Login lub e-mail Hasło   

Z wizytą u Alberta Einsteina

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.viapoland.com/site/art/1/11/504.html
Ukazała się wnikliwie opracowana monografia, poświęcona najsławniejszemu geniuszowi w dziedzinie fizyki, Albertowi Einsteinowi. Książka ta budzi wspomnienia...
Wyświetlenia: 1.410 Zamieszczono 30/06/2010

Do stolicy Szwajcarii - Berna przyjeżdżają pasjonaci odkryć naukowych Alberta Einsteina. Z dworca kolejowego idą zazwyczaj Spitalgasse w kierunku znajdującej się w zakolu rzeki Aare starówki. Zatrzymują się przy słynnej Wieży Zegarowej, będącej niegdyś bramą miejską, która stoi u wlotu Kramgasse. Główny zegar Berna wskazuje czas od 1191 r., czyli niemal od momentu założenia miasta. O każdej pełnej godzinie turyści mogą zobaczyć poruszające się na niej figurki z 1530 r.

 

Przez bramę pasjonaci wchodzą na Kramgasse, wzdłuż której po obu stronach stoją zabytkowe kamienice z podcieniami. Zanim dochodzą do budynku oznaczonego numerem 49, mijają co kilka metrów przyciągające wzrok kolorowe fontanny z oryginalnymi figurkami. Każda z nich jest inna, a feerią barw mieni się między szarymi elewacjami kamienic. Znalazłszy się przed dwupiętrowym domem, który odróżnia od innych, stojących obok w szeregu, jedynie czerwonymi pelargoniami w oknach, wspinają się na drugie piętro po drewnianych, spiralnych schodach do dawnego mieszkania Einsteina, miejsca, gdzie utworzono jego Muzeum. W klatce schodowej postać uczonego naturalnej wielkości wita z fotografii.

 

W dwupokojowym mieszkaniu odtworzono w stylu epoki I połowy XX w. dwa pomieszczenia, w mniejszym – kominkowym urządzono sklepik z materiałami o Einsteinie oraz kasę recepcyjną, a w większym salon. Trafiają tu turyści z różnych stron świata, więc słychać różne języki. W niewielkim salonie są dwa okna, przez które wlewa się blask słoneczny. Wychodzą one na ukwieconą Kramgasse. Kotary okienne chronią przed jego nadmiarem. Wiatr porusza pelargonie na parapecie i liście kwiatów umieszczonych przy oknach. Na środku pokoju stoi okrągły stół, wokół którego swobodnie krążą zwiedzający. Nikt nie kontroluje czasu, jaki im upływa podczas kontemplacji tego miejsca.

 

Zainteresowani dłuższym pobytem wędrują piętro wyżej, gdzie w sali multimedialnej można obejrzeć film dokumentalny o uczonym. Nie ma przewodnika, ale goście na ogół nie potrzebują objaśnień. Kilka mebli, stojących przy krytych ozdobną tapetą ścianach oraz szereg fotografii nie wymagają komentarza. Wystrój tworzy klimat mieszkania, do którego w każdej chwili mógłby wrócić Einstein.

 

Mimo skromności ekspozycji muzeum czyni nadzwyczajne wrażenie, gdyż daje pojęcie o tym, w jakich warunkach zrodziło się odkrycie, które zrewolucjonizowało świat. To właśnie w tej przestrzeni, przy stole, przy którym teraz można przysiąść, zrodziło się w roku 1905 równanie: E=mc2  (energia równa się iloczynowi masy i prędkości światła do kwadratu). Einstein miał wtedy powiedzieć: „Ta koncepcja jest zabawna i pociągająca, ale nie jestem pewny, czy Bóg nie śmieje się ze mnie i czy nie spłatał mi figla”.

 

Bogusław jest jednym z wielu turystów, którzy tłumnie odwiedzają mieszkanie sławnego fizyka. Przyjechał do Berna z Polski powtórnie, specjalnie do muzeum Einsteina. Gdy z pokoju wychodzi grupa Chińczyków, siada na jednym z trzech krzeseł, stojących przy stole. Przegląda album z dokumentami. Mówi:

 

Mało jest w historii ludzi, którzy zmienili charakter nauki i postrzeganego przez nią świata. Było to dane tylko wyjątkowym umysłom. Od momentu wejścia Einsteina w świat fizyki datuje się nowa epoka w tej dziedzinie – powstaje współczesna fizyka teoretyczna. Człowiek ten odważył się spojrzeć na świat fizyki Izaaca Newtona i Christiaana Huygensa z nowej perspektywy, najbardziej prostej, którą można przyrównać do spojrzenia dziecka. Mianowicie zapytał, jak by wyglądał świat, gdyby obserwator podróżował z prędkością światła. Odpowiedź na to naiwne pytanie stało się inspiracją do stworzenia szczególnej, a w konsekwencji ogólnej teorii względności. Jak wiadomo, przyczyniła się do powstania nowych dziedzin nauki, a tym samym zaważyła na dziejach ludzkości. Dla mnie ten twórca jest wzorem w sferze dokonań naukowych. Rozgraniczam tę sferę od prywatnej, gdyż niestety, jego geniusz nie szedł w parze z idealnym obliczem w życiu rodzinnym”.

 

Ogarniając wzrokiem pokój mieszkalny, dostrzega się ślady rodzinnego życia Alberta Einsteina: kobiece suknie i plecioną kołyskę dziecinną, w jakiej leży miś. Budzą ciekawość sprzęty i przedmioty, zwłaszcza, że prywatna sfera życia uczonego nie tylko z okresu berneńskiego przez wiele lat pozostawała w ukryciu. Prawdę odsłaniają dopiero najnowsze prace, z których wyłaniają się skomplikowane dzieje związków z kobietami. Z pewnością ogromną wartość mają także doniesienia, dotyczące jego relacji z przyjaciółmi i uczniami. Interesujące są naukowe dysputy, w które z nimi wchodził.

 

Wśród istotnych publikacji o twórcy rewolucyjnej teorii względności, przybywających z każdym rokiem, jest już książka Waltera Isaacsona „Einstein. Jego życie, jego wszechświat”. Wyróżnia się ona nie tylko obszernością, ale i jakością dokumentacyjną. Autor informuje, że miał jako pierwszy dostęp do prywatnych archiwów uczonego, otwartych w 2006 r. Dzięki nieznanym do tej pory materiałom jego praca obala mity i hipotezy narosłe wokół noblisty. Monografia odpowiada na wszystkie pytania, jakie stawia sobie czytelnik.

 

Sprawa pożycia z pierwszą żoną, z którą Einstein dzielił mieszkanie przy Kramgasse, jest tylko jedną z wielu historii, jakie zostały w niej opisane. Książka pozwala ze szczegółów odtworzyć codzienne życie wybitnego fizyka między innymi za sprawą przytoczenia wielu anegdot, relacji z poszczególnych zdarzeń, co pozwala czytelnikowi znaleźć się w centrum świata bohatera. Lektura monografii ożywia przestrzeń poznaną podczas wycieczki do stolicy Szwajcarii.

 

W Bernie podjął Einstein swoją pierwszą pracę po studiach na Politechnice w Zurychu. Pracował jako urzędnik państwowy w biurze patentowym, do którego wędrował codziennie, mijając dekoracyjny zegar z wizerunkami planet. Być może jego uwagę zwracał tańczący błazen z dzwonkami, a może Ojciec Czas z berłem i klepsydrą. Praca urzędnicza nudziła go, nie satysfakcjonowała, więc w wolnym czasie spisywał swe rozważania na luźnych kartkach, które skrywał przed przełożonym w jednej z szuflad biurka w urzędzie – schowku nazwanym przezeń „wydziałem fizyki teoretycznej”. Gdy kończył pracę, jedyna biblioteka naukowa w Bernie była zamknięta. Wieczorem lub w niedzielę szedł do kawiarni. Raz w tygodniu grał w kwartecie smyczkowym. W relacjach z tych lat ogromne znaczenie nadaje się spacerom po mieście i okolicach, gdyż wówczas Einstein miał rozmyślać, snuć eksperymenty myślowe, co zaowocowało odkryciem.

 

Wydaje się, że najważniejszym zdarzeniem z okresu berneńskiego był fakt, iż w ciągu 5-6 tygodni Einstein napisał artykuł trzydziestostronicowy – początek jego teorii względności. Bez wątpienia był to moment przełomowy i doniosły w dziejach nauki. Wizyta w jego mieszkaniu i lektura biograficznej opowieści o nim uprzytomnia jednak, że nie jest to cała prawda o tym człowieku. W tym czasie Einstein założył także rodzinę, co zresztą z reguły dla większości ludzi stanowi najistotniejszy fakt w życiorysie. Zdarzeń osobistych nie można przeoczyć, gdy stawia się przed sobą zadanie poznania człowieka. Książka Isaacsona na to pozwala, gdyż uwzględnia dwa nurty spraw: to, co składa się na życie i to co, co nazwać można wszechświatem Einsteina, co podkreśla podtytuł.

 

Einstein ożenił się z Milewą Marić, inteligentną koleżanką ze studiów. To jej zdjęcia widnieją w mieszkaniu berneńskim. Przed ślubem przyszło na świat pierwsze ich dziecko, którego los nie jest dotychczas znany. Isaacson rzuca światło na okoliczności, które sprawiły, że ojciec nigdy nie zobaczył swojej córki Lieserl. Utrzymuje różne hipotezy, dotyczące jej utraty: jedną - o śmierci dziecka w wieku dwóch lat oraz drugą - o oddaniu go do adopcji. Ta skrywana przed przyjaciółmi i światem tragedia rodzinna została zatarta w skutek zniszczenia listów, w jakich była mowa o córce. Niemniej, mimo niepełnej dokumentacji, trzeba przyznać, że biografowi udaje się nakreślić przekonujący bieg wypadków.

 

W kołysce dziecinnej, znajdującej się wśród ekspozycji muzealnych, położono misia. Trudno zgadnąć, czy ta zabawka należała do dzieci Einsteina. Można jednak przypuścić, że symbolizuje narodzenie drugiego dziecka, które ojciec usiłował już wychować z pensji urzędniczej. Przyszło ono na świat właśnie w Bernie 14 maja 1904 r. Syn Hans Albert Einstein zastąpić miał utraconą Lieserl. Z listów Milevy wynika, że jej mąż często spędzał czas w domu, bawiąc się z synkiem. Można uznać, że był to okres sielanki ich małżeństwa, co w obliczu późniejszych konfliktów i napięć, kiedy Albert wdał się w batalię z żoną o pieniądze i meble, czy wiązał się z innymi kobietami, każe go wyróżniać w jego życiu.

 

Ze względu na jakość dokonań naukowych Einsteina bieg jego życia prywatnego przesuwa się na margines. W centrum uwagi entuzjastów jego odkryć staje jego postawa naukowa, a także filozoficzna – jego oryginalny sposób myślenia o człowieku i świecie. Niektórzy szczególnie cenią jego nonkonformizm, odznaczający się dystansem nie tylko wobec konwenansów, ale także własnych ograniczeń. Wyraża jego autoironiczny stosunek choćby myśl następująca: „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują”.

 

Postawę Einsteina charakteryzuje miłość do fizyki. Oddanie nauce, które stanowiło dlań oparcie w najgorszych chwilach, było w gruncie rzeczy azylem przed problemami osobistymi. Przy tym pasja naukowa łączyła się z fascynacją grą na skrzypcach. Autor monografii przywołuje znamienną wypowiedź, w której fizyk ujawnia źródła tej zatraty w nauce czy muzyce:

 

„[...] jednym z najmocniejszych motywów prowadzących do sztuki i nauki jest chęć ucieczki od poprzedniego życia z jego bolesną surowością i beznadziejną pustką. Człowiek próbuje stworzyć w jakiś odpowiadający mu sposób uproszczony i przejrzysty obraz świata i przezwyciężyć świat przeżyć przez próbę zastąpienia go w pewnym stopniu tym obrazem. Czyni to malarz, poeta, filozof spekulatywny i badacz przyrody, każdy na swój sposób. Do tego obrazu i jego kształtowania przenosi on punkt ciężkości swojego życia uczuciowego, by w ten sposób szukać spokoju i pewności, których nie potrafi znaleźć, obracając się w zbyt wąskim kręgu zamkniętego koła osobistych przeżyć”.

 

Nie sposób odmówić słuszności powyższym uwagom Einsteina.. Trzeba jednak przyznać, że chociaż opowieść biograficzna Waltera Isaacsona ukazuje ich wymowę na przykładzie jednostkowego losu, to przekonuje o ich uniwersalności.

 

 

Tekst i zdjęcia: Adrianna Adamek-Świechowska

 

 

-------------------

Walter Isaacson, Einstein. Jego życie, jego wszechświat, przeł. Jarosław Skowroński, wyd. I, W.A.B., Warszawa 2010, s. 624.

Podobne artykuły


91
komentarze: 20 | wyświetlenia: 95440
47
komentarze: 229 | wyświetlenia: 285408
44
komentarze: 12 | wyświetlenia: 41140
33
komentarze: 21 | wyświetlenia: 24263
31
komentarze: 26 | wyświetlenia: 2973
30
komentarze: 8 | wyświetlenia: 44705
25
komentarze: 6 | wyświetlenia: 4618
21
komentarze: 5 | wyświetlenia: 14353
20
komentarze: 11 | wyświetlenia: 31778
20
komentarze: 5 | wyświetlenia: 6322
19
komentarze: 4 | wyświetlenia: 6830
20
komentarze: 34 | wyświetlenia: 15283
 
Autor
Artykuł



Postać genialnego uczonego budzi niezmienne zainteresowanie. Jak widzę, na Eiobie jest aż kilka tekstów o Einsteinie.

Einstein to świetny filozof... Polecam jego pisma filozoficzne:)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2016 grupa EIOBA. Wrocław, Polska