Login lub e-mail Hasło   

O tempora, o mores - czyli o tym, że dawne czasy nie były takie grzeczne...

Mrożące krew w żyłach doniesienia prasy o tym, jak łamano prawo i dobre obyczaje w XIX wieku. Pisownia oryginalna!
Wyświetlenia: 4.324 Zamieszczono 05/07/2010

Rewolwer pośrednikiem w małżeństwie. W Madrycie przyszła pewna dama do fotografa, aby ją odfotografował. Fotograf, przyrządziwszy, co potrzeba, spojrzał raz jeszcze na damę, lecz jakżeż się przeraził, gdy zobaczył ją trzymającą rewolwer przy skroni. Zakrzyknął z przerażenia, ale pani oświadczyła mu, że nie ma złych zamiarów, że rewolwer nienabity, pragnie tylko w tej pozycyi być fotografowaną. Pokazało się, że miało to być upomnienie dla niewiernego, czy obojętnego narzeczonego, który rzeczywiście wzruszony niezwykłą fotografią, wkrótce z opuszczoną zawarł śluby dozgonne. 

Dwutygodnik dla kobiet, Poznań 14 kwietnia 1883 r.

 

Ostrożnie z fiołkami. Niedawno w pobliżu Hanoweru jechały koleją żelazną dwie panie. Jedna z nich powąchała chętnie podany jej bukiet fiołków, poczem nagle popadła w sen głęboki. Gdy się obudziła, nie było towarzyszki – a zarazem znikła portmonetka. Niewinne fiołki były zaprawione usypiającym płynem.

Dwutygodnik dla kobiet, Poznań 26 maja 1883 r.

 

Morfinomania zaczyna w Paryżu coraz więcej się upowszechniać i to głownie między wyższemi stanami. Znacznego zastępu dostarczają na tem polu paryżanki. Jedne z nich używają samego opium w małych fajeczkach. W tym celu są urządzone sale, służące wyłącznie dla lubowiczek owej ingredyncyi narkotycznej (opim, zbierane z maku, zawiera wiele trujących części narkotycznych). Morfina jest to niejako wyskok opium, bardzo ważne lekarstwo dla ludzi, cierpiących na bezsenność, gdyż sen przywraca. Używają jednakże morfiny i zdrowi ludzie, oczywiście z wielką szkodą zdrowia i ukróceniem życia. Eleganckie damy w Paryżu noszą przy zegarku malutkie sztyleciki, służące do wstrzykiwania morfiny. Lekarze występują energicznie przeciw tym nadużyciom, ale bezskutecznie. Na mniejsze rozmiary upowszechnia się także używanie eteru, zatem mamy i eteromanię. Zdaje się nieraz, że ludzie sami szukają sposobów, aby jak najprędzej zrujnować zdrowie i ukrócić sobie życie.

Dwutygodnik dla kobiet, Poznań, 1 sierpnia 1885 r.

 

Niedawno temu umarł pewien obywatel w Glasgowie, który w rozmaitych towarzystwach swe życie zabezpieczył na 30,000 funt. szterlingów. Bezpośrednio po jego śmierci zgłosiły się po tę summę trzy rodziny, to jest trzy matki z dziećmi swojemi, a jedna drugiej nie znała. Trudno dowieść, która z tych rodzin ma prawo do zabezpieczonej summy, tyle jest rzeczą pewną, że ów zmarły obywatel z każdą z owych kobiet brał ślub w innym kościele i wszystkie trzy rodziny dostatecznie utrzymywał. Zawsze powiadał, że wyjeżdżał w dalekie podróże, i tym sposobem do czternaście dni z kolei bawił śród tych trzech rodzin.

Dziennik Domowy, Poznań 13 grudnia 1847

 

Ożeń się lub umieraj. Pewien młodzieniec w Cork był przez dziesięć lub jedenaście miesięcy bardzo zajęty młoda panną i pozyskał jej wzajemność. Dla ukończenia swych nauk udał się do stolicy i oddalił bez oświadczenia grzeczności lub przyrzeczeń małżeńskich pannie młodej, której składał kadzidła. Czyli w czasie rozdziału tego pisywali do siebie kochankowie, nie wiemy, czas przeszedł, a młody panicz powrócił do domu. Nie kwapił się też odświeżyć dawniejszej znajomości, ale pewnego poranku, kiedy jeszcze w łożu spoczywał i dumał, doniesiono mu, że jakaś osoba obca życzy sobie z nim mówić. Ubrał się spiesznie i postrzegł, że wchodzi do niego brat owej panny, której składał hołdy; po krótkim pozdrowieniu oświadczył mi, że przychodzi z zapytaniem czyli z długu swego chce się uiścić względem siostry jego. Panicz zaręcza, że nigdy swej ręki nie przyrzekał pannie, nawet jej serca swego nie poświęcał, a tem mniej ją obraził lub uszkodził. Nic nie pomogło, wezwał go do oświadczenia tego w obec siostry jego. Młodzieniec przystał na to i udał się do pomieszkania panny. Jakieś było jego zdziwienie, gdy obaczył tam duchownego protestanckiego, gotowego do pobłogosławienia małżeństwa, na które nie przystawał i zgromadzonych krewnych panny. Na stoliku leżały pistolety. Cóż to znaczy? Wkrótce go objaśniono. Nie tylko zakłóciłeś spokojność duszy panny, powiedziano mu, ale nawet pozbawiłeś ją dobrej sławy, musisz się żenić natychmiast, albo skutki ponieść oporu. Wskazano na pistolety. Nie zważano wcale na jego zaklinania się, nie uwierzono, że tylko składał jej hołdy grzeczności. Nie chcąc się nakoniec wystawić na nieprzyjemności, zezwolił na małżeństwo. Duchowny pobłogosławił małżeński związek i oddalił się; ponieważ pan młody był katolikiem, a narzeczona protestantką, przeto i katolicki ksiądz dokonał ze swej strony formalności. Teraz widząc się obarczonym więzami małżeńskimi, stracił siły i padł bez zmysłów. Nareszcie przyszedł do siebie i nie przeszkadzano mu powrócić do domu. Dziś zaniósł skargę do sądu o gwałt dokonany i w krótce dowiemy się kto ma słuszność?

Dziennik Domowy, Poznań 15 listopada 1847

 

Oświadczenie więźnia. Jedyny więzień w Nantucket doniósł niedawno szeryfowi, że jeżeli więzienia lepiej niewyporządzą, dłużej w niem pozostać niemoże. „Drzwi”, powiada, „niemają zamku, a trudno mi je ciągle trzymać i przymykać”.

Dziennik Domowy, Poznań 12 lutego 1840

 

Szczególniejsze zaloty. Wilhelm zdobywca długo napróżno starał się o rękę Matyldy z Flandryi, nareszcie postanowił okazać dobitnie zapał swojej miłości. Zasadził się na ulicy w mieście Bruegge, powracającą Matyldę z kościoła porwał i w błoto wepchnął, podarł przepyszne na niej suknie, uderzył kilka razy i oddalił się. Zaloty tym sposobem doprowadził do końca. Matylda obawiając się, aby coś podobnego drugi raz się niewydarzyło, a może i dla tego, iż się przekonała o gwałtownej miłości Wilhelma, zezwoliła na małżeństwo.

Dziennik Domowy, Poznań 8 kwietnia 1840


Tyle wyczytać można w prasie z połowy XIX wieku. A co robili wtedy Twoi przodkowie? Czy pradziadek dyskutował z mężczyznami przy pracy o szerzącej się morfinomanii? Czy prababcia, przyjmując bukiecik fiołków od wielbiciela, myślała o owych otrutych damach spod Hanoweru? Warto zobaczyć swoją własną historię przez pryzmat codziennego życia naszych pradziadków. Warto ich lepiej poznać - i polubić. I zrobić to może każdy z nas.

www.mikrohistoria.pl

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1513
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1644
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1066
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1020
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1003
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 903
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 926
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 981
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 822
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 613
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 956
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 805
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 824
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  dnavyk  (www),  06/07/2010

"obywatel w Glasgowie" - piękne :) "Nie ma takiego miasta Londyn - jest Lądek, Lądek Zdrój..."

  2o5ia,  08/07/2010

Ludzie wierzą, że kiedyś było lepiej może dlatego, że nie było mediów zasypujących każdego poranka zatrważającymi krew w żyłach informacjami...jednak mimo wszystko ja też należę do tej grupy patrzącej z nostalgią wstecz i wzdychającej...to były czasy



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska