny komentarz.W pełni podzielam pańskie zdanie.Tamte realia,a szwedzkie to nie da się porównać.Ponadto wszystko co najpiekniejsze było tam w moim życiu zawdzięczam mamie!,.Całą trójkę dzieciaków przywiozła do Polski.I to był w tedy dla nas cud nad Wisłą.Pierwsza milosc matczyna,druga psia ,a trzecia dziewczęca.!Znam aż nadto te trzy.Dwie pierwsze ...  wyświetl więcej

  2o5ia,  01/07/2010

Panie Andrzeju. Kilka dni temu natknęłam się na jedno z Pana wspomnień i pochłonęło mnie tak bardzo, że jednym ciurkiem przeczytałam je wszystkie. Pańskie teksty są tak fascynujące i realistyczne w swoim przesłaniu, że pojawia się duży niedosyt kiedy minie się ostatnią kropkę. Właśnie dzięki takim historiom rozgrywające się w sercach miliona zwykłych ludzi jesteśmy w stanie choć trochę pojąć i zro ...  wyświetl więcej

  2o5ia,  01/07/2010

Panie SZYMONIE,przeprasza za pomyłkę chodziło mi oczywiście o Pańskie artykuły, chociaż pod komentarzem Pana Andrzeja też się podpisuję :)

Mój sympatyczny Czytelniku ,nie ma sprawy,.cieszę się tylko,ze Panu odpowiadam.to zachęca do pisania dalszego Serdecznie pozdrawiam

Piękny i mądry tekst! Serdecznie pozdrawiam:-)

Panie Grzegorzu,miło mi bardzo,ze moje teksty są chwalone.Pozdrawiam serdecznie

  Menoff,  15/07/2010

Bardzo ładny tekst. Zwłaszcza podsumowanie jest bardzo fajne.
Pozdrawiam ; )

Jeśli mnie Pan Lukasz wyrocznia;,to nie jest ze mną ,aż tak złe.Dziękuję bardzo i pozdrawiam



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska