Login lub e-mail Hasło   

ARRIVA - krok w tył

Inspiracją dla mojego tekstu jest artykuł pt. "PKP i czas urlopowy !".
Wyświetlenia: 1.408 Zamieszczono 27/07/2010

 

Od kiedy korzystam z usług kolejowego przewoźnika ARRIVA PCC, zacząłem dostrzegać jak bardzo nie doceniałem Polskich Kolei Państwowych. Tak się składa że PKP wspominam bardzo miło i ciepło, natomiast to, co dzieje się dziś na naszych torach, po prostu w głowie się nie mieści. Ale do rzeczy.

Proszę sobie wyobrazić, że zapowiada się mroźny, grudniowy dzień. Temperatura oscyluje w granicach -17 stopni, a do wschodu słońca jeszcze sporo czasu. Czekam na peronie wraz z kolegami i wieloma innymi ludźmi na pociąg do Bydgoszczy. To właśnie tego dnia ARRIVA zaczęła swoją karierę, i od razu zapisała się w pamięci wszystkich negatywnie. Dlaczego? Otóż pociąg przyjechał, a właściwie przejechał 70 minut po planowej godzinie przyjazdu. Użyłem słowa "przejechał", ponieważ skład nie zatrzymał się, a pojechał dalej. Tego dnia nie dotarłem już do szkoły. Podobnie jak inni nie dotarli do swojego miejsca pracy.

W ciągu kolejnych dni sytuacja niewiele się poprawiła: pociągi co prawda zaczęły zatrzymywać się na wyznaczonych stacjach, jednak kilkadziesiąt metrów przed lub za peronem. Nie zwalczono również opóźnień, a rekordem było z tego co pamiętam 140 minut (nie licząc kursów odwołanych).

"Początki bywają trudne" - tak komentowali sytuację ci, którzy byli wyrozumiali. Tych niewyrozumiałych wolę nie cytować.

Mijały tygodnie, ARRIVA stopniowo zaczęła "wyrabiać" się w czasie, jednak nie bez niespodzianek od czasu do czasu. Dlaczego więc nowy przewoźnik nie zyskał sympatii swoich klientów po dziś dzień? Oto kilka powodów, które postaram się w miarę dokładnie zobrazować:

1. Pociągi nie są dostosowane do ilości pasażerów. Szynobus o gabarytach niewiele większych od tramwaju wypuszczany jest na kilkudziesięciokilometrowe trasy. Mówię tu oczywiście o linii Bydgoszcz - Wierzchucin - Tuchola - Chojnice z wieloma mniejszymi stacjami pomiędzy, ponieważ nie znam sytuacji panującej na innych trasach. Wspomniany już szynobus (o nazwie SA106) jest w dodatku bardzo awaryjny, ale o tym w następnym punkcie. Do pociągu wchodzi średnio dwa razy tyle ludzi ile powinno, a niekiedy i więcej, zwłaszcza w piątki po południu oraz w okresie przedświątecznym. Utarło się nawet wśród pasażerów określenie "miejsce na glonojada", kiedy to pod naporem tłumu ludzie przyklejeni są do szyby. Wielokrotnie zdarzało się też, że ludzie widząc zatłoczony wagon po prostu rezygnowali z próby wejścia do środka i jechali innymi środkami transportu, lub czekali na kolejny pociąg. Nie wspominając już o fakcie, że wiele osób całkowicie przestało jeździć pociągiem, przesiadając się na własny samochód. Reszta tłoczyła się jak sardynki w puszce. Poza tym pociągi podstawiane są na kilka minut przed odjazdem (zimą też) - i wtedy zaczyna się walka o miejsca siedzące. Wszyscy "wbijają się" na chama, raz nawet byłem świadkiem zadeptania starszej pani, która upadła podczas wsiadania.

2. Awaryjność pojazdów szynowych. Z powodu częstych usterek technicznych na ARRIVĘ zaczęto mówić AVARRIA. Wielokrotnie odwoływano kursy pociągów lub przesuwano ich odjazd o kilkadziesiąt minut właśnie z powodu kłopotów natury technicznej. Skład typu SA106 przeważnie ma sprawną tylko jedną parę drzwi, natomiast o działającej toalecie można zapomnieć. Kilka dni temu taki szynobus nie mógł ruszyć z miejsca, gdyż w drugim członie pociągu zaciągnął się hamulec, i nijak nie dało się go odblokować. Nie wiem jak ta historia się skończyła, gdyż pojechałem samochodem. Natomiast na temat klimatyzacji wypowiadał się nie będę, ponieważ jest to urządzenie najwidoczniej zbyt trudne do ogarnięcia przez obsługę pociągu. A jak słyszę w mediach informację, że za granicą pasażerowie dostali po kilkaset euro odszkodowania za to, że musieli odbyć podróż w nieklimatyzowanym pociągu, to aż mi się wszystko w żołądku przewraca.

3. Cyrki z kasami biletowymi. Ostatniej zimy należało pożegnać się z logiką, ponieważ kasy biletowe były czynne na chybił - trafił. Jednego razu bilety kupione w kasach PKP były honorowane przez ARRIVĘ, innego razu już nie. Wszystko było spowodowane serią kłótni i pogodzeń między ARRIVĄ a PKP - poczekalnie wraz z kasami należą do Polskich Kolei Państwowych, więc przy każdym konflikcie PKP zamykały swoje stacje. Dlatego prawie przez całą zimę zamiast siedzieć w ciepłej poczekalni trzeba było marznąć na peronie. Co do biletów, to zawsze można zakupić go u konduktora w pociągu, więc ten problem jakoś rozwiązano. Dodatkowo na dużych stacjach, takich jak Bydgoszcz Główna otworzono specjalne kasy oznaczone logo ARRIVY.

4. Komfort. A raczej jego brak. Tłok, tłok i jeszcze raz tłok. W czasie ostatnich upałów często można było natknąć się na... włączone ogrzewanie! Paranoja! Tu dodam, że zimą często jeździmy w zimnych wagonach! A kilka dni temu jak zaczęli kombinować z klimatyzacją, to było tak zimno, że ludzie ubierali się w długie rękawy!

To oczywiście tylko niektóre niedogodności, opisałem jedynie te najważniejsze. Teraz pozwolę sobie scharakteryzować tabor, jakim wyposażona jest ARRIVA:

1. SA106 - przeważnie jeżdżą dwa człony tego składu, ale pojedynczy też się zdarza. Miejsca bardzo mało, w dodatku jest strasznie niewygodny i bez przerwy się psuje.

2. SA134 - nowocześniejsza wersja powyższego, ze sporą ilością miejsc siedzących. Wygodny i pojemny. Psuje się bardzo rzadko.

3. MR/MRD - sprowadzony z Danii, jeszcze chyba nigdy się nie zepsuł. Wygodne fotele, jednak bardzo szybko zaczyna brakować miejsc stojących (o siedzących nie wspominam)

4. Ym5 - pociąg produkowany w latach 1965 - 1984, o maksymalnej prędkości 80 km/h. Podobny do MR/MRD, jednak ma dużo więcej miejsca. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby był zatłoczony.

Wszystkie pociągi ARRIVY są klasy 2, nie ma miejsc dla palących, co mi osobiście bardzo odpowiada, jednak palacze narzekają, co jest zrozumiałe.

ARRIVA wygrała przetarg w 2008 roku, z tego co słyszałem na trzy lata. Nie wiem jak inni, ale ja wyrażam szczerą nadzieję, że stare dobre PKP wróci na nasze tory. Pociągi były podstawione na kilka godzin przed odjazdem, jak było gorąco wystarczyło opuścić szybę w dół i już było ok, zimą zawsze było nagrzane w wagonach. Opóźnienia zdarzały się sporadycznie (ARRIVA sporadycznie jeździ planowo), i nigdy, przenigdy nie zdarzało się, żebym nie znalazł sobie miejsca siedzącego. Bilety były tańsze, nawet klimat podróży był inny...

Zapraszam do komentowania mojego tekstu.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1683
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 969
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1244
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 899
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 826
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 495
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 625
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1099
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 789
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1032
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 920
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1160
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 535
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 754
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Nie mogę komentować. Ostatnio jechałem pociągiem coś ze trzydzieści lat temu.

  dzepson,  27/07/2010

W Katowicach zaczęły jeździć pociągi podmiejskie "Flirt". Czysto, jasno, klima, LCD, Łazienka wielkości przedziału w standardowym składzie PKP+ <werble> mydło i ciepła woda. Czyli jednak się da:)

  marian R,  24/10/2010

Ja również ostatnio korzystałem z usług tej powalonej instytucji około pięć lat wstecz. Wtedy to zostawiłem samochód w Katowicach a sam, a właściwie z żonką i synkiem udałem się do Gdyni pociągiem. W Katowicach kupiłem bilet, oczywiście z miejscówką- ale uwaga! bez numeru miejsca, znaczy miałem miejscówkę ale nie miałem przypisanego jej miejsca, rozumiecie coś z tego? Powiedziałem, że nie chcę pła ...  wyświetl więcej

  marian R,  24/10/2010

a ... zapomniałem dodać, że wtedy trasę z Katowic przez Warszawę do Gdyni cała moja rodzina spędziła z miejscówkami na korytarzu, najpierw na stojąco a następnie leżeliśmy plackiem na podłodze bo nie szło wystać. A kolej śmiała się z nas bo zapłaciliśmy durnie miejscówkę bez miejsca. takie coś tylko w Polsce

Dziekuje za komentarz. Nie ma co ukrywac, kolej w Polsce kuleje, i to na obie nogi.

Witaj Marianie :) Twoja historia jest jeszcze ciekawsza od mojej :)
Pozdrawiam :) Hanuta

Panie Leszku-20 :) Doszlam do wniosku, ze moja podroz pociagiem PKP, choc z przygodami, byla bardzo mila :) Niedlugo znow wyruszam w podroz koleja i juz jestem ciekawa co mnie teraz spotkaja za atrakcje :)
Pozdrawiam bardzo serdecznie - Hanuta

ach, zapomnialam dodac, ze pracownikom kolei bardzo wspolczuje warunkow w jakich musza pracowac i maja moj pelny szacunek... Dalam temu zreszta wyraz w moim artykule :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska