Login lub e-mail Hasło   

Krasnoludek

Zabiorę krasnoludka do domu!- pobiegł do bramy, a ja za nim, zdecydowana zabrać go z deszczu siłą. Przy bramie zamurowało mnie. Patrzyłam na "krasnoludka", przy którym kucał syn.
Wyświetlenia: 2.414 Zamieszczono 04/08/2010

Od rana padał deszcz, nie taki zwykły, ale rasowa, gęsta i zacinająca ulewa. Mój trzylatek właśnie się obudził i zaczął domagać się powitania z pieskiem. Pozwoliłam mu wychylić się za drzwi, przekonana, że pies na pewno siedzi na schodach pod daszkiem.

Trzasnęły drzwi i dziecko pobiegło na podwórko. Nie wracał przez chwilę mimo wołania, a kiedy się pojawił, był przemoczony i bardzo mocno czymś podekscytowany.

- Mamusiu, znalazłem krasnoludka!- ciągnąc mnie za rękę próbował wyjść znowu ze mną na dwór.

- Nigdzie nie wychodzimy, zobacz jak mocno pada. Przebieraj się szybko w suche ubranko- zamknęłam drzwi, a on dalej upierał się, żeby wyjść.

- Ale on jest cały mokry i płacze!

- Zostań w domu, zjesz śniadanie i pobawimy się w krasnoludki- przekonana, że wymyślił kolejną zabawę "w coś", zaczęłam zdejmować mu koszulkę.

- A ja zabiorę krasnoludka do domu!- wyskoczył na schody i środkiem kałuży pobiegł do bramy, a ja za nim, zdecydowana zabrać go z tego deszczu choćby siłą. Przy bramie w pierwszej chwili zamurowało mnie. Stałam przemoknięta i patrzyłam na... "krasnoludka", przy którym kucał syn.

 Na ziemi pod słupkiem bramy siedział ktoś, kogo rzeczywiście wyobraźnia trzyletniego dziecka mogła wziąć za krasnoludka: spod kłębka przemoczonych, dziwnych ubrań wystawały przemarznięte, sine i bose małe stópki. Zza zawiniętej chustki, przypominającej czapkę krasnoludka, widać było malutką, pomarszczoną buzię.

Syn kucał przed tą osobą i bezskutecznie ocierał jej twarz, nie wiadomo czy z deszczu, czy z łez, bo "krasnoludek" faktycznie płakał. Obrazek byłby nawet sielski, gdyby nie ten deszcz, zimno i widoczne absolutne zagubienie staruszki.

 Była bardzo malutka, drobna i krucha. Przemoczona do suchej nitki raczej nie wiedziała nawet, gdzie jest. Trzęsła się cała, zarówno z płaczu jak i zimna. Podniosłam ją z ziemi, a ona kurczowo trzymając się rękawa mojej bluzy podreptała za mną do domu. Rozchlapując wodę za nami skakał syn, wykrzykując, że mu nie wierzyłam, a on przecież naprawdę znalazł krasnoludka.

Przebrana w moje ubrania, za duże, ale suche i ciepłe, wysuszona i nakarmiona staruszka, popijając gorącą herbatę, wyglądała już jak normalna, bardzo mała i stara babcia. Przestała płakać, odzyskała głos i zachwycona przyjmowała opiekę małego, który niepilnowany byłby ją tą czułością zamęczył. Nadal przekonany, że ma krasnoludka, obskakiwał ją dookoła, podsuwając swoje zabawki, koc, kanapki, ciastka i co tylko wydało mu się wystarczająco atrakcyjne.

Szybko okazało się, że babcia rzeczywiście nie wie, gdzie jest, w jakiej miejscowości, nie wie, gdzie mieszka, jak się nazywa, ile ma lat, czy ma rodzinę ani skąd wzięła się akurat pod moją bramą. Wiedziała tylko, że szła do kościoła. Pamięć jej zastopowana była pewnie w czasach jej młodości, bo opowiadała, jak bardzo bała się, kiedy szła, że wpadnie pod koła wozu albo koń ją stratuje lub pan przegoni z drogi.

Bajka o znalezionym krasnoludku skończyła się szybko, zastąpiona przez prozę polskiej rzeczywistości, kiedy zadzwoniłam na policję. Dyżurny nie raczył nawet zainteresować się szczegółami, jak tylko dowiedział się, że znaleziona osoba jest dorosła- nikt nie zgłosił zaginięcia, więc nie ma tematu. Kolejny telefon do Caritasu z podobnym skutkiem: instytucja zajmuje się pomocą dla biednych, nie ma miejsc noclegowych, a jak poinformowała mnie pani " przechowalni dla nie wiadomo kogo też nie i to mój problem, co z tą babcią zrobić, skoro zabrałam ją z ulicy". Ręce mi opadły po kilku jeszcze telefonach do mieszkających w pobliżu sióstr zakonnych i opieki społecznej. Wszędzie podobna reakcja. Liczyłam na to, że skoro po staruszce widoczne jest, że wymaga stałej opieki, to może korzysta z pomocy ośrodka i przyjedzie ktoś, kto może ją rozpozna, okazało się jednak, że panie są zajęte i jedna z nich dopiero pojutrze ma wolne terminy na wizyty. Ze szpitala też nikt taki nie zaginął.

Zadzwoniłam więc jeszcze raz na policję. Wygarnęłam dyżurnemu, co o tym wszystkim myślę, postraszyłam, że nagrywam tą rozmowę i skoro bez zgłoszenia zaginięcia nic nie zrobi, to ja w takim razie zgłaszam znalezienie i prośbę o interwencję, bo znaleziona osoba zachowuje się agresywnie i wtargnęła na moje podwórko, prawdopodobnie chora psychicznie. Wymieniliśmy jeszcze kilka "uprzejmości" pod adresem przydatności policji i czepliwości "upartych bab". Zgłoszenie przyjął.

Policja przyjechała po prawie czterech godzinach. " Agresywna" osoba zawinięta w koc spała smacznie, pilnowana przez znalazcę. Panowie z patrolu z poczuciem humoru podeszli do zgłoszenia. Spisali okoliczności, niestety o krasnoludku też, bo syn z przejęciem opowiedział im, jak znalazł go przed bramą. Zrobić jednak nie mogli nic. Jedyne rozwiązanie, jakie zaproponowali, to zabranie babci do pokoju "na dołku", dopóki ktoś nie zgłosi zaginięcia lub nie znajdą jakiegoś domu opieki.

Obudzona staruszka na widok policji, zadawanych pytań i chyba w ogóle okoliczności znowu była roztrzęsiona i płakała. Płakał zresztą też i syn, który nie mógł zrozumieć, dlaczego policja przyszła po krasnoludka, a w dodatku krasnoludek się boi i "mamo, nie oddawaj go, on nic nie zrobił, ja chcę go mieć".

W efekcie babcia została u mnie, do czasu, dopóki ktoś się po nią nie zgłosi, rodzina czy instytucja. Zastanawiałam się tylko, czy coś takiego w ogóle jakimkolwiek aktem prawnym jest możliwe.

Po wyjściu policji zaczęłam się zastanawiać, w co się właściwie wpakowałam: nieznana osoba, bez zgłoszonego zaginięcia, wymagająca stałej opieki i prawdopodobnie jakiegoś leczenia, której nikt nigdzie nie chce przyjąć, a ja nie mam żadnych praw do decydowania o czymkolwiek związanym z tą osobą. I nie wiadomo, ile czasu spędzi  u mnie. Nie miałam jednak serca wyrzucić ją z powrotem na ulicę i czekać, żeby ktoś inny ponownie ją znalazł.

Na szczęście wieczorem znów pojawiła się u mnie policja, tym razem z kobietą, na widok której ożywiona i uszczęśliwiona babcia znów się rozpłakała, tym razem ze szczęścia i chaotycznie zaczęła jej opowiadać o swoim wnuczku  ( mój syn....), smaku wspaniałej herbaty i pokazywać, jakie dostała buty, bo było jej bardzo zimno w nogi. Patrząc na tą sytuację sama mało się nie popłakałam. Obserwując powitanie upewniłam się, że babci nie brakuje opieki i miłości.

Kobieta okazała się jej córką. Mieszkały we dwie, córka pracowała. Do matki zaglądała w tym czasie sąsiadka. Dzisiaj córka wyszła do pracy, a po powrocie do domu zastała otwarte okno i pusty pokój matki. Zwykle zamykała okno na zamek, drzwi do pokoju też, a dzisiaj zapomniała o oknie. Babcia wymyśliła sobie, że pójdzie się pomodlić, wymknęła się przez okno i tak błądząc po ulicach zamiast do kościoła trafiła pod mój dom. Poszukiwania u sąsiadów i na pobliskich ulicach nie przyniosły efektu i kobieta zgłosiła w końcu zaginięcie matki, przestraszona porządnie, kiedy kawałek od domu znalazła jej buty. Spadły jej z nóg, ponieważ nie umiała ich zasznurować.

Pojechały obie do domu, mój mały już nie płakał i nie domagał się krasnoludka; w międzyczasie udało mi się wytłumaczyć mu jakoś tą sytuację. Wszystko zakończyło się więc szczęśliwie.

Nasuwają się tylko pewne refleksje, jak funkcjonuje system społeczny w naszym państwie, gdzie w praktyce okazuje się, że w sytuacji, gdzie jest to naprawdę konieczne, nie ma instytucji, która byłaby w stanie udzielić pomocy i zagwarantować bezpieczeństwo i opiekę takiej osobie.

Tylko policjanci, którzy przywieźli do mnie córkę tej pani, byli z siebie zadowoleni, ponieważ........policja wykazała się skutecznością w działaniu, szybko znajdując zaginioną osobę...

....ale najważniejsze, że "krasnoludek"  w końcu trafił do swojego domu.

 

Podobne artykuły


13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 1191
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 716
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1325
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1556
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 921
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1290
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 1538
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1313
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 720
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 399
11
komentarze: 81 | wyświetlenia: 1076
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 906
11
komentarze: 65 | wyświetlenia: 1154
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Gamka  (www),  04/08/2010

Serpente:) jakże piękna i wzruszająca jest ta historia, ale jeszcze bardziej ściska za serce dobroć Twoja i Twojego synka:) Jesteś najcudowniejszą duszą w tym brutalnym i okrutnym świecie…… wzruszyłam się bardzo ….< chlip>….< chlip>
Pozdrawiam serdecznie Ciebie a buziaczki dla synka posyłam;)**

  serpente,  04/08/2010

@Gamka
Gamko, zawstydzasz mnie. To nie jakaś moja dobroć szczególna, a zwyczajny ludzki odruch. Myślę, że wiele osób na moim miejscu zrobiłoby to samo, Ty z pewnością. Wierzę w to, że wiele jest osób, które nie potrafią przejść obojętnie wobec kogoś potrzebującego pomocy. Pozdrawiam również ciepło!
Dziękuję oczywiście za głos.

  ,  04/08/2010

Czy jest wiele takich osób? - przy ostatnim załatwianiu jakiejś oczywistej mogło by się wydawać sprawy, dopiero u 10 osoby zauważyłem życzliwość i sprawę załatwiłem. A najgorsi są chyba znajomi, którzy na co dzień korzystają w różny sposób z człowieka, deklarując często wielką przyjaźń i pomoc, a jak przychodzi co do czego zwodzą w nieskończoność by w rezultacie się wykręcić.
Od słów do czynów dla wielu droga jest bardzo daleka. :)

  Gamka  (www),  04/08/2010

@serpente -
To jest szczera prawda co napisałam, takie osoby jak Ty zdarzają się bardzo rzadko i jest ich niestety nie wielu.
Każdy potrafi dużo mówić, udowadniać jakim jest wspaniałym człowiekiem, a kiedy zostaje postawiony przed sytuacją gdy potrzebna jest pomoc aby nachylić się nad tą osobą niestety jest to dla nich zbyt trudne i odrzuca ich sama myśl aby podać rękę starszym, bied ...  wyświetl więcej

  serpente,  05/08/2010

@viverti
@Gamka
Może jednak macie trochę racji, to może moja wiara w człowieka jest zbyt duża. Zanim zabrałam babcię spod bramy, trzech moich sąsiadów obserwowało ją ze swoich okien. Do tego te osoby, do których dzwoniłam, zasłaniające się jakimiś tam procedurami i regulaminami.
Mimo to naprawdę sądzę, że to nie wyczyn żaden pomóc komuś, a dać komuś suche ubranie jest niczym w ...  wyświetl więcej

  Robert_ja  (www),  10/08/2010

i dla tego moim zdaniem czlowiek nigdy nie powinien tak naprawde dorastać. Tylko dziecko potrafi [choćby trochę nieswiadomie] pomodz drugiej osobie bez względu na wszystko.

Ja osobiście za taką akcje wręczyłbym ci pokojową nagrodę Nobla :)

  serpente,  11/08/2010

Robert, masz rację, dzieci dopóki nie zostaną skażone "dorosłą" codziennością, to takie dobre duszki...na szczęście niektóre z tego nie wyrastają.
Za Nobla serdecznie dziękuję, ale przy prawdziwych Wielkich tego świata wstydziłabym się nawet spojrzeć w stronę takiego Nobla, już nie mówiąc o uzurpowaniu sobie praw do otrzymania go : ) : )
Cieszy mnie jednak bardzo, że aż tak wysoko, n ...  wyświetl więcej

  mala3440,  10/08/2010

Ta wzruszająco prawdziwa historia obnaża drastyczne luki prawne i brak zainteresowania ze strony różnych organizacji. Łatwiej, niż podjąć im jakiekolwiek działanie - jest zastosować tzw potocznie "spychologię" - czyli niech się martwi ktoś inny.
Jedynym pozytywnym aspektem jest tutaj zachowanie autorki. Popieram przyznanie jej Światowej Nagrody Wielkiego Serca.Nobel przy okazji;)
Dobrze że są na świecie jeszcze Ludzie - w pełnym tego słowa znaczeniu - o tak Wielkim Sercu!

Witaj, Mala!
Artykuł miał właśnie na celu odsłonięcie takich luk i podejścia organizacji, które przecież z racji swojego istnienia powinny zająć się właśnie takimi przypadkami.
Co do mojego zachowania, to pisałam już wcześniej- zwykły ludzki odruch.
......a serce każdego człowieka jest wielkie, wystarczy tylko je otworzyć i czasami posłuchać, co ono nam podszeptuje.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za poparcie!

Serpente, szczęśliwy taki dom, który odwiedzają krasnoludki. Możesz być dumna ze swego synka i własnej postawy.
Mam nadzieję, że pokolenie Twego syna będzie już bardziej wrażliwe a starość nie będzie tak uciążliwa.
Piszesz pięknie .... czytałam z zachwytem.
Pozdrawiam i punktuję
Hania

Haniu!
Cenne są Twoje słowa, bo znając Cię z artykułów i komentarzy, płycizna, niskość i bylejakość do Ciebie nie przemawiają.
Z syna jestem dumna z wielu powodów, m.in. dlatego, że....nadal potrafi spotkać na swojej drodze krasnoludka : )
Pozdrawiam cieplutko!

  Tomasz Het  (www),  11/08/2010

Fajnie napisane, podoba mi się

  serpente,  11/08/2010

Cześć Tomeh!
Fajnie, że zaglądasz czasami do moich artykułów. Jeśli ktoś coś pisze, to takie zdanie jak Twoje to dowód na to, że było warto napisać. Dzięki Ci za podtrzymanie wiary w siebie!

Wszystko, co chciałbym powiedzieć byłoby blade...
CHAPEAU BAS!

  serpente,  18/08/2010

To mnie jest blado, bo w obliczu Twojego komentarza zabrakło mi słów......
Może tak po prostu:...dziękuję, Grzegorzu!

  Bar_ka  (www),  09/10/2010

Dawno nie czytałam czegoś tak miłego, dobrego. Znieczulica to choróbsko którą zarażona jest spora część społeczeństwa. Piękna postawa serpente.

Dziękuję!

Dotarłam Serpente i do twoich artykułów... Krasnoludek wzrok przyciągnął i.... dziękuję z serca za dostarczenie mi dziś wzruszeń i refleksji... Masz cudnego synka i piękną duszę... a wiara w krasnoludki jak widać może być dla kogoś innego zbawieniem... Pozdrawiam serdecznie i ciebie i Malca, który jakże bardzo przypomina mi mojego synka...Kasia

Witaj! Zauważyłam to samo w Twoich tekstach, chociaż ostatnio wiele innych zajęć bardzo rzadko pozwala mi zajrzeć na eioba.
Może coś w tym jest, że nawet imię nosimy to samo.... :-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska